
Autor: Liao Yiwu
Tytuł oryginału: God is red
Tłumaczenie: Barbara Gadomska (z języka angielskiego)
Literatura: chińska
Wydawnictwo: Czarne
To już moje trzecie spotkanie z reportażami Yiwu i tak sobie myślę, że Prowadzącym umarłych postawił poprzeczkę tak wysoko, że już żadna inna jego książka mnie tak nie zachwyci 😉 . Co nie znaczy, że nie podoba mi się patrzenie na Chiny oczami tego dziennikarza, którego książki we własnym państwie były zakazane, a on sam spędził nawet trochę czasu w więzieniu.
Bóg jest czerwony to zbiór wywiadów i opowieści o chrześcijaństwie w Chinach, zebranych na przestrzeni lat – kiedy Yiwu jeszcze mieszkał w kraju (w 2011 roku uciekł do Niemiec). Myślę, że podtytuł nie do końca oddaje treść książki, bo choć autor faktycznie opowiada o przetrwaniu religii w czasach komunistycznych, to o jej rozkwicie raczej wiele tu nie przeczytamy. Większość jego rozmówców to chrześcijanie, którym faktycznie udało się przetrwać czystki religijne, zwłaszcza podczas rewolucji kulturalnej Mao. Jednak z ich wspomnień wyławia się obraz dawnych, lepszych dla religii czasów – sama podczas lektury miałam wrażenie, że chrześcijaństwo w Chinach najlepsze lata już miało za sobą. Nie da się jednak zaprzeczyć, że tragiczne wspomnienia bohaterów reportażu, wydarzenia, które dotknęły ich i ich bliskich, poruszają, czyta się je bardzo dobrze. Zresztą Yiwu dobrze pisze i te tłumaczenia pomiędzy chińskim – angielskim – polskim nie zepsuły dobrego stylu 🙂 . Inna bajka, że pewnie w Chinach znalazłoby się wiele osób, których historie z tamtych czasów byłyby równie poruszające – niezależnie od wyznawanej przez nie religii – bo cóż, takie to były czasy…
Ja jakoś ostatnio całkiem sporo czytałam o Chinach i Bóg jest czerwony wpasowało mi się w ten trend lektur. Chyba jednak przyda mi się trochę odpoczynku od czytania o tym kraju, a reportaż Yiwu – wciąż bardzo dobry w odbiorze – świetnie się nadawał na takie zakończenie 😉
Przeczytane: 7.03.2024
Ocena: 6/10








