Opublikowany w Reportaż

Tomasz Patora – Łowcy skór

Tytuł: Łowcy skór
Autor: Tomasz Patora
Literatura: polska
Wydawnictwo: Otwarte

Ten zbierający wysokie oceny reportaż już od jakiegoś czasu planowałam przeczytać, a gdy się w końcu za niego zabrałam, to – bez zaskoczenia – bardzo mi się spodobał. Po pierwsze: ciekawy i poruszający temat, po drugie: autor, który bardzo dobrze wie, o czym pisze (był jednym z dziennikarzy, którzy wyciągnęli sprawę łowców skór na światło dzienne) i umie to we właściwy sposób przedstawić. Samego Patory jest tu momentami dla mnie trochę za dużo, ale z drugiej strony ciekawie było czytać też o śledztwie dziennikarskim i z czym potem musieli się zmierzyć ci, którzy ujawnili zbrodnie w łódzkim pogotowiu.
Przyznam, że temat był mi dość ogólnie znany, bo gdy Patora, Stelmasiak i Witkowski ujawnili aferę, ja miałam 12 lat i nieszczególnie interesowałam się jej detalami. A potem to faktycznie zaczęło powoli przycichać i autor tutaj też rozwija wątek procesów sądowych i reakcji mediów oraz polityków – nic dziwnego, że mało co potem o tym temacie słyszałam. Jednak hasło łowcy skór było mi znane i nieubłagalnie przywodziło na myśl łódzkie pogotowie. Teraz mogłam poznać szczegóły zbrodni oraz historie opowiedziane przez pracowników szpitala oraz rodziny pacjentów, zapoznać się z niektórymi wybranymi przez Patorę materiałami sądowymi… I nie da się przejść obok tej książki obojętnie. To, do jakich sytuacji dochodziło w pogotowiu i to, że większość winnych uniknęła kary, przechodzi ludzkie pojęcie. Bezczelność oskarżonych w ich wypowiedziach przed śledczymi i sądem potrafiła być czasem równie porażająca jak ich wcześniejsza zbrodnicza działalność.
Bardzo polecam ten reportaż wszystkim – nawet jeśli przed laty śledziliście tę aferę, wiele rzeczy możecie sobie uporządkować tą lekturą, a także poznać dalsze dzieje sprawy sądowej. A jeśli tak jak ja nie znaliście szczegółów – tym bardziej sięgnijcie po tę książkę, bo tę historię po prostu trzeba znać…

Przeczytane: 19.07.2026
Ocena: 8/10

Opublikowany w Reportaż

Santiago Roncagliolo – Czwarty miecz

Tytuł: Czwarty miecz. Historia Abimaela Guzmana i Świetlistego Szlaku
Autor: Santiago Roncagliolo
Tytuł oryginału: La cuarta espada: la historia de Abimael Guzmán y Sendero Luminoso
Tłumaczenie: Tomasz Pindel
Literatura: peruwiańska
Wydawnictwo: ArtRage

Miałam dość wysokie oczekiwania w stosunku do Czwartego miecza i to z kilku z powodów. Przede wszystkim ze względu na bardzo ciekawy temat, o którym na dodatek naprawdę niewiele wiedziałam, liczyłam więc na sporą dawkę informacji o Świetlistym Szlaku i samym Guzmanie. Poza tym nie było to moje pierwsze zetknięcie z twórczością Roncagliolo – jego Noc szpilek jakiś czas temu bardzo mnie zachwyciła. No i ja w ogóle lubię reportaże, lubię sięgać po literaturę z krajów mniej mi znanych czytelniczo, więc moja ciekawość była dość duża. Tymczasem Roncagliolo zaserwował tutaj reportaż po prostu przeciętny i niestety, lektura mnie rozczarowała.
Na początku nie zanosiło się jednak, że będzie aż tak źle. Owszem, autora od pierwszych stron było tu za dużo, jego nic nie wnoszących do lektury uwag, problemów ze zbieraniem materiałów do książki oraz – chyba właśnie ze względu na niedobór właściwych rozmówców – nadmiar opowieści pobocznych. Mimo wszystko czytało mi się to całkiem nieźle, czułam się jakoś wprowadzona do historii Guzmana i organizacji, którą założył. Liczyłam na dalsze rozbudowywanie tych wątków, ale mocno się przeliczyłam. Nagle ni stąd ni zowąd zaczęłam czytać o aresztowaniu głównego bohatera reportażu i nie umiałam się w tym odnaleźć – przecież póki co dostałam tylko ogólne informacje, jeszcze tylu rzeczy dalej nie wiem, a tu już zmierzamy ku końcowi? Owszem, było jeszcze potem trochę o więzieniu i czasach bardziej obecnych, ale ta tytułowa historia Abimaela Guzmana i Świetlistego Szlaku była bardzo krótka, niewystarczająco rozbudowana i fragmentaryczna. Dodawszy do tego przeplatanie ciekawych wątków wstawkami własnymi Roncagliolo i mniej lub bardziej ciekawymi historiami pobocznymi, nie potrafiłam się zachwycić tym reportażem. Ma swoje dobre momenty, ale oczekiwałam tu czegoś zdecydowanie lepszego, a historię Świetlistego Szlaku chyba muszę tu pozgłębiać na własną rękę 😉

Przeczytane: 05.07.2026
Ocena: 5/10

Opublikowany w Reportaż

Martyna Wojciechowska – Co chcesz powiedzieć światu

Tytuł: Co chcesz powiedzieć światu
Autorka: Martyna Wojciechowska
Literatura: polska
Wydawnictwo: W.A.B.

Nigdy nie byłam szczególną fanką Wojciechowskiej, choć co nieco o jej działalności wiedziałam (ale i tak kojarzyła mi się głównie z Big Brotherem 😉 ). Nie odczuwałam potrzeby, żeby sięgać po jej książki, ale skoro Co chcesz powiedzieć światu wybrałyśmy na lekturę klubu książkowego, to trzeba ją było przeczytać. Lektura jest krótka i napisana bardzo prostym językiem, więc przeczytałam ją szybko, ale nie powiem, żeby miała ze mną zostać na długo. No i w gruncie rzeczy dalej nie wiem, co sama autorka chce powiedzieć światu za pośrednictwem tej książki…
Lektura zbiera zaskakująco dobre opinie i nie zaprzeczę, że był to jeden z powodów, dla których sama na nią głosowałam. Nie oglądałam ani jednego odcinka Kobiety na krańcu świata, więc nie przeszkadzało mi, że Wojciechowska przedstawia tu historie kobiet w większości znanych już z programu – dla mnie wszystkie były nowością. Większość z nich była też poruszająca i zapewne to stoi za wysokimi ocenami książki, bo ciężko nie darzyć pozytywnymi uczuciami bohaterek radzących sobie z najróżniejszymi przeciwieństwami losu. Nawet jeśli bohaterki te oczami Wojciechowskiej wydają się być wręcz bez skazy, co jest trochę odrealnione, ale cóż – nie mnie oceniać cudze życie, zwłaszcza gdy pokazano mi tylko jego urywek. Co mogę za to ocenić, to samą literacką część Co chcesz powiedzieć światu, a tu jest niestety bardzo słabo. Wspomniałam już o prostym języku – owszem, czytało się to szybko, ale miałam bardziej wrażenie, że czytam jakieś posty internetowe. Krótkie, dość ogólne, pełne samej Martyny (mamy historie różnych kobiet, a na początku każdej z nich zdjęcie bohaterki… w objęciach autorki, szczerze, po co w ten sposób?), a ja naprawdę nie przepadam za literaturą faktu, gdzie autora/-ki jest tak dużo. Podczas lektury przypomniało mi się znów, dlaczego nie jestem fanką opowiadań – przy tylu krótkich historiach ciężko po upływie jakiegoś czasu przypomnieć sobie, co w nich było. Nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że była to zła książka, bo wiele historii było ciekawych i dobrze, że Wojciechowska dała tym kobietom przestrzeń dla ich wypowiedzi. Jednak całościowo była to lektura mocno przeciętna i nie potrafię jej szczerze polecić 😉

Przeczytane: 23.06.2026
Ocena: 5/10

Opublikowany w Reportaż

Peter Hessler – Przez drogi i bezdroża

Tytuł: Przez drogi i bezdroża. Podróż po nowych Chinach
Autor: Peter Hessler
Tytuł oryginału: Country Driving: A Journey Through China from Farm to Factory
Tłumaczenie: Jakub Jedliński
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Czarne

Z pewną dozą sceptycyzmu podeszłam do tego reportażu, bo wydany został w 2009 roku, a Hessler materiały do niego zbierał w jeszcze wcześniejszych latach. W kraju tak szybko rozwijającym się jak Chiny dwadzieścia lat to cała wieczność i najzwyczajniej w świecie bałam się, że ta książka będzie już nieaktualna. Jednak Hessler nie zawodzi – czytałam już wcześniej Pogrzebaną, reportaż jego autorstwa o Egipcie, który bardzo mi się spodobał. Przez drogi i bezdroża to jeden z jego kilku reportaży o Chinach – autor mieszkał i pracował przez kilka lat w tym państwie, mówi dobrze po chińsku, więc mógł wielokrotnie rozmawiać ze zwykłymi ludźmi o ich doświadczeniach. A ci w czasach sprzed wszechobecnej technologii prędzej czy później potrafili się przed Hesslerem otworzyć. Wyszedł z tego naprawdę ciekawy i dobrze napisany reportaż, a co więcej – jest to reportaż, który się nie starzeje. Tak, dotyczy czasów, które należą już do przyszłości, ale świetnie uchwycił moment tej transformacji: od zniszczonego Wielkim Skokiem państwa, potrzebującego międzynarodowego wsparcia i będącego masowym producentem wszystkiego Made in China na światowy rynek, do międzynarodowej potęgi podbijającej inne kontynenty odpowiednimi umowami i inwestycjami, no i technologią. Chiny Hesslera są gdzieś pomiędzy jednym a drugim i widząc, jak to państwo wygląda współcześnie, z ciekawością cofałam się te dwadzieścia lat wstecz, by zrozumieć, jak do tego doszło.
Przez drogi i bezdroża podzielone są na trzy części. Pierwsza opowiada o wypadach autora wzdłuż Wielkiego Muru – trochę tu ciekawostek o samym podróżowaniu po Chinach w tamtych czasach, o dbaniu o zabytki, rozwoju turystyki, wsparciu międzynarodowym… To była najbardziej chaotyczna i najsłabsza część reportażu, która podbudowała mój początkowy sceptycyzm. Nie było źle, ale spodziewałam się, że będzie lepiej. Na szczęście to lepiej przyszło z częścią drugą, gdzie Hessler opisywał czas spędzony w małej chińskiej wsi. To życie na prowincji, codzienność biedniejszej części społeczeństwa, tradycje i przesądy, wpływ polityki na ten świat – czytało się to świetnie i niesamowicie się wciągnęłam w ten reportaż. Trzecia część, choć odrobinę słabsza, wciąż była fajna i wciągająca. Tutaj Hessler wyruszył do nowo powstałych fabryk i pokazywał, jak tworzyły się chińskie strefy przemysłowe, jak rosła chińska potęga gospodarcza w produkcji drobnych przedmiotów, o których często w ogóle nie myślimy.
Całość dała naprawdę fajny efekt końcowy – rzadko mi się zdarza czytać reportaże sprzed lat, które wciąż są ciekawe i z których można się wciąż bardzo wiele dowiedzieć. Fakt, nie jest to już Podróż po nowych Chinach, jak sugeruje podtytuł, ale jest to świetna opowieść, która pomaga zrozumieć, jak powstały obecnie nowe Chiny 🙂

Przeczytane: 16.06.2026
Ocena: 8/10

Opublikowany w Reportaż

Piotr Sochoń, Weronika Truszczyńska, Nadia Urban – Chiny jednego dziecka

Tytuł: Chiny jednego dziecka
Autorzy: Piotr Sochoń, Weronika Truszczyńska, Nadia Urban
Literatura: polska
Wydawnictwo: Znak Literanova

Zrzuciłam Chiny jednego dziecka na czytnik, planując podróż do Państwa Środka, a choć nie wyrobiłam się z lekturą przed samym wyjazdem, to i tak z ciekawością potem uzupełniałam swoją wiedzę o współczesnych Chinach. Sochoń, Truszczyńska i Urban – autorzy podcastu Mao Powiedziane – opowiedzieli o tym państwie z punktu widzenia słynnej polityki jednego dziecka. W jakich warunkach ją wprowadzono, jakie przyniosła skutki, jak są one odczuwane przez Chińczyków z miasta i ze wsi, co robią władze, by naprawić błędy z przeszłości… Oczywiście, nie przyznając się, że jakiekolwiek błędy popełniono 😉 . Ogromne dysproporcje między ilością kobiet i mężczyzn, wysokie koszty mieszkań, huoku, czyli restrykcyjny system meldunkowy, różne problemy z edukacją – to wszystko jest ze sobą powiązane i niesamowicie utrudnia życie współczesnym Chińczykom, a z naszego punktu widzenia wydaje się czymś nieraz nierealnym.
Chiny jednego dziecka to książka pełna ciekawostek, choć pewnie może się w niektórych aspektach wydawać wtórna dla słuchaczy podcastu. Ja nie słucham, ale obserwuję Truszczyńską na instagramie i już wyłapałam parę powtórzeń, ale nie przeszkadzało mi to w niczym w odbiorze lektury. Bardziej zwróciłam uwagę na różne powtórzenia w ramach samej książki, bo każdy był tu odpowiedzialny za inną część reportażu, no i niektóre treści się przewijają więcej niż raz w tych częściach 😉 . Mogłoby to wszystko być trochę spójniejsze, ale nie jest źle, żeby nie było. Książkę czytało mi się dobrze i szybko, zwłaszcza że byłam bardzo zainteresowana tematem. Tematyki zresztą lektura nie wyczerpuje, bardziej w ogólny sposób przedstawia całą tę problematykę, nakreśla sytuację, wciąż pozostawiając spore pole do dalszego zgłębiania informacji. Chiny jednego dziecka to całkiem fajna książka na start, żeby poznać sytuację społeczną Państwa Środka, a ja z ciekawością sięgnę jeszcze po inne lektury opowiadające o Chinach z innej perspektywy 🙂

Przeczytane: 7.06.2026
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Maciej Falkowski – Nasi Niemcy

Tytuł: Nasi Niemcy
Autor: Maciej Falkowski
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Niemców i przedstawicieli innych narodowości na przestrzeni wieków żyło na polskich ziemiach całkiem sporo – tak naprawdę ta znana nam obecnie czystość etniczna to efekt II wojny światowej i wymuszonych po niej przesiedleń. Uczono nas na historii o zakładaniu miast na prawie niemieckim, ale chyba żaden podręcznik nie wspominał o tym, jak masowo polscy władcy ściągali na polskie ziemie niemieckich osadników. I że nie jest to tylko kwestia średniowieczna, ale Niemcy zjeżdżali do Rzeczpospolitej i za późniejszych władców (zresztą chociażby za Sasów nie powinno to dziwić), a liczne osadnictwo za czasów zaborów też nie jest zaskoczeniem. Niemieckobrzmiące nazwiska w Polsce nie występują przecież tylko na Śląsku czy Pomorzu – czego sama jestem najlepszym przykładem 😉 .
Właśnie takie historie zebrał w całość Falkowski w reportażu Nasi Niemcy. Autor podróżował po całej Polsce i szukał poniemieckich śladów – zarówno po tych, którzy się zasymilowali i pozostali w kraju po wojnie już jako Polacy, jak i po tych, co mimo mieszkania w Polsce od pokoleń musieli szybko uciekać w połowie lat czterdziestych, by uniknąć komunistycznych czystek. Dużo tu naprawdę fascynujących i nieoczywistych historii, wiele z nich jest nieznanych nie tylko ogółowi, ale często też obecnym mieszkańcom dawnych niemieckich miejscowości i wiosek. Bardzo lubię takie grzebanie w historii i choć nie każda opowieść Falkowskiego poruszyła mnie równie mocno, a niektóre nawet wydały mi się trochę wtórne wobec wcześniejszych, to i tak bardzo się cieszę, że sięgnęłam po ten reportaż – warto było 🙂

Przeczytane: 27.05.2026
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Michał Przeperski – Dziki Wschód

Tytuł: Dziki Wschód. Transformacja po polsku 1986-1993
Autor: Michał Przeperski
Literatura: polska
Wydawnictwo: Literackie

Jestem rocznikiem ’89, więc transformacji nie mam szans pamiętać, byłam wtedy małym dzieckiem. Ale z ciekawością o niej czytam, żeby zrozumieć te wciąż niedawne i przełomowe wydarzenia, które dla jednych stały się niesamowitą szansą, na innych odbiły się masą ciężkich doświadczeń. Przeperski postanowił opowiedzieć o latach 1986-1993 z punktu widzenia tamtych czasów, bez współczesnego spojrzenia – w końcu łatwo byłoby to wszystko komentować teraz, gdy już znamy skutki transformacji. Oczywiście nie udało mu się całkowicie uniknąć współczesnych komentarzy, ale myślę, że w pewnym stopniu były one nawet potrzebne – bądź co bądź zamysł całkiem mu się udał. Opowieści swoje opierał na dawnych materiałach telewizyjnych, gazetach, statystykach (inna bajka, na ile były one wiarygodnym źródłem), pamiętnikach z tamtych czasów, choć nie zabrakło też najzwyklejszych wspominek.
Generalnie nie wyszło to wszystko źle, ale spodziewałam się chyba czegoś więcej. Z jednej strony spojrzenie na problematykę jest dość różnorodne – nie tylko ze społecznego punktu widzenia (młodzież ślepo zapatrzona w zachód, osoby, które na zmianach skorzystały i te, które przez nie mocno ucierpiały), ale też politycznego i ekonomicznego. A z drugiej mam wrażenie, że wszystko to było przedstawione dość ogólnie, a luźny język autora bardziej by mi pasował do zwykłej wypowiedzi czy mediów społecznościowych, a nie do takiego reportażu. Całkiem ciekawa lektura dla kogoś, kto nie siedział w temacie i transformacji nie znał/nie pamiętał, ale można by z tego tematu wycisnąć więcej 🙂

Przeczytane: 5.05.2026
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Marta Tomczok – Blizny

Tytuł: Blizny. Krajobrazy po przemyśle
Autorka: Marta Tomczok
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Po Blizny Marty Tomczok sięgnęłam z ciekawością, ale bez większych oczekiwań, mimo to poczułam się dość rozczarowana tym reportażem. Miał swoje dobre fragmenty, chyba najbardziej przypadł mi do gustu ten o Tarnobrzegu, który był najbliższy temu, jak wyobrażałabym sobie opowieść o zniszczonych przez przemysł krajobrazach. Wiele wcześniejszych rozdziałów było dla mnie bardziej historiami osób wysiedlonych, gdzie przemysł i krajobrazy stanowiły mniej lub bardziej odległe tło opowieści. I choć rozumiem, że warto te wspomnienia zachować i mogą one stanowić ciekawe uzupełnienie reportażu, mnie w pewnym momencie ich powtarzalność zaczęła męczyć. Wciągnęła mnie za to historia malarza Ludwika Holesza, tylko nie pasowała mi ona do tego reportażu – mogłaby być dodatkiem, ale nie historią samą w sobie.
Blizny pozostawiły we mnie poczucie, że owszem, polski przemysł – zwłaszcza za PRL-u – rozwijał się przy kompletnym ignorowaniu potrzeb i uczuć mieszkańców wysiedlanych terenów. Nie mam jednak ułożonego w głowie obrazu tego przemysłu, sytuacji politycznej, podsumowania najważniejszych faktów, bardziej szczegółowego spojrzenia na te miejsca współcześnie. Do tego reportaż czytało mi się dość powoli i topornie, cieszyłam się, kiedy go skończyłam i nie spodziewam się, by został w mojej pamięci na dłużej.

Przeczytane: 18.04.2026
Ocena: 5/10

Opublikowany w Reportaż

Katarzyna Tubylewicz – Nie czekam na szklankę wody

Tytuł: Nie czekam na szklankę wody. O świadomej niedzietności
Autorka: Katarzyna Tubylewicz
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Do twórczości Tubylewicz mam dość ambiwalentne podejście – potrafi pisać dobrze i ciekawie, potrafi też tworzyć książki bardzo słabe. Nie czekam na szklankę wody to lektura taka… po prostu okej – nie tak słaba jak Samotny jak Szwed, ale chociażby Moralistom nie dorasta do pięt. Przede wszystkim mam trochę wrażenie, że w temacie niedzietności powiedziano już wszystko i po skończonej lekturze nie odczułam, że z tej książki dowiedziałam się czegoś nowego. Owszem, autorka zebrała w całość najważniejsze powody, dla których kobiety nie decydują się na dziecko i poprzeplatała to czasem ciekawymi statystykami i danymi. To, na ile dobrze przedstawione były dane argumenty, zależało od rozmówcy, bo Tubylewicz dopuszczała do głosu bohaterki swojego reportażu, a te czasem potrafiły opowiadać ciekawie i konkretnie, a czasem nie. Niezbyt do mnie trafiały własne komentarze autorki albo jej porównywania się do bohaterek reportażu, bo może i ma syna, ale w Szwecji matka jedynaka to prawie jak bezdzietna, bo co to jest tylko jedno dziecko?
Podobała mi się różnorodność tematów poruszanych przez bohaterki reportażu. To nie tylko historie kobiet, które dzieci mieć nie chciały, bo nigdy nie czuły instynktu, bo nie umiałyby sobie poradzić z presją, bo nie trafiły na właściwego partnera w odpowiednim czasie czy nawet boją się zmian klimatycznych. Tubylewicz rozmawiała też np. z kobietą, która dziecko straciła i z inną, która po latach niedzietności uznała, że jednak tego dziecka pragnie. Ciekawie byłoby też dopuścić do głosu więcej starszych bohaterek, oceniających po latach swoje decyzje z młodości. Całościowo jednak autorka faktycznie zadbała o różnorodne spojrzenie na temat i to jej się chwali. Nie czekam na szklankę wody to reportaż dość krótki, czyta się go szybko i w miarę lekko. Można przeczytać, jeśli ciekawi was argumentacja niedzietnych kobiet, ale jeśli znacie już takie historie – można spokojnie odpuścić sobie tę lekturę, nic nie stracicie 😉

Przeczytane: 09.03.2026
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Bartosz Józefiak – Patodeweloperka

Tytuł: Patodeweloperka. To nie jest kraj do mieszkania
Autor: Bartosz Józefiak
Literatura: polska
Wydawnictwo: Znak Literanova

To już drugi reportaż o patodeweloperce w Polsce, jaki przeczytałam, po Dziurach w ziemi Drozdy. Z tych dwóch książek zdecydowanie bardziej polecam sięgnąć po tę Józefiaka. Autor przedstawił tę problematykę w przystępny sposób i choć tematu na pewno nie wyczerpał, to wyciągnął na światło dzienne wiele patologii polskiej deweloperki. I owszem, wielokrotnie podkreślał, że nie każdy deweloper działa w opisany sposób, ale jako czytelniczka odniosłam wrażenie, że firmy, które myślą o przyszłych mieszkańcach swoich budynków, należą do zdecydowanej mniejszości.
Józefiak oparł strukturę książki o konferencję deweloperów, w której miał okazję uczestniczyć. Wysłuchane prezentacje i rozmowy między uczestnikami stanowiły punkt wyjścia do różnych problemów – i całkiem spodobała mi się taka konstrukcja tego reportażu. Nie przeszkadzało mi to przeskakiwanie z konferencji do mieszkań, placów budowy czy biur deweloperów i architektów, wręcz przeciwnie, sprawiało to, że książkę czytało się bardzo szybko. Niestety, z reportażu nie wyłania się żadne światełko w tunelu, żadna nadzieja, że z mieszkaniami w Polsce będzie lepiej. Każdy kolejny rząd nie wie, jak się zabrać za ten temat, różne dopłaty idą tylko do kieszeni deweloperów i banków, podnosząc ceny mieszkań, a ludzie akceptują najgorsze mieszkania, bo nie stać ich na nic innego i nie mają pieniędzy na prawników, by szarpać się z deweloperem o dotrzymanie umowy.
Na minus – można było trochę lepiej zredagować wypowiedzi niektórych rozmówców, szczególnie rozmowy z konferencji deweloperów zostały tak przedstawione, by czytelników do nich zniechęcić. Myślę, że nie było takiej potrzeby, w końcu cała książka jest o tej patodeweloperce, chyba nikt, kto sam na tym nie zarabia, nie będzie tego bronił tak czy inaczej. No i niektóre tematy / problemy są dość oczywiste dla każdego, kto choć trochę obserwuje sytuację polskiego mieszkalnictwa. Mimo wszystko uważam, że warto się zapoznać z tą lekturą, choć będzie ona momentami wkurzać, że to wszystko może naprawdę tak wyglądać…

Przeczytane: 27.02.2026
Ocena: 7/10