Opublikowany w Fantastyka

Terry Pratchett – Piekło pocztowe

Tytuł: Piekło pocztowe
Autor: Terry Pratchett
Tytuł oryginału: Going Postal
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Piekło pocztowe to jeden z moich ulubionych tomów Świata Dysku i bardzo miło było powrócić do tej książki. Tym razem głównym bohaterem jest Moist von Lipwig, a akcja rozgrywa się w najciekawszym mieście świata, czyli Ankh-Morpork ;). Moist to oszust i przestępca, którego lord Vetinari ocalił przed powieszeniem, składając propozycję (prawie) nie do odrzucenia: von Lipwig miał zostać głównym poczmistrzem i postawić na nogi będącą niemal w ruinie pocztę miejską. Mężczyźnie się to naturalnie udaje, a towarzyszy temu wiele absurdalnych wydarzeń i niesamowity, Pratchettowy humor. Piekło pocztowe wielokrotnie wywołało na mojej twarzy uśmiech, a przygody i pomysły Moista wciągnęły mnie bez reszty. Styl Pratchetta i tłumaczenia Cholewy niezmiennie uwielbiam, jednak nie każdy tom jest równie dobry – tutaj pomysł na główną historię i towarzyszące jej absurdy na szczęście nie zawodzi. Do tego świetnie przedstawiony zarówno główny bohater (którego nie sposób nie lubić mimo tego, kim jest), jak i postacie poboczne… No, po prostu jedna z najlepszych książek w bardzo dobrej serii – chyba nie muszę nic więcej dodawać, by powiedzieć, że naprawdę warto? 😉

Przesłuchane: 24.07.2026
Ocena: 8/10

Opublikowany w Fantastyka

Joanna Lampka – Mistrz Gry

Tytuł: Mistrz Gry
Autorka: Joanna Lampka
Literatura: polska
Wydawnictwo: BookEdit

Ostatni tom cyklu Mistrz Gry Joanny Lampki okazał się zdecydowanie najlepszą częścią serii. Bardzo się wciągnęłam w tę opowieść i aż nie chciało jej się kończyć, tylko śledzić dalsze losy Kontynentu Wschodniego. Akcja, jak to u Lampki, pędzi bardzo szybko, ale nie jest to już takie zawrotne tempo jak w poprzednich tomach. Wręcz przeciwnie, w końcu pojawiły się spokojniejsze fragmenty, które pozwalały lepiej poznać bohaterów – takiego wyważenia brakowało mi wcześniej i super, że w Mistrzu Gry się tego doczekałam. Aline była już mniej irytująca i wreszcie podjęła decyzję, który kąt miłosnego trójkąta odpowiada jej najbardziej 😉 . Poznajemy mroczną przeszłość Michela, co w ciekawy sposób wpływa na dalszą akcję powieści. Jedynie niezbyt przemawia do mnie Ian, który odkrywszy, że znienawidzona przez niego kobieta urodziła mu dziecko, w oka mgnieniu zmienia się w oddanego ojca. Jednak całościowo patrząc, Lampka fajnie poprowadziła dalej i rozwiązała poplątane wątki, tło polityczne i religijne też do mnie trafiło. Pojawiająca się wcześniej od czasu do czasu magia okazała się zaawansowaną technologią, ale autorka i tak zaserwowała nam odrobinę elementów fantastycznych w formie rozmów z duchami. Cieszę się, że sięgnęłam po tę serię – czytało się szybko i fajnie, akcja okazała się naprawdę wciągająca, a pomysł na świat przedstawiony bardzo ciekawie powiązany z naszą rzeczywistością. Zatem, jeśli macie ochotę na lekkie i wciągające fantasy przygodowe, Mistrz Gry powinien Wam przypaść do gustu 🙂

Przeczytane: 21.07.2026
Ocena: 7/10

Opublikowany w Fantastyka

Joanna Lampka – Królowa Dzikusów

Tytuł: Królowa Dzikusów
Autorka: Joanna Lampka
Literatura: polska
Wydawnictwo: AlterNatywne

Trzeci i przedostatni tom serii Mistrz Gry podobał mi się nieco bardziej niż poprzedni Pan Kamienia Wschodu, ale generalnie trzyma poziom dwóch poprzednich książek. Dużo się dzieje, dostajemy odpowiedzi na niektóre pytania, pojawia się za to wiele innych, zaś samo zakończenie jest mocnym punktem przełomowym, więc ostatni tom będzie rozgrywał się już w zupełnie innych warunkach.
Ale póki co trzymajmy się Królowej Dzikusów – Królestwo poddało się Cesarstwu, ale Północ pod wodzą Aline dalej walczy. Głównie z ukrycia, ale całkiem mocno dają się nieprzyjacielowi we znaki, a Ian uznaje pokonanie i schwytanie Aline za punkt honoru. Akcja, jak to u Lampki, pędzi do przodu w zawrotnym tempie – jak w poprzednich tomach miałam wrażenie, jakbym czytała scenariusz do filmu sensacyjnego, wciąż coś się dzieje i nie są to małe wydarzenia. Z jednej strony czyta się dzięki temu bardzo szybko i ciągle zastanawia się, co dalej, a z drugiej brakuje mi spokojniejszych momentów, czasu dla rozbudowania psychologicznej strony bohaterów, itp. Tu powiedziałabym, że ten tom przypomina bardziej pierwszy niż drugi: więcej tu polityki i sensacyjnych akcji, za to część fantastyczna znów zniknęła gdzieś w dalekim tle (dla mnie to akurat szkoda, bo elementy fantastyczne bardzo lubię). Nie da się jednak zaprzeczyć, że autorka bardzo fajnie rozbudowała tu tło polityczne i ciekawe intrygi się też tu znajdą… ale nie będę spojlerować ;). Za to często było mi nie po drodze z samą główną bohaterką, która momentami zachowuje się naiwnie i nieracjonalnie, choć przynajmniej przychodzi jej poczuć konsekwencje swoich zachowań.
Został mi już tylko ostatni tom, więc na pewno po niego sięgnę, bo jestem ciekawa, jak autorka rozwiążę porozpoczynane wątki. Mam nadzieję, że znów będzie tam więcej elementów fantastycznych, ale jednego mogę być pewna, patrząc na trzy dotychczasowe części: wartkiej akcji na pewno nie będzie tu brakować 🙂

Przeczytane: 23.06.2026
Ocena: 7/10

Opublikowany w Fantastyka

Norbert Grzegorz Kościesza – Baba Wanda

Tytuł: Szeptuni. Baba Wanda
Autor: Norbert Grzegorz Kościesza
Literatura: polska
Wydawnictwo: Męskie wydawnictwo N-Kort

Lubię fantastykę w słowiańskich klimatach, więc z zainteresowaniem sięgnęłam po Babę Wandę Kościeszy. Opis książki zaczynał się od słów: Słowiańska mitologia przeplata się tutaj z Podlaskimi klimatami. Dawni bogowie współpracują z szeptuchą… – czy to nie zapowiada się ciekawie? Niestety, wszystko się jakoś rozjechało i choć pierwszą część Szeptunów czytało mi się w miarę szybko, to książka mnie nie potrafiła wciągnąć, a także wymęczyła mnie językowo. Zdaję sobie sprawę, że autor chciał tu podkreślić te podlaskie klimaty głównie językiem, więc bohaterowie rozmawiają ze sobą gwarą zmieszaną ze wstawkami rosyjskimi/białoruskimi/itp… Ale dla czytelniczki z innej części kraju okazało się to zaskakująco męczące. Tak, części słów mogłam się domyślić, znając podstawy rosyjskiego, jednak uważam, że książki w ojczystym języku nie powinno się czytać, co rusz potrzebując słowniczka lub przypisów do dialogów. Bardzo zaburza to płynność lektury i irytuje.
Akcja Baby Wandy krąży wokół tytułowej szeptuchy, żyjącej już od wieków i po dłuższej przerwie wracającej do swojej podlaskiej chaty, by zaoferować miejscowej ludności swoje usługi. Przeplatane jest to opowieściami, w których dziarska staruszka podróżuje w czasie i zwinnie walczy ze słowiańskimi potworami. A do tego gotuje, piecze (przepisy przeskakiwałam, to zdecydowanie nie dla mnie lektura), udziela porad… zaś ja co rusz zastanawiałam się, o czym w ogóle jest ta książka? Jaki jest motyw przewodni fabuły? Czy tu w ogóle jest jakaś konkretna fabuła czy luźna zbitka historii z tą samą bohaterką? I po co w to wszystko wplatać postać Jakuba Wędrowycza z powieści Pilipiuka? Generalnie parę historii było w miarę ciekawych, sam zamysł był całkiem ok, ale nie trafiło do mnie wykonanie, zmęczył mnie język, podirytował brak konkretnej fabuły. Znajdą się lepsze tytuły w słowiańskiej fantastyce 😉

Przeczytane: 27.02.2026
Ocena: 4/10

Opublikowany w Fantastyka

Robert M. Wegner – Dusza pokryta bliznami

Tytuł: Dusza pokryta bliznami
Autor: Robert M. Wegner
Literatura: polska
Wydawnictwo: Powergraph

Dusza pokryta bliznami to była książka bardzo wyczekana. Opowieści z meekhańskiego pogranicza uwielbiam od lat, obok Wiedźmina to moje ulubione polskie fantasy. Wciągnęły mnie mocno poprzednie tomy i niecierpliwie czekałam na kontynuację. Wegnera, jak zwykle, czytało mi się świetnie – bardzo lubię jego sposób pisania i snucia opowieści. Niestety, dołączę tu do grona fanów serii nieco rozczarowanych najnowszym tomem, a to z trzech głównych powodów:

  • Wegner przyzwyczaił mnie do książek liczących sobie dobre 600-700 stron, tymczasem Dusza pokryta bliznami to niespełna 400 stron tekstu. Stanowczo za mało!
  • Choć Opowieści z meekhańskiego pogranicza zaczęły się od tomów opowiadających tylko o wybranych bohaterach, to w ostatnich częściach ich losy bardzo mocno zaczęły się splatać. Tymczasem w szóstym tomie Wegner znów skupił się tylko na wybranych postaciach (Czerwone Szóstki, Altsin, dziewczyny z czaardanu i Deana), losy pozostałych pozostawiając dalej pod znakiem zapytania. Nie tego się spodziewałam…
  • Dusza pokryta bliznami jest za bardzo przegadana. Akcja jest świetnie rozkręcona tylko w przypadku historii o Górskiej Straży i tę część naprawdę pochłaniałam, to był właśnie ten Meekhan, który uwielbiam. W Białym Konoweryn niby się trochę dzieje, ale też głównie gadają – akcja się rozkręca dopiero na koniec, urywając się niemal w kulminacyjnym momencie. Altsin też dopiero pod koniec dowiaduje się co nieco o historii Nieśmiertelnej Floty, ale wcześniejsze rozdziały o płynięciu na Nocnej Perle nic nie wnoszą i równie dobrze mogłyby być skrócone do kilku stron.

Nie potrafię ocenić Opowieści z meekhańskiego pogranicza źle, bo przecież i ten ostatni tom wręcz pochłonęłam. Po prostu przyzwyczaiłam się do tego, że Wegner swoimi książkami wgniata mnie w fotel, a tym razem nie było aż tak zajebiście… 😉

Przeczytane: 23.03.2026
Ocena: 6/10

Opublikowany w Fantastyka

Neal Shusterman – Podzieleni

Tytuł: Podzieleni
Autor: Neal Shusterman
Tytuł oryginału: Unwind
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Uroboros

Jaka ja byłam ciekawa tej serii! Shusterman całkiem nieźle do mnie trafił z cyklem Żniwa śmierci i chętnie sięgnęłam po kolejne fantasy jego autorstwa. Wiedziałam, że seria Podzieleni to fantastyka młodzieżowa, ale liczyłam na lekki styl, wartką akcję i przede wszystkim – jak to było już ze Żniwami śmierci – na oryginalny świat przedstawiony. W Podzielonych zapowiadało się to bardzo fajnie, bo akcja dzieje się w dystopijnej przyszłości, po wojnie pomiędzy tymi za życiem a tymi za wyborem. Po wojnie zakończonej abstrakcyjnym kompromisem – życie jest cenne i chronione… tylko do 13 i potem znów od 18 roku życia. Jeśli jednak rodzice z jakiegoś powodu nie chcą dłużej dziecka, takiego nastolatka można oddać do podzielenia, czyli – krótko mówiąc – na organy. Nie uważa się tego za śmierć, bo przecież części człowieka żyją w innych ludziach, nic, tylko same zalety, prawda? 😉 Wydarzenia poznajemy z punktu widzenia trójki nastolatków wyznaczonych do podzielenia, którym udaje się uciec i teraz muszą przetrwać w ukryciu do 18 urodzin. Pomysł na fabułę, choć abstrakcyjny, zaintrygował mnie i z ciekawością sięgnęłam po lekturę.
Generalnie Podzielonych czytało mi się całkiem dobrze, ale książka nie potrafiła wciągnąć mnie tak jak Żniwa śmierci. Przede wszystkim zabrakło mi szerszego ukazania świata przedstawionego, wyjaśnienia, jak to wszystko działa i bardziej rozbudowanej historii i idei podzielenia. To się pojawia w rozmowach między ludźmi, ale są to fragmentaryczne informacje, nietworzące wyjątkowo spójnej całości. Nieszczególnie trafili też do mnie młodzi bohaterowie powieści – może z punktu widzenia młodszych czytelników będą oni ciekawsi, ale mnie nieco irytowali. Było tu parę fajnych zwrotów akcji, spodobało mi się też zakończenie, no i lektura była przyjemna w odbiorze, więc całościowo oceniam tę książkę jako dobrą. Nie wciągnęła mnie jednak na tyle, bym chciała kontynuować swoją przygodę z tą serią, wystarczy mi to, co już przeczytałam.

Przeczytane: 27.02.2026
Ocena: 6/10

Opublikowany w Fantastyka

Andrus Kivirähk – Listopadowe porzeczki

Tytuł: Listopadowe porzeczki
Autor: Andrus Kivirähk
Tytuł oryginału: Rehepapp ehk november
Tłumaczenie: Anna Michalczuk-Podlecki
Literatura: estońska
Wydawnictwo: Literackie

Listopadowe porzeczki to moje drugie spotkanie z twórczością Kivirähka i choć fanką Estończyka raczej nie zostanę, to nie zaprzeczę, że czytało mi się tę książkę całkiem dobrze. Autor prowadzi czytelników dzień po dniu przez listopad na dawnej estońskiej wsi, gdzie wszystkie ludowe wierzenia okazują się rzeczywistością. A do tego mieszkańcy kradną naokoło, głównie jednak z niemieckiego dworu i zazwyczaj za pośrednictwem kratów powołanych do życia dzięki umowie z samym diabłem. Ale gdy Piekielny nie przygląda się za dobrze, można zamiast własną krwią podpisać cyrograf wyciśniętym sokiem z porzeczek… Kivirähkowi humoru nie brakuje, choć czasem jest to humor dość mocno specyficzny, który na pewno nie każdemu podejdzie. Mi w większości odpowiadał i gdy już wciągnęłam się w opowieść (bo nie zaprzeczę, że trochę to trwało, na początku nie spodziewałam się, że Listopadowe porzeczki mogą mi się spodobać), to wiele razy zdarzyło mi się nad tą książką uśmiechnąć. Tylko lepiej nie przywiązywać się do bohaterów, bo autor zaserwował im różne, nie zawsze pozytywne losy 😉 .
Powieść składa się z licznych krótkich rozdziałów, każdy opowiada o kolejnym dniu i przygodach różnych mieszkańców wioski. Nie zabraknie tu więc niespełnionej miłości, nienawiści do niemieckiej szlachty, lęku przed zarazą, szukania pomocy u miejscowej wiedźmy… Tematyka bardzo różnorodna i naprawdę fajnie połączona w całość. Nie każdy rozdział podobał mi się równie mocno, początek mi się trochę dłużył (za to zakończenie całkiem przypadło mi do gustu) i nie zawsze podchodził mi humor autora, więc pełnego zachwytu tu nie ma, ale Listopadowe porzeczki to wciąż dobra i ciekawa lektura, po którą warto było sięgnąć.

Przeczytane: 22.02.2026
Ocena: 6/10

Opublikowany w Fantastyka

Joanna Lampka – Pan Kamienia Wschodu

Tytuł: Pan Kamienia Wschodu
Autorka: Joanna Lampka
Literatura: polska
Wydawnictwo: AlterNatywne

Drugi tom serii Mistrz Gry Lampki również przypadł mi do gustu i wciągnął na te trzy godziny czytania (bo nie jest to szczególnie długa książka), choć podobał mi się jednak nieco mniej od części pierwszej. Pan Kamienia Wschodu opowiada o dalszych losach Aline, która po powrocie do rodzinnego Królestwa odkrywa, że jest w ciąży z synem wrogiego władcy. W sposób niezwykle widowiskowy, przywodzący na myśl kadry z filmu akcji, ucieka na Północ, wychodzi za mąż i staje się odpowiedzialna za stworzenie armii z ludzi, którzy dotąd nie umieli działać zespołowo. Przyznam, że właśnie ta ucieczka Aline była pierwszą sceną, która do mnie nie trafiła w tym tomie – lubię, gdy dużo się dzieje i mamy sporo zaskakujących zwrotów akcji, ale w Panie Kamienia Wschodu działo się to wszystko za szybko. Mam wrażenie, że tempo akcji przyćmiło tu wszystko inne, bohaterów i ich przemyślenia, politykę, różnorodne problemy Północy… Oczywiście, wszystko to dalej było w powieści i Lampka miała na to naprawdę fajny pomysł, jednak to, jak rozłożyła nacisk na to, co jest bardziej a co mniej istotne, nie do końca do mnie trafiło.
W Panie Kamienia Wschodu dowiadujemy się, że Gwiazdy Północy i Południa, które posiada Aline, to nie jedyne kamienie wzmacniające potęgę swoich właścicieli. Pojawia się tu tytułowy Kamień Wschodu i choć to dość przewidywalne, kto go posiada, to autorka i tak dość ciekawie poprowadziła wątki tych kamieni. W ogóle w drugim tomie mamy już więcej elementów fantastycznych, co mi akurat się podobało (w końcu brakowało mi tego trochę w części pierwszej), choć wciąż to dla mnie bardziej powieść przygodowa niż fantastyka. I na plus też, że jest tu już mniej romansowania – może i nie brakuje tu scen seksu i rozmyślań Aline nad jej własnymi uczuciami, giną jednak one w tle przy wielu innych wydarzeniach toczących się na Północy. Zatem jedne kwestie przypadły mi tu do gustu bardziej, a inne mniej niż w Gwieździe Północy…, ale serię zamierzam kontynuować 🙂

Przeczytane: 12.02.2026
Ocena: 6/10

Opublikowany w Fantastyka

Różne autorki – Cztery żywioły magii

Tytuł: Cztery żywioły magii
Autorki: Milena Wójtowicz, Marta Kisiel, Magdalena Kubasiewicz, Aneta Jadowska
Literatura: polska
Wydawnictwo: Sine Qua Non

Zbiory opowiadań napisanych przez różne autorki bądź autorów – nawet jeśli są to jedynie cztery opowiadania – zawsze ciężko mi oceniać. Mamy tu w końcu cztery różne historie, cztery kompletnie inne style, a jak tu dać jedną ocenę? Powiedzmy więc, że Cztery żywioły magii to taka książka 6/10 – trochę lekkiego fantasy o zróżnicowanym poziomie. Czyta się szybko, w głowie na dłużej nie zostanie, a choć niektóre historie mnie wciągnęły, to nie na tyle, bym chciała zgłębić twórczość którejkolwiek z autorek.
Książkę rozpoczyna opowiadanie Zawieje, zamiecie Wójtowicz, której bohaterką jest wietrzyca – kontrolująca wiatr – Majka. Żyjąca we współczesnej Polsce, z normalną rodziną, postanawia powiedzieć mężowi, że nie jest człowiekiem, no i zaczyna się chaos. Pomysł ciekawy, ale polskie imiona i nazwiska zawsze mi dziwnie brzmią w fantastyce, a do tego wszystko działo się jakoś tak za szybko, choć równie szybko mi się to opowiadanie czytało. Następnie przeszłam do Jak długo żyje motyl? Kisiel i była to zdecydowanie najsłabsza historia w książce, a to, co z niego najlepiej zapamiętałam, to rzucane na potęgę suchary, autorka chyba zebrała wszystkie dowcipy z internetu i powrzucała je w usta bohaterów. Strasznie męczyłam to opowiadanie.
Potem było na szczęście lepiej – Wspomnienie ognia Kubasiewicz podobało mi się najbardziej. Nawet jeśli i tutaj mieliśmy polskie imiona i nazwiska ze względu na rozgrywającą się w kraju akcję. Gaszącą pożary i kontrolującą ogień Helenę Milecką łatwiej mi było znieść, bo i fabuła dość ciekawa, i bohaterowie dość wyraziści (choć zakończenie niezbyt do mnie trafiło). Ostatnim żywiołem jest woda, a w opowiadaniu Wnuczka morza Jadowskiej młoda Mara skupia się na odkrywaniu siebie i tajemnicy związanej ze swoim ojcem, elementy fantastyczne przez większość czasu stanowią tylko tło historii. Całkiem mi się to podobało, ale drażniła mnie główna bohaterka, a to rzucało się na odbiór opowiadania.
Zatem był pomysł, różnie wyszło z wykonaniem, ale trzy na cztery opowiadania mogą się podobać – nie jest to ten rodzaj fantastyki, którą najbardziej lubię, ale była to całkiem fajna luźna lektura na święta 😉

Przeczytane: 8.01.2026
Ocena: 6/10

Opublikowany w Fantastyka

Joanna Lampka – Gwiazda Północy, Gwiazda Południa

Tytuł: Gwiazda Północy, Gwiazda Południa
Autorka: Joanna Lampka
Literatura: polska
Wydawnictwo: AlterNatywne

Już od dawna miałam na oku cykl Mistrz Gry Lampki i w końcu sięgnęłam po pierwszy tom, Gwiazdę Północy, Gwiazdę Południa. To krótkie i lekkie fantasy w stylu bardziej nowoczesnym, czyli zamiast dziwnych stworów i machania mieczami mamy skłócony kontynent, posługujący się nowoczesną technologią wywiad wojskowy i całkiem współczesne bronie. Są też elementy magiczne, ale występują w tak niewielkim stopniu, że właściwie nie rzucają się w oczy – podobno w następnych tomach ma się to trochę zmienić, na co niecierpliwie czekam. Bo po przeczytaniu Gwiazdy Północy… wiem, że sięgnę po kontynuację, w końcu książkę czytało mi się szybko i całkiem przyjemnie. Trochę zajęło, zanim wciągnęłam się w opowieść – książki przygodowe czy takie współczesne fantasy czytam dość rzadko i musiałam się przestawić. Ale gdy zaklikało, to już do końca pochłonęłam resztę w dwa dni 😉 .
Akcja Gwiazdy Północy… toczy się w krótkim okresie, gdy Aline – córka władcy Królestwa Żeglarzy pod przykrywką agentki wywiadu innego, neutralnego państwa – przybywa z misją do wrogiego Cesarstwa Słońca. Misja jest dość istotna, ale szybko schodzi na drugi plan, a na pierwszy wysuwa się romans z Ianem, synem tutejszego władcy. Przyznaję bez bicia, fanką romansów nie jestem i ten też mnie nie kupił, zdecydowanie wolałam czytać o akcjach wojskowych czy o samym stworzonym przez Lampkę świecie, o jego sytuacji politycznej czy problemach religijnych. Biorąc pod uwagę końcówkę książki, liczę na to, że kolejny tom będzie właśnie bardziej polityczny i mniej romansowy, bo to, co autorka zaserwowała w pierwszej części, w zupełności mi wystarczyło 😉 . Gwiazda Północy… to dość krótka lektura (w końcu w świecie fantastyki niecałe 300 stron to jak opowiadanie, prawda? 😉 ), wprowadzająca do świata, przedstawiająca bohaterów i będąca zapowiedzią bardziej rozbudowanej akcji w dalszych częściach. Lekkie i przyjemne fantasy – bardziej przygodowe niż fantastyczne, miła odskocznia od cięższych lektur.

Przeczytane: 15.12.2025
Ocena: 7/10