
Autor: Philip Gourevitch
Tytuł oryginału: We wish to inform you that tomorrow we will be killed with our families. Stories from Rwanda
Tłumaczenie: Adrian Stachowski
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Filia
Nie jest to mój pierwszy reportaż o Rwandzie – czytałam już Tochmana i Hatzfelda, ale od tamtych lektur upłynęło już wiele lat i dobrze było sobie odświeżyć informacje. Sięgając po Pragniemy zawiadomić…, warto mieć jednak świadomość, że książka ta powstała w latach dziewięćdziesiątych, gdy większość czytelników miała ludobójstwo w Rwandzie na świeżo w pamięci, a i media pewnie od czasu do czasu o nim przypominały. Dziś, po upływie ponad trzydziestu lat, trudno kojarzyć wszystko dokładnie – w tym sytuację polityczną w regionie i nazwiska afrykańskich polityków i przywódców wojskowych z tamtych lat, co może nieco utrudniać odbiór reportażu. Dlatego nie jest to najlepsza książka na pierwsze spotkanie z Rwandą z 1994 roku, jednak dla tych, co mają już jakąś wiedzę w temacie, jest to naprawdę świetne jego rozszerzenie. Gourevitch podróżował wielokrotnie do Rwandy tuż po ludobójstwie, a także odwiedzał obozy dla uchodźców Hutu w sąsiednich krajach. I w gruncie rzeczy jego książka jest mniej o samym 1994 roku – choć naturalnie dostaniemy tu analizę wcześniejszej sytuacji politycznej oraz podsumowanie najważniejszych wydarzeń – a bardziej o jego konsekwencjach. Autor skupia się też bardzo mocno na społeczności międzynarodowej, jak świat zawiódł Rwandę w chwili największej potrzeby, a potem jeszcze wspierał morderców ukrytych w obozach za granicą.
Jak na tak ciężki temat Gourevitch napisał zaskakująco przystępną książkę. Bardzo pobieżnie opisał okrucieństwa ludobójstwa, co powinno przypaść do gustu tym, którzy nie lubią czytać o szczegółach masakry – wciąż jednak dostajemy tu kilka przykładowych obrazów, w zupełności wystarczających mojej wyobraźni. Pragniemy zawiadomić… trafia też do mnie językowo, choć nie jest to jakoś szczególnie wybitna lektura pod tym względem – ot, po prostu dobrze i szybko mi się ją czytało. Na początku nieco chaotyczna, szybko wpada w rytm chronologicznych wydarzeń i już później całkiem nieźle się go trzyma w ciekawy sposób łącząc historię ofiar, morderców, próby budowania nowej rwandyjskiej polityki oraz reakcje społeczności międzynarodowej. To była dobra i wartościowa lektura, po której naszła mnie ochota, by sobie odświeżyć reportaże Tochmana i Hatzfelda.
Przeczytane: 29.09.2026
Ocena: 8/10








