
Autor: Ben Rawlence
Tytuł oryginału: City of Thorns
Tłumaczenie: Sergiusz Kowalski
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Czarne
Bardzo dobry i ciekawy reportaż, który spełnił swoją funkcję – przybliżył nieznaną mi właściwie wcześniej tematykę funkcjonowania obozu dla uchodźców w kenijskim Dadaab, a także zachęcił do dalszego zgłębiania tego tematu. Było to zresztą konieczne, bo Miasto cierni wydano na początku 2016 roku, więc i tak byłam ciekawa tego, co działo się z obozem w kolejnych dziesięciu latach. Dadaab powstał na początku lat dziewięćdziesiątych i stał się schronieniem głównie dla Somalijczyków – do granicy z Somalią jest stąd zaledwie ok. 100 km. Rawlence przez lata odwiedzał obóz, rozmawiał zarówno z uchodźcami, jak i pracownikami humanitarnymi, analizował sytuację polityczną w Somalii i Kenii, a także reakcje społeczności międzynarodowej na klęski głodu i wojnę domową w Somalii. Autor ciekawie pokazuje, jak bardzo zmieniło się życie w obozie od wybuchu wojny w Syrii, gdy uwaga organizacji charytatywnych przeniosła się na nowy konflikt. Przyznam bez bicia – o Dadaab nie wiedziałam właściwie nic i ciekawie było czytać o funkcjonowaniu takiego obozu od środka, nawet jeśli liczący ok. 400 tysięcy mieszkańców obóz nie może już liczyć na wcale niezaszczytne miano największego na świecie (tutaj internet podpowiada raczej Kutupalong w Bangladeszu). Rawlence skupia się tu na tragediach i sposobach na przeżycie indywidualnych ludzi, ale łatwo można przenieść ich przeżycia i odczucia na ogół uchodźców w obozie.
Spodobał mi się styl autora i dobrze mi się Miasto cierni czytało, choć pojawiały się czasem drobne zgrzyty, bo Rawlence nie zawsze radził sobie z ukrywaniem własnych komentarzy i opinii – nie lubię tego w reportażach, dajmy czytelnikom dojść do własnych wniosków. Nie obraziłabym się też, gdyby jeszcze bardziej rozwinąć wątki polityczno-historyczne, zwłaszcza dotyczące samej Somalii, bo momentami miałam wrażenie, że więcej tu Kenii niż Somalii, jeśli chodzi o politykę. Mimo tych uwag, uważam, że Miasto cierni to ciekawa i wartościowa lektura i nawet w dziesięć lat po premierze dobrze się ten reportaż czyta, nie czuję, żeby cokolwiek tu straciło na aktualności z upływem czasu.
Przeczytane: 14.10.2026
Ocena: 8/10








