Opublikowany w Biznes, Reportaż

Patrick McGee – Apple w Chinach

Tytuł: Apple w Chinach
Autor: Patrick McGee
Tytuł oryginału: Apple in China
Tłumaczenie: Marek Rostocki
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Prześwity

Apple w Chinach to jeden z najlepszych reportaży, jakie czytałam ostatnimi laty, a piszę to jako osoba czytająca kilkadziesiąt reportaży rocznie 😉 . McGee nie tylko odwalił kawał świetnej roboty, zbierając materiały, rozmawiając z ludźmi związanymi z Apple i analizując drogę firmy do coraz większego uzależnienia się od Chin, ale też naprawdę świetnie to wszystko opisał. W reportażach o tematyce biznesowej autorzy często mają problem z dobrym tłem geopolitycznym – albo jest go za mało, by w pełni zrozumieć problematykę, albo zarzucają mnóstwem szczegółów, przez co traci się główny wątek książki. McGee udało się jednak osiągnąć tu równowagę wręcz idealną 🙂 . Poznajemy najważniejsze decyzje polityczne USA i Chin, które wpływały na Apple’a, ale zostały one tak wplecione w historię, że czyta się je z równie dużą ciekawością, co losy samej firmy.
Apple w Chinach wciągnęło mnie od samego początku, gdy autor opisywał pierwsze problemy firmy, a ja zdawałam sobie sprawę, jak mało o niej wiedziałam – no, był Jobs, komputery, potem Ipod, Iphone, Ipad, w międzyczasie nastała era Cooka, a Apple co rusz prezentował jakąś premierę i zarabiał grube miliony, a właściwie miliardy… Tu jednak poznajemy sukces firmy od podszewki, a za nim stoją po pierwsze ludzie, a po drugie właśnie Chiny i ich zarówno niskie koszty produkcji, jak i gotowość poświęcenia się dla pracy (a przez nią do zdobywania know-how), której nie znalazłoby się nigdzie indziej. McGee też ciekawie pokazuje, dlaczego przeniesienie produkcji do innego kraju, jak np. Indii, to coś właściwie nieosiągalnego dla Apple w najbliższym czasie. Jako że książka miała swoją premierę w 2025, a zanim ją wydano po polsku i zanim ja ją przeczytałam, to Applem całkiem nieźle zatrzęsło, więc ledwo skończyłam lekturę, a już sięgałam po nowsze artykuły autora, by poznać jego analizę najnowszych wydarzeń… Albo po prostu było mi mało, bo to był naprawdę świetny reportaż 😉

Przeczytane: 11.09.2026
Ocena: 9/10

Opublikowany w Reportaż

Wojciech Tochman – Delfiny i Belzebub

Tytuł: Delfiny i Belzebub
Autor: Wojciech Tochman
Literatura: polska
Wydawnictwo: Literackie

Po reportaże Tochmana mogłabym sięgać w ciemno, z pewnością, że się nie zawiodę – i w gruncie rzeczy po raz kolejny tak się stało 😉 . Umie on pisać o trudnych tematach w niezwykle fascynujący sposób, a ja lubię reportaże na trudne tematy… Tym razem Tochman zabiera nas do wojennej Ukrainy, pokazując konflikt, który wciąż trwa, ciężko więc o jego dokładne podsumowanie. Zresztą reporter nie próbuje tu opowiedzieć o samej wojnie, bo – jak sam podkreśla – dużo lepiej i regularnie robią to sami Ukraińcy. Autor postanowił skupić się na zwierzętach, bo o wpływie wojny na nie mówi się jednak znacznie mniej. A przecież wiele zwierząt domowych pozostało w porzuconych na chwilę mieszkaniach, do których już nie udało się wrócić. Przepełnione schroniska zostały nagle odcięte od pomocy darczyńców i żywności, a czasem nawet od wolontariuszy, którzy mogliby się jakkolwiek zająć zwierzętami. Dzikie zwierzęta giną lub głuchną od wybuchów, przestają zauważać zagrożenie… Bo Tochman pisze nie tylko o psach i kotach, ale przeczytamy tu też choćby o nietoperzach, wędrownych ptakach, które nagle przestały przylatywać latem do Ukrainy, czy nawet o tytułowych delfinach. No i naturalnie o ludziach, którzy mimo ciągłego zagrożenia wciąż starają się tym zwierzętom pomagać.
Do Delfinów i Belzebuba mam tylko dwa zarzuty. Po pierwsze, reportaż jest bardzo krótki i choć rozumiem potrzebę Tochmana, by już wydać tę książkę, choć wojna wciąż trwa, a materiały można by zbierać dalej, to jednak lubię bardziej rozbudowane reportaże. Zwłaszcza że tu jeszcze część książki stanowi epilog z różnymi wyjaśnieniami autora – swoją drogą naprawdę ciekawy i wart uwagi. Druga wada doskwierała mi jednak bardziej i jest nią pewna chaotyczność lektury. Tochman często przeskakiwał między tematami, czasem wracając do niektórych bohaterów, by potem znów opowiedzieć o czym innym. Wybijało mnie to z rytmu i wolałabym, żeby autor jednak zamknął najpierw jedną historię, a dopiero potem przeszedł do kolejnej. Mimo tego Delfiny i Belzebub wywarły na mnie spore wrażenie i bardzo się cieszę, że zdecydowałam się na tę lekturę.

Przeczytane: 02.09.2026
Ocena: 8/10

Opublikowany w Historia

Toby Wilkinson – Powstanie i upadek starożytnego Egiptu

Tytuł: Powstanie i upadek starożytnego Egiptu. Dzieje cywilizacji od 3000 p.n.e. do czasów Kleopatry
Autor: Toby Wilkinson
Tytuł oryginału: The rise and fall of ancient Egypt
Tłumaczenie: Norbert Radomski
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Rebis

Już od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie, by lepiej poznać i dobrze sobie ułożyć historię starożytnego Egiptu, a książka Wilkinsona okazała się strzałem w dziesiątkę w tym zakresie. Autor zaczyna swoją opowieść od Narmera, pierwszego faraona, prowadzi czytelników przez okres Starego, Średniego i Nowego Państwa, by w końcu przedstawić upadek Kleopatry VII, a wraz z nią Egiptu faraonów. Był to kraj uwielbiający biurokrację i dokumentowanie ważnych wydarzeń, więc historycy i archeolodzy mieli tu nieco łatwiejsze zadanie niż badacze innych cywilizacji. Oczywiście niewiadomych nie brakuje, w końcu mówili o kilku tysiącleciach wstecz, jednak da się tu całkiem sporo historii odtworzyć i jest to historia niesamowicie fascynująca. Im nowsze czasy, tym więcej informacji mamy, i to też odbija się w Powstaniu i upadku starożytnego Egiptu Wilkinsona – w porównaniu do szczegółowych opisów czasów Ptomeleuszy okres Starego Państwa wydaje się opisany wręcz po macoszemu. Nie da się też ukryć, że większość dawniejszych informacji krąży wokół samych faraonów, bo to głównie z nimi związane są zachowane hieroglify. Potem pojawia się jednak więcej ciekawostek gospodarczych, wojskowych, religijnych, politycznych… Tak, dalej w dużej mierze dotyczą władców i ich działań, ale tematyka robi się coraz obszerniejsza 🙂 . A kiedy Wilkinson opisuje grobowce faraonów i urzędników, to aż kusi, by odkładać książkę i szukać w internecie zdjęć z tych miejsc… a potem marzyć o podróży do Egiptu 😉 .
I chociaż nie jest to książka idealna – nie wszystkie okresy zostały równie dobrze i ciekawie opisane, a autor celował jednak w literaturę popularnonaukową a nie historyczną, co mocno było można odczuć w języku (momentami dla mnie zbyt potocznym), to jednak Powstanie i upadek starożytnego Egiptu czytało mi się zaskakująco dobrze i naprawdę się wciągnęłam. Naturalnie będę dalej zgłębiać temat, ale na start to był świetny wybór lektury.

Przeczytane: 30.08.2026
Ocena: 8/10

Opublikowany w Publicystyka

Omar El Akkad – Któregoś dnia okaże się, że wszyscy od zawsze byli przeciwko

Tytuł: Któregoś dnia okaże się, że wszyscy od zawsze byli przeciwko
Autor: Omar El Akkad
Tytuł oryginału: One Day, Everyone Will Have Always Been Against This
Tłumaczenie: Agata Ostrowska
Literatura: egipska / kanadyjska / amerykańska
Wydawnictwo: Obroty

Spodziewałam się książki o Palestynie i na start muszę zaznaczyć: nie miejcie takich oczekiwań jak ja 😉 . Bo Palestyna jest dla El Akkada tylko punktem wyjścia do różnych przemyśleń i własnych wspomnień, które płyną w naprawdę różnych kierunkach. Każdy rozdział podzielony jest na kilka części: zaczyna się od tragedii Palestyńczyków, a potem mamy mieszankę wspomnień autora, krótkich wzmianek o izraelskich zbrodniach i najdłuższe wątki to różne refleksje związane z tym, jak świat zachodni reaguje na ludobójstwo i jakie ma podejście do muzułmanów. Generalnie są to trafne i słuszne przemyślenia, nie można się z nimi nie zgodzić, choć też muszę przyznać, że nie było to dla mnie nic odkrywczego – większość z tego już dawno sama zaobserwowałam lub przeczytałam u innych autorów. Przeszkadzała mi za to ta mieszanka tematów i skakanie z wątku na wątek, by potem kontynuować go w kolejnym rozdziale. Zresztą te rozdziały i tekst w nich można by swobodnie wymieszać i w niczym nie zepsułoby to odbioru lektury, brakuje sensownej ciągłości, a książka bywa dość chaotyczna.
Brakowało mi tu też szerszego spojrzenia na kraje arabskie i ich działania (lub też ich brak) w stosunku do Palestyny. Autor dorastał w Egipcie i Katarze, zanim z rodziną wyemigrował do Kanady, a jako dziennikarz jeździł w tamte rejony i relacjonował sytuację. Miał więc wiedzę, by rozbudować te książkę w tę stronę, skupił się jednak tylko na zachodzie, głównie na Stanach Zjednoczonych, co daje dość jednolity obraz problemu. Za to pozytywnym zaskoczeniem okazały się dla mnie fragmenty dotyczące doświadczeń i wspomnień własnych El Akkada – jak generalnie nie przepadam za nadmierną obecnością autora w książce, tak tutaj było to ciekawe i w interesujący sposób poszerzało kontekst opowieści.
Myślę, że całokształtnie Któregoś dnia okaże się… to dobra, nawet bardzo dobra książka i wartościowa lektura. Czyta się ją zaskakująco (biorąc pod uwagę dość trudną tematykę) szybko i lekko, pomaga też dobrze ubrać w słowa myśli, które zapewne wielu z nas chodzą po głowie, gdy czytamy wiadomości. Spodziewałam się jednak czegoś więcej – zarówno o samej Palestynie, jak i o wspomnianym już stosunku innych krajów arabskich do tej wojny.

Przeczytane: 23.08.2026
Ocena: 7/10

Opublikowany w Literatura piękna

Mieko Kawakami – Heaven

Tytuł: Heaven
Autorka: Mieko Kawakami
Tytuł oryginału: ヘヴン
Tłumaczenie: Anna Horikoshi
Literatura: japońska
Wydawnictwo: Mova

Spodobała mi się jakiś czas temu powieść Kawakami pt. Piersi i jajeczka, postanowiłam więc sięgnąć po kolejną książkę tej pisarki. Heaven spodobało mi się nieco mniej, zapewne przez to, że tutaj wydarzenia poznajemy z perspektywy nastolatków i to wokół szkolnych doświadczeń kręci się fabuła – nic dziwnego, że wciągnęło mnie to mniej niż historia opowiadana przez dorosłą kobietę. Oczywiście skupienie fabuły na przeżyciach nastolatków nie oznacza od razu, że jest to słaba książka – Kawakami skupiła się na dwójce dzieci prześladowanych przez swoich rówieśników i myślę, że udało jej się dobrze i ciekawie oddać koszmar przeżywany przez bohaterów. Ulgę związaną z wakacjami spędzonymi w domu i stres, gdy zbliżał się kolejny rok szkolny i kolejne prześladowania… Nieco mniej do mnie trafiły rozmowy uczniów na temat znęcania się w szkole, było to takie trochę nastoletnie filozofowanie, które chyba miało z założenia brzmieć dorośle i górnolotnie, a było głównie męczące. Jednak poza tymi fragmentami książkę czytało mi się całkiem szybko – nie sądzę, żeby została ze mną na dłużej, ale dobrze, że powstała, takie tematy trzeba poruszać, a sukces Heaven mógł tu pomóc nagłośnić problem.

Przeczytane: 18.08.2026
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Anna Malinowska – Sosnowiec

Tytuł: Sosnowiec. Nic śląskiego
Autorka: Anna Malinowska
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Sięgnęłam po reportaż Malinowskiej trochę dla urozmaicenia od innych lektur, bo w sumie sam Sosnowiec nieszczególnie mnie nawet interesował – nigdy nie byłam w tym mieście, nie kojarzyło mi się właściwie z niczym poza internetowymi dowcipami. Autorka dość ciekawie przedstawiła genezę tych żartów i to chyba jedyne, co ze mną zostanie z tej książki na dłużej. Wydaje mi się, że Malinowska sama nie do końca miała pomysł na ten reportaż. Podtytuł Nic śląskiego wskazuje, że dowiemy się więcej o tym, dlaczego Sosnowiec poszedł inną drogą niż chociażby pobliskie Katowice – i faktycznie autorka poruszyła takie wątki, ale było tego za mało, by uznać to za motyw przewodni reportażu. W gruncie rzeczy Sosnowiec to zbiór krótkich reportaży na różne tematy, które łączy samo miasto – poczytamy tu o jego historii za czasów zaborów, o tym, skąd taka a nie inna opinia o mieście w kraju, o sławnych ludziach stąd pochodzących, o religii, trochę o zmianach strukturalnych za PRL-u oraz o dawnych i współczesnych mieszkańcach… Dla mnie to było trochę za bardzo porozrzucane tematycznie i nieco zbyt chaotyczne, brakowało mi jakiegoś konkretniejszego wątku przewodniego, jakieś tezy i podsumowania. Generalnie nie czytało się tego źle, Malinowska zaserwowała czytelnikom sporo różnych ciekawostek, jednak mam poczucie, że niewiele z nich zostanie ze mną na dłużej. Można sięgnąć, jeśli z jakichś powodów interesujecie się Sosnowcem, ale zdecydowanie nie jest to lektura obowiązkowa 😉

Przeczytane: 16.08.2026
Ocena: 6/10

Opublikowany w Popularnonaukowa

Różni autorzy – Nauka o klimacie

Tytuł: Nauka o klimacie
Autorzy: Aleksandra Kardaś, Marcin Popkiewicz, Szymon Malinowski
Literatura: polska
Wydawnictwo: Nieoczywiste / Post Factum

Konkretne i naukowe spojrzenie na zmiany klimatyczne: co je powoduje, jak to wyglądało na przestrzeni milionów lat, jak wygląda teraz i co czeka nas w najbliższej przyszłości. Widziałam, że recenzenci Nauki o klimacie dzielą się na zwolenników części pierwszej – bardziej naukowej i skupiającej się na działaniu klimatu, oraz na tych, co wolą bardziej opisową część drugą poświęconą samym zmianom klimatycznym. Ja należę do tej drugiej grupy – pierwsze rozdziały mnie nieco wymęczyły, bo nie jestem specjalistką od chemii czy fizyki i liczne szczegółowe wzory szybko zaczęłam przeskakiwać wzrokiem. Owszem, nie zaprzeczę, że autorzy starali się wszystko przedstawić jak najprościej, a wykresy i ilustracje również ułatwiały zrozumienie wielu procesów. Jednak zdecydowanie lepiej mi się czytało tę książkę od momentu, gdy autorzy bardziej opisowo zaczęli opowiadać o historii zmian klimatycznych, a także analizować to, co dzieje się obecnie. Jest to niezwykle ciekawa i wartościowa lektura, trafnie odbijające wszystkie argumenty tych, którzy twierdzą, że klimat wcale nie zmienia się przez człowieka, a poza tym Ziemia już nie takie rzeczy przetrwała. Ano nie takie, przecież kiedyś roztopiły się i lądolody, a poziom wody wzrósł do niewyobrażalnego dla nas stanu i życie przetrwało… tylko – tak jakby – tego życia nie było wtedy na poziomie 8 miliardów ludzi, których trzeba wyżywić, napoić i znaleźć im miejsce do zamieszkania, gdy obecne państwa znajdą się pod wodą…
Nie ocenię Nauki o klimacie wyżej, bo jednak uważam, że ta książka jest nieco nierówna, a jej pierwsze rozdziały dość ciężkie w odbiorze. Mimo to uważam, że powinna być to lektura obowiązkowa i naprawdę warto po nią sięgnąć, nawet jeśli temat zmian klimatycznych nie jest nam obcy – wciąż bardzo dużo można się z tej książki dowiedzieć.

Przeczytane: 14.08.2026
Ocena: 7/10

Opublikowany w Powieść historyczna

Elżbieta Cherezińska – Szczodry

Tytuł: Szczodry
Autorka: Elżbieta Cherezińska
Literatura: polska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Druga część przygód Bolesława II wyszła Cherezińskiej zdecydowanie lepiej niż pierwsza – owszem, nie jest to cykl na miarę Odrodzonego królestwa, ale Szczodrego czyta się szybko i dobrze. Główny bohater już dorósł i teraz jego najważniejszym dążeniem jest przywrócenie Polsce pozycji królestwa, oczywiście z nim samym jako królem. Jest to zdecydowanie lepszy rozwój akcji niż w Śmiałym, trochę więcej tu polityki i wojen – Czechy schodzą na dalszy plan, na przód zaś wysuwa się słynny spór o inwestyturę między Henrykiem IV a papieżem Grzegorzem VII. Spór, który młody Bolesław świetnie wykorzystał do osiągnięcia własnych celów. U Cherezińskiej Piast jest świetnym politykiem i sprawnym władcą, autorka celowo postanowiła zerwać z wizerunkiem Śmiałego / Szczodrego wykreowanym z czasem przez próbujących skupić się na świętości biskupa Stanisława. Zresztą postać krakowskiego biskupa też ciekawie autorce wyszła – kapłan uważający, że Polska potrzebuje nowego męczennika po Wojciechu zapewnił krajowi dokładnie to, co mówił 😉 . Lubię to, jak Cherezińska wypełnia luki w znanej nam historii, wyobraźni jej tu nie brakuje, a całość wciąż dobrze komponuje się ze znanymi faktami historycznymi. Nieco za szybko dotarła jednak do zakończenia – lata pomiędzy śmiercią Stanisława a upadkiem Bolesława zostały przez autorkę potraktowanie nieco po łebkach, tutaj widziałabym spory potencjał na lepsze rozbudowanie historii. Co, oczywiście, nie znaczy, że książki nie pochłonęłam do końca z ogromną ciekawością, w końcu o tym, jak naprawdę umarł król, historia milczy, więc nawet tutaj Cherezińska miała pole do popisu. I już zapowiada, że planuje opisać losy jego następców, więc już nie mogę się doczekać kolejnych lektur… a po przygodach Krzywoustego chyba przyjdzie czas na odświeżenie Odrodzonego królestwa 😉

Przeczytane: 5.08.2026
Ocena: 7/10

Opublikowany w Literatura piękna

Dahlia de La Cerda – Wściekłe suki

Tytuł: Wściekłe suki
Autorka: Dahlia de La Cerda
Tytuł oryginału: Perras de reserva
Tłumaczenie: Katarzyna Okrasko
Literatura: meksykańska
Wydawnictwo: Filtry

Jak generalnie nie przepadam za opowiadaniami, tak Wściekłe suki de La Cerdy okazały się dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem. A raczej okazałyby się, gdyby nie to, że po książkę sięgnęłam zachęcona recenzjami dziewczyn z DKK, więc już na start wiedziałam, że źle nie będzie 😉 .
Co mi się szczególnie we Wściekłych sukach podobało, to fakt, że wiele opowiadań jest ze sobą powiązanych – niektóre bohaterki się poznają i opowiadając o swoim życiu, wspominają też o tym samym wydarzeniu z różnych perspektyw. Każda z nich opowiada swoją historię innym językiem, dobrze dopasowanym do samej bohaterki i ta stylistyczna i językowa różnorodność naprawdę wpadła mi w oko. Spodobały mi się także elementy nieco fantastyczne, które ciekawie kontrastowały z realistycznymi i tragicznymi wydarzeniami z innych rozdziałów – ale nie będę spojlerować 😉 .
Pod kątem tematyki nie są to łatwe opowiadania, bo i życie w Meksyku nie jest dla kobiet najłatwiejsze. Sporo tu ludzkich tragedii, agresji i przemocy, a wszystko to wzmocnione statystykami, które cytowane są nawet w opisie książki na Lubimy Czytać – w końcu Meksyk to olbrzymi potwór, który pożera kobiety… Aż po skończonej lekturze przeszło mi przez głowę, czy na pewno tak bardzo ciągnie mnie ten kierunek na kolejną podróż (tak, mimo wszystko tak 😉 ). A Wściekłe suki czytało mi się bardzo dobrze i cieszę się, że nadrobiłam tę klubową lekturę 🙂

Przeczytane: 4.08.2026
Ocena: 8/10

Opublikowany w Reportaż

Marek Szymaniak – Młócka

Tytuł: Młócka. Reportaże o pracy przyszłości
Autor: Marek Szymaniak
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

To już moje trzecie (po Urobionych i Zapaści) spotkanie z twórczością Szymaniaka i muszę przyznać, że jego reportaże wciąż trzymają poziom. Nie znajdą się może w mojej topce literatury faktu, ale dobrze się je czyta, a autor ciekawie dobiera tematy i problemy. W Młócce Szymaniak skupił się na tym, jak postępujące zmiany wpływają na rynek pracy i na samych pracowników – i nie mam tu na myśli tylko szybkiego rozwoju AI, choć tego tematu tutaj też nie mogło zabraknąć. Ze względu na specyfikę mojej własnej pracy, najbardziej mnie poruszyły rozdziały bliżej z nią związane – chociażby te o ciągłym monitorowaniu pracy oraz coraz częstszym wykorzystywaniu sztucznej inteligencji w różnych dziedzinach. Jednak ciekawie mi się czytało też o wpływie technologii na pracę chociażby kierowców, czy o wszelakich platformach, które mają niby zapewnić elastyczność pracy, ale generują masę dodatkowych problemów dla ludzi z nich korzystających… Sporo rzeczy już wiedziałam, bo nie są to może nowe czy zaskakujące tematy, ale Szymaniak ciekawie je przedstawił, no i problemy zebrane w całość i zestawione ze sobą jednak mocniej oddziałują na czytelników. Nie jest tak, że autor i jego rozmówcy nie dostrzegają pozytywnych aspektów zmian i coraz większej automatyzacji wielu zawodów – reportaż ten jednak bardziej skupia się na problemach. Dla mnie jego największą wadą jest objętość – na zaledwie ok. 250 stronach Szymaniak starał się przedstawić cały zakres dotkniętych zmianami zawodów, w efekcie wszystkie te tematy zostały poruszone dość pobieżnie i często brakowało mi głębszego rozwinięcia problemu. Jednak jako takie ogólne podsumowanie tego, w którą stronę zmierza obecnie rynek pracy, Młóckę czytało mi się dobrze 🙂

Przeczytane: 2.08.2026
Ocena: 7/10