Opublikowany w Historia

Tomasz Bonek – Egipt

Tytuł: Egipt. Śladami starożytnych królowych i ich polskich odkrywców
Autor: Tomasz Bonek
Literatura: polska
Wydawnictwo: Znak Horyzont

Egiptem, zwłaszcza starożytnym, fascynuję się od lat, więc z ciekawością sięgnęłam po tę książkę Bonka. Zaintrygował mnie podtytuł sugerujący, że autor skupi się na faraonach-kobietach, a tutaj poza Kleopatrą VII i Hatszepsut właściwie nic nie wiedziałam. No dobra, była też Nefertiti, ale poza kojarzeniem jej wizerunku ze słynnego popiersia ciężko byłoby mi powiedzieć coś o Egipcie za jej panowania. Ciekawostką u Bonka mieli być też ci polscy odkrywcy, bo choć zdawałam sobie świetnie sprawę, że to Polacy prowadzili i wciąż prowadzą wykopaliska przy świątyni Hatszepsut, to chętnie dowiedziałabym się czegoś więcej.
Bonek opowiada tu o tych trzech królowych, ale też całkiem sporo uwagi poświęca Teje i Nefertari, żonie Ramzesa II. Zdaję sobie sprawę, że o wielu kobietach starożytnego Egiptu, nawet jeśli były małżonkami faraonów albo i same sprawowały władzę, często wiemy dość niewiele, ale historie zawarte w tej książce są dla mnie nadmiernie fragmentaryczne. Do tego wiedza własna autora przeplatała się tu z bardzo licznymi rozmowami z Patrykiem Chudzikiem (pracującym w Egipcie archeologiem), które na początku mnie nawet interesowały, ale potem zaczęło mnie to męczyć. Tych rozmów było za dużo, wolałabym tu dostać konkretne informacje i ciekawostki historyczne niż przekomarzania dwóch facetów, nawet jeśli znają się na temacie. Wciągnęły mnie też historie o dawniejszych polskich wykopaliskach w Egipcie, choć tutaj wszystko niemal kręciło się wokół Hatszepsut. Wspomniany przez Bonka polski udział przy innych odkryciach związanych z tymi władczyniami był na tyle niewielki, że nic szczególnego do lektury nie wniósł.
Ciężko było mi ocenić Egipt Bonka, bo z jednej strony jest to książka napisana lekko i pełna ciekawostek mniej lub bardziej znanych. Ja podczas lektury często googlałam za bardziej szczegółowymi informacjami, więc dzięki temu wszystkiemu mam poczucie, że faktycznie co nieco się dowiedziałam. Z drugiej strony lektura jest momentami przegadana, a w innych miejscach zdecydowanie za ogólna, no i tych rozmów Bonka z Chudzikiem było tu dużo za dużo. Fajna książka jako punkt zaczepienia, ale zdecydowanie warto dalej sięgnąć po bardziej szczegółowe lektury.

Przeczytane: 14.06.2026
Ocena: 6/10

Opublikowany w Historia

Colin Jones – Upadek Robespierre’a

Tytuł: Upadek Robespierre’a. Ostatnie 24 godziny Terroru
Autor: Colin Jones
Tytuł oryginału: The Fall of Robespierre: 24 Hours in Revolutionary Paris
Tłumaczenie: Grzegorz Kulesza
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Znak Horyzont

Na start zaznaczę, że po Upadek Robespierre’a warto sięgnąć, mając w miarę dobrze poukładane w głowie wydarzenia oraz bohaterów Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Ten temat nigdy nie leżał w zakresie moich zainteresowań, o rewolucji ostatnio czytałam w szkole, a było to dość dawno… I po kilkudziesięciu stronach książki Jonesa musiałam ją odłożyć na bok i zgłębić się najpierw w odmętach internetu, by wiedzieć, co i jak, no i nie gubić się w treści książki skupiającej się na jednym konkretnym dniu – przewrocie 9 thermidora (27.07.1794). Przyznam, że zabrakło mi tutaj takiego wprowadzenia historycznego, a także podsumowania wydarzeń z kolejnych lat. Nie to, że ten 9 thermidora jest zawieszony w próżni, bo Jones opowiada trochę o wcześniejszych wydarzeniach, ale po pierwsze skupia się tylko na tych, które mają związek z omawianymi tematami, a po drugie czyni to w sposób dość chaotyczny i niechronologiczny. Upadek Robespierre’a opowiada godzina po godzinie o tym dniu i jeśli np. o danej porze miały się rozpocząć protesty, to owszem, autor nagle zgłębiał ich przyczyny i wcześniejsze wydarzenia… by nagle przeskoczyć do innego miejsca 15 minut później i omawiać inny temat.
Zatem to była dla mnie największa wada tej książki. Drugi, również spory minus, to nierównomierne przyciąganie zainteresowania czytelników. Pierwsza część Upadku Robespierre’a, właściwie wszystkie wydarzenia prowadzące do jego aresztowania, to głównie mocno przegadana polityka. Bardzo dużo nazwisk i miejsc, które osobie nieznającej francuskiego natychmiast zlewały się w jedno. Myślę, że spokojnie z 1/3 lektury po prostu przemęczyłam, licząc na to, że pojedyncze przebijające się ciekawostki są warte dalszej lektury. Na szczęście potem zaczęło się dziać bardzo dużo, a do tego Jones skupił się już na konkretnych postaciach, które łatwiej było zapamiętać. Nie wiedzieć kiedy zaczęło mi się Upadek Robespierre’a czytać coraz lepiej i faktycznie, historia nieudanego przewrotu okazała się dla mnie niezmiernie fascynująca. Zwłaszcza że naprawdę nie wiedziałam o nim nic poza tym, że był i jak skończył się dla samego Robespierre’a. Swoją drogą, Nieprzekupnego było w tej książce zaskakująco niewiele – głównie w tej pierwszej, politycznej części. W samym przewrocie jego rola była minimalna, a dopiero jego ścięcie następnego dnia przeszło do historii.
Jest to lektura bardzo szczegółowa, choć napisana naprawdę dobrym językiem i w całkiem wciągający sposób – no i fajny miał Jones pomysł z tą godziną po godzinie, choć przydałoby się podsumowanie wcześniejszych i późniejszych wydarzeń. To, ile materiałów z epoki autor musiał przeczytać, by przedstawić upadek Robespierre’a tak, byśmy poznali wydarzenia oczami mu współczesnych, a nie z naszej perspektywy czasowej, też jest godne podziwu. Myślę, że naprawdę warto sięgnąć po tę lekturę, tylko koniecznie z już usystematyzowaną wiedzą o rewolucji.

Przeczytane: 17.03.2026
Ocena: 7/10

Opublikowany w Historia

Mark Bowden – Hue 1968

Tytuł: Hue 1968. Wietnam we krwi
Autor: Mark Bowden
Tytuł oryginału: Huế 1968: A Turning Point of the American War in Vietnam
Tłumaczenie: Mateusz Fafiński
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Poznańskie

Czytałam niedawno Wietnam Hastingsa, a teraz postanowiłam bardziej zgłębić historię wojny wietnamskiej i sięgnęłam po Hue 1968 Bowdena, książkę poświęconą najkrwawszej bitwie tej wojny. Spodobała mi się ona bardziej od poprzedniej lektury, autor tutaj snuł naprawdę wciągającą opowieść, ciekawie łącząc szerszy obraz całej wojny z indywidualnymi historiami. Właśnie ten ludzki wymiar bitwy – wspomnienia żołnierzy, dziennikarzy i cywilów – jest dla mnie najmocniejszą stroną Hue 1968. Choć tę najbardziej znaną część ofensywy Tet obie strony przypisały sobie jako zwycięstwo – Amerykanie, bo odzyskali miasto i wypędzili z niego Vietcong, a Wietnam Północny, bo utrzymał Hue na tyle długo, by zwrócić uwagę światowej opinii publicznej – to nie da się ukryć, że przegrany był jeden i była to ludność cywilna miasta. Za największą wadę książki można uznać zbyt amerykański punkt widzenia, ale czego innego się spodziewać po amerykańskim dziennikarzu? Bowden starał się być bezstronny, dopuszczał do głosu też Wietnamczyków z Północy, starał się pokazać, o co i jak zacięcie walczyli… Owszem, to było ciekawe i istotne, ale zabrakło mi tutaj Wietnamczyków z Południa. A przecież oni też walczyli o Hue, ponieśli większe straty niż Amerykanie, a w książce zostali mocno zmarginalizowani – właściwie ciężko ich nie postrzegać z amerykańskiego punktu widzenia, że większość z nich była taka nieudolna, bez pomocy USA do niczego się nie nadawali… Nie kupuję w 100% tej części historii. Pominąwszy jednak ten dość istotny szczegół, nie da się ukryć, że walkę Amerykanów przeciwko Frontowi z Północy Bowden przedstawił bardzo ciekawie i szczegółowo – czasem dla mnie aż zbyt szczegółowo. Z jednej strony bywało to nawet zabawne, gdy autor przywoływał listy jednego z żołnierzy do żony, innym razem nieco męczące, gdy próbowałam sobie przypomnieć, kto jest kim i w jakim kontekście był już wspominany, bo tyle postaci się tu przewija. Mimo wszystko książkę bardzo polecam – szczególnie zainteresowanym historią wojny wietnamskiej.

Przeczytane: 19.02.2026
Ocena: 7/10

Opublikowany w Historia

Kamil Janicki – Warcholstwo

Tytuł: Warcholstwo. Prawdziwa historia polskiej szlachty
Autor: Kamil Janicki
Literatura: polska
Wydawnictwo: Poznańskie

Janicki o polskiej historii pisał sporo, więc interesując się tą tematyką, natrafiałam już na jego książki. Można je lubić albo nie, bo autor ma dość specyficzny styl – całkiem luźny (choć na szczęście nie kolokwialny) i mocno skupiający się na konkretnym temacie, co może w czytelnikach wywołać poczucie braku szerszej perspektywy. Z Warcholstwem było podobnie – nie jest to kompletna historia polskiej szlachty, jak sugerowałby podtytuł, a tylko ta część historii skupiona na różnych szlacheckich ekscesach. Owszem, Janickiemu zdarza się wspomnieć o dobrych cechach czy zwycięskich bitwach, ale są to tylko króciutkie wzmianki, w stylu: no tak, coś się tu udało, ale spójrzcie tylko, ile innych rzeczy było nie tak! Więc jeśli takie podejście was irytuje, to może lepiej po Warcholstwo nie sięgać. Jeśli jednak chcecie zapoznać się z różnymi historycznymi ciekawostkami, co przez wieki odwalała szlachta, i nie przeszkadza wam, że to tylko wycinek całej historii – to lektura może się okazać bardzo fajna i wciągająca.
Autor opowiada tu o powstaniu stanu szlacheckiego, czym polska szlachta różniła się od zagranicznej, jakie przywileje wymuszała na kolejnych władcach i jak to wszystko powoli, acz nieubłagalnie prowadziło Rzeczpospolitą do wydarzeń z XVII i XVIII wieku – zniszczeń wojennych i kolejnych rozbiorów. Janicki ciekawie też rozprawia się z mitem państwa bez stosów i tłumaczy, jak to się stało, że wielki i pozornie potężny kraj nie posiadał wielkiej i potężnej armii, no i nie umiał wyciągać długotrwałych korzyści z – nieraz niemałych – sukcesów wojskowych. Sporo tu fajnie opisanych ciekawostek, dużo cytatów i materiałów źródłowych. Oczywiście, nie ma co oczekiwać, że Warcholstwo wyczerpie na niespełna 400 stronach tak obszerny temat jak rzeczpospolita szlachecka, ale Janickiemu wyszedł tu całkiem ciekawy urywek tego tematu. Cieszę się, że sięgnęłam po tę lekturę, dobrze mi się ją czytało i parę tematów na pewno z ciekawością zgłębię.

Przeczytane: 7.02.2026
Ocena: 7/10

Opublikowany w Historia

Max Hastings – Wietnam

Tytuł: Wietnam. Epicka tragedia 1945-1975
Autor: Max Hastings
Tytuł oryginału: Vietnam: An Epic Tragedy, 1945-1975
Tłumaczenie: Wojciech Tyszka
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Literackie

Po Wietnam. Epicką tragedię 1945-1975 Hastingsa zabrałam się, kiedy sama ruszałam do Wietnamu i chciałam lepiej zrozumieć tło historyczne wydarzeń, które ukształtowały to państwo w jego obecnej formie. Oczywiście słyszałam co nieco o wojnie wietnamskiej, ale Hastings niemal od pierwszych stron udowodnił mi, jak niewielka była moja wiedza. A warto wziąć pod uwagę, że Brytyjczyk zaserwował czytelnikom prawdziwą cegłę, Wietnam liczy sobie dobre 1000 stron i lektura zajęła mi prawie 2 miesiące. O ile z początku mnie fascynowała, to w pewnym momencie zaczęła jednak nużyć – dużo ciekawsze były dla mnie opisy walk z Francuzami, dojścia do władzy Ho Chi Minha czy początki amerykańskiego zaangażowania. Im dalej w lekturę, tym jednak wolniej mi się czytało – dużo szczegółowych opisów różnych akcji militarnych, a także wyraźne sympatyzowanie autora z Amerykanami (którym jednak nie szczędzi krytyki, żeby nie było) i pogardliwe krytykowanie Wietnamczyków zaczęło mi w końcu działać na nerwy. Hastings często przytaczał wspomnienia wojenne żołnierzy i cywili, uważam to za prawdziwy smaczek tej lektury, nadający historii ludzkiego wymiaru, choć też nie obraziłabym się, gdyby było tego trochę mniej 😉 . Odniosłam też wrażenie, że autor bagatelizuje niektóre działania Amerykanów w Wietnamie, co najbardziej rzuciło mi się w oczy przy wspomnieniu o agencie Orange – użytej przez wojska substancji, o której tragicznych skutkach miałam okazję całkiem sporo dowiedzieć się podczas pobytu w Wietnamie. I tak, zdaję sobie sprawę, że komunistyczne władze tego państwa na pewno wyolbrzymiają wiele rzeczy, nie podobało mi się jednak, jak Hastings kompletnie próbował je oczerniać i odebrać im wiarygodność.
Epicka tragedia nie jest więc najlepszą książką historyczną, jaką miałam okazję w życiu przeczytać, ale niewątpliwie swój cel spełniła – w przystępny sposób (bo dobrego stylu literackiego na pewno nie można Hastingsowi odmówić) przybliżyła mi wojnę wietnamską. Poznałam wiele szczegółów dotyczących działań militarnych, decyzji politycznych oraz prywatnych odczuć ludzi, których ta wojna w różny sposób dotknęła. Na pewno będę chciała zgłębić jeszcze tę tematykę, ale jeśli chodzi o pierwsze, kompleksowe spojrzenie Wietnam okazał się dobrym wyborem.

Przeczytane: 29.12.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Historia

Sinclair McKay – Drezno 1945

Tytuł: Drezno 1945. Ogień i mrok
Autor: Sinclair McKay
Tytuł oryginału: The Fire and the Darkness: The Bombing of Dresden, 1945
Tłumaczenie: Jan Dzierzgowski
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Znak Koncept

Trochę o bombardowaniach podczas II wojny światowej już czytałam, ale nigdy tak szczegółowo o jednym mieście. A Drezno stało się już symbolem wojennych nalotów, bo mało które miasto ucierpiało aż tak podczas alianckich ataków. Legendę zniszczenia Drezna pomógł budować też Vonnegut w swojej słynnej powieści Rzeźnia numer 5, bo ten amerykański pisarz sam przeżył to bombardowanie jako jeniec wojenny. Jego postać też się przewija w książce McKay’a, bo autor postanowił przeplatać historię miasta i nalotów z losami zwykłych ludzi – zarówno tych przebywających wtedy w Dreźnie (mieszkańców, uchodźców, jeńców wojennych), jak i Brytyjczyków oraz Amerykanów uczestniczących w nalotach. Bardzo lubię takie opowiadanie o historii, bo nadaje jej ono dużo bardziej ludzki wymiar. Bombardowanie Drezna to w końcu nie tylko decyzje polityczne, daty i wydarzenia, ale przede wszystkim ogrom ludzkich tragedii. Do tego w książce pojawia się sporo refleksji, nie tylko ze strony autora, ale też i bohaterów książki. Przede wszystkim mocno poruszający temat, czy to zbrodnia przeciw ludzkości, gdy wojna redefiniuje pojęcia, a historię piszą zwycięzcy, szczególnie gdy ocaleni też mają świadomość, że ich miasto nie zostałoby zrównane z ziemią, gdyby ich kraj nie rozpoczął wojny…
Pod względem doboru historii Drezno 1945 to niesamowicie wciągająca książka – sporo się z niej dowiedziałam i z ciekawością doszukiwałam jeszcze dodatkowych informacji. Podobało mi się, że McKay wspominał nie tylko o ludziach, ale też i zwierzętach (choćby w zoo czy cyrku), one przecież też cierpiały. Ciekawostką były też ostatnie rozdziały dotyczące odbudowy Drezna po wojnie, chociaż nie wciągnęły mnie tak jak główna opowieść. Największą wadą tej lektury okazał się dla mnie język McKay’a (albo tłumaczenie, bądź też obie te rzeczy jednocześnie – oryginału nie czytałam): często potoczny, pełen niepasującego do książki historycznej słownictwa. Zabrakło mi też lepszego przedstawienia losów bohaterów reportażu poza tymi kilkoma dniami – kim byli wcześniej, co się stało z nimi potem… Choć czasem autor faktycznie przedstawiał – zazwyczaj pokrótce – dalsze losy niektórych osób (zwłaszcza tych bardziej znanych), to fajnie byłoby jednak wiedzieć coś więcej. Mimo tych niedociągnięć, wciąż uważam, że Drezno 1945 to bardzo dobra książka, warto było ją przeczytać.

Przeczytane: 13.10.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Historia

Judith Herrin – Bizancjum

Tytuł: Bizancjum. Niezwykłe dziedzictwo średniowiecznego imperium
Autorka: Judith Herrin
Tytuł oryginału: Byzantium: The suprising life of a medieval empire
Tłumaczenie: Norbert Radomski
Lektura: brytyjska
Wydawnictwo: Rebis

Bizancjum Herrin zrzuciłam sobie na czytnik jeszcze w ubiegłym roku, po lekturze Stambułu Hughes – stwierdziłam wtedy, że chcę przeczytać coś nie tylko o samym mieście, ale i o imperium, którego stolicą kiedyś było. Książka Herrin zbierała pozytywne oceny jako przystępnie przedstawiona historia – wersja polska liczy sobie trochę ponad 400 stron, które jednak zajęły mi zaskakująco dużo czasu, wolno mi się to Bizancjum czytało. I nie była to kwestia stylu czy tłumaczenia, ale bardziej samej formy, w jakiej autorka chciała przedstawić swoją opowieść.
Mało co mnie tak irytuje w książkach historycznych jak brak chronologii. O ile w powieści czy reportażu jestem w stanie zaakceptować taki zabieg, to jeśli chodzi o samą historię, chcę widzieć ciągłość i przyczynowość. Tymczasem Herrin postawiła na różne tematy, wokół których krążyła w poszczególnych rozdziałach, wielokrotnie przeskakując między wiekami i bohaterami. Bardzo mieszało mi to w głowie i choć wiele poruszanych przez autorkę tematów było bardzo ciekawych, to po skończonej lekturze – bez innych źródeł uzupełniających – nie umiałabym sobie ułożyć w ciągu przyczynowo-skutkowym wydarzeń tworzących historię imperium bizantyjskiego. A przecież o to mi chodziło, gdy sięgałam po tę książkę… Jeśli jednak potraktujemy Bizancjum Herrin jako zbiór historycznych ciekawostek na temat imperium ze stolicą w Konstantynopolu, lektura może okazać się momentami naprawdę wciągająca. Autorka posiada ogromną wiedzę tematyczną, umie wynajdywać różne smaczki, choć w początkowych rozdziałach skupiała się – w moim odczuciu – za bardzo na wątkach religijnych, kolejne rozdziały (wojenne, polityczne) czytało mi się dużo lepiej. Całościowo książka to takie 6/10 – momentami męcząca, momentami bardzo wciągająca, ale nie do końca tego oczekiwałam.

Przeczytane: 30.09.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Biografie i wspomnienia, Historia

Iwan Sołoniewicz – Rosja w łagrze

Tytuł: Rosja w łagrze
Autor: Iwan Sołoniewicz
Tytuł oryginału: Россия в концлагере
Tłumaczenie: Stanisław Dębicki
Literatura: rosyjska
Wydawnictwo: PWN

Rosja w łagrze Sołoniewicza została napisana i wydana na dobre 30 lat przed ukazaniem się słynnego Archipelagu GUŁag Sołżenicyna, jeszcze w okresie międzywojennym. Jest to świetna książka napisana z punktu widzenia człowieka, który jeszcze pamiętał carską Rosję, walczył w białej armii przeciw komunistom, a potem w państwie sowieckim udało mu się wieść nawet względnie dobre życie. Jednak nie na tyle, by nie próbować ucieczki – wraz z synem i bratem zostali złapani i skazani na kilka lat łagru. Tam też całkiem nieźle się urządzili i po jakimś czasie uciekli przez granicę z Finlandią. Za granicą Sołoniewicz napisał Rosję w łagrze, która jest nie tylko opisem jego więziennych doświadczeń, ale też fascynującą analizą życia w państwie sowieckim okresu międzywojennego. Łagry wraz ze zgromadzonymi w nich więźniami i załogą stanowią często świetny punkt odniesienia do życia na wolności, która dla wielu okazała się też trudniejsza i cięższa od więzienia.
To nie jest lekka i łatwa lektura, choć Sołoniewiczowi udało się przedstawić temat w zaskakująco przystępny sposób. Sporo tu dialogów, wprowadzających w treść książki nieco akcji, a oczekiwanie na ucieczkę bohaterów stopniowo buduje napięcie. Samego autora ciężko mi było polubić, ale nie przeszkadzało mi to w docenieniu trafności wielu jego spostrzeżeń. Bardzo fajnym dodatkiem do Rosji w łagrze są wspomnienia z ucieczki brata Sołoniewicza (który uciekł oddzielnie z innego łagru) oraz notka dotycząca życiorysu autora – mocno mnie to wciągnęło, choć wzbudziło chyba jeszcze większą niechęć do niego 😉 . Po książkę naprawdę warto sięgnąć, jest krótsza i przystępniejsza niż Archipelag GUŁag, ale też wyraziście przedstawia okrucieństwo i bezduszność tamtego systemu.

Przeczytane: 24.08.2024
Ocena: 9/10

Opublikowany w Historia

Pieter M. Judson – Imperium Habsburgów

Tytuł: Imperium Habsburgów. Wspólnota narodów
Autor: Pieter M. Judson
Tytuł oryginału: The Habsburg Empire. A New History
Tłumaczenie: Sławomir Patlewicz
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Bellona

Szkoda, że nie zapoznałam się z komentarzami dotyczącymi tej książki przed jej lekturą, bo może zabrałabym się wtedy za czytanie z innym podejściem. Po Imperium Habsburgów Judsona spodziewałam się historii wojenno-politycznej na przestrzeni wieków, dlatego początkowo dość negatywnie zaskoczyło mnie to, co dostałam. Autor zaczyna swoją opowieść dopiero w połowie wieku XVIII i prowadzi czytelników przez reformy Marii Teresy i jej następców, kształtowanie się nacjonalizmów w krajach wchodzących w skład imperium, aż po 1918 rok i upadek cesarstwa. Wojny (poza I wojną światową), powstania, wielkie wydarzenia wstrząsające nie tylko imperium, ale i całą Europą, są wspomniane o tyle, o ile miały wpływ na jakąś zmianę przepisów, ale stanowią właściwie nieomówione tło. Tego mi tu bardzo brakowało, tak samo jak historii nieco dawniejszej, bo liczyłam, że książka Judsona pomoże mi uzupełnić informacje ogólne o tytułowym imperium Habsburgów.
Z drugiej jednak strony nie mogę zaprzeczyć, że jak już zaakceptowałam tematy, na których skupia się autor, to czytało mi się tę książkę zaskakująco dobrze. O ile tematyka podatkowa czy ustrojowa nieszczególnie mnie zaciekawiły, to już historia kształtowania się niezależnych narodów, z jednej strony będących częścią imperium, z drugiej starających się od niego odróżnić… no, było to bardzo ciekawe 🙂 . Wiele ciekawostek było dla mnie nowością i nie wszystko okazało się tak oczywiste, jak można by sądzić, patrząc z perspektywy czasów obecnych. Kraje, które zarzucały Wiedniowi niewystarczające szanowanie innych kultur i języków, nieraz dużo gorzej traktowały inne mniejszości, gdy uzyskały niezależność i nie dziwi, że po latach wielu tęskniło za czasami Franciszka Józefa… Patrząc całościowo, Imperium Habsburgów to dobra i ciekawa książka, skupiająca się jednak tylko na wybranym momencie historii i na konkretnych aspektach tego imperium, co może mijać się z oczekiwaniami wielu czytelników.

Przeczytane: 5.06.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Historia

Antony Beevor – D-Day

Tytuł: D-Day. Bitwa o Normandię
Autor: Antony Beevor
Tytuł oryginału: D-Day. The Battle for Normandy
Tłumaczenie: Magdalena Komorowska
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Znak Horyzont

Książki Beevora to dla mnie już gwarancja świetnej literatury historycznej i nie inaczej było z D-Day. Bitwą o Normandię. To ponad 600-stronicowa cegła opowiadająca o odbiciu Francji przez aliantów – od przygotowań do tytułowego D-Day, przez lądowanie na plażach Normandii i kolejne operacje wojskowe, aż po wyzwolenie Paryża w sierpniu 1944 roku. Beevor szczegółowo (ale wciąż bardzo przystępnie dla kogoś, kto nie siedzi w tematyce militarnej) opisuje działania wojskowe, podejście zarówno alianckich, jak i niemieckich dowódców, działalność francuskiego ruchu oporu, poświęcenie cywilów… Są też i polskie wątki, gdy brygada pancerna generała Maczka wkroczyła do akcji, głównie pod Falaise. D-Day czytało mi się jak najlepszą książkę przygodową, bo u Beevora wielka historia przeplata się z historiami osobistymi uczestników danych wydarzeń, nawet jeśli często są to tylko pojedyncze migawki. Jedynym moim zastrzeżeniem do tej lektury były sporadyczne wstawki autora oceniające niektórych dowódców – nie pamiętam, bym się na coś takiego natknęła w innych jego książkach. Z drugiej strony było tego na tyle mało, że nie zepsuło całego odbioru lektury. Dużo się dowiedziałam, jeszcze więcej chciałam zgłębiać na boku na własną rękę, a do tego utwierdziłam się w przekonaniu, że po książki Beevora mogę sięgać w ciemno i będzie mi się podobało 🙂

Przeczytane: 24.05.2025
Ocena: 8/10