Opublikowany w Literatura piękna

Karina Sawaryna – Wynik negatywny

Tytuł: Wynik negatywny
Autorka: Karina Sawaryna
Tytuł oryginału: Не вагітна
Tłumaczenie: Katarzyna Fiszer
Literatura: ukraińska
Wydawnictwo: ArtRage

Zaskakująco dobrze mi się tę książkę czytało i bardzo się cieszę, że po nią sięgnęłam. A przed lekturą zastanawiałam się, na ile do mnie trafią przemyślenia kobiety, która nie może zajść w ciążę, chociaż bardzo tego pragnie – jakby nie patrzeć, tematyka kompletnie mi obca emocjonalnie 😉 . Sawaryna dzieli się z czytelnikami własnymi doświadczeniami, choć ubranymi w formę pamiętnika fikcyjnej bohaterki o niespotykanym imieniu Chrustka. Kobieta ma pewną wizję swojego życia i – choć z przeszkodami – udaje jej się ją realizować: przeprowadza się ze wsi do Kijowa, robi coś na miarę kariery i wychodzi za mąż za wspaniałego faceta. Teraz w ramach tej wizji do roku po ślubie powinno pojawić się też dziecko, tylko tutaj nagle wszystko przestaje się układać. Chrustka z każdym kolejnym miesiącem popada w coraz większą fiksację na punkcie zajścia w ciążę i jest w stanie zrobić naprawdę wszystko, by w końcu się udało. Na domiar złego coraz więcej bliskich jej kobiet spodziewa się dziecka, a bohaterka kompletnie nie radzi sobie z negatywnymi uczuciami, które wywołuje w niej wiadomość o ciąży kolejnej koleżanki.
Wynik negatywny to naprawdę dobrze napisana książka. Przemyślenia Chrustki są emocjonalne i poruszające, w ciekawy sposób zostały tu też wplecione wątki emigracyjne (w pewnym momencie bohaterka z mężem postanawiają zmienić kraj zamieszkania). Całość przeplata się z postami narratorki na instagramie, po których wydawać by się mogło, że wszystko u niej w porządku – to bardzo fajne zestawienie świata rzeczywistego z tym wykreowanym na potrzeby mediów społecznościowych. Naprawdę polecam lekturę, z zaskoczeniem odkryłam, że jest to debiutancka powieść autorki, bo kompletnie tego nie czułam 🙂

Przeczytane: 9.04.2026
Ocena: 8/10

Opublikowany w Biografie i wspomnienia, Holokaust

Mietek Pachter – Umierać też trzeba umieć

Tytuł: Umierać też trzeba umieć
Autor: Mietek Pachter
Literatura: polska/żydowska
Wydawnictwo: Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów

Wspomnienia Mietka Pachtera, wydane pod tytułem zaczerpniętym z cytatu z tej książki: Umierać też trzeba umieć, to lektura, którą bardzo ciężko ocenić. Bo że samych wspomnień ocenić nie sposób, to chyba nie muszę mówić? Z drugiej strony czy można też ocenić styl wypowiedzi, gdy Pachter nigdy nie aspirował do roli pisarza – spisał swoje wspomnienia z czasów II wojny światowej i okresu po niej, bo wiedział, że o tych wydarzeniach nie można zapomnieć. Więc Umierać też trzeba umieć jest napisane prostym językiem, często pojawiają się tu błędy gramatyczne i językowe, różne powtórzenia – z jednej strony to trochę irytuje, z drugiej czytając, czułam się, jakbym słuchała prostej opowieści zwykłego człowieka o niezwykłych i zdecydowanie nie prostych czasach.
W historię Pachtera ciężko mi się było wkręcić, bo początkowe opisy życia w getcie były bardzo, ale to bardzo rozwleczone. Szczegóły życia codziennego, pracy, relacji międzyludzkich były niewątpliwie ciekawe, ale gdy rozwlekało się to na setki stron, miałam poczucie, że już nic nowego się nie dowiem. Od momentu wybuchu powstania w getcie warszawskim wspomnienia Pachtera nabrały tempa, czytało mi się je znacznie lepiej, choć trochę znów zwolniłam na wydarzeniach rozgrywających się już po wojnie. Ciężko było wtedy zgadzać się z zachowaniem autora, z drugiej jednak strony – jak to pisała Szymborska – tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. Nie doświadczywszy podobnych traum, nie sposób sobie wyobrazić takiej głębokiej nienawiści i potrzeby zemsty, jakie nosił w sobie Pachter.
Nie będę nawet pytać retorycznie, czy warto sięgnąć po Umierać też trzeba umieć, bo ja generalnie uważam, że po wspomnienia Ocalałych zawsze warto sięgać. A książek z tak szczegółowym opisem doświadczeń życia w getcie i codzienności podczas powstania w nim jeszcze nie czytałam i nie sądzę, by było ich wiele. Jest to długa lektura, ciężka w odbiorze (czytanie zajęło mi tu dobry miesiąc), ale zdecydowanie nie żałuję sięgnięcia po nią.

Przeczytane: 8.04.2026
Ocena: 7/10

Opublikowany w Powieść historyczna

Bernard Cornwell – Płonące ziemie

Tytuł: Płonące ziemie
Autor: Bernard Cornwell
Tytuł oryginału: The Burning Land
Tłumaczenie: Mateusz Pyziak
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Otwarte

Chyba już na tomie piątym, Płonących ziemiach, zakończę swoją przygodę z Wojnami Wikingów Cornwella. Wyjątkowo długo mi zajęło, bym znowu wciągnęła się w treść opowieści, a choć w końcu znów popłynęłam z historią Uhtreda, to jednak coraz bardziej odczuwam pewną taką powtarzalność w tych książkach. Główny bohater powoli robi się coraz starszy, ale wciąż jest mistrzem miecza i dobrym dowódcą, niezmiennie czci Thora i jest cięty na chrześcijan, dalej nie lubi króla Alfreda, za to z oddaniem służy jego córce… Są tu oczywiście jakieś nowe wątki, chociażby motyw wygnania Uthreda, ale i tak wszystko dąży do kolejnej wielkiej bitwy z Duńczykami. I nie zaprzeczę, że to się dalej dobrze czyta, bo Cornwell pisze w lekki i przystępny sposób, i ta seria jest bardzo wciągająca. Mam jednak poczucie, że o ile pierwsze tomy stanowiły dla mnie fajną rozrywkę, to z każdym kolejnym ta historia mnie coraz bardziej nużyła. Więc żeby nie psuć sobie dobrych wspomnień z początkowych książek, Wojnom Wikingów już podziękuję 🙂

Przeczytane: 6.04.2026
Ocena: 5/10

Opublikowany w Literatura piękna

Jang Eun-jin – Nikt nie odpisuje

Tytuł: Nikt nie odpisuje
Autorka: Jang Eun-jin
Tytuł oryginału: 아무도 편지하지 않다
Tłumaczenie: Marta Niewiadomska
Literatura: koreańska
Wydawnictwo: Tajfuny

Nikt nie odpisuje to zaskakująco ładna powieść, momentami przewidywalna, choć w niczym nie psuło to jej odbioru. Główny bohater, Jihun, już trzy lata temu wyruszył w podróż ze swoim niewidomym psem, Chociem. W drodze mężczyzna rozmawia z różnymi ludźmi, nadaje im kolejne numery, a potem, jeśli podadzą mu swój adres, pisze do nich listy. Codziennie dzwoni do mieszkającego po sąsiedzku przyjaciela, by ten zajrzał do skrzynki, ale – jak w tytule – nikt nie odpisuje, a skoro tak, to Jihun nie ma motywacji, by wrócić do domu. Wszystko się jednak zmienia, gdy w podróży mężczyzna spotyka kobietę, której nadał numer 751. I nie, nie zaczyna tu się nagle romans, za to wiele ciekawych rozmów o życiu i retrospekcji.
Powieść jest dość krótka i czyta się ją szybko – przyznam, że nie spodziewałam się, że aż tak bardzo mnie wciągnie. Generalnie nie ma tu dużo akcji – ot, podróż, hotele, rozmowy – ale nie przeszkadzało mi to, przyjemnie mi się płynęło z biegiem tej książki. Nikt nie odpisuje daje do myślenia o tym, jak ważne jest, by rozmawiać z ludźmi i jak ważni są sami ludzie (i psy 😉 ) w życiu. Warto sięgnąć po tę lekturę, dla mnie był to bardzo fajny przerywnik od kilku cięższych lektur.

Przeczytane: 3.04.2026
Ocena: 7/10

Opublikowany w Klasyka, Literatura piękna

Virginia Woolf – Orlando

Tytuł: Orlando
Autorka: Virginia Woolf
Tytuł oryginału: Orlando: A Biography
Tłumaczenie: Aga Zano
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Marginesy

Kiedy jakiś czas temu przeczytałam Panią Dalloway, spodobała mi się na tyle, że planowałam jeszcze sięgnąć w przyszłości po inną twórczość Woolf. Pasowało mi więc, że mój klub książkowy wybrał Orlando na lekturę marca… dopóki nie zaczęłam tego czytać 😉 . Tak sobie myślę, że gdyby zrobić z Orlando opowiadanie, napisane tym samym stylem (bo tego Woolf odmówić nie można – książka jest naprawdę ładnie napisana, a do tego świetnie przetłumaczona na polski), czytałoby mi się je całkiem dobrze. Spodobał mi się też pomysł przedstawienia historii w formie biografii, choć Woolf jako biografka wycinająca większość dialogów wielokrotnie mnie zirytowała. Jednak Orlando jest dla mnie przede wszystkim powieścią bardzo przegadaną. Gdy po raz kolejny ptaki leciały po niebie lub działy się inne równie fascynujące rzeczy, po prostu przelatywałam wzrokiem tekst, szukając miejsca na tyle ciekawego, by kontynuować normalne czytanie.
Zdaję sobie sprawę, że na tamte czasy była to książka przełomowa – główny bohater staje się nagle główną bohaterką i musi zmierzyć się ze wszystkimi konsekwencjami zmiany płci. Do tego Orlando, nie wiedzieć czemu, żyje kilkaset lat i ten upływ czasu był dla mnie na początku nieuchwytny. Dopiero gdy padła wzmianka o kolejnym królu, gdzieś zaczęło do mnie docierać, że akcja toczy się już dłużej, niż bym zakładała po samych wydarzeniach. W klasyce literatury lubię to, że są książki, które były ważne i świetne w odbiorze dawniej, ale i teraz, mimo upływu czasu, wciąż takie pozostają. Orlando się nie zalicza do takich lektur – była to książka ważna kiedyś, dziś jednak aż tak się nie wyróżnia, a mimo dobrego stylu autorki całość czytało się dość topornie. Cały czas czekałam na to, aż wciągnę się w fabułę, a ten moment nigdy nie nastąpił. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że ktoś się tą lekturą zachwyci – zwłaszcza jeśli język i styl są dla niego bardzo ważne – ale cóż, nie ja 😉

Przeczytane: 3.04.2026
Ocena: 5/10

Opublikowany w Ciekawostki podróżnicze

Anna Bittner – Portugalia

Tytuł: Portugalia. W objęciach oceanu
Autorka: Anna Bittner
Literatura: polska
Wydawnictwo: Poznańskie

Gdy w ubiegłym roku czytałam Sobremesę Buczaka, uznałam, że coraz bardziej przekonuję się do Serii Podróżniczej, choć zazwyczaj zdecydowanie wolałam reportaże. Portugalia Anny Bittner dołączyła tu do książek o Hiszpanii i Słowenii, które dotąd uważałam za najlepsze z serii, i utwierdziła mnie w przekonaniu, że po takie lektury też czasem warto sięgnąć 🙂 .
Autorka od lat mieszka w Portugalii, mówi po portugalsku, korzysta z tamtejszej opieki zdrowotnej, posłała dzieci do miejscowych szkół – krótko mówiąc, miała okazję poznać ten kraj od podszewki, a teraz dzieli się swoimi doświadczeniami z czytelnikami. Widziałam recenzje książki, w których wspominano, że czytanie Portugalii to jak rozmowa z autorką przy kawie, podczas której płynie opowieść – czułam się dokładnie tak samo, czytając. Zwłaszcza że Annę Bittner znam osobiście i dużo łatwiej było mi sobie taką opowieść wyobrazić, nie przeszkadzały mi tu też jej osobiste wstawki. Książka jest bardzo przystępna w odbiorze, świetnie się ją czyta, a piękne zdjęcia tylko dodają jej uroku – nie mogę się już doczekać, aż w moje ręce trafi wersja papierowa i będę mogła się przyjrzeć zdjęciom lepiej niż na Kindle’u 😉 .
Autorka mieszka w przepięknym i popularnym wśród turystów regionie Algarve i to tej części kraju poświęciła najwięcej uwagi. Gdy w jakichś kwestiach Algarve różniło się znacząco od reszty Portugalii, Bittner starała się te różnice zaznaczyć i myślę, że dawało to ciekawe zestawienie, jak różnorodny jest to kraj. Zabrakło mi jednak szerszego pokazania innych regionów, szczególnie fascynujących mnie najbardziej (może dlatego, że w Lizbonie, Porto czy Algarve już byłam, nawet jeśli wciąż czuję niedosyt) części wyspiarskich – z przyjemnością przeczytałabym całe rozdziały poświęcone Maderze i Azorom 😉 . Nie obraziłabym się też, gdyby w książce było dużo więcej historii, ale to już kwestia indywidualnych zainteresowań – wiem, że nie każdy tego oczekuje od literatury podróżniczej.
Całościowo patrząc, Portugalia. W objęciach oceanu to zdecydowanie jeden z najlepszych tytułów w Serii Podróżniczej – dobrze napisana, pięknie wydana, wciągająca od pierwszej do ostatniej strony. Dla fanów literatury na końcu znajdzie się też lista książek okołoportugalskich, po które warto sięgnąć według autorki. Bo że po samą Portugalię warto sięgnąć, to chyba jasne? 😉

Przeczytane: 31.03.2026
Ocena: 8/10

Opublikowany w Fantastyka

Norbert Grzegorz Kościesza – Baba Wanda

Tytuł: Szeptuni. Baba Wanda
Autor: Norbert Grzegorz Kościesza
Literatura: polska
Wydawnictwo: Męskie wydawnictwo N-Kort

Lubię fantastykę w słowiańskich klimatach, więc z zainteresowaniem sięgnęłam po Babę Wandę Kościeszy. Opis książki zaczynał się od słów: Słowiańska mitologia przeplata się tutaj z Podlaskimi klimatami. Dawni bogowie współpracują z szeptuchą… – czy to nie zapowiada się ciekawie? Niestety, wszystko się jakoś rozjechało i choć pierwszą część Szeptunów czytało mi się w miarę szybko, to książka mnie nie potrafiła wciągnąć, a także wymęczyła mnie językowo. Zdaję sobie sprawę, że autor chciał tu podkreślić te podlaskie klimaty głównie językiem, więc bohaterowie rozmawiają ze sobą gwarą zmieszaną ze wstawkami rosyjskimi/białoruskimi/itp… Ale dla czytelniczki z innej części kraju okazało się to zaskakująco męczące. Tak, części słów mogłam się domyślić, znając podstawy rosyjskiego, jednak uważam, że książki w ojczystym języku nie powinno się czytać, co rusz potrzebując słowniczka lub przypisów do dialogów. Bardzo zaburza to płynność lektury i irytuje.
Akcja Baby Wandy krąży wokół tytułowej szeptuchy, żyjącej już od wieków i po dłuższej przerwie wracającej do swojej podlaskiej chaty, by zaoferować miejscowej ludności swoje usługi. Przeplatane jest to opowieściami, w których dziarska staruszka podróżuje w czasie i zwinnie walczy ze słowiańskimi potworami. A do tego gotuje, piecze (przepisy przeskakiwałam, to zdecydowanie nie dla mnie lektura), udziela porad… zaś ja co rusz zastanawiałam się, o czym w ogóle jest ta książka? Jaki jest motyw przewodni fabuły? Czy tu w ogóle jest jakaś konkretna fabuła czy luźna zbitka historii z tą samą bohaterką? I po co w to wszystko wplatać postać Jakuba Wędrowycza z powieści Pilipiuka? Generalnie parę historii było w miarę ciekawych, sam zamysł był całkiem ok, ale nie trafiło do mnie wykonanie, zmęczył mnie język, podirytował brak konkretnej fabuły. Znajdą się lepsze tytuły w słowiańskiej fantastyce 😉

Przeczytane: 27.02.2026
Ocena: 4/10

Opublikowany w Fantastyka

Robert M. Wegner – Dusza pokryta bliznami

Tytuł: Dusza pokryta bliznami
Autor: Robert M. Wegner
Literatura: polska
Wydawnictwo: Powergraph

Dusza pokryta bliznami to była książka bardzo wyczekana. Opowieści z meekhańskiego pogranicza uwielbiam od lat, obok Wiedźmina to moje ulubione polskie fantasy. Wciągnęły mnie mocno poprzednie tomy i niecierpliwie czekałam na kontynuację. Wegnera, jak zwykle, czytało mi się świetnie – bardzo lubię jego sposób pisania i snucia opowieści. Niestety, dołączę tu do grona fanów serii nieco rozczarowanych najnowszym tomem, a to z trzech głównych powodów:

  • Wegner przyzwyczaił mnie do książek liczących sobie dobre 600-700 stron, tymczasem Dusza pokryta bliznami to niespełna 400 stron tekstu. Stanowczo za mało!
  • Choć Opowieści z meekhańskiego pogranicza zaczęły się od tomów opowiadających tylko o wybranych bohaterach, to w ostatnich częściach ich losy bardzo mocno zaczęły się splatać. Tymczasem w szóstym tomie Wegner znów skupił się tylko na wybranych postaciach (Czerwone Szóstki, Altsin, dziewczyny z czaardanu i Deana), losy pozostałych pozostawiając dalej pod znakiem zapytania. Nie tego się spodziewałam…
  • Dusza pokryta bliznami jest za bardzo przegadana. Akcja jest świetnie rozkręcona tylko w przypadku historii o Górskiej Straży i tę część naprawdę pochłaniałam, to był właśnie ten Meekhan, który uwielbiam. W Białym Konoweryn niby się trochę dzieje, ale też głównie gadają – akcja się rozkręca dopiero na koniec, urywając się niemal w kulminacyjnym momencie. Altsin też dopiero pod koniec dowiaduje się co nieco o historii Nieśmiertelnej Floty, ale wcześniejsze rozdziały o płynięciu na Nocnej Perle nic nie wnoszą i równie dobrze mogłyby być skrócone do kilku stron.

Nie potrafię ocenić Opowieści z meekhańskiego pogranicza źle, bo przecież i ten ostatni tom wręcz pochłonęłam. Po prostu przyzwyczaiłam się do tego, że Wegner swoimi książkami wgniata mnie w fotel, a tym razem nie było aż tak zajebiście… 😉

Przeczytane: 23.03.2026
Ocena: 6/10

Opublikowany w Literatura piękna

Brenda Navarro – Puste domy

Tytuł: Puste domy
Autorka: Brenda Navarro
Tytuł oryginału: Casas vacías
Tłumaczenie: Agata Ostrowska
Literatura: meksykańska
Wydawnictwo: ArtRage

Bardzo lubię to uczucie, gdy sięgam po książkę bez żadnych oczekiwań, a ta okazuje się naprawdę świetną lekturą, która wciąga niemal od pierwszej strony. Zresztą Navarro zaczęła Puste domy z grubej rury – od porwania trzyletniego chłopca z placu zabaw. A potem zgłębiła się w różne relacje rodzinne, w których niestety więcej jest patologii niż miłości, przedstawiając wszystko w tak dosadny sposób, że jednocześnie nie chce się tego czytać i chce się wiedzieć, co dalej.
Historię poznajemy z punktu widzenia dwóch kobiet, dwóch bezimiennych narratorek, które łączy jedno – obie próbują być matkami tego samego chłopca. Który, jakby było mało problemów, ma autyzm i nie umie wyrazić własnych uczuć czy potrzeb. Pierwsza to dziecko urodziła i nazwała Danielem. Wydawało jej się, że chce być matką, ale macierzyństwo (podwójne, bo połączone z adopcją osieroconej dziewczynki z rodziny) wydaje się ją przerastać, zwłaszcza gdy partner wyraźnie woli adoptowaną córkę od autystycznego syna. Druga dziecko porwała i nazwała Leonelem. Nie mogła się doczekać macierzyństwa, mimo że jej facet pił, bił i zdradzał, a pojawienie się porwanego autystycznego dziecka w związku zdecydowanie nie poprawiło tej relacji. Navarro świetnie pokazała różnorodne podejście do macierzyństwa, choć powiedziałabym, że główny wniosek, jaki dla mnie wynika z tej powieści, to: naprawdę nie każda rodzina powinna mieć dziecko.
Dwie różne narracje to też dwa kompletnie odmienne style snucia opowieści. Matka Daniela stara się panować nad emocjami i analizować przeszłość, próbując zrozumieć, co było większym błędem – stracenie dziecka z oczu, co umożliwiło jego porwanie, czy w ogóle urodzenie go? Matka Lionela swoich uczuć nie kontroluje zupełnie, jej wypowiedzi są bardzo emocjonalne i pełne przekleństw. Warto to wziąć pod uwagę, jeśli kogoś to drażni, bo choć mi pasowały one do tej postaci, to jednak narracja pełna bluzgów trochę mnie irytowała. Mimo wszystko książkę pochłonęłam bardzo szybko – na pewno pomógł tu fakt, że liczy sobie ona niecałe 200 stron. Lektura wciąga, daje do myślenia, działa na emocje – naprawdę lubię takie powieści, nawet jak kompletnie nikogo z bohaterów nie da się tu polubić, a otwarte zakończenie nie nastraja optymistycznie…

Przeczytane: 20.03.2026
Ocena: 8/10

Opublikowany w Historia

Colin Jones – Upadek Robespierre’a

Tytuł: Upadek Robespierre’a. Ostatnie 24 godziny Terroru
Autor: Colin Jones
Tytuł oryginału: The Fall of Robespierre: 24 Hours in Revolutionary Paris
Tłumaczenie: Grzegorz Kulesza
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Znak Horyzont

Na start zaznaczę, że po Upadek Robespierre’a warto sięgnąć, mając w miarę dobrze poukładane w głowie wydarzenia oraz bohaterów Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Ten temat nigdy nie leżał w zakresie moich zainteresowań, o rewolucji ostatnio czytałam w szkole, a było to dość dawno… I po kilkudziesięciu stronach książki Jonesa musiałam ją odłożyć na bok i zgłębić się najpierw w odmętach internetu, by wiedzieć, co i jak, no i nie gubić się w treści książki skupiającej się na jednym konkretnym dniu – przewrocie 9 thermidora (27.07.1794). Przyznam, że zabrakło mi tutaj takiego wprowadzenia historycznego, a także podsumowania wydarzeń z kolejnych lat. Nie to, że ten 9 thermidora jest zawieszony w próżni, bo Jones opowiada trochę o wcześniejszych wydarzeniach, ale po pierwsze skupia się tylko na tych, które mają związek z omawianymi tematami, a po drugie czyni to w sposób dość chaotyczny i niechronologiczny. Upadek Robespierre’a opowiada godzina po godzinie o tym dniu i jeśli np. o danej porze miały się rozpocząć protesty, to owszem, autor nagle zgłębiał ich przyczyny i wcześniejsze wydarzenia… by nagle przeskoczyć do innego miejsca 15 minut później i omawiać inny temat.
Zatem to była dla mnie największa wada tej książki. Drugi, również spory minus, to nierównomierne przyciąganie zainteresowania czytelników. Pierwsza część Upadku Robespierre’a, właściwie wszystkie wydarzenia prowadzące do jego aresztowania, to głównie mocno przegadana polityka. Bardzo dużo nazwisk i miejsc, które osobie nieznającej francuskiego natychmiast zlewały się w jedno. Myślę, że spokojnie z 1/3 lektury po prostu przemęczyłam, licząc na to, że pojedyncze przebijające się ciekawostki są warte dalszej lektury. Na szczęście potem zaczęło się dziać bardzo dużo, a do tego Jones skupił się już na konkretnych postaciach, które łatwiej było zapamiętać. Nie wiedzieć kiedy zaczęło mi się Upadek Robespierre’a czytać coraz lepiej i faktycznie, historia nieudanego przewrotu okazała się dla mnie niezmiernie fascynująca. Zwłaszcza że naprawdę nie wiedziałam o nim nic poza tym, że był i jak skończył się dla samego Robespierre’a. Swoją drogą, Nieprzekupnego było w tej książce zaskakująco niewiele – głównie w tej pierwszej, politycznej części. W samym przewrocie jego rola była minimalna, a dopiero jego ścięcie następnego dnia przeszło do historii.
Jest to lektura bardzo szczegółowa, choć napisana naprawdę dobrym językiem i w całkiem wciągający sposób – no i fajny miał Jones pomysł z tą godziną po godzinie, choć przydałoby się podsumowanie wcześniejszych i późniejszych wydarzeń. To, ile materiałów z epoki autor musiał przeczytać, by przedstawić upadek Robespierre’a tak, byśmy poznali wydarzenia oczami mu współczesnych, a nie z naszej perspektywy czasowej, też jest godne podziwu. Myślę, że naprawdę warto sięgnąć po tę lekturę, tylko koniecznie z już usystematyzowaną wiedzą o rewolucji.

Przeczytane: 17.03.2026
Ocena: 7/10