
Autor: Friedrich Kellner
Tytuł oryginału: „Vernebelt, verdunkelt sind alle Hirne”: Tagebücher 1939-1945
Tłumaczenie: Andrzej Kopacki
Literatura: niemiecka
Wydawnictwo: Ośrodek Karta
Jak tu ocenić książkę, która z założenia nie miała być wcale książką? Zapiski Kellnera, niemieckiego urzędnika, prowadzone od jesieni 1939 roku zostały częściowo (z lat 1939-42) wydane w Polsce jako Dziennik sprzeciwu. Jak łatwo się domyślić po tytule, autor sprzeciwiał się działaniom nazistowskich władz oraz rozpętanej przez nie wojnie, chociaż zdawał sobie sprawę, że głośny sprzeciw skończyłby się dla niego obozem koncentracyjnym lub śmiercią. Zapisywał jednak swoje przemyślenia, cytował zasłyszane rozmowy, a także te, w których uczestniczył, próbował analizować sytuację wojenną i często cytował ówczesną prasę. Z historycznego punktu widzenia jest to więc naprawdę fascynujące źródło informacji o wojennych Niemczech – dzięki Kellnerowi możemy obserwować zbiorowe niemieckie zachłyśnięcie się nazizmem i pierwszymi sukcesami oraz wiarę w Goebbelsową propagandę. Autor na bieżąco zestawia niedawne jeszcze artykuły z już odbiegającą od nich rzeczywistością wojenną, wskazuje, jak często propaganda przeczy sama sobie i jak w ogóle nie przeszkadza to zwykłym Niemcom… Kellner najprawdopodobniej słuchał też zagranicznych stacji radiowych, bo wiele wiedział o porażkach nazistów, o których naturalnie nie trąbiły lokalne media.
Zatem z tej strony była to lektura niezwykle fascynująca i ważna. Miała jednak swoje wady, częściowo związane z tym, że był to po prostu dziennik. Kellner wielokrotnie powtarzał niektóre ze swoich przemyśleń czy narzekań, co z jednej strony podkreślało jego narastającą frustrację, a z drugiej było mocno irytujące dla mnie jako czytelniczki. Tak samo jak jego liczne komentarze, że kraje, które się nie przygotowały do wojny i porządnie nie stawiały Niemcom, to właściwie zasłużyły sobie na wszystko, co je spotkało. Do tego nie ma co ukrywać, że Kellner nie pisał swoich dzienników jakimś pięknym, wciągającym stylem, czasem czytało się to dość topornie. Szczególnie męczyło, jeśli autor wrzucał sporo fragmentów z gazet, jednych po drugich – niby dobrze to śledzić, ale jednak lepiej by to się czytało przeplatane jego komentarzami i przemyśleniami. Więc całościowo daję Dziennikowi sprzeciwu ocenę 6/10, choć wciąż uważam, że ciężko go tak właściwie ocenić ze wspomnianych już wyżej powodów.
Przeczytane: 17.03.2026
Ocena: 6/10








