Opublikowany w Reportaż

Piotr Sochoń, Weronika Truszczyńska, Nadia Urban – Chiny jednego dziecka

Tytuł: Chiny jednego dziecka
Autorzy: Piotr Sochoń, Weronika Truszczyńska, Nadia Urban
Literatura: polska
Wydawnictwo: Znak Literanova

Zrzuciłam Chiny jednego dziecka na czytnik, planując podróż do Państwa Środka, a choć nie wyrobiłam się z lekturą przed samym wyjazdem, to i tak z ciekawością potem uzupełniałam swoją wiedzę o współczesnych Chinach. Sochoń, Truszczyńska i Urban – autorzy podcastu Mao Powiedziane – opowiedzieli o tym państwie z punktu widzenia słynnej polityki jednego dziecka. W jakich warunkach ją wprowadzono, jakie przyniosła skutki, jak są one odczuwane przez Chińczyków z miasta i ze wsi, co robią władze, by naprawić błędy z przeszłości… Oczywiście, nie przyznając się, że jakiekolwiek błędy popełniono 😉 . Ogromne dysproporcje między ilością kobiet i mężczyzn, wysokie koszty mieszkań, huoku, czyli restrykcyjny system meldunkowy, różne problemy z edukacją – to wszystko jest ze sobą powiązane i niesamowicie utrudnia życie współczesnym Chińczykom, a z naszego punktu widzenia wydaje się czymś nieraz nierealnym.
Chiny jednego dziecka to książka pełna ciekawostek, choć pewnie może się w niektórych aspektach wydawać wtórna dla słuchaczy podcastu. Ja nie słucham, ale obserwuję Truszczyńską na instagramie i już wyłapałam parę powtórzeń, ale nie przeszkadzało mi to w niczym w odbiorze lektury. Bardziej zwróciłam uwagę na różne powtórzenia w ramach samej książki, bo każdy był tu odpowiedzialny za inną część reportażu, no i niektóre treści się przewijają więcej niż raz w tych częściach 😉 . Mogłoby to wszystko być trochę spójniejsze, ale nie jest źle, żeby nie było. Książkę czytało mi się dobrze i szybko, zwłaszcza że byłam bardzo zainteresowana tematem. Tematyki zresztą lektura nie wyczerpuje, bardziej w ogólny sposób przedstawia całą tę problematykę, nakreśla sytuację, wciąż pozostawiając spore pole do dalszego zgłębiania informacji. Chiny jednego dziecka to całkiem fajna książka na start, żeby poznać sytuację społeczną Państwa Środka, a ja z ciekawością sięgnę jeszcze po inne lektury opowiadające o Chinach z innej perspektywy 🙂

Przeczytane: 7.06.2026
Ocena: 7/10

Opublikowany w Literatura piękna

Qui Miaojin – Zapiski krokodyla

Tytuł: Zapiski krokodyla
Autorka: Qui Miajoin
Tytuł oryginału: 鱷魚手記
Tłumaczenie: Agnieszka Walulik
Literatura: tajwańska
Wydawnictwo: Tajfuny

Zapiski krokodyla to książka, którą ciężko mi było ocenić, a momentami także ciężko czytać. A jednocześnie całkiem mnie wciągnęła i na pewno nie mogłabym jej dać złej oceny. W Zapiskach… poznajemy okres studencki Laćki z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych na Tajwanie – bohaterka zapisuje swoje doświadczenia w kolejnych zeszytach. Dziewczyna jest lesbijką, jednak trudno jej się z tym pogodzić, a zwłaszcza zaakceptować swoją seksualność; na pewno nie ułatwiają tego czasy, w jakich dzieje się akcja. Laćka wchodzi w różne relacje i były to dla mnie czasem męczące opisy, bo te związki były toksyczne głównie ze względu na samą bohaterkę i jej zachowania. Trudno było je nie tylko zaakceptować, ale i jej współczuć, bo trochę sama się prosi o wszystko, co ją spotyka. Więc z jednej strony miałam w głowie myśli, że to bardzo ważna, wręcz legendarna dla społeczności LGBT na Tajwanie – i jestem w stanie zrozumieć, dlaczego. A z drugiej jednak sama orientacja seksualna Laćki często schodzi na dalszy plan, możemy sobie łatwo wyobrazić, że tak samo zachowuje się młoda dziewczyna wobec chłopaka – i równie trudno byłoby to znieść 😉 .
Miaojin przeplatała historię Laćki opowieściami o… krokodylach. Przyznaję bez bicia, widać jestem beznadziejna w takie odniesienia, bo gdybym nie przeczytała tego w internecie, dłuuugo bym się nie domyśliła, że krokodyle symbolizują tutaj osoby LGBT. Dla mnie to były takie dziwne wtrącenia, wybijające z rytmu powieści, a nawet gdy już załapałam, co autorka miała na myśli, to jakoś nie potrafiłam się w te wstawki wciągnąć. Zdecydowanie wolałam więc główną część historii, nawet jeśli nie potrafiłam polubić głównej bohaterki. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że Miaojin miała bardzo fajny styl pisania, książka jest też naprawdę dobrze przetłumaczona (przez Agnieszkę Walulik). Ciekawie było też sięgnąć po książkę z Tajwanu, szczególnie autorstwa tej tyle znaczącej dla wyspy pisarki. Niektóre postacie i opowieści mnie wciągnęły, inne były dla mnie zbyt chaotyczne, ale całościowo myślę, że była to całkiem dobra i dość wciągająca lektura, na pewno nie żałuję poświęconego jej czasu 🙂

Przeczytane: 31.05.2026
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Maciej Falkowski – Nasi Niemcy

Tytuł: Nasi Niemcy
Autor: Maciej Falkowski
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Niemców i przedstawicieli innych narodowości na przestrzeni wieków żyło na polskich ziemiach całkiem sporo – tak naprawdę ta znana nam obecnie czystość etniczna to efekt II wojny światowej i wymuszonych po niej przesiedleń. Uczono nas na historii o zakładaniu miast na prawie niemieckim, ale chyba żaden podręcznik nie wspominał o tym, jak masowo polscy władcy ściągali na polskie ziemie niemieckich osadników. I że nie jest to tylko kwestia średniowieczna, ale Niemcy zjeżdżali do Rzeczpospolitej i za późniejszych władców (zresztą chociażby za Sasów nie powinno to dziwić), a liczne osadnictwo za czasów zaborów też nie jest zaskoczeniem. Niemieckobrzmiące nazwiska w Polsce nie występują przecież tylko na Śląsku czy Pomorzu – czego sama jestem najlepszym przykładem 😉 .
Właśnie takie historie zebrał w całość Falkowski w reportażu Nasi Niemcy. Autor podróżował po całej Polsce i szukał poniemieckich śladów – zarówno po tych, którzy się zasymilowali i pozostali w kraju po wojnie już jako Polacy, jak i po tych, co mimo mieszkania w Polsce od pokoleń musieli szybko uciekać w połowie lat czterdziestych, by uniknąć komunistycznych czystek. Dużo tu naprawdę fascynujących i nieoczywistych historii, wiele z nich jest nieznanych nie tylko ogółowi, ale często też obecnym mieszkańcom dawnych niemieckich miejscowości i wiosek. Bardzo lubię takie grzebanie w historii i choć nie każda opowieść Falkowskiego poruszyła mnie równie mocno, a niektóre nawet wydały mi się trochę wtórne wobec wcześniejszych, to i tak bardzo się cieszę, że sięgnęłam po ten reportaż – warto było 🙂

Przeczytane: 27.05.2026
Ocena: 7/10

Opublikowany w Science fiction

Andy Weir – Projekt Hail Mary

Tytuł: Projekt Hail Mary
Autor: Andy Weir
Tytuł oryginału: Project Hail Mary
Tłumaczenie: Radosław Madejski
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Akurat

Czytałam nie tak dawno temu Marsjanina Weira i bardzo mi się podobał, więc teraz na fali popularności filmu postanowiłam sięgnąć też po Projekt Hail Mary. I mam poczucie, że nie jest to koniec mojej przygody z tym amerykańskim autorem, bo jego science fiction nie tylko jest świetnie napisane, ale to science w tle jest sensowne i konkretne. Uwielbiam, jak różne wydarzenia da się wyjaśnić nauką – nawet jeśli jest to czasem naciągane na potrzeby książki, ale ja jako niesiedząca w temacie czytelniczka i tak nie mam szans tego wyłapać. Mi się to wydaje spójne i w pewien sposób realne, nic się nie dzieje bez powodu, przez co od razu lektura sprawia mi dużo większą przyjemność 😉
Spodobał mi się też pomysł na rozpoczęcie książki już w centralnym punkcie wydarzeń – główny bohater budzi się na statku kosmicznym i rozpoczyna swoją misję. Powoli wracają mu wspomnienia i to z takich retrospekcji dowiadujemy się, co zagraża Ziemi i jakie zadanie czeka mężczyznę, a wszystko to przeplata się z jego codziennością w kosmosie, która na pewno nie jest nudna i monotonna… Wystarczy tylko wspomnieć, że życie rozwinęło się nie tylko na Ziemi i, jak się okazuje, także to inteligentne życie 😉 . Akcja pędzi do przodu, ale ma także fajnie wprowadzone momenty spowolnienia i refleksji, nie jest tak, że co chwila coś wybucha – choć parę takich zwrotów akcji Weir jednak czytelnikom zaserwował. Bądź co bądź Projekt Hail Mary czyta się bardzo szybko i bardzo dobrze i pozostaje mi mieć nadzieję, że autorzy filmu dobrze wykorzystali potencjał tej książki. Trafiło też do mnie zakończenie, pasowało mi ono do tej powieści, a zarazem było też swojego rodzaju zaskoczeniem, bo na pewno nie w tym kierunku prowadziła akcja przez większość czasu. Warto sięgnąć po tę lekturę, jeśli lubicie dobrze wyjaśnione science fiction z wartką akcją i wyrazistymi bohaterami (czy też bardziej bohaterem w tym przypadku), no i sporą dawką dobrego humoru, bo rozmowy Grace’a i Rocky’ego nieraz wywoływały mój uśmiech 🙂

Przeczytane: 24.05.2026
Ocena: 8/10

Opublikowany w Literatura piękna

Nguyễn Phan Quế Mai – Góry śpiewają

Tytuł: Góry śpiewają
Autorka: Nguyễn Phan Quế Mai
Tytuł oryginału: The mountains sing
Tłumaczenie: Izabela Matuszewska
Literatura: wietnamska
Wydawnictwo: Albatros

Byłam bardzo ciekawa tej powieści, bo nie czytałam dotąd nic z literatury wietnamskiej, choć zdarzało mi się sięgać po zagraniczne książki poświęcone Wietnamowi. Ale wiadomo, to nie to samo 😉 . Nguyễn opowiada tu o dojściu komunistów do władzy, reformie rolnej i tragedii wojny wietnamskiej z punktu widzenia zwykłych ludzi. Opowieść toczy się dwutorowo – najpierw poznajemy losy Hương wychowywanej przez babcię w bombardowanym Hanoi, a potem cofamy się w przeszłość, do czasów młodości babci (Dieu Lan). Historię tej drugiej poznajemy w formie opowieści snutych przed wnuczką, co ma swoje wady i zalety. Z jednej strony sprawia, że opowieść jest bardzo emocjonalna i osobista, a z drugiej opowiedziana jest dość prostym językiem, skierowanym do młodej dziewczyny. Część z punktu widzenia Hương też jest dość prosta językowo i nie zmienia się, mimo że bohaterka dorasta i przestaje być dzieckiem. Szczerze powiedziawszy, to właśnie językowo Góry śpiewają niezbyt do mnie trafiły – nie wiem, czy to kwestia samej książki (pierwszej napisanej przez autorkę po angielsku), czy też polskiego tłumaczenia.
Mimo wszystko z przyjemnością oceniłam tę powieść dość wysoko, bo naprawdę mnie wciągnęła. Nguyễn bardzo obrazowo przedstawiła tragedię Wietnamczyków, mimo że sama akcja nie toczy się na wojnie – jednak bohaterki uciekają przed bombardowaniami, martwią się o bliskich, którzy zaginęli na Południu, słuchają opowieści tych, którzy wrócili, często okaleczeni fizycznie i psychicznie. W tle, we wspomnieniach babci, przewija się też okupacja francuska i japońska oraz brutalność reformy rolnej, w wyniku której wielu posiadaczy ziemskich musiało pożegnać się z majątkiem, a często też z życiem. Nie zaprzeczę, że przydały mi się tu wcześniej czytane lektury o XX-wiecznej historii Wietnamu, bo autorka nie tłumaczy tych wydarzeń, wychodzi z założenia, że czytelnicy wiedzą co nieco o wojnach Wietnamczyków z Francją, Japonią i Stanami.
Bardzo się cieszę, że sięgnęłam po tę książkę. Czytało mi się ją bardzo szybko ze względu na dość wartką akcję, ale też i ten prosty język, na który narzekałam 😉 . Z ciekawością przeczytam coś jeszcze tej autorki, bo było to udane pierwsze spotkanie z literaturą wietnamską.

Przeczytane: 10.05.2026
Ocena: 7/10

Opublikowany w Powieść historyczna

Elżbieta Cherezińska – Śmiały

Tytuł: Śmiały
Autorka: Elżbieta Cherezińska
Literatura: polska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Cherezińska wraca do opowieści o Polsce Piastów, a choć Śmiały nie dorównuje tu cyklowi Odrodzone królestwo, to nie mogę zaprzeczyć, że książki tej autorki zawsze mi się dobrze czyta. Zwłaszcza te o średniowiecznej Polsce 🙂 . Choć z pierwszym tomem opowieści o Bolesławie Śmiałym na początku było mi trochę nie po drodze i czułam się dość rozczarowana, na szczęście z kolejnymi rozdziałami – i z dorastaniem głównego bohatera – robiło się coraz ciekawiej. Jednak mam trochę poczucie, że samego Bolesława jest w Śmiałym po prostu za mało. Cherezińska skupiła się tu trochę za bardzo na niektórych postaciach kobiecych (co samo w sobie jest oczywiście fajne, ale…) – głównie Świętosławie, siostrze Bolesława, oraz Getrudzie, jego ciotce, a także Rzepichach. Losy piastowskich kobiet są ciekawe, ale mam wrażenie, że autorka bardzo spłaszczyła te postaci. Zaś mężczyźni… Sam Bolesław zapowiada się ciekawie, ale było go w tej książce najzwyczajniej w świecie za mało. Jego bracia, władcy sąsiednich księstw i królestw, Sieciech, czy nawet pojawiający się już gdzieniegdzie (jeszcze nie biskup) Stanisław to nie są takie żywe i interesujące postacie, do jakich Cherezińska mnie przyzwyczaiła w poprzednich książkach. Mamy tu sporo rozwleczonych fragmentów dotyczących mniej ważnych wydarzeń, a te istotne są bardzo skrócone albo w ogóle ledwie wspomniane. Zabrakło mi tu tej fascynującej zabawy polską historią, przedstawiania dużej ilości faktów i uzupełniania ich własną wyobraźnią, co autorka przecież świetnie potrafi. Zresztą dalej tego trochę tutaj znajdziemy, Śmiałego czyta się bardzo szybko i lektura – zwłaszcza w drugiej połowie – jest mocno wciągająca. Na pewno też sięgnę po kontynuację, z nadzieją, że tej akcji będzie tam więcej i bohaterowie staną się wyrazistsi. Nie mogę się jednak pozbyć wrażenia, że jest to najsłabsza książka Cherezińskiej od ładnych paru lat.

Przeczytane: 8.05.2026
Ocena: 6/10

Opublikowany w Literatura piękna

Akwaeke Emezi – Śmierć Viveka Ojiego

Tytuł: Śmierć Viveka Ojiego
Autorka: Akwaeke Emezi
Tytuł oryginału: The death of Vivek Oji
Tłumaczenie: Rafał Lisowski
Literatura: nigeryjska
Wydawnictwo: Filtry

Śmierć Viveka Ojiego to książka, co do której miałam wysokie oczekiwania i która tym oczekiwaniom całkowicie sprostała 🙂 . Była to lektura bardzo poruszająca, świetnie napisana i wciągająca do samego końca, mimo że ten punkt kulminacyjny – czyli śmierć tytułowego bohatera – to coś, co Emezi zaserwowała czytelnikom na początku powieści. Autorka jest Nigeryjką i to właśnie w jej kraju rozgrywa się akcja książki, więc dla mnie – czytelniczki jakby nie patrzeć z innego kręgu kulturowego – była to dodatkowa ciekawostka.
Zatem najpierw dowiadujemy się, że Vivek nie żyje, a jego ciało znalazła pod domem zrozpaczona matka. Próbuje ona potem dowiedzieć się, co się właściwie stało, dlaczego młody chłopak zginął, a wszystko, co wie, prowadzi ją do bratanka męża oraz koleżanek Viveka. Pojawiają się tu liczne retrospekcje z punktu widzenia różnych bohaterów, pozwalające odtworzyć wcześniejsze wydarzenia i właściwie całe życie zmarłego. Wyraźnie przedstawiono tu wątki homoseksualne oraz związane z transpłciowością, mocno komplikujące życie młodym ludziom w bardzo konserwatywnym otoczeniu. Spodobało mi się to, w jaki sposób autorka ujęła tę trudną w Nigerii tematykę, jak przedstawiła emocje targające bohaterami. Śmierć Viveka Ojiego wręcz pochłaniałam, bo sama byłam ciekawa, co wydarzyło się wcześniej – a parę ciekawych zwrotów akcji tu było. No i, co zawsze lubię, powieść nie kręci się tylko wokół Viveka, ale jest tu też kilka innych bardzo dobrze wykreowanych postaci, które wpływały na moje emocje podczas lektury. To bardzo ciekawa powieść z dobrym i zaskakującym (przynajmniej dla mnie) zakończeniem – naprawdę warto się z nią zapoznać.

Przeczytane: 6.05.2026
Ocena: 8/10

Opublikowany w Reportaż

Michał Przeperski – Dziki Wschód

Tytuł: Dziki Wschód. Transformacja po polsku 1986-1993
Autor: Michał Przeperski
Literatura: polska
Wydawnictwo: Literackie

Jestem rocznikiem ’89, więc transformacji nie mam szans pamiętać, byłam wtedy małym dzieckiem. Ale z ciekawością o niej czytam, żeby zrozumieć te wciąż niedawne i przełomowe wydarzenia, które dla jednych stały się niesamowitą szansą, na innych odbiły się masą ciężkich doświadczeń. Przeperski postanowił opowiedzieć o latach 1986-1993 z punktu widzenia tamtych czasów, bez współczesnego spojrzenia – w końcu łatwo byłoby to wszystko komentować teraz, gdy już znamy skutki transformacji. Oczywiście nie udało mu się całkowicie uniknąć współczesnych komentarzy, ale myślę, że w pewnym stopniu były one nawet potrzebne – bądź co bądź zamysł całkiem mu się udał. Opowieści swoje opierał na dawnych materiałach telewizyjnych, gazetach, statystykach (inna bajka, na ile były one wiarygodnym źródłem), pamiętnikach z tamtych czasów, choć nie zabrakło też najzwyklejszych wspominek.
Generalnie nie wyszło to wszystko źle, ale spodziewałam się chyba czegoś więcej. Z jednej strony spojrzenie na problematykę jest dość różnorodne – nie tylko ze społecznego punktu widzenia (młodzież ślepo zapatrzona w zachód, osoby, które na zmianach skorzystały i te, które przez nie mocno ucierpiały), ale też politycznego i ekonomicznego. A z drugiej mam wrażenie, że wszystko to było przedstawione dość ogólnie, a luźny język autora bardziej by mi pasował do zwykłej wypowiedzi czy mediów społecznościowych, a nie do takiego reportażu. Całkiem ciekawa lektura dla kogoś, kto nie siedział w temacie i transformacji nie znał/nie pamiętał, ale można by z tego tematu wycisnąć więcej 🙂

Przeczytane: 5.05.2026
Ocena: 6/10

Opublikowany w Literatura piękna

Mieko Kawakami – Piersi i jajeczka

Tytuł: Piersi i jajeczka
Autorka: Mieko Kawakami
Tytuł oryginału: 乳と卵
Tłumaczenie: Anna Horikoshi
Literatura: japońska
Wydawnictwo: Mova

Przyznam, że byłam do tej książki na start dość sceptycznie nastawiona, bo zniechęcał mnie tytuł, a do tego przeczytałam kilka – nie zawsze pozytywnych – recenzji. Sięgnęłam jednak po Piersi i jajeczka Kawakami i choć nie jest to książka, która potrafiłaby mnie zachwycić, to czytało mi się ją całkiem dobrze i nawet udało mi się sympatyzować z narratorką / główną bohaterką.
Lektura podzielona jest na dwie części, które dzieli dekada. Najpierw poznajemy Natsuko w dzień, gdy w odwiedziny przyjeżdża do niej starsza siostra z wchodzącą w okres dojrzewania córką. Narratorka obserwuje spięcia między matką a dzieckiem i próbuje zrozumieć, dlaczego jej siostra tak bardzo pragnie operacji piersi. Ta historia, choć mnie zaciekawiła, pozostała niedokończona i niezbyt rozumiem ten zabieg Kawakami. Skoro już tyle pisze o tych piersiach, to można by się dowiedzieć, czy Makiko zrobi sobie te cycki… 😉
Druga część kręci się już dużo bardziej wokół samej Natsuko. Kobieta jest sama, nie lubi seksu, ale bardzo chciałaby zostać matką. Zgłębia więc trudny temat dawstwa nasienia i samotnego macierzyństwa, jednocześnie próbując mieć jakieś życie towarzyskie i napisać drugą książkę po tym, jak pierwsza odniosła sukces. Trochę dużo tu różnych wątków, ale Kawakami całkiem nieźle udało się je ze sobą połączyć. Spodobało mi się też, jak przedstawiła główną bohaterkę z jej rozterkami, zmienianiem zdania i dziwnymi decyzjami, które mimo wszystko pasowały mi do Natsuko. Piersi i jajeczka łączą różne problemy kobiecości z japońską kulturą i normami społecznymi w sposób dość ciekawy dla mnie jako czytelniczki z innego kręgu kulturowego. Myślę, że po przerwie sięgnę jeszcze po coś tej autorki, zwłaszcza że mam już od dłuższego czasu zgrane na czytnik Heaven 😉

Przeczytane: 30.04.2026
Ocena: 7/10

Opublikowany w Powieść historyczna

Ken Follett – Krąg czasu

Tytuł: Krąg czasu
Autor: Ken Follett
Tytuł oryginału: Circle of Days
Tłumaczenie: Janusz Ochab
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Albatros

Follett to Follett. Jego książki się wręcz pochłania, kibicując bohaterom w ich planach i marzeniach, jednocześnie martwiąc się, co złego ich spotka po drodze, bo z góry wiadomo, że złych momentów autor im nie oszczędzi. Jednocześnie Filary ziemi to to nie są i nie ma nawet co porównywać tych dwóch książek. Nawet jeśli porównania same przychodzą do głowy, bo niestety Follett w wielu swoich książkach trzyma się podobnych schematów, jakie stworzył, pisząc Filary ziemi. Mamy więc budowę Monumentu, który ma przetrwać wieki, mamy miłość ponad podziałami, no i tak wyrazisty podział na dobrych i złych, że bardziej by się nie dało. Kto jest dobry, będzie dobry i szlachetny do końca, mimo uderzających w niego przeciwności. Kto jest zły, taki pozostanie, parę razy razy zatriumfuje, by na koniec ponieść bolesną porażkę. Na tę jednowymiarowość postaci narzekałam już w poprzednich książkach Folletta i nic się tu nie zmieniło w Kręgu czasu.
Tym razem akcja rozgrywa się w dalszej przeszłości, na równinie, gdzie przy drewnianym Monumencie cztery razy w roku gromadzą się różne plemiona: pasterze, rolnicy, ludzie lasu… Gdy w wyniku działań wojennych Monument zostaje zniszczony, pojawia się pomysł, by odbudować go z kamienia. Stonehenge nie powstaje jednak od razu, mijają całe lata (albo 2/3 książki), zanim ludzie postawią tu pierwszy kamień. W międzyczasie są zwykłe relacje międzyludzkie, coraz brutalniejsze niesnaski między plemionami, a, no i całkiem sporo seksu 😉 . Czytało się to szybko, z nieustanną myślą, jakie będą dalsze losy konkretnych postaci – nie da się zaprzeczyć, że Follett umie konstruować wciągające powieści. Z drugiej strony Krąg czasu jest prostszy od jego poprzednich książek – zarówno językowo i stylistycznie, jak i pod kątem fabuły. Przenoszenie kamieni nie pasjonuje tak jak budowa średniowiecznej katedry. Niektórym działaniom bohaterów i sytuacjom brakowało jakiejś logicznej spójności. Więc choć była to przyjemna lektura, mam poczucie pewnego rozczarowania, bo wiem, że Folletta stać na dużo więcej.

Przeczytane: 28.04.2026
Ocena: 6/10