
Autorka: Kalina Błażejowska
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne
Bezduszni Błażejowskiej to jedno z moich większych rozczarowań czytelniczych ostatnimi czasy. Na start warto zaznaczyć, że książka ma sporo przypisów, co się, oczywiście, ceni, ale w efekcie samego tekstu jest może ze 250 stron – stanowczo za mało, by dobrze rozwinąć wątek nazistowskiej zagłady chorych. Zwłaszcza że zagadnieniu w szerszym zakresie autorka poświęciła naprawdę niewiele miejsca, skupiając się na dwóch zakładach psychiatrycznych: w Gostyninie (rozdział na kilkadziesiąt stron) oraz Lublińcu (jakieś 60% książki). Zatem dla mnie ten reportaż jest nieproporcjonalny i nieodpowiednio wyważony, choć proporcja nie dziwi – o Lublińcu można znaleźć najwięcej materiałów. Tylko robi się z tego bardziej książka historyczna niż reportaż – ile treści by tu zostało, gdyby Błażejowska często-gęsto nie cytowała materiałów źródłowych…?
Autorka zaczęła Bezdusznych od zadanego jej przez prof. Nasierowskiego pytania: Ale jak pani chce pisać reportaż po osiemdziesięciu latach?. Ona bardzo chciała udowodnić, że się da. Jak sama przyznała, na najważniejszego rozmówcę – kogoś, kto faktycznie przeżył jako dziecko pobyt w jednym z omawianych szpitali – trafiła, gdy już książkę miała gotową. I choć z Lelonkiem udało jej się porozmawiać, to bardziej autorka dzieliła się z nim zdobytymi materiałami, niż poznawała nowe fakty. Wcześniej jej główną rozmówczynią była siostra jednej z ofiar, która z tamtych czasów prawie nic nie pamięta, a dla ich rodziców to był temat tabu. Za mało na reportaż, stanowczo za mało…
I ja rozumiem, że Bezduszni opowiadają o bardzo ważnym temacie, bo faktycznie wśród wielu publikacji o nazistowskich zbrodniach tematyka mordowania pacjentów szpitali psychiatrycznych nie jest najpopularniejsza. Nie jest to też jednak kwestia zapomniana, jak sugeruje podtytuł, bo o akcji T4 można – również po polsku – sporo poczytać. Nie wątpię też, że Błażejowska wykonała tytaniczną pracę, by się przekopać przez liczne archiwa, szukać bliskich ofiar, poznać dalsze losy lekarzy i pielęgniarek z omawianych placówek. W efekcie jednak wyszło tu coś pomiędzy reportażem a książką historyczną – stosunkowo łatwą w odbiorze, ale tylko częściowo omawiającą tytułowe zagadnienie.
Przeczytane: 19.02.2024
Ocena: 5/10








