
Autor: Frank Herbert
Tytuł oryginału: Dune
Tłumaczenie: Marek Marszał
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Rebis
W końcu zabrałam się za tytuł, który od dawna miałam na swojej liście, i mogę teraz tylko zapytać czemu tak późno? 😉 Diuna wciągnęła mnie i zachwyciła, co w sumie nie dziwi, bo uwielbiam taką fantastykę. Nieco wymęczył mnie tylko początek, bo Herbert bez żadnego wprowadzenia ruszył z akcją, ale gdy połapałam się, kto jest kim i o co tu chodzi, czytało mi się świetnie. Pierwsza połowa Diuny, to budowanie napięcia, kreowanie świata, ukazywanie charakterów bohaterów – dla mnie to prawdziwy majstersztyk. Niestety, w pewnym momencie akcja przyspieszyła aż za bardzo, autor przeskakiwał całe lata, w których wydarzyło się wiele ciekawych wydarzeń, ale doczekały się jedynie krótkich wzmianek, późniejszych nawiązań. Gdyby całość Diuny utrzymać w stylu pierwszej połowy książki, byłoby to prawdziwe arcydzieło fantastyki, choć pewnie dłuższe o dobre 200-300 stron (co w niczym by mi nie przeszkadzało 😉 ). I można by nieco bardziej rozwinąć postacie poboczne, niektórzy bohaterowie zaciekawili mnie, ale zginęli, zanim czytelnik wciągnął się mocniej w ich losy – nie będę spojlerować, ale liczyłam na większy udział w historii niektórych postaci. W Diunie liczą się jednak głównie Paul i Jessika, Vladimir Harkonnen z następcą, no i sama planeta. Nie psuło mi to jednak odbioru lektury, wręcz przeciwnie, z przyjemnością sięgnę po kontynuację, a może nawet zbiorę się do obejrzenia filmu ;). Bo sam pomysł na ten świat pustynnej planety dostarczającej uzależniającą przyprawę i zapewniającej posiadaczowi ogromne dochody, zamieszkałej przez świetnie przystosowane do życia niemal bez wody wojownicze plemiona… Bardzo mi się to spodobało i nie dziwię się, że Diuna stała się klasyką fantastyki 🙂 .
Przeczytane: 3.07.2023
Ocena: 8/10








