Opublikowany w Reportaż

Aleksandra Herzyk, Patrycja Wieczorkiewicz – Przegryw

Tytuł: Przegryw: mężczyźni w pułapce gniewu i samotności
Autorki: Aleksandra Herzyk, Patrycja Wieczorkiewicz
Literatura: polska
Wydawnictwo: W.A.B.

Zachęcona pozytywnymi recenzjami na obserwowanych kontach oraz pozytywnym doświadczeniem z poprzednią książką Wieczorkiewicz postanowiłam sięgnąć po Przegrywa. Zaciekawił mnie temat przegrywosfery, o której co nieco wiedziałam (chyba za dużo czasu spędzam w internecie 😉 ), ale nigdy nie zgłębiałam się w szczegóły. A te okazały się poruszające – autorki przedstawiły w swoim reportażu opowieści mężczyzn identyfikujących się jako incele czy przegrywi, choć środowisko internetowe nie zawsze się z nimi zgadzało. Bo skoro masz te 180 cm i nienawidzisz kobiet, to twoja decyzja, że jesteś sam. Prawdziwy przegryw nie ma szans na relację romantyczną, zazwyczaj ma problemy z zawieraniem jakichkolwiek relacji z ludźmi i wpływ na to ma głównie jego odpychający wygląd i niski wzrost, ale też złe doświadczenia rodzinne, problemy psychiczne, często niskie wykształcenie i brak pracy. Choć z tych wypowiedzi przebijała gorycz, czasem trudno byłoby nie przyznawać racji bohaterom reportaży. Współcześnie kobiety w Polsce są lepiej wykształcone od mężczyzn i rzadko chcą wiązać się z kimś poziom niżej. Nie jest też dziwnym, że często wybierają przystojniejszych facetów, pozostawiając tym brzydszym wrażenie, że nigdy nikogo nie znajdą. Historie wybrane przez Herzyk i Wieczorkiewicz wciągają, czasem smucą, czasem irytują ze względu na poglądy bohaterów. Były jednak rzeczy, które mi w Przegrywie zgrzytały – męczył mnie styl, brakowało dodatkowego komentarza autorek szczególnie w odniesieniu do mężczyzn o skrajniejszych opiniach, coś mi też nie pasowało w ich podejściu do rozmówców. Chociażby ostatni z facetów pod koniec pokłócił się z dziennikarkami i wycofał zgodę na publikację swojej historii, która i tak się w książce znalazła wraz z informacją, że inni internauci poparli tu autorki… No tak się nie robi. Dlatego co do Przegrywa mam mieszane odczucia – fajnie, że ten reportaż powstał, może wywoła dyskusję na temat, o którym dotąd się raczej nie mówiło. Ale jednak wiele rzeczy można tu było napisać inaczej.

Przeczytane: 14.11.2023
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Michał Lubina – Chiński obwarzanek

Tytuł: Chiński obwarzanek. Od Tajwanu po Tybet, czyli jak Chiny tworzą imperium
Autor: Michał Lubina
Literatura: polska
Wydawnictwo: Szczeliny

Chiński obwarzanek to jeden z najlepszych reportaży, jaki przeczytałam w tym roku, a czytam ich przecież całkiem sporo. Autor już we wstępie zaznaczył, że będzie pisał dość luźnym stylem, który został dobrze przyjęty w jego poprzedniej książce – tamtej jeszcze nie miałam okazji przeczytać, ale i tak muszę się zgodzić: nową książkę się wręcz pochłania. Nie dość, że została napisana naprawdę przystępnym (ale wciąż dobrze dopasowanym do literatury faktu) językiem, to pełna jest historii i ciekawostek, o których przeciętny Polak raczej nie ma pojęcia. Lubina w siedmiu rozdziałach opowiada o obszarach, które dla Chin stanowią (albo stanowić powinny) część państwa, a których mieszkańcy mniej lub bardziej woleliby się od Chin trzymać z daleka. Zatem są tu historie bardziej znane: Hongkong, Tajwan, Tybet; są też takie, które stanowiły dla mnie ogromną i nieraz kompletnie nową lekcję azjatyckiej historii: Makau, Ujguria, Mandżuria i Mongolia. Ten ostatni rozdział opowiada nie tylko o należącej do Chin Mongolii Wewnętrznej, ale też o niepodległym państwie, pechowo położonym między dwoma mocarstwami. Jednak nawet kiedy czytałam o Hongkongu czy Tybecie, wciąż poznawałam wiele nowych elementów tej układanki – każdy rozdział wciągał mnie równie mocno. Lubina serwuje w swojej książce historię poszczególnych regionów, ich relacji z Chinami, jak wyglądała i wygląda chińska polityka asymilacji; wszystko przeplatane wspomnieniami autora z podróży po tych rejonach oraz ciekawymi wypowiedziami jego rozmówców. Chiński obwarzanek to świetna lektura dla każdego, kto chce poznać i zrozumieć podejście Chin do innych narodów, a także (może i przede wszystkim) do własnego państwa, obserwując jednak to państwo nie z punktu widzenia stolicy, ale obrzeży. Naprawdę warto! 🙂

Przeczytane: 6.11.2023
Ocena: 8/10

Opublikowany w Literatura piękna

Linn Strømsborg – Kurwa, kurwa, kurwa

Tytuł: Kurwa, kurwa, kurwa
Autorka: Linn Strømsborg
Tytuł oryginału: Faen, faen, faen
Tłumaczenie: Karolina Drozdowska
Literatura: norweska
Wydawnictwo: ArtRage

Dość mocno promowana w internecie nowość, więc postanowiłam po nią sięgnąć – zwłaszcza że nazwisko Strømsborg obiło mi się wcześniej o uszy. No i nie da się zaprzeczyć, że książka ma zwracający uwagę tytuł 😉 . Kurwa, kurwa, kurwa to opowieść o wiecznie wkurzonej Britt. Niezbyt zadowolonej ze swojego małżeństwa, zmęczonej macierzyństwem, niemającej bliskich przyjaciół ani ciekawych hobby, zestresowanej podejrzeniem rozwijającej się choroby. Przez początkowe rozdziały narratorka opowiada, co ją tak wścieka i szybko zaczęło mnie to męczyć. Bo Britt denerwuje naprawdę wszystko, ale też nie robi nic, by coś zmienić. Podczas urlopu z rodziną i znajomymi męża wybucha, robi awanturę i znika na trochę, by sobie wszystko przemyśleć. Tę środkową część książki o tym, co robi i myśli Britt podczas tego dnia, co się dzieje z jej rodziną i znajomymi, trochę wspomnień o jej związku – to wszystko czytało mi się zaskakująco dobrze i nawet przez chwilę zapomniałam o tej irytującej bohaterce z początku książki. Niestety, zakończenie znów mnie zmęczyło i w efekcie trudno mi ocenić książkę Strømsborg na więcej niż 6/10. Na plus jest lekka narracja i przystępny styl, na minus irytujący bohaterowie, choć niektórych pewnie dałoby się polubić. Dla mnie Kurwa, kurwa, kurwa to lektura bez większej głębi i obawiam się, że dość szybko o niej zapomnę.

Przeczytane: 11.11.2023
Ocena: 6/10

Opublikowany w Ciekawostki podróżnicze

Damian Hadaś – Alaska

Tytuł: Alaska. Przystanek na krańcu świata
Autor: Damian Hadaś
Literatura: polska
Wydawnictwo: Wyd. Poznańskie

Sięgając po Alaskę Hadasia, jakoś przegapiłam fakt, że jest to literatura podróżnicza, a nie reportaż. Nastawiłam się więc na coś trochę innego i te wszystkie wątki o podróżach autora po Alasce w czasach pandemii nieco mnie nużyły. Z drugiej jednak strony wstawki reportażowe (bo Hadaś nie stronił od informacji historycznych czy lokalnych ciekawostek) czytało mi się naprawdę dobrze i co nieco się o tej Alasce dowiedziałam 🙂 . Autor wiedzę o tym północnym stanie ma całkiem niezłą – przeprowadził się tam na krótko przed pandemią (pechowe wyczucie czasu, nie da się ukryć), ale ma miejscową żonę i znajomych, stanowiących niewątpliwie bezcenne źródło informacji i ciekawostek. Do tego książka wzbogacona jest naprawdę pięknymi zdjęciami, chyba jeszcze bardziej niż treść pisana zachęcającymi do odwiedzenia Alaski 🙂 . Jeśli ktoś szuka takiego podróżniczego spojrzenia na ten stan, powinien być usatysfakcjonowany lekturą. Ja miałam trochę inne oczekiwania, wciąż jednak czytało mi się dobrze i myślę, że Alaska to dobra książka, idealna jako lekka lektura w podróży czy przed snem 🙂 .

Przeczytane: 7.11.2023
Ocena: 6/10

Opublikowany w Fantastyka

Suzanne Collins – Ballada ptaków i węży

Tytuł: Ballada ptaków i węży
Autorka: Suzanne Collins
Tytuł oryginału: The ballad of songbirds and snakes
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska, Piotr Budkiewicz
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Media Rodzina

Sporo lat minęło od czasu, gdy czytałam Igrzyska śmierci – na tyle sporo, że musiałam poszukać w internecie streszczenia książek, zanim zabrałam się za lekturę prequela. Zdążyłam też zapomnieć, jakim językiem została napisana ta seria i chwilę mi zajęło przyzwyczajenie się do tego młodzieżowego stylu. Nie da się jednak zaprzeczyć, że Ballada ptaków i węży niesamowicie wciąga i czyta się ją bardzo szybko. Cała historia dzieje się na kilkadziesiąt lat przed trylogią, podczas 10. Głodowych Igrzysk, zaś głównym bohaterem jest późniejszy prezydent Panem – a tutaj jeszcze nastolatek – Coriolanus Snow. Z książki dowiemy się więcej o wojnie Kapitolu z Dystryktami, poznamy historię Głodowych Igrzysk, które wtedy znacząco różniły się od tych już znanych czytelnikom serii. Jako czytelniczka nie potrafiłam polubić głównego bohatera, ale przypadła mi do gustu postać trybutki z 12. Dystryktu, Lucy Gray. Ot, kolejna niepokorna dziewczyna z Dwunastki 😉 . Myślę, że gdybym Balladę ptaków i węży czytała te X lat temu – wtedy, kiedy i całą trylogię – byłabym nią naprawdę zachwycona. To wciągająca lektura, pełna ciekawych i rozwijających się z czasem postaci, akcja toczy się wartko, a dystopijny świat przedstawiony w całej serii od początku do mnie trafiał. Dorosła ja książką się aż tak nie zachwycała, wciąż jednak była to dla mnie przyjemna rozrywka i jestem pewna, że fanom Igrzysk… na pewno się spodoba.

Przeczytane: 5.11.2023
Ocena: 7/10

Opublikowany w Literatura piękna

Hendrik Groen – Żyj i pozwól żyć

Tytuł: Żyj i pozwól żyć
Autor: Hendrik Groen
Tytuł oryginału: Leven en laten leven
Tłumaczenie: Ryszard Turczyn
Literatura: holenderska
Wydawnictwo: Albatros

O Groenie po raz pierwszy usłyszałam dzięki jego debiutanckiemu bestsellerowi – Małe eksperymenty ze szczęściem czytało mi się całkiem dobrze, choć mnie nie porwały. Niestety, Żyj i pozwól żyć okazało się jeszcze słabsze od poprzedniczki, to książka po prostu przeciętna. Głównym bohaterem i narratorem jest Arthur – Holender po pięćdziesiątce, od lat tkwiący w tej samej, nudnej pracy i w tym samym, nieuszczęśliwiającym ani jego ani żony małżeństwie. Szansa na jakąkolwiek zmianę pojawia się, gdy traci pracę i przy okazji dostaje niezłą odprawę. Zatem Arthur, zamiast stawić czoła życiu i porozmawiać z żoną, postanawia upozorować własną śmierć i ukryć się w Toskanii. O ile jest to całkiem niezły pomysł na humorystyczną powieść, bo takie było przecież założenie Żyj i pozwól żyć, to z wykonaniem już niezbyt wyszło. Przede wszystkim narrator nie potrafi sprawić, by czytelnik wczuł się w jego życie – jest gnuśny, leniwy, po prostu nudny, a przez to i irytujący. Dawno mi się nie zdarzyło, żeby książkę krótką i całkiem lekką czytało mi się tak źle i długo. Niemal po każdym rozdziale zastanawiałam się, ile jeszcze do końca – a rozdziałów było tu sporo, bo są całkiem krótkie 😉 . Lekturę ratują chyba tylko pojawiające się od czasu do czasu faktycznie zabawne fragmenty, wciąż jednak 5/10 to max, na co ta książka zasługuje.

Przeczytane: 2.11.2023
Ocena: 5/10

Opublikowany w Fantastyka

Robert J. Szmidt – Zgasić słońce. Szpony smoka

Tytuł: Zgasić słońce. Szpony smoka
Autor: Robert J. Szmidt
Literatura: polska
Wydawnictwo: Sine Qua Non

Połączenie fantastyki i historii alternatywnej, które w opisie brzmiało na tyle ciekawie, że postanowiłam po Zgasić słońce sięgnąć. Opis sugerował, że to książka o tym, jak w 1905 roku w konflikcie z resztą świata Japonia (ze wsparciem smoków) ma mieć odradzającą się Polskę kierowaną przez Piłsudskiego jako swojego sprzymierzeńca. A tymczasem Piłsudski i sprawa polska pojawiają się dopiero w połowie lektury… Szpony smoka podzielone są na trzy części i ta pierwsza, której się w ogóle nie spodziewałam, spodobała mi się zdecydowanie najbardziej. Lektura zaczyna się bowiem od naprawdę wciągającego opisu podniebnej bitwy sprzymierzonej armii ze smokami – dużo się dzieje, ciekawie się dzieje, te pierwsze rozdziały czytało się świetnie. Całość wydarzeń czytelnik poznaje z perspektywy Andrzeja Horodyńskiego, jednego z niższych rangą członków załogi rosyjskiego pancernika, któremu udaje się przeżyć bitwę. W drugiej części książki trafia on do obozu jenieckiego, a w trzeciej – współpracuje z Piłsudskim, próbującym dogadać się z Japończykami. Te wątki już mi niezbyt podeszły, choć sam pomysł na historię alternatywną (wspartą fantastyką) okazał się całkiem ciekawy. Nie trafiają do mnie jednak bohaterowie, ani Horodyński ani Piłsudski w tej opowieści nie wzbudzają mojej sympatii. To, czego spodziewałam się po treści, ledwo się rozwija w drugiej połowie książki, która urywa się w taki sposób, że można się spodziewać kontynuacji. Nie wiem jednak, czy zdecyduję się po nią sięgnąć – poza opisem bitwy lektura mnie nieszczególnie wciągnęła. Ot, ciekawostka na rynku polskiej fantastyki, ale nie wróżę tu większej szansy na sukces 😉

Przeczytane: 1.11.2023
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Olga Gitkiewicz – Nie zdążę

Tytuł: Nie zdążę
Autorka: Olga Gitkiewicz
Literatura: polska
Wydawnictwo: Dowody na istnienie

Reportaż, który chciałam przeczytać już od jakiegoś czasu, bo trafiałam na pozytywne opinie – tematyka nie była mi obca, ale z przyjemnością poszerzyłam swoją wiedzę w tym zakresie. Nie zdążę Gitkiewicz opowiada o transporcie w Polsce, jak do tego doszło, że tylu Polaków wybiera własne auta zamiast korzystać z transportu publicznego, jak to często ma miejsce w krajach Europy Zachodniej. Autorka zaczęła od znanej mi już historii ze Stanów Zjednoczonych, jak przemysł samochodowy uczestniczył w niszczeniu zorganizowanego transportu publicznego. Później jednak Gitkiewicz skupiła się na samej Polsce, opowiadając, jak na przestrzeni lat likwidowano połączenia autobusowe i kolejowe, skupiając się głównie na tych ostatnich. Choć jest to ciekawy temat, to brakowało mi trochę większego rozwinięcia problematyki PKS-u i mini-busów – nie da się jednak zaprzeczyć, że autorka wyraźnie podkreśliła, jak ciężkie jest życie poza większymi ośrodkami miejskimi, gdy nie ma się samochodu. Wykluczenie komunikacyjne ma się w Polsce świetnie, jest mnóstwo wsi i mniejszych miejscowości, skąd nie odjeżdża żaden transport publiczny. A jeśli jakiś odjeżdża, to o takiej porze, że nie ma jak się nim dostać do pracy lub szkoły, nie ma pewności, czy w ogóle przyjedzie, czy nie zmieni trasy lub nie będzie opóźniony… Albo czy za miesiąc nie zlikwidują tej linii całkowicie i ten, kto nie ma auta, będzie miał po prostu przerąbane. Uważam, że to ważna i potrzebna książka, którą czytało mi się bardzo dobrze, nawet jeśli niewiele nowego się z niej dowiedziałam – problemy były mi znane, pojawiły się tylko nowe przykłady. Na minus, niestety, długość – wiele tematów można tu było ładnie rozwinąć bez lania wody. Nie trafił do mnie też ostatni rozdział, gdzie polskie koleje przedstawiono jako istniejące kiedyś państwo – ciekawostkę archeologiczną, choć parę żartów wywołało jednak uśmiech na mojej twarzy. Ogólnie reportaż bardzo polecam, szczególnie mieszkańcom większych miast, którzy z wykluczeniem komunikacyjnym nie mieli okazji się spotkać – to, niestety, bardzo istotny problem w Polsce.

Przeczytane: 30.10.2023
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Grzegorz Piątek – Gdynia obiecana

Tytuł: Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939
Autor: Grzegorz Piątek
Literatura: polska
Wydawnictwo: W.A.B.

Swego czasu czytałam reportaż Piątka o odbudowie Warszawy i naprawdę zachwyciła mnie tamta lektura. Z ciekawością więc sięgnęłam po kolejną książkę tego autora, tym razem poświęconą powstaniu Gdyni. Miałam tu na start wysokie oczekiwania, w końcu budowa miasta portowego w burzliwym dwudziestoleciu międzywojennym to temat wręcz fascynujący. I choć Gdynia obiecana to dobry reportaż, to jednak poczułam się nim trochę rozczarowana. Nie wiem, czy szczególny wpływ na mój odbiór miał fakt, że – w przeciwieństwie do Gdyni – Warszawę znam dość dobrze i łatwiej było mi wyobrażać sobie to, o czym autor pisał. Tutaj pomagały zdjęcia, wciąż jednak często wspomagałam się obrazkami z internetu. Przynudziły mnie też trochę początkowe rozdziały, nawiązania do Żeromskiego czy innej twórczości literackiej – nie tego oczekiwałam od tej książki. Gdynia obiecana okazała się lekturą nieco przegadaną w tematach ogólnych, a często pozbawioną konkretów tam, gdzie przydałoby się więcej szczegółów. Wciąż jednak dostajemy tu ciekawy opis sytuacji politycznej w Rzeczpospolitej międzywojennej, historię portu widzianą z punktu widzenia robotników i innych mieszkańców miasta, poznajemy Gdynię z niedoborem mieszkań, brakiem sensownych planów zabudowy, niesamowicie wysokimi kosztami życia, a zarazem wysokim bezrobociem i niskimi zarobkami… Na to nakłada się jeszcze próba przekonania polskich letników do spędzania wakacji nad Bałtykiem, a ci letnicy też mają swoje własne spojrzenie na Gdynię. Ten ludzki aspekt reportażu podobał mi się najbardziej i na szczęście to on dominował w drugiej części książki, sprawiając, że czytało mi się coraz lepiej. Były rozdziały, które pochłaniałam, były takie, przy których przysypiałam 😉 . Mniej tu ciekawostek architektonicznych niż w Najlepszym mieście świata, ale zainteresowani tematyką na pewno znajdą tu coś dla siebie.

Przeczytane: 26.10.2023
Ocena: 6/10

Opublikowany w Fantastyka

Yan Ge – Kroniki dziwnych bestii

Tytuł: Kroniki dziwnych bestii
Autorka: Yan Ge
Tytuł oryginału: 异兽志
Tłumaczenie: Joanna Karmasz
Literatura: chińska
Wydawnictwo: Tajfuny

Podeszłam do tej lektury dość sceptycznie, bo generalnie nie lubię książek w mrocznych klimatach, nie lubię strasznej lub obrzydliwej (a dla mnie obrzydliwe są potwory, brutalność, itp.) tematyki. Kroniki dziwnych bestii zostały jednak wybrane na Klub Książkowy i postanowiłam zaryzykować… 😉 I już pierwsza opowieść okazała się tym, czego czytać raczej nie chciałam, ale na szczęście potem zrobiło się dużo spokojniej, czytało mi się coraz lepiej. Książka Ge składa się z dziewięciu opowieści, każda zaczyna i kończy się notatkami rodem z bestiariusza, opowiadającymi o zwyczajach i wyglądzie bestii. Bo w Yong’anie bestii jest całkiem sporo i – jak zawsze podkreśla autorka – poza paroma szczegółami wyglądają one tak jak ludzie. Jednak ci drudzy zazwyczaj nie wiedzą o swoich sąsiadach wszystkiego. Zatem najpierw mamy pobieżny opis bestii, potem historię, w której narratorka ma okazję spotkać ją osobiście, a następnie rozdział zamyka dodatkowy opis – oparty o to, czego bohaterka się właśnie dowiedziała. Narratorka studiowała zoologię, potem jednak nie chciała pracować z bestiami, ale zajęła się pisaniem historii miłosnych – te z udziałem potworów sprzedają się w końcu najlepiej. Z każdą kolejną historią bohaterka dowiaduje się coraz więcej nie tylko o bestiach zamieszkujących miasto, ale też o własnej rodzinie, znajomych oraz o sobie samej. Te wątki wciągnęły mnie najbardziej, nawet jeśli niektóre szczegóły okazywały się dość błahe i przewidywalne. Kroniki dziwnych bestii czytało mi się dużo lepiej, niż się tego spodziewałam (a nawet obawiałam), choć nie powiem, żeby lektura mnie szczególnie zachwyciła. Na pewno było to jednak coś odmiennego od tego, co czytam zazwyczaj i w sumie cieszę się, że zdecydowałam się na lekturę 🙂 .

Przeczytane: 25.10.2023
Ocena: 7/10