Opublikowany w Science fiction

Daniel Keyes – Kwiaty dla Algernona

Tytuł: Kwiaty dla Algernona
Autor: Daniel Keyes
Tytuł oryginału: Flowers for Algernon
Tłumaczenie: Krzysztof Sokołowski
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Rebis

Kwiaty dla Algernona to zdecydowanie jedna z najlepszych książek, na jakie trafiłam ostatnimi czasy. Napisana w formie prowadzonego przez ok. 9 miesięcy dziennika Charliego Gordona – dorosłego mężczyznę z bardzo niskim IQ. Mimo to Charlie pracuje w piekarni i próbuje się nauczyć czytać i pisać, bo – jak to powtarza – chce być mądry. Jego pociąg do nauki sprawia, że zostaje wybrany do nowego eksperymentu. Naukowcy Strauss i Nemur przeprowadzili udany zabieg na myszy o imieniu Algernon, po którym zwierzątko stało się niezwykle inteligentne. Charlie stał się pierwszym człowiekiem, którego poddano tej operacji, a wkrótce potem jego inteligencja zaczęła rosnąć w niesamowitym tempie. Niestety, rozwój emocjonalny nie nadążał za wzrostem IQ, a kiedy u Algernona zauważono następujące pogorszenie, także sytuacja Charliego zaczęła rodzić pytania…
Ja książkę przesłuchałam, a nie przeczytałam, jednak nawet w tej formie nie dało się nie zauważyć zmian w języku, gramatyce, słownictwie (a w pisowni zapewne też i w ortografii), które pojawiały się wraz ze zmianą poziomu IQ u Charliego. Niesamowicie przypadł mi do gustu ten zabieg, a główny bohater – narrator wywołał we mnie sporo emocji. Szczególnie, kiedy do Charliego wracały jego wspomnienia z dzieciństwa, kiedy zaczynał rozumieć swoje poprzednie relacje z ludźmi, to, jak był wcześniej traktowany ze względu na swoje opóźnienie umysłowe… były to fragmenty, które uderzały prosto w serce i zostawały w nim na długo.
Kwiaty dla Algernona zakwalifikowano do literatury science fiction, bo takie operacje na mózgu to fikcja naukowa – zwłaszcza w czasach powstania książki (przełom lat 50/60). Dla mnie to jednak zdecydowanie powieść psychologiczna, bo choć zabieg stanowił przyczynę zmian zachodzących w Charliem, to książka skupia się po prostu na człowieku. Na relacjach między ludźmi, na znaczeniu inteligencji – zarówno tej naukowej, jak i emocjonalnej, na bardzo trudnej sytuacji rodzinnej, gdy w domu pojawia się dziecko opóźnione w rozwoju… Kwiaty dla Algernona to książka poruszająca tak różnorodną tematykę w sposób niesamowicie spójny – do tego napisana bardzo dobrym językiem, wciągająca od początku do (dość przewidywalnego) końca. Świetnie się tego słuchało i jestem pewna, że lektura zostanie ze mną na dłużej, a po jakimś czasie z przyjemnością do niej wrócę.

Przesłuchane: 1.06.2024
Ocena: 9/10

Opublikowany w Historia, Reportaż

Sven Lindqvist – Już nie żyjesz

Tytuł: Już nie żyjesz. Historia bombardowań
Autor: Sven Lindqvist
Tytuł oryginału: Nu dog du: Bombernas århundrade
Tłumaczenie: Ewa Wojciechowska
Literatura: szwedzka
Wydawnictwo: W.A.B.

Trochę ostrożnie podchodziłam do kolejnej książki Lindqvista po tym, jak Wytępić całe to bydło okazało się dla mnie mieszanką świetnych i bardzo słabych rozdziałów. W którą stronę pójdzie Już nie żyjesz? Na szczęście jest to książka historyczna, a w poprzedniej lekturze to właśnie wątki historyczne były dla mnie najlepsze i Historię bombardowań czytało mi się dużo lepiej. Ale… no właśnie, musi być to ale 😉 Książki nie czyta się po kolei. Składa się ona z prawie 400 podrozdziałów i czyta się je w ustalonej przez autora kolejności, czyli np. 1-2-3-251-362-363-121-122-123-18-19… Numery teraz wymyślam, ale chyba oddaję ideę. Na czytniku klika się w kolejną cyfrę na końcu rozdziału i przenosi nas we właściwe miejsce, ale nie wyobrażam sobie tego kartkowania co i rusz w papierze. A i z czytnikiem nie było tak łatwo, bo nagle dotarłam do końca, nie przeczytawszy połowy. Gdzieś w którymś momencie coś źle kliknęłam, nawet nie zauważyłam, więc potem doczytywałam brakujące rozdziały. I często trafiał mnie przez to szlag – gdyby autor po prostu ułożył te rozdziały w kolejności, w jakiej chciał, by były czytane, lektura byłaby dla mnie dużo przyjemniejsza…
Pominąwszy jednak tę głupią kolejność 😉 . Lindqvist w Już nie żyjesz opowiada historię wojen, odkąd wprowadzono bombardowanie z powietrza – najpierw na terenie kolonii, potem podczas większych konfliktów, z kumulacją w czasie II wojny światowej, gdy użyto bomb atomowych, aż po Koreę i Wietnam. Sporo tu ciekawostek politycznych i prawniczych, jak państwa próbowały chronić lub wyłączać spod specjalnej ochrony ludność cywilną, a także jak bardzo ataki z powietrza zmieniły kształt współczesnych wojen. Dla mnie ogromnym plusem tej książki jest mnóstwo odniesień do literatury – ile różnych antyutopii, powieści wojennych, a nawet fantastyki powstało w ciągu ostatnich stu kilkudziesięciu lat, książek, gdzie bombardowania, zagłada – choć częściowa – ludzkości stały się motywem przewodnim. Coś czuję, że co najmniej kilka książek wspomnianych tutaj przez Lindqvista trafi na moją półkę 😉 .
Już nie żyjesz to bardzo dobrze napisana książka, świetnie łącząca różne aspekty historii wojennej. Dla mnie całościowo sporo lepsza od Wytępić całe to bydło, no ale ja też bardzo interesuję się taką tematyką. Dużo się z lektury dowiedziałam, dużo więcej chcę się jeszcze dowiedzieć, a jedyne, czego się tak mocno w tej książce mogę przyczepić, to właśnie ta dziwna kolejność czytania… Irytuje, ale i tak warto przeczytać 🙂 .

Przeczytane: 29.05.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Biografie i wspomnienia

Hans-Jürgen Massaquoi – Neger, Neger…

Tytuł: Neger, Neger… Opowieść o dorastaniu czarnoskórego chłopca w nazistowskich Niemczech
Autor: Hans-Jürgen Massaquoi
Tytuł oryginału: Destined to Witness: Growing Up Black in Nazi Germany
Tłumaczenie: Anna Bańkowska
Literatura: niemiecka / amerykańska
Wydawnictwo: Ośrodek KARTA

Massaquoi był synem Niemki oraz Liberyjczyka – pary bardzo niespotykanej w międzywojennych Niemczech. Pierwsze lata życia chłopiec spędzał w bogatym świecie ambasady (jego dziadek był konsulem generalnym Liberii w Niemczech), jednak po wyjeździe Liberyjczyków został w Hamburgu sam z matką, która próbowała związać koniec z końcem. A nie były to łatwe czasy dla takich jak on, kiedy naziści doszli do władzy i rozpoczął się państwowy kult rasy aryjskiej…
Wspomnienia Massaquoi’ego z okresu dziecięcego i nastoletniego spędzonego w III Rzeszy to naprawdę pasjonująca lektura. Autor opowiada o tamtych czasach z perspektywy dorosłego człowieka, rozumiejącego już całe zło, które się wtedy wydarzyło. W umiejętny sposób wraca jednak do swoich dawnych odczuć i myśli, kiedy wielu rzeczy nie rozumiał, a niesprawiedliwe traktowanie bardzo go bolało. Trochę mnie tylko rozczarowały proporcje poruszanych w Neger, Neger… tematów – spodziewałam się, że Opowieść o dorastaniu czarnoskórego chłopca w nazistowskich Niemczech będzie dokładniej o tym, tymczasem czytając, nagle zdałam sobie sprawę, że wojna się kończy, a ja jestem dopiero w połowie lektury. Potem Massaquoi opowiadał o swoim dalszym życiu – funkcjonowaniu w Hamburgu pod brytyjską okupacją, paru latach spędzonych u ojca i jego rodziny w Liberii, aż w końcu o wymarzonej wyprowadzce do Stanów. Nie zaprzeczę, że dalsze losy autora były ciekawe, dobrze mi się je czytało, ale w pewien sposób przyćmiły dla mnie to dorastanie w III Rzeszy, które miało być myślą przewodnią książki. Zdecydowanie bardziej wolałabym rozwinąć wątki z lat trzydziestych i początku czterdziestych, niż skupiać się na tym, jak Massaquoi próbował sobie układać życie w Liberii – nawet, jeśli też mnie to ciekawiło 😉 .
Neger, Neger… to bardzo wciągająca lektura. Sporo czytałam o wojnie, jednak obserwacja codziennego życia w III Rzeszy z punktu widzenia dziecka w tym kraju niepożądanego oraz jego bliskich, którzy w dużej mierze nie popierali tego, co się działo w państwie, stanowiło dla mnie fascynującą nowość. I dlatego wciąż mnie boli, że tej tematyki nie było więcej, kosztem opowieści z dorosłego życia poza granicami Niemiec. Książka jest napisana dobrym językiem, pełna trafnych uwag i refleksji – naprawdę warto po nią sięgnąć.

Przeczytane: 28.05.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Haruki Murakami – Podziemie

Tytuł: Podziemie. Największy zamach w Tokio
Autor: Haruki Murakami
Tytuł oryginału: アンダーグラウンド
Tłumaczenie: Michał Kłobukowski (z angielskiego)
Literatura: japońska
Wydawnictwo: Czarne

Z twórczością Murakamiego nie miałam dotąd styczności, kojarzyłam jego nazwisko jednak raczej z powieściami niż z reportażami. Ale że mnie ciągnie do literatury faktu, więc cóż, pierwszą przeczytaną przeze mnie książką Japończyka okazało się Podziemie – reportaż o zamachu gazowym w tokijskim metrze z 1995 roku. Już po samym stylu opowiadania, a także zaznaczanej gdzieniegdzie obecności autora, zauważyłam, że Murakami w literaturze faktu się raczej nie specjalizuje. Mimo to jego umiejętność dobierania słów i wybierania opowieści sprawiła, że Podziemie czytało mi się dość dobrze – zwłaszcza że moja wiedza o tym zamachu była bardzo ograniczona.
Książka podzielona jest na dwie części – oryginalnie wydane Podziemie, czyli wywiady z ocalałymi z zamachu oraz bliskimi ofiar. Każdy wywiad poprzedza kilka akapitów napisanych przez Murakamiego o danej osobie, a potem już głos należy do rozmówcy. Lubię taką narrację, a choć nie każda opowieść była równie ciekawa, to całość przypadła mi do gustu. Zmęczyła mnie jednak nieco druga część książki – oryginalnie były to ukazujące się oddzielnie, już po premierze książki, wywiady z członkami odpowiedzialnej za ataki sekty Ōmu. Oczywiście mogłoby to być ciekawe uzupełnienie pierwszej części, tylko tutaj autor dobrał sobie za rozmówców osoby, które z samymi zamachami nie miały do czynienia (w końcu tamte siedziały już niedostępne dla pisarza w więzieniach). Ludzie opowiadali więc o sekcie, ale przede wszystkim o samych sobie, czego brakowało im w życiu, że zdecydowali się wstąpić do Ōmu. Trochę czego innego oczekiwałam po tej książce, więc ta druga część nie do końca spinała mi się z pierwszą. Gdyby Podziemie ograniczyło się tylko do tych rozmów z ofiarami, byłaby to dużo ciekawsza i mocniejsza lektura. A tak…
Nie czytam dużo literatury japońskiej, ale zdążyłam już zauważyć, że ten język jest dość specyficzny – tłumaczenia czyta się inaczej niż z tak popularnych języków jak angielski czy niemiecki. I lubię tę specyfikę, a w Podziemiu mi jej zabrakło. Nic dziwnego, bo wydawnictwo nie zdecydowało się na bezpośrednie tłumaczenie, tylko przekład pośredni z angielskiego – dla mnie to duży minus, może nie odbierający przyjemności z lektury, ale jednak mający na nią wpływ. Podziemie to ciekawy reportaż, ma jednak swoje mankamenty. Dużo bardziej by mi się podobało, gdybym ograniczyła się tylko do pierwszej połowy książki – i gdyby nie było to tłumaczenie pośrednie 😉 .

Przeczytane: 23.05.2024
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Łukasz Drozda – Dziury w ziemi

Tytuł: Dziury w ziemi. Patodeweloperka w Polsce
Autor: Łukasz Drozda
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Miałam co do Dziur w ziemi całkiem spore oczekiwania, kiedy w ubiegłym roku, krótko po premierze, zrzuciłam tę książkę na czytnik. Jednak z czasem zaczęłam zauważać dość rozczarowane komentarze, które sprawiały, że sama odkładałam lekturę na później. W końcu postanowiłam jednak książkę przeczytać i wyrobić sobie o niej własne zdanie… i cóż, dołączyłam do grona rozczarowanych 😉 .
Nie interesuję się zanadto tematem, ale od czasu do czasu zdarza mi się przeczytać jakiś artykuł poświęcony patodeweloperce i problemom polskiego mieszkalnictwa – pomyślałam więc, że fajnie byłoby tę wiedzę zebrać w całość i uzupełnić. Niestety, Dziury w ziemi może i zaserwowały mi kilka dodatkowych przykładów (głównie z Warszawy, choć w drugiej połowie książki autor zaczął zauważać też i inne polskie miasta) dziwnych pomysłów deweloperów, ale tak poza tym nie dowiedziałam się z lektury właściwie niczego nowego. Nie trzeba siedzieć w temacie, by na podstawie własnych obserwacji i internetowych informacji samemu dojść do podobnych wniosków. Ponadto jest coś w stylu Drozdy, co mnie niezmiernie irytowało – ciężko było skupić się na czytaniu, książka momentami nudziła mnie i męczyła.
Fajnie, że taka tematyka jest poruszana, trzeba o tym mówić, trzeba o tym pisać. Warto jednak wyjść poza ogólne informacje, zebrać więcej materiałów, ale także częściej dopuszczać do głosu zwykłych ludzi. Brakowało mi też takiego społecznego wymiaru reportażu – wywiady Drozdy ograniczały się zazwyczaj tylko do krótkich wypowiedzi jego własnych znajomych… Dziury w ziemi to lektura mocno przeciętna – może zainteresować kogoś, kto naprawdę nie ma pojęcia, jak wygląda świat deweloperki w Polsce.

Przeczytane: 22.05.2024
Ocena: 5/10

Opublikowany w Biografie i wspomnienia, Reportaż

Jakub Sieczko – Pogo

Tytuł: Pogo
Autor: Jakub Sieczko
Literatura: polska
Wydawnictwo: Dowody

Po Pogo sięgnęłam z polecenia i muszę przyznać, że bardzo dobrze mi się tę książkę czytało. Jest to coś pomiędzy reportażem o pracy w pogotowiu, a zbiorem wspomnień i refleksji autora dot. tej pracy. Bardzo krótka lektura, można przeczytać właściwie za jednym podejściem, zwłaszcza że wciąga i jest napisana dobrym językiem. Owszem, czasem nieco potocznym, ale przez to czułam się, jakbym słuchała czyjejś opowieści o pracy ratownika medycznego 🙂 . Jest to jeden z zawodów, do których mam ogromny szacunek – ratownicy pracują w ogromnym stresie, biorą na siebie wielką odpowiedzialność, a często stykają się z brakiem szacunku i zrozumienia, nieprzyjemnymi i niebezpiecznymi sytuacjami, a wszystko to za zdecydowanie za niskie wynagrodzenie.
Sieczko opowiada, jak niewdzięczna bywa to praca. Człowiek uczy się latami, zdobywa umiejętności ratownicze, by potem jeździć do śpiących na ulicy pijanych ludzi lub staruszków, których największą bolączką jest samotność i brak drugiej osoby do porozmawiania. Z drugiej strony, obok tych często bezpodstawnych wezwań karetki, są też te bardziej niż konieczne – tragedie, którym nie udaje się zapobiec, tym bardziej bolesne, im młodsza okazuje się ofiara. Nawet lata pracy w zawodzie nie potrafią znieczulić człowieka na wszystkie sytuacje, z jakimi spotyka się w ratownictwie. Pogo to bardzo konkretna i szczera do bólu książka i jedyne, na co mogłabym tu narzekać, to długość – z chęcią poczytałabym więcej 🙂 .

Przeczytane: 22.05.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Literatura piękna

Selja Ahava – Zanim mój mąż zniknie

Tytuł: Zanim mój mąż zniknie
Autorka: Selja Ahava
Tytuł oryginału: Ennen kuin mieheni katoaa
Tłumaczenie: Justyna Polanowska, Aleksandra Wróblewska
Literatura: fińska
Wydawnictwo: Relacja

Zaciekawiła mnie ta powieść, gdy w okolicy jej premiery natrafiłam na sporo pozytywnych recenzji. Zaciekawiła mnie na tyle, że podczas ostatniego pobytu w Polsce zakupiłam wersję papierową i dość szybko usiadłam do lektury 🙂 . Zanim mój mąż zniknie to opowieść dwuwątkowa, a oba wątki się płynnie przeplatają. W pierwszym narratorka po dziesięciu latach małżeństwa słyszy od męża, że tak właściwie to on zawsze czuł się kobietą i zamierza poddać się korekcji płci. W drugiej historii towarzyszymy Krzysztofowi Kolumbowi w podróży do Indii, która kończy się u wybrzeży Hispanioli, choć sam żeglarz jest przekonany, że dotarł do upragnionego celu.
Wydawać by się mogło, że są to dwie kompletnie niezwiązane ze sobą opowieści, ale Ahava w bardzo ciekawy sposób utworzyła między nimi analogie. Jak to mój mąż, którego znam od lat, taki pełen męskich cech, jest kobietą? Przecież zawsze widziałam w nim mężczyznę – czyżbym nie dostrzegała sygnałów, drugiego dna w jego opowieściach z dzieciństwa? Przecież byłam pewna, że to mężczyzna. Jak to ten ląd, do którego dopłynąłem, nie jest Indiami? Przecież wszystkim powtarzałem, że odkryłem nowy szlak do Indii – czyżbym nie dostrzegał sygnałów, niezgodności w mapach, kompletnie innego krajobrazu od oczekiwanego? Przecież byłem pewny, że to Indie.
Zanim mój mąż zniknie to zbiór konkretnych wydarzeń, rozmów, listów, emocji. Krótkich i dobitnych, ukazujących świat tylko z konkretnego punktu widzenia. Niby do narratorki dociera, że jej zachowanie rani męża, skupia się jednak na własnych emocjach, próbuje się odnaleźć w nowej sytuacji. Były momenty, gdy książka wydawała mi się trochę płytka, jednak szybko znów wciągałam się w lekturę i muszę przyznać, że czułam się nią poruszona. Aż szkoda, że książka jest taka krótka, z przyjemnością przeczytałabym rozwinięcie niektórych wątków – choć z drugiej strony podobało mi się, że nic tu nie zostało niepotrzebnie rozwleczone, a Ahava cały czas gra na emocjach czytelników.

Przeczytane: 21.05.2024
Ocena: 8/10

Opublikowany w Historia

Florian Illies – 1913. Rok przed burzą

Tytuł: 1913. Rok przed burzą
Autor: Florian Illies
Tytuł oryginału: 1913. Der Sommer des Jahreshunderts
Tłumaczenie: Ewa Kochanowska
Literatura: niemiecka
Wydawnictwo: Czarna Owca

Mam nauczkę, by doczytać coś więcej o autorze przed sięgnięciem po książkę… Dawno już nie czytałam nic historycznego, a 1913. Rok przed burzą zapowiadał się bardzo ciekawie – w końcu tyle się w 1913 roku działo, fajnie byłoby dostać podsumowanie najważniejszych wydarzeń światowych prowadzących do wybuchu I wojny światowej. No, fajnie by było… Illies okazał się jednak niemieckim historykiem sztuki, dla którego najważniejszymi wydarzeniami 1913 roku były romanse Kokoschki, listy Kafki, wystawy Picassa czy długi za dom Manna, a świat mógłby się ograniczać do Niemiec i Austro-Węgier… gdyby tylko Picasso chciał mieszkać w jednym z tych państw. Istotnych wydarzeń niezwiązanych ze sztuką jest tu jak na lekarstwo, tak samo jak historii spoza kręgu kulturowego autora. Malarstwem się nie interesuję, życiem prywatnym malarzy czy pisarzy jeszcze mniej i te wątki męczyły mnie strasznie. A stanowiły zdecydowaną większość książki… Do tego mnóstwo cytatów, komentarzy i uwag Illiesa, które chyba miały być zabawne, ale rzadko to mu wychodziło, styl pisarza też do mnie nie trafia. Rozdział rozdziałowi nierówny, bo niektóre opowieści wloką się na kilka stron, inne zajmują jedno-dwa zdania. Na plus – znajdziemy tu trochę ciekawostek, które wciągną nawet nieinteresującego się tematem czytelnika. Całościowo jednak 1913. Rok przed burzą do tej burzy prawie nie nawiązuje, historia jest głównie historią sztuki i czuję się bardzo rozczarowana lekturą, która okazała się czymś kompletnie niezgodnym z moimi oczekiwaniami.

Przeczytane: 20.05.2024
Ocena: 4/10

Opublikowany w Biografie i wspomnienia

Stanisław Asiejew – Świetlana droga

Tytuł: Świetlana droga. Obóz koncentracyjny w Doniecku
Autor: Stanisław Asiejew
Tytuł oryginału: Світлий шлях: історія одного концтабору
Tłumaczenie: Marcin Gaczkowski
Literatura: ukraińska
Wydawnictwo: KEW

Asiejew to ukraiński dziennikarz, który nawet po utworzeniu Donieckiej Republiki Ludowej nie zdecydował się na wyjazd i zaprzestanie pracy z Doniecka. No i w pewnym momencie zniknął, trafiając do tzw. Izolacji – donieckiego więzienia, które więźniowie porównywali wręcz do obozu koncentracyjnego. Tortury, głód, niepewność własnego losu, wieczna obserwacja, bo w XXI wieku nie tak trudno zainstalować przecież kamery w celach… Tak, takie miejsca wciąż istnieją we współczesnym świecie i, niestety, wcale mnie to nie zdziwiło. Asiejewowi się udało, bo mimo 15-letniego wyroku, po 2,5 roku więzienia załapał się na wymianę więźniów pomiędzy Rosją i Ukrainą – wyszedł na wolność, ale nie ukrywa, że w pewnym stopniu Izolacja zniszczyła go psychicznie.
Świetlana droga to zbiór wspomnień z tego więzienia, różnych przemyśleń na temat życia, wolności, wiary (autor z wykształcenia jest religioznawcą), no i nieuchronnie polityki. Bo do Izolacji trafiali zarówno Ukraińcy sprzeciwiający się DRL, jak i ją popierający – ba, trafił tam nawet jeden z więziennych dowódców i sadystów, który nagle miał okazję zobaczyć Izolację z drugiej strony… Książka Asiejewa jest rzetelną relacją z tego miejsca, choć osobiście nie zgadzam się z komentarzami, że jest bardzo poruszająca czy szczegółowa. Może czytałam już za dużo literatury obozowej czy wojennej, ale w porównaniu z wieloma znanymi mi książkami Świetlana droga wiele tematów porusza w sposób dość ogólny. Autor nie chce opisywać szczegółowo brutalności, wielu tematów woli unikać – czasem też ze względu na dobro współwięźniów. Wciąż jednak jest to bardzo ciekawa lektura i myślę, że warto po nią sięgnąć, by zrozumieć, co się dzieje na okupowanych przez Rosję ukraińskich terenach…

Przeczytane: 15.05.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Fantastyka

Brandon Sanderson – Słowa światłości

Tytuł: Słowa światłości
Autor: Brandon Sanderson
Tytuł oryginału: Words of Radiance
Tłumaczenie: Anna Studniarek-Więch
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Mag

Uwielbiam to uczucie, gdy sięgam po kontynuację dobrej książki i ta okazuje się jeszcze lepsza 😉 Tak właśnie było z Archiwum burzowego światłaDroga królów wciągnęła mnie niesamowicie, a Słowa światłości zachwyciły jeszcze bardziej. Znałam już świat przedstawiony, wiedziałam, kto jest kim, jak działa burzowe światło… a teraz dowiadywałam się jeszcze więcej, zarówno o dawnych losach bohaterów, jak i o ich nowych zdolnościach.
W pierwszym tomie wciągnęły mnie losy Kaladina i rodziny Dalinara, momentami jednak dłużyły mi się przygody Jasnah i Shallan. W Słowach światłości nie było już miejsca na takie dłużyzny – co aż dziwne, bo książka ma z dobry tysiąc stron i ani przez chwilę nie miałam poczucia, że Sanderson rozwleka jakikolwiek wątek. Kaladin się dalej rozwija i dowiadujemy się więcej o jego relacji z Syl, Dalinar przygotowuje się do ostatecznego starcia z Parshendi, Adolin pojedynkuje się z każdym, kto się na to zgodzi… A Shallan w końcu dotarła na Strzaskane Równiny i z nudnej uczennicy staje się coraz ciekawszą bohaterką 🙂 . Świetliści Rycerze powrócili, a ich zdolności zadziwią niejednego. Nadchodzą jednak ciężkie czasy… i już nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kolejny tom, by poznać dalsze losy postaci, które tak szybko polubiłam.
Lubię styl Sandersona, jego lekkość pióra, umiejętne prowadzenie akcji, fajnie wplecione elementy humorystyczne, a zarazem dość szczegółowe przedstawienie postaci – nie miałam poczucia, że bohaterowie są płytcy czy przewidywalni. Za każdym razem miałam podejście jeszcze jeden rozdział – najchętniej bym usiadła i czytała bez przerwy, ale to nieco trudne przy lekturze, która zajęła mi łącznie prawie 16 godzin… 😉 Wciąż nie wierzę, że tak późno zabrałam się za tę serię i pozostaje mi mieć nadzieję, że Dawca przysięgi utrzyma poziom dwóch pierwszych części.

Przeczytane: 13.05.2024
Ocena: 9/10