Opublikowany w Biografie i wspomnienia

Wojciech Rogacin – Zełenski

Tytuł: Zełenski. Biografia
Autor: Wojciech Rogacin
Literatura: polska
Wydawnictwo: Wielka Litera

Od początku wiedziałam, że to książka wydana z potrzeby chwili. Krótko mówiąc, w wyniku wojny w Ukrainie o Zełenskim zrobiło się głośno, a na rynku brakowało polskojęzycznych publikacji na jego temat. Nie spodziewałam się, że książka wydana tak na szybko będzie jakoś wybitna, ale recenzje zbierała dobre – głównie za lekki i przystępny styl Rogacina. Pomyślałam więc sobie, że to dobra okazja, by choć pobieżnie zapoznać się z postacią ukraińskiego prezydenta i właśnie to w tej biografii dostałam. Pobieżne przedstawienie sylwetki Zełenskiego, napisane głównie w oparciu o programy i wywiady poświęcone zarówno prezydentowi, jak i Kwartałowi 95, nagrane na przestrzeni lat. Warto więc wziąć pod uwagę, że Rogacin sam nie podróżował do Ukrainy (a przynajmniej nie na potrzeby tej książki), nie rozmawiał z Zełenskim ani jego bliskimi – po prostu zebrał dostępne materiały, wypowiedzi Zełenskiego oraz innych osób o nim w mediach, podsumował to wszystko w przystępny sposób wraz z innymi dostępnymi informacjami, no i wyszła z tego biografia. Nic odkrywczego, nic przełomowego, ale dla osób, które o ukraińskim prezydencie przed lutym 2022 roku nic nie wiedziały, będzie to mimo wszystko dość ciekawa lektura.
Generalnie nie jestem fanką książek pisanych w oparciu o to, co już jest dostępne w mediach – biografia Zełenskiego to właśnie takie podsumowanie. Mam jednak tę świadomość, że do ukraińskojęzycznych mediów nie zajrzę, cytowanych przez Rogacina wywiadów nie obejrzę / nie przeczytam. W tej książce dostałam pigułkę najważniejszych informacji, z własnym podsumowaniem autora, jak wcześniejsze doświadczenia Zełenskiego okazały się przydatne w momencie, gdy został prezydentem kraju objętego wojną. Zgadzam się z pozytywnymi opiniami dotyczącymi stylu Rogacina, biografię pochłania się właściwie rozdział po rozdziale – a że nie jest długa, to lektura właściwie na dwa wieczory. Jeśli ktoś interesował się już Zełenskim, wie co nieco o jego życiu – nie ma po co po tę biografię sięgać, raczej niewiele nowego się dowie. Ale jeśli słyszeliście jedynie, że w Ukrainie komik został prezydentem (jeszcze pamiętam ten moment, gdy moja ukraińska koleżanka wstydziła się za swój kraj, kiedy podano wyniki wyborów… sama się chyba nie spodziewała, jak Zełenski urośnie do tej roli), to dobra książka ukazująca, jak to się właściwie temu komikowi udało… 😉

Przeczytane: 10.06.2022
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Wojciech Górecki – Abchazja

Tytuł: Abchazja
Autor: Wojciech Górecki
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Mimo swego rodzaju rozczarowania Toastem za przodków postanowiłam sięgnąć po kolejną część Kaukaskiego tryptyku Góreckiego. I muszę przyznać, że Abchazja podeszła mi bardziej – niestety, poniewczasie odkryłam, że później ukazało się jeszcze kolejne wydanie książki. Cóż, w swoim musiałam się zadowolić wydarzeniami do początku ubiegłej dekady 😉 . Wciąż jednak reportaż Góreckiego był dobrym przewodnikiem po Abchazji na przełomie wieków, pozwalał zrozumieć krętą drogę, którą ta część Gruzji uważająca się za oddzielne państwo przeszła po rozpadzie ZSRS. Autor sporo jeździł po tamtych okolicach w latach dziewięćdziesiątych i ta część reportażu jest zdecydowanie najlepsza – XXI wiek został już potraktowany bardziej po macoszemu. Naturalnie nie można powiedzieć, że licząca sobie niespełna 200 stron książka w wyczerpujący sposób ukaże czytelnikowi Abchazję, jest to jednak całkiem ciekawe wprowadzenie do tematu, dopuszczające do głosu zwykłych mieszkańców tego nieuznanego przez prawie nikogo poza Rosją państwa.
Myślę, że największym plusem tego reportażu jest fakt, że Góreckiemu udało się całkiem dobrze poznać Abchazję na początku lat dziewięćdziesiątych. Dzięki temu mógł szczegółowo śledzić procesy, jakie zachodziły na tym terytorium na przestrzeni lat, nieudane rozmowy pomiędzy Abchazją i Gruzją, działania Rosji oraz innych państw w Gruzji. Były okresy, gdy nawet dostanie się do Abchazji było znacznie utrudnione, były też takie, gdy obrotny człowiek mógł tu załatwić prawie wszystko. Górecki opowiada o Kaukazie ze szczerą pasją, czuć, że fascynuje go ten region – a to ma zawsze pozytywny wpływ na odbiór lektury. Nie mam się też czego przyczepić w stylu i języku – Abchazję czyta się dobrze i szybko. Gdyby część opowiadająca o XXI wieku była równie wciągająca jak pierwsza, no i gdyby całość była lepiej rozbudowana, to byłby naprawdę świetny reportaż 😉 .

Przeczytane: 8.06.2022
Ocena: 7/10

Opublikowany w Literatura piękna

Margaret Atwood – Grace i Grace

Tytuł: Grace i Grace
Autorka: Margaret Atwood
Tytuł oryginału: Alias Grace
Tłumaczenie: Aldona Możdżyńska-Biała
Literatura: kanadyjska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Polubiłam styl Atwood już podczas pierwszej lektury, którą była Opowieść podręcznej, ale naprawdę nie spodziewałam się, że Grace i Grace podejdzie mi tak bardzo. To powieść oparta na faktach – głośnej sprawie z połowy XIX wieku, którą Atwood zaczęła zgłębiać już wiele lat temu. Grace Marks miała szesnaście lat, kiedy wraz z Jamesem McDermottem została skazana na śmierć za morderstwo Thomasa Kinneara, u którego oboje pracowali, oraz jego gospodyni Nancy Montgomery. Dzięki skutecznej argumentacji adwokata, wyrok śmierci dla Grace został zamieniony na dożywotnie więzienie. Sprawa sprzed 150 lat (książkę wydano w latach dziewięćdziesiątych) zaintrygowała Atwood, bo wiele kwestii pozostawało tu niejasnych. Świadków morderstwa nie było, zeznania Grace i Jamesa były często sprzeczne, a sprawą żyła cała Kanada, domagająca się ukarania winnych. Grace twierdziła, że nic z tamtych wydarzeń nie pamiętała, a przy ówczesnym poziomie kryminologii nie dało się odpowiedzieć na pytanie, czy Grace uczestniczyła w morderstwie czy też nie, a nawet jeśli tak – to czy zrobiła to dobrowolnie? Zatem mamy fascynującą zagadkę kryminalną, gdzie brak dostępnych materiałów Atwood uzupełniła własną wyobraźnią, a tej jej zdecydowanie nie brakuje. Grace i Grace to powieść, której akcja rozgrywa się w kilka lat po tragicznych wydarzeniach, a ich przebieg poznajemy z perspektywy doktora Jordana, badającego przypadek Grace psychiatry, oraz samej kobiety, wracającej do swoich wspomnień podczas rozmów z lekarzem. Powstała z tego fascynująca powieść psychologiczna, z mnóstwem ciekawych szczegółów dotyczących XIX-wiecznej Kanady.
Co ciekawe, Grace i Grace to taka lektura, w której żadnego z bohaterów nie da się naprawdę polubić. Doktor Jordan na początku sprawia pozytywne wrażenie, ale im bliżej czytelnik go poznaje, tym więcej nieprzyjemnych cech wypływa na światło dziennie. Choć zdaję sobie sprawę, że podejście do kobiet w XIX wieku było zdecydowanie odmienne od współczesnego, to jednak przedmiotowy sposób, w jaki Jordan traktuje płeć przeciwną, jest niesamowicie irytujący. Jako że historię Grace poznajemy głównie z jej własnej perspektywy, oczywiście stara się ona przedstawić siebie w jak najlepszym świetle. W efekcie w czytelniku rodzi się jakaś sympatia do bohaterki, ale nie da się jednak zagłuszyć myśli, że Grace chce udowodnić, że jest niewinna, że zależy jej na jak najdłuższych rozmowach z doktorem, bo zabijają więzienną nudę… Jednak te wszystkie domysły i niepewności sprawiają, że lektura tylko zyskuje na wartości, książkę czyta się świetnie i nie chce się jej odłożyć ani na chwilę.
Rozmowy Grace z lekarzem i jej wspomnienia przeplatają się z cytatami z książek i gazet, wypowiedziami innych osób o Grace, z listami kursującymi pomiędzy Jordanem a jego matką lub innymi osobami, od których próbował dowiedzieć się czegoś o Grace. Jest to też ciekawe urozmaicenie, bo czytelnik dostaje szansę przyjrzenia się sprawie z punktu widzenia innych osób. Brak jasnej odpowiedzi pozwala mu wyrobić sobie własną opinię co do przedstawionych wydarzeń. I nawet jeśli to, co się działo w głowie Grace, to tylko wyobraźnia Atwood – efekt jest niesamowity. Dawno nie czytałam tak wciągającej książki 🙂 .

Przeczytane: 7.06.2022
Ocena: 9/10

Opublikowany w Reportaż

Beata Szady – Ulica mnie woła

Tytuł: Ulica mnie woła. Życiorysy z Limy
Autorka: Beata Szady
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Ciekawy, choć krótki i niewyczerpujący tematu reportaż o dzieciach ulicy z Limy. Zarówno tych, które na ulicy mieszkają, bo uciekły z domu przed biedą i przemocą, jak i tych, co mają gdzie mieszkać, ale na ulicy i tak spędzają większość czasu. Szady ukazuje peruwiańską stolicę, która rozrasta się za szybko, nie będąc w stanie zapewnić pracy ani godnego życia wciąż napływającym mieszkańcom. Bieda, przestępczość, ale też próby radzenia sobie mimo wielu przeciwności i ludzie chcący tym dzieciom ulicy pomóc. Ulica mnie woła to zbiór historii, które są dla mnie nowe, bo o problemach współczesnej Limy nie wiem zbyt wiele – takie informacje raczej tutaj nie docierają, chyba że ktoś sam chce zgłębić temat. Szady często udziela głosu mieszkańcom miasta, co bardzo lubię w reportażach – sama autorka jest tu tylko obserwatorką. Przeszkadzał mi jedynie brak rozróżnienia, kiedy dany cytat był zaczerpnięty z rozmowy, którą Szady przeprowadziła, a kiedy pochodzi z innego źródła – brak tu przypisów, zaś sama bibliografia na końcu książki nie pozwala doprecyzować, do którego źródła odnosi się który fragment.
Ulica mnie woła to książka, którą przeczytałam szybko, a lektura sprawiła mi przyjemność – wciągające wątki, ważne tematy, wyraziści bohaterowie. Szkoda, że reportaż jest taki krótki, przedstawia jedynie zarys problemu i można by tu zapewne jeszcze niemało dopowiedzieć. Choć Szady próbowała czasem przedstawić szerzej problematykę peruwiańskich dzieci ulicy, to jednak są to krótkie wstawki, pozostawiające po sobie więcej pytań, niż dające odpowiedzi. Zdecydowanie mocniejszą stroną lektury są tytułowe życiorysy z Limy, historie dzieci i ich opiekunów. Warto przeczytać, choć po lekturze pozostaje pewien niedosyt 😉 .

Przeczytane: 3.06.2022
Ocena: 6/10

Opublikowany w Literatura piękna

Stefan Zweig – Chess

Tytuł: Chess
Autor: Stefan Zweig
Tytuł oryginału: Schachnovelle
Tłumaczenie: Anthea Bell
Literatura: austriacka
Wydawnictwo: Penguin Classics

Krótka Nowela szachowa to moje drugie zetknięcie z twórczością austriackiego klasyka. I choć nie zachwyciła mnie tak bardzo jak Niecierpliwość serca, to i tak czytało mi się ją bardzo dobrze, właściwie na jeden raz. Na niespełna stu stronach Zweig nie mógł w pełni wprowadzić głębszej analizy psychologicznej wielu bohaterów, skupił się więc na jednym z nich – i wyszło mu to świetnie. Dr B. to austriacki prawnik, którego Gestapo więziło miesiącami w izolacji od ludzi. Mężczyźnie udało się zdobyć książeczkę z rozpisanymi partiami szachów i, żeby czymś zająć myśli, zaczął grać sam ze sobą. Zweig w ciekawy sposób opisuje, jak zamknięcie i izolacja wpływają na psychikę więźnia, jak zmienia się ona pod wpływem wewnętrznej rywalizacji z samym sobą podczas wymyślanych partii szachów… Dla kontrastu z doktorem B. pojawia się też szachowy mistrz świata, Czentovic, który z kolei nie miał wybitnych zdolności w żadnej dziedzinie, dopóki nie odkrył szachów. Ich pojedynek to spotkanie ogarniętej szaleństwem niesamowitej inteligencji z pełnym dumy i pychy talentem w jednej jedynej dziedzinie. W Noweli szachowej mało co dzieje się fizycznie, ot przesuwane pionki na szachownicy, spacery i zamknięcie w więzieniu – cała akcja toczy się w głowach bohaterów. Osobiście bardzo lubię taką literaturę i gdybym miała na coś w tej książce narzekać, to jedynie na jej objętość – z przyjemnością sięgnęłabym po tę lekturę również, gdyby Zweig rozszerzył niektóre wątki.
Nowelę szachową czytałam w wersji angielskiej, bo – z tego, co mi wiadomo – po polsku ukazał się jedynie audiobook, a nic w wersji pisanej. Tłumaczenie było jednak lekkie i przystępne, myślę, że spora w tym zasługa i samego oryginału, bo Zweig naprawdę pięknie operuje słowem 🙂 . Całość wydarzeń obserwujemy okiem austriackiego narratora, który chciał zagrać w szachy z Czentoviciem, a całkowicie przypadkowo natrafił na doktora B. i wdał się z nim w rozmowę. Wyszła z tego bardzo fajna powieść (czy też bardziej: opowiadanie) psychologiczna. Myślę, że Nowela szachowa to dobra lektura na pierwsze spotkanie z twórczością Zweiga – krótka, dobrze napisana, ukazująca jego podejście do analizy psychologicznej postaci. Warto przeczytać 🙂

Przeczytane: 2.06.2022
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Maria Mamczur – Gruba

Tytuł: Gruba. Reportaż o wadze i uprzedzeniach
Autorka: Maria Mamczur
Literatura: polska
Wydawnictwo: Wyd. Krytyki Politycznej

To drugi reportaż Mamczur, który przeczytałam (po Żonach gejów) i po lekturze mam podobne odczucia – jest fajny pomysł na temat, ale coś mocno nie wyszło z jego przedstawieniem. Niby nie jest to źle napisane, ale coś mi w stylu autorki zgrzyta, niby dobrze dobrani bohaterowie reportażu, a mam wrażenie, że niewiele nowego się stąd dowiaduję… Chyba najbardziej mi nie pasuje to, że Mamczur pisze mocno pod postawioną przez siebie tezę i nawet kiedy jej rozmówcy mają inny punkt widzenia, nieszczególnie jej to przeszkadza. W Grubej główną tezą autorki jest fakt, że przyczyn otyłości jest wiele. Oczywiście trudno się z tym nie zgodzić, ale nie da się jednak ukryć, że główną i najczęstszą przyczyną jest po prostu brak równowagi w bilansie energetycznym – jemy więcej, niż spalamy. Mamczur jest chyba jednak tak zafiksowana na innych przyczynach, że nawet, gdy jej rozmówcy otwarcie przyznają jestem gruba/y, bo za dużo jem, to ona i tak stara się udowodnić co innego. Mam wrażenie, że autorka wie lepiej od bohaterów swojego reportażu, co oni czują, a przynajmniej, co powinni czuć. Jej styl pisania / przeprowadzania wywiadów jest czasem tak pretensjonalny, że aż ciężko to znieść. A szkoda, bo – jak już wspomniałam – pomysł na książkę jest całkiem fajny: pokazać czytelnikom, że grubi ludzie są normalną częścią społeczeństwa i jest w nich coś więcej, niż tylko ponadprzeciętna waga.
Bo z wieloma zawartymi w książce uwagami w całości się zgadzam. Że nadwadze czy otyłości często towarzyszy wstyd i upokorzenia, że społeczeństwo ma tendencję oceniania wszystkich wokół, że ludzie inaczej patrzą na osobę szczupłą i grubą, jeśli te dwie osoby jedzą hamburgera w fastfoodzie. Że lekarze zwalają wszystkie problemy zdrowotne na otyłość, a nie próbują robić dalszych badań. Że takim osobom trudniej wejść w związki romantyczne. Że słysząc przymiotnik wysoki, nie jesteśmy w stanie powiedzieć, czy ktoś jest ładny czy brzydki, ale po przymiotniku gruby od razu zakładamy brak atrakcyjności. Że… Dużo tego jest i choć te wątki nie były dla mnie zaskoczeniem, to jednak cieszę się, że takie książki powstają, taka tematyka jest potrzebna. Super, że Manczur dopuściła do głosu wielu zwykłych ludzi, zmagających się – obecnie lub w przeszłości – z problemem otyłości. Wywaliłabym jednak z tej książki wszystkie wstawki własne autorki, które tak mocno psuły mi odbiór lektury…

Przeczytane: 31.05.2022
Ocena: 5/10

Opublikowany w Klasyka, Literatura piękna

James Joyce – Ulisses

Tytuł: Ulisses
Autor: James Joyce
Tytuł oryginału: Ulysses
Tłumaczenie: Maciej Słomczyński
Literatura: irlandzka
Wydawnictwo: Znak

Dłuuugo się zabierałam za tę książkę, odstraszały mnie nie tylko jej rozmiary (moje wydanie miało ponad 900 stron), ale też mocno skrajne opinie. Czytelnicy się Ulissesem albo zachwycali, traktując go jak jedno z największych dzieł wszechczasów, albo kompletnie nie byli w stanie przez niego przebrnąć. A przyznam, że sięgnięcie po taką cegłę ze świadomością, że jest ona trudna w odbiorze, nie zachęcało. Zaczęłam więc czytać, pierwszy rozdział przemęczyłam, ale chcąc dać książce szansę, kontynuowałam lekturę. Szybko zrozumiałam zarówno tych Ulissesa uwielbiających, jak i tych, którzy poddali się po pierwszych kilkudziesięciu stronach. W stylu Joyce’a jest coś wyjątkowego, a dla współczesnego czytelnika obraz Dublina z początku XX wieku na pewno jest fascynujący. Z drugiej jednak strony… Często czytałam kilka-kilkanaście stron, nie mając kompletnie pojęcia, co czytam. Zmiany stylu opowieści, mnóstwo drobnych szczegółów, ten słynny strumień świadomości – zdarzało mi się szukać w internecie interpretacji poszczególnych fragmentów, a potem ze zdziwieniem pomyśleć to o to tutaj chodziło?. Każdy fragment książki jest napisany w inny sposób, raz mamy zwykłą powieść, innym razem ciąg myśli z pourywanymi w środku słowami i przymiotnikami poskładanymi z kilku innych wyrazów, a nagle wskakuje język archaiczny, dramat z podziałem na role, wydarzenia opisane w formie pytań i odpowiedzi, by zakończyć powieść monologiem Molly Bloom. Całym rozdziałem bez znaków interpunkcyjnych, bez żadnego przerywnika w długim ciągu myśli. Przyznam, że pomysł na taką różnorodność narracji mocno mnie zaciekawił, było to coś zdecydowanie innego od znanej mi dotychczas literatury. Ale też były w tej książce formy opowieści, przez które po prostu nie mogłam przebrnąć, które ciągnęły mi się w nieskończoność – podczas gdy inne czytało mi się całkiem przyjemnie.
Ulisses to książka, którą naprawdę trudno mi ocenić. Gdzieś z tyłu głowy siedzi świadomość, że to przecież klasyka literatury, której chyba w pełni nie potrafię docenić i zrozumieć. Za dużo tu alegorii, wtrąceń w innych językach, nieistotnych szczegółów. Tak, zdaję sobie sprawę, że kiedy o czymś myślimy, przez naszą głowę też przepływa strumień nieistotnych myśli – wystarczy, że jakiś drobiazg na chwilę przykuje naszą uwagę. Jednak czy naprawdę wszystko trzeba opisywać? Te 900+ stron opowiada przecież o jednym dniu. Ten jeden dzień to zwykłe czynności, takie jak zakupy, pogrzeb, spotkanie towarzyskie, trochę pracy, rozmowy o literaturze, wieczorne picie… Ile szczegółów można wyciągnąć z takiej codzienności, by napisać tak grubą książkę? Cóż, Joyce udowodnił, że całkiem sporo. W efekcie lektura mnie mocno wymęczyła – myślę, że gdyby Ulisses był objętościowo o połowę krótszy (a już szczególnie o tę połowę, która do mnie nie trafiła), byłabym w stanie się nim zachwycić. Za tę różnorodność językową, za obraz dublińskiej codzienności sprzed wieku, za tę dosadność w pisaniu o seksualności (co w czasach powstawania tej książki wcale nie było oczywiste). Ale chyba co za dużo to niezdrowo…

Przeczytane: 31.05.2022
Ocena: 6/10

Opublikowany w Publicystyka

Martin M. Šimečka – Słowacja. Dzieje obojętności

Tytuł: Słowacja. Dzieje obojętności
Autor: Martin M. Šimečka
Tytuł oryginału: Medzi Slovákmi. Stručné dejiny ľahostajnosti od Dubčeka k Ficovi alebo ako som sa stal vlastencom
Tłumaczenie: Andrzej Jagodziński
Literatura: słowacka
Wydawnictwo: Universitas

Šimečka to znane na Słowacji nazwisko – rozsławił je najpierw ojciec, udzielający się politycznie krytyk literacki, potem syn, dziennikarz i publicysta, autor Słowacji. Dziejów obojętności. Jego rodzice uważali się za Czechów, on sam – urodzony w Bratysławie – czuł się Słowakiem. Nie robiło to różnicy do momentu, gdy Czechosłowacja podzieliła się na dwa kraje, a każdy z nich poszedł swoją drogą. Šimečka analizuje zachowanie rodaków wobec najważniejszych wydarzeń ostatnich lat – upadek komunizmu, rozpad Czechosłowacji, powolne kształtowanie się nowego państwa, dołączenie do NATO i Unii Europejskiej… Jako punkt odniesienia autor stawia sąsiednie Czechy, Węgry i Polskę – kraje, które z jednej strony miały podobne doświadczenia, ale z drugiej… Słowacja nigdy nie miała swojej chlubnej, samodzielnej przeszłości, nie buduje tej historycznej narracji, do której non stop odwołują się jej sąsiedzi. Dla Šimečki jest to jasne – złoty czas Słowacji trwa właśnie teraz. Jest pokój, jest pewien dobrobyt, jest współpraca gospodarcza i polityczna z innymi państwami, ludziom nigdy nie żyło się tak dobrze jak teraz. Na ile rozumieją to sami Słowacy?
Autor dowodzi, że coraz lepiej. Naród słowacki się zmienia, w kraju mieszka już nowe pokolenie, urodzone po upadku komunizmu, w niepodległej Słowacji. Nie ma w nim tej obojętności wymuszonej przez sowieckie wpływy, nie ma już przyzwolenia dla polityków robiących, co im się tylko podoba. Kraj był już tam, gdzie obecnie zmierzają Polska i Węgry i ludziom się to nie spodobało. Šimečka wierzy, że Słowacy nauczyli się na swoich błędach, wiedzą już lepiej, czego chcą i jak o to walczyć. Wszystkie te analizy są przedstawione w krótkich tekstach, ułożonych w chronologicznej kolejności – od komunistycznej Czechosłowacji po dzisiejszą Słowację, której prezydentką została prawniczka Zuzana Čaputová. Styl Šimečki jest lekki i przystępny, a krótka forma tekstów sprawia, że czyta się je bardzo szybko – zwłaszcza, że i sama książka jest dość krótka. Bardzo polecam – szczególnie tym nieśledzącym szczegółowo słowackiej polityki, sporo ciekawego można się dowiedzieć o sąsiednim kraju 🙂

Przeczytane: 29.05.2022
Ocena: 6/10

Opublikowany w Biografie i wspomnienia, Reportaż

Marcin Gutowski – Don Stanislao

Tytuł: Don Stanislao. Druga twarz kardynała Dziwisza
Autor: Marcin Gutowski
Literatura: polska
Wydawnictwo: Otwarte

Don Stanislao to książka, która sprawiła, że zdałam sobie sprawę, jak bardzo już nie śledzę wiadomości z Polski ostatnimi laty – tyle skandali mi uciekło… Przynajmniej się nie denerwowałam – na bieżąco, bo teraz podczas lektury ciśnienie mi parę razy skoczyło 😉 . Jakim cudem ten człowiek może jeszcze patrzeć w lustro…? Ale od początku – Don Stanislao to reportaż poświęcony Stanisławowi Dziwiszowi, jego roli w Watykanie u boku Wojtyły, no i przede wszystkim o kryciu pedofilii w kościele katolickim. Gutowski przeprowadził niewielkie śledztwo dziennikarskie, reportaż opiera się w dużej mierze o wcześniejsze śledztwa innych dziennikarzy i o wypowiedzi osób, które Dziwisza lub Wojtyłę znały bliżej. Moim zdaniem sprawiało to, że książkę czytało się dobrze i szybko, autorskie komentarze i podsumowania zgrabnie przeplatały się z cytatami z innych źródeł i wypowiedziami innych osób. Z lektury wyłania się pan Nic nie pamiętam, nic mi nie wiadomo Dziwisz, który z nic nie znaczącego polskiego księdza w krótkim czasie urósł do roli papieskiego sekretarza – urósł, ale czy dorósł? Wraz z Wojtyłą stworzyli w Watykanie swój mały polski światek, łącząc go z włoskimi, brudnymi grami (jak pasuje tu określenie czarna mafia… 😉 ) – choć oczywiście pada tu pytanie: ile wiedział Wojtyła? Na to pytanie autor nie odpowiada, bo i nie jest w stanie na to odpowiedzieć – sam papież zabrał swoje tajemnice do grobu, a Dziwisz woli zasłaniać się kłamstwem i niepamięcią.
Ten reportaż jest świetnym podsumowaniem roli Dziwisza w Watykanie – w dużej mierze opartym na zeznaniach świadków i dziennikarskich śledztwach. Sam główny bohater woli uparcie milczeć, co zdaje się potwierdzać najgorsze domysły. Nieco więcej szczegółów można zdobyć o późniejszych latach życia kardynała, odkąd Ratzinger odesłał go z powrotem do Polski, a miejscowi dziennikarze zaczęli swoje badania. Temat pedofilii był coraz głośniejszy w Polsce, coraz więcej brudnych faktów wychodziło na jaw i coraz trudniej było udawać, że Dziwisz nigdy o niczym nie miał pojęcia – zwłaszcza, gdy jedna za drugą leciały głowy innych polskich hierarchów kościelnych. Mam nadzieję, że pojawi się kiedyś rozwinięcie tej książki z odpowiedziami na wciąż niewyjaśnione kwestie – Gutowski pisał na tyle dobrze, że z chęcią bym przeczytała ciąg dalszy. W którym sprawiedliwości stanie się zadość 😉 .

Przeczytane: 24.05.2022
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Barbara Włodarczyk – Szalona miłość. Chcę takiego jak Putin

Tytuł: Szalona miłość. Chcę takiego jak Putin. Reportaże z Rosji
Autorka: Barbara Włodarczyk
Literatura: polska
Wydawnictwo: Wyd. Literackie

Włodarczyk była przez lata dziennikarką telewizyjną, raportującą z Rosji, i nie tylko dobrze poznała ten kraj, ale też nauczyła się o nim opowiadać w interesujący sposób. Szalona miłość to reportaż o tym, skąd w Rosjanach taka lojalność wobec Putina, mimo wielu działań, które już dawno strąciłyby go z piedestału w zachodnich państwach. Autorka skupia się na kraju poza dwoma największymi ośrodkami miejskimi, podkreślając, że nastroje z Moskwy czy Petersburga nie oddają tego, co czują zwykli Rosjanie w miasteczkach setki lub tysiące kilometrów od stolicy. A tam mimo sankcji ludzie żyją niezmienionym życiem, bo i tak właściwie nigdy nie korzystali z zachodnich produktów. Nigdy nie podróżowali za granicę, dla wielu z nich nawet Moskwa była za daleko, a jedynym oknem na świat jest państwowa telewizja pełna propagandy. Są całe pokolenia wychowane w kulcie władzy i przekonaniu o tym, że Rosja to potęga, która musi pokazać światu swą siłę. Włodarczyk rozmawia z nimi, wypytuje o życie, o Putina, o Rosję – czasem w irytujący sposób, ale może trochę prowokacji było trzeba, żeby ludzie powiedzieli, co myślą?
Podchodzi mi styl Włodarczyk, choć wycięłabym z reportażu jej osobiste wstawki i pozostawiła tylko wypowiedzi Rosjan. Na szczęście te wypowiedzi stanowią zdecydowaną większość, więc lektura okazała się ciekawa i wciągająca. Sporo ostatnimi czasy czytałam o putinowskiej Rosji, a mimo to Szalona miłość poruszyła wiele wątków dla mnie nowych. Bo to nie książka o polityce czy Putinie, ale o zwykłych ludziach, którzy tego prezydenta wybrali i nie widzą nikogo innego, kto mógłby pełnić tę rolę. Owszem, sporo w tle propagandy rosyjskich mediów, wpływających na ludzkie myślenie, ale też wiele innych mniejszych i większych aspektów, których zachód nie bierze pod uwagę. Bo, jakby nie patrzeć, Rosja to kraj wyjątkowy i chce tę swoją wyjątkowość na wszelakie sposoby podkreślić…

Przeczytane: 22.05.2022
Ocena: 7/10