Opublikowany w Reportaż

Barbara Włodarczyk – Szalona miłość. Chcę takiego jak Putin

Tytuł: Szalona miłość. Chcę takiego jak Putin. Reportaże z Rosji
Autorka: Barbara Włodarczyk
Literatura: polska
Wydawnictwo: Wyd. Literackie

Włodarczyk była przez lata dziennikarką telewizyjną, raportującą z Rosji, i nie tylko dobrze poznała ten kraj, ale też nauczyła się o nim opowiadać w interesujący sposób. Szalona miłość to reportaż o tym, skąd w Rosjanach taka lojalność wobec Putina, mimo wielu działań, które już dawno strąciłyby go z piedestału w zachodnich państwach. Autorka skupia się na kraju poza dwoma największymi ośrodkami miejskimi, podkreślając, że nastroje z Moskwy czy Petersburga nie oddają tego, co czują zwykli Rosjanie w miasteczkach setki lub tysiące kilometrów od stolicy. A tam mimo sankcji ludzie żyją niezmienionym życiem, bo i tak właściwie nigdy nie korzystali z zachodnich produktów. Nigdy nie podróżowali za granicę, dla wielu z nich nawet Moskwa była za daleko, a jedynym oknem na świat jest państwowa telewizja pełna propagandy. Są całe pokolenia wychowane w kulcie władzy i przekonaniu o tym, że Rosja to potęga, która musi pokazać światu swą siłę. Włodarczyk rozmawia z nimi, wypytuje o życie, o Putina, o Rosję – czasem w irytujący sposób, ale może trochę prowokacji było trzeba, żeby ludzie powiedzieli, co myślą?
Podchodzi mi styl Włodarczyk, choć wycięłabym z reportażu jej osobiste wstawki i pozostawiła tylko wypowiedzi Rosjan. Na szczęście te wypowiedzi stanowią zdecydowaną większość, więc lektura okazała się ciekawa i wciągająca. Sporo ostatnimi czasy czytałam o putinowskiej Rosji, a mimo to Szalona miłość poruszyła wiele wątków dla mnie nowych. Bo to nie książka o polityce czy Putinie, ale o zwykłych ludziach, którzy tego prezydenta wybrali i nie widzą nikogo innego, kto mógłby pełnić tę rolę. Owszem, sporo w tle propagandy rosyjskich mediów, wpływających na ludzkie myślenie, ale też wiele innych mniejszych i większych aspektów, których zachód nie bierze pod uwagę. Bo, jakby nie patrzeć, Rosja to kraj wyjątkowy i chce tę swoją wyjątkowość na wszelakie sposoby podkreślić…

Przeczytane: 22.05.2022
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Małgorzata Sidz – Kocie chrzciny

Tytuł: Kocie chrzciny. Lato i zima w Finlandii
Autorka: Małgorzata Sidz
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

To już moje drugie spotkanie z twórczością Małgorzaty Sidz, reportaż o Finlandii okazał się zdecydowanie lepszy od Pół roku na Saturnie, choć wciąż nie jest to nic specjalnego. Dalszego czytania książek tej autorki już nie planuję. Kocie chrzciny to mix reportażu i wspomnień Sidz z pobytu w Finlandii, czasem przeplatanych z fińskimi stereotypami. Czytelnik znający trochę kraje północne nie znajdzie tu dla siebie nic nowego, a czasem nawet się skrzywi na widok powielanych stereotypów, z drugiej jednak strony licznie przytaczane wypowiedzi mieszkańców są pozytywnym urozmaiceniem książki i czyta się je dobrze. Z resztą książki bywa różnie – mam wrażenie, że Kocie chrzciny były mocno nierówne i pomimo ledwo ok. 250 stron, lekturę męczyłam prawie tydzień. Ale może też dlatego, że wiele poruszanych wątków było mi znanych – jestem sobie w stanie wyobrazić, że czytelnik niemający większej wiedzy o Finlandii mógłby się wciągnąć w lekturę.
Nie lubię w reportażach zbyt mocnych wątków osobistych – o ile reportaż z założenia nie jest książką opartą o autobiografię. Kocie chrzciny miały być jednak o Finlandii, więc te wszystkie osobiste wstawki Sidz były tu często nie na miejscu i psuły odbiór lektury. Do tego jej styl mnie na początku mocno irytował, choć potem przeszłam z nim do porządku dziennego i zaczęłam ignorować denerwujące mnie aspekty 😉 . Całościowo nie jest to zła książka, ale zdecydowanie nie jest to książka dla mnie – mam trochę poczucie zmarnowanego czasu na tę lekturę… choć nie tak bardzo jak po Pół roku na Saturnie, jakby nie patrzeć 😉 .

Przeczytane: 19.05.2022
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Paweł Kapusta – Agonia

Tytuł: Agonia
Autor: Paweł Kapusta
Literatura: polska
Wydawnictwo: Wielka Litera

Kolejny bardzo dobry reportaż Kapusty, chyba jeszcze lepszy od czytanego przeze mnie wcześniej Gada. Tytuł może być trochę mylący, bo sugeruje tematykę ostatnich momentów życia chorych – na to też wskazuje komentarz na okładce: Lekarze i pacjenci w stanie krytycznym. Owszem, dostaniemy to w tej książce – są tu opisy problemów ochrony zdrowia, walki o pacjentów na intensywnej terapii, dowiemy się trochę, jak wygląda polska transplantologia… Wszystko świetnie napisane, poruszające, opowiedziane z punktu widzenia osób uczestniczących w danych sytuacjach. Ale reportaż zawiera też sporo tematów z tytułową agonią niezwiązanych – słabe wsparcie dla rodziców dzieci z problemami natury psychicznej czy wątki, do których materiały autor pewnie zbierał, pisząc Gada. Bo w Agonii również pojawia się tematyka więzienna – ochrona zdrowia w więzieniach, przestępcy jako pacjenci, jest też oddzielny rozdział o ośrodku w Gostyninie, gdzie trafiają osoby po wyrokach, które są wciąż zagrożeniem dla społeczeństwa. Kapusta pisze w tak ciekawy sposób, że wcale mi nie przeszkadzało, iż reportaż czasem odbiegał – i to mocno – od założonej tematyki. Bo całość czytało się i tak świetnie 🙂 .
Choć na większość tematów czytałam już reportaże bądź artykuły prasowe, wciąż sporo nowego się z Agonii dowiedziałam. To drobne szczegóły, z których jednak tworzy się codzienność zawodowa pracowników ochrony zdrowia czy służb pilnujących więźniów-pacjentów. To ludzie, którzy muszą być świetnie wyszkoleni, spoczywa na nich ogromna odpowiedzialność, warunki pracy są często niebezpieczne dla zdrowia… a pensja i nierzadko też podejście pacjentów to jak splunięcie w twarz. Nie wyobrażam sobie sama pracy w tym zawodzie, a już szczególnie na polskich warunkach – nic dziwnego, że wielu bohaterów reportażu otwarcie mówi o emigracji. Bo taka praca może być misją, ale wciąż należy się człowiekowi godna zapłata. Warto przeczytać, by wiedzieć, czego się spodziewać, gdy człowiek trafi do szpitala i by choć spróbować zrozumieć, dlaczego nikt nie poświęca pacjentom oczekiwanej uwagi. Tu trzeba zmiany systemu, wszyscy to wiedzą od lat, a zmian jakoś dalej nie widać. Książkę bardzo polecam – nie jest długa, czyta się szybko, wciąga i zmusza do refleksji.

Przeczytane: 19.05.2022
Ocena: 8/10

Opublikowany w Literatura piękna

Bohumil Hrabal – Zbyt głośna samotność

Tytuł: Zbyt głośna samotność
Autor: Bohumil Hrabal
Tytuł oryginału: Příliš hlučná samota
Tłumaczenie: Piotr Godlewski
Literatura: czeska
Wydawnictwo: Świat Literacki

Ta krótka powieść była moim pierwszym zetknięciem z twórczością Hrabala i mam po lekturze dość mieszane odczucia. Całościowo oceniam Zbyt głośną samotność bardzo dobrze, spodobał mi się pomysł na opowieść starego pracownika małej firmy zajmującej się prasowaniem papieru w Pradze. Książka powstała w latach siedemdziesiątych i oczami bohatera obserwujemy powtarzalną pracę, dającą dużo czasu do przemyśleń, a w tle przewija się codzienna rzeczywistość Czechosłowacji. Pierwszoosobowa narracja zazwyczaj mi nie przeszkadza, ale przy tej lekturze wymagała skupienia, bo Zbyt głośna samotność to po prostu ciągły monolog. Żadnych dialogów, często brak nawet wydzielonych akapitów, ba, zdarzały się nawet zdania tak wielokrotnie złożone, że zajmowały całą stronę… Pierwszy rozdział mocno mnie wymęczył, zanim wbiłam się w rytm powieści. I kompletnie nie mogłam czytać tej książki wieczorem przed snem, bo ciągły wywód usypiał mnie wręcz natychmiastowo 😉 . A wbrew pozorom lektura była wciągająca, choć trudna w odbiorze, musiałam do niej podchodzić za dnia i z pełną energią, wtedy czytało mi się świetnie.
Zaciekawił mnie tytuł książki – Zbyt głośna samotność sugerowałaby raczej co innego niż ciche i spokojne życie starego pracownika, który nawet nie za bardzo ma się do kogo odezwać. Ale może to właśnie jego ciągły tok myślenia staje się w pewnym momencie zbyt głośny, pojawia się w końcu tyle pytań, których nie da się ignorować. Książka jest też zaskakująco naturalistyczna w pojawiających się czasem wątkach pobocznych, jak myszy wpadające w prasę czy setki much przyklejających się do twarzy… Zbierając w całość wszystkie te elementy, miałam wielki problem z oceną Zbyt głośnej samotności. Świetnie napisana i ciekawa, ale też trudna i usypiająca, pokazująca rzeczywistość smutną, a czasem obrzydliwą, wydaje się, że nic się tu nie dzieje, a zarazem dzieje się sporo… Na pewno jest to lektura bardzo specyficzna, nie każdemu podejdzie styl Hrabala, ale kiedy czytelnik się już wciągnie w lekturę, powinno być tylko coraz lepiej 🙂 .

Przeczytane: 15.05.2022
Ocena: 7/10

Opublikowany w Sensacyjne

Andrzej Wydrzyński – Ciudad Trujillo

Tytuł: Ciudad Trujillo
Autor: Andrzej Wydrzyński
Literatura: polska
Wydawnictwo: Książka i Wiedza

Jakim pozytywnym zaskoczeniem okazała się dla mnie ta książka! Nie jestem szczególną miłośniczką powieści sensacyjnych, ale Ciudad Trujillo Wydrzyńskiego to książka, którą w wielu miejscach polecano do zapoznania się z tzw. erą Trujillo. Rafael Trujillo był dominikańskim dyktatorem, który przez trzydzieści lat (1930-61) zamieniał życie mieszkańców kraju w krwawy koszmar. Wydrzyński umiejscowił akcję swojej powieści w końcowych latach rządów dyktatora, nakładając na te czasy historię porwania hiszpańskiego profesora Galindeza – w Ciudad Trujillo wydarzenia prawdziwe przeplatają się z fikcyjnymi i w pewnym momencie musiałam najpierw poczytać prawdziwą historię, by potem móc się orientować, gdzie kończy się prawda, a zaczyna fikcja literacka. Efekt był taki, że nie dość, że zapoznałam się z historią Dominikany z tego okresu (a na tym mi zależało), to wciągnęłam się w niesamowicie fascynującą powieść, której nie chciało się odkładać na półkę. Kto by pomyślał, że ta książka ma już kilkadziesiąt lat 😉 .
Narratorem jest Mike, detektyw współpracujący z amerykańskimi służbami, by dowiedzieć się, jakim cudem Dominikańczykom udało się porwać ze Stanów profesora i dokonać kilku morderstw. Śledzimy losy amerykańskiego pilota Murphy’ego, który trafił do Dominikany i wierzy, że jeśli on nie będzie się mieszał w politykę, to polityka też będzie trzymała się od niego z daleka… Sporo tu niedociągnięć, sytuacji kompletnie nierealnych, jak chociażby opis pierwszego wieczora Murphy’ego w Santo Domingo, zwanym wtedy Ciudad Trujillo. Mamy Amerykanina, który nie wiadomo, czy w ogóle przeżyje, może być potencjalnym szpiegiem, a opiekujący się nim na polecenie służb Dominikańczyk narzeka na system i opowiada Murphy’emu, jak tragicznie żyje się w kraju…? Jasne, fajnie, że czytelnik ma okazję zapoznać się z życiem na Dominikanie w tamtych czasach, ale nawet w książkach służby reżimu nie są aż tak nieostrożne i naiwne… 😉 Choć znałam prawdziwą historię i mogłam przewidzieć, jak skończą niektórzy bohaterowie, to mnogość postaci fikcyjnych sprawiła, że i tak do końca było sporo znaków zapytania. Zakończenie okazało się dość przewidywalne, ale wciąż nie zabiło to przyjemności z lektury. W czytanym przeze mnie wydaniu (książka była wydawana kilkakrotnie, z uzupełnieniem informacji o późniejszej historii Dominikany) najbardziej wynudził mnie wstęp, w którym autor próbował snuć swoje przemyślenia o roli literatury, oraz końcówka, gdzie w pigułce przedstawiono dalsze losy kraju. Rozumiem zamysł, ale chyba lepiej byłoby się skupić na samej powieści, pozwalając jej skończyć się w momencie wielkich historycznych zmian w Dominikanie.

Przeczytane: 14.05.2022
Ocena: 7/10

Opublikowany w Literatura piękna

Agneta Pleijel – Zapach mężczyzny

Tytuł: Zapach mężczyzny
Autorka: Agneta Pleijel
Tytuł oryginału: Doften av en man
Tłumaczenie: Justyna Czechowska
Literatura: szwedzka
Wydawnictwo: Karakter

Przyznam, że to była jedna z książek bardzo trudnych do ocenienia. Sięgając po Zapach mężczyzny nie znałam autorki ani jej twórczości. Dopiero po jakimś czasie zaczęłam szukać dalszych informacji, bo książka z założenia autobiograficzna skupiała się tylko na relacjach autorki z mężczyznami, ale bez żadnych bliższych informacji o niej samej. Z internetu dowiedziałam się, że wcześniej powstała Wróżba, opowiadająca o poprzednich latach życia, no i przy okazji – zdaniem wielu czytelników – ta część pierwsza jest lepsza niż kontynuacja. Dobrze zaczęłam, nie ma co 😉 . Muszę jednak przyznać, że kiedy zapoznałam się z biografią Pleijel w internecie, dalsza lektura była dużo przystępniejsza. Zatem myślę, że warto zacząć od Wróżby, albo chociaż zapoznać się z postacią autorki, zanim sięgniemy po Zapach mężczyzny. Książka jest napisana dobrym językiem, styl Pleijel trafił do mnie, spodobało mi się też rozróżnienie pierwszoosobowej narratorki (autorki wspominającej po latach swoją przeszłość) od trzecioosobowej bohaterki (autorki mającej te dwadzieścia parę lat), choć chwilę mi zajęło dopasowanie się do takiego sposobu opowiadania historii.
Pleijel skupia się na swoich relacjach z mężczyznami we wczesnej dorosłości – z ojcem, z partnerami, z przypadkowymi kochankami. Analizuje, czego szukała w mężczyznach, w jakie relacje się angażowała, czego jej najbardziej brakowało. Jest to ciekawa analiza, choć w dłuższej perspektywie zaczynała mnie męczyć. Ile razy można powtarzać te same błędy, ile razy można robić to samo z nastawieniem na inny efekt? Pleijel próbowała spojrzeć z perspektywy czasu na swoje zachowania i je zrozumieć, choć czasem lepiej byłoby zostawić to w spokoju, zaakceptować fakt, że człowiek był młody, niedojrzały, popełniał błędy i tyle. Nie ma co się doszukiwać drugiego dna. Nie trafił też do mnie wątek macierzyństwa, patrząc z obecnej perspektywy nie byłam w stanie zrozumieć, dlaczego kobieta będąca w mocno nietrafionej relacji tak bardzo chce mieć dziecko właśnie z tym mężczyzną?
Zapach mężczyzny to książka mocno specyficzna. Z jednej strony pięknie tu opisano próby zrozumienia własnej kobiecości i relacje damsko-męskie, z drugiej nadmiar analizowania dawnych zachowań męczył i przytłaczał. Z jednej strony autorka pisze w sposób ciekawy i wciągający, z drugiej przedstawia bohaterkę (czyli siebie sprzed lat) tak, że dziewczyna mnie irytowała, nie umiałam jej współczuć. Mam sporo mieszanych odczuć po tej książce – może podobałaby mi się bardziej, gdybym przeczytała wcześniej Wróżbę, ale może też uznałabym, że kontynuacja jest po prostu słabsza? Nie wiem – przeczytałam, nie był to zmarnowany czas na lekturę, ale mam poczucie, że Zapach mężczyzny nie utkwi na dłużej w mojej pamięci.

Przeczytane: 13.05.2022
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Paweł Pieniążek – Wojna, która nas zmieniła

Tytuł: Wojna, która nas zmieniła
Autor: Paweł Pieniążek
Literatura: polska
Wydawnictwo: Krytyka Polityczna

Na reportaże Pieniążka o wojnie we wschodniej Ukrainie powoływało się wielu autorów, których czytałam – czas w końcu sięgnąć i po jego twórczość 😉 . Polski dziennikarz odwiedził zarówno republiki separatystyczne, jak i tereny zajęte przez wojska ukraińskie. Rozmawiał zarówno z walczącymi, jak i z cywilami dotkniętymi wojną, i próbował przedstawić jej obraz z bardziej ludzkiej perspektywy. Warto wziąć poprawkę na to, że Wojna, która nas zmieniła ukazała się wiosną 2017 roku, czyli siłą rzeczy książka obejmuje jedynie początki konfliktu – jako lektura na rok 2022, pozwalająca zrozumieć rosyjską agresję na Ukrainę, jest zdecydowanie niewystarczająca. Mimo wszystko czyta się dobrze, Pieniążek umiejętnie wplata własne obserwacje w wypowiedzi bohaterów reportażu. No i warto zauważyć, że autor dalej relacjonuje wojnę na Ukrainie – polecam śledzić jego media społecznościowe, by znaleźć aktualne artykuły i zdjęcia.
Wojna, która nas zmieniła to w sumie dobre wprowadzenie do zrozumienia sytuacji na Ukrainie. Dlaczego ludzie wracali do bombardowanych domów, jak czuli się, gdy próbowali uciec na zachód kraju. Autor opowiada, jak reagowali młodzi mężczyźni na perspektywę powołania do wojska i włączenia się do konfliktu – od początkowego entuzjazmu i chęci walki o Ukrainę, po niechęć do zostania „mięsem armatnim” i próby unikania wojska, gdy do ludzi dotarło, że nie ma szans na szybkie zakończenie wojny. Pieniążek spodziewał się – jak zapewne wielu innych dziennikarzy i analityków – że republiki separatystyczne staną się czymś w rodzaju Naddniestrza czy Abchazji. Niestety, wojna rozwinęła się w gorszą stronę, a znajomość obecnej sytuacji sprawia, że czytelnik czasem się gorzko uśmiechnie na nadzieje bohaterów reportażu… To ciekawa i dość krótka książka, szybka do przeczytania i będąca pozytywnym pierwszym spotkaniem z twórczością Pieniążka. Jego bieżące relacje z Ukrainy śledzę teraz z zainteresowaniem i chętnie sięgnęłabym za jakiś czas po podsumowanie dalszych faz konfliktu jego autorstwa.

Przeczytane: 9.05.2022
Ocena: 7/10

Opublikowany w Historia

Antony Beevor – Arnhem

Tytuł: Arnhem. Operacja Market Garden
Autor: Antony Beevor
Tytuł oryginału: Arnhem. The Battle for the Bridges, 1944
Tłumaczenie: Paweł Cichawa
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Znak Horyzont

Kolejna świetna, szczegółowa i ciekawie opowiedziana książka Beevora. Po Berlinie 1945 nie spodziewałam się, że da się taki poziom utrzymać, ale Brytyjczyk z Arnhem udowadnia, iż nie ma rzeczy niemożliwych 😉 . Tym razem Beevor opowiada o operacji Market Garden, słynnej akcji alianckich wojsk powietrznodesantowych w Holandii w walce o ten jeden most za daleko. Z polskiego nauczania historii Market Garden kojarzyło mi się z wystawieniem Polaków do wiatru przy ewakuacji Brytyjczyków, ale nigdy nie zgłębiałam szczegółów operacji. Dopiero w książce Beevora przyglądałam się całej akcji dzień po dniu – planowanie Market Garden (choć poziom tego planowania niezbyt nawet zasługuje na to słowo) to jeszcze trochę nudniejsza część lektury. Ale gdy dochodzi do zrzucenia brytyjskich spadochroniarzy, gdy ruszają amerykańskie jednostki, gdy Polakom po raz kolejny odmawia się startu ze względu na warunki pogodowe… Arnhem czyta się jak najlepszą książę przygodową czy wojenną, z żywymi bohaterami, z fascynującymi zwrotami akcji. Beevor wykonał tytaniczną pracę, by dotrzeć do wspomnień żołnierzy oraz holenderskich cywilów, a następnie opisał wojnę z tak bardzo ludzkiego punktu widzenia, że nie sposób było traktować tej książki jako kolejnej historycznej cegły.
Bo żołnierze i oficerowie – każdej narodowości, zarówno alianci, jak i Niemcy – to po prostu ludzie. Ludzie, którzy chcą wygrać i przeżyć. Autor cytuje różne rozmowy, ukazujące, że nawet w najgorszych momentach wielu z nich nie brakowało poczucia humoru. Z książki wyłania się też pozytywny obraz holenderskich cywilów, którzy chcieli wspierać Brytyjczyków i Amerykanów na wszelkie możliwe sposoby i wielu z nich przyszło za to zapłacić, gdy Niemcy odbili te tereny. No i polskie dywizje, które dołączyły do akcji późno, a potem osłaniały odwrót, przez co wielu żołnierzy trafiło do niemieckiej niewoli. Beevor ukazuje niesnaski między jednymi dowódcami, ale też niesamowite wsparcie, na które można było liczyć ze strony innych. Choć sama operacja jest opisana bardzo dokładnie, poznajemy numery i pozycje poszczególnych brygad czy batalionów, kto nimi dowodził, kiedy nastąpił atak… to wciąż mam wrażenie, że najważniejsi tu są ludzie. A wojna toczy się jakby w tle. To, że Brytyjczykowi udało się w tak fascynujący sposób przedstawić tę operację sprawia, że naprawdę nie mogę wyjść z podziwu 🙂 . Lekturę polecam każdemu, kto choć trochę interesuje się tematyką II wojny światowej – Beevor opowiada o niej jak nikt inny.

Przeczytane: 8.05.2022
Ocena: 9/10

Opublikowany w Reportaż

Stefano Liberti – Władcy jedzenia

Tytuł: Władcy jedzenia. Jak przemysł spożywczy niszczy planetę
Autor: Stefano Liberti
Tytuł oryginału: I signori del cibo
Tłumaczenie: Ewa Nicewicz
Literatura: włoska
Wydawnictwo: Agora

Do Władców jedzenia podchodziłam trochę sceptycznie, obawiając się, że będzie to kolejna książka z cyklu nie jedz mięsa, bo to takie złe dla planety!. Tymczasem Liberti podszedł do tematu produkcji żywności z innej strony – wybrał cztery branże spożywcze i w ciekawy sposób udowodnił, że nie funkcjonują one w najbardziej przyjazny człowiekowi i planecie sposób. To naturalnie produkcja wieprzowiny, ale też uprawa soi, połowy tuńczyków oraz uprawa pomidorów na przetwory. Autor skupia się nie tylko na uprawach czy hodowli, ale przede wszystkim na całym procesie kończącym się dopiero w chwili, gdy gotowy produkt trafi na półki sklepowe. Liberti analizuje też, jak w ogóle doszło do sytuacji, że amerykańskie świnie karmione brazylijską soją trafiają na chińskie talerze. Jakim cudem w Afryce je się przetwory pomidorowe z opakowań z włoską flagą i napisem Made in China? Co poszło nie tak z tym światem, że opłaca się niszczyć przyrodę, pozwalać upadać małym, krajowym gospodarstwom i importować z drugiego końca świata produkty, które potem sprzedajemy poniżej ich rzeczywistej wartości? Niby wiele z tematów poruszanych we Władcach jedzenia było mi znanych, ale nigdy nie zgłębiałam ich tak dokładnie i szczegółowo, jak zrobił to Włoch – a zebranie wszystkiego w całość sprawiło, że cały ten nonsens uderza w czytelnika jeszcze mocniej.
Nie była to najłatwiejsza w odbiorze książka, niektóre podrozdziały trochę męczyłam – za dużo nazwisk, firm, powiązań między nimi… Nie miałam jednak ani przez chwilę momentu, żeby Władcy jedzenia mnie nudzili – to bardzo wciągająca i bardzo potrzebna lektura. Liberti w przejrzysty sposób uporządkował poruszone przez siebie wątki, nie narzuca czytelnikowi swojego zdania, ale przedstawia wystarczająco dużo faktów, by ten czytelnik nie pozostał obojętny. Bo to nie tylko kwestia, że jak przestaniemy jeść mięso, to będzie lepiej – bo to nie tylko mięso jest tu problemem (choć zdecydowanie na dobre by nam wyszło jego ograniczenie), ale generalnie masowy popyt na produkty sprowadzane z drugiego końca świata. I często nie dlatego, że nasz klimat nie pozwala na ich uprawę, ale tylko dlatego, że w innych państwach wyzysk pracowników i subwencje rządowe pozwalają na tańszą produkcję. Na tyle tańszą, że opłaca się nawet przetransportować produkt z innego kontynentu… Pytanie tylko, czy to naprawdę się opłaca? Jak długo jeszcze możemy myśleć tak krótkoterminowo?

Przeczytane: 4.05.2022
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Ola Synowiec – Dzieci Szóstego Słońca

Tytuł: Dzieci Szóstego Słońca. W co wierzy Meksyk
Autorka: Ola Synowiec
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

W co wierzy Meksyk? – pyta w podtytule swojej książki Synowiec, a następnie próbuje odpowiedzieć na to pytanie w kilku krótkich rozdziałach. Nie jest to analiza życia religijnego Meksykanów, nie znajdziemy tu też informacji o największych wyznaniach kraju. Synowiec w Dzieciach Szóstego Słońca skupia się na powracających i powstających w Meksyku kultach, odłamach większych religii albo na obrzędach, które czasem nie mają nawet wiele wspólnego z wiarą. Na tych przykładach autorka pokazuje, jak różnorodny jest to kraj i jak silna w Meksykanach jest potrzeba własnej wiary i własnych zwyczajów. Dominujący w kraju katolicyzm to dla wielu narzucona religia hiszpańskiego okupanta, a próby odtworzenia indiańskich obrzędów stanowią swoisty powrót do korzeni.
Dzieci Szóstego Słońca to książka, która zdecydowanie nie wyczerpuje tematu – to właściwie tylko lekkie i przystępne wprowadzenie do współczesnych meksykańskich kultów. Synowiec podróżowała po kraju, rozmawiała z ludźmi i próbowała zrozumieć, co stoi za coraz to nowymi obrzędami, które pojawiają się w różnych regionach i szybko przyciągają zainteresowanie mediów i turystów. Poza pieniędzmi, naturalnie 😉 . Z niektórymi tematami zetknęłam się wcześniej i tutaj Synowiec niewiele więcej miała do dodania – może jedynie parę wypowiedzi ludności miejscowej zaangażowanej w ceremonie. Czytelnik interesujący się Meksykiem, mający jakąś wiedzę o jego wierzeniach, może się poczuć lekturą rozczarowany – autorka większość tematów porusza dość pobieżnie. Mi to podeszło, bo Meksyk nie znajduje się wśród moich zainteresowań, po książkę sięgnęłam jako ciekawostkę, by dowiedzieć się czegoś nowego o obcym państwie – w tej roli spełniła się świetnie. Podszedł mi styl, podeszła lekko snuta opowieść o ludziach i odprawianych przez nich obrzędach. To dobra książka na początek, ale jeśli chcecie bardziej zgłębić temat – potrzeba tu innych lektur 🙂 .

Przeczytane: 3.05.2022
Ocena: 6/10