
Autor: Tomasz Grzywaczewski
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne
To drugi reportaż Grzywaczewskiego, po który sięgnęłam i mam wrażenie, że Wymazana granic podobała mi się bardziej. Fakt, że były tam słabe rozdziały, ale było i kilka świetnych. Granice marzeń są bardziej wyrównane, książka trzyma stały poziom, ale też nic się w niej szczególnie nie wybija. Autor skupił się na kilku rejonach europejskich, będących przed laty częściami ZSRS, które po rozpadzie mocarstwa próbowały się oddzielić od nowo utworzonych państw. Górski Karabach, Osetia Południowa, Abchazja, teraz też republiki separatystyczne Ukrainy… Grzywaczewski widocznie faworyzuje tu Abchazję, o tym państwie nieuznawanym napisał zdecydowanie najwięcej – a że ja ledwo przed miesiącem czytałam Abchazję Góreckiego, więc powtórzone wiadomości nieco mnie przynudziły. Spodziewałam się, że więcej wyniosę z tej lektury, ale Grzywaczewski stawia bardziej na rozmowy z ludźmi i ich odczucia (na co nie narzekam, żeby nie było 😉 ), a nie na samą historię.
Granic marzeń nie czyta się źle, ale też nie porywają one czytelnika. Z książki wyłania się obraz państw nieuznawanych, z których część chce niepodległości, inne wolałyby dołączyć do Rosji. Ludzie mają jednak świadomość, że życie w takim wydzielonym państwie nie będzie łatwe – powiedzmy, że nawet wywalczymy wolność, ale co dalej? Sąsiednie państwa będą wrogie, kraj zniszczony wojną, mnóstwo ludzi żyje na uchodźstwie… a młodzież marzy tylko o ucieczce gdzie indziej. Nie chcą budować świata z gruzów, jeśli można dobrze żyć np. w Turcji. Niepodległego państwa nie będzie miał kto tworzyć, a przyłączone do Rosji stanie się jedynie małą, nic nie znaczącą i biedną dzielnicą ogromnego państwa. Po skończonej lekturze miałam dość smutne odczucia, co jest chyba na plus – książka nie zostawiła mnie przecież obojętną 🙂 .
Przeczytane: 23.07.2022
Ocena: 6/10








