Opublikowany w Literatura piękna

Isaac Bashevis Singer – Sztukmistrz z Lublina

Tytuł: Sztukmistrz z Lublina
Autor: Isaac Bashevis Singer
Tytuł oryginału: דער קונצנמאַכער פֿון לובלין‎ / Der kuncnmacher fun Lublin
Tłumaczenie: Krystyna Szerer
Literatura: żydowska
Wydawnictwo: Muza

Sztukmistrz z Lublina Singera chodził za mną już od dawna i w końcu zabrałam się za lekturę. Szybko wciągnęłam się w tę opowieść, podszedł mi styl autora i kreacja postaci. Główny bohater, Żyd Jasza Mazur, jest prawdziwym sztukmistrzem, którego pokazy zachwycają tłumy w Polsce pod rosyjskim zaborem. Sam mężczyzna jednak przepuszcza pieniądze, w dużej mierze na liczne kochanki, choć w Lublinie czeka na niego wierna żona. Wierna i religijna, podczas gdy Jasza wątpi w istnienie Boga, a żydowskich zwyczajów już dawno przestał przestrzegać. Jego świat jednak stanął na głowie, gdy zakochał się w pewnej wdowie z Warszawy – pojawia się mnóstwo pytań i wątpliwości: co z karierą, z żoną, z dotychczasowymi kochankami, skąd wziąć potrzebne na nowe życie pieniądze? Długie fragmenty Sztukmistrza z Lublina są pozbawione akcji, za to pełne przemyśleń, a także nawiązań do tradycji żydowskich, gdy bohatera nachodzi na religijność. A przecież nie przeszkadzało mi to, że akcji nie ma znowu tak dużo, bo książkę czytało się bardzo dobrze – nie wciągnęła mnie może aż tak, by nie móc jej odłożyć w tracie lektury, ale wciąż byłam ciekawa, co dalej.
Trochę zaskoczyło mnie zakończenie, ale myślę, że Singer świetnie podsumował w nim życie Jaszy. Jest to jedna z tych książek, co dają do myślenia, które nie uciekną szybko z głowy. Jest to dla mnie o tyle ciekawe, że w sumie żadnego z bohaterów nie potrafiłam polubić – mogłam im współczuć, ale wciąż nie była to sympatia. Ale mimo że Singer stworzył dość antypatyczne postaci, wciąż ich przygody śledziło się z ciekawością. No i ta XIX-wieczna Warszawa, świat polskich Żydów pod zaborami – niby to wszystko dzieje się w tle, a jednak wciąga i fascynuje. Zdecydowanie nie dziwi mnie popularność tej książki 🙂 .

Przeczytane: 18.08.2022
Ocena: 7/10

Opublikowany w Fantastyka

Katarzyna Berenika Miszczuk – Gniewa

Tytuł: Gniewa
Autorka: Katarzyna Berenika Miszczuk
Literatura: polska
Wydawnictwo: Mięta

Po kilku cięższych lekturach potrzebowałam lekkiej książki, akurat na lato, no i tutaj świetnie się sprawdził kolejny tom z serii Kwiatu paproci Miszczuk. Czytałam wcześniejsze części, wszystkie mi się – mniej lub bardziej – podobały, więc miałam nadzieję, że Gniewa utrzyma poziom. Na szczęście tak się stało! Najnowsza książka Miszczuk opowiada o dalszych przygodach Jarogniewy i kreacja postaci podobała mi się tu bardziej niż w Jadze. Tam miałam wrażenie, że Jaga zachowuje się jak Gosia, swoja późniejsza uczennica – w Gniewie zaś autorka dała bohaterce dużo ciekawszy charakterek 🙂 . Dla równowagi mamy tu mniej wątków powiązanych z mitologią Słowian, bo nowa książka skupia się głównie na… romansach. Jak doszło do ślubu Jagi i Mszczuja, jaki udział w wydarzeniu mieli dawni narzeczeni pary? Nawet w fantastyczny wątek z boginką Marzanną musiały się wpleść wątki romantyczne. Niektórych może to drażnić, mnie jednak Gniewę czytało się bardzo dobrze. Książka spełniła wszystkie moje oczekiwania – była lekka, wciągająca, napisana dobrze mi znanym stylem Miszczuk, który polubiłam, pomogła lepiej poznać bohaterów występujących w poprzednich tomach. Szkoda tylko, że wątek ze Swarożycem został ucięty – tak, by dać autorce możliwość kontynuowania historii w kolejnych książkach. Bo sądzę, że się ukażą – wciąż sporo kwestii zostaje otwartych, ale to akurat standardowy sposób kończenia książek przez Miszczuk 😉 . Jeśli podobały Wam się wcześniejsze tomy Kwiatu paproci, Gniewa również powinna Wam podejść (no chyba, że bardzo nie lubicie wątków miłosnych 😉 ) – nie polecam jednak zaczynania przygody z serią od tego tomu, warto czytać po kolei.

Przeczytane: 18.08.2022
Ocena: 7/10

Opublikowany w Publicystyka

Chris Taylor – Gwiezdne wojny

Tytuł: Gwiezdne wojny. Jak podbiły wszechświat?
Autor: Chris Taylor
Tytuł oryginału: How Star Wars Conquered the Universe
Tłumaczenie: Agnieszka Bukowczan-Rzeszut
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Znak Horyzont

Mam wrażenie, że jest to książka, która spodobałaby mi się znacznie bardziej, gdybym ją czytała w oryginale. Bardzo nie podszedł mi polski przekład (może też za bardzo jestem przyzwyczajona do gwiezdnowojennego świata po angielsku), nie trafiła też do mnie redakcja/korekcja, bo podczas lektury wychwyciłam sporo literówek itp. Jeśli pominąć jednak polskie wydanie, a skupić się na samej treści, to Gwiezdne wojny. Jak podbiły wszechświat? okazują się bardzo wciągającą lekturą. Jestem też chyba właściwym odbiorcą, bo wydaje mi się, że książkę skierowano do osób, które Gwiezdne wojny oglądały, ale nie są zakręconymi fanami śledzącymi wszystko związane z sagą. Tacy fani raczej niewiele nowego z lektury wyniosą, zaś ci, którzy nie wiedzą nawet o co w Gwiezdnych wojnach chodzi, mogą się tu trochę pogubić… Ale czy tacy naprawdę istnieją? 😉 Taylor zaczyna swoją książkę od stwierdzenia faktu, że nawet jak nie wszyscy oglądali filmy, to Gwiezdne wojny są już na tyle istotną częścią popkultury, że i tak każdy co nieco kojarzy. Imiona bohaterów, powiązania pomiędzy nimi, kto był dobry, a kto zły… Lucas stworzył ponadczasowe dzieło i to właśnie o nim jest ta opowieść – od początków działalności artystycznej Stwórcy, aż po sprzedaż Lucasfilmu Disney’owi…
W książce przeplatają się dwa rodzaje opowieści. Pierwsza to biografia Lucasa – jak doszło do tego, że stworzył Gwiezdne wojny i jak trudny był to proces. Druga część (rozdziały przeplatają się ze sobą) to świat wokół filmów – fani, tłumaczenia na mniej znane języki, producenci rekwizytów, sprzedaż gadżetów związanych z filmem… Niby sporo ciekawostek, ale te rozdziały mnie jakoś wynudziły. Mnie najbardziej fascynowało to, jak Lucal wymyślił Gwiezdne wojny, jak potem doszedł do trylogii prequeli, którą wielu starych fanów znienawidziło, aż po ten moment, gdy reżyser postanowił usunąć się w cień i pozwolił Disney’owi zająć się nową trylogią. Te rozdziały wręcz pochłaniałam, w przerwach oglądając w internecie różne filmiki spod hasła Star Wars. Książka Taylora pozwala lepiej zrozumieć fenomen serii, która zmieniła oblicze kina, a fanów Gwiezdnych wojen znów zaciągną przed ekrany, bo w sumie dawno tego nie oglądałam, dlaczego nie…? 😉

Przeczytane: 14.08.2022
Ocena: 6/10

Opublikowany w Sensacyjne

Piotr Langenfeld – Świt nowych czasów

Tytuł: Świt nowych czasów
Autor: Piotr Langenfeld
Literatura: polska
Wydawnictwo: Warbook

Świt nowych czasów to czwarty tom serii o przygodach byłego policjanta Adama Thomala. Poprzednich książek nie czytałam, ale znalezione w internecie recenzje sugerowały, że nie jest to konieczne. Jest to oddzielna historia, choć pewnie byłoby łatwiej znać już głównych bohaterów – z drugiej jednak strony podobno Thomal z każdym kolejnym tomem dorośleje i jest mniej irytujący… A jeśli tu jest mniej irytujący, to jednak nie chciałabym znać poprzednich części 😉 . Dlaczego więc sięgnęłam po książkę ze środka serii? Cóż, zaciekawił mnie pomysł fabuły – Europa podnosi się z pandemii, by znaleźć się na skraju kolejnej wojny światowej, podsycanej przez międzynarodowy terroryzm… Mokry sen wierzących we wszystkie teorie spiskowe 😉 . Choć tak abstrakcyjnych scenariuszy jak Langenfeld nie zakładam, to zaciekawiło mnie, co tu się będzie działo. I… no nie. Nie trafiło do mnie. Akcja zaczyna się rozkręcać mniej więcej po 70% – wszystko wcześniej jest po prostu przegadane. Do tego autor co i rusz przeskakuje z miejsca na miejsce, opisuje mnóstwo niepotrzebnych wydarzeń – znacznie lepiej by było, gdyby bohaterowie po prostu się dowiadywali, że gdzieś za granicą coś się wydarzyło… Tymczasem dostawaliśmy szczegółowe opisy sytuacji z bohaterami, którzy się już potem nie pojawiają, nie odgrywają dalszej roli w powieści, sprawiają tylko, że przez dobrą połowę książki zastanawiałam się, kto jest kim.
Nie trafia też do mnie główny bohater – ok, rozumiem, że Thomal jest bardziej pechowcem, który ciągle ma problemy, choć ich nie szuka, to w sumie byłoby nawet ciekawe. Ale poza tym to nudny kobieciarz – zresztą podejście autora do kobiet też mi się nie spodobało. Partnerka Thomala wiecznie na wszystko narzeka i nic, tylko człowieka wkurza, policjantki to są głównie seksowne, Szwedka, która zapowiadała się dobrze, też okazuje się cicha i wstydliwa… Mam wrażenie, że kobiety pojawiają się u Langenfelda tylko po to, by pokazać, jak bardzo macho są faceci. W efekcie obie płcie stają się parodią samych siebie i żadnego z bohaterów nie da się tu polubić. Strasznie męczyłam tę książkę i gdyby nie to, że w końcówce wreszcie wszystko przyspieszyło, chyba bym nie dobrnęła do ostatnich stron. Raczej na dalsze spotkania z twórczością autora nie nabrałam ochoty…

Przeczytane: 11.08.2022
Ocena: 5/10

Opublikowany w Komiks

Akira Toriyama – Dragon Ball (tom 1)

Tytuł: Dragon Ball: Son Goku i jego przyjaciele
Autor: Akira Toriyama
Tłumaczenie: Rafał Rzepka
Literatura: japońska
Wydawnictwo: J.P. Fantastica

Zdecydowanie nie jestem miłośniczką komiksów, ale skoro taki rodzaj lektury trzeba było wybrać w sierpniowym wyzwaniu Lubimy Czytać… to wybrałam chociaż mangę, w oparciu o którą powstało anime, na którym się wychowałam 😉 . Sięgnęłam po pierwszy tom Dragon Balla i wspomnienia natychmiast ożyły, choć muszę przyznać, że zdecydowanie lepiej mi się to oglądało niż czytało. Akcja oczywiście dalej toczy się bardzo szybko, ale główną atrakcją DB były sceny walki, które w formie animowanej biją na głowę rysunki. Humor w mandze mi pasuje, tu akurat nie ma zbytniej różnicy, choć mam wrażenie, że komiksy są skierowane dla nieco starszej publiczności. Coś w tym jest, że wokół DB rozszalała się niegdyś afera, że tyle tu demoralizujących scen – Son Goku jest tu jeszcze dzieckiem nierozumiejącym seksualności, więc ten brak zrozumienia dla dorosłego czytelnika może być zabawny. A Żółwi Pustelnik (czy też z anime: Genialny Żółw) to postać wprowadzająca humor swoją fiksacją na punkcie kobiet – i tak, jest to humor mocno specyficzny, który nie każdemu się spodoba. Warto jednak pamiętać, że Akira Toriyama stworzył Dragon Balla w latach osiemdziesiątych w Japonii i trudno na to nałożyć naszą współczesną, zachodnią poprawność polityczną. Nie wiem też, czy to kwestia tłumaczenia, czy wersja japońska była podobna, ale kompletnie mi nie podeszły dialogi. Rozumiem, że komiks wymaga mocno skróconej ich formy, ale nie oddawały one atmosfery przedstawionych sytuacji. Po kolejne komiksy z serii sięgać nie zamierzam, bo jeśli chodzi o Dragon Balla, to uważam, że tutaj anime jest po prostu dużo lepsze od mangi… 🙂

Przeczytane: 5.08.2022
Ocena: 7/10

Opublikowany w Literatura piękna

Daniel Kehlmann – Rachuba świata

Tytuł: Rachuba świata
Autor: Daniel Kehlmann
Tytuł oryginału: Die Vermessung der Welt
Tłumaczenie: Jakub Ekier
Literatura: austriacka/niemiecka
Wydawnictwo: W.A.B.

Ta książka austriacko-niemieckiego pisarza trafiła parę lat temu na listę bestsellerów i sięgnęłam po nią, próbując poznawać lepiej literaturę austriacką. Jednak Rachuba świata okazała się dla mnie dość sporym rozczarowaniem i naprawdę nie rozumiem fenomenu tej książki. Sam pomysł nie jest zły – lektura przedstawia dwie przeplatające się historie z przełomu XVIII i XIX wieku: biografie Alexandra von Humboldta i Carla Gaussa. Pierwszy to przyrodnik i geograf podróżujący po świecie i starający się go zmierzyć, drugi to naukowiec wielu specjalizacji (w tym matematyka, astronomia czy fizyka) – ich życiorysy były pasjonujące, dokonali wielkich odkryć w trudnych czasach. Przedstawienie ich biografii w formie powieści to nie był zły pomysł, dzięki temu Kehlmann bardzo przybliżył czytelnikowi te postacie. Ale… Nie podszedł mi przede wszystkim styl autora, przeplatanie historii, przeskakiwanie między wątkami bez ładu i składu. Czasem musiałam szukać w internecie biografii, żeby doczytać, kto jest kim w otoczeniu bohaterów, poznać chronologię wydarzeń i powiązania między nimi – w Rachubie świata to wszystko jest mocno pomieszane. Lektura kompletnie nie potrafiła mnie wciągnąć, poczytałam kilka-kilkanaście minut i musiałam przerzucić się na coś innego, nie chciało mi się czytać więcej naraz. Nie jest to najgorsza rzecz, jaką czytałam w życiu, jasne, ale żeby od razu coś takiego stało się bestsellerem…? 😉

Przeczytane: 4.08.2022
Ocena: 5/10

Opublikowany w Literatura piękna

Łukasz Orbitowski – Inna dusza

Tytuł: Inna dusza
Autor: Łukasz Orbitowski
Literatura: polska
Wydawnictwo: Od deski do deski

To już moje czwarte spotkanie z serią Na F/aktach i drugie – po Bestii. Studium zła – naprawdę udane. Inna dusza Orbitowskiego naprawdę wgniotła mnie w fotel i czytało mi się tę książkę świetnie. Autor wziął na tapet przypadek nastoletniego Jacka Balickiego z Bydgoszczy, który pod koniec lat dziewięćdziesiątych zamordował dwójkę innych nastolatków, bo coś kazało mu to zrobić. Warto wziąć pod uwagę, że Inna dusza to nie reportaż, ale powieść oparta na faktach – zamiast Jacka mamy więc Jędrzeja, inni bohaterowie również dostali nowe imiona. Orbitowski wplótł w lekturę jak najwięcej faktów, ale uzupełnił je swoją wyobraźnią – w końcu nie wiadomo, co siedziało w głowie nastoletniego mordercy… Narratorem w książce jest rok młodszy od Jędrzeja Krzysiek, który wydaje się być jego kompletnym przeciwieństwem. Jędrzej pochodzi z tzw. dobrej rodziny, niczego mu nie brakuje, a rodzice robią wszystko, by chłopca czekała jak najlepsza przyszłość. Ojciec Krzyśka jest alkoholikiem i złodziejem, a chłopiec całe dzieciństwo marzy o wyrwaniu się z tej patologii. O rok starszy Jędrzej jest dla niego niemal idolem i chłopcy przyjaźnią się mimo tego, że Krzysiek wie, do czego zdolny jest jego kolega. Takie zestawienie dwóch światów wprowadza dodatkowe emocje do książki, choć nie zaprzeczę, że końcówka lektury i dalsze losy relacji Krzyśka z ojcem nieco mnie rozczarowały. Nie psuje to jednak całego odbioru Innej duszy, bo ta książka okazała się po prostu świetna.
Orbitowski genialnie wczuwa się w język Bydgoszczy z lat dziewięćdziesiątych. Dialogi są naturalne, czytelnik jest w stanie uwierzyć, że to faktycznie rozmawia ze sobą młodzież. Do tego te lata dziewięćdziesiąte są zauważalne w drobnych szczegółach, popularnych wtedy magazynach, przekąskach dostępnych w sklepie, hitach lecących w radiu. Zresztą poszczególne rozdziały książki mają w tytułach popularne w latach dziewięćdziesiątych piosenki – podobał mi się ten zabieg. Autor umiejętnie oddał klimat tamtych czasów i tamtego miejsca, zbrodnie były dokonane w konkretnej przestrzeni, wszystko tworzy spójną całość. Po przeczytanej lekturze pomyślałam, że Orbitowski wpadł na bardzo dobry pomysł, żeby zamiast reportażu zrobić z tej sprawy powieść – Innej duszy po prostu nie chciało się odkładać na półkę w trakcie lektury 🙂 .

Przeczytane: 31.07.2022
Ocena: 8/10

Opublikowany w Reportaż

Magda Louis – Chcę wierzyć w waszą niewinność

Tytuł: Chcę wierzyć w waszą niewinność
Autorka: Magda Louis
Literatura: polska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Chcę wierzyć w waszą niewinność – tytuł książki niezbyt oddaje prawdziwe przemyślenia Louis. Autorka, pracująca przez kilka lat jako tłumaczka języka polskiego dla brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości, mogłaby pewnie o swoich klientach powiedzieć różne rzeczy, ale tytułowe słowa by tu raczej nie padły. Bo jak tu wierzyć w niewinność aresztowanego Polaka, gdy obok stoi zmaltretowana żona, gdy policja pokazuje nagranie z kamer z okradzionego sklepu, gdy kobietę zabierają na miejsce znalezienia zwłok i musi krok po kroku tłumaczyć, jak morderca opisuje to, co robił…? Mówi się, że emigrują najlepsi i najgorsi ludzie, a Louis udowadnia, że przy ogromnej migracji z Polski do Wielkiej Brytanii, tych najgorszych Polaków było niestety dużo – zdominowali oni statystyki brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości i zapotrzebowanie na tłumaczy gwałtownie wzrosło. W takiej sytuacji autorka zetknęła się z różnymi ludzkimi tragediami i choć wiele faktów w książce musiało zostać zmienionych, to Chcę wierzyć w waszą niewinność świetnie oddaje pracę tłumacza w tej dość specyficznej specjalizacji, a także problemy Polonii na obczyźnie. Bo nie bez przyczyny autorka zauważa, że większość przestępstw Polacy popełniają… po alkoholu, a ten miał przecież służyć radzeniu sobie z problemami, a nie generować nowe…
Książka okazała się znacznie ciekawsza, niż się tego spodziewałam, podszedł mi też styl pisania Louis. W lekturze przeplatają się wspomnienia autorki ze współpracy z pracownikami sądów i policjantami, z opisami dokonywanych przez Polaków przestępstw oraz generalnie komentarzami dotyczącymi brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości. To często wyrwane z kontekstu opowieści, ale czyta je się dobrze i uchylają przed czytelnikiem drzwi do brytyjskich sądów i komisariatów. Niektóre historie zaczynają się jak dobre powieści kryminalne, choć rozwiązanie jest jasne od początku, a szczegółów znamy tylko tyle, ile może dowiedzieć się tłumaczka. Wciąż jest to ciekawe urozmaicenie, a poszczególne historie mocno wciągają. Może nie jest to must-read, ale fajna lektura na dwa-trzy wieczory.

Przeczytane: 28.07.2022
Ocena: 7/10

Opublikowany w Literatura piękna

Fredrik Backman – Britt-Marie tu była

Tytuł: Britt-Marie tu była
Autor: Fredrik Backman
Tytuł oryginału: Britt-Marie var här
Tłumaczenie: Magdalena Greczichen
Literatura: szwedzka
Wydawnictwo: Sonia Draga

Bardzo pozytywne zaskoczenie z tą książką 🙂 . Czytałam parę miesięcy temu Pozdrawiam i przepraszam Backmana i tamta lektura mnie masakrycznie wymęczyła. Sama nie spodziewałam się wtedy, że sięgnę po Britt-Marie tu była, książkę opowiadającą o dalszych losach jednej z bohaterek Pozdrawiam i przepraszam. Zachęciły mnie jednak nieco lepsze oceny, no i fakt, że ta książka znów jest pisana z punktu widzenia osoby dorosłej (w tamtej główną bohaterką była mała dziewczynka i to czytało się strasznie…). I nawet jeśli Britt-Marie nie ma szans zostać taką bohaterką, z którą czytelnik się utożsamia, to wciąż wywołuje ona uśmiech na jego twarzy. Lekturę zaczynamy tam, gdzie skończyła się historia kobiety w Pozdrawiam i przepraszam – Britt-Marie odeszła od zdradzającego ją męża, ma już ponad sześćdziesiąt lat, całe życie była panią domu, żoną przy mężu, a teraz musi zacząć od nowa. Postanawia więc znaleźć pracę – jakąkolwiek, byleby tylko nie umrzeć gdzieś samotnie w domu, by wychodzić do ludzi. W niezwykle humorystyczny sposób Backman opowiada o problemach współczesnej Szwecji – samotności osób starszych, obumieraniu małych miasteczek, (nie)radzeniu sobie z kryzysem finansowym, wplatając w to bardzo istotną kwestię rozstań w związkach, gdy kobieta całe swoje życie poświęciła rodzinie i nagle zostaje z niczym. Bo choć w książce mamy sporo trudnych i smutnych momentów, to podejście do świata Britt-Marie jest czasem tak absurdalne, że lektura mimowolnie wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika. Do tego dalej mamy tu bardzo charakterystyczny styl Backmana, który tutaj był dla mnie najbardziej przystępny ze wszystkich przeczytanych dotąd książek autora. Ciekawe, ile razy w powieści padło słowo bynajmniej… bo przecież Britt-Marie nie ma żadnych uprzedzeń, bynajmniej 😉 . Dla mnie ta książka bije na głowę nawet słynnego Mężczyznę imieniem Ove, dobrze się czyta, bawi i porusza – czego więcej chcieć?

Przeczytane: 27.07.2022
Ocena: 7/10

Opublikowany w Historia

Sławomir Koper, Tomasz Stańczyk – Ostatnie lata polskich Kresów

Tytuł: Ostatnie lata polskich Kresów
Autor: Sławomir Koper, Tomasz Stańczyk
Literatura: polska
Wydawnictwo: Fronda

Jak ja polubiłam tę serię! Po świetnych Ostatnich latach polskiego Lwowa sięgnęłam po książkę dotyczącą generalnie Kresów – poza Lwowem i Wilnem, którym poświęcono oddzielne książki (Wilno też już wylądowało na moim czytniku…). Ostatnie lata polskich Kresów może nie były tak genialne jak Lwów, ale wciąż to świetna, wciągająca lektura. Stańczyk i Koper zabrali czytelnika w świat pełen niesamowitych wydarzeń, mających miejsce w pierwszej połowie XX wieku na ziemiach utraconych po II wojnie światowej i dziś należących do Ukrainy, Białorusi i Litwy. Poznamy dzieciństwo Rydza-Śmigłego, rozwój kariery Orzeszkowej w Grodnie, przyjrzymy się z bliska roli Piłsudskiego w akcji pod Bezdanami oraz późniejszym romansom Marszałka, wyruszymy z objazdowym teatrem Juliusza Osterwy, odwiedzimy dawniej kwitnące uzdrowiska i miasteczka, gdzie wydobywano ropę naftową… Będą skandale i romanse, porażki i sukcesy, zbrodnie i pogromy, aż do przetoczenia się przez te ziemie II wojny światowej. Mnóstwo ciekawych historii, których albo dotąd nie znałam, albo znałam bardzo pobieżnie. Książka napisana fajnym, przystępnym stylem, wzbogacona o zdjęcia archiwalne oraz aktualne z miejsc, do których udało się dotrzeć autorom. Gdy się zastanawiam, dlaczego ta lektura przypadła mi do gustu odrobinę mniej niż Ostatnie lata polskiego Lwowa, to myślę, że przez za duży rozstrzał tematów i miejsc, że musiałam czasem szukać w internecie, gdzie w ogóle znajduje się opisywane miejsce, bo o miasteczku nigdy nie słyszałam. Książka o Lwowie zrodziła we mnie ogromną chęć wyjazdu do tego miasta i zwiedzaniu go polskimi śladami. Ostatnie lata polskich Kresów czytałam z zafascynowaniem, ale też z myślą cóż, stracone, nie będzie okazji zobaczyć i może ta myśl była dla mnie taka trochę zniechęcająca… 😉 Ale lekturę bardzo polecam, świetny pomysł mieli panowie na tę serię 🙂 .

Przeczytane: 25.07.2022
Ocena: 7/10