Opublikowany w Biografie i wspomnienia

Andrzej Fedorowicz – Buntowniczki

Tytuł: Buntowniczki. Niezwykłe Polki, które robiły, co chciały
Autor: Andrzej Fedorowicz
Literatura: polska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Buntowniczki Fedorowicza to zbiór krótkich biografii Polek żyjących w czasach zdecydowanie trudniejszych dla kobiet niż czasy obecne. Są tu nazwiska powszechnie znane – jak choćby Maria Konopnicka czy Róża Luksemburg, co nieco wiedziałam też o Marii Franciszce Kozłowskiej, ale pozostałe życiorysy były dla mnie niemałym zaskoczeniem. Wciągnęłam się szczególnie w historie Reginy Pilsztyn i Joanny Żubr – aż trudno uwierzyć, jak te kobiety walczyły o swoje. Fedorowicz zaprezentował w Buntowniczkach biografie częściowo sfabularyzowane, więc trzeba się tu liczyć z tym, że niektóre dialogi itp. powstały w wyobraźni autora, ale mi osobiście w niczym to nie przeszkadzało – wręcz przeciwnie, dzięki temu zabiegowi książka okazała się bardziej przystępna w odbiorze.
Lektura była dla mnie pozytywnym zaskoczeniem – spodziewałam się różnych ciekawostek, ale nie aż tylu i nie tak dobrze opisanych. Trafił do mnie styl Fedorowicza, choć znając trochę biografię Konopnickiej, widziałam, że życiorys był pisany pod tezę (albo raczej z pominięciem niewygodnych szczegółów), więc zastanawiałam się czasem, czy w innych historiach też nie było braków? Jednak jak na pierwsze spotkanie z bohaterkami, o których często nigdy wcześniej nie słyszałam, było bardzo dobrze. Sporo nowego się dowiedziałam, a przecież z takim założeniem sięgnęłam po tę książkę 🙂

Przeczytane: 13.09.2022
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Joanna Gierak-Onoszko – 27 śmierci Toby’ego Obeda

Tytuł: 27 śmierci Toby’ego Obeda
Autorka: Joanna Gierak-Onoszko
Literatura: polska
Wydawnictwo: Dowody na Istnienie

Za 27 śmierci Toby’ego Obeda planowałam się zabrać już od dawna, ale jakoś nie wychodziło – z jednej strony kusiły mnie najlepsze recenzje, z drugiej zniechęcała świadomość, że będzie to ciężka lektura. W końcu sięgnęłam po lekturę w ramach wyzwania – miała być książka z motywem szkoły, a szkół akurat w reportażu Gierak-Onoszko nie brakowało… 27 śmierci… to książka o tym, jak przez lata traktowano rdzenną ludność w kanadyjskim systemie edukacji – dzieci odbierano rodzicom i umieszczano w szkołach z internatem, gdzie kwitła przemoc na taką skalę, jaka przeciętnemu człowiekowi nie mieści się w głowie. Za krzywdy odpowiadali nauczyciele i opiekunowie, którymi często były osoby duchowne – w końcu wiele szkół było prowadzonych przez kościoły. Ale krzywdzone dzieci, o ile w ogóle przeżyły, często same wyrastały potem na krzywdzicieli, błędne koło przemocy nie zostało przerwane, gdy szkoły w końcu zamknięto. Jednak z czasem przełamano milczenie, ofiary zaczęły mówić o swoich doświadczeniach i pozwały władze Kanady, żądając uznania i wynagrodzenia krzywd. To, ile bólu, cierpienia i niesprawiedliwości wyszło na światło dzienne podczas tych spraw sprawiało, że czasem musiałam odkładać książkę na bok, tak byłam pełna negatywnych emocji.
Gierak-Onoszko uważnie śledziła kanadyjskie doniesienia medialne w tych sprawach, ale też sama jeździła po kraju i rozmawiała z tymi, do których udało jej się dotrzeć. W efekcie 27 śmierci… to nie jest zbiór suchych faktów, ale mnóstwo bardzo osobistych i równie bolesnych wspomnień bohaterów reportażu. Czytałam kolejne rozdziały i w kółko chodziło mi po głowie: jak można coś takiego zrobić drugiemu człowiekowi, jak można to zrobić dziecku?!. Do tego początkowa niechęć kanadyjskich polityków, by zabrać się za tak trudny temat, ciągłe zamiatanie problemów przez kościół katolicki – jak bardzo to irytowało! Kanada w końcu swoją lekcję odrobiła, choć kosztowało ją to ogromne pieniądze wypłacone w odszkodowaniach, które przecież krzywd nie naprawią i tak. Zaczęły się rozmowy, padły przeprosiny, i choć wciąż wiele rzeczy można tu było zrobić lepiej, to jednak była wola. Tej zabrakło kościołowi, który tematu zinstytucjonalizowanej przemocy w swoich placówkach woli po prostu unikać. Podziwiam autorkę za porwanie się na tak trudny temat, za wszystkie przeprowadzone rozmowy, a także za przedstawienie tego wszystkiego w tak świetnie skonsolidowanym i dobrze napisanym reportażu. W 27 śmierciach… nie ma ani jednego zbędnego słowa, książka trafia prosto w emocje i na długo zostaje w pamięci.

Przeczytane: 9.09.2022
Ocena: 8/10

Opublikowany w Popularnonaukowa

Richard Dawkins – Samolubny gen

Tytuł: Samolubny gen
Autor: Richard Dawkins
Tytuł oryginału: The selfish gene
Tłumaczenie: Marek Skoneczny
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Jakoś umknęło mi, że ta książka została wydana kilkadziesiąt lat temu i to mi trochę podczas lektury zgrzytało. Autor kompletnie nie przewidział rozwoju technologii na taką skalę, jaka miała miejsce przez ten czas i niektóre jego porównania i założenia okazały się trochę nie na miejscu (choć w przypisach pojawiały się już komentarze od wydawcy, jak np. informacja, że komputer już potrafi wygrać z człowiekiem w szachy 😉 ). Na szczęście jednak większość biologicznych ciekawostek się nie zdezaktualizowała, choć dobrze byłoby wiedzieć, co nowego odkryto na przestrzeni lat. Pominąwszy jednak czas, który upłynął od wydania Samolubnego genu, pod każdym innym względem jest to ciekawa i pouczająca książka popularnonaukowa. Dawkins przedstawia tu swoją teorię, popartą badaniami innych naukowców, że geny to bardzo samolubne jednostki – zależy im tylko na przetrwaniu w coraz to kolejnych pokoleniach. Na przykładzie roślin i zwierząt, a czasem też ludzi (choć człowiek to specyficzna jednostka, u której wychowanie często ma przewagę nad biologią, jeśli chodzi o zachowanie) autor ukazuje, o co chodzi tym genom 🙂 . Moja wiedza z biologii była w tym temacie dość uboga, a Dawkins na szczęście operuje uproszczeniami i mnóstwem porównań, by każdy laik zrozumiał, co autor chce przekazać. Samolubny gen czytało mi się raz lepiej, raz gorzej, w zależności od rozdziału, ale sporo z lektury wyniosłam, a o to przecież mi chodziło 😉 .

Przeczytane: 6.09.2022
Ocena: 6/10

Opublikowany w Literatura piękna

Jakub Małecki – Saturnin

Tytuł: Saturnin
Autor: Jakub Małecki
Literatura: polska
Wydawnictwo: Sine Qua Non

Sięgając po tę książkę, nie miałam pojęcia, o czym jest Saturnin – chciałam po prostu przeczytać coś jeszcze Małeckiego po tym, jak zachwyciłam się Horyzontem. I cóż, przyszło mi zachwycić się kolejną książką – styl Małeckiego oraz jego sposób kreacji bohaterów niezmiennie do mnie trafiają. Tytułowy Saturnin – wbrew moim pierwszym skojarzeniom o kosmosie – jest zwykłym młodym mężczyzną, pracującym w Warszawie. Takie niezwyczajne imię nadała mu matka na prośbę swojego ojca i Satek nigdy nie wiedział, skąd ono się wzięło. Jednak pewnego dnia dziadek znika, a Saturnin wraca do rodzinnego miasteczka, by podtrzymać na duchu zmartwioną mamę i pomóc w poszukiwaniach. Na wierzch wypływają dziadkowe tajemnice i wspomnienia z czasów wojny, a także wiele innych historii – dotyczących samego Saturnina i jego rodziców. Wszystko to w fascynujący sposób ukazuje naturę ludzką, pełną sprzeczności i zagmatwaną, gdzie nic nie jest takie, jakie się wydaje na początku.
Małecki opowiada historie z różnych punktów widzenia: Saturnin jest narratorem pierwszoosobowym, tak samo jak jego dziadek (choć tutaj akcja cofa się do czasów wojny) czy dziadkowa siostra, historię związku rodziców bohatera poznajemy zaś z listów matki Saturnina do przyjaciółki. Mogłoby się wydawać, że tak różnorodna narracja utrudnia odbiór powieści, ale wcale tak nie jest – pozwala raczej zrozumieć tok myślenia i działania poszczególnych osób. I choć część listowną czytało mi się nieco gorzej niż pozostałe, cała książka niesamowicie mnie wciągnęła. Małecki jest moim największym odkryciem literatury polskiej ostatnimi czasy – na swoją kolej już czeka na półce Święto ognia i mam nadzieję, że znów będę tonęła w zachwytach 🙂 .

Przeczytane: 2.09.2022
Ocena: 8/10

Opublikowany w Powieść historyczna

Piotr Bojarski – Coraz ciemniej w Wartheland

Tytuł: Coraz ciemniej w Wartheland
Autor: Piotr Bojarski
Literatura: polska
Wydawnictwo: Znak

Coraz ciemniej w Wartheland to naprawdę fascynująca powieść historyczna, niestety z mocno męczącym początkiem. Warto jednak przez niego przebrnąć, bo potem wszystko się rozkręca – no i Bojarski rezygnuje z dziwnej chronologii pierwszego rozdziału. Nie wiem, skąd mu przyszło do głowy, by akcję dzielić w ten sposób: wrzesień ’39listopad ’39znowu wrzesień, innego dniatego samego dnia, ale wcześniejgrudzień ’39znowu wrzesień, itp… Strasznie mnie to irytowało i gubiłam się w kolejności wydarzeń, na szczęście potem akcja toczyła się już chronologicznie. Druga irytująca rzecz, która przewijała się przez całą książkę, to wplecione wypowiedzi po niemiecku i z gwary poznańskiej. Ok, niemiecki znam na tyle, bym nie potrzebowała przeskakiwać do przypisów, ale nie widzę sensu, by rozmowa między Niemcami zaczynała się od pierwszych dwóch zdań po niemiecku, a reszta leciała po polsku. Albo całość po polsku, albo całość po niemiecku z przypisami – choć w powieści to drugie rozwiązanie niezbyt miałoby sens… Ale pominąwszy te dwa aspekty – chronologię i języki – reszta książki naprawdę świetna. Bojarski pokazuje nam Kraj Warty pod rządami Greisera, a większość bohaterów to postaci prawdziwe. Dlatego też od początku wiedziałam, jak potoczą się losy bohaterów, ale w niczym mi to nie przeszkadzało w odbiorze lektury. Wręcz przeciwnie, z niecierpliwością czekałam, aż dojdzie do konkretnych wydarzeń – a te są naprawdę fascynujące, bo Coraz ciemniej w Wartheland opowiada o polskim ruchu oporu w przyłączonym do Rzeszy Poznaniu.
Bojarski podkreślił w epilogu, że wiele informacji dotyczących szczegółowej działalności Związku Odwetu jest nieznanych, bo członków zamordowano, a nie zachowały się wszystkie protokoły Gestapo. Autor jednak świetnie wypełnił luki swoją wyobraźnią, ukazując swoich bohaterów jako zwykłych ludzi, ze wszystkimi ich wadami i zaletami. Jest tu więc lekarz Franciszek Witaszek ze swoją ekipą, jest Niemka Wilhelmine Günther zakochana w polskim sąsiedzie, jest Antoni Gąsiorowski zwany Ślepokiem, no i oczywiście sam Gauleiter Poznania Arthur Greiser. Poznajemy zarówno ich działalność wojenną, jak i życie rodzinne oraz poglądy, zmuszające do takich a nie innych zachowań. Były momenty, gdy książka mnie za bardzo przytłaczała – Bojarski nie skąpi opisów śledztw Gestapo, a te nie należały przecież do najłagodniejszych… Jednak całościowo książka bardzo mi się podobała – wartka akcja, ciekawy dobór bohaterów, dobry język i styl. No i możliwość przyjrzenia się bliżej okupowanemu Poznaniowi – przyznam, że nie znałam szczegółów dotyczących ruchu oporu w Kraju Warty i dzięki tej lekturze (bo też sporo szukałam w internecie po niej) sporo dowiedziałam się na ten temat 🙂 .

Przeczytane: 1.09.2022
Ocena: 7/10

Opublikowany w Holokaust, Literatura piękna

Yishai Sarid – Potwór pamięci

Tytuł: Potwór pamięci
Autor: Yishai Sarid
Tytuł oryginału: מפלצת הזיכרון
Tłumaczenie: Michał Sobelman, Joanna Stocker-Sobelman
Literatura: izraelska
Wydawnictwo: KEW

O Holokauście czytałam już sporo, ale na takie przedstawienie tematu jeszcze nie trafiłam. Książka taka jak Potwór pamięci mogła wyjść tylko spod pióra izraelskiego pisarza, bo chyba żaden obcokrajowiec nie zrozumie w pełni, co siedzi w głowach współczesnych Izraelitów, gdy myślą o Holokauście. Bo to, co trafia do mediów niekoniecznie jest równoznaczne z tym, o czym rozmawiają między sobą zwykli ludzie. Narrator w książce Sarida to historyk wyspecjalizowany w funkcjonowaniu obozów zagłady, który pracuje jako przewodnik po obozach. Oprowadza izraelskie wycieczki szkolne, polityków i ich gości, raz po raz opowiadając te same tragiczne historie, co rusz odwiedzając dawne obozy. Ten ciężar go coraz bardziej przytłacza, zwłaszcza, że nie da się nie słuchać komentarzy odwiedzających, szczególnie młodzieży. Po co się użalać nad przeszłością zamiast cieszyć tym, że żyjemy? Te obozy to w sumie nie taki zły pomysł – powinniśmy takie urządzić Arabom. W sumie teraz Niemcy są spoko, profesjonalni, bogaci, zapłacili za swoje, ale Polaków trzeba nienawidzić, no i Arabów, wiadomo. Narrator zastanawia się, czy kolejne pokolenia w ogóle rozumieją przeszłość, czy umieją czegoś z niej się nauczyć? I coraz bardziej traci szacunek do ludzi i pasję do pracy…
Książka jest napisana w formie listu do dyrektora Yad Vahem, który ceni sobie wiedzę historyka i powierza mu różne zadania. Podczas jednego z kursów po obozach dochodzi do incydentu i narrator czuje się zobowiązany, by wytłumaczyć dyrektorowi, dlaczego jakość jego usług spada. Wychodzi z tego gorzki monolog, smutne spojrzenie na społeczeństwo izraelskie, jego podejście do przeszłości oraz przyszłości. Potwór pamięci to krótka książka, czyta się ją bardzo szybko i naprawdę wciąga. Zmusza też do smutnych refleksji i spojrzenia na Holokaust z izraelskiego punktu widzenia – nie tego biznesowego, ale najzwyczajniej w świecie ludzkiego. Bardzo polecam tę lekturę.

Przeczytane: 28.08.2022
Ocena: 7/10

Opublikowany w Biografie i wspomnienia, Literatura piękna

Jordan Belfort – Wilk z Wall Street

Tytuł: Wilk z Wall Street
Autor: Jordan Belfort
Tytuł oryginału: The Wolf of Wall Street
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Świat Książki

Rzadko mi się to zdarza, ale przy Wilku z Wall Street musiałam uznać, że film był zdecydowanie lepszy niż książka. Wspomnienia Belforta opowiadające o rozwoju jego kariery i późniejszym upadku faktycznie były wciągające i czytało się je szybko, ale ciężko uznać, by była to naprawdę dobra książka. Po pierwsze, autorowi udało się tak przedstawić samego siebie, że czytelnik nie miał szans go polubić. Belfort to cham, niedbający o ludzi i uzależniony od pieniędzy, narkotyków i seksu. Pierwsza część książki to głównie zachwyty nad samym sobą i swoimi osiągnięciami, druga – coraz szybszy upadek pod wpływem narkotyków. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że już czekam, kiedy cały świat Belforta posypie się jak domek z kart i tylko się zastanawiałam, co jeszcze odwali, zanim to się stanie… I fakt, odwalał sporo – i było to w pewien sposób fascynujące, bo autor opisywał świat, który dla przeciętnego człowieka jest kompletnie poza zasięgiem. Zarazem jednak nie da się nie zadać sobie pytania: czy w ogóle chciałoby się trafić do takiego świata?
Belfort był świetnym mówcą – to na pewno pomogło mu osiągnąć ogromny sukces. Nie do końca jednak sprawdza się w pisarstwie – miałam wrażenie, że Wilk z Wall Street to właśnie taka opowieść, opowiedziana luzem po szklance czegoś mocniejszego. Luźna, mieszająca czasem wątki, przeplatająca karierę z życiem prywatnym, narkotyki z seksem, ograniczająca znaczenie relacji międzyludzkich do pieniędzy. Nie da się oczywiście zaprzeczyć, że życie Belforta było świetnym materiałem na książkę i jeśli chodzi o akcję, to czytelnik na pewno nie będzie się tu nudził – ciągle się coś dzieje. Do tego jest to lektura z tych, które skłaniają do przemyśleń i choć czasem wywołują na twarzy uśmiech, to jest to jednak uśmiech dość gorzki. Nie żałuję czasu poświęconego lekturze, ale po kontynuację opowieści Belforta sięgać nie zamierzam.

Przeczytane: 26.08.2022
Ocena: 6/10

Opublikowany w Literatura piękna

Tommi Kinnunen – Cztery Drogi

Tytuł: Cztery Drogi
Autor: Tommi Kinnunen
Tytuł oryginału: Neljäntienristeys
Tłumaczenie: Sebastian Musielak
Literatura: fińska
Wydawnictwo: W.A.B.

Zaskakująco piękna i wciągająca książka! Z opisu Czterech Dróg spodziewałam się fińskiej sagi rodzinnej z romansami na boku, tymczasem Kinnunen zaserwował czytelnikom coś znacznie głębszego. Cztery Drogi to napisana pięknym stylem książka, której akcja rozciągnięta jest na przestrzeni XX wieku i rozgrywa się gdzieś w tajdze na północy Finlandii. Wydarzenia poznajemy najpierw z punktu widzenia położnej Marii, potem jej córki Lahji, prowadzącej zakład fotograficzny, a następnie Kaariny – synowej Lahji. Część wydarzeń się przeplata tam, gdzie życie bohaterek biegło wspólnie, jednak opowieści się nie powtarzają, tylko uzupełniają – z każdej kolejnej historii dowiadujemy się coraz więcej. A na sam koniec poznajemy historię Onniego – męża Lahji i teścia Kaariny, którego młoda kobieta nie miała jednak okazji poznać i którego postać niezmiernie ją intryguje. Bo to Onni w jakiś sposób zarazem spajał, jak i rozbijał całą rodzinę – bez znajomości przeszłości mężczyzny, nie dało się zrozumieć zachowania Lahji. Kinnunen tak opowiada o swoich bohaterach, że stają oni czytelnikowi przed oczami jak żywi – ich problemy i radości, jednych natychmiast darzymy sympatią, do innych nasze uczucia zmieniają się wraz z przeczytanymi rozdziałami. Cztery Drogi wciągają, zachwycają, zaskakują – nawet wtedy, gdy następujące po sobie wydarzenia są dość przewidywalne. Nie spodziewałam się, że ta książka spodoba mi się aż tak bardzo – na pewno wpływ na to miało też bardzo dobre tłumaczenie Musielaka.

Przeczytane: 26.08.2022
Ocena: 8/10

Opublikowany w Biografie i wspomnienia, Holokaust

Seweryna Szmaglewska – Zapowiada się piękny dzień

Tytuł: Zapowiada się piękny dzień
Autorka: Seweryna Szmaglewska
Literatura: polska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Dymy nad Birkenau czytałam już kilka lat temu – teraz, po tej dłuższej przerwie, sięgnęłam po kolejną książkę Szmaglewskiej. Zapowiada się piękny dzień to opis kilku dni z życia byłych więźniarek Auschwitz, od momentu, gdy dowiadują się, że następnego dnia nastąpi ewakuacja obozu, poprzez Marsz Śmierci, ucieczkę, przekroczenie linii frontu, aż po dotarcie do rodzinnych okolic. Nie wszystkim się to udaje, Marsz Śmierci nie bez powodu otrzymał taką nazwę, a nawet te, którym udało się uciec, nie miały łatwo. Był styczeń, one ubrane w lekkie obozowe łachmany, głodne, wyniszczone, niewiedzące, komu można ufać, a kto wyda uciekinierki nazistom… Aż trudno uwierzyć, że Szmaglewska wplata w taką opowieść też trochę humoru i sporo nadziei. A może właśnie nie tak znowu trudno? Może faktycznie ktoś, kto przeżył Oświęcim, uważa, że cokolwiek się wydarzy, nie będzie to gorsze od przeszłości. Sporo tu rozmyślań o tym, co było i co jeszcze być może. Zapowiada się piękny dzień to zdecydowanie lżejsza książka od Dymów nad Birkenau, mniej przytłaczająca niż ta skrzętnie dokumentowana przez autorkę rzeczywistość obozowa. Tu jeszcze początek – kiedy bohaterki przygotowują się do wyjścia z Auschwitz i wyruszają w marsz do Niemiec – jest faktycznie pełen obozowych szczegółów i ciężkich momentów. Potem jednak niektórym kobietom udaje się uciec i z literatury obozowej przerzucamy się na książkę o przetrwaniu w zimie w trudnych warunkach, jak sobie radzić psychicznie z taką sytuacją. Czytało mi się to dobrze, lektura mnie mocno poruszyła, ale jestem w stanie zrozumieć, że czytelnik mógłby mieć inne oczekiwania w stosunku do tej książki. Zazgrzytało mi tylko trochę nazbyt pozytywne przedstawienie żołnierzy radzieckich – nie jest przecież tajemnicą, jak się zachowywała Armia Czerwona na zdobytych terenach, a już szczególnie tych niemieckich (Śląsk za takie uchodził). No ale książka została wydana w takich czasach, że pewnie nie można było złego słowa powiedzieć na czerwonych, wiadomo, że samo zło to Niemcy…

Przeczytane: 23.08.2022
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Jacek Hugo-Bader – Biała gorączka

Tytuł: Biała gorączka
Autor: Jacek Hugo-Bader
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Lubię reportaże, ale Biała gorączka nieszczególnie do mnie trafiła. Nie umiem nawet odpowiedzieć na pytanie, o czym właściwie jest ta książka. O podróży autora samochodem przez Rosję zimą? O jego wyprawie łódką na Bajkał? A może wcale nie o nim, tylko o ludziach – ludach etnicznych Syberii, bezdomnych w Moskwie, o podejściu Rosjan do homoseksualizmu czy alkoholizmu? Zatem o Rosji? To co w takim razie robią tu rozdziały o Naddniestrzu, Mołdawii, Ukrainie…? Nie lubię takich mieszanek, mam wrażenie, że dostajemy wszystko i nic. Każdy problem jest przedstawiony dość pobieżnie, Hugo-Bader nie wyczerpuje żadnego z zaczętych tematów. Mocno je za to przeplata, co daje wrażenie bardzo nierównej lektury. Bo mimo wszystko są tu naprawdę świetne fragmenty – głównie wtedy, gdy autor dopuszcza do głosu zwykłych ludzi. Oni nieraz opowiadają o swoim życiu w niezwykle fascynujący sposób i te części wręcz pochłaniałam. Ale potem znów pojawiał się autor… I nie mam tu na myśli tylko rozdziałów poświęconych jego podróży (choć te do książki nic nie wnoszą), ale też sposób, w jaki przeprowadzał wywiady ze swoimi rozmówcami. To, jak zadaje pytania, jak ujmuje niektóre rzeczy w słowa – mam wrażenie, że przebrzmiewa w tym pogarda do rozmówców. Autor widocznie czuje się lepszy od nich, a komentarze w stylu zapytałem go o kolor samochodu jak jakaś baba sprawiały, że automatycznie zaczynałam przewracać oczami. Biała gorączka sporo by zyskała, gdyby wywalić z niej Hugo-Badera i zostawić tylko wypowiedzi bohaterów reportażu… Tylko czy wtedy nie byłoby za mało materiału do wydania? 😉

Przeczytane: 20.08.2022
Ocena: 5/10