
Autorzy: Sławomir Koper, Tomasz Stańczyk
Literatura: polska
Wydawnictwo: Fronda
Seria książek Kopra i Stańczyka o polskich Kresach to jedna z moich ulubionych serii historycznych ostatnimi czasy. Tym razem sięgnęłam po Kresy północy – książkę napisaną w innym stylu niż czytane przeze mnie poprzednio Ostatnie lata…. Tutaj autorzy wędrują po polskich Inflantach, a ciekawostki historyczne przeplatają się z opowieściami z podróży. Osobiście wolałam te lektury złożone z samych ciekawostek, ale z drugiej strony interesujące jest przeczytać, co dziś zostało z miejsc niegdyś należących do Polski. Choć województwo inflanckie należało do Rzeczpospolitej dość krótko, a na przestrzeni wieków tereny te wielokrotnie przechodziły z rąk do rąk (walczyli o nie głównie Rosjanie, Szwedzi i Polacy), to polskich śladów na tych terenach nie brakuje. Dziś należą one do Estonii i Łotwy, w której otwarcie mówi się o tym, że nie ma co upamiętniać wydarzeń związanych z walkami okupantów na tych terenach – i nie sposób Łotyszy nie rozumieć w tej kwestii. W lekturze warto się jednak skupić właśnie na historii, w tak fascynujący sposób opisanej przez autorów. Z Kresów północy dowiedziałam się bardzo dużo o tym fragmencie polskiej historii – w końcu zazwyczaj książki o dawnych kresach mówią o wschodzie: Lwów, Wilno, Grodno… A mniej się pamięta, że Ryga podlegała polskim władcom, że biało-czerwoną flagę nadał Tartu (drugiemu największemu miastu Estonii współcześnie) sam Stefan Batory… Jak i wszystkie poprzednie lektury z tej serii Kresy północy czytało się bardzo szybko, każdy rozdział wciągał i uzupełniał moją wiedzę. I zachęcał do podróży w ślady autorów, by odkrywać nieistniejące już od wieków województwo inflanckie 🙂 .
Przeczytane: 21.01.2023
Ocena: 7/10








