Opublikowany w Publicystyka

Stanisław Cat-Mackiewicz – Lata nadziei

Tytuł: Lata nadziei. 17 września 1939 – 5 lipca 1945
Autor: Stanisław Cat-Mackiewicz
Literatura: polska
Wydawnictwo: Universitas

Choć nazwisko Cat-Mackiewicza przewijało się wielokrotnie w różnych czytanych przeze mnie książkach, gdzie odwoływano się do jego poglądów i działalności, to nigdy nie czytałam jeszcze nic jego autorstwa. Przyszedł czas, by to zmienić i mój wybór padł na Lata nadziei – ciekawą analizę polityczną działań polskich władz podczas II wojny światowej. Było to fascynujące uzupełnienie mojej wiedzy historycznej, bo Mackiewicz sam był emigrantem, którego przerażały losy własnego państwa. Jeszcze bardziej przez to, że pochodził on z Wilna i wiedział, że przez sowieckie działania jego miasto zostało dla Polski stracone. Autor wielokrotnie wyraża tu swoje opinie, komentarze, krytykę – zdecydowanie nie jest to książka historyczna, jak sugerują niektóre portale czytelnicze. Dla Mackiewicza tamte czasy to była teraźniejszość, a nie historia, zaś jego wywody to kawał dobrej publicystyki literackiej. Z jego zdaniem można się zgadzać lub nie, choć historia już w niejednej kwestii przyznała autorowi rację. Czasem było dla mnie za dużo szczegółowych opisów zgrzytów pomiędzy mniej znaczącymi politykami, których nazwiska były mi obce, ale wyobrażam sobie, że dla współczesnych Mackiewiczowi nie były to obojętne postacie. Lata nadziei to ciekawa książka, napisana świetnym językiem (sława dziennikarska autora nie wzięła się z powietrza) – dla tych, których w historii II wojny światowej interesują nie tylko bitwy i walki, ale też to, co działo się za kulisami wielkiej polityki.

Przeczytane: 10.03.2023
Ocena: 7/10

Opublikowany w Biografie i wspomnienia

Jennette McCurdy – Cieszę się, że moja mama umarła

Tytuł: Cieszę się, że moja mama umarła
Autorka: Jennette McCurdy
Tytuł oryginału: I’m glad my mom died
Tłumaczenie: Magdalena Moltzan-Małkowska
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Skuszona rozgłosem towarzyszącym tej książce i licznymi pozytywnymi recenzjami, postanowiłam przeczytać wspomnienia Jennette McCurdy – choć nazwisko aktorki nic mi nie mówiło, młodzieżowe seriale z jej udziałem to trochę nie moje czasy 😉 . Jednak zaciekawiła mnie problematyka – dziecka zmuszanego do aktorstwa przez nadambitną matkę, każącą córce spełniać swoje marzenia. Za wszelką cenę – kosztem zdrowia, relacji międzyludzkich, edukacji; kariera i pieniądze miały być najważniejsze. McCurdy opisuje swoje dorastanie w kompletnym uzależnieniu od matki, niszczącej ją psychicznie i fizycznie – anoreksja, bulimia, alkoholizm, wszystko opisane w sposób szczegółowy i poruszający. Na ile prawdziwy? Nie wiadomo, nie mnie oceniać to, co ktoś przeżył, ale nawet jeśli autorka czasem koloryzuje, to w niczym nie przeszkadza to w odbiorze lektury. A tytuł, choć kontrowersyjny, jest bardzo prawdziwy – bo śmierć matki była dla Jennette jedynym sposobem na ucięcie tej toksycznej relacji, jedyną szansą, by spróbować żyć własnym życiem. A zapewne takich historii dziecięcych gwiazd jest znacznie więcej, więc dobrze, że ktoś ma odwagę o tym mówić, podkreślać wszystkie wady takiego życia, że wejście w dorosłość z okrągłą kwotą na koncie wcale niekoniecznie wynagradza wszystkie problemy, które zdążyły się w międzyczasie nagromadzić.
Cieszę się, że moja mama umarła jest podzielone na dwie części – przed i po śmierci matki autorki. Pierwsza część to opis dzieciństwa, początki kariery aktorskiej, relacje rodzinne. Druga – próby radzenia sobie z życiem na własną rękę, walka z bulimią i alkoholizm; dla kogoś, kto sam z tymi problemami nie musiał się mierzyć, relacja jest wstrząsająca. Jedyne, co mi mocno zgrzytało podczas lektury, to język – widać, że autorka nie jest pisarką, może i ten brak wykształcenia plus oczytania też się tu odbija, bo styl pozostawia wiele do życzenia. Książka jest napisana prosto, ale może to i w pewnym sensie zaleta, bo oddaje to, jak McCurdy wychowano, na kogo wyrosła. A nieznajomość jej twórczości w niczym mi nie przeszkadzała, nie na tym się skupiałam podczas lektury. Myślę, że warto sięgnąć po Cieszę się, że moja mama umarła – nie tylko dlatego, żeby zapoznać się z bestsellerem, ale i dla samego zgłębienia tej problematyki…

Przeczytane: 6.03.2023
Ocena: 7/10

Opublikowany w Powieść historyczna

Kristina Sabaliauskaitė – Silva Rerum III

Tytuł: Silva Rerum III
Autorka: Kristina Sabaliauskaitė
Tytuł oryginału: Silva Rerum III
Tłumaczenie: Kamil Pecela
Literatura: litewska
Wydawnictwo: Literackie

Po dłuższej przerwie sięgnęłam po trzeci tom Silva Rerum – litewskiej sagi opowiadającej losy rodziny Narwojszów. Trochę już zatarły mi się w pamięci przygody bohaterów z poprzednich dwóch książek, ale w niczym to nie przeszkadzało w lekturze, bo akcja dzieje się już później, a wydarzenia skupiają się na kolejnym pokoleniu. Trochę brakowało mi tamtych bohaterów, różnorodności ich charakterów, brakowało mi tej XVII-wiecznej Rzeczpospolitej Obojga Narodów, przeżywającej swoje lata triumfu i klęski. Tym razem Sabaliauskaitė przeniosła nas w połowę XVIII wieku, a głównym bohaterem jest Piotr Antoni, pracujący dla księcia Michała Kazimierza Radziwiłła. I choć nie zaprzeczę, że różne afery w rodzie Radziwiłłów, pożar Wilna, to wszystko naprawdę stanowiło ciekawe tło akcji, ale tęskniłam za przygodami samych Narwojszów. W trzecim tomie rodzina jest tłem dla Piotra Antoniego, a on sam nie jest postacią, którą chciałoby się polubić lub jej kibicować. Czytałam i myślałam sobie, że bardziej interesują mnie losy Radziwiłłów, niż główny bohater – tak różne wrażenie od tego, które pozostawiły we mnie poprzednie tomy. Niestety Silva Rerum III nie dorównuje jedynce i dwójce, choć wciąż uważam, że była to całkiem fajna lektura. Lubię styl Sabaliauskaitė, chociaż zdania na kilka stron szybko zaczęły mnie męczyć. Miło było jednak po przerwie wrócić do litewskiej sagi, ale jakoś czuję, że na trzeciej części skończę swoją przygodę z Silva Rerum. Bohaterowie, których lubiłam, już nie żyją, czasy, które mnie najbardziej interesują, minęły. Sentymentu na czwarty tom chyba nie wystarczy 😉

Przeczytane: 5.03.2023
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Rafał Hetman – Las zbliża się powoli

Autor: Rafał Hetman
Tytuł: Las zbliża się powoli. Kto po wojnie mordował w Dębrzynie
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Trochę nie rozumiem zachwytu nad reportażami Hetmana – jasne, są dobre, ale żeby się zachwycać aż tak…? Po Izbicy, Izbicy przyszedł czas na książkę o morderstwach w Dębrzynie i niestety, jest to trochę słabsza lektura od poprzedniczki. A temat dość ciekawy, bo Hetman porusza tu wątek napaści na powracających z niemieckich robót. Skończyła się II wojna światowa, Polacy powoli wracali w swoje strony rodzinne, a tam – zamiast spokoju i rodziny – czekali na nich sąsiedzi. Gotowi zabić i zabrać to, co powracający ze sobą przywieźli. Oczywiście wokół wydarzeń panowała całkowita zmowa milczenia, w końcu nikt nie chciał paść kolejną ofiarą – a tymczasem co rusz nowe zwłoki trafiały do Dębrzyny, niewielkiego lasku obok torów kolejowych… Potem wszystko się uspokoiło, kolejne pokolenia wiedziały coraz mniej, las zaś coraz bardziej zbliżał się do domów. Aż w końcu po latach temat powrócił, ludzie już nie bali się mówić, ale niewiele zostało tych, którzy mogli coś powiedzieć… I Hetman próbuje drążyć temat, rozmawiać z ludźmi, odtwarzać ich historię. Nie tylko zbrodni, ale samego życia okolicznych miasteczek, wojny i czasów powojennych, prób zgłaszania morderstw do służb i różnych politycznych zawiłości. Warto wyciągać na światło dzienne takie historie, trzeba o tym pisać i mówić. Jednak w przypadku Dębrzyny chyba nie było oryginalnego materiału na pełen reportaż – Hetman napisał ponad dwieście stron tylko dlatego, że pozwalał ludziom mówić i na tematy niezwiązane ze zbrodniami, było tu trochę lania wody. Temat jest zdecydowanie niewyczerpany (i pewnie taki pozostanie, skoro świadkowie właściwie powymierali), a lektura pozostawia spory niedosyt.

Przeczytane: 3.03.2023
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Maciej Czarnecki – Dzieci Norwegii

Tytuł: Dzieci Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym
Autor: Maciej Czarnecki
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Czytałam swego czasu Skandynawię halal Czarneckiego i spodobało mi się na tyle, że znów sięgnęłam po skandynawski reportaż tego autora. Tym razem Czarnecki zabrał czytelników do Norwegii i w swej książce zmierzył się z popularnym wśród obcokrajowców sloganem, że w tym kraju to państwo zabiera rodzicom dzieci!. Autor próbował spojrzeć na problem z różnych perspektyw, a jego zadanie było utrudnione przez fakt, że Barnevernet (instytucja, której pracownicy obserwują dzieci i mają prawo je odebrać rodzicom) nie ma prawa wypowiadać się w konkretnych sprawach publicznie. Mamy więc zebrane wypowiedzi polskich rodziców, którzy mieli kontakt na emigracji z tą instytucją – i wbrew pozorom opinie są tu dość skrajne. Od tych najgłośniejszych zabierają dzieci za nic!, przez musieli zareagować na głoszenie, ale gdy okazało się, że w domu dzieci są szczęśliwe, zwrócono nam je, aż po to my tu przyjechaliśmy i to my mamy się stosować do reguł państwa – jeśli żyjesz jak Norwegowie, nie masz się co bać ich urzędów. I choć Czarnecki nie mógł otrzymać oficjalnego stanowiska Barnevernet, mógł przeczytać udostępnione mu przez rodziny dokumenty, rozmawiać z urzędnikami i politykami, analizować statystyki, doniesienia medialne. Jawi się tu więc obraz państwa, które wcale nie zabiera dzieci Polakom, bo dyskryminacja obcokrajowców – statystycznie norweskie dzieci są odbierane rodzicom nawet częściej. Co więcej – wcale nie zdarza się to częściej niż w innych państwach europejskich. Skąd więc taka panika w mediach, skąd akcje w stylu detektywa Rutkowskiego porywającego dziecko w Norwegii? Ano stąd, że norweskie władze działają często zapobiegawczo – najpierw izolują dziecko od rodziców, potem badają sprawę, może minąć naprawdę dużo czasu, nim okaże się, że zarzuty były bezpodstawne. Do tego to tylko instytucja, w instytucji pracują ludzie, a ci nie są nieomylni – zdarzają się błędy, a te często kończą się ludzką tragedią. Z drugiej strony nie ma co ukrywać, że w wielu imigranckich rodzinach pojawia się problem biedy, alkoholizmu, przemocy – łatwo krzyczeć w mediach o zabraniu dziecka rodzicom, trudniej głośno przyznać, że faktycznie się to dziecko biło… Czarnecki w Dzieciach Norwegii udowadnia, że nic tu nie jest czarno-białe, a każdy przypadek jest kwestią indywidualną – bo czasem zawodzi system, a czasem jednak rodzice, którzy po prostu nie chcą tego przyjąć do wiadomości. Z kilku zebranych tutaj historii powstał ciekawy reportaż, który czasem pozostawia wręcz niedosyt – temat można by na pewno zgłębić jeszcze bardziej. Książkę czytało mi się bardzo dobrze, sporo rozjaśniła mi w głowie, dowiedziałam się też wielu ciekawych rzeczy. Warto się zapoznać z lekturą, zanim człowiek wda się w dyskusje na ten temat, bazując jedynie na głośnych nagłówkach w mediach…

Przeczytane: 1.03.2023
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Reza Aslan – Bóg

Tytuł: Bóg. Ludzka historia religii
Autor: Reza Aslan
Tytuł oryginału: God. A human history
Tłumaczenie: Tomasz Sikora
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Znak

Spodziewałam się, że ten reportaż będzie dobry, ale nie myślałam, że aż tak! Aslan – pisarz i religioznawca – przedstawił tu świetną analizę tego, jak ludzie stworzyli bogów na swoje podobieństwo. Od najdawniejszych czasów, gdy ludzie pierwotni czcili siły natury i duchy przodków, przez potężne panteony bóstw odpowiedzialnych za swoje dziedziny, aż po coraz szybszy rozwój i dominację religii monoteistycznych. Autor po kolei opisuje, jak powstawały poszczególne systemy wierzeń, co je ze sobą łączyło, jaki wpływ miały zmiany w systemach politycznych na religię, no i jak z jednego lub więcej wierzeń lokalnych powoli wyrastały wielkie, zorganizowane religie. Raczej dla nikogo dzisiaj nie jest tajemnicą, że chrześcijaństwo i islam wyrosły z pnia judaizmu, który z kolei czerpał z wielu lokalnych religii i tradycji. Aslan pokazuje jednak krok po kroku, jak do tego doszło, i jest to fascynująca wędrówka przez tysiąclecia. Do tego lekturze towarzyszą dziesiątki stron przypisów i choć takie skakanie pomiędzy głównym tekstem a przypisami może trochę męczyć, to jednak warto zajrzeć i na koniec książki i uzupełnić wiedzę mnóstwem dodatkowych ciekawostek. Autor pisze świetnym stylem, więc nadmiar faktów nie ma szans przytłoczyć czytelnika – wręcz przeciwnie, Bóg wydaje się książką zdecydowanie za krótką, chciałoby się dalej zgłębiać te historie, mity, wierzenia… I – jak Aslan sam podkreśla – nie jest to lektura mająca na celu udowodnić lub zaprzeczyć istnieniu Boga czy bogów. Zresztą autor sam jest osobą wierzącą. To książka o tym, dlaczego w ludziach pojawiła się potrzeba wiary w siły wyższe, jak w oparciu o tę wiarę stworzono pierwsze religie i czemu człowiek wyobraża sobie bogów tak, a nie inaczej. Warto, warto, po trzykroć warto 😉 .

Przeczytane: 28.02.2023
Ocena: 8/10

Opublikowany w Historia

Piotr Zychowicz – Opcja niemiecka

Tytuł: Opcja niemiecka. Czyli jak polscy antykomuniści próbowali porozumieć się z Trzecią Rzeszą
Autor: Piotr Zychowicz
Literatura: polska
Wydawnictwo: Rebis

Lubię sposób, w jaki Zychowicz opowiada o II wojnie światowej i nie przeszkadza mi, że jego poglądy są tu często kontrowersyjne. W gruncie rzeczy spodziewałam się wręcz, że Opcja niemiecka będzie dużo bardziej niepoprawna politycznie, w końcu Polacy są tacy dumni, że tutaj nie było żadnego Quislinga podczas wojny… Autor udowadnia, że nie było głównie dlatego, że nie chciały tego Niemcy – Hitler nie postrzegał Polaków tak jak Francuzów czy Norwegów i wszelaką współpracę z góry skreślał. Nie dziwi więc, że pierwszym latom wojny poświęcono zaledwie niewielką część książki – większość Opcji niemieckiej skupia się na polsko-nazistowskiej współpracy przeciw bolszewikom już po Stalingradzie. I właśnie dlatego nie uważam tej lektury za zbyt kontrowersyjną, bo trudno taką współpracę uznać za czystą kolaborację. Były to raczej lokalne, tymczasowe przymierza, w myśl zasady, że wróg mojego wroga jest moim sprzymierzeńcem. Wielu Polaków widziało, że III Rzesza chyli się ku upadkowi, większym zagrożeniem dla państwa jest Związek Radziecki – nie ma co wykrwawiać do końca polskich sił zbrojnych do walki z Niemcami, którzy i tak przegrają. Lepiej brać od tych Niemców broń i jak najbardziej uniemożliwić Armii Czerwonej krwawy marsz przez Polskę – patrząc na przebieg historii z perspektywy czasu, było to zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż składanie broni przez AK wobec Rosjan… Zychowicz wyciągnął na światło dzienne sporo postaci, o których polska historia gloryfikująca męczenników już prawie zapomniała – naprawdę sporo tu było dla mnie nowości i ciekawostek. Jak zwykle irytował mnie styl autora, który nie mógł nie dodawać tu swoich opinii, komentarzy, epitetów – Zychowicz nie ukrywa, co myśli o poszczególnych postaciach, a ja jednak jestem przyzwyczajona do wyrabiania swojej własnej opinii na podstawie faktów, nie potrzebuję takich komentarzy 😉 . Wciąż jednak Opcję niemiecką czytało mi się bardzo dobrze i lekturę polecam zainteresowanym historią XX-wieczną.

Przeczytane: 27.02.2023
Ocena: 7/10

Opublikowany w Popularnonaukowa

Łukasz Lamża – Wszechświat krok po kroku

Tytuł: Wszechświat krok po kroku
Autor: Łukasz Lamża
Literatura: polska
Wydawnictwo: Copernicus Center Press

Moje największe rozczarowanie czytelnicze od ładnych paru miesięcy… A nie było to moje pierwsze zetknięcie z twórczością Lamży, byłam tu pozytywnie nastawiona na starcie, może i dlatego rozczarowanie okazało się jeszcze większe. Wszechświat krok po kroku czytało mi się jak jakiś podręcznik fizyki czy biologii do gimnazjum / liceum, napisany przez autora, który bardzo chce brzmieć cool. Ta mieszanka języka naukowego i potocznego kompletnie do mnie nie trafiła, a natłok tematów po prostu mnie zmęczył. Dwie pierwsze części nawiązują do astrofizyki – opowiadają o wszechświecie i planetach, część trzecia to już początki życia na Ziemi, pierwotniaki, ameby… DeGrasse Tyson, Kaku czy Hawking udowodnili, że o kosmosie da się pisać tak, by nawet laik się lekturą zachwycał. Podstawy już chyba mam po tamtych książkach, a jednak Wszechświat krok po kroku Lamży okazało się dla mnie tylko książką na dobry sen 😉 . Stanowczo za dużo informacji w bardzo krótkiej książce – dosłownie jak podręcznik, akapit po akapicie naładowany informacjami do wkucia na pamięć chyba, bo nie ma szans, by to czytać swobodnie i zapamiętywać po jednorazowej lekturze. Biorąc pod uwagę wysokie oceny książki oraz fakt, że autor przecież fizykiem nie jest, spodziewałam się tu czegoś dużo bardziej przystępnego. Przemęczyłam, ale wolę Lamżę w zdecydowanie innej tematyce niż astrofizyka…

Przeczytane: 26.02.2023
Ocena: 4/10

Opublikowany w Reportaż

Bernd Heinrich – Wieczne życie

Tytuł: Wieczne życie. O zwierzęcej formie śmierci
Autor: Bernd Heinrich
Tytuł oryginału: Life Everlasting. The Animal Way of Death
Tłumaczenie: Michał Szczubiałka
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Czarne

Opis brzmiał ciekawie, książka zaczęła się równie ciekawie i zgodnie z opisem, a potem… coś poszło nie tak. Były lepsze i gorsze rozdziały, ale całościowo Wieczne życie uznałam za lekturę mocno przeciętną i kilkakrotnie zadawałam sobie pytanie, po co ja to w ogóle czytam? Reportaż, jak wskazuje podtytuł, miał opowiadać o zwierzęcej formie śmierci i faktycznie zaczęło się od tego, jak różni padlinożercy (od owadów przez ptaki i większe ssaki) rozprawiają się z padniętym zwierzęciem. Czasem obrzydliwie, czasem przydługo opisane, ale faktycznie było tu sporo ciekawostek. Potem jednak Heinrich wszedł w zoologię, która z tytułem miała coraz mniej wspólnego – od korników drążących drewno, przez chrząszcze żerujące na odchodach po zakładające gniazda kruki. Wiele wątków mnie nudziło, zbyt często miałam wrażenie, że książka nie opowiada o tym, na co wskazuje tytuł oraz opis. W pewnym momencie już nawet wszystkie ciekawostki ze świata zwierząt przestały ratować coraz bardziej męczącą lekturę, którą skończyłam chyba tylko dlatego, że nie lubię zostawiać niedokończonych książek…

Przeczytane: 23.02.2023
Ocena: 5/10

Opublikowany w Literatura piękna

Mohamed Mbougar Sarr – Najskrytsza pamięć ludzi

Tytuł: Najskrytsza pamięć ludzi
Autor: Mohamed Mbougar Sarr
Tytuł oryginału: La plus secrète mémoire des hommes
Tłumaczenie: Jacek Giszczak
Literatura: senegalska
Wydawnictwo: Cyranka

Zaczęłam czytać tę książkę na klub książkowy, zachęciły mnie też pozytywne recenzje… Zaczęłam i myślałam, że utknę. Pierwsze kilkanaście procent wymęczyło mnie bardzo, nie rozumiałam zachwytów nad tą lekturą, nie rozumiałam idei zdań rozciągniętych na dwie strony, w których sens uciekł jeszcze w połowie pierwszej… Jednak kiedy zmienił się narrator, kiedy akcja zaczęła się robić coraz bardziej zagmatwana w ramach powieści szkatułkowej, nie wiedzieć kiedy wciągnęłam się całkowicie. Szybko zdałam sobie sprawę, że po prostu nie podchodzi mi główny narrator – Diegane Faye, senegalski pisarz próbujący napisać w końcu coś większego niż poprzednia książka, która przeszła właściwie bez echa. Jego analizy tego, jaka powinna lub nie być literatura, rozkminy o byciu pisarzem – to było męczące, pełne niepotrzebnego patosu i niewiele wnoszące to fabuły. Za to rozwinięcie wątku T.C. Elimane – również pochodzącego z Senegalu – który w okresie międzywojennym wydał Nieludzki labirynt, a potem zniknął… To mi się czytało świetnie. Pojawia się tu tematyka emigracji, i to emigracji innej niż ta, którą znam sama – tu mieszkańcy francuskich kolonii w Afryce próbują się odnaleźć we Francji, zmierzyć z rasizmem i udowodnić Francuzom, że potrafią im dorównać. W tle przewijają się wojny światowe, Holokaust, Ameryka Południowa, wątki magiczne i zbrodnicze, trochę wolnego seksu i dużo rozmów o literaturze. Często o literaturze, której nie znam i nawiązania autora niewiele mi mówiły, ale nie przeszkadzało mi to szczególnie w odbiorze książki. Do tego zakończenie dość przewidywalne i mocno przyspieszone, jakby Sarr próbował na tempo pozamykać jak najwięcej otwartych wątków (czasem jednak pozostawiał czytelnika z pytaniami w głowie, bez jasnych odpowiedzi). Mimo to Najskrytszą pamięć ludzi – poza tymi rozwleczonymi fragmentami z Faye’m jako narratorem – czytało mi się świetnie. Spodobał mi się pomysł, spodobało powiązanie ze sobą historii, wątków, bohaterów. W ogromnej większości spodobał mi się też styl, bo książkę czytało mi się naprawdę szybko, gdy już się w nią wciągnęłam.

Przeczytane: 18.02.2023
Ocena: 8/10