Opublikowany w Reportaż

Anna J. Dudek – Znikając

Tytuł: Znikając. Reportaże o matkach
Autorka: Anna J. Dudek
Literatura: polska
Wydawnictwo: Znak Horyzont

Spodziewałam się po tym reportażu trochę czego innego i różnorodność poruszonym w nich tematów okazała się dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Myślałam, że to będzie książka o tytułowym znikaniu, czyli jak polskie podejście do macierzyństwa sprawia, że kobiety, zostając matkami, ograniczają życie prywatne i zawodowe, by skupić się na dziecku. I tak, takie wątki też się tu przewijają, ale to tylko ułamek opowieści, które zdecydowała się tu przytoczyć Dudek. Każda historia jest inna, każda warta opowiedzenia. Mamy więc kobiety, które dzieci chciały i dla których macierzyństwo, choć czasem ciężkie, było jednak upragnione i naturalne. Są też takie, które chciały, ale zderzenie z rzeczywistością było na tyle brutalne, że szybko pożałowały decyzji, której nie dało się jednak cofnąć. Są i takie, które nie chciały, ale nie miały dostępu do aborcji / nigdy by się na nią nie zdecydowały, a potem albo męczyły się z dzieckiem, albo je porzucały. Są kobiety, które po latach bezowocnych starań podjęły decyzję o adopcji. A na to wszystko nakładają się jeszcze inne komplikacje – co, jeśli… zamiast ojca jest druga matka?; dziecko okazuje się osobą trans?; matka jest niewidoma/głucha i wszyscy współczują ciąży?; pojawia się śmiertelna choroba i perspektywa osierocenia małych dzieci?; związek jest przemocowy lub pojawia się w nim alkohol?; albo najgorzej: dziecko popełnia samobójstwo…? To nie są proste opowieści i niewiele kobiet, decydując się na macierzyństwo (albo kiedy się ono im przytrafia nieplanowane) zastanawia się, co zrobi, gdy przydarzy im się któraś z podobnych historii. I choć sama dzieci nie mam i mieć nie zamierzam, to zgadzam się z opiniami, że tę książkę powinna przeczytać każda kobieta, która o macierzyństwie myśli. Znikając to zbiór poruszających i napisanych przystępnym językiem opowieści – autorki tu prawie nie ma, pozwala ona mówić swoim bohaterkom. A dla nich nie ma tabu, nie ma, że matce nie wypada narzekać, płakać, krzyczeć. Bo nie ma co tkwić w fałszywym przekonaniu, że inne sobie radzą, tylko ja widać nie – wiele osób sobie nie radzi i warto o tym mówić, prosić o pomoc, stawiać sobie poprzeczkę na realistycznym poziomie.

Przeczytane: 28.09.2023
Ocena: 7/10

Opublikowany w Publicystyka

Jacek Bartosiak, Piotr Zychowicz – Nadchodzi III wojna światowa

Tytuł: Nadchodzi III wojna światowa
Autorzy: Jacek Bartosiak, Piotr Zychowicz
Literatura: polska
Wydawnictwo: Rebis

Chwytliwy tytuł, nazwisko Zychowicza, którego książki lubię… No, brzmiało to wszystko dla mnie zachęcająco. A potem nastąpiło zderzenie z rzeczywistością 😉 . Nie znałam wcześniej postaci Bartosiaka, a to, co podpowiadał tu internet, nie brzmiało zbyt zachęcająco. Myślałam jednak, że w Nadchodzi III wojna światowa przeczytam trochę analiz jednego i drugiego autora. Tymczasem okazało się, że książka to raczej wywiad rzeka, gdzie zazwyczaj Zychowicz zadaje pytania, a Bartosiak na nie odpowiada – w efekcie autora, na którego analizach mi najbardziej zależało, w książce było stanowczo za mało. Dostałam za to pełne powtórzeń przemyślenia Bartosiaka, które szybko zaczęły mnie męczyć i nudzić. Co zrobią Stany, Chiny, Rosja, co powinna zrobić Polska (swoją drogą, agresja Rosji na Ukrainę z ubiegłego roku już wykazała tu wiele nietrafionych przewidywań). Więcej tu oczywistości lub niejasnego lania wody niż jakichś sensownych konkretów. Chyba najbardziej zaciekawił mnie rozdział dotyczący Izraela – może dlatego, że zamiast gdybania mamy tu więcej faktów, no i więcej udziela się w temacie Zychowicz… 😉 Generalnie nie czuję, by ta lektura wniosła cokolwiek do mojego życia, szybko o niej zapomnę, a panu Bartosiakowi już podziękuję. Zaś jeśli ktoś naprawdę potrzebuje potwierdzenia, że Polsce – ze względu na jej lokalizację i sytuację polityczną oraz historyczną – potrzeba sojuszników bliższych niż USA oraz trochę własnej siły… Polecam zapoznać się z twórczością Studnickiego i Cat-Mackiewicza, na których obaj autorzy się tu często powoływali. Będą to analizy polityczne na zdecydowanie lepszym poziomie 😉

Przeczytane: 26.09.2023
Ocena: 5/10

Opublikowany w Biografie i wspomnienia

Nadia Murad – Ostatnia dziewczyna

Tytuł: Ostatnia dziewczyna. O mojej niewoli i walce z Państwem Islamskim
Autorki: Nadia Murad, Jenna Krajeski
Tytuł oryginału: The Last Girl: My Story of Captivity, and My Fight Against the Islamic State
Tłumaczenie: Magdalena Koziej
Literatura: iracka
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Nadia Murad to młoda Jezydka wychowana w Iraku, której sporą część rodziny wymordowało ISIS, ją samą zaś sprzedano w niewolę. Po kilku miesiącach udało jej się uciec, z czasem zaczęła głośno opowiadać o swoich przejściach na arenie międzynarodowej, jej działania przyniosły jej Pokojową Nagrodę Nobla. O tragicznych losach Jezydek w Iraku czytałam wcześniej w świetnym reportażu Nasze ciała, ich pole bitwy, wspomnienia Murad stały się dla mnie ciekawą lekturą uzupełniającą. Choć może dlatego, że już trochę znałam tematykę, najbardziej wciągnęły mnie początkowe rozdziały, w których autorka opowiada o życiu jezydzkiej społeczności w Koczo przed atakiem ISIS. Potem przychodzi strach, niepewność co do losu najbliższych i przerażająca świadomość własnej przyszłości. Jezydki zmuszano do nawrócenia na islam, a następnie zamieniano w niewolnice seksualne, które bojownicy odsprzedawali sobie nawzajem. Widać, że z czasem autorka nauczyła się odcinać od swojej traumy i opowiadać o okropnościach, które ją spotkały, w sposób zrównoważony, z minimalną ilością szczegółów potrzebnych do tworzenia historii. Ostatnia dziewczyna to książka stricte biograficzna, Murad skupia się na losach własnych oraz swoich bliskich, zabrakło mi trochę szerszego kontekstu historii, który mógłby stanowić dobre tło opowieści. Całość napisana została dość potocznym stylem, ale też nie ma co się spodziewać kwiecistego języka po kobiecie, która tylko krótko zetknęła się z irackim systemem edukacji… Książka ważna ze względu na poruszaną w niej tematykę, ale pod kątem wiedzy merytorycznej lepiej poszukać innych lektur w temacie.

Przeczytane: 20.09.2023
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Åsne Seierstad – Księgarz z Kabulu

Tytuł: Księgarz z Kabulu
Autorka: Åsne Seierstad
Tytuł oryginału: Bokhandleren i Kabul – et familjedrama
Tłumaczenie: Anna Marciniakówna
Literatura: norweska
Wydawnictwo: W.A.B.

To moje trzecie spotkanie z twórczością Norweżki i choć Księgarz z Kabulu nie wywarł na mnie takiego wrażenia jak Jeden z nas czy Dwie siostry, wciąż jest to jednak bardzo dobry i wciągający reportaż. Seierstad opowiada o Kabulu dopiero co wyzwolonym spod władzy Talibów – w dzisiejszych czasach ta lektura to tylko bolesne wspomnienie tego, czym miał się stać Afganistan. Autorka zamieszkała na krótki czas w domu księgarza, którego nazywa Sułtanem, chciała na przykładzie jego rodziny opowiedzieć o życiu w Kabulu. Życiu, które – naturalnie – nie jest reprezentatywne dla większości mieszkańców stolicy, bo Sułtanowi się faktycznie udało dorobić pewnego majątku, stać go było na kolejną żonę, a niektórzy członkowie rodziny znali angielski na tyle płynnie, by móc opowiedzieć autorce swoje historie. Z drugiej jednak strony Norweżka pokazuje, że znajomość świata zachodniego nie sprawiła, że z domu Sułtana zniknął patriarchat i brak poszanowania kobiet. Księgarz z Kabulu ukazał się w wielu językach i odniósł komercyjny sukces, a książka trafiła też i do opisywanej tu rodziny, którą oburzyło tak negatywne przedstawienie ich w książce. Z jednej strony to rozumiem, z drugiej nie wydaje mi się, by Seierstad faktycznie chciała tu krytykować goszczącą ją rodzinę. Raczej po prostu dopuszczała do głosu jej członków, a oni odkrywali przed nią swoje radości i bolączki, które często były związane z despotyczną władzą głowy rodziny. Pytanie pozostaje otwarte, na ile problemem jest fakt, że autorka opisała (zakładam, że szczerze) wszystko, co usłyszała, a na ile problem leży po prostu w afgańskich zwyczajach nie zawsze zrozumiałych dla Europejczyków… Ja starałam się czytać Księgarza z Kabulu bez oceniania podejmowanych przez bohaterów reportażu decyzji i muszę przyznać, że lektura mnie wciągnęła, ukazała mi świat, o którym wiedziałam dość niewiele. A jest to świat, który miał szansę istnieć dość krótko, biorąc pod uwagę burzliwą historię Afganistanu w ciągu ostatnich dziesięcioleci…

Przeczytane: 12.09.2023
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Joanna Kuciel-Frydryszak – Chłopki

Tytuł: Chłopki. Opowieść o naszych babkach
Autorka: Joanna Kuciel-Frydryszak
Literatura: polska
Wydawnictwo: Marginesy

Wysokie oceny na portalach książkowych nie dziwią, bo Chłopki to naprawdę świetny reportaż. Kuciel-Frydryszak w swoich opowieściach skupia się głównie na XIX i pierwszej połowie XX wieku, ukazuje, jak bardzo zmieniła się polska wieś w tak krótkim czasie, jaki minął od tej porty. Bo Chłopki opowiadają nie tylko o wieśniaczkach, ale czasem i bardziej ogólnie o życiu na wsi – w niektórych rozdziałach nieco brakowało mi tego kobiecego aspektu, który sugerowałby tytuł, większość jednak faktycznie skupia się na kobiecej pracy i życiu na wsi tych parę dekad temu. A to życie było, delikatnie to ujmując, bardzo trudne. Bieda, głód, pełen patriarchat i przemoc w rodzinie, brak edukacji i analfabetyzm – życie, od którego wiele chciałoby uciec, ale naprawdę niewielu się udało. Uciekać można było do miasta lub za granicę, jednak dla niewykształconych chłopek często była to zamiana jednej ciężkiej pracy na inną – wciąż jednak bez chęci powrotu na wieś. Wiele przytoczonych w reportażu opowieści może przerazić współczesnego czytelnika, mnie poruszyły te o ukrywanym kazirodztwie czy podejście, że utrata dziecka boli mniej niż strata zwierzęcia, bo zwierzę to żywiciel rodziny, a dziecko… no umierają, trudno się mówi, będą kolejne. Kuciel-Frydryszak sięgała zarówno po historyczne źródła, jak chociażby listy sprzed kilkudziesięciu lat czy pisane na konkursy w gazetach pamiętniki; ale też rozmawiała z osobami, które pamiętają opowieści swoich babek i prababek, są w stanie przytoczyć część ich wspomnień. Własne badania autorki przeplatane z wypowiedziami i cytatami z materiałów źródłowych tworzą spójną i bardzo ciekawą całość – bardzo dobrze napisaną, zdecydowanie nieprzegadaną, ale ukazującą problematykę z różnych perspektyw. Bardzo polecam!

Przeczytane: 12.09.2023
Ocena: 9/10

Opublikowany w Reportaż

Magda Omilianowicz – Mistrzynie kamuflażu

Tytuł: Mistrzynie kamuflażu. Jak piją Polki
Autorka: Magda Omilianowicz
Literatura: polska
Wydawnictwo: Mova

Ciekawy, zgrabnie napisany, choć niewyczerpujący całkowicie tematu reportaż o alkoholizmie kobiet w Polsce. Omilianowicz oparła książkę głównie o wypowiedzi swoich rozmówców, co w tym przypadku sprawdziło się całkiem dobrze – osoby, które same doświadczyły alkoholizmu (pijąc bądź będąc bliskimi osób pijących) wyciągają tu z własnych doświadczeń na tyle jasne wnioski, że nie ma potrzeby tego komentować dodatkowo. Picie kobiet różni się od picia mężczyzn pod wieloma względami: wciąż panuje na nie mniejsze przyzwolenie społeczne (trochę się to jednak zmienia z czasem), kobiety szybciej zauważają problem, a jednym z najczęstszych powodów, dla których chcą coś z nim zrobić, jest ryzyko utraty dzieci. Mimo wszystko o alkoholizmie kobiet mówi się niewiele, bo głównym towarzyszącym mu uczuciem jest wstyd. Autorka rozmawiała nie tylko z alkoholiczkami lub dorosłymi dziećmi alkoholiczek, ale też z osobami odpowiedzialnymi za terapię, naświetlając problematykę z różnych stron. Mistrzynie kamuflażu to zbiór smutnych opowieści ukazujących, jak łatwo wpaść w nałóg (czasem nawet nie zdając sobie sprawy z powodów) i jak trudno z niego wyjść. Bo alkoholik na zawsze zostaje alkoholikiem, najwyżej może liczyć, od ilu lat już nie pije, choroba jednak pozostaje w środku. Książka jest krótka, czyta się ją szybko, stanowi jednak całkiem fajne wprowadzenie do tematu – warto ją przeczytać 🙂 .

Przeczytane: 11.09.2023
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Anna Goc – Głusza

Tytuł: Głusza
Autorka: Anna Goc
Literatura: polka
Wydawnictwo: Dowody na Istnienie

Miałam wysokie oczekiwania co do Głuszy, a reportaż Goc je jeszcze przerósł – książka wciągnęła mnie od pierwszej strony. A przecież nie był mi to całkowicie obcy temat, miałam niedosłyszącą przyjaciółkę, która sporo mi opowiadała o tym świecie, jednak głównie z perspektywy osoby dorosłej, tzw. wyrehabilitowanej, czyli mówiącej i w miarę normalnie funkcjonującej w słyszącym społeczeństwie. Anna Goc zgłębia jednak zupełnie inny świat, dużo uwagi poświęcając dzieciom i ich wychowaniu. Autorka opowiada zarówno o słyszących dzieciach głuchych rodziców, które właściwie całe swoje dzieciństwo robiły za tłumaczy, jak i o dzieciach urodzonych jako głuche. Słyszący rodzice często w myśl nietrafnie rozumianego dobra dziecka skupiają się na nauczeniu go mowy, rezygnując z języka migowego, nie rozumiejąc, że dla osoby niesłyszącej język polski zawsze będzie językiem obcym. Wielu z dorosłych nie chciało się uczyć migania i głuche dzieci w ogóle zaczynały komunikować się dopiero, kiedy trafiały do specjalistycznych placówek – niektóre wkraczają w wiek nastoletni, nie znając żadnego języka… Najbardziej poruszyło mnie wyznanie głuchego, że rodzice to go chyba nigdy nie kochali, skoro nie uznali, że warto się dla niego nauczyć migać, że warto się z własnym dzieckiem porozumiewać… To jest trudny reportaż, świetnie ukazujący, jak ciężka jest sytuacja osób głuchych w Polsce, jak nie sprzyja im państwo i społeczeństwo i, przede wszystkim, jak niewielka jest wiedza o problemach osób głuchych wśród słyszących. Głusza jest bardzo potrzebną książką, która powinna wielu czytelnikom uświadomić problemy, o których dotąd nie mieli pojęcia – w tym reportażu nie ma dla mnie ani jednego zbędnego słowa, za to wiele tematów można by jeszcze mocno rozbudować. Mnie też przeraziła świadomość, że w Polsce żyje sporo osób, dla których jedynym językiem jest język migowy i te osoby nie są w stanie bez pomocy funkcjonować we własnym kraju. Że w tym kraju są traktowani jak osoby z niepełnosprawnością, mimo że są w pełni sprawne, nie mają tylko wspólnego języka z resztą społeczeństwa, bo nie słyszą, nie znają polskiego, a okazuje się, że nawet w ośrodkach dla głuchych nie każdy z pracowników zna język migowy… Gorąco polecam ten reportaż – jest krótki, czyta się go bardzo szybko, a myślę, że zostanie w pamięci na długo.

Przeczytane: 11.09.2023
Ocena: 9/10

Opublikowany w Reportaż

Michał Rauszer – Ludowy antyklerykalizm

Tytuł: Ludowy antyklerykalizm. Nieopowiedziana historia
Autor: Michał Rauszer
Literatura: polska
Wydawnictwo: Znak

Ludowy antyklerykalizm Rauszera to książka, nad oceną której się długo zastanawiałam. Z jednej strony porusza ona bowiem bardzo ciekawą tematykę, autor zrobił naprawdę porządny research i nie brakuje tu dobrych materiałów, a z drugiej – rozdziały są, niestety, bardzo nierówne i jest coś w stylu pisania Rauszera, co mi nieszczególnie podchodziło. Autor opisuje stulecia polskiej historii w oparciu o dostępne materiały (pamiętniki, listy, artykuły prasowe, spisane piosenki czy legendy) pod kątem podejścia ludu do kościoła. I przez lud rozumie się tu nie szlachtę, która z klerem zazwyczaj żyła za pan brat, co zwykłych chłopów, którzy zawsze stanowili przecież większość mieszkańców kraju. A chłopi, choć szczerze wierzący, wcale nie mieli po drodze z kościołem – religia zorganizowana była tu często narzucana siłą. Zresztą jak inaczej miało by być, gdy – w przeciwieństwie do choćby protestantyzmu – kościół katolicki nie chciał, by lud umiał czytać i rozumieć Słowo Boże, więc msze odbywały się po łacinie, a po Pismo Święte nikt poza wysoko urodzonymi nie sięgał. Księża kojarzyli się chłopom przede wszystkim z pańszczyzną, z zakazami i ograniczeniami, no i nie były to dobre skojarzenia. Zmianę przyniósł tu dopiero komunizm, gdy kościół stanął w opozycji do władzy i stał się bezpiecznym miejscem dla ludzi… Trwało to jednak tyle, ile trwał sam system, a od jego upadku odejście ludu od kościoła jest znów widoczne, nie bez powodu Polska znajduje się w czołówce najszybciej laicyzujących się krajów. Rauszer sporo pisze też o tym współczesnym polskim antyklerykalizmie i tego było dla mnie może trochę za dużo – są to w końcu tematy dość powszechnie znane, jeśli śledzi się media, nie czytałam tych rozdziałów więc z taką samą ciekawością jak tych poświęconych historii. Warto jednak zapoznać się z Ludowym antyklerykalizmem, żeby zweryfikować swoje podejście do tej zawsze katolickiej, religijnej Polski… 😉

Przeczytane: 7.09.2023
Ocena: 6/10

Opublikowany w Holokaust, Reportaż

Anna Bikont – Cena

Tytuł: Cena. W poszukiwaniu żydowskich dzieci po wojnie
Autorka: Anna Bikont
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

To moje drugie i również bardzo udane spotkanie z reportażami Anny Bikont. Fakt, że Cena nie wywarła na mnie aż takiego wrażenia jak My z Jedwabnego, ale tu i tematyka jest trochę mniej wstrząsająca, i historie dość powtarzalne – wciąż jednak jest to świetny reportaż z ogromną ilością pracy i badań w tle, których nie można nie docenić. Bikont dotarła do zapisków pracującego dla Centralnego Komitetu Żydów Lejba Majzelsa, który po wojnie jeździł po Polsce w poszukiwaniu ocalałych dzieci. W notatkach widnieje ponad 50 nazwisk dzieci, które przetrwały wśród polskich rodzin – niektóre traktowano jako darmową, przymusową siłę roboczą, inne znalazły wśród swoich opiekunów prawdziwą rodzinę. Jednak gdy upomina się o nie społeczeństwo żydowskie, chcące odzyskać każdego Ocalałego, dla większości tych opiekunów liczy się tylko jedno: tytułowa cena. Ile Żydzi są w stanie zapłacić, by odzyskać dziecko? Co z przynależnym dziecku majątkiem, gdy okazuje się, że poza nim nikt z rodziny nie przeżył – przecież opiekunom chyba też się coś należy? Bikont odsłania przerażającą nieraz chciwość ludzką, ale też i czyste, bezwarunkowe przywiązanie. Tak naprawdę ile ludzi, tyle zachowań, a doświadczenia wojenne wyciągnęły z niektórych to, co najgorsze, a z innych – najlepsze. Ale dzieci to dzieci, nieważne, jak traktowane, do opiekunów zazwyczaj się przywiązują i nie chcą ich opuścić, a świadomość, że ci opiekunowie są gotowi je sprzedać, bywa dobijająca. Bikont udało się odnaleźć część z tych dzieci – czasem bezpośrednio, czasem przez ich rodziny, które dzieliły się (lub nie) tym, co było im wiadome. Z tych opowieści wyłaniają się historie o ukrywaniu się oraz o życiu powojennym – nie wszyscy bohaterowie reportażu wrócili do środowiska żydowskiego, nie wszyscy zerwali kontakty z dawnymi polskimi rodzinami. Czasem autorce nie udało się zbyt wiele dowiedzieć, ale uzupełniała rozdziały innymi historiami, które były zbliżone, pozwalały zrozumieć problematykę – na początku takie wstawki wydawały mi się chaotyczne i psuły odbiór lektury, potem zaczęłam je doceniać i traktować jako wciągające ciekawostki. Całościowo Cena wywarła na mnie spore wrażenie, jestem pełna podziwu dla Bikont za ogrom włożonej w reportaż pracy, żeby odnaleźć bohaterów listy Majzelsa, do tego książka ukazuje problematykę, o której się raczej niewiele dotąd pisało / mówiło, a która odsłania istotny rozdział historii Żydów polskich.

Przeczytane: 4.09.2023
Ocena: 8/10

Opublikowany w Literatura piękna

Madeline Miller – Pieśń o Achillesie

Tytuł: Pieśń o Achillesie
Autorka: Madeline Miller
Tytuł oryginału: The song of Achilles
Tłumaczenie: Urszula Szczepańska
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Albatros

Miałam przeczucie, że Pieśń o Achillesie przypadnie mi do gustu – uwielbiam mitologię, a książka Miller zbierała bardzo dobre recenzje. Wybrałam ją do słuchania podczas długiej podróży do Polski i jak raczej nie przepadam za audiobookami, to tutaj mi się zaskakująco dobrze słuchało. Dobry lektor, lekki język i styl, opowieść się toczyła bardzo szybko i niesamowicie wciągała. Cała historia została opowiedziana z punktu widzenia Patroklosa, najlepszego przyjaciela i towarzysza Achillesa – u Miller bohaterów łączy też więź romantyczna. Poznajemy ich jako młodych chłopców, towarzyszymy w szkoleniu u centaura Chirona, a następnie wyruszamy pod Troję. Przyznam, że z niecierpliwością czekałam na tę część trojańską, bo ciekawiło mnie, z jakiej perspektywy autorka opisze ostatnie wydarzenia – w końcu Achillesa do walki z Hektorem skłoniła dopiero śmierć Patroklosa, a przecież ten ostatni jest narratorem… Zmieni się tu narrator? Czy może pozostanie nim Patroklos – ale jak, w jakiej formie? Bo przecież chyba nie przeżyje, trzymamy się tu raczej mitologii oraz homerowskiej Iliady? Miller faktycznie ciekawie tu rozwiązała kwestię narracji, ale chyba trochę inaczej wyobrażałam tu sobie zakończenie 😉 . I choć to Pieśń o Achillesie, mam wrażenie, że Achilles nie jest tu najbardziej dominującą postacią – może ze względu na narrację czytelnikowi łatwiej utożsamiać się jednak z Patroklosem? Do tego niesamowicie przypadła mi do gustu kreacja Odyseusza (poproszę jeszcze przeróbkę Odysei w tej formie! 😉 ), w irytujący sposób odbierałam też wyraziste i niejednoznaczne postacie Tetydy oraz pojawiającego się już pod koniec Pyrrusa, syna Achillesa. Ale przecież o to chodzi, bohaterowie powinni poruszać odbiorcę lektury, a wiele postaci wywoływało tu we mnie większe emocje niż sam Achilles 😉 . Mimo wszystko, dla fanów mitologii i powieści w takim klimacie Pieśń o Achillesie powinna być trafioną lekturą – czyta (lub też słucha) się jej świetnie, akcja toczy się wartko i nawet znając mitologię natrafiałam tu na zaskakujące momenty.

Przesłuchane: 1.09.2023
Ocena: 8/10