Opublikowany w Fantastyka

Brigid Kemmerer – Na przekór nocy

Tytuł: Na przekór nocy
Autorka: Brigid Kemmerer
Tytuł oryginału: Defy the Night
Tłumaczenie: Sylwia Gołofit-Lenda
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Nowe Strony

Aż trochę żałuję, że za moich czasów nastoletnich nie było takiego wyboru fantastyki YA jak teraz, bo coś czuję, że nastoletnia ja bardzo by się Na przekór nocy zachwyciła 😉 . Nieco starsza ja widzi w tej książce trochę mankamentów, nie mogę jednak zaprzeczyć, że powieść Kemmerer czytało mi się bardzo dobrze – wciągnęła mnie niemal od początku aż do samego końca. Osobiście nie miałabym nic przeciwko głębszej analizie psychologicznej postaci, bardziej szczegółowo wyjaśnionej sytuacji politycznej czy większej ilości bohaterów drugoplanowych, ale… Na przekór nocy to młodzieżówka, lektura mniej skomplikowana, a przyjemna w odbiorze – pod tym względem sprawdziła się wyśmienicie.
Historię poznajemy z punktu widzenia dwójki bohaterów: Tessy – przemytniczki i zielarki oraz Corricka – brata króla Kandalii i królewskiego sędziego. Ona widzi tylko coraz więcej ludzi zapadających na tajemniczą chorobę i brutalne władze rozdzielające za mało leku i karzące śmiercią próbujących go zdobyć przemytników. On wie, że za dostawami Kwiatu Księżycowego – jedynego skutecznego leku na gorączkę – stoi polityka i że nawet król nie może wszystkiego. Gdy dochodzi do rebelii, wszyscy będą musieli spróbować zrozumieć swoich przeciwników… Oczywiście, w tle przewija się też wątek romansowy, ale muszę przyznać, że jest on bardzo nienachalny, co jest zdecydowanie mocną stroną Na przekór nocy. Dominują intrygi i bunt, a to się jednak czyta zdecydowanie lepiej 😉 .
To fajna lektura, wciągająca i dobrze mi się ją czytało. Nie wiem jeszcze, czy zdecyduję się sięgnąć po kontynuację (Na przekór nocy to tom 1 trylogii) – książka kończy się tak, że mogłaby być zamkniętą opowieścią, ale zostawia też sporo wątków, które można kontynuować. Autorka postawiła na to drugie i może po przerwie zdecyduję się jednak poznać dalsze losy Tessy i Corricka 🙂 .

Opublikowany w Literatura piękna

Hanka Saqib – Ukłon świata

Tytuł: Ukłon świata
Autorka: Hanka Saqib
Literatura: polska
Wydawnictwo: wydanie własne

Choć nie czytam zazwyczaj takich książek, dla Ukłonu świata postanowiłam zrobić wyjątek ze względu na jego autorkę 🙂 . W swojej debiutanckiej powieści Hanka Saqib opisuje losy dwudziestokilkuletniej bohaterki, poszukującej tytułowego ukłonu świata – w myśl słów piosenki, że dwudziestolatkom zawsze w pas się kłania świat cały świat. Główna bohaterka i narratorka zdecydowanie jednak nie zgadza się z tymi słowami. W końcu dwudzieste urodziny ma już za sobą, studia nie okazały się najtrafniejszym wyborem, postanawia więc wyjechać za granicę. W Niemczech poznaje Darrena – starszego Anglika, uzależnionego od marihuany przemocowca – i w tej toksycznej relacji bohaterka utknie na parę lat. Nic więc dziwnego, że nie ma poczucia, jakby ten świat jej się kłaniał – nie przeszkadza jej to jednak w dalszym poszukiwaniu szczęścia, przenosi się więc do Wielkiej Brytanii, Brukseli, wyrusza w podróż po Indiach, uczy angielskiego w Wietnamie…
Lektura Ukłonu świata przypominała mi nieco czytanie pamiętnika młodej dziewczyny, która z wiekiem coraz lepiej zaczyna wiedzieć, czego chce, a czego nie od życia. Pamiętnika napisanego fajnym i przystępnym stylem, który czyta się bardzo szybko. W życiu bohaterki dużo się dzieje, podejmuje ona sporo dziwnych decyzji, które u starszej czytelniczki rodzą myśli dziewczyno, nie rób tego, by po chwili dopuścić kolejną myśl czy ten wiek nie jest właśnie od popełniania takich błędów? 🙂 W końcu na własnych błędach człowiek najlepiej się uczy i tak samo jest z bohaterką, choć relacja z Darrenem pokazuje, że nauka czasem trochę trwa. Liczne negatywne opisy Anglika plus powtarzające się w kółko narzekanie na Cannabis sprawiały, że naprawdę nie rozumiałam, czemu Darren nie zniknął dużo wcześniej z kart książki. Choć patrząc na życiorys samej autorki, pisząc Ukłon świata mocno bazowała ona na historii własnego życia i myślę, że tu mam właśnie odpowiedź na różne dlaczego 😉 .
W poszukiwaniu ukłonu świata bohaterce pomagają też… wizje. Jest to ciekawy dodatek do lektury, jednak do mnie niezbyt trafił. Narratorka – głównie podczas atakujących ją regularnie migren – rozmawia z różnymi osobistościami, jak chociażby Witkacym, Einsteinem czy Protagorasem, a nawet ze spersonifikowaną Cannabis… Z jednej strony te wizje zmuszają bohaterkę do refleksji nad życiem, z drugiej dla mnie jako czytelniczki były nieco męczące i cieszyłam się, że z czasem było ich trochę mniej. Nie odebrały mi one jednak przyjemności lektury – Ukłon świata czytało mi się dobrze, to taka fajna książka akurat na lato, lekka, przyjemna, z wartką akcją.

Przeczytane: 16.07.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Biografie i wspomnienia

Andreas Altmann – Zasrane życie mojego ojca, zasrane życie mojej matki i moja zasrana młodość

Tytuł: Zasrane życie mojego ojca, zasrane życie mojej matki i moja zasrana młodość
Autor: Andreas Altmann
Tytuł oryginału: Das Scheißleben meines Vaters, das Scheißleben meiner Mutter und meine eigene Scheißjugend
Tłumaczenie: Paweł Masłowski
Literatura: niemiecka
Wydawnictwo: Czarna Owca

Altmann to ceniony niemiecki reporter, ale jego nazwisko nie było mi wcześniej znane, dopóki nie trafiłam na Zasrane życie… . Książka zaintrygowała mnie tytułem, a krótki rzut oka na streszczenie sprawił, że postanowiłam po nią sięgnąć. Są to wspomnienia autora, który wychował się w wielodzietnej rodzinie dawnego nazistowskiego żołnierza. Ojciec wrócił z wojny jako psychiczny wrak człowieka i potem przez całe życie znęcał się nad rodziną na każdy możliwy sposób. Autor opisuje pełne nienawiści i strachu małżeństwo rodziców oraz swoje własne dzieciństwo, w którym dominowały ciężka praca i przemoc. I tytuł tu nie dziwi, jak inaczej określić takie życie niż das Scheißleben?
Bardzo trudno jest mi więc ocenić tę książkę, bo czuję się, jakbym trochę oceniała tragiczne doświadczenia Altmanna. Zakładam, że Zasrane życie… stanowiło dla niego terapię i sposób rozliczenia się z rodzicami (głównie z ojcem, choć matkę też obwiniał m.in. za brak pomocy dzieciom), a wyrobione już w mediach nazwisko zapewniło książce rozgłos. Nic jednak nie poradzę na to, że czytało mi się ją bardzo źle – nie tylko ze względu na trudną tematykę. Męczył mnie język (zastanawiam się, czy takie konstrukcje zdań nie trafiłyby do mnie bardziej w niemieckim oryginale) oraz sporo powtórzeń, bo cóż, całymi latami życie Altmanna wyglądało podobnie. I choć były momenty przełomowe: zdrada ze strony starszego brata, odejście matki, wyjazd drugiego brata, początek problemów z nauką, odkrywanie seksualności; to i tak większość rozdziałów wyglądała podobnie. Praca, złe oceny ze względu na brak czasu na naukę, ojcowskie wyzwiska, bicie, narastające negatywne uczucia do rodziców i kościoła. Rodzina pochodziła z Altötting – bawarskiego miasta pielgrzymkowego – i religijność na pokaz, gdy w domu dzieją się najgorsze rzeczy, stanowiła kolejną cegiełkę do wściekłości Altmanna.
Taka młodość sprawiła, że autor nie założył własnej rodziny, odwrócił się od kościoła i latami szukał pracy, w której mógłby się odnaleźć, no i często popadał w długi, opłacając drogie terapie. Pod tym względem myślę, że Zasrane życie… świetnie pokazuje, jak niszczycielski wpływ na człowieka ma wychowanie w przemocowej rodzinie. No ale jak wspomniałam, czytało się to strasznie i książkę wymęczyłam, ciężko więc jest mi ją szczerze komuś polecić.

Przeczytane: 15.07.2024
Ocena: 5/10

Opublikowany w Reportaż

Marcin Wójcik – Celibat

Tytuł: Celibat. Opowieści o miłości i pożądaniu
Autor: Marcin Wójcik
Literatura: polska
Wydawnictwo: Agora

Celibat Wójcika to zbiór historii związanych z księżmi i pożądaniem – czasem mocno, a czasem luźniej powiązanych. Znajdziemy więc tu tradycyjne historie o księżach mających na boku kobiety, czasami i dzieci, oraz o tych, którzy dla kobiet zdecydowali się porzucić kapłaństwo. Oczywiście, autor nie ogranicza się tylko do relacji damsko-męskich, poznamy więc i historie homoseksualnych księży – i tych próbujących w ukryciu tworzyć związki, i tych, co rozładowują napięcie, szukając przygód na jedną noc. To opowieści o miłości, pożądaniu, relacjach opartych tylko na przyjemności, pojawia się też temat pedofilii, choć ten u Wójcika schodzi na dalszy plan. Ciekawe są historie z seminarium, gdy młodzi mężczyźni uczą się, jak określać celibat (brak ślubu, brak seksu, brak miłości? – nie każdy patrzy na to tak samo), jak kościół podchodzi do radzenia sobie z fizycznością u członków własnej organizacji. Nie zabrakło tu też wypowiedzi księży, którzy celibatu się trzymają i uważają go za rzecz dobrą i potrzebną. Przyznam, że niewiele z zamieszczonych tu historii mnie zaskoczyło, ale były ciekawe, dobrze się je czytało, stanowiły fajną, całkiem spójną całość.
Niestety, obok tych opowieści brakowało mi tu czegoś, co sprawiłoby, że Celibat stałby się porządnym reportażem. Po pierwsze, dobrze ułożonej historii samego celibatu – ten temat się przewija, ale naprawdę mało co idzie się z książki Wójcika o nim dowiedzieć. Tutaj zdecydowanie bardziej polecam Dzieci księży M. Abramowicz. Po drugie, do opowiedzianych historii brakowało mi jakiejś konkluzji, sensownego podsumowania – najlepiej uzupełnionego badaniami i statystykami. Rozumiem, że autor postawił w swojej książce głównie na ludzkie doświadczenia, na wypowiedzi swoich bohaterów, ale w tym przypadku mam poczucie, że to jednak trochę za mało. Po lekturze pozostaje jednak niedosyt 😉 .

Przeczytane: 13.07.2024
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Ewa Jasiewicz – Podpalić Gazę

Tytuł: Podpalić Gazę
Autorka: Ewa Jasiewicz
Tłumaczenie: Katarzyna Bielińska
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: W.A.B.

Podpalić Gazę Jasiewicz to reportaż, który było mi równie ciężko ocenić, co wcześniej przeczytać. Brytyjka polskiego pochodzenia, współpracująca z ruchem Wolna Gaza, wielokrotnie odwiedzała strefy okupowane i przebywała w Gazie podczas operacji Płynny Ołów. Książkę o tych wydarzeniach wydała w 2011 roku, więc brałam pod uwagę, że wielu najnowszych wydarzeń tu brakuje. I naprawdę uważam, że takie reportaże są potrzebne – szczególnie pisane przez kogoś, kto był na miejscu, doświadczył tej wojny i widział na własne oczy wiele ludzkich tragedii. W Podpalić Gazę znajdziemy naprawdę poruszające fragmenty, szczególnie te, gdy autorka dopuszcza do głosu Palestyńczyków. Obserwując obecne działania Izraela, wypowiedzi polityków, reakcje międzynarodowe, miałam wrażenie, że historia zatacza koło, że świat się niczego nie nauczył, pozwalając Izraelowi na kolejny atak na Gazę. I chociażby dla tej lekcji jest to reportaż potrzebny. Gdyby tylko nie to, że jest on po prostu tragicznie napisany…
Opisy książki w internecie zaczynają się od słów to jest prawdziwy raport z oblężonego miasta – i tak dokładnie się czułam podczas przedzierania się przez pierwsze rozdziały: jakbym czytała raport. Niemalże suche fakty, kolejne listy ofiar, wiek, miejsca ataków. Szanuję, że Jasiewicz chciała upamiętnić jak najwięcej ofiar, ale w reportażu się nie dało tego czytać. Przy kilku pierwszych osobach czytałam imiona, nazwiska, wiek, przy kilkunastu kolejnych skupiałam się tylko na imieniu i wieku ofiary, pozostałe dziesiątki, jeśli nie setki nazwisk omijałam już wzrokiem. I tak nie będę w stanie powtórzyć zaraz po przeczytaniu… Po drugie niesamowicie irytowała mnie stronniczość i emocjonalność Jasiewicz. I mówię to jako osoba, która ma z nią całkowicie zgodne poglądy co do Gazy i Izraela – mimo to miałam serdecznie dość jej opinii i komentarzy przebijających niemal z każdej strony. Sam opis ludzkiej tragedii wystarczyłby tu w zupełności, by czytelnicy wyrobili sobie własną opinię, nie lubię, gdy autor/ka próbuje ją jeszcze narzucać na siłę. I naprawdę rozumiem, że Jasiewicz widziała mnóstwo dramatów, że te emocje są w niej żywe, ale czytałam już wiele reportaży pisanych przez osoby, które też widziały okropieństwa na własne oczy… i wiem, że da się pisać inaczej, lepiej, obiektywniej. Trudno się tu nie zgodzić ze słowami jednego z bohaterów reportażu: nie musicie słuchać nas, posłuchajcie izraelskich polityków – do mnie kilka takich cytatów przemówiło zdecydowanie bardziej niż apele autorki.
Podpalić Gazę kończy najdłuższy rozdział w książce, który znalazł się tam nie wiem właściwie po co. Opowiada o Polsce, Izraelu, USA – wzajemnych relacjach, ale też o polskich misjach w Afganistanie i Iraku, o polskich związkach zawodowych, o mnóstwie tematów, które z Gazą właściwie nie mają nic wspólnego. Ideą tego rozdziału było chyba wskazanie, że Polska wspiera Izrael politycznie, będąc partnerem Stanów, wciąż jednak to zakończenie wydaje mi się tu nie na miejscu i strasznie mnie zmęczyło. I całościowo, choć naprawdę szanuję działalność Jasiewicz dla Gazy, to książki polecić nie potrafię. Jestem pewna, że na rynku znajdą się zdecydowanie lepsze (i teraz też aktualniejsze) książki poświęcone Palestynie.

Przeczytane: 11.07.2024
Ocena: 4/10

Opublikowany w Science fiction, Sensacyjne

Andreas Eschbach – Video z Jezusem

Tytuł: Video z Jezusem
Autor: Andreas Eschbach
Tytuł oryginału: Das Jesus Video
Tłumaczenie: Joanna Filipek
Literatura: niemiecka
Wydawnictwo: Solaris

Choć Video z Jezusem to nie jest książka z gatunku, jaki lubię czytać, to pomysł na fabułę przypadł mi do gustu już przy zapoznaniu się z opisem książki. Podczas wykopalisk archeologicznych na terenie Izraela odkryto szkielet podróżnika w czasie. Miał on przy sobie instrukcję obsługi kamery video, a badania wskazują na to, że zmarł dwa tysiące lat temu. Krótko mówiąc, miał okazję nagrać na video samego Jezusa i teraz zaginiona kamera jest ciekawostką, której szuka wiele osób. Jedni – jak biznesmen Kaum – wietrzą tutaj ogromne zyski, inni – jak młody Foxx – szukają przygody. No i jest jeszcze najpotężniejsza korporacja świata, czyli kościół, któremu film nagrany dwa tysiące lat temu mógłby sporo namieszać…
Zatem pomysł jest ciekawy, a samo Video z Jezusem to książka – tylko lub aż – dobra. Akcja rozkręca się dość powoli, przez większość czasu brakuje mi tu budowania napięcia – tak naprawdę mocno wciągnęłam się w lekturę dopiero po przeczytaniu ok. 2/3. Bohaterowie wydają mi się dość płytcy, w efekcie końcowe, nieco głębsze dialogi między nimi niezbyt mi pasowały 😉 . Ciężko mi też było z którąś z postaci głębiej sympatyzować. Z drugiej strony miałam wrażenie, że dla Eschbacha psychologia postaci była kwestią drugorzędną, liczyła się tylko akcja – dlatego początek książki może trochę męczyć.
Nie była to lektura, która wywarła na mnie spore wrażenie czy pozostanie ze mną na dłużej, ale myślę, że nie taki był jej cel. Video z Jezusem to książka czysto rozrywkowa, lekka w odbiorze, idealna odskocznia od ciężkich reportaży, które czytam zazwyczaj. Eschbach zabiera czytelników na gorące izraelskie pustynie i zadaje im pytanie: co jeśli zamiast wierzyć można by naprawdę wiedzieć? 😉

Przeczytane: 8.07.2024
Ocena: 6/10

Opublikowany w Popularnonaukowa, Satyra i humor

Janina Bąk – Statystycznie rzecz biorąc 2

Tytuł: Statystycznie rzecz biorąc 2. Czyli jak zmierzyć siłę tornada za pomocą gofra
Autorka: Janina Bąk
Literatura: polska
Wydawnictwo: W.A.B.

Pierwszą książkę Janiny czytałam kilka lat temu, nie wiedząc jeszcze nic o samej autorce. Uznałam wtedy, że za mało tam było treści merytorycznych, a za wiele żartów, które w mniejszej dawce byłyby całkiem śmieszne. Od tej pory obserwuję Bąk w mediach społecznościowych i przywykłam już do jej poczucia humoru. Postanowiłam więc dać szansę Statystycznie rzecz biorąc 2 i cóż… Odczucia mam dość podobne jak po części pierwszej, w efekcie więc dwójka była dla mnie nieco bardziej męcząca w odbiorze.
Trochę szkoda, bo autorka potrafi opowiadać o statystyce. Kiedy omawia różne badania i eksperymenty, rzuca faktami i ciekawostkami, to są naprawdę fajne fragmenty książki. Niestety, to wszystko ginie w mnóstwie dygresji, opowieści z życia prywatnego, wspomnień z pracy na uniwersytecie, a przede wszystkim wszelakich żartów i komentarzy. I ja całkiem lubię jej poczucie humoru, bawi mnie, gdy czytam jej krótkie wpisy pod zdjęciami na instagramie. Jednak to, co się sprawdza w krótkich postach na mediach społecznościowych, okazuje się niesamowicie męczące w większej dawce, a już zwłaszcza w książce z założenia popularnonaukowej. Mocniej w lekturę wciągnęłam się dopiero w ostatnich rozdziałach, gdy różnych historyjek było jakoś mniej, a Bąk skupiła się więcej na samej statystyce i udostępniła rozdział Michałowi Choińskiemu z jego fascynującą opowieścią o stylometrii. Mimo wszystko lektura okazała się dla mnie rozczarowaniem, pozostanę przy obserwowaniu autorki na instagramie, po dłuższe jej prace sięgać już jednak nie będę.

Przeczytane: 7.07.2024
Ocena: 5/10

Opublikowany w Reportaż

Piotr Witwicki – Znikająca Polska

Tytuł: Znikająca Polska
Autor: Piotr Witwicki
Literatura: polska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Witwicki snuje opowieść o Włocławku, dając czytelnikom do zrozumienia, że w podobny sposób wyglądała historia wielu innych mniejszych i średnich miast, których upadek przyspieszyła transformacja gospodarcza kraju. Dla mnie jest to właśnie opowieść, a nie reportaż sensu stricto, bo brak tu jednak wielu detali, faktów historycznych, nawet jakiejkolwiek bibliografii, a brak tej w reportażach mnie zawsze uwiera. Są za to ludzie i samo miasto obserwowane przez pochodzącego właśnie z Włocławka autora.
Włocławek to miasto z długą historią, które jeszcze za komuny dość prężnie się rozwijało. Wszystko zaczęło się gwałtownie zmieniać wraz z upadkiem starego systemu – wkrótce upadły też fabryki, zatrudniające sporą część mieszkańców, a los miasta przypieczętowała reforma administracyjna, w wyniku której Włocławek utracił status miasta wojewódzkiego. Potem było już głównie bezrobocie, bieda, przestępczość, ucieczki do większych miast, a po wejściu Polski do UE – masowa emigracja. Przedstawiony przez Witwickiego Włocławek to miejsce, którego nie chciałabym odwiedzić i w którym zdecydowanie nie chce się mieszkać. Przeraża myśl, że takich miast w Polsce jest mnóstwo, małe i średnie miasta się wyludniają i powoli, lecz stale podupadają.
Przypadł mi do gustu styl Witwickiego – zdecydowanie niereportażowy, ale właśnie znów przywodzący mi na myśl słuchanie czyjejś opowieści. Nieraz potoczny, czasem wzbogacony mocniejszym słowem czy cytatem, niepróbujący zatuszować szarych stron Włocławka. Gdy dodamy do tego niewielkie rozmiary książki – Znikająca Polska to lektura na niecałe dwie godziny czytania – wyjdzie z tego krótka i ciekawa opowieść o znikaniu mniejszych miast.

Przeczytane: 5.07.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Anne Garrels – W kraju Putina

Tytuł: W kraju Putina. Życie w prawdziwej Rosji
Autor: Anne Garrels
Tytuł oryginału: Putin Country: A Journey into the Real Russia
Tłumaczenie: Maria Moskal
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Wyd. UJ

Trochę już reportaży o Rosji czytałam, ale Garrels udało się pokazać w W kraju Putina trochę inny obraz tego państwa. Przede wszystkim dlatego, że nie wybrała się do Moskwy, by z punktu widzenia stolicy pisać o Rosji, ale postawiła na Czelabińsk. Położony niedaleko granicy z Kazachstanem, otoczony jeziorami, będący w centrum obszaru ważnego zarówno z przemysłowego, jak i wojskowego punktu widzenia. A przede wszystkim na tyle oddalony od Moskwy, by faktycznie odzwierciedlić życie na rosyjskiej prowincji – nawet jeśli ta prowincja liczy sobie dobry milion mieszkańców 😉 . Czelabińsk to na tyle duże miasto, że Garrels mogła zgłębiać różnorodną tematykę: korupcję, prawa człowieka (w tym problemy osób homoseksualnych), przemysł i ochrona środowiska, różne działalności gospodarcze, służba zdrowia, religia, życie rodzinne… W 18 rozdziałach autorka opowiedziała w ciekawy sposób o życiu w Rosji z dala od Moskwy i Petersburga, a choć sama jest Amerykanką, to przez tyle lat pracowała jako korespondentka – najpierw w ZSRS, potem w Rosji – że jej spojrzenie na kraj jest bardzo dogłębne i umiejętnie zadaje pytania swoim rozmówcom.
Nie umiem do końca określić, co mnie w tym reportażu uwierało, ale mimo ciekawej tematyki, W kraju Putina czytało mi się dość powoli i często potrzebowałam przerw. Miałam też czasem wrażenie, że autorka się powtarza i lubi porównywać rosyjską prowincję z amerykańską – oczywiście na korzyść tej drugiej 😉 . Mimo to myślę, że naprawdę warto sięgnąć po reportaż Garrels – jest szczegółowy, rzetelny, pozwala zrozumieć, dlaczego wielu Rosjan z mniejszych miast, miasteczek i wsi uważa, że Putin to najlepsze, co mogło ten kraj spotkać.

Przeczytane: 03.07.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Dionisios Sturis – Zachód słońca na Santorini

Tytuł: Zachód słońca na Santorini. Ciemniejsza strona Grecji
Autor: Dionisios Sturis
Literatura: polska
Wydawnictwo: Poznańskie

Sturis zabiera czytelników do mniej znanej i nieszczególnie turystycznej Grecji. Tytuł reportażu może zwodzić, bo o Santorini tutaj właściwie nic nie ma – hasło nawiązuje do jednego z pytań, które mogli usłyszeć kandydaci do greckiego obywatelstwa: gdzie w kraju można zobaczyć najpiękniejszy zachód słońca? Poprawna odpowiedź mogła być tylko jedna. O czym zatem jest Zachód słońca na Santorini? Przede wszystkim o skrajnie prawicowej partii politycznej Złoty Świt, której organizacja i działanie widocznie wzorowały się na tym, co w latach trzydziestych wyczyniali naziści. Bojówki partyjne skupiały swoje ataki głównie na imigrantach, ale czasem dostawało się też i Grekom. Gdy ofiarą padł popularny raper, sprawa stała się głośna, a w procesie sądowym dążono do uznania Złotego Świtu nie za partię, ale za organizację przestępczą…
Sturis prowadzi czytelników przez ataki na imigrantów, morderstwo rapera Pavlosa Fyssasa, długi proces sądowy, któremu towarzyszyły protesty uliczne. Opowiada o tej ciemniejszej stronie Grecji, niechętnej imigrantom, ale też – dla równowagi – pokazuje przykłady z syryjskiego kryzysu uchodźczego, gdy niektórym Grekom zdecydowanie nie brakowało współczucia i chęci pomocy. Cały reportaż poprzeplatany jest prywatną historią autora – wychowanego w Polsce pół Polaka pół Greka, który sam uważał się tylko za Polaka… dopóki na greckiej granicy nie poinformowano go, że upomina się o niego miejscowa armia. Te fragmenty czasem mi się dłużyły, ale że życie autora było naprawdę ciekawe, do tego opisywał własne niezbyt przyjemne doświadczenia z grecką biurokracją… Stanowiło to całkiem fajne uzupełnienie lektury. Jedyne, co mnie nieco zmęczyło, to trochę za wiele nawiązań do Polski (przy rozmowach o przyjmowaniu uchodźców) i czasami zbyt szczegółowe wchodzenie w politykę. Ale mimo to reportaż szczerze polecam 🙂 .

Przeczytane: 30.06.2024
Ocena: 7/10