Opublikowany w Literatura piękna

Miha Mazzini – Wymazana

Tytuł: Wymazana
Autor: Miha Mazzini
Tytuł oryginału: Izbrisana
Tłumaczenie: Marlena Gruda
Literatura: słoweńska
Wydawnictwo: Wyszukane

Zanim sięgnęłam po książkę Mazziniego, nie zdawałam sobie sprawy z istnienia wymazanych – ok. 25 tysięcy osób, którym nowo powstała Słowenia odebrała na początku lat dziewięćdziesiątych obywatelstwo. Dlaczego? Po prostu urodzili się w innym kraju właśnie przestającej istnieć Jugosławii lub mieli już obywatelstwo innej części rozpadającego się państwa. Mogli tak jak główna bohaterka, Zala, mieszkać większość życia w Słowenii, mieć jednego z rodziców Słoweńca, mówić płynnie po słoweńsku, pracować tutaj, ale jeśli drugi rodzic Słoweńcem nie był lub twoje miejsce urodzenia po rozpadzie Jugosławii znajduje się poza Słowenią… sorry, nie chcemy cię! Jesteś obcokrajowcem, nielegalnie przebywającym w naszym kraju, nie przysługują ci żadne prawa, nie masz ubezpieczenia, stracisz pracę, może i mieszkanie, a i tak możesz mówić o szczęściu, jeśli cię nie deportują do twojego państwa. Tam dalej trwa wojna? Cóż, masz pecha…
Słowenia naprawdę zrobiła swoim obywatelom coś takiego i nie chce się wierzyć, że ETPC wydał w tej sprawie wyrok dopiero ponad 20 lat później, ludzie tkwili zawieszeni w tej pustce prawnej latami… U Mazziniego Zala nie zamierza jednak czekać. Znajduje się bowiem w jeszcze trudniejszej sytuacji – o tym, że została wymazana dowiaduje się w momencie, gdy trafia na porodówkę. Nie istniejąc w systemach, nagle pozbawiona ubezpieczenia, musi się jeszcze mierzyć ze strachem, że odbiorą jej dziecko… Początkowo myśli, że to jakiś błąd w komputerze, ale szybko się okazuje, że to jej własna ojczyzna wywinęła jej taki numer. Zala próbuje rozmawiać z dziennikarzami, nagłośnić swoją sprawę, szuka wsparcia u nielicznych bliskich i przez długi czas ma poczucie, że wali głową w mur. Nowo powstałe państwo ma ważniejsze problemy, a media zależne od władz nie chcą tym władzom wchodzić w drogę.
Wymazaną czytało mi się świetnie i szybko. Sporo czasu dodatkowo poświęciłam na zgłębianie problemu wymazanych – i wciąż nie mogę wyjść z szoku. Pogłębionego emocjami książki, bo to trzeba Mazziniemu przyznać: świetnie buduje napięcie i gra na emocjach czytelników. Zala chciałaby po prostu cieszyć się macierzyństwem, tymczasem stoi w obliczu utraty dziecka, wydalenia do obcego, ogarniętego wojną kraju, właściwie całe jej życie w jednej chwili runęło jak domek z kart. Jedynie końcówka trochę za bardzo dla mnie przyspieszyła – zostało niewiele do końca, Zala wciąż tkwiła w problemach, po czym nagle wszystko naraz się rozwiązało. Zostałam nagle z czytnikiem w dłoni i myślą ale to już? ale tak? 😉 . Książkę jednak szczerze polecam – dla mnie to było pierwsze zetknięcie z literaturą słoweńską i bardzo udane.

Przeczytane: 20.08.2024
Ocena: 8/10

Opublikowany w Literatura górska, Reportaż

Beata Sabała-Zielińska – Pięć Stawów

Tytuł: Pięć Stawów. Dom bez adresu
Autorka: Beata Sabała-Zielińska
Literatura: polska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Po Pięć Stawów sięgnęłam zachęcona poprzednimi reportażami Sabały-Zielińskiej o TOPR-ze, szczególnie ten pierwszy mnie swego czasu zachwycił. Podobało mi się, jak autorka rozmawia z ludźmi, jak pisze o górach, pomyślałam więc, że i ta lektura powinna mi podejść, choć sama nigdy w Dolinie Pięciu Stawów nie byłam. Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest zły reportaż, ale już dawno nie zajęło mi tak dużo czasu przebrnięcie przez stosunkowo krótką (bo ledwo 350 stron) książkę… I zastanawiam się, czy to kwestia nieznania tych miejsc, niekojarzenia nazwisk, nieposiadania żadnego sentymentu związanego ze schroniskiem w Pięciu Stawach? Bo naprawdę, były tu rozdziały, które mnie po prostu męczyły i nudziły – zwłaszcza historia schroniska, dziesiątki przewijających się imion, wypowiedzi, wspominek, a ja nie nadążałam, kto jest kim i o co w tym w ogóle chodzi.
Na szczęście potem było lepiej, choć wciąż uważam, że Pięć Stawów to lektura bardzo nierówna. Rozdziały naprawdę fajne i wciągające przeplatają się z takimi, które dla mnie zostały tu wepchnięte wręcz na siłę, by zapełnić strony. Reportaż w dużej mierze opiera się na wspomnieniach pracowników schroniska i członków ich rodzin, pełno więc tu anegdotek, śmiesznych bądź strasznych (jak te o spotkaniach z niedźwiedziami!) historyjek… w pewnym momencie czułam już nimi przesyt. Z drugiej strony z książki wyłania się też wiele niesamowitych opowieści: o funkcjonowaniu schroniska za czasów PRL, gdy nic nie było, o wychowaniu dzieci w Dolinie Pięciu Stawów, o górskich sukcesach i wypadkach, o tym, jak na przestrzeni lat zmienia się profil turysty w schronisku oraz samo schronisko… Z reportażu Sabały-Zielińskiej naprawdę sporo się dowiedziałam i były fragmenty, które czytało mi się świetnie, dlatego całościowo lekturę oceniam jako dobrą. Cieszę się jednak, że mam już tę książkę z głowy – dwóm tomom opowieści o TOPR-ze zdecydowanie nie dorównywała.

Przeczytane: 12.08.2024
Ocena: 6/10

Opublikowany w Powieść historyczna

Jürgen Thorwald – Krew królów

TytuŁ: Krew królów. Dramatyczne dzieje hemofilii w europejskich rodach książęcych
Autor: Jürgen Thorwald
Tytuł oryginału: Blut Der Könige
Tłumaczenie: Krzysztof Jachimczak
Literatura: niemiecka
Wydawnictwo: Marginesy

Thorwald zachwycił mnie już jakiś czas temu Stuleciem chirurgów, a jego sposób opowiadania o historii medycyny w sposób sfabularyzowany okazał się niesamowicie wciągający. Krew królów na Lubimy Czytać skategoryzowano jako powieść historyczną, mamy jednak do czynienia z podobnym zabiegiem – autor opowiada prawdziwą historię, ale zdecydowanie nie jak naukowiec. Krew królów to historie trzech hemofilików: księcia Asturii Alfonsa, księcia pruskiego Waldemara Hohenzollerna oraz carewicza Aleksego. Przyznam, że podtytuł Dramatyczne dzieje hemofilii w europejskich rodach książęcych nastawił mnie na nieco inną lekturę – spodziewałam się tu więcej historii, szerszego przekroju rodów i nazwisk, dokładniejszej analizy dziedziczności w tych europejskich rodach książęcych. Dostałam jednak trzy indywidualne przypadki i choć ciekawe, nie były to równie dobre opowieści.
Historia o Alfonsie zaczyna się już u schyłku jego życia, kiedy przeczuwający tragedię mężczyzna opowiada o swoich wcześniejszych losach – ze wszystkich trzech rozdziałów ten pierwszy czytało mi się najsłabiej. Księcia Waldemara też poznajemy pod koniec jego życia, kiedy u schyłku II wojny czeka na mogącą go uratować transfuzję krwi, a jego życiorys składamy z opowieści żony księcia skierowanej do lekarza. Zdecydowanie najbardziej fascynująca jest opowieść o jedynym synu ostatniego cara Rosji, bo tu hemofilia przeplata się z postacią Rasputina – a wszystko w formie wspomnień lekarza. Thornwald zaznaczył, że wszystkie główne postacie są prawdziwe, tak samo jak najważniejsze dialogi – oparte o materiały źródłowe. Ale są tu też drugoplanowe postacie fikcyjne, jest mnóstwo rozmów między bohaterami, które autor wykreował, by nadać wydarzeniom bieg. W efekcie faktycznie czyta się to szybko i dobrze, choć ciężko by uznać Krew królów za książkę historyczną. Na koniec dostajemy też krótkie podsumowanie naukowe nt. samej hemofilii, stanowiące ciekawe uzupełnienie lektury. Więc choć spodziewałam się tutaj czegoś innego, to Krew królów mnie wciągnęła i jestem zadowolona z lektury 🙂

Przeczytane: 8.08.2024
Ocena: 6/10

Opublikowany w Klasyka, Literatura piękna

Harper Lee – Zabić drozda

Tytuł: Zabić drozda
Autorka: Harper Lee
Tytuł oryginału: To kill a mockingbird
Tłumaczenie: Maciej Szymański
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Rebis

Grzechem jest zabić drozda – powiedział swoim dzieciom Atticus, adwokat w małym miasteczku Maycomb w stanie Alabama. Zabicie ptaka, który nie czyni nic złego staje się potem analogią do innych sytuacji, które obserwujemy oczami kilkuletniej Jean Louise, zwanej Smykiem. Początkowo ta dziecięca narracja mnie zdziwiła, jednak powieść Lee czytało mi się bardzo dobrze. Smyk nie rozumiała wielu dziejących się wokół niej rzeczy, istotne tematy przeplatała z dziecięcymi zabawami, a czytelnicy z cytowanych przez narratorkę rozmów dorosłych mogą wywnioskować problematykę sytuacji. A ta jest naprawdę skomplikowana, bo Atticus musi bronić w sądzie czarnoskórego oskarżonego o gwałt na białej dziewczynie, gdy wszystko wskazuje na to, że mężczyzna jest niewinny. Jednak skrajnie rasistowskie społeczeństwo już wydało wyrok – mówimy tu w końcu o stanie Alabama sprzed kilkudziesięciu lat (bohaterowie dowiadują się z gazet lub radia o dyskryminacji Żydów w Niemczech, czyli wygląda to na okres międzywojenny).
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to powieść wydana w 1960 roku, napisana przez białą autorkę i opowiadająca o wydarzeniach jeszcze wcześniejszych. Nie dziwi więc sposób przedstawienia czarnych, skupienie narracji na białych bohaterach, a także lekceważące podejście do roli kobiet w społeczeństwie. Jedyną znaczącą czarną bohaterką jest Calpurnia, służąca Atticusa, przedstawiona jako ta dobra, mądrzejsza – lepsza, bo potrafiąca czytać i mówić jak biali… Jednak patrząc na tamte czasy, Zabić drozda wydaje mi się zbyt nierealistyczna – szanowany, biały adwokat nie podjąłby się takiej sprawy, nie miałby wsparcia w części mieszkańców. Choć Lee przedstawiła mieszkańców Maycomb jako prowincjonalną, rasistowską społeczność, to jednak skupienie narracji na Atticusie, jego dzieciach, pani Maude i służącej Cal sprawiało, że powieść odebrałam jako wyidealizowaną.
Pominąwszy jednak ten zgrzyt, nie mogę zaprzeczyć, że Zabić drozda okazało się jedną z lepszych powieści, jakie czytałam ostatnimi czasy. Umiejętnie prowadzona narracja z punktu widzenia dziecka sprawiała, że w głowie rodziło się wiele pytań, jak różni ludzie różnie postrzegają sprawiedliwość, dobro i zło. Smyk na wiele wydarzeń reagowała emocjonalnie i ta jej dziecięca niewinność dodawała książce uroku. Zaskakująco ciekawie czytało mi się też o zabawach Smyka, Jema i ich przyjaciela Dilla, oraz o próbach poznania Dzikiego sąsiada. Rozumiem, dlaczego Zabić drozda stało się klasyką literatury, choć mam też świadomość, że nie wszystkie aspekty książki przetrwały próbę czasu. Cieszę się jednak, że w końcu ją przeczytałam – zdecydowanie było warto 🙂

Przeczytane: 7.08.2024
Ocena: 8/10

Opublikowany w Fantastyka

Brandon Sanderson – Dawca Przysięgi (t.2)

Tytuł: Dawca Przysięgi. Tom II
Autor: Brandon Sanderson
Tytuł oryginału: Oathbringer
Tłumaczenie: Anna Studniarek-Więch
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Mag

Zdaję sobie sprawę, że jest coś niewłaściwego w ocenianiu drugiej części książki, która w oryginale ukazała się niepodzielona wcale na części. Z drugiej strony, może jednak dobrze, że polski wydawca podzielił Dawcę przysięgi na pół, bo skoro tę drugą połowę czytałam ponad dziesięć godzin, to na ile bym ugrzęzła, czytając całość na raz? W pierwszej części brakowało mi akcji i liczyłam, że w drugiej będzie się działo więcej… Nie spodziewałam się jednak, że aż tyle! Sanderson rozkręcił akcję tak, że te kilkaset stron czytałam z zapartym tchem, a ostatnie dwie-trzy godziny lektury to najchętniej w ogóle bym nie przerywała… 😉
Ale do rzeczy! W fantastyce uwielbiam wszelakie sceny bitewne, a druga część Dawcy przysięgi była tu prawdziwą ucztą. Najpierw obrona Kholinaru, próby poznania oblężonego miasta, uratowania królowej i jej syna – całość naprawdę świetnie opisana. Potem dość ciekawa, wprowadzająca coś nowego do powieści, wędrówka przez Cieniomorze… By dojść do punktu kulminacyjnego, czyli starcia z Odium o Thaylen, napisanego z takim rozmachem, jakby Sanderson już przygotowywał się do ekranizacji swoich powieści 😉 . Były jednak momenty, gdy ta bitwa mi się dłużyła, za dużo szczegółów, za wielu bohaterów zaangażowanych w różne kwestie – ale można to autorowi wybaczyć, w końcu nikt z głównych bohaterów nie będzie w kulminacyjnym momencie unikał walki. Fabułę wciąż przeplatają wspominki Dalinara z młodości, pomagające zrozumieć to, dlaczego stał się tym, kim jest. Zauważam też, że z każdym kolejnym tomem maleje moja fascynacja postacią Kaladina, a coraz bardziej lubię Shallan i Adolina 🙂 .
Fanom serii powinno się podobać, Sanderson ciągle trzyma wysoki poziom, a Archiwum Burzowego Światła już trafiło do czołówki moich ulubionych serii fantasy. Teraz chwila przerwy na inne lektury i z przyjemnością sięgnę po kolejny tom.

Przeczytane: 2.08.2024
Ocena: 8/10

Opublikowany w Literatura piękna

Kateryna Babkina – A pamiętasz, mamo?

Tytuł: A pamiętasz, mamo?
Autorka: Kateryna Babkina
Tytuł oryginału: Мам, пам’ятаєш?
Tłumaczenie: Bohdan Zadura
Literatura: ukraińska
Wydawnictwo: Warstwy

A pamiętasz, mamo? to książka, którą miałam na swojej liście od dawna, a gdy zaczęłam ją w końcu czytać, wciągnęłam się właściwie natychmiast. Słowa z tytułu to początek każdego rozdziału – listu nastoletniej Diany, która uciekając przed wojną w Ukrainie, dotarła do Wiednia, gdzie mieszka jej ojciec. Po rozstaniu z nim matka założyła pod Kijowem nową rodzinę, a po wybuchu wojny dziewczynka uciekła z kraju wraz z malutką przyrodnią siostrą. Diana próbuje w Wiedniu budować swoje życie na nowo, z przekonaniem o jego tymczasowości (bo przecież wróci do Kijowa, nie zna niemieckiego), a listy do mamy są formą terapii zaleconą przez psycholożkę. Co się z samą matką stało, nie wiemy, ale można się przecież domyślać…
Bardzo trafił do mnie styl, jakim została napisana ta książka. Język pasuje do nastolatki, listy są raz krótsze raz dłuższe, a ich treść świetnie oddaje emocje towarzyszące młodej dziewczynie, która nagle znalazła się w niewyobrażalnej sytuacji. Poza samą tematyką uchodźstwa i poczucia odpowiedzialności za młodszą siostrę, pojawiają się też bardziej nastoletnie wątki, jak problemy w relacjach z ojcem czy pierwsze zauroczenie (niezwykle trudne, bo w chłopcu, który również doświadczył traumy wojennej). Muszę przyznać, że Babkinie udało się poruszyć ciężki temat z niesamowitym wdziękiem – A pamiętasz, mamo? czytało mi się zaskakująco lekko, choć lektura okazała się bardzo poruszająca. Niestety, miałam też trochę wrażenie, że w pewnym momencie gdzieś te emocje zaczęły zanikać, momenty odnajdywania się w nowym kraju trafiły do mnie bardziej niż nastoletnie problemy Diany z chłopakiem czy ojcem. Doceniam też drobne ciekawostki związane z życiem w Wiedniu, choć zazgrzytało mi jednak, gdy jedna z bohaterek po prostu weszła do Rossmanna (który akurat w Austrii nie operuje 😉 ). Patrząc na całokształt, jest to krótka, lecz bardzo dobra lektura, ukazująca uchodźstwo (i to te współczesne, europejskie) z punktu widzenia nastolatki – już nie przerażonego dziecka, ale jeszcze nie podejmującego własne decyzje dorosłego. Polecam.

Przeczytane: 1.08.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Literatura piękna

Petr Šabach – Babcie

Tytuł: Babcie
Autor: Petr Šabach
Tytuł oryginału: Babičky
Tłumaczenie: Julia Różewicz
Literatura: czeska
Wydawnictwo: Afera

W swojej krótkiej i lekko humorystycznej (przyznam, że spodziewałam się tu jednak więcej humoru) powieści Šabach opowiada o Czechosłowacji w drugiej połowie XX wieku. Skupiając się głównie na latach sześćdziesiątych, bo to wtedy dorasta główny bohater powieści – Matěj. W jego wychowaniu uczestniczy cała rodzina, w tym dwie tytułowe babcie – a obie części rodziny były tak skrajnie różne, że aż dziw, że się jakoś dogadywały 😉 . Babcia ze strony mamy, Irena, to kobieta elegancka i całkiem wykształcona – można z nią było pogadać o filozofii czy poezji, a ówczesnych władz całym sercem nie znosiła. Babcia ze strony ojca, Maria, to komunistka, która podczas Praskiej Wiosny chciała robić ciasto na powitanie Sowietów, a przeszłość obozowa miała zauważalny wpływ na jej zachowanie. Przy takiej kombinacji musiało dochodzić do różnych dziwnych sytuacji i znów, spodziewałam się, że takich zabawnych wydarzeń będzie tu nieco więcej.
Najwięcej jest za to codzienności. Matěj dorasta, chodzi do szkoły w Pradze, próbuje różnych sportów, jest zauroczony młodą sąsiadką, na krótki czas emigruje do Wielkiej Brytanii, a potem wyrusza w podróż do Grecji… Czyta się to lekko i przyjemnie, mimo czasem trudnych tematów – czytelnicy poznają historię z punktu widzenia Matěja, a młody chłopak po prostu nie wszystko jeszcze rozumie. W tle dzieją się ważne rzeczy, a Praska Wiosna i upadek komunizmu są najważniejszymi z nich (rozbawiła mnie za to końcówka z upadkiem systemu i babciami… ale nie będę spojlerować 😉 ). Nie sądzę, by ta powieść zachęciła mnie do dalszego zgłębiania twórczości Šabacha – Babcie to było coś innego, coś dla mnie nowego, jestem całkiem zadowolona z lektury, ale tak jakoś… wystarczy 🙂

Przeczytane: 28.07.2024
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Paweł Pieniążek – Opór

Tytuł: Opór. Ukraińcy wobec rosyjskiej inwazji
Autor: Paweł Pieniążek
Literatura: polska
Wydawnictwo: W.A.B.

Pamiętam dobrze pierwsze tygodnie wojny w Ukrainie na pełną skalę, gdy starałam się na bieżąco – w dzień i w nocy – śledzić przebieg działań wojennych. Paweł Pieniążek był wtedy i przez kolejne miesiące na miejscu – obserwował wydarzenia i rozmawiał z ludźmi, którzy przeżywali właśnie najgorszy koszmar życia. W oparciu o te rozmowy i obserwacje powstał Opór – bardzo dobry reportaż o tym, jak wyglądała ukraińska codzienność w 2022 roku. Nie ma tu historycznych czy politycznych analiz, wojna się przecież jeszcze nie skończyła i wiele pytań wciąż pozostaje bez odpowiedzi (jako wprowadzenie do tematu można sięgnąć jednak po wcześniejszy reportaż autora: Wojna, która nas zmieniła). Tutaj Pieniążek skupił się na ludziach, ich działaniach i odczuciach w tym początkowym okresie wojny i ta książka jest świetnym uzupełnieniem mojej dotychczasowej wiedzy oraz relacji usłyszanych od ukraińskich znajomych.
Tytuł zobowiązuje i bohaterami oraz bohaterkami Oporu są głównie osoby, które w kryzysowej sytuacji postanowiły stawić czoło rosyjskiej inwazji. Zarówno żołnierze, jak i cywile – Pieniążek opowiada o tych, którzy masowo zapisywali się do wojska, zgłaszali do służb porządkowych i tworzyli własne, działali jako wolontariusze na różne sposoby, organizowali życie w schronach na stacjach metra, przywracali funkcjonowanie odbitych przez Ukrainę terenów, jeździli karetkami i ratowali życie ofiarom ataków… A nawet ci, którzy w obawie o życie własne i bliskich uciekli z zagrożonych terenów – w inne rejony kraju lub za granicę – nie przestawali działać, chcieli pomagać na różne sposoby. Pieniążek pokazuje, jak wojna potrafi wyzwolić w ludziach ich najlepsze cechy, co człowiek jest w stanie zrobić dla ocalenia swojego domu – nieważne, czy rozumie przez to mieszkanie, miasto czy cały kraj.
Biorąc pod uwagę, że opisywane tu wydarzenia są wciąż bardzo świeże i że osobiście znam wiele osób dotkniętych tą wojną, nie dziwię się, że reportaż ten bardzo mnie poruszył. Lubię literaturę faktu, gdy bohaterowie mają dużo do powiedzenia, a tutaj wszystko się zgrabnie przeplatało z własnymi doświadczeniami i obserwacjami autora. Niestety, z Oporu nie wyłania się pozytywny obraz sytuacji – po kilku miesiącach wojny ludzie widzieli, że potrwa ona jeszcze długo (jakby nie patrzeć, trwa już kolejne dwa lata…),a skala oporu jednak słabnie. Nie można być wolontariuszem latami, trzeba wrócić do pracy, zarabiać na życie. Wsparcie finansowe z czasem maleje, ochotnicy już poszli walczyć, ale państwo dalej potrzebuje żołnierzy. Mam nadzieję, że doczekam się niedługo kontynuacji książki, opowiadającej o powojennej odbudowie zniszczeń – a póki co szczerze polecam lekturę Oporu.

Przeczytane: 24.07.2024
Ocena: 8/10

Opublikowany w Literatura piękna

Jakub Małecki – Korowód

Tytuł: Korowód
Autor: Jakub Małecki
Literatura: polska
Wydawnictwo: Sine Qua Non

Jako że moje dotychczasowe spotkania z twórczością Małeckiego były bardzo pozytywne (może poza nieco rozczarowującym Świętem ognia), z ciekawością sięgnęłam po jego najnowszą powieść. Korowód nie zachwycił mnie aż tak jak Horyzont i Saturnin, wciąż jednak okazał się bardzo dobrą i wciągającą lekturą.
Korowód to zbiór czterech powiązanych ze sobą historii, każda kolejna jest dłuższa i bardziej rozbudowana od poprzedniej. Pierwsza opowieść ma miejsce w XVI wieku i towarzyszymy uciekającemu przez zamarznięty Bałtyk mężczyźnie. Potem przez ten sam Bałtyk płynie Feliks, a jego przeżycia poznajemy z perspektywy pisanych do ukochanej listów. Trzecią bohaterką jest młoda dziewczyna, późniejsza pisarka – tutaj historia podzielona jest na dwie części: pamiętnik z młodości i fragmenty późniejszej powieści. Fragmenty pamiętnika to, niestety, najsłabsza część Korowodu – zarówno językowo (kompletnie niedopasowany język do czasów i bohaterki), jak i tematycznie. Za to niewątpliwie najbardziej wciągnęła mnie końcówka książki, będąca głównie wspomnieniami z dzieciństwa pisarza, zapewne alter ego samego autora.
Przed sięgnięciem po lekturę zaciekawiły mnie zachwyty nad użyciem tutaj pomysłu powieści szkatułkowej. Faktycznie, drobne szczegóły w ciekawy sposób wiążą ze sobą kolejne opowiadania, ale miałam nadzieję na nieco więcej powiązań, większe rozbudowanie / późniejsze wyjaśnienia pierwszych historii. Pozostało mi więc trochę poczucie niedosytu, jednak muszę przyznać, że Korowód przeczytałam bardzo szybko i lektura sprawiła mi przyjemność 🙂

Przeczytane: 23.07.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Literatura piękna

Ludmiła Pietruszewska – Jest noc

Tytuł: Jest noc
Autorka: Ludmiła Pietruszewska
Tytuł oryginału: Время ночь
Tłumaczenie: Jerzy Czech
Literatura: rosyjska
Wydawnictwo: Czarne

Jest noc Pietruszewskiej to jedna z tych książek, które po przeczytaniu pozostawiają mnie z myślą czy to mi się w ogóle podobało?. I nie umiem na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć, bo były w tej powieści rzeczy naprawdę świetne, były też takie, które kompletnie nie przypadły mi do gustu. Jest to bez wątpienia lektura bardzo specyficzna, rozumiem więc zarówno tych, którzy się nią zachwycają, jak i tych, którym kompletnie nie przypadła do gustu. Pietruszewska jest oszczędna w słowach, Jest noc liczy sobie ledwo 128 stron, a mimo to nie czyta się tego szybko i lekko.
Narratorką w powieści jest Anna, rosyjska poetka na niewielkiej emeryturze, próbująca nie tylko przeżyć w ciężkich warunkach, ale też wesprzeć w miarę możliwości rodzinę. Syn Andriej ma kryminalną przeszłość, problemy z żoną i alkoholem, własną matkę na przemian wyzywa lub prosi o pieniądze. Córka Alona jest co rusz w ciąży z kim innym, a jedno dziecko jest właściwie cały czas pod opieką babci. No i jest jeszcze starsza, mocno schorowana matka Anny… Relacje między członkami rodziny są tragiczne, narratorka nie potrafi sobie poradzić z bliskimi i ich problemami, a sytuacji wcale nie poprawia nieustanny brak pieniędzy.
Jest coś w prozie rosyjskiej, co wyróżnia ją na tle literatury innych krajów – to postrzeganie najgorszych rzeczy jako codzienności, normalne funkcjonowanie mimo tragedii… a jednocześnie ta ich normalność jest tak inna od naszej, że co rusz zadawałam sobie pytanie, jak tam można żyć? Żadnego z bohaterów, włącznie z narratorką, nie da się tu polubić, ale też nie sposób im nie współczuć. Jest noc to powieść pełna emocji, zazwyczaj skrajnie negatywnych, ale jednak zmuszających do refleksji. Ciąg myśli Anny bywa czasem mocno przytłaczający i męczący, tych wszystkich emocji, narzekań jest po prostu za dużo – a z drugiej strony, czyż nie tak wygląda właśnie jej codzienność? Niesamowicie spodobało mi się przedstawienie postaci, trafił do mnie pomysł na książkę oraz język – męczyły powtórzenia, wściekało zachowanie bohaterów, nie umiałam się też w lekturze zatracić i w pełni wciągnąć. Chyba trzeba po prostu bardzo lubić taki rodzaj prozy, by się tą lekturą zafascynować 😉

Przeczytane: 18.07.2024
Ocena: 6/10