
Autor: Jakub Korus
Literatura: polska
Wydawnictwo: Znak
Ciekawy temat, niewykorzystany potencjał – tak pokrótce mogłabym skomentować Surogatki Korusa. Sięgnęłam po ten reportaż z ciekawością, bo tematyka surogacji była mi właściwie obca. Kojarzyła mi się chyba tylko z bogaczami, którzy decydowali się na takie rozwiązanie w związkach homoseksualnych lub gdy kobiety nie chciały niszczyć swojego ciała ciążą. Tymczasem autor udowadnia, że dla wielu zwykłych ludzi surogacja to ostatnia deska ratunku, gdy wszystkie inne metody posiadania biologicznego dziecka nie działają. I zdecydowanie nie jest to metoda łatwa ani tania, choć oczywiście zdarzają się przypadki, gdy surogatka rodzi dziecko bliskiej osobie i nie chce za to pieniędzy. Reportaż jednak skupia się na surogacji zarobkowej, a problematyka przedstawiona jest głównie z punktu widzenia przyszłych rodziców oraz surogatek.
Mam problem z jednoznaczną oceną tej książki. Z jednej strony niemało się z niej dowiedziałam i były fragmenty, które czytałam z prawdziwym zainteresowaniem. Z drugiej jednak trudno uznać ten reportaż za kompletny. Korus skupia się tu na Ukrainie, choć teoretycznie książka podzielona jest na trzy części: Ukrainę, Polskę i resztę świata. Wszystko i tak kręci się wokół ukraińskich surogatek, tyle że czasem rodzących w Polsce, w Czechach czy na Cyprze. Brakowało mi szerszego przekroju regulacji prawnych i sytuacji surogatek w innych krajach, myślę, że dużo więcej można by napisać choćby i z samej polskiej perspektywy. Zdaję sobie sprawę, że dotarcie do legalnych ukraińskich surogatek i rozmowy z nimi były już wyzwaniem, często były to ciekawe (choć w pewnym momencie miałam odczucie, że dość powtarzalne) wywiady, ale myślę, że można by tu poszukać więcej rozmówców, przedstawić inne punkty widzenia. Nie żałuję sięgnięcia po tę lekturę, ale zdecydowanie nie mam poczucia, że zaspokoiła ona moją potrzebę wiedzy w tym temacie – raczej sprawiła, że chcę przeczytać coś innego, by dowiedzieć się więcej 😉 .
Przeczytane: 20.09.2024
Ocena: 6/10








