Opublikowany w Reportaż

Jakub Korus – Surogatki

Tytuł: Surogatki. Historie kobiet, które rodzą „po cichu”
Autor: Jakub Korus
Literatura: polska
Wydawnictwo: Znak

Ciekawy temat, niewykorzystany potencjał – tak pokrótce mogłabym skomentować Surogatki Korusa. Sięgnęłam po ten reportaż z ciekawością, bo tematyka surogacji była mi właściwie obca. Kojarzyła mi się chyba tylko z bogaczami, którzy decydowali się na takie rozwiązanie w związkach homoseksualnych lub gdy kobiety nie chciały niszczyć swojego ciała ciążą. Tymczasem autor udowadnia, że dla wielu zwykłych ludzi surogacja to ostatnia deska ratunku, gdy wszystkie inne metody posiadania biologicznego dziecka nie działają. I zdecydowanie nie jest to metoda łatwa ani tania, choć oczywiście zdarzają się przypadki, gdy surogatka rodzi dziecko bliskiej osobie i nie chce za to pieniędzy. Reportaż jednak skupia się na surogacji zarobkowej, a problematyka przedstawiona jest głównie z punktu widzenia przyszłych rodziców oraz surogatek.
Mam problem z jednoznaczną oceną tej książki. Z jednej strony niemało się z niej dowiedziałam i były fragmenty, które czytałam z prawdziwym zainteresowaniem. Z drugiej jednak trudno uznać ten reportaż za kompletny. Korus skupia się tu na Ukrainie, choć teoretycznie książka podzielona jest na trzy części: Ukrainę, Polskę i resztę świata. Wszystko i tak kręci się wokół ukraińskich surogatek, tyle że czasem rodzących w Polsce, w Czechach czy na Cyprze. Brakowało mi szerszego przekroju regulacji prawnych i sytuacji surogatek w innych krajach, myślę, że dużo więcej można by napisać choćby i z samej polskiej perspektywy. Zdaję sobie sprawę, że dotarcie do legalnych ukraińskich surogatek i rozmowy z nimi były już wyzwaniem, często były to ciekawe (choć w pewnym momencie miałam odczucie, że dość powtarzalne) wywiady, ale myślę, że można by tu poszukać więcej rozmówców, przedstawić inne punkty widzenia. Nie żałuję sięgnięcia po tę lekturę, ale zdecydowanie nie mam poczucia, że zaspokoiła ona moją potrzebę wiedzy w tym temacie – raczej sprawiła, że chcę przeczytać coś innego, by dowiedzieć się więcej 😉 .

Przeczytane: 20.09.2024
Ocena: 6/10

Opublikowany w Biografie i wspomnienia

Martina Winkelhofer – Cesarzowa

Tytuł: Cesarzowa. Pierwsze lata Sisi na wiedeńskim dworze
Autorka: Martina Winkelhofer
Tytuł oryginału: Sisis Weg: Vom Mädchen zur Frau – Kaiserin Elisabeths erste Jahre am Wiener Hof
Tłumaczenie: Magdalena Kaczmarek
Literatura: austriacka
Wydawnictwo: Marginesy

Mieszkam w Wiedniu, więc postać Sisi przewija mi się niemal wszędzie dookoła. Sporo już o niej tutaj słyszałam i czytałam, zwiedziłam parę pałaców i wystaw poświęconych zarówno samej Sisi, jak i generalnie Habsburgom… Myślałam, że trochę w temacie już wiem, ale Winkelhofer i tak mnie w wielu kwestiach zaskoczyła. Ta wiedeńska historyczka postanowiła spojrzeć na austriacką cesarzową z nieco mniej popularnej perspektywy – większość biografii Sisi skupia się bowiem na jej niezależności i konflikcie z teściową, Zofią. Autorka zaś trafnie podkreśla, że Elżbieta była cesarzową przez ponad 40 lat, wychodząc za Franciszka Józefa jako zaledwie szesnastolatka. Operowanie stereotypami sprawia, że pomijamy kwestię rozwoju osobistego Sisi, więc takie odmienne spojrzenie Winkelhofer przypadło mi do gustu. Autorka oparła się o zachowane materiały źródłowe, liczne listy wymieniane między członkami rodziny cesarskiej, dawne pamiętniki, wspomnienia służby, udowadniając, że to, jak współczesna historia postrzega cesarzową, dość często mija się z prawdą.
W Cesarzowej spodobało mi się skupienie na początkach kariery Sisi w nowej roli – autorka opowiada o dzieciństwie Elżbiety, o jej dorastaniu, poznaniu i zaręczynach z Franciszkiem Józefem oraz o kilku pierwszych latach w nowej roli: żony, władczyni, a potem matki. Młoda Elżbieta to kobieta będąca niemal przeciwnością swojego wizerunku, jaki znamy powszechnie – nieśmiała, niepewna siebie, uległa, źle znosząca rozstania z mężem… przy tym też podporządkowana teściowej, która może i faktycznie się zanadto we wszystko wtrącała, ale też naprawdę życzyła młodym jak najlepiej. Co, jak, kiedy i dlaczego się zmieniło? Na te pytania też dostaniemy odpowiedzi w tej książce.
Irytowało mnie jednak, że obecność Winkelhofer jest w tej biografii mocno zauważalna. Jej komentarze, opinie, przemyślenia, próby diagnoz medycznych… Nie tego oczekuję od lektury napisanej przez historyczkę i częściowo psuło mi to odbiór książki. Na szczęście życiorys Sisi broni się sam, a autorka przejrzała mnóstwo źródeł i umiejętnie je dobrała i przedstawiła w Cesarzowej, więc całość czytało mi się bardzo dobrze i lektura mnie wciągnęła – zwłaszcza w ostatnich rozdziałach.

Przeczytane: 12.09.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski – Cena nieważkości

Tytuł: Cena nieważkości. Kulisy lotu Polaka w kosmos
Autorzy: Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski
Literatura: polska
Wydawnictwo: Agora

Nazwisko Mirosława Hermaszewskiego, póki co jedynego Polaka, który poleciał w kosmos, było mi dobrze znane. Jednak to nie były moje czasy, więc nie znałam całej otoczki związanej z tym lotem, z ciekawością zatem sięgnęłam po reportaż Kortko i Pietraszewskiego. Zwłaszcza że czytałam już biografie himalaistów (Wielickiego i Kukuczki) autorstwa tych panów i były to udane lektury, więc i do Ceny nieważkości podeszłam z pozytywnym nastawieniem. I nie zawiodłam się, książka dostarczyła mi mnóstwa informacji i ciekawostek, pozwoliła dowiedzieć się co nieco nie tylko o samym Hermaszewskim, ale też generalnie o radzieckim programie kosmicznym. Gdybym miała coś zarzucić temu reportażowi, to wspomniałabym głównie o historiach pobocznych – autorzy czasem tak bardzo odbiegali od tematu kosmosu, opowiadając choćby o życiu czy problemach PRL-u, że momentami zapominałam wręcz, że czytam Cenę nieważkości 😉 . Nie twierdzę, że sytuacja polityczna nie miała wpływu na opisywane wydarzenia – w końcu Hermaszewski poleciał w ramach radzieckiej misji – jednak jestem przekonana, iż można by tu uciąć sporo wątków pobocznych bez narażenia całej lektury na szwank.
Z reportażu dowiemy się, jak wyglądała selekcja polskich pilotów do programu kosmicznego, jakie treningi i badania musieli przejść, ile polityki było w tle, jakie znaczenie miała rywalizacja między ZSRS i USA i jak odmiennie traktowano kosmonautów w obu państwach. Autorzy wybrali się do słynnego Gwiezdnego Miasteczka pod Moskwą, rozmawiali z Piotrem Klimukiem, który wyruszył w kosmos wraz Hermaszewskim, no i oczywiście z samym pierwszym polskim kosmonautą oraz z Zenonem Jankowskim – drugim polskim kandydatem. Ich wspomnienia nie zawsze są pozytywne, dużo tu było polityki, poczucia niesprawiedliwości, różnych odcieni szarości w tle za podejmowanymi decyzjami. Kortko i Pietraszewski starali się podejść do tematu obiektywnie, nie stawali po niczyjej stronie i nie oceniali, pozwalając czytelnikom zgłębić się samodzielnie w cały ten radziecko-kosmiczny bałagan… 😉 W efekcie Cena nieważkości to naprawdę bardzo dobry reportaż – nieco przegadany, owszem, ale z mnóstwem przystępnie przedstawionych faktów i historii, świetnie ukazujących tytułowe kulisy lotu Polaka w kosmos.

Przeczytane: 09.09.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Literatura piękna

Miika Nousiainen – Korzenie

Tytuł: Korzenie
Autor: Miika Nousiainen
Tytuł oryginału: Juurihoito
Tłumaczenie: Sebastian Musielak
Literatura: fińska
Wydawnictwo: Książkowe Klimaty

Jak dobrze mi się tę książkę czytało! Zaciekawiło mnie już samo to, że Korzenie to powieść genealogiczno‑stomatologiczna, a ja lubię takie dziwne mieszanki 😉 . Okazało się, że Nousiainen stworzył opowieść niesamowicie wciągającą, pełną humoru oraz trudnych tematów, ale przedstawionych tak, że mimo wszystko musiałam się często uśmiechać. Historię poznajemy na przemian z perspektywy dwóch braci, którzy nagle dowiadują się o swoim istnieniu: Pekka to copywriter w fińskiej firmie reklamowej, a Esko prowadzi prywatny gabinet dentystyczny. Poznają się podczas leczenia zębów Pekki i odkrywają, że choć mają wspólnego ojca, to żaden z nich o nim właściwie nic nie wie. Postanawiają więc dowiedzieć się więcej o swoich korzeniach, a w poszukiwaniu ojca przyjdzie im się trochę najeździć. Poznają wielu członków rodziny i zmierzą się z wieloma problemami społecznymi – często przedstawionymi w sposób mocno uogólniony, ale mi to akurat pasowało do treści lektury. Gdyby Nousiainen próbował tutaj w bardziej szczegółowy sposób zgłębiać wspomniane tematy, nieuchronnie zabiłoby to rytm i humor lektury.
Zatem wszystko zależy od tego, czego się po Korzeniach spodziewacie – jeśli dogłębnej analizy psychologicznej bohaterów, poważnego podejścia do różnych problemów społecznych, to możecie czuć się rozczarowani i uznać, że książce sporo brakuje. Jeśli jednak podejdziecie to lektury z humorem, rozumiejąc, że problemy są i autorowi nie chodzi o ich umniejszanie, po prostu stanowią jedynie tło wydarzeń, to będzie Wam się dużo lepiej czytało 😉 . Dla mnie numerem jeden była tu Sari – pół Finka pół Szwedka mieszkająca w Södertälje (powiedzmy, że nie jest to najbardziej szwedzka część Szwecji) z partnerem – Asyryjczykiem i należąca do mocno antyimigranckiej partii Szwedzcy Demokraci. Kontrastów i sprzeczności tu dużo, wiele z nich mocno charakterystycznych dla Skandynawii, co niewątpliwie sprawiło, że jeszcze mocniej wciągnęłam się w lekturę.
Nie można też zapomnieć o świetnym stylu autora, bardzo fajnie przełożonym na polski przez Musielaka (jego tłumaczenia z fińskiego zachwycają mnie nie od dziś) – szczególnie te dialogi toczone w fingliszu zwróciły moją uwagę. Dawno już nie czytało mi się tak lekko książki, w której bohaterów spotkało tak wiele złego, a jednak mnie to nie przytłaczało. Porównanie szukania własnych korzeni do zabiegów na zębach to dodatkowa ciekawostka – zresztą cały ten stomatologiczny świat Eska był dla mnie jedną z mocniejszych stron książki. Całość szczerze polecam! 🙂

Przeczytane: 08.09.2024
Ocena: 8/10

Opublikowany w Biografie i wspomnienia

Masaji Ishikawa – Za mroczną rzeką

Tytuł: Za mroczną rzeką. Jak przetrwałem reżim Korei Północnej
Autor: Masaji Ishikawa
Tytuł oryginału: 北朝鮮大脱出 地獄からの生還
Tłumaczenie: Justyna Kukian
Literatura: japońska / koreańska
Wydawnictwo: Znak Horyzont

Za mroczną rzeką nie było pierwszą książką, jaką przeczytałam, jeśli chodzi o wspomnienia uciekinierów z Korei Północnej. Wszystkie wcześniejsze lektury skupiały się jednak na osobach, które w Korei się urodziły i nie znały innego świata, były więc często w szoku, jak wygląda życie w innych państwach. Historia Ishikawy jest jednak wyjątkowa. Urodził się w Japonii jako syn Japonki i Koreańczyka, w kraju tym spędził kilkanaście lat życia i był już świadomym chłopcem, gdy ojciec zdecydował się na przeprowadzkę do Korei Północnej. Następnie spędził tam ponad trzydzieści lat, aż w końcu stanął przed wyborem: umrzeć z głodu albo spróbować uciec. Ukazanie się tej książki jest najlepszym dowodem na to, którą opcję udało się zrealizować 😉 .
Najbardziej wciągające okazały się dla mnie początki Za mroczną rzeką. Ishikawa opisywał swoje dzieciństwo w Japonii – mimo że matka była Japonką, to jednak mąż i dzieci należeli do Zainichi, jak pogardliwie w kraju nazywano Koreańczyków. To właśnie lata przynależności do tej najniższej warstwy społecznej oraz silna koreańska propaganda, mająca na celu zachęcenie Zainichi to przeprowadzki do Korei Północnej, sprawiły, że ojciec autora postanowił zabrać tam swoją rodzinę. Państwo Kimów obiecywało powracającym raj na ziemi, a przecież nie może być już gorzej niż w Japonii…? Choć Ishikawa nie zdawał sobie jeszcze wtedy z tego sprawy, dzieciństwo – choć pełne przemocy – było najlepszym czasem w jego życiu. Bycie reemigrantem w Korei znów oznaczało przynależność do najgorzej traktowanej grupy społecznej, a bieda, głód i wieczne pranie mózgu nie poprawiały sytuacji. Jako że jednak czytałam już wcześniej o życiu za Kim Ir Sena, mniej tu było dla mnie zaskakujących czy wciągających fragmentów. To, że autor rozumiał więcej i nie dał sobie wmówić panującej ideologii nie oznacza, że nie musiał się wpasować i żyć zgodnie z regułami państwowymi przez ponad 30 lat. A i powrót do Japonii nie oznaczał szczęśliwego zakończenia…
Za mroczną rzeką to niezwykle ciekawa książka, szczególnie w początkowych i końcowych rozdziałach. Dobrze napisana, czyta się ją bardzo szybko – nie jest zresztą długa. Spodziewałam się, że będzie bardziej poruszająca i czegoś mi tu w sposobie pisania o emocjach jednak zabrakło. Cieszę się jednak, że sięgnęłam po tę książkę – zachęciła mnie do zgłębienia tematyki Zainichi oraz relacji japońsko-koreańskich po II wojnie światowej.

Przeczytane: 5.09.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Science fiction

Andy Weir – Marsjanin

Tytuł: Marsjanin
Autor: Andy Weir
Tytuł oryginału: The Martian
Tłumaczenie: Marcin Ring
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Akurat

Oglądałam przed laty film z Mattem Damonem, ale zostały mi z niego w pamięci tylko pojedyncze obrazy. Nie pamiętając za wiele z treści, sięgnęłam z ciekawością po książkę Weira, w oparciu o którą nakręcono film i kurczę… dawno mi się tak dobrze żadnego science fiction nie czytało! Marsjanin jest napisany w tak wciągający sposób, zgrabnie przeplatając dzienniki uwięzionego na Marsie Marka Watney’a, opisy działań NASA dążących do sprowadzenia go z powrotem na Ziemię oraz wszelaką komunikację pomiędzy Ziemią, Marsem a statkiem Hermes. Przewija się tu czasem sporo różnych technicznych szczegółów (na ile zgodnych z fizyką czy inżynierią, nie umiem powiedzieć), które mogą niektórych wynudzić, dla mnie jednak stanowiły świetne uzupełnienie fabuły. W końcu to science fiction, nic się tu magicznie nie dzieje, wszystko musi mieć mniej lub bardziej prawdziwe naukowe wytłumaczenie.
W ogóle już sam pomysł na fabułę przypadł mi do gustu. Mamy nieodległą przyszłość, odbywają się pierwsze załogowe loty badawcze na Marsa i w wyniku burzy piaskowej misja musi zostać przerwana, a załoga się ewakuuje… zostawiając uznanego za zmarłego Watney’a. Ten jednak żyje i musi z pozostawionym na planecie sprzętem przetrwać na tyle długo, aż NASA ogarnie pomoc. Zdany przez większość czasu tylko sam na siebie bohater nie traci poczucia humoru, a jako inżynier i botanik potrafi sobie poradzić niemal z każdą sytuacją. A że nie wszystko mu zawsze wychodzi, no i zdarza się wiele nieprzewidzianych, dramatycznych sytuacji… Bez tego byłoby nudno i przewidywalnie, a przecież nie o to chodzi, prawda? 😉
Spodziewałam się całkiem dobrej lektury, tymczasem Marsjanin znacznie przerósł moje oczekiwania. Nawet wiedząc, czego mam się spodziewać po fabule, miałam sporą przyjemność z czytania, bawiło mnie poczucie humoru Watney’a i niesamowicie wciągnęłam się w jego marsjańskie przygody. Książka Weira to po prostu kawał bardzo dobrego science fiction i fanom gatunku szczerze polecam.

Przeczytane: 02.09.2024
Ocena: 8/10

Opublikowany w Holokaust, Reportaż

Agnieszka Dobkiewicz – Pożydowskie

Tytuł: Pożydowskie. Niewygodna pamięć
Autorka: Agnieszka Dobkiewicz
Literatura: polska
Wydawnictwo: Znak Koncept

Co Wam przychodzi na myśl na hasło Pożydowskie? Bo mi najpierw budowle, potem ewentualnie jakieś przedmioty zachowane po wojnie – i takiej tematyki spodziewałam się po reportażu Dobkiewicz. Szybko okazało się, że autorka postawiła na zdecydowanie większą różnorodność tematyczną, bo tego, co pożydowskie w Polsce jest zdecydowanie więcej. Pożydowska może być bowiem sztuka, choć powojenni pisarze czy piosenkarze nie zawsze otwarcie mówili o swoim żydowskim pochodzeniu. Mogą być też stare cmentarze czy dawne budowle, w tym i synagogi, służące już od dawna celom innym niż pierwotne. Pożydowskie mogą być wspomnienia i opowieści, nie tylko – choć w tej książce głównie – z czasów wojny. A także wiele innych rzeczy i sytuacji, o których autorka opowiada… w sposób, niestety, bardzo chaotyczny. Reportaż jest bardzo różnorodny, łączy go tematyka żydowska, ale całość jest bardzo niespójna: przeskakujemy z obozów do eksportu koszernej żywności, z powojennych pogromów do wywiadu z ambasadorem Izraela, od baśni Andersena do prześladowania Żydów na Dolnym Śląsku kilkaset lat temu… Są tu opowieści bardzo poruszające, są też po prostu nudne – tak chaotycznej książki nie da się najwidoczniej utrzymać na równym poziomie. Osobiście najlepiej mi się czytało fragmenty o artystach żydowskiego pochodzenia – biografia Lema była mi już znana, ale już np. opowieść o ilustratorze Janie Marcinie Szancerze bardzo mnie wciągnęła.
Pożydowskie okazało się kompletnie inną lekturą, niż się tego spodziewałam i choć nie zawsze jest to źle, to w tym przypadku jestem tą książką trochę rozczarowana, myślałam, że będzie lepsza. I znów, nie jest zła, jest w porządku – sporo tu naprawdę ciekawych historii. Literacko też nie mogę narzekać, czytało się całkiem lekko (o ile można tak mówić o tej tematyce). Nie pasował mi tu głównie dobór historii i dodaję Pożydowskie do mojej listy książek z niewykorzystanym potencjałem 😉 .

Przeczytane: 29.08.2024
Ocena: 6/10

Opublikowany w Literatura piękna

Tove Ditlevsen – Ulica dzieciństwa

Tytuł: Ulica dzieciństwa
Autorka: Tove Ditlevsen
Tytuł oryginału: Barndommens gade
Tłumaczenie: Agata Lubowicka
Literatura: duńska
Wydawnictwo: Marpress

Ulica dzieciństwa Ditlevsen to powieść, która przywiodła mi na myśl czytane nie tak dawno temu Dziewczęta z Nowolipek… i duńska historia trafiła do mnie jednak bardziej. Główną bohaterką jest tutaj Ester – początkowo mała dziewczynka, potem młoda kobieta – wychowana w robotniczej dzielnicy Kopenhagi. Obserwujemy jej dorastanie, zabawy z dziewczynkami z ulicy, próby zaimponowania koleżankom w szkole, a potem pierwsze doświadczenia zawodowe i uczuciowe. Ester czuje się gorsza od innych – biedniejsza, nie tak bystra, brzydsza, mniej pewna siebie. Czuje, że inni też ją tak postrzegają, więc włącza się w niechciane zabawy, byleby tylko być wśród innych dziewczynek, nie szanuje nauczycieli, żeby zwrócić na siebie uwagę, a gdy trafia jej się pozornie szczęśliwy związek, szybko zaczyna wątpić i chce sprawdzać partnera…
Ester to postać bardzo nieszczęśliwa – z jednej strony jej współczułam, a z drugiej drażniła mnie i nie potrafiłam jej polubić. Sposobało mi się jednak, jak Ditlevsen przestawiła zarówno rozwój psychologiczny głównej bohaterki, jak i charakterystykę innych postaci: rodziców, brata, koleżanek czy pojawiających się w życiu Ester na dłużej lub krócej mężczyzn. Nawet gdy są to bohaterowie wyraźnie drugoplanowi, mają w sobie coś ciekawego i przyciągającego. Niestety, codzienność Ester przeplata się czasem z przemyśleniami dotyczącymi samej tej ulicy dzieciństwa, jej wpływu na życie i zachowanie, no i muszę przyznać, że te fragmenty mnie wynudziły, były to takie dłużyzny, które najchętniej bym ominęła.
Nie powiem, żeby Ulica dzieciństwa mnie szczególnie zachwyciła, ale czytało mi się tę książkę całkiem szybko i dobrze. Lektura nie ukazuje życia duńskiej klasy robotniczej, autorka skupia się na konkretnych osobach i ich problemach, ale nie tworzy się z tego całościowy obraz tej grupy społecznej. Mocno wyróżnia się tu Carl, brat Ester, któremu udaje się uciec z ulicy i zostać znanym pisarzem. Reszta bohaterów wydaje się tylko potwierdzać teorię, że tak spędzone dzieciństwo kształtuje już resztę życia. Powieść Ditlevsen nie jest może lekturą obowiązkową, ale warto po nią sięgnąć 🙂 .

Przeczytane: 28.08.2024
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Michael Moss – Cukier, sól, tłuszcz

Tytuł: Cukier, sól, tłuszcz. Jak uzależniają nas koncerny spożywcze
Autor: Michael Moss
Tytuł oryginału: Salt Sugar Fat: How the Food Giants Hooked Us
Tłumaczenie: Piotr Cieślak
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Galaktyka

Cukier, sól, tłuszcz Mossa to jeden z najbardziej fascynujących reportaży, jaki czytałam ostatnimi czasy. Zresztą autor był trzykrotnie nominowany do nagrody Pulitzera – za trzecim razem, w 2010 roku, otrzymał ją w kategorii Dziennikarstwo sprawozdawcze, właśnie za zgłębianie problemów przemysłu spożywczego. Po przeczytaniu tego reportażu uważam, że była to nagroda w pełni zasłużona, bo Moss nie tylko świetnie pisze (choć w polskim tłumaczeniu trochę mi zgrzytało), ale przede wszystkim wykonał tytaniczną pracę przy zbieraniu materiałów do książki. Cukier, sól, tłuszcz powstało w oparciu o setki rozmów ze specjalistami, mnóstwo przeczytanych raportów i analiz, a także dokumenty sądowe, do których mało kto przed Mossem w ogóle zaglądał. W efekcie powstała jednak naprawdę niesamowita książka 🙂 .
Jeśli spodziewacie się, że będzie to lektura nt. jak nam szkodzą trzy tytułowe substancje i co zrobić, żeby jeść zdrowiej, to będziecie zawiedzeni. Bardzo dobrze treść książki oddaje jej podtytuł: Jak uzależniają nas koncerny spożywcze. Moss skupił się dokładnie na tym – jakie badania prowadzone są w przemyśle spożywczym, jak wygląda marketing, na co zwraca się uwagę przy tworzeniu nowych produktów, jak wyglądają relacje korporacji z rządem… Wszystko to na przykładzie Stanów Zjednoczonych (niewiele tu przykładów spoza USA), gdzie Moss mieszka i pracuje, ale wiele sytuacji można swobodnie odnieść też do rynku europejskiego… i cieszyć się, że w Europie jednak jemy nieco zdrowiej niż w Stanach 😉 . Trochę tu danych liczbowych, trochę analiz naukowych – wszystko jednak przedstawione przystępnym językiem, autor świetnie umie opowiadać o trudniejszych zagadnieniach. Naturalnie, nie będzie się tego szybko czytało – Cukier, sól, tłuszcz wymaga spokojnej i dogłębnej lektury, której poświęcimy swój czas i uwagę. W zamian dostaniemy mnóstwo ciekawych i fascynujących informacji, które sprawią, że dokładniej zaczniemy się przyglądać kupowanym produktom. Rzadko mi się zdarza, że po skończeniu dłuższego reportażu szczerze żałuję, że to koniec. W tym przypadku tak było: książka Mossa niesamowicie mnie wciągnęła i szczerze polecam każdemu choć trochę zainteresowanemu tym, co ląduje mu na talerzu 😉

Przeczytane: 24.08.2024
Ocena: 8/10

Opublikowany w Publicystyka, Reportaż

Agnieszka Kościańska, Michał Petryk – Odejdź

Tytuł: Odejdź. Rzecz o polskim rasizmie
Autorzy: Agnieszka Kościańska, Michał Petryk
Literatura: polska
Wydawnictwo: Krytyka Polityczna

Sięgając po Odejdź Kościańskiej i Petryka, spodziewałam się chyba czegoś bardziej w stylu reportażu, choć zdaję sobie sprawę, że podtytuł – Rzecz o polskim rasizmie – wskazywałby raczej na esej. Książka okazała się czymś pomiędzy reportażem a publicystyką literacką, czasem nieco przegadaną, dość mocno chaotyczną i nie najłatwiejszą w odbiorze. W efekcie dostałam lekturę całkiem przeciętną, poniżej moich oczekiwań, co nie znaczy, że nic wartościowego z tej książki nie wyniosłam.
Ciężko mi nawet powiedzieć, czy Odejdź to naprawdę potrzebna lektura. Bo jeśli ktoś jest święcie przekonany, że rasizmu w Polsce nie ma, to nie sądzę, by jakiekolwiek fakty do niego dotarły. Myślę jednak, że większość osób z polskiego rasizmu zdaje sobie świetnie sprawę i nie potrzebuje więcej dowodów w formie pisanej. Ciekawostką może być tu część historyczna – o polskiej polityce kolonialnej (to, że nie mieliśmy kolonii nie oznacza, że mieć ich nie chcieliśmy), o antysemityzmie i antycyganizmie, o tym, jaki tok myślenia próbowały narzucić komunistyczne media. Dużo tu cytatów z dawnych lat – powiedziałabym nawet, że za dużo. Były fragmenty, gdy własna twórczość autorów stawała się wręcz niewidoczna wśród kolejnych materiałów źródłowych, a to chyba trochę nie o to chodzi…
Mi najlepiej się czytało część o relacjach polsko-romskich, bo faktycznie ten temat jest mocno przemilczany w literaturze, a myślenie o Romach w kraju jest niestety bardzo stereotypowe. Rozczarowaniem okazał się za to temat osób o innym kolorze skóry we współczesnej Polsce – imigrantów, dzieci ze związków mieszanych, itp. Temat potraktowany tak ogólnie, że niewiele więcej można się z niego dowiedzieć poza tym, że wszyscy doświadczyli mniejszych lub większych szykan. Brakowało tu dokładniejszej analizy, szerszego spojrzenia na problem. Odejdź to książka ze sporym, ale niewykorzystanym potencjałem. Nie zaskakuje i – niestety – nie porusza.

Przeczytane: 22.08.2024
Ocena: 5/10