Opublikowany w Reportaż

Katarzyna Kobylarczyk – Ciałko

Tytuł: Ciałko. Hiszpania kradnie swoje dzieci
Autorka: Katarzyna Kobylarczyk
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

To moje drugie – po Strupie – zetknięcie z twórczością Kobylarczyk i muszę przyznać, że Ciałko przebija tamten reportaż chyba pod każdym względem. Tematyka, która zaciekawiła mnie, gdy tylko po raz pierwszy usłyszałam o tej książce, a która okazała się jeszcze bardziej poruszająca, niż się tego spodziewałam… W powojennej Hiszpanii przez kilkadziesiąt lat kobiety miały bardzo ograniczone prawa, a rodzone przez nie dzieci władze widziały jako państwowe. Więc jeśli uznano, że maluchom będzie lepiej w odpowiedniej, katolickiej rodzinie, to niemowlęta bezceremonialne zabierano. Jeśli byłaś młodą dziewczyną noszącą nieplanowaną ciążę i ukrytą przez rodzinę w katolickim ośrodku, pewnie nakłonili cię do oddania dziecka do adopcji. Jeśli rodziłaś nieślubne dziecko w szpitalu, mogłaś usłyszeć, że zmarło przy porodzie, a ciała nie zobaczysz, szpital się wszystkim zajmie. Jeśli za niewłaściwe poglądy polityczne (co w dyktaturze Franco obejmowało dość szeroki zakres pojęć) siedziałaś w więzieniu z dzieckiem, po prostu któregoś dnia ci je odbierano. Ale nawet bycie mężatką niczego nie gwarantowało, dzieci znikały z porodówek, a rodziców informowano o ich śmierci. Zaś inni rodzice dostawali odpowiednie dokumenty i niemowlę, które często nie było nawet oficjalnie adoptowane, tylko fałszowano cały akt urodzenia… W cały proceder zamieszane było państwo i kościół, co sprawia, że po dziś dzień ofiarom ciężko nie tylko dojść jakiejś sprawiedliwości, ale też czegokolwiek się o sobie dowiedzieć.
Kobylarczyk przedstawia tu historie kilku osób – dzieci, które nagle odkryły, że zostały adoptowane, choć czasem brakuje poświadczających adopcję dokumentów; a także rodziców i członków rodzin, którzy podejrzewają, że ukradziono im dzieci lub których zmuszono do podpisania papierów adopcyjnych. Opowieści te przeplatają się z wypowiedziami Enrique Vili Torresa -prawnika i pisarza, również będącego takim zabranym dzieckiem, który pomaga innym dzieciom odnaleźć swoje korzenie. I szacuje, że takich przypadków mogło być nawet ok. 300.000…
Przy Strupie zarzucałam autorce chaotyczność, w Ciałku historie też są przemieszane, ale czyta się to dużo lepiej i przeplatane opowieści tworzą jednak spójną całość. Reportaż jest krótki, nie ma w nim żadnego niepotrzebnego słowa. Są tu informacje historyczne, cytaty z mediów itp., ale główną treść książki stanowią rozmowy z bohaterami – a to sprawia, że Ciałko jest reportażem wręcz porażającym. Na mnie wywarł ogromne wrażenie i bardzo polecam lekturę.

Przeczytane: 6.11.2024
Ocena: 9/10

Opublikowany w Reportaż

Katarzyna Bednarczykówna – Masz się łasić

Tytuł: Masz się łasić. Mobbing w Polsce
Autorka: Katarzyna Bednarczykówna
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Reportaż o mobbingu w Polsce – pomyślałam sobie, że zapowiada się ciekawie, gdy tylko zobaczyłam ten tytuł. Masz się łasić nie spełniło jednak moich oczekiwań, choć nie jest to zły reportaż. Jest jednak przede wszystkim za krótki (niespełna 250 stron), przez to kompletnie niewyczerpujący tematu, a nawet niepokrywający najważniejszych punktów. Książka składa się głównie z opowieści ludzi, którzy doświadczyli mobbingu – m.in. pracowników ochrony zdrowia, uczelni, urzędów, korporacji i ich call centerów… Zabrakło mi tu trochę szerszego spojrzenia na mobbing w zawodach związanych z niżej wykwalifikowaną pracą fizyczną, choć autorce udało się dość dobrze zaprezentować, że żadne wykształcenie ani prestiż zawodu nie gwarantują, że człowiek będzie zachowywał się w pracy po ludzku. Muszę też przyznać, że jak początkowe historie słabiej do mnie trafiły i nie spodziewałam się, że przekonam się do tej lektury, to potem było już dużo lepiej.
Ale choć indywidualne historie ofiar mobbingu są ważne, jest to na tyle znaczący problem, że powinien on być omówiony pod wieloma względami. Tymczasem sytuacja prawna i statystyki są tu podane bardzo po łebkach, fragmentarycznie dołączone do innych rozdziałów. Bednarczykówna przeprowadziła też dwa wywiady: z doktorantką UW prowadzącą kurs z podstaw mobbingu oraz z pełnomocnikiem procesowym ds. prawa pracy – to było chyba takie największe spojrzenie z zewnątrz na to, jak działa mobbing, co można zrobić, jak wygląda polskie prawo w tym zakresie. Do tego jeszcze pojedyncze wypowiedzi innych specjalistów w odniesieniu do przytoczonych historii… Za mało i w niezbyt uporządkowany sposób – skończyłam książkę i miałam poczucie, że dalej mi tu czegoś brakuje.
Ciekawostką jest tu wywiad z Ewą Wanat, byłą radiową redaktorką naczelną, która przyznała się do zachowań mobbingujących i próbowała otwarcie mówić, jak to wygląda z drugiej strony. Oczywiście, usprawiedliwiając się, nie przypominając sobie wszystkiego, ale czego innego by tu się spodziewać – i tak pewnie przyznała więcej niż większość takich szefów, choć z tego wywiadu wynika trochę, że wcale nie było tak źle… Na plus też przystępny język reportażu, dobrze się go czytało mimo dość trudnej tematyki i ciężkich historii. Warty uwagi temat, ale chcę wierzyć, że powstanie jeszcze dokładniejsza i bardziej informacyjna książka w tej tematyce.

Przeczytane: 3.11.2024
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Mark Bowden – Ostatni trop

Tytuł: Ostatni trop. Tajemnica zaginięcia sióstr Lyon
Autor: Mark Bowden
Tytuł oryginału: The Last Stone
Tłumaczenie: Mariusz Gądek
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Poznańskie

Jak nie lubię kryminałów czy thrillerów, to dobrym reportażem true crime nie pogardzę 😉 . A do twórczości Marka Bowdena byłam już pozytywnie nastawiona po udanej wcześniejszej lekturze Polowania na Escobara. Tym razem dziennikarz wziął na tapet głośną sprawę z połowy lat siedemdziesiątych, kiedy to w jednym z centrów handlowych stanu Maryland zaginęły siostry Lyon. Były to dwie dziewczynki, których los przez długi czas pozostał nieznany, a śledztwo utknęło w martwym punkcie. Aż po niemal czterdziestu latach śledczy postanowili jeszcze raz porozmawiać z Lloydem Welchem, przebywającym w więzieniu przestępcą, który w tamtej sprawie był świadkiem. Może widział coś jeszcze, czego początkowo nie powiedział policji…?
Ostatni trop to dobrze napisany reportaż, ale nie wciągnął mnie tak jak Polowanie na Escobara. Przede wszystkim zabrakło mi szczegółów śledztwa z lat siedemdziesiątych – Bowden skupił się na sprawie Welcha, a dawne informacje wplatał o tyle, o ile były związane z bohaterem książki. Rozumiem zamysł, ale jestem przekonana, że przebieg śledztwa nadałby reportażowi dodatkowych emocji i przyspieszył początkową akcję. Można by za to spokojnie wyciąć fragmenty przesłuchań Welcha, których w książce jest mnóstwo. Przestępca był nałogowym kłamcą, co i rusz zmieniał swoje zeznania, a Bowden bardzo wyraźnie uchwycił te zmiany. W pewnym momencie zaczynało to jednak nużyć, akcja posuwała się niewiele dalej, a opowieści Welcha robiły się coraz bardziej powtarzalne. Doceniam skrupulatność autora w pracy nad reportażem, ale jego drobiazgowość niekoniecznie była tu zaletą.
Sama sprawa sióstr Lyon była dla mnie bardzo ciekawa, bo wcześniej o niej nie słyszałam. Choć nie było co liczyć na szczęśliwe zakończenie – w końcu nawet w książce padło, że po czterdziestu latach już nie szuka się sprawcy, ale raczej ciał… A jednak śledczym udało się dowiedzieć dużo więcej niż w latach siedemdziesiątych, choć ciał nigdy nie znaleziono. Były fragmenty, które czytało mi się świetnie, inne okazały się wciągające i straszne, ale nieraz też odkładałam lekturę na bok, zmęczona powtórzeniami. Na szczęście lata doświadczenia Bowdena w dziennikarstwie robią swoje, jeśli chodzi o język i styl, więc nawet przez te nudniejsze fragmenty przebrnęłam dość sprawnie i całość oceniam jako dobrą.

Przeczytane: 29.10.2024
Ocena: 6/10

Opublikowany w Klasyka, Literatura piękna

Fiodor Dostojewski – Wspomnienia z martwego domu

Tytuł: Wspomnienia z martwego domu
Autor: Fiodor Dostojewski
Tytuł oryginału: Записки из Мёртвого дома
Tłumaczenie: Józef Tretiak
Literatura: rosyjska
Wydawnictwo: MG

Moje jedyne dotychczasowe spotkanie z twórczością Dostojewskiego to była lektura Zbrodni i kary w liceum. A liceum było już dość dawno temu, nie da się zaprzeczyć. Pamiętam jednak, że książka wywarła na mnie spore wrażenie i już od jakiegoś czasu chodziło za mną, by przeczytać coś jeszcze tego rosyjskiego klasyka. Mój wybór padł na Wspomnienia z martwego domu – powieść opisującą lata spędzone na katordze. Teoretycznie książka opowiada o przeżyciach szlachcica Aleksandra Pietrowicza Gorianczykowa, który na roboty trafił za zabójstwo swojej żony. Jednak fakt, że Dostojewski napisał tę powieść wkrótce po zakończeniu swojej czteroletniej katorgi, sprawia, że nietrudno szukać tu własnych doświadczeń autora.
Sama nie wiem do końca, czego się spodziewałam po Wspomnieniach z martwego domu, ale w pewien sposób czuję się rozczarowana lekturą. Zabrakło mi zachwytu językiem, stylem, który często mi towarzyszy podczas czytania klasyków. Powieść wydała mi się dość chaotyczna, nietrzymająca się chronologii, pełna różnych anegdotek i historii pobocznych dotyczących innych więźniów i życia w ostrogu – czasem ciekawych, często jednak dłużących się. Spodziewałam się też więcej refleksji, przemyśleń, nie tylko skrótowego opisu wydarzeń, nie zaprzeczę jednak, że Dostojewskiemu udało się bardzo obrazowo przedstawić katorżniczą codzienność. Z jednym, istotnym zastrzeżeniem – codzienność szlachcica okazuje się nieporównywalnie lepsza niż zwykłych katorżników: ma własne jedzenie, w wielu przypadkach nie dotyczą go kary cielesne, ma świadomość, że po skończeniu kary czeka go zdecydowanie lepsza przyszłość niż innych. Do tego trafił do tzw. drugiej kategorii, czyli do pracy w twierdzy – nie jest to tak ciężka katorga jak chociażby w kopalniach. W efekcie czasem miałam wrażenie, że ta Syberia nie była taka zła… co przecież nie było prawdą.
Wspomnienia… to krótka powieść, a jednak czytałam ją dość długo. Z jednej strony męczyła mnie trochę chaotyczność wydarzeń, z drugiej chciałam też dowiedzieć się czegoś więcej, więc równolegle szukałam dodatkowych informacji. Na pewno jest to wartościowa lektura pod kątem opisu codzienności syberyjskiej przy średnim wymiarze kary, dowiadujemy się też, że inni mieli gorzej, ale ci inni nie chcieli się bratać ze szlachcicem – znów, zabrakło mi tu jakiejś głębszej refleksji. Myślę, że Dostojewskiemu dam jeszcze szansę, ale chwilowo muszę odpocząć od takich książek 😉 .

Przeczytane: 28.10.2024
Ocena: 6/10

Opublikowany w Fantastyka

Terry Pratchett – Kosiarz

Tytuł: Kosiarz
Autor: Terry Pratchett
Tytuł oryginału: The Reaper Man
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Przed laty przeczytałam niemal cały Świat Dysku i zakochałam się w twórczości Pratchetta. Postanowiłam wrócić więc do tej serii, tym razem w formie słuchanej, by uprzyjemnić czas spędzony w podróży. Na pierwszy ogień poszedł audiobook Kosiarza, bo Śmierć jest zdecydowanie moją ulubioną postacią na Dysku. Po długiej przerwie powrót do tego świata okazał się niesamowitą rozrywką, a jak nie przepadam za słuchaniem, tak muszę przyznać, że audiobook jest naprawdę dobre nagrany i fajnie się tego słuchało 🙂 .
Jak to u Pratchetta, akcja dzieje się szybko, a jedna absurdalna i zabawna sytuacja goni drugą. Nadszedł taki czas, że nawet Śmierć musi umrzeć i zostać zastąpiony kimś nowym. Mając ograniczony czas, Śmierć postanawia więc… pożyć. Doświadczyć ludzkiego życia, zatrudnia się zatem na farmie jako robotnik Bill Brama. Jednak w tym czasie nikt nie wypełnia jego obowiązków, więc na świecie gromadzi się za dużo życia, a to okazuje się kwestią bardzo problematyczną 😉 . Problem próbują zaś rozwiązać magowie z Niewidocznego Uniwersytetu, w tym Windle Poons, który teoretycznie umarł, praktycznie jednak nie… Pratchettowy humor jak zwykle przypadł mi do gustu, choć chwilę mi zajęło, zanim przyzwyczaiłam się znowu do licznych przeskoków między bohaterami i miejscami, różnych pobocznych komentarzy i ciekawostek na temat Świata Dysku. A kiedy się już przyzwyczaiłam, to opowieść popłynęła 🙂 .
Kosiarz nie jest moją ulubioną książką z serii, ba, nie jest nawet ulubioną o Śmierci (tu króluje dla mnie Mort), ale to i tak bardzo fajna lektura, idealnie trafiająca w moje poczucie humoru. Bardzo lubię też u Pratchetta, że nie trzeba czytać całej serii po kolei – sięgnęłam po część jedenastą z cyklu, prawie dekadę po lekturze innych, i bardzo szybko wszystko wskoczyło na miejsce. I na pewno w najbliższym czasie wrócę też i do kolejnych tomów 🙂 .

Przesłuchane: 25.10.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Popularnonaukowa

Martyna Zachorska – Żeńska końcówka języka

Autorka: Martyna F. Zachorska
Tytuł: Żeńska końcówka języka
Literatura: polska
Wydawnictwo: Poznańskie

Martynę Zachorską – Panią od Feminatywów – obserwuję na instagramie już od dawna, wiedziałam więc, że wydała w zeszłym roku książkę. Ta nie kusiła mnie jednak, bo uważałam, że moja wiedza w temacie nie jest znowu taka mała, a do książek napisanych przez influencerów i influencerki podchodzę dość sceptycznie. Jednak po zapoznaniu się z paroma recenzjami napisanymi przez osoby, których czytelniczemu gustowi ufam, postanowiłam dać szansę Żeńskiej końcówce języka.
Jak się spodziewałam, książka w dużej mierze powtarza, ale i systematyzuje wiedzę, którą już posiadałam. Tytuł może być nieco zwodniczy, bo choć o feminatywach autorka napisała całkiem sporo w pierwszej części książki, to dalej tematyka jest już nieco bardziej różnorodna. Dowiemy się zatem nie tylko o tym, jak język może określać kobiety, ale też i wiele innych osób niepodchodzących pod typ białego, heteroseksualnego mężczyzny. Zachorska analizuje język internetu, z dużym skupieniem na tzw. redpillowcach, próbuje zdefiniować poprawność polityczną i udowadnia, że mężczyźni wcale nie są z Marsa, a kobiety z Wenus. Początkowo taka rozbieżność tematów nieco mnie zdziwiła, muszę jednak przyznać, że tworzą one spójną całość – lekturę poświęconą szeroko pojętemu językowi inkluzywnemu.
Mimo że Żeńska końcówka języka to książka językoznawcza, nie spodziewajcie się tu naukowego języka. Autorka pozostała przy swoim stylu, sprawdzonym w twórczości internetowej – lekkim, przystępnym, czasem nieco kolokwialnym. Dobrze się to czyta, choć wiadomo, że nie do każdego trafi. Jestem za to przekonana, że osoby, których wiedza o feminatywach opiera się tylko na dziwnie i nienaturalnie to dla mnie brzmi mogą z tej lektury sporo wynieść… o ile w ogóle zechcą przełamać na start swoje uprzedzenia 😉 .

Przeczytane: 24.10.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Barbara Włodarczyk – Nie ma jednej Rosji

Tytuł: Nie ma jednej Rosji
Autorka: Barbara Włodarczyk
Literatura: polska
Wydawnictwo: Wyd. Literackie

Nie ma jednej Rosji to reportaż liczący już sobie ponad dekadę, więc sytuacja polityczna się nieco zmieniła, jednak przedstawiony przez Włodarczyk przekrój społeczeństwa dalej wydaje się bardzo trafnie opisany. Dziennikarka spędziła w Rosji kilka lat jako korespondentka TVP i choć skupiała się raczej na filmach dokumentalnych, z części zebranych przez nią materiałów powstała właśnie ta książka. Jest to właściwie zbiór krótkich (każdy na ok. 10 minut czytania) reportaży poświęconych mniej lub bardziej zwykłym ludziom z różnych części Rosji. Będą tu więc i moskiewscy bogacze, opozycyjna aktywistka, buriacki rybak znad Bajkału, założycielka sekty czczącej Putina jako nowe wcielenie św. Pawła, nocny fotograf moskiewskich klubów, bezdomne dziecko, uczennica szkoły dla kadetek czy kobieta zbierająca wspomnienia żyjących jeszcze mieszkańców Katynia… Włodarczyk udało się przedstawić tak różne postacie o tak zróżnicowanym światopoglądzie, że książka wciąga od początku do samego końca. Tytuł też okazał się niesamowicie trafny.
Jakiś czas temu czytałam drugą książkę Włodarczyk pt. Szalona miłość i jednym z moich komentarzy po lekturze było: Podchodzi mi styl Włodarczyk, choć wycięłabym z reportażu jej osobiste wstawki i pozostawiła tylko wypowiedzi Rosjan – dokładnie taką samą uwagę mam i do tej książki. Mocno irytowała mnie obecność autorki w Nie ma jednej Rosji, z drugiej jednak strony miała naprawdę świetnych rozmówców i te reportaże same w sobie się bronią. Zresztą wokół swoich bohaterów Włodarczyk snuje różne historie, pozwalające spojrzeć szerzej na kraj. Dowiadujemy się więc też o wsiach-pokazówkach, o nocnym życiu i korkach w Moskwie, o protestach i opozycji, o syberyjskim kłusownictwie i szamanach… To jest naprawdę fascynujący reportaż i świetnie mi się go czytało, tylko znowu – po co w nim tyle autorki? 😉 Bez jej komentarzy byłoby to mocne 8/10, ale i tak oceniam książkę jako bardzo dobrą.

Przeczytane: 22.10.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Jan Mencwel – Hydrozagadka

Tytuł: Hydrozagadka. Kto zabiera polską wodę i jak ją odzyskać
Autor: Jan Mencwel
Literatura: polska
Wydawnictwo: Krytyka Polityczna

O tym, że retencja w Polsce jest na zdecydowanie za niskim poziomie, wiadomo nie od dziś. Złe gospodarowanie wodą, susze, powodzie – to problemy, o których w mediach mówi się sporo. Z ciekawością sięgnęłam jednak po Hydrozagadkę Mencwela, licząc na solidną dawkę informacji, które pozwolą mi ułożyć sobie w głowie oraz rozszerzyć dotychczasową wiedzę. Autor zachwycił mnie już niegdyś Betonozą, wiedziałam więc, że potrafi w świetny sposób przedstawiać tę niełatwą tematykę.
Reportaż o wodzie okazał się również bardzo dobry, choć wciągnął mnie mniej niż ten poprzedni – głównie dlatego, że pierwsze rozdziały były dla mnie nieco przegadane. Dopiero ostatnia część książki to była ta pigułka informacyjna z mnóstwem przykładów, ciekawostek, skupiająca się na najbardziej mnie interesujących tematach. Nie znaczy to, oczywiście, że poprzednie rozdziały były słabe – część historyczna o dawnych relacjach Polaków z wodą i ziemią okazała się niesamowicie fascynująca. Nie wszystko jednakowo, ale naprawdę sporo się z lektury dowiedziałam. Mencwel nie ukrywa, że z dbaniem o obieg wody w przyrodzie w Polsce jest źle, a odpowiadają za to głównie władze i przemysł – jasne, że dobrze jest podejmować drobne, prywatne wysiłki dotyczące oszczędzania wody, ale dopóki równocześnie wybiera się władze, które przyrodę mają w poważaniu, to te małe działania niewiele dadzą…
Jednocześnie autor podkreśla, że większość zmian da się odwrócić. Podaje przykłady lokalnych inicjatyw, zarówno w Polsce, jak i za granicą i podkreśla: potrzebujemy tego więcej, potrzebujemy tego na skalę państwową. Myślę, ze sprawia to, że – wbrew pozorom – Hydrozagadka to reportaż dość pozytywny. Społeczeństwo coraz lepiej widzi, że coś jest nie tak (nie da się nie zauważać susz i powodzi), a z zagranicy spływają przykłady zmian na lepsze. Nie jest to książka, która ma nastraszyć czytelników przed nadchodzącą klęską – Mencwel dąży do tego, by zrozumieli oni, dlaczego jest jak jest, co zrobiono, by do tego dopuścić i co można zrobić, żeby obecne procesy odwrócić. Naprawdę warto przeczytać.

Przeczytane: 18.10.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Powieść historyczna

Daniel Komorowski – Mieszko. Wyjście z cienia

Tytuł: Mieszko. Wyjście z cienia
Autor: Daniel Komorowski
Literatura: polska
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Odkąd przed laty odkryłam twórczość Cherezińskiej, powieści historyczne osadzone w średniowiecznej, piastowskiej Polsce niesamowicie mnie fascynują. Dlatego z ciekawością sięgnęłam po Mieszka – nie dość, że książka opowiada o czasach, które pozostawiły po sobie niewiele źródeł historycznych, a – co za tym idzie – autor mógł tu znacznie popuścić wodze wyobraźni; to jeszcze powieść Komorowskiego zbierała naprawdę dobre oceny. Brzmiało to dla mnie mocno zachęcająco i z przyjemnością rozpoczęłam lekturę. Szybko jednak pojawiły się pierwsze zgrzyty.
Po pierwsze – język. Zazwyczaj nie przeszkadza mi, kiedy w powieściach historycznych bohaterowie posługują się nieco bardziej archaicznym językiem. Jednak jeśli w taki sposób napisana jest cała powieść, zaczyna mnie to męczyć. Kiedy po raz n-ty czytałam o wojach chędożących młódki, ciężko było jednocześnie czytać, wywracając oczami… 😉 Językowo, stylistycznie Mieszko zdecydowanie nie trafił w mój gust. Co do akcji – tutaj źle nie było, ale też spodziewałam się, że będzie lepiej. To, co zakładałam, że będzie wątkiem pobocznym (jak właśnie dawne życie Mieszka czy przygody jego braci) okazało się główną historią, a oczekiwany przeze mnie wątek główny (dojście Mieszka do władzy)… będzie gdzieś kiedyś, w kolejnych tomach. Przyznam, że wybierając tę książkę, nie zdawałam sobie sprawy, że to dopiero początek planowanej serii – i że w sumie to Komorowski będzie tu dopiero rozbudowywał historię, zostawiając wiele wątków na później. Jak już wspomniałam, o czasach, w których dzieje się akcja Mieszka, historycznie wiemy niewiele – co robił, zanim został władcą? Komorowski postawił na wygnanie, założenie własnej drużyny, ataki na grody, ba, nawet na dołączenie do Wikingów (których to autor wyjątkowo lubi, jak patrzę na jego twórczość). Jak było naprawdę, nie wiemy, więc takie ukierunkowanie historii mi nie przeszkadza, choć nie do końca brzmi dla mnie wiarygodnie.
Powieść czytało mi się dość szybko, ale nie sądzę, by została w mojej pamięci na dłużej, nie skuszę się też raczej na kontynuację. Myślę, że Komorowski oddaje całkiem dobrze brutalność tamtych czasów, więc jeśli ruszają was opisy krwawych potyczek czy gwałtów wojennych – nie ma co sięgać po tę książkę (choć na szczęście nie są to opisy bardzo szczegółowe czy naturalistyczne). Całościowo: nie jest źle, ale szału nie ma i tak pozytywnych recenzji w internetach nie potrafię jednak zrozumieć 🙂 .

Przeczytane: 17.10.2024
Ocena: 5/10

Opublikowany w Literatura piękna

Kazuo Ishiguro – Nie opuszczaj mnie

Tytuł: Nie opuszczaj mnie
Autor: Kazuo Ishiguro
Tytuł oryginału: Never Let Me Go
Tłumaczenie: Andrzej Szulc
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Albatros

Po prawdziwym zachwycie Klarą i słońcem postanowiłam sięgnąć po kolejną książkę Ishiguro. I ten brytyjski noblista japońskiego pochodzenia zachwycił mnie po raz drugi, choć jednak Nie opuszczaj mnie nie przebija Klary…. Mimo to jest coś w sposobie pisania Ishiguro, jego fascynujących pomysłach na fabułę, w charakterystyce bohaterów, co sprawia, że jego książki czyta się naprawdę świetnie.
Bohaterami Nie opuszczaj mnie jest trójka przyjaciół – Kathy, Ruth i Tommy – uczęszczających do wyjątkowej szkoły z internatem Hailsham. Żaden z wychowanków nie ma rodziny, a cel ich życia został już z góry określony przez państwo. I, żeby nie było, nie chodzi tu o plan w stylu: państwo zdecydowało, że będziecie np. inżynierami – akcja Nie opuszczaj mnie dzieje się w dystopijnym, powojennym świecie, a uczniowie Hailsham nie są wcale takimi zwykłymi dziećmi… Narracja jest prowadzona z punktu widzenia Kathy kilka lat po ukończeniu szkoły – przeplatają się tu jej wspomnienia z czasów Hailsham z jej obecną pracą, podczas której po latach niewidzenia znów miała okazję spotkać Ruth i Tommy’ego.
Trafił do mnie pomysł na ten świat przedstawiony, choć z nieco podobną wizją (nie będę tu spojlerować 😉 ) spotkałam się już w literaturze. Jednak sposób, w jaki Ishiguro opisuje swoich bohaterów i relacje między nimi – od początku nie potrafiłam polubić Ruth, a Tommy wzbudzał we mnie współczucie – okazał się dla mnie jedną z największych zalet tej książki. Tajemnica Hailsham zostaje dość szybko wyjaśniona, ale z biegiem akcji dowiadywałam się coraz więcej szczegółów – tak jak i bohaterowie, którzy dopiero z czasem orientowali się, które z otrzymanych informacji były prawdziwe, a które okazały się jedynie plotkami. Po dwóch bardzo udanych spotkaniach z twórczością Ishiguro z przyjemnością sięgnę jeszcze w przyszłości po jego książki 🙂 .

Przeczytane: 16.10.2024
Ocena: 8/10