Opublikowany w Literatura piękna

Agnes von Krusenstjerna – Zdarzyło się po drodze

Tytuł: Zdarzyło się po drodze
Autorka: Agnes von Krusenstjerna
Tytuł oryginału: Händelser på vägen
Tłumaczenie: Justyna Czechowska
Literatura: szwedzka
Wydawnictwo: Wolne Lektury

Króciutki zbiór opowiadań szwedzkiej pisarki, wydany po raz pierwszy już prawie sto lat temu, doczekał się w końcu polskiego tłumaczenia. Opowiadania okazały się zaskakująco uniwersalne, bo nawet teraz, po tylu latach, czytałam je jak coś, co mogłoby zostać napisane współcześnie. Zresztą o Agnes von Krusenstjerna mówi się, że wyprzedzała swoje czasy, nie bała się poruszać tematów tabu, a jej książki poruszały opinię publiczną. Czy Zdarzyło się po drodze to opowiadania, które i współcześnie wywołałyby żywe dyskusje? Raczej nie tak bardzo, z dzisiejszej perspektywy nic tu już nie jest tabu, choć świadomość, że autorka pisała te historie w latach dwudziestych ubiegłego wieku robi jednak wrażenie.
Jak to ze zbiorami opowiadań bywa, nie każda historia trafiła do mnie tak samo. Były takie, które mnie trochę wynudziły, inne bardzo się spodobały, pozostałe zaś czytało mi się po prostu w porządku, często też byłam w stanie mniej więcej przewidzieć zakończenie. Za najbardziej poruszające uznałam opowiadanie o dziewczynie szukającej pracy po wyjściu ze szpitala dla nerwowo chorych – do dziś dla wielu osób to trudny temat, a wtedy wyglądało to przecież dużo gorzej. Sama Krusenstjerna miała za sobą pobyty w takich placówkach, wiedziała więc o czym pisze i może dlatego ta historia trafiła do mnie najbardziej. Obawiam się jednak, że większość tych opowiadań szybko ucieknie mi z pamięci, zwłaszcza że całość była krótka, na godzinę, może półtorej czytania. Ponadto przypadło mi tu do gustu tłumaczenie Czechowskiej – nazwisko tłumaczki jest mi znane, lubiłam jej przekłady powieści Bohman i tutaj też się nie zawiodłam 🙂

Przeczytane: 4.12.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Jacek Hołub – Wszystko mam bardziej

Tytuł: Wszystko mam bardziej. Życie w spektrum autyzmu
Autor: Jacek Hołub
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Hołub jak zwykle nie zawodzi – przeczytałam wszystkie reportaże autora i każdy był co najmniej bardzo dobry. Wszystko mam bardziej trafiło jednak do mnie najbardziej z jego dotychczasowej twórczości i upewniło mnie, że po kolejne książki na pewno też sięgnę 🙂 .
Autor prezentuje tytułowe Życie w spektrum autyzmu z różnych perspektyw – wypowiadają się tu osoby zdiagnozowane w spektrum w dzieciństwie lub dorosłości, te próbujące szukać ucieczki w używkach i te maskujące się na tyle dobrze, by wieść normalne życie w społeczeństwie. Do tego bardzo poruszający rozdział o matce mężczyzny w spektrum, ukazujący, jak ciężkie może być życie z takimi ludźmi dla ich bliskich. Wszystkie te indywidualne historie, opowiedziane z punktu widzenia bohaterów reportażu, przeplatają się z informacjami, statystykami, wynikami badań… Hołub wykonał świetną robotę, nie tylko zbierając i dobrze przedstawiając dane, ale też starając się pisać o bohaterach książki tak, jak oni by sobie tego życzyli. Niby powinna to być oczywistość, a jednak wcale tak często na to nie zwracam uwagi 🙂 .
Oczywiście, można by zwrócić uwagę, że reportaż przedstawia tylko ułamek rzeczywistości osób w spektrum – pokazuje zarazem, jak odmienne są to przypadki, jak różnorodni są Autyści. Można by więc dodać opowieści osób zdiagnozowanych w dzieciństwie (większość bohaterów dowiedziała się, że są w spektrum już jako dorośli, którzy nagle zaczęli rozumieć swoje zachowanie), więcej wypowiedzi osób bliskich czy specjalistów… Ale wciąż nie byłoby to wszystko. Wciąż byliby ludzie, których te opisy by nie dotyczyły. Dla mnie zebrane historie były wystarczające, by zrozumieć, jak zróżnicowana i skomplikowana jest to problematyka oraz ile pracy jeszcze czeka społeczeństwo, by ułatwić życie osobom w spektrum. Dobra i wartościowa lektura, bardzo polecam.

Przeczytane: 2.12.2024
Ocena: 8/10

Opublikowany w Fantastyka

Andrzej Sapkowski – Rozdroże kruków

Tytuł: Rozdroże kruków
Autor: Andrzej Sapkowski
Literatura: polska
Wydawnictwo: superNOWA

Jak zapewne wielu fanów sagi o Wiedźminie, nie spodziewałam się tu już kolejnej książki, ale jak się ukazała, musiałam po nią sięgnąć natychmiast 😉 . Z pewną ostrożnością, bo wydany jakiś czas temu Sezon burz trochę mnie rozczarował. Rozdroże kruków okazało się dużo lepsze od poprzedniej książki, jednak pierwotnej sadze nie dorównuje. Ale akcja toczy się wartko, humoru tu nie brakuje, więc lekturę wręcz pochłonęłam i czytało mi się świetnie. W Sezonie burz przeszkadzał mi język, brakowało mi stylu znanego z pierwszych książek – tutaj Sapkowski starał się do niego wrócić. Nie jest do końca tak, jak było, ale jest wystarczająco dobrze, by do mnie to trafiło i wywoływało uśmiech na mojej twarzy co jakiś czas.
Geralt w Rozdrożu kruków to młody mężczyzna, który ledwo co opuścił Kaer Morhen i wyruszył na szlak. Jest naiwny, nie zna świata, wyraża się w sposób dość młodzieżowy, a swojego – tak uwielbianego przeze mnie – sarkazmu jeszcze nie wypracował. Sapkowski postawił tu więc nie na dialogi, a na akcję… A tej mogłoby być trochę więcej. Rozdroże kruków przypomina mi nieco zbiór opowiadań o różnych akcjach na początku wiedźmińskiej kariery, a nie kompletną powieść. Niby główny wątek kręci się wokół starego wiedźmina Holta, ale ta postać nieszczególnie do mnie trafiła – chyba wolałabym tu poczytać o Kaer Morhen z tamtych czasów… Mamy za to młodą Nenneke, mamy inną czarodziejkę, no i różne potwory, wiadomo.
Nie miałam co do nowego Wiedźmina żadnych oczekiwań i pewnie dlatego tak mi się spodobał, a lektura mnie wciągnęła. Pewnie gdybym sięgnęła po Rozdroże kruków od razu po głównej sadze, bardziej zwróciłabym uwagę na wszelakie niedociągnięcia, stwierdziłabym, że jednak brakuje mi mocniej zarysowanej fabuły, politycznych rozgrywek, wiedźmińskiego sarkazmu czy żartów Jaskra. Po Sezonie burz nowa książka broni się jednak zdecydowanie lepiej 😉 . To lekka fantastyka, dobra rozrywka i choć nie trafi na moją listę ulubionych książek, to z przyjemnością sięgnęłabym jeszcze po kolejne tomy napisane w podobnym stylu.

Przeczytane: 1.12.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Bartosz Panek – Zboże rosło jak las

Tytuł: Zboże rosło jak las. Pamięć o pegeerach
Autor: Bartosz Panek
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Należę do pokolenia popegeerowego i ten świat jest mi kompletnie obcy, zwłaszcza że wychowałam się też w mieście. Jednak te PGR-y obijały mi się regularnie o uszy, wiedziałam, czym były i że nie przetrwały upadku PRL-u, ale co więcej…? Panek ze swoim reportażem udowodnił, że moja wiedza była bardzo niewielka, ale też pomógł mi ją uzupełnić. Chronologicznie, rozdział po rozdziale, autor opowiadał o powstaniu i funkcjonowaniu pegeerów, zarówno tych przynoszących zyski, jak i tych, do których trzeba było dokładać, dopuszczał do głosu dawnych pracowników, by potem przejść do transformacji ustrojowej i omówić decyzje polityczne, które przyspieszyły upadek kombinatów. Na tym jednak nie koniec, bo w Zboże rośnie jak las przeczytamy też o tym, co się z pegeerami oraz ich pracownikach działo potem, co się zmieniło w XXI wieku i jak tereny popegeerowe wyglądają dziś. Jest to bardzo kompleksowy reportaż, choć naturalnie nie da się na 344 stronach objąć całej tej problematyki. Jednak dla kogoś takiego jak ja, dla kogo PGR-y to niezbyt dobrze znana historia, Zboże rośnie jak las to ciekawa pigułka informacji.
Ale – żeby nie było – to nie jest reportaż pełen suchych faktów! Autor wielokrotnie dopuszczał do głosu różnych ludzi, dzięki czemu można spojrzeć na ten skomplikowany obraz z wielu różnych perspektyw. Pracowników i ich bliskich – tych, którzy pegeery wspominają ciepło, jak i tych, którym praca i alkohol zniszczyły życie; polityków, kierowników kombinatów, artystów, lekarzy, rolników próbujących przejąć te tereny po upadku, dzieci urodzonych w popegeerowskiej biedzie… Ukazanie różnorodności problemów oraz bezstronność autora, pozwalającego wypowiedzieć się osobom o najróżniejszych poglądach, to najmocniejsze strony tego reportażu. Książka jest też dobra językowo, choć Panek czasem posługiwał się dość kolokwialnym językiem, jednak nie przeszkadzało mi to w odbiorze lektury – czytało mi się szybko, a temat bardzo mnie wciągnął.

Przeczytane: 30.11.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Historia, Reportaż

Jan Mohnhaupt – Zwierzęta w Trzeciej Rzeszy

Tytuł: Zwierzęta w Trzeciej Rzeszy
Autor: Jan Mohnhaupt
Tytuł oryginału: Tiere im Nationalsozialismus
Tłumaczenie: Monika Kilis
Literatura: niemiecka
Wydawnictwo: Poznańskie

Zwierzęta w Trzeciej Rzeszy niemieckiego dziennikarza Jana Mohnhaupta to specyficzny, ale całkiem ciekawy reportaż. Autor opowiada o latach trzydziestych i okresie II wojny światowej, choć pojawiają się też informacje o tym, jak sytuacja zwierząt wyglądała przed i po tym czasie. Zacząwszy od hodowanych głównie na mięso świń, przez wciąż przydatne na wojnie konie, szkolone do pilnowania psy, nielubiane koty… aż po znienawidzone owady: stonki i wszy. A to tylko przykłady, bo sporo tu też innych ciekawostek. Wiele informacji było tu dla mnie nowych, ale za dużo było jednak wstawek politycznych. Rozumiem, że ciężko nie wspominać o polityce, pisząc o tamtych czasach, jednak Mohnhaupt co i rusz dodawał informacje i komentarze o nazistowskim państwie w tematach ze zwierzętami kompletnie niezwiązanych – przyznam, że często mnie to już męczyło, nie po to sięgnęłam po ten reportaż.
Oczywiście polityka miała jednak znaczący wpływ na losy zwierząt w nazistowskich Niemczech i nie można temu zaprzeczyć. Tutaj autor ciekawie opowiadał zarówno o zmianach prawnych, jak i działaniach propagandy w tym temacie – często na przykładzie konkretnych (czasem prawdziwych, innym razem nie) osób. Jest więc chłopiec w ramach zajęć obowiązkowych zajmujący się jedwabnikami, bo potrzebowano jedwabiu do produkcji spadochronów, czy żołnierz wraz ze swoim koniem ruszający na front wschodni… Choć niektóre fragmenty mi się dłużyły, to Zwierzęta w Trzeciej Rzeszy całościowo czytało mi się szybko i dobrze. Myślę też, że lektura nie wymaga wcześniejszej szczegółowej wiedzy o działaniu nazistowskiego państwa, bo autor jednak sporo takich informacji tu serwuje – jak już wspomniałam, dla mnie było tego za dużo, ale może ktoś inny będzie takiej wiedzy potrzebować.

Przeczytane: 27.11.2024
Ocena: 6/10

Opublikowany w Literatura piękna

Monika Helfer – Hałastra

Tytuł: Hałastra
Autorka: Monika Helfer
Tytuł oryginału: Die Bagage
Tłumaczenie: Arkadiusz Żychliński
Literatura: austriacka
Wydawnictwo: Filtry

Choć Hałastra nie znajdzie się w czołówce moich ulubionych książek z tego roku, to jednak było coś w tej lekturze, co mnie przyciągnęło, spodobało się, sprawiło, że ponad połowę przeczytałam za jednym podejściem. Ta austriacka powieść jest mocno na bakier z chronologią wydarzeń, ale zaskakująco mi to nie przeszkadzało. Równolegle toczy się tu opowieść narratorki, która wspomina różne sytuacje związane ze swoją rodziną i próbuje wypytać – głównie swoją ciotkę – o życie babci Marii, oraz historia samej Marii. Ta druga jest zdecydowanie ciekawsza, może właśnie dlatego, że oparta na niedomówieniach i wyobrażeniach autorki. Czytając, nigdy nie mogłam mieć pewności, co w życiu Marii wydarzyło się naprawdę, co mogła źle zapamiętać lub przeinaczyć jej córka, a co dodała od siebie sama narratorka, po prostu chcąc, by tak właśnie wyglądała przeszłość. Jest to dość specyficzny zabieg, ale sprawia, że historia toczy się płynnie i jest momentami całkiem poruszająca.
Hałastra liczy sobie niecałe 200 stron i naprawdę nie miałabym nic przeciwko paru dodatkowym rozdziałom. Główna historia toczy się w czasach I wojny światowej, gdy mąż Marii, Josef, zostaje wysłany na front, a kobieta musi sobie poradzić sama z dziećmi. Ma jednak problem: jest niezwykle piękna, a to przyciąga do niej mężczyzn, wykorzystujących fakt nieobecności męża. Stwarza to nie tylko niebezpieczne dla kobiety i jej dzieci sytuacje, ale rodzi też plotki w małej wiosce, które również potrafią skutecznie utrudnić życie… Trafiła do mnie postać Marii, z ciekawością śledziłam losy jej rodziny i targające nią emocje, z nieco mniejszym zaś zainteresowaniem przebrnęłam przez fragmenty z narracją pierwszoosobową oraz rozmyślaniami i rozmowami autorki. Cieszę się, że przeczytałam tę książkę – lubię zresztą sięgać po literaturę austriacką – nie jestem jednak pewna, czy skuszę się na kontynuację. W końcu Maria już zmarła, a czy losy kolejnych pokoleń będą równie ciekawe? 😉

Przeczytane: 20.11.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Fantastyka

Terry Pratchett – Carpe Jugulum

Tytuł: Carpe Jugulum
Autor: Terry Pratchett
Tytuł oryginału: Carpe Jugulum
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Kiedy przed laty czytałam Świat Dysku, Carpe Jugulum było jednym z moich ulubionych tomów. Dlatego też i po ten audiobook postanowiłam sięgnąć jako jeden z pierwszych, gdy wracam do twórczości Pratchetta – tym razem w wersji słuchanej. Kowalik świetnie sobie radzi z czytaniem tych książek, a zmiany w jego głosie, gdy przytacza wypowiedzi babci Weatherwax, Niani Ogg, Igora czy Śmierci… po prostu świetne. Jak tak dalej pójdzie, jeszcze przekonam się do audiobooków 😉 .
Jeśli chodzi o fabułę, Carpe Jugulum rozkręca się dość powoli. Parze królewskiej w Lancre urodziła się córka, więc na wielką ceremonię nadania imienia król Verence zaprosił wszystkich. Włącznie z wampirami, które postanawiają przejąć władzę w zamku, a przeciwstawić im się mogą czarownice i Wielce Oats, nowy duchowny w Lancre. Budowanie całej historii było zabawne, jak to u Pratchetta, ale brakowało mi nieco tempa. To zdecydowanie przyspieszyło, gdy na scenę wkroczyła babcia Weatherwax – niezmiennie jedna z moich ulubionych postaci w Świecie Dysku. Carpe Jugulum pełne jest nawiązań, głównie do baśni, ale Vlad niepotrafiący czytać w myślach Agnes jako żywo przywodzi mi na myśl Zmierzch, a Igor – potwora Frankensteina… Od zawsze uwielbiałam u Pratchetta tę zabawę w czerpanie z innych historii, wzbogacone sporą nutą humoru. Książka podobała mi się kilka lat temu, podoba mi się i teraz, to na pewno nie jest koniec mojej powtórnej przygody ze Światem Dysku.

Przesłuchane: 15.11.2024
Ocena: 8/10

Opublikowany w Fantastyka

Kamila Szczubełek – Droga do Wyraju

Tytuł: Droga do Wyraju
Autorka: Kamila Szczubełek
Literatura: polska
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc

Lekka, niewymagająca i, niestety, dość przeciętna fantastyka w słowiańskich klimatach. Głównym bohaterem Drogi do Wyraju jest wąpierz Elgan, sługa Welesa i książę ciemności, który jak na nosiciela takiego tytułu powinien być postacią nieco mroczniejszą, jakby nie patrzeć. Tymczasem Elganowi dobrze się żyje wśród ludzi, więc żeby móc dłużej zostać w swojej wiosce, zgadza się wyruszyć w podróż do Wyraju po ciało niedoszłego szamana… i zabrać ze sobą demona, którego ten szaman zdążył wcześniej sprowadzić. W mijanych po drodze wioskach napotyka sporo osób (zresztą nie tylko ludzi) – niektórzy postanawiają mu towarzyszyć, inni tylko pomagają, jeszcze inni szkodzą… Ot, dość prosta fabuła, co w połączeniu z niewielką ilością stron sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko. Nie zachęca jednak do tego, by sięgnąć po kontynuację.
O ile lubię wątki słowiańskie w fantastyce, to tutaj ta słowiańskość wydała mi się bardzo płytka. Są bogowie, są jakieś potwory, ale pojawiają się i znikają na kolejnych stronach, takie postacie dalszoplanowe zazwyczaj bez większego znaczenia. Szczubełek nie starała się w żaden sposób zgłębić wierzeń ani skonstruować ciekawego świata przedstawionego – dla autorki liczyła się głównie akcja. Ta faktycznie biegnie szybko do przodu, ale niewiele z tego zostaje w pamięci na dłużej. Pomysł z Elganem niepamiętającym swojej przeszłości przed zostaniem wąpierzem miał być chyba taką dodatkową nutką tajemniczości, ale jakoś nieszczególnie mnie to zaintrygowało. Było tu parę scen, które wywołały uśmiech na mojej twarzy, ale jednak polska fantastyka słowiańska ma lepsze tytuły do zaoferowania 😉 .

Przeczytane: 12.11.2024
Ocena: 4/10

Opublikowany w Holokaust, Literatura piękna

Wojciech Dutka – Czerń i purpura

Tytuł: Czerń i purpura
Autor: Wojciech Dutka
Literatura: polska
Wydawnictwo: Albatros

To moje drugie po Apostacie sięgnięcie po twórczość Dutki i chyba już ostatnie. Nie były to złe książki (Apostata podobał mi się jednak bardziej), ale zachwytów i wysokich ocen nie rozumiem. Czerń i purpura utwierdziły mnie też w przekonaniu, że o ile interesuję się tematyką obozową, to zdecydowanie wolę tu literaturę faktu. Komuś, kto sam nie przeżył piekła obozów koncentracyjnych, trudno oddać ten koszmar w powieści – obraz przedstawiony przez Dutkę nie potrafił mnie przekonać.
Głównym tematem powieści jest miłość austriackiego esesmana pracującego w Auschwitz do młodej więźniarki, słowackiej Żydówki. Początkowa trzecia część książki to wcześniejsze życie, zarówno Mileny, jak i Franza – w obu przypadkach dość proste i naiwne, chyba żeby mocniej skontrastować je z późniejszą rzeczywistością obozową. Męczyły mnie tu wątki religijne, których znaczenie autor podkreślał stanowczo za często. Esesman był kiedyś ministrantem, odwrócił się od kościoła i Dutka wielokrotnie zaznaczał, jak to mocno zmieniła się dusza Franza po tym fakcie. No właśnie, żeby jeszcze autor dał czytelnikom zaobserwować zmiany zachodzące w bohaterach – nie, on wolał to sam podkreślać krótkimi, często patetycznymi zdaniami. W kwestii religijnej często też mi zgrzytało rozróżnianie mój Bóg a twój Bóg między Żydami, chrześcijanami a nawet świadkami Jehowy… Nie to, że te wszystkie wyznania wyrosły z jednego pnia i w Boga to akurat wierzą tego samego.
Książka jest napisana dość przystępnym językiem, a Dutka nie szczędzi bohaterom dramatycznych wydarzeń i trudnych wyborów – głównie dzięki temu Czerń i purpurę czytało mi się całkiem dobrze i dotrwałam do końca lektury. Na plus też końcówka książki z rozliczeniem przeszłości po latach – osobiście wolę zamknięte historie. Jednak pozostaję przy opinii, że w tematyce obozowej lepiej sięgać po wspomnienia więźniów, a nie współczesne nam powieści.

Przeczytane: 12.11.2024
Ocena: 5/10

Opublikowany w Literatura piękna

Tina Harnesk – Ludzie, którzy sieją w śniegu

Tytuł: Ludzie, którzy sieją w śniegu
Autorka: Tina Harnesk
Tytuł oryginału: Folk som sår i snö
Tłumaczenie: Agata Teperek
Literatura: szwedzka
Wydawnictwo: Marginesy

Ludzie, którzy sieją w śniegu to jedna z tych książek, które zaciekawiły mnie już samym tytułem (no i faktem, że jest to literatura szwedzka). Opis też brzmiał ciekawie, bo nie przypominam sobie, bym już czytała książkę z fabułą osadzoną w społeczności saamskiej. A do tego miała się pojawić problematyka przymusowych przesiedleń Saamów – o tym już trochę czytałam, ale to taki temat, że nigdy za mało informacji.
Miałam dość wysokie oczekiwania co do tej powieści i choć była to dobra i przystępna w odbiorze lektura, to jednak liczyłam na trochę więcej. Sporo tu problemów (zacząwszy od przesiedleń, przez przemoc w związku, ciężkie choroby, niemożność zajścia w ciążę, trudne dzieciństwo…), a przecież Ludzi, którzy sieją w śniegu czyta się lekko, wręcz zaskakująco. Zbyt często odnosiłam wrażenie, że te wszystkie trudności są potraktowane przez autorkę zbyt pobieżnie. Zabrakło mi też więcej saamskiej tematyki, bo owszem, była legenda, parę razy wspomniano o przesiedleniach, były instytucje zbierające informacje o przesiedlanych, ale to wszystko działo się jakby w tle. Szkoda, bo to był fajny potencjał, który może sprawiłby, że książka nie byłaby tak lekka, ale na pewno stałaby się bardziej poruszająca.
Za wspomnianą już lekkość lektury odpowiadają liczne żarty i różne wymyślane prze Mariddję sposoby, żeby nie rozdzielono jej z mężem. Mariddja i Biera to starsze saamskie małżeństwo, dręczone chorobami i pozbawione bliskiej rodziny – chcą jednak do końca być ze sobą, więc kobieta musi spławić państwo, wysyłające opiekę społeczną. Do tego mocno ich męczy tęsknota za siostrzeńcem Biery, który znikł z ich życia już dawno temu, ale wciąż pozostaje w ich sercach. W międzyczasie toczy się inna historia – Kaja i Mimi, którzy przeprowadzają się na północ i poznają lokalną społeczność. Czyta się to dobrze, ale nie powiem, żeby ta historia mnie porwała. Humor i język bywają tu też dość specyficzne, zazwyczaj mi to podchodziło, choć czasem co nieco zazgrzytało. No i trochę za łatwo się domyślić powiązań między głównymi bohaterami, w efekcie przewidywalne zakończenie niezbyt do mnie trafiło. Ale jednak parę razy się uśmiechnęłam podczas lektury i jest to dla mnie całkiem dobra książka 🙂 .

Przeczytane: 8.11.2024
Ocena: 6/10