Opublikowany w Ciekawostki podróżnicze

Mikołaj Buczak – Sobremesa

Tytuł: Sobremesa. Spotkajmy się w Hiszpanii
Autor: Mikołaj Buczak
Literatura: polska
Wydawnictwo: Poznańskie

Coraz bardziej się przekonuję do Serii Podróżniczej, bo takie książki jak Słowenia Cichockiej czy Sobremesa Buczaka z przyjemnością mogę czytać, nawet nie będąc fanką literatury podróżniczej jako takiej. Nie wiem, czy wpływ na mój odbiór tej lektury miał fakt, że nie znam za dobrze Hiszpanii i jej kultury, choć co nieco o jej historii (zwłaszcza z czasów wojny domowej) czytałam. Buczak poprowadził mnie jednak przez świat ciekawostek opowiedzianych z humorem, który bardzo mi odpowiadał. Szkoda tylko, że niektóre rozdziały są całkiem fajnie rozbudowane, inne jednak skondensowane niemal do minimum, w bardzo podstawowy sposób przedstawiające daną tematykę. A tematów autor poruszył tu całkiem sporo – możemy razem z nim zgłębić problemy masowej turystyki, przyjrzeć się odmienności Kraju Basków, zajrzeć na hiszpańskie stoły, zobaczyć, jak Hiszpanie spędzają czas wolny (aż zabrakło mi tu jakichś piłkarskich odniesień, bo co to za Hiszpania bez rywalizacji Madrytu z Barceloną…?) i jak spędzają go tam emeryci z innych krajów… i dowiedzieć się wielu innych rzeczy. Sobremesa zdecydowanie nie wyczerpuje tematu, ale przecież nie taka jest idea Serii Podróżniczej – nie poznamy może dokładnie danego kraju, ale możemy spojrzeć na niego oczami autora, skupiając się na zagadnieniach dla niego istotnych. Do mnie Sobremesa trafiła i nieraz się uśmiechnęłam przy hiszpańskich żartach 🙂

Przeczytane: 5.10.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Powieść historyczna

Bernard Cornwell – Panowie północy

Tytuł: Panowie północy
Autor: Bernard Cornell
Tytuł oryginału: Lords of the North
Tłumaczenie: Mateusz Pyziak
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Otwarte

Ku mojemu zaskoczeniu Panowie północy, trzeci tom przygód Uhtreda z Northumbrii, to póki co najlepsza książka z serii Wojny wikingów. Dwie poprzednie wciągnęły mnie, ale miałam do nich trochę uwag – tym razem miałam wrażenie, że akcja nieco zwolniła, za to mogłam się bardziej skupić na rozwoju bohaterów, no i nie zaprzeczę, podobało mi się to. Oczywiście nie znaczy to, że nagle akcja stanęła w miejscu – Cornwell lubi, jak w jego książkach dużo się dzieje. Jednak wydarzenia w Panach północy mają miejsce pomiędzy 878 a 881 rokiem, z czego dwa lata niewoli głównego bohatera są opisane dość pobieżnie. Bitew i wojen też tu nie brakuje, ale przewija się coraz więcej rozmów, polityki, tworzenia własnych sojuszy… Sam Uhtred jest też już trochę starszy, ma dwadzieścia parę lat i jego przemyślenia i zachowania nie są tak irytujące jak wcześniej. Mam wrażenie, że Wojny wikingów rozwijają się w coraz ciekawszą stronę, a choć po pierwszym tomie zakładałam, że przeczytam jeszcze ze dwa i koniec, tak tom trzeci sprawił, że z ciekawością sięgnę jeszcze po co najmniej jeden… i zobaczymy, na ile mnie wciągnie 😉 . W Panach północy zabrakło mi jedynie większej ilości ciekawostek i szczegółów historycznych – z jednej strony Cornwell wprowadził postać króla Guthreda, który był zdecydowanie jednym z najciekawszych bohaterów tomu, ale z drugiej główna akcja toczy się wokół fikcyjnego ataku na Dunholm. Naturalnie zdaję sobie sprawę, że ten cykl bardzo luźno opiera się na prawdziwej historii, ale podobało mi się zwłaszcza w poprzedniej części, jak autor wynajdywał różne ciekawostki i legendy, wplatając je w treść powieści. Mimo wszystko, Panowie północy okazali się bardzo fajną i wciągającą lekturą, liczę, że kolejne tomy utrzymają ten poziom.

Przeczytane: 2.10.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Historia

Judith Herrin – Bizancjum

Tytuł: Bizancjum. Niezwykłe dziedzictwo średniowiecznego imperium
Autorka: Judith Herrin
Tytuł oryginału: Byzantium: The suprising life of a medieval empire
Tłumaczenie: Norbert Radomski
Lektura: brytyjska
Wydawnictwo: Rebis

Bizancjum Herrin zrzuciłam sobie na czytnik jeszcze w ubiegłym roku, po lekturze Stambułu Hughes – stwierdziłam wtedy, że chcę przeczytać coś nie tylko o samym mieście, ale i o imperium, którego stolicą kiedyś było. Książka Herrin zbierała pozytywne oceny jako przystępnie przedstawiona historia – wersja polska liczy sobie trochę ponad 400 stron, które jednak zajęły mi zaskakująco dużo czasu, wolno mi się to Bizancjum czytało. I nie była to kwestia stylu czy tłumaczenia, ale bardziej samej formy, w jakiej autorka chciała przedstawić swoją opowieść.
Mało co mnie tak irytuje w książkach historycznych jak brak chronologii. O ile w powieści czy reportażu jestem w stanie zaakceptować taki zabieg, to jeśli chodzi o samą historię, chcę widzieć ciągłość i przyczynowość. Tymczasem Herrin postawiła na różne tematy, wokół których krążyła w poszczególnych rozdziałach, wielokrotnie przeskakując między wiekami i bohaterami. Bardzo mieszało mi to w głowie i choć wiele poruszanych przez autorkę tematów było bardzo ciekawych, to po skończonej lekturze – bez innych źródeł uzupełniających – nie umiałabym sobie ułożyć w ciągu przyczynowo-skutkowym wydarzeń tworzących historię imperium bizantyjskiego. A przecież o to mi chodziło, gdy sięgałam po tę książkę… Jeśli jednak potraktujemy Bizancjum Herrin jako zbiór historycznych ciekawostek na temat imperium ze stolicą w Konstantynopolu, lektura może okazać się momentami naprawdę wciągająca. Autorka posiada ogromną wiedzę tematyczną, umie wynajdywać różne smaczki, choć w początkowych rozdziałach skupiała się – w moim odczuciu – za bardzo na wątkach religijnych, kolejne rozdziały (wojenne, polityczne) czytało mi się dużo lepiej. Całościowo książka to takie 6/10 – momentami męcząca, momentami bardzo wciągająca, ale nie do końca tego oczekiwałam.

Przeczytane: 30.09.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Antonina Tosiek – Przepraszam za brzydkie pismo

Tytuł: Przepraszam za brzydkie pismo. Pamiętniki wiejskich kobiet
Autorka: Antonina Tosiek
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Byłam jedną z tych czytelniczek, którym Chłopki Kuciel-Frydryszak bardzo przypadły do gustu i z pozytywnym wspomnieniem tamtej lektury sięgnęłam po Przepraszam za brzydkie pismo Tosiek. Trudno było mi nie porównywać obu książek, chociaż stoją za nimi inne koncepcje, a z nowej lektury też wyniosłam wiele ciekawych informacji. Reportaż Tosiek jest momentami trudny w odbiorze, szczególnie gdy przewija się w nim wiele cytatów stojących na bakier z ortografią i interpunkcją, z drugiej jednak strony tak właśnie wyglądały te tytułowe Pamiętniki wiejskich kobiet. Może też ze względu na te liczne błędy w oryginalnych tekstach, autorka wolała częściej sama opowiadać o losach swoich bohaterek i tylko krótkimi fragmentami cytować ich pamiętniki.
O konkursach pamiętnikarskich przeprowadzanych w Polsce między- i powojennej przeczytałam po raz pierwszy właśnie w Chłopkach i zafascynował mnie ten pomysł. Gospodynie i rolniczki (choć nie były to jedyne grupy zawodowe, których pamiętniki drukowano) były wielokrotnie na przestrzeni lat proszone o udostępnianie swoich wspomnień i przemyśleń, by podzielić się z resztą społeczeństwa obrazem swojego życia, no i utrwalić je dla potomnych. Wiele z tych materiałów nie przetrwało do dnia dzisiejszego, ale już z tych zachowanych wyłania się obraz trudnego życia, pełnego ciężkiej pracy, nie zawsze chcianej wielodzietności, przemocy fizycznej i nieudanych małżeństw, niespełnionych marzeń o edukacji czy potężnym wpływie religii na codzienność. Konkursy pamiętnikarskie organizowano w latach 1933-95, choć niektóre kobiety przywoływały też dawniejsze wspomnienia, sięgające początków XX wieku. Dzięki temu możemy zaobserwować wolno zachodzące zmiany w życiu na wsi, które w pewnym momencie zaczęło się trochę poprawiać, by znów podupaść wraz z upadkiem PRL-u i PGR-ów. Dla mnie, czytelniczki wychowanej w mieście już po transformacji ustrojowej, Przepraszam za brzydkie pismo ukazuje kompletnie obcy świat, który warto jednak poznać – a jak lepiej to zrobić niż oczami jego mieszkanek? I choć książka Tosiek nie wciągnęła mnie aż tak jak Chłopki, myślę, że była to wartościowa lektura, fajne uzupełnienie tamtego reportażu 🙂

Przeczytane: 28.09.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Literatura piękna

Darko Cvijetić – Winda Schindlera

Tytuł: Winda Schindlera
Autor: Darko Cvijetić
Tytuł oryginału: Schindlerov lift
Tłumaczenie: Dorota Jovanka Ćirlić
Literatura: bośniacka
Wydawnictwo: Noir sur blanc

Byłam bardzo ciekawa tej króciutkiej powieści, bo staram się czytać różne książki dotyczące wojny w byłej Jugosławii, a Winda Schindlera zbierała naprawdę dobre opinie. Cvijetić akcję powieści umieścił w swoim rodzinnym Prijedorze (obecnie Bośnia i Hercegowina), miasteczku o bardzo mieszanym tle narodowym, co w latach dziewięćdziesiątych doprowadziło do czystek etnicznych. Autor nie opowiada o samej wojnie, ale o mieszkańcach dwóch wieżowców i jak ich życie wpłynął konflikt, w wyniku którego nieraz sąsiad odpowiadał za śmierć sąsiada. Czynnikiem łączącym te historie są właśnie wieżowce oraz znajdujące się w nich windy, w tym głównie ta znanej światowej marki. Niektóre historie są dłuższe, inne krótsze, czasem te opowieści się przeplatają, gdy między bohaterami były różne relacje – przyznam, że dla mnie, nieobeznanej z nazwiskami z tamtego regionu, była to nadmierna mieszanka. Tyle tych nazwisk – serbskich, chorwackich, bośniackich – aż do końca lektury gubiłam się, kto jest kim i co się z nim stało. Zwłaszcza że Winda Schindlera to naprawdę krótka powieść (dla mnie to wręcz zbiór króciutkich opowiadań o wspólnej tematyce), więc nie ma jak lepiej poznać bohaterów czy się do nich przywiązać. Z drugiej strony taka forma podkreśla ogrom ludzkiego cierpienia, jak różne rzeczy przytrafiały się różnym ludziom, co niewątpliwie jest jedną z najmocniejszych stron tej książki.
Wiele osób zachwycało się poetyckością Windy Schindlera, do mnie osobiście te poetyckie wstawki na początki i końcu powieści nie trafiły, ale uznajmy, że to kwestia gustu 😉 . Jednak główna treść książki jest dużo bardziej konkretna, można powiedzieć wręcz, że reportażowa, a taki styl pasuje mi dużo bardziej. Książka Cvijetića mnie nie zachwyciła, ale podobała mi się i cieszę się, że sięgnęłam po tę lekturę – w poruszający sposób przedstawia wpływ wojny na zwykłą ludzką codzienność. Czytało się szybko, ale treść zapada w pamięć, warto więc przeczytać.

Przeczytane: 25.09.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Ronan Farrow – Złap i ukręć łeb

Tytuł: Złap i ukręć łeb. Szpiedzy, kłamstwa i zmowa milczenia wokół gwałcicieli
Autor: Ronan Farrow
Tytuł oryginału: Catch and Kill: Lies, Spies and a Conspiracy to Protect Predators
Tłumaczenie: Anna Dzierzgowska, Sławomir Królak
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Czarne

Sięgając po Złap i ukręć łeb, spodziewałam się nieco innej książki. Wiedziałam, że Farrow napisał dla The New Yorkera reportaż o przestępstwach seksualnych Harvey’a Weinsteina i że dzięki tej publikacji wiele brudów wypłynęło na światło dzienne, więc spodziewałam się, że wydana wkrótce potem książka jest rozszerzoną wersją ogólnie dostępnego artykułu, ewentualnie uzupełnioną o późniejsze wydarzenia. Autor miał jednak na Złap i ukręć łeb inny pomysł, a mi zajęło trochę czasu, zanim się do tej książki przekonałam. Bo o ile w reportażu dla The New Yorkera Farrow skupiał się przede wszystkim na ofiarach i samym Weinsteinie, to w swojej książce opowiada on o tle powstawania reportażu, a co za tym idzie, samego Farrowa jest tu całkiem sporo. Nie ukrywam, że nie przepadam za literaturą faktu, gdzie postać autora jest nadto widoczna, z drugiej jednak strony ciężko byłoby dziennikarzowi pisać o tym wszystkim, nie wspominając nic o sobie.
Warto sięgnąć po Złap i ukręć łeb po przeczytaniu tamtego reportażu Farrowa, żeby zrozumieć problem, a potem stopniowo towarzyszyć autorowi w zbieraniu materiałów. Dziennikarz opisuje, jak macierzysta stacja blokowała jego śledztwo, jakie wpływy miał Weinstein na tuszowanie swoich przestępstw, poznajemy bohaterki reportażu i przyczyny, dla których bały się mówić, w tle obserwujemy też prywatnych detektywów nie spuszczających wzroku z dziennikarzy, którzy mogliby namieszać Weinsteinowi w życiu. Farrow umiejętnie budował napięcie w książce – niby od początku wiedziałam, że uda mu się w końcu opublikować to, co odkrył, ale wciąż zastanawiałam się, ile przeszkód jeszcze napotka na swojej drodze. Złap i ukręć łeb to opowieść o ciemnej stronie Hollywood (a raczej jednej z jego wielu ciemnych stron), gdzie wiele kobiet bało się powiedzieć”nie ze strachu o swoją karierę i wielu mężczyzn latami z tej przewagi korzystało przy milczącej zgodzie otoczenia. Warto przeczytać.

Przeczytane: 23.09.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Magdalena Milert – Dla kogo jest miasto?

Tytuł: Dla kogo jest miasto? Jak stworzyć przestrzeń, która o nas dba
Autorka: Magdalena Milert
Literatura: polska
Wydawnictwo: Poznańskie

Magdalenę Milert – @pieing – obserwuję na Instagramie od dłuższego czasu i z ciekawością sięgnęłam po napisaną przez nią książkę. W mediach społecznościowych autorka opowiada, jak się robi miasto i dzięki niej sporo się dowiedziałam o różnych lepszych i gorszych rozwiązaniach architektonicznych z Polski i ze świata. Reportaż Dla kogo jest miasto? to wiedza, którą Milert od dawna dzieli się w internecie, zebrana w pigułce. Z punktu widzenia jej obserwatorki jest to nieco rozczarowujące, bo niewiele wątków poruszanych w książce mnie zaskoczyło – większość tych kwestii pojawiała się już na Instagramie autorki, a ja jednak oczekiwałam czegoś więcej. Zwłaszcza że nie jest to długi reportaż, każdy rozdział to faktycznie taka informacyjna pigułka, którą można by jeszcze zdecydowanie bardziej rozbudować bez lania wody.
Jeśli jednak dla kogoś internetowa działalność Milert jest obca, z Dla kogo jest miasto? może wynieść sporo ciekawostek i informacji, które niby wydają się oczywiste, ale jednak nie myśli się o nich za często, jeśli dana problematyka akurat nas nie dotyczy. Jak bardzo współczesne miasta nie są dostosowane do kobiet, dzieci, osób z niepełnosprawnością, a nawet zwierząt i roślin, które żyły na danym terenie na długo przed powstaniem samego miasta? Co można poprawić i jakie działania w tym kierunku podjęto w niektórych miejscach na świecie? Wszystko opisane w prosty i przystępny sposób, inkluzywnym językiem. Jeśli dotąd nie interesowaliście się taką tematyką, warto przeczytać, ale jeśli znacie już działalność autorki, nie spodziewajcie się wielu nowości i zaskoczeń 😉

Przeczytane: 18.09.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Literatura piękna

Claire Keegan – Drobiazgi takie jak te

Tytuł: Drobiazgi takie jak te
Autorka: Claire Keegan
Tytuł oryginału: Small things like these
Tłumaczenie: Krzysztof Cieślik
Literatura: irlandzka
Wydawnictwo: Czarne

Drobiazgi takie jak te to jedna z tych książek, których największą wadą jest ich długość, a raczej krótkość 😉 . Kilkadziesiąt stron tworzących atmosferę, wciągających od początku do końca, pozbawionych choćby jednego zbędnego słowa. Wszystko to prowadzi do zakończenia, które urywa się niemal w kulminacyjnym momencie, zostawiając czytelniczkę z myślą: ale ja chcę wiedzieć, co się teraz wydarzy!. Kegaan zostawia tu pole do wyobraźni lub też wiary (czy jej braku) w człowieka, byśmy sami mogli sobie dopowiedzieć, jak w tej sytuacji zachowają się bohaterowie. Osobiście takich zakończeń nie lubię, wolałabym tu poznać wizję autorki, ale cóż, kwestia gustu 😉 .
Pomijając jednak te dwie kwestie, naprawdę nie mam na co narzekać przy tej lekturze. Wciągnęła i zachwyciła mnie od samego początku, wszystkim szczerze polecam. W powieści poznajemy świat Billa Furlonga – ojca pięciu córek w małym irlandzkim miasteczku w połowie lat osiemdziesiątych. Rodzina właśnie przygotowuje się do świąt Bożego Narodzenia – żona z córkami przygotowuje ciasto, dziewczynki piszą listy do św. Mikołaja, a sam Bill skupia się na pracy, by wszędzie porozwozić węgiel przed świętami. Jednym z miejsc, gdzie musi zajechać, jest klasztor i tak mężczyzna odkrywa brutalny świat (nie)sławnych pralni Magdalenek. Keegan świetnie tu przeplata koszmar dziewczyn i kobiet przebywających pod opieką zakonnic ze spokojnym życiem rodziny Furlonga oraz fragmentami – już nie tak łatwej – przeszłości mężczyzny. Nie będę spojlerować, ale bardzo spodobał mi się pomysł na Drobiazgi takie jak te, sposób, w jaki przedstawiono bohaterów i ich życie… a przecież samej akcji tu niewiele, wydarzenia rozgrywają się na przestrzeni ledwo kilku dni, właściwie więcej tu rozmów, przemyśleń i wspomnień niż akcji. A i tak czytało mi się świetnie, tylko wciąż żałuję, że książka nie była dłuższa 🙂

Przeczytane: 17.09.2025
Ocena: 8/10

Opublikowany w Reportaż

Olga Wiechnik – Platerówki? Boże broń!

Tytuł: Platerówki? Boże broń! Kobiety, wojna i powojnie
Autorka: Olga Wiechnik
Literatura: polska
Wydawnictwo: Poznańskie

Do Platerówek podchodziłam z pewną dozą ciekawości mieszanej ze sceptycyzmem – ciekawość budziła sama tematyka, sceptycyzm zaś fakt, że czytałam już Posełki Wiechnik i tamta książka pozostawiła we mnie mieszane odczucia. Podobała mi się, ale okazała się czymś innym, niż się tego spodziewałam – i podobnie było z Platerówkami, które jednak podobały mi się mniej od Posełek. Tytułowe bohaterki to członkinie Batalionu Kobiecego im. Emilii Plater działającego w latach 1943-45, a Wiechnik w swoim – znanym mi już z poprzedniej książki – stylu wymieszała tu życiorysy kobiet z bardziej ogólnym tłem historycznym, skupiając się jednak głównie na indywidualnych postaciach. Przyznam, że dużo bardziej by to do mnie trafiło, gdyby autorka wybrała kilka bohaterek i na podstawie ich życiorysów opowiadała historię batalionu. Tymczasem każdy kolejny rozdział opowiada o kolejnych etapach losu Platerówek, ale pojedyncze kobiety pojawiają się na dłużej, inne tylko na chwilę, bohaterek jest na tyle dużo, że ciężko zapamiętywać i śledzić ich losy. Przez pierwsze rozdziały miałam wręcz poczucie, że książka jest bardzo chaotyczna z tego powodu, zwłaszcza gdy zaczęłam już rozróżniać bohaterki, a one zostały zastąpione innymi w kolejnym rozdziale…
Początkowe rozdziały Platerówek do mnie nie trafiły, głównie właśnie przez ten chaos. Poznajemy kilka kobiet, ich życie przedwojenne, historię wywózki i życia na Syberii – proporcjonalnie było tego dla mnie za dużo, bo kompletnie nie tego spodziewałam się po tej książce. Im więcej tematów szkoleniowych i wojennych, tym ciekawszy stawał się reportaż, choć wciąż momentami gubiłam się w postaciach. Najciekawsze okazały się dla mnie rozdziały opisujące powojenne losy Platerówek i – o, ironio! – najlepszy z całej książki: epilog 😉 . Co jak co, ale końcówka wyszła Wiechnik bardzo dobrze i miałam ochotę w ogóle nie odkładać książki… szkoda, że dopiero na koniec 😉 . Mimo wszystko nie była to zła lektura, temat faktycznie okazał się ciekawy, wykonanie odbiegało nieco od moich oczekiwań, ale czasu poświęconego książce nie żałuję.

Przeczytane: 12.09.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Jack Farchy, Javier Blas – Świat na sprzedaż

Tytuł: Świat na sprzedaż. Kulisy dziennikarskiego śledztwa w sprawie handlu zasobami Ziemi
Autorzy: Javier Blas, Jack Farchy
Tytuł oryginału: The World for Sale: Money, Power, and the Traders Who Barter the Earth’s Resources
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Szczeliny

Świat na sprzedaż Blasa i Farchy’ego to szczegółowy reportaż opowiadający o handlu (głównie) surowcami na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Znajdziemy tu dzieje największych przedsiębiorstw oraz traderów, których nazwiska przeciętnemu człowiekowi nic nie mówią, a przecież były (lub wciąż są) to osoby, które kształtowały znany nam świat, wielokrotnie mieszając się w politykę. Co do samego reportażu, to mam mieszane uczucia, choć generalnie była to dobrze napisana i ciekawa książka, z której się naprawdę dużo dowiedziałam. Początek mnie nieco wymęczył, gubiłam się w firmach, monstrualnych kwotach transakcji i licznych nazwiskach, i ciężko było mi sobie ułożyć w głowie to, o czym opowiadali autorzy. Jednak im dalej w las (czy też w lekturę), tym jaśniejsze były dla mnie powiązania między traderami, ich firmami i państwami, choć czasem odnosiłam wrażenie, że niektóre tematy się powtarzają. Najbardziej mnie wciągnęły historie z lat dziewięćdziesiątych (od wojny w Zatoce Perskiej przez polityczny bałagan w Rosji po upadku ZSRS) oraz czasy bardziej współczesne, XXI wiek, większa kontrola ze strony władz i próby wejścia na giełdę niektórych z firm. Choć tematycznie Świat na sprzedaż wydawał mi się czymś spoza mojego kręgu zainteresowań, w trakcie lektury musiałam zmienić zdanie – ta książka opowiada o rzeczach, które powinny leżeć w kręgu zainteresowań każdego. Nie tylko dlatego, że dobrze wiedzieć, jak wygląda handel np. ropą czy zbożem, ale też żeby zrozumieć, jak to jest, że nakłada się sankcje na jakieś państwo, a handel dalej kwitnie…

Przeczytane: 12.09.2025
Ocena: 6/10