Opublikowany w Reportaż

Stasia Budzisz – Pokazucha

Tytuł: Pokazucha. Na gruzińskich zasadach
Autorka: Stasia Budzisz
Literatura: polska
Wydawnictwo: Poznańskie

Pokazucha Budzisz to reportaż o gruzińskich problemach. Może się więc wydawać, że przedstawia ten kraj w ciemnych barwach, ale z drugiej strony zachwytów nt. Gruzji nie brakuje. Autorka zaś udowadnia, że poza słynną gościnnością i pozorną otwartością Gruzinów charakteryzują też inne cechy. Jak ciężko być w tym patriarchalnym kraju kobietą, która w życiu chciałaby czegoś innego niż dbać o męża i rodzić dzieci. A nawet jeśli ta rola odpowiada, wcale nie jest łatwiej, gdy pan i władca wymaga całkowitego posłuszeństwa, zaś jedyną metodą antykoncepcji pozostaje aborcja, bo mężczyzna przecież nie zniży się do założenia gumki. Jak być kobietą w świecie, gdy gwałt czy rozwód to stygmatyzacja całej rodziny. W kwestii praw kobiet i ich samoświadomości sytuacja się powoli zmienia, głównie w dużych miastach, ale z perspektywy europejskiej kobiety to wciąż kompletna masakra. A Budzisz przecież nie ogranicza się tutaj do sytuacji kobiet. Opowiada, jak ciężko być osobą homoseksualną lub trans, jak bardzo stereotypy, wychowanie i oczekiwania (oraz to słynne co ludzie powiedzą) niszczą życie wielu osobom. Czym jest tytułowa pokazucha, przywodząca mi na myśl polskie zastaw się, a postaw się
Jest to reportaż ukazujący jedynie ułamek gruzińskich problemów, zbiór różnych historii pełen wypowiedzi miejscowych oraz statystyk na potwierdzenie przytaczanych opowieści. Ja to lubię, ale wyobrażam sobie, że niektórych może męczyć – mi jedynie przeszkadzał brak konsekwencji w zapisywaniu liczb. Pokazucha nie da czytelnikom pełnego obrazu Gruzji, dobrze wcześniej co nieco o tym kraju poczytać, a wtedy książka Budzisz okaże się świetnym uzupełnieniem innych lektur. To mój drugi reportaż tej autorki i uważam, że potrafi ona pisać w bardzo ciekawy sposób, jej książki się po prostu pochłania. Pokazucha też bardzo przypadła mi do gustu, warto przeczytać, by zapoznać się nieco lepiej z codziennością Gruzinów, której jako turyści nie będziemy zapewne mieli okazji doświadczyć.

Przeczytane: 20.01.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Fantastyka

Neil Gaiman – Ocean na końcu drogi

Tytuł: Ocean na końcu drogi
Autor: Neil Gaiman
Tytuł oryginału: The Ocean at the End of the Lane
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Mag

W fantastyce Gaimana zaczytywałam się na studiach, a choć Amerykańcy bogowie wywarli na mnie spore wrażenie, fanką bym się nigdy nie nazwała (a po tym, co ostatnio ukazało się w mediach, to już w ogóle szacunek do autora spadł do zera). Miałam potem parę lat przerwy od jego twórczości, przerwanej jedynie Mitologią nordycką, aż w końcu sięgnęłam po Ocean na końcu drogi. Szybko zorientowałam się, że już nie jestem grupą docelową tej książki, choć zapewne spodobałaby mi się, by byłam wczesną nastolatką. Przypominała mi trochę klimatem Koralinę tego samego autora – czytało się to szybko, ale raczej na długo ze mną nie zostanie.
Głównymi bohaterami Oceanu… jest dwoje dzieci z sąsiedztwa – siedmioletni chłopiec i jedenastoletnia dziewczynka, które muszą zmierzyć się ze sprowadzonym na ten świat potworem pod postacią kobiety. Historia pojawia się w formie wspomnień dorosłego już mężczyzny – na szczęście, bo bardzo nie lubię dziecięcej narracji. Mimo wszystko główny bohater jako kilkuletnie dziecko był… no, dzieckiem, nie ma co oczekiwać od niego racjonalnego myślenia 😉 . Z perspektywy dorosłej czytelniczki ani jego emocje nie były szczególnie ciekawe, ani straszny wątek nie był straszny. Ocean na końcu drogi to byłaby raczej fantastyka dla starszych dzieciaków, które lubią się czasem bać i mają sporą wyobraźnię. Dla mnie to była raczej lekka lektura, odskocznia od znów czytanych ostatnio w większej ilości reportaży. Ale z przyczyn oczywistych Gaimana nikomu tu polecać nie będę.

Przeczytane: 15.01.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Iza Klementowska – Szkielet białego słonia

Tytuł: Szkielet białego słonia
Autorka: Iza Klementowska
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Szkielet białego słonia to moje drugie spotkanie z twórczością Klementowskiej i niestety dużo mniej udane niż Samotność Portugalczyka. Dziennikarka z założenia chciała tu przedstawić kolonialną przeszłość Mozambiku i losy portugalskich kolonizatorów oraz ich potomków… a wyszła tu chaotyczna mieszanka. Bardzo chaotyczna, bo poza Portugalczykami i Mozambijczykami (których – tych rdzennych, a nie portugalskiego pochodzenia – jest dla mnie za mało), mamy tu naprawdę różnorodnych bohaterów, jak chociażby Niemca, który z jakiegoś powodu musiał opuścić kraj ojczysty. Mogłoby to stanowić ciekawe i różnorodne przedstawienie Mozambiku, ale ta książka liczy sobie 200 stron. W tak krótkim reportażu nie dałoby się przedstawić całej złożonej przeszłości i teraźniejszości kraju: kolonializm, wyzwolenie, wojna domowa, próby stawania na nogi. Zresztą Klementowska nawet nie próbuje tego uporządkować – czytelnicy nieznający historii Mozambiku będą się w tej lekturze gubić. Autorka nie trzyma się chronologii, nie wyjaśnia historii, po prostu chce przedstawić poszczególne opowieści, chyba zakładając, że przeciętny czytelnik wie, jakie były XX-wieczne losy państwa. Może wyjdę tu na nieuka, ale ja dopiero po którymś rozdziale załapałam, że bohaterowie mówiący o Lourenço Marques lub Maputo, mówią o tym samym mieście, używając obecnej albo kolonialnej nazwy. Strasznie mnie to irytowało, bo jednym z powodów, dla których czytam reportaże, jest chęć dowiedzenia się czegoś nowego, a tu po lekturze został mi w głowie tylko chaos.
A szkoda, bo reportaż miał spory potencjał. Klementowska podróżowała po Mozambiku, wyszukiwała naprawdę ciekawych rozmówców. Jest tu kilka fajnych, poruszających i dobrze napisanych opowieści. Każda z nich jako oddzielny, krótki reportaż, np. w jakimś magazynie poświęconym Afryce albo z dobrymi przypisami, byłaby naprawdę świetną lekturą. Jednak zebrane w całość i nietworzące spójnej całości, pozbawione dobrego wprowadzenia i tła historycznego były dość męczące w odbiorze.

Przeczytane: 14.01.2025
Ocena: 5/10

Opublikowany w Historia, Reportaż

Dominik Wilczewski – Litwa po litewsku

Tytuł: Litwa po litewsku
Autor: Dominik Wilczewski
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Czytając Litwę po litewsku zastanawiałam się, co ja właściwie czytam – czy to na pewno reportaż czy może bardziej lektura historyczna skupiająca się na XX wieku? Wilczewski zaprezentował coś pomiędzy, z tym, że historii tu jednak zdecydowanie więcej niż reportażu… a nawet gdy ten bierze górę, to i tak zazwyczaj w odniesieniu do historii. Autor prowadzi czytelników przez XX-wieczną Litwę, od odzyskania niepodległości po I wojnie światowej, przez jej utratę w wyniku ataku ZSRR, okupację sowiecką, aż po ponowne wyzwolenie państwa i reakcje Litwinów na wojnę w Ukrainie. Dużo tu polityki, jeszcze więcej nazwisk i przyznam, że trochę się w tym wszystkim gubiłam, nieprzyzwyczajona do litewskich nazwisk. Zabrakło mi za to zwykłych ludzi, ich codzienności, podejścia nie tylko do historii, ale też obecnych problemów. Tych problemów – niepolitycznych i niehistorycznych – też mi tu brakuje. Więc choć najważniejsze wydarzenia na Litwie Wilczewski przedstawił dość konkretnie i całkiem sporo się z tego reportażu można było dowiedzieć, to jednak spodziewałam się po nim czegoś innego. Poza tym niby mi się czytało dobrze, ale jednocześnie książka mi się dłużyła i nie byłam w stanie czytać długich fragmentów naraz. Obawiam się jednak, że poza ogólnym zarysem litewskiej historii niewiele więcej w głowie mi zostanie – licznych nazwisk wymienionych w danym rozdziale nie byłabym w stanie powtórzyć nawet tuż po jego zakończeniu. Bardziej emocjonalnie i szczegółowo autor potraktował chyba tylko podejście Litwinów do Holokaustu i partyzantów, może dlatego te tematy wciągnęły mnie bardziej i zostaną ze mną na dłużej.

Przeczytane: 13.01.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Literatura piękna

Kateřina Tučková – Bílá Voda (t.1)

Tytuł: Bílá Voda (t.1)
Autorka: Kateřina Tučková
Tytuł oryginału: Bílá Voda
Tłumaczenie: Julia Różewicz
Literatura: czeska
Wydawnictwo: Afera

Tučková ponownie nie zawodzi – twórczością czeskiej pisarki zachwyciłam się przed laty, czytając Boginie z Žítkovej, a teraz z ciekawością sięgnęłam po nową powieść pt. Bílá Voda. Niestety, polskie wydanie podzielono na dwie części i w środku fascynującej historii musiałam sobie zrobić przerwę i teraz trzeba czekać do marca na część drugą…
Historię klasztoru Bílá Voda na granicy czesko-polskiej poznajemy z perspektywy Leny – czterdziestoletniej kobiety, która próbuje odnaleźć spokój w tej wiosce na końcu świata. Zniszczony klasztor z kilkoma starymi (i jedną młodą) zakonnicami okazuje się faktycznie nieść ukojenie… a także pobudza dawno uśpiony zmysł dziennikarski Leny. Kobiecie przydzielono zadanie porządków w bibliotece, w jej ręce trafiają więc listy, dokumenty, wycinki z gazet, a nawet pamiętnik matki przełożonej zakonu. Z tych wszystkich papierów wyłania się tragiczny los kościoła oraz zakonnic w komunistycznej Czechosłowacji. Bílá Voda istnieje naprawdę, klasztor był prawdziwym miejscem internowania zakonnic, a Tučková spędziła lata na badaniu historii tego miejsca. Wyszła jej fascynująca powieść o strasznych, choć jednocześnie ciekawych wydarzeniach, o których nigdy wcześniej nie słyszałam. Główne bohaterki to postacie fikcyjne, których losy autorka wplotła w losy klasztoru, podobno bazując też na prawdziwych życiorysach.
Mam do tej powieści jedynie dwa zarzuty, które sprawiają, że w moim odczuciu Bílá Voda nie dorównuje jednak Boginiom… . Po pierwsze, pewna wtórność formy. Współczesna kobieta bada historię grupy innych kobiet prześladowanych za komunizmu, a o przeszłości dowiadujemy się ze stworzonych przez autorkę dawnych dokumentów – metoda prowadzenia narracji właściwie skopiowana z Bogiń… . Wtedy mnie zachwyciła, teraz dalej mi się podobała – nie zaprzeczę, że już trochę z takim stylem kojarzy mi się Tučková – ale miałam takie poczucie, że autorka idzie na łatwiznę, zapuszczając się w znane rejony pisania. Po drugie, zakonnice z klasztoru zostały przedstawione jako niemal święte męczennice, które w cudowny sposób są w stanie przezwyciężyć wszystkie problemy i słabości – w pewnym momencie odczuwałam już przesyt tymi wszystkimi cudami i nawróceniami. Chciałam czytać bardziej o historii religii i polityki, pisanie na takie tematy wychodziło autorce znacznie lepiej niż kreowanie nierealistycznych heroin.
Pomimo tych dwóch zgrzytów, książkę wręcz pochłaniałam i nie mogę się doczekać, aż pojawi się polskojęzyczna kontynuacja. Obawiam się trochę, że niektóre wątki mogą zostać zanadto rozwleczone – po 400 stronach części 1 już powoli pewne tematy zaczynały mi się dłużyć. Myślę jednak, że po krótkiej przerwie znów z przyjemnością wsiąknę w świat starego klasztoru… i mam nadzieję, że Tučková nie pójdzie w tym kierunku, że nawrócona Lena dołączy do zakonnic, bo zepsuje mi to całą przyjemność lektury 😉

Przeczytane: 11.01.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Biografie i wspomnienia, Literatura piękna

Raynor Winn – Słone ścieżki

Tytuł: Słone ścieżki
Autorka: Raynor Winn
Tytuł oryginału: The Salt Path
Tłumaczenie: Kamila Slawinski
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Marginesy

Słone ścieżki to kolejna z książek, po które sama bym nie sięgnęła, gdyby nie wybór DKK. Autorka opowiada, jak wraz z mężem stracili dom i dorobek całego życia, dowiedzieli się, że mąż umiera, więc nie mając nic do stracenia, wyruszyli na długą wędrówkę wzdłuż wybrzeża. Dla mnie to brzmiało jak książka o niczym, przeplatana przemyśleniami o odkrywaniu siebie oraz wartości życia – nie lubię takich lektur, uważam je za lanie wody. Nie zaprzeczę więc, że podeszłam do tej książki z nie najlepszym nastawieniem.
Zaskakująco, Słone ścieżki czytało mi się całkiem dobrze. W gruncie rzeczy te opowieści o dawniejszym życiu, walce w sądzie, relacji między bohaterami oraz ich dziećmi – to czytało mi się najlepiej, najbardziej mnie wciągnęło. Główny motyw książki, czyli wędrówka szlakiem wybrzeża, często mi się dłużył i po prostu nudził. Idziemy, pada, świeci słońce, wieje, jemy kluski, jemy ryż, dzielimy się batonikiem, namiot, kąpiel w morzu, pada, świeci słońce, jemy kluski… Zakładam, że ta powtarzalność była zamierzona, ale dla mnie okazała się nudna i męcząca – Słone ścieżki mają ze 350 stron, a ja nad nimi siedziałam z pół miesiąca, bo po kilkunastu minutach musiałam się przerzucać na lekturę z większą ilością akcji, by utrzymać powieki otwarte 😉 . Nie potrafiły mnie też wciągnąć opisy mijanych miejsc – może dlatego, że w ogóle nie znam tej okolicy, a może były zbyt powierzchowne, bym potrafiła sobie cokolwiek tu wyobrazić?
Na plus wyszły Winn opisy spotkań z ludźmi – innymi wędrowcami, bezdomnymi, pracownikami w miejscach, do których bohaterowie docierali. Ukazanie innej twarzy bezdomności jest dla mnie najmocniejszą stroną tej powieści – bezdomność to nie tylko nałogi i spanie na ulicy, to też jedna błędna decyzja, po której czasem po prostu ciężko stanąć na nogi. To, jak napotykani ludzie zmieniali swoje zachowanie w stosunku do Ray i Motha, gdy dowiadywali się, że nie są tylko wędrowcami, ale też bezdomnymi wędrowcami… bywało poruszające. Dlatego też całościowo oceniam Słone ścieżki jako dobrą książkę, nie sądzę jednak, by została ze mną na dłużej lub że chciałabym przeczytać jeszcze coś w podobnym stylu.

Przeczytane: 10.01.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Adam Zadworny – Heweliusz

Tytuł: Heweliusz. Tajemnica katastrofy na Bałtyku
Autor: Adam Zadworny
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Katastrofa Heweliusza może i obiła mi się kiedyś o uszy, ale że wydarzyła się ona w czasach mojego wczesnego dzieciństwa, nie był to dla mnie nigdy głośny temat. Z ciekawością sięgnęłam więc po reportaż Zadwornego i natychmiast wciągnęłam się w tę historię. Dziennikarz opisuje – w oparciu o dostępne informacje oraz wspomnienia ocalałych – krok po kroku, jak doszło do zatonięcia promu na Bałtyku oraz dramatyczną walkę załogi i pasażerów o życie. Następnie przechodzi do wszystkich związanych z tą sprawą kontrowersji, a tych nie brakowało. Szukanie winnych i unikanie odpowiedzialności, próby poznania prawdy przez rodziny bliskich, zaangażowanie polityków i tuszowanie niedociągnięć… Ciągnące się sprawy sądowe, różne wyroki i apelacje, a przy tym wszystkim nieubłaganie pędzący czas, zacierający ślady i wspomnienia.
Heweliusz to krótki reportaż, ale wydaje się, że wyczerpujący temat – nie odpowiada na wszystkie pytania, bo po prostu odpowiedzi brakuje. Ci, którzy mogliby ich udzielić, zatonęli razem z promem. Zadworny przedarł się jednak przez setki dokumentów i artykułów z gazet, dotarł do wielu związanych z katastrofą osób, badał sprawy sądowe i materiały dostarczone przez nurków – zebrał tyle informacji, ile było możliwe. W efekcie powstał ciekawy, wieloaspektowy reportaż o jednej z największych katastrof na Bałtyku, do tego dobrze napisany i trzymający w napięciu, jeśli nie zna się szczegółów sprawy i późniejszych rozpraw sądowych. Polecam 🙂

Przeczytane: 5.01.2025
Ocena: 8/10

Opublikowany w Powieść historyczna

Simon Sebag Montefiore – Pewnej zimowej nocy

Tytuł: Pewnej zimowej nocy
Autor: Simon Sebag Montefiore
Tytuł oryginału: One Night in Winter
Tłumaczenie: Władysław Jeżewski
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Magnum

Styl Montefiorego przypadł mi do gustu, gdy czytałam biografię Jerozolimy. O historii umie pisać wciągająco, dałam więc szansę i powieści historycznej, wiedząc też, że autor w dziejach Rosji się specjalizuje. Akcja Pewnej zimowej nocy rozgrywa się u schyłku II wojny światowej – Berlin już upadł, alianci przygotowują się do konferencji w Poczdamie. W Moskwie odbywa się defilada, podczas której ginie dwójka nastolatków – dzieci wysoko postawionych osób. Ich koledzy ze szkoły, również dzieci oficjeli nierzadko mających bezpośredni dostęp do Stalina, zostają zgarnięci na Łubiankę. Rozpoczyna się śledztwo, początkowo wymierzone w młodzież, z czasem jednak powodujące też czystkę wśród dorosłych. A w tle pojawiają się też romanse i wątki miłosne, w końcu sam autor zaznaczył, że Pewnej zimowej nocy to książka o miłości. Pełna polityki i przemocy, ale kto powiedział, że miłość nie może istnieć i w takich warunkach? 😉
Montefiore bazował na kilku prawdziwych historiach, z zakończenia można dowiedzieć się, co było tu fikcją a co miało swoje oparcie w faktach. Autor pokazuje brudny świat stalinowskiej polityki z punktu widzenia ludzi, którym wydaje się, że zaszli na tyle wysoko, by być bezpiecznymi. Nie trzeba znać szczegółowo rosyjskiej historii, by wiedzieć, że było to złudne poczucie. W Pewnej zimowej nocy akcja toczy się wartko, bohaterowie są wyraziści i choć nie każdego dało się polubić, to większość z nich faktycznie budziła we mnie emocje. Książkę czytało mi się dobrze i szybko, podpasowała mi językowo, choć niektóre wątki były dla mnie potraktowane zbyt pobieżnie. Myślę jednak, że nie było to moje ostatnie spotkanie z twórczością Montefiorego 🙂

Przeczytane: 30.12.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Filip Springer – Wanna z kolumnadą

Tytuł: Wanna z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni
Autor: Filip Springer
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Wanna z kolumnadą nie zostanie moją ulubioną książką Springera (Miedzianka i Miasto archipelag trafiły do mnie bardziej), wciąż jednak jest to ciekawy i potrzebny reportaż. Wydany po raz pierwszy już ponad dekadę temu, więc niektóre tematy – chociażby problem wszechobecnych i nieuregulowanych reklam – zdążyły się już przebić do mediów i niewiele w tym temacie nowego w tej książce przeczytałam. Zdaję sobie jednak sprawę, że kiedy Springer pracował nad Wanną z kolumnadą, duża część społeczeństwa nie widziała problemu w zaśmiecaniu miast i dróg reklamami. Nie widziała i nie widzi też problemu w złym planowaniu miejskim, braku harmonii i estetyki, a to już jest niemały problem. Pamiętam, że kiedy mieszkałam w Szwecji, niejednokrotnie słyszałam, że planowanie przestrzenne polega też na tym, że architektura i kolorystyka nowo stawianego budynku musi współgrać z otoczeniem. Springer udowadnia, że w Polsce nie tylko nie musi, ale też, że wielu osobom taki bałagan przestrzenny nie przeszkadza… Ba, co niektórym to się nawet podoba.
Dla czytelników mających w sobie jakiś zmysł estetyki Wanna z kolumnadą będzie lekturą, podczas której wielokrotnie zazgrzytają oni zębami. Przykładowe zdjęcia zamieszczone w reportażu, choć już sprzed lat, to wciąż są aktualne – kadry z mojego Lublina wyglądały aż za bardzo znajomo. W Polsce tworzy się architektoniczne koszmarki, nie dba się o całość krajobrazu, a jak już mamy jakiś stary i ładny budynek, to najlepiej go zasłonić wielką płachtą reklamową. Mam nadzieję, choć nieszczególnie się łudzę, że choć trochę zmieniło się na lepsze w ustawodawstwie od momentu wydania tego reportażu. Myślę jednak, że ogromna większość problemów jest nadal bardzo aktualnych i warto sięgnąć po tę książkę… A potem rozejrzeć się po okolicy.

Przeczytane: 27.12.2024
Ocena: 6/10

Opublikowany w Fantastyka

Terry Pratchett – Mort

Tytuł: Mort
Autor: Terry Pratchett
Tytuł oryginału: Mort
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Powrotu do Świata Dysku ciąg dalszy – tym razem w formie audiobooków. Kiedyś Mort był jednym z moich ulubionych tomów Pratchetta, teraz dalej mi się podobał, choć już dawnego zachwytu nie wzbudził. Chyba trochę za bardzo autor poszedł w baśniowe klimaty, a choć lubię u niego nawiązania do innych dzieł kultury, tak tutaj nie zawsze to do mnie trafiało.
Głównym bohaterem Morta jest młody chłopak o tym właśnie imieniu, który uczy się zawodu… u samego Śmierci. I tak jakoś miesza w historii i porządku świata, że ratuje księżniczkę, której śmierć miała być jego zadaniem. Tworzy się nowa rzeczywistość i zaczyna się robić niezły bałagan 😉 . Jak to u Pratchetta, wszystkiemu towarzyszy spora dawka humoru, a sam Śmierć jak zawsze zachwyca swoimi próbami zrozumienia świata śmiertelników. Sam pomysł na terminowanie Morta w tym – jakby nie patrzeć – specyficznym zawodzie też bardzo przypadło do gustu, za to trochę mnie wynudziły fragmenty z Ysabell. Na szczęście audiobook jest świetnie przeczytany i dobrze się go słucha, nawet w tych mniej wciągających momentach. A Pratchett jak to Pratchett – ja serię Świata Dysku uwielbiam, choć nie wszystkie tomy jednakowo, no i zawsze miło wrócić do tych historii 🙂

Przesłuchane: 26.12.2024
Ocena: 7/10