Opublikowany w Reportaż

Andrzej Brzeziecki, Małgorzata Nocuń – Armenia

Tytuł: Armenia. Karawany śmierci
Autorzy: Andrzej Brzeziecki, Małgorzata Nocuń
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Po Armenię Nocuń i Brzezieckiego sięgnęłam, wybierając się na kilka dni do tego kraju. Była to druga książka tych autorów, jaką czytałam, zdecydowanie lepsza i ciekawsza od Łukaszenki. Warto jednak mieć na uwadze, że Armenia to reportaż liczący sobie ledwo ponad 200 stron, siłą rzeczy porusza on więc tylko wybrane tematy i w sposób dość zwięzły (niestety, zawiera też bardzo krótką bibliografię i niewiele przypisów). Ja potraktowałam tę książkę jako wprowadzenie do tematu, coś innego niż kaukaskie reportaże Góreckiego. W tej roli sprawdziła się świetnie, zwłaszcza że zaraz potem mogłam na niektóre tematy uzupełniać informacje w erywańskich muzeach lub rozmawiając z samymi Ormianami. Aż żałowałam, że reportaż kończyłam już w samolocie powrotnym z Armenii, bo podczas lektury ciągle przychodziły mi do głowy myśli, że jeszcze to i tamto mogłabym zobaczyć, gdybym tylko wcześniej o tym przeczytała… 😉
Armenia miała swoją premierę prawie 10 lat temu, musiałam więc liczyć się z tym, że nie zawiera najnowszych informacji. Najwyraźniej widać to w rozdziale o Górskim Karabachu, który ze względu na datę wydania książki nie uwzględnia przejęcia tego regionu przez Azerbejdżan – tutaj na pewno będę chciała jeszcze co nieco doczytać z innych źródeł. Tak samo z rozdziałami o krajowej polityce, brakowało mi tu nowszych informacji, ale nie mogę przecież winić autorów za to, że sama sięgnęłam po książkę kilka lat po premierze 😉 . Mimo wszystko Armenię czytało mi się bardzo dobrze, całkiem sporo się dowiedziałam i czuję się zachęcona do dalszego zgłębiania informacji o tym państwie.

Przeczytane: 10.06.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Powieść historyczna

Bernard Cornwell – Ostatnie królestwo

Tytuł: Ostatnie królestwo
Autor: Bernard Cornwell
Tytuł oryginału: The Last Kingdom
Tłumaczenie: Amanda Bełdowska
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Otwarte

Prawie dekadę temu zachwycałam się Trylogią arturiańską Cornwella i przyszło mi na myśl, że mogłabym przeczytać i coś innego z jego twórczości. Kilka pierwszych tomów Wojen Wikingów zalegało mi na czytniku od lat, aż w końcu się zmotywowałam i sięgnęłam po Ostatnie królestwo. I nie wiem, czy mi przez lata zmienił się trochę gust czytelniczy, czy też Trylogia arturiańska faktycznie była dużo lepsza, ale pierwszy tom Wojen Wikingów mnie nie zachwycił. Czytało mi się go dobrze, wciągnął mnie, generalnie była to dobra książka, ale jednak nic wybitnego – pewnie po przerwie przeczytam jeszcze z jeden-dwa tomy, ale na pewno nie będzie to seria, którą będę chciała pochłonąć w całości 😉
Cornwell zabrał czytelników do IX-wiecznej Anglii, regularnie atakowanej przez Duńczyków. Głównym bohaterem jest młodszy syn jednego z miejscowych ealdormanów, chłopiec, którego historia rzuciła w świat brutalnych wojen. Towarzyszymy więc Uhtredowi w dorastaniu i stawaniu się wojownikiem, obserwując, jak młodzieniec rozdarty jest w lojalności między swoimi a najeźdźcami. Nie brakuje tu humoru, zwłaszcza w podejściu Uhtreda do religii, ale główną ideą Ostatniego królestwa jest akcja. Ta pędzi do przodu, wydarzenia następują po sobie w zawrotnym tempie i podczas lektury nie można się nudzić. Dla mnie jednak to tempo akcji sprawiło, że nie było jak pogłębić charakterystyki bohaterów – nawet ci główni wydają się bardzo powierzchowni. W efekcie książkę fajnie się czytało jako lekki przerywnik między cięższymi lekturami, ale nie wkręciłam się w świat przedstawiony przez Cornwella, czegoś mi tu jednak brakowało 😉

Przeczytane: 6.06.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Historia

Pieter M. Judson – Imperium Habsburgów

Tytuł: Imperium Habsburgów. Wspólnota narodów
Autor: Pieter M. Judson
Tytuł oryginału: The Habsburg Empire. A New History
Tłumaczenie: Sławomir Patlewicz
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Bellona

Szkoda, że nie zapoznałam się z komentarzami dotyczącymi tej książki przed jej lekturą, bo może zabrałabym się wtedy za czytanie z innym podejściem. Po Imperium Habsburgów Judsona spodziewałam się historii wojenno-politycznej na przestrzeni wieków, dlatego początkowo dość negatywnie zaskoczyło mnie to, co dostałam. Autor zaczyna swoją opowieść dopiero w połowie wieku XVIII i prowadzi czytelników przez reformy Marii Teresy i jej następców, kształtowanie się nacjonalizmów w krajach wchodzących w skład imperium, aż po 1918 rok i upadek cesarstwa. Wojny (poza I wojną światową), powstania, wielkie wydarzenia wstrząsające nie tylko imperium, ale i całą Europą, są wspomniane o tyle, o ile miały wpływ na jakąś zmianę przepisów, ale stanowią właściwie nieomówione tło. Tego mi tu bardzo brakowało, tak samo jak historii nieco dawniejszej, bo liczyłam, że książka Judsona pomoże mi uzupełnić informacje ogólne o tytułowym imperium Habsburgów.
Z drugiej jednak strony nie mogę zaprzeczyć, że jak już zaakceptowałam tematy, na których skupia się autor, to czytało mi się tę książkę zaskakująco dobrze. O ile tematyka podatkowa czy ustrojowa nieszczególnie mnie zaciekawiły, to już historia kształtowania się niezależnych narodów, z jednej strony będących częścią imperium, z drugiej starających się od niego odróżnić… no, było to bardzo ciekawe 🙂 . Wiele ciekawostek było dla mnie nowością i nie wszystko okazało się tak oczywiste, jak można by sądzić, patrząc z perspektywy czasów obecnych. Kraje, które zarzucały Wiedniowi niewystarczające szanowanie innych kultur i języków, nieraz dużo gorzej traktowały inne mniejszości, gdy uzyskały niezależność i nie dziwi, że po latach wielu tęskniło za czasami Franciszka Józefa… Patrząc całościowo, Imperium Habsburgów to dobra i ciekawa książka, skupiająca się jednak tylko na wybranym momencie historii i na konkretnych aspektach tego imperium, co może mijać się z oczekiwaniami wielu czytelników.

Przeczytane: 5.06.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Fantastyka

Terry Pratchett – Wiedźmikołaj

Tytuł: Wiedźmikołaj
Autor: Terry Pratchett
Tytuł oryginału: Hogfather
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Po latach wracam do Pratchettowego Świata Dysku, tym razem w formie audiobooków. Najbardziej lubiąc cykl o Śmierci, wybrałam na kolejną lekturę Wiedźmikołaja. I choć wciąż jest to stary dobry Pratchett, to jakoś miałam wrażenie, że książka nie zachwyciła mnie równie mocno jak przed laty. Sam wątek ze Śmiercią zastępującym zaginionego Wiedźmikołaja i z Susan próbującą go odnaleźć w towarzystwie boga kaca był przezabawny i świetnie mi się tego słuchało. Ale tym razem wątki poboczne – szczególnie magowie próbujący dojść do tego, skąd się nagle biorą różne magiczne istoty i bóstwa – jakoś wyjątkowo mi się dłużyły i wybijały z rytmu.
Pratchettowi nigdy chyba nie brakowało wyobraźni i humoru – Wiedźmikołaj dotyczy Nocy Strzeżenia Wiedźm, czyli Dyskowego odpowiednika naszego Bożego Narodzenia. Nie mogło tu więc zabraknąć i rozważań, czy chodzi tu o atmosferę rodzinną czy może jednak o prezenty (zależy, kogo pytać), no i przemyśleń, czy ludziom potrzebna jest wiara… w Wiedźmikołaja, Wróżkę Zębuszkę czy inne abstrakcyjne rzeczy jak sprawiedliwość 😉 . Nie będzie to już jeden z moich ulubionych tomów Świata Dysku, ale Śmierć niezmiennie uwielbiam 😉

Przesłuchane: 1.06.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Marcin Jacoby – Tajwan

Tytuł: Tajwan. Herbatka na beczce prochu
Autor: Marcin Jacoby
Literatura: polska
Wydawnictwo: Muza

Czytałam kiedyś Chiny bez makijażu Jacobego i bardzo podszedł mi sposób, w jaki autor opowiadał o Państwie Środka. Spodziewałam się czegoś podobnego po Tajwanie, jednak książka ta okazała się dla mnie pewnym rozczarowaniem. Oczywiście, znalazły się i tutaj ciekawostki w stylu, który przypadł mi do gustu w Chinach bez makijażu, jednak tonęły one w różnorodnej, zdecydowanie mniej interesującej treści. Po pierwsze, samego Jacobego jest tu dla mnie stanowczo za dużo – autor cały rozdział poświęcił samemu sobie, swoim pobytom na Tajwanie oraz poznanej tam żonie, a to zdecydowanie nie było coś, dla czego sięgnęłam po tę lekturę. A i w innych rozdziałach sporo było osobistych wstawek, które tylko czasem wnosiły do tematu coś istotnego.
Tajwan. Herbatka na beczce prochu to reportaż z pomysłem i potencjałem, który jednak bardzo szybko się gdzieś rozmył. Przeczytamy tu o relacjach Tajwanu z kontynentalnymi Chinami, z USA, z Japonią, o rywalizacji z Koreą, o produkującym półprzewodniki TSMC, na którym opiera się znacząca część gospodarki, o burzliwej historii wyspy… Teoretycznie więc jest tu niemal wszystko, co najistotniejsze w opowieści o Tajwanie. Niestety, często przedstawiono to w sposób dość chaotyczny, ciekawe i ważne informacje przeplatają się z tymi nieistotnymi, niektóre rzeczy się też powtarzają. Całość jest dość przeciętna i nie spełnia oczekiwań, które miałam w stosunku do tej lektury.

Przeczytane: 27.05.2025
Ocena: 5/10

Opublikowany w Historia

Antony Beevor – D-Day

Tytuł: D-Day. Bitwa o Normandię
Autor: Antony Beevor
Tytuł oryginału: D-Day. The Battle for Normandy
Tłumaczenie: Magdalena Komorowska
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Znak Horyzont

Książki Beevora to dla mnie już gwarancja świetnej literatury historycznej i nie inaczej było z D-Day. Bitwą o Normandię. To ponad 600-stronicowa cegła opowiadająca o odbiciu Francji przez aliantów – od przygotowań do tytułowego D-Day, przez lądowanie na plażach Normandii i kolejne operacje wojskowe, aż po wyzwolenie Paryża w sierpniu 1944 roku. Beevor szczegółowo (ale wciąż bardzo przystępnie dla kogoś, kto nie siedzi w tematyce militarnej) opisuje działania wojskowe, podejście zarówno alianckich, jak i niemieckich dowódców, działalność francuskiego ruchu oporu, poświęcenie cywilów… Są też i polskie wątki, gdy brygada pancerna generała Maczka wkroczyła do akcji, głównie pod Falaise. D-Day czytało mi się jak najlepszą książkę przygodową, bo u Beevora wielka historia przeplata się z historiami osobistymi uczestników danych wydarzeń, nawet jeśli często są to tylko pojedyncze migawki. Jedynym moim zastrzeżeniem do tej lektury były sporadyczne wstawki autora oceniające niektórych dowódców – nie pamiętam, bym się na coś takiego natknęła w innych jego książkach. Z drugiej strony było tego na tyle mało, że nie zepsuło całego odbioru lektury. Dużo się dowiedziałam, jeszcze więcej chciałam zgłębiać na boku na własną rękę, a do tego utwierdziłam się w przekonaniu, że po książki Beevora mogę sięgać w ciemno i będzie mi się podobało 🙂

Przeczytane: 24.05.2025
Ocena: 8/10

Opublikowany w Literatura piękna

Lucy Maud Montgomery – Anne z Avonlea

Tytuł: Anne z Avonlea
Autorka: Lucy Maud Montgomery
Tytuł oryginału: Anne of Avonlea
Tłumeczenie: Anna Bańkowska
Literatura: kanadyjska
Wydawnictwo: Marginesy

Kontynuacja przygód Anne Shirley w tłumaczeniu niezawodnej Bańkowskiej – przekonałam się do tej wersji już w pierwszym tomie, a drugi tylko potwierdza, że warto było sięgnąć po nowe tłumaczenie 🙂 W treść Anne z Avonlea wkręcałam się trochę dłużej niż w pierwszą część, bo i akcja się powoli rozkręcała. Nastoletnia Anne została nauczycielką w miejscowej szkole, razem z przyjaciółmi założyła Koło Entuzjastów Avonlea, a w Zielonych Szczytach pomagała Marilli zajmować się przygarniętymi bliźniętami. Ot, wioskowe życie, w którym na szczęście zaczęło się dziać więcej i więcej.
Montgomery wplotła w powieść sporo humoru i ten humor w Anne z Avonlea podszedł mi dużo bardziej niż w Anne z Zielonych Szczytów. Wcześniej był to raczej humor sytuacyjny związany z dziecięcymi wpadkami, na dłuższą metę nieco nużący dorosłą czytelniczkę. W drugim tomie więcej było zabawnych dialogów o życiu i związkach, było nieco doroślejsze spojrzenie na nieraz zabawne dziecięce zachowania… Generalnie mam wrażenie, że część druga jest skierowana do trochę starszych, doroślejszych czytelniczek niż pierwsza, no i nie ukrywam, że bardziej mi to odpowiadało. Choć gdy autorka wprowadziła do powieści postać starszej pani o białych włosach, czyli ledwo 45-letniej Lavendar, to zaczęłam się zastanawiać, czy była tu jakaś nieudana wiedźmińska próba traw, bo 45 lat zdecydowanie nie kojarzy mi się z wiekiem starczym… 😉 No i ponowne spotkanie dawnych narzeczonych w Chatce Ech było dla mnie tak nierealne, że nawet komentarz Marilli okazał się tu niewystarczająco cięty, ale niech i znajdzie się tu miejsce na odrobinę romantyzmu 😉 Bo mimo tego naprawdę fajnie wrócić do książek, którymi zaczytywałam się w podstawówce i odkryć, że wciąż całkiem nieźle trafiają do dorosłej mnie – pewnie po krótkiej przerwie sięgnę z przyjemnością i po kolejne tomy.

Przeczytane: 24.05.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Popularnonaukowa

Lotte Möller – O pszczołach i ludziach

Tytuł: O pszczołach i ludziach
Autorka: Lotte Möller
Tytuł oryginału: Bin och människor
Tłumaczenie: Natalia Kołaczek
Literatura: szwedzka
Wydawnictwo: Wielka Litera

Sięgając po O pszczołach i ludziach spodziewałam się chyba książki nieco bardziej popularnonaukowej, tymczasem Möller zaserwowała tu literaturę, którą ciężko konkretnie zaklasyfikować… Dlatego nie zamierzam tego robić 😉 Ta książka to po prostu zbiór historii i ciekawostek dotyczących pszczelarstwa. Autorka podzieliła O pszczołach i ludziach na dwie części: pierwsza skupia się na historii pszczelarstwa i składa się z dwunastu odpowiadających miesiącom rozdziałów, druga zaś dotyczy współczesnego pszczelarstwa. Część pierwsza zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu, mnóstwo tu historycznych ciekawostek, fajnych opowieści, a wszystko to wzbogacone licznymi grafikami – naprawdę dobrze mi się to czytało i wiele kwestii mnie zaskoczyło. Druga część mnie nieco wymęczyła, bo miałam wrażenie, że Möller skupia się już nie na samym pszczelarstwie, a na różnym podejściu ludzi do kwestii związanych z tematem, czasem nawet na zatargach między nimi. Nie potrafiło mnie to wciągnąć tak jak poprzednie ciekawostki, do tego zabrakło mi w tej książce więcej samych pszczół. W O pszczołach i ludziach istnieją one tylko w relacji z człowiekiem, a myślę, że można by tu spokojnie dodać parę rozdziałów, w których ludzie by się nie musieli pojawiać w ogóle. Nie obraziłabym się też, gdyby i samej autorki było tu mniej, jej wyprawa z koleżanką do Wielkiej Brytanii była takim największym wtrąceniem, którego nie potrzebowałam zupełnie, a drobnych fragmentów znalazłoby się jeszcze więcej 😉 Jednak była to całkiem fajna lektura, inna, niż się tego spodziewałam, ale przyjemna, czytało się szybko, a sporo ciekawostek zostanie ze mną – mam nadzieję – na dłużej.

Przeczytane: 19.05.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Literatura piękna

Anna Ciarkowska – Dewocje

Tytuł: Dewocje
Autorka: Anna Ciarkowska
Literatura: polska
Wydawnictwo: W.A.B.

Ciarkowską odkryłam, czytając Pestki, którymi się swego czasu mocno zachwyciłam. Dewocje nie wywołały u mnie równie pozytywnej reakcji, wciąż jednak czytało mi się je bardzo dobrze i uważam, że była to fajna i ciekawa lektura. W tej powieści autorka skupiła się na religijności w małej wiosce, gdzie wszyscy wszystkich znają, głównym autorytetem jest proboszcz, najważniejszą nauczycielką – katechetka, a dobry mąż i ojciec jest pobożny, no i miło by było, gdyby jeszcze mało pił i nie znęcał się nad rodziną. W takiej właśnie wsi przychodzi na świat narratorka – ojciec był wszystkowiedzącym panem domu, matka żoną przy mężu, a brat największą dumą, bo poszedł na księdza (choć gdy bohaterka chciała iść do zakonu, to usłyszała, że wymyśla, bo może przecież służyć Bogu, rodząc dzieci). Sama dziewczynka była cicha i grzeczna, nie zwracała na siebie uwagi, dopóki się nie okazało, że intencje, w których się modli, mogą się spełnić… Jak religijna wioska zareaguje na cuda? Wszystko to nie jest opisane jako ciągła historia, ale zbiór migawek, poszczególnych momentów, które narratorka przypomina sobie podczas spowiedzi. Mi nie przeszkadzała taka fragmentaryczność opowieści, dzięki niej książka nie była rozwleczona, ale rozumiem, że nie do każdego to może trafić.
Dewocje nie okazały się dla mnie tak emocjonalną lekturą jak Pestki i myślę, że to kwestia tematyki i mojego braku utożsamienia się z bohaterkami. Bo z Pestkami w mniejszym lub większym stopniu mogła się utożsamić każda kobieta. W przypadku Dewocji trzeba by się chyba obracać bardziej w takim skrajnie religijnym otoczeniu, a tego – na szczęście – nie doświadczyłam za bardzo. Choć Ciarkowska całkiem trafnie oddała moje wyobrażenia o takim wręcz niezdrowym podejściu do religii oraz jej wpływie na codzienne funkcjonowanie niewielkiej wspólnoty, to jedyna myśl, jaka mi przyszła potem do głowy, to: jak dobrze, że nie dane mi było być częścią takiej grupy ludzi. Mimo wszystko jakieś emocje ta lektura budzi, zazwyczaj właśnie dość negatywne – jak można szukać w wierze usprawiedliwienia dla przemocy, jak nie walczyć z przeciwnościami losu lub uznawać modlitwę za główną metodę walki, jak księża mogą urosnąć do tak wielkiej roli w wioskach, jak…? I te negatywne emocje są może o tyle silniejsze, że wiem, że są ludzie, dla których świat przedstawiony w Dewocjach może być choć częściowo prawdziwy i jest to dla mnie jednak przerażające…

Przeczytane: 16.05.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Holokaust, Literatura piękna

Anna Ellory – Króliki z Ravensbrück

Tytuł: Króliki z Ravensbrück
Autorka: Anna Ellory
Tytuł oryginału: The Rabbit Girls
Tłumaczenie: Michał Juszkiewicz
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Niech mi ktoś następnym razem wbije do głowy, bym nie marnowała czasu na powieści, gdy chcę sięgnąć po literaturę obozową… Pozostanę jednak przy non-fiction, zdecydowanie. Choć w gruncie rzeczy ciężko mi nawet uznać Króliki z Ravensbrück za literaturę obozową, bo tytuł jest zdecydowanie na wyrost. Główną bohaterką jest Miriam, Niemka, której 1989 rok kojarzy się bardziej z umierającym ojcem, a nie upadkiem Muru Berlińskiego. W mieszkaniu ojca odkrywa pasiak obozowy, a w nim zaszyte listy od jakiejś Friedy. Te listy, opisujące bardzo ogólnie i wybiórczo rzeczywistość w Ravensbrück i Auschwitz, to jedyne fragmenty, które można by podpiąć pod kategorię literatury obozowej. Zdecydowanie więcej tu codzienności Miriam przeplatanej wspomnieniami jej ojca. A jakie tu mamy nagromadzenie strasznych wydarzeń – Ellory chyba co rozdział się zastanawiała, co by tu jeszcze dodać. Poza wojną i obozami, które same w sobie były wystarczająco koszmarne, autorka stwierdziła, że trzeba tu jeszcze wpleść zdradę, nieszczęśliwe małżeństwo, toksycznego i przemocowego męża, gwałt, poronienie, samookaleczanie, nie wiadomo, co jeszcze. To była tak niesamowicie męcząca w odbiorze kumulacja, do tego kompletnie nie trafiła do mnie kreacja bohaterów, język i styl też pozostawiały bardzo wiele do życzenia. Ku mojemu zaskoczeniu, najlepiej mi się czytało właśnie o toksycznym małżeństwie Miriam, wciąż jednak tutejsze najlepiej nie stało nawet obok dobrze. Króliki z Ravensbrück to po prostu słaba powieść, której największą zaletą jest to, że czyta się ją szybko. Mimo trudnej tematyki, nie potrafiła mnie jednak poruszyć, bo tych wszystkich tragedii jest tu za dużo i czytając książkę, szybko się obojętnieje, a prosty styl też nie pomaga. Nie ma co marnować czasu 😉

Przeczytane: 14.05.2025
Ocena: 3/10