Opublikowany w Literatura piękna

Magda Szabó – Piłat

Tytuł: Piłat
Autor: Magda Szabó
Tytuł oryginału: Pilátus
Tłumaczenie: Olga Wybranowska
Literatura: węgierska
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy

Trafiłam na tę książkę przypadkiem, zaintrygowana opisem, i wciągnęłam się w lekturę od samego początku. Akcja dzieje się na Węgrzech na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, choć – żeby lepiej zrozumieć bohaterów – cofamy się czasem aż do dzieciństwa starszego pokolenia, gdzieś na przełomie wieków. Ale choć świat się zmienił, to natura ludzka pozostaje wciąż ta sama i czytałam Piłata jakby to była powieść o współczesnych mi ludziach.
Piłat opowiada o relacji dorosłej już Izy ze starzejącą się matką – po śmierci ojca kobieta nie chce, by jej matka została sama w rodzinnej wiosce, więc zabiera ją do swojego mieszkania w Budapeszcie, by móc się nią zająć. Matka zaś wierzy, że pomoże w domu zapracowanej córce – i w końcu żadna z nich nie będzie sama. Ale, jak wiadomo, dobrymi chęciami piekło wybrukowano, i nic nie wygląda tak, jak kobiety to sobie zaplanowały. Dorosła i od dawna mieszkająca samodzielnie w mieście Iza nie znosi, gdy ktoś zmienia jej zwyczaje i miesza w domu, a czas, który teraz musi poświęcać matce to – tak przecież potrzebny – czas na odpoczynek i na budowanie relacji z innymi ludźmi. Wyrwana zaś z bezpiecznej wioski matka czuje się samotna, niepotrzebna i zagubiona w poczuciu winy, że powinna być córce wdzięczna za wszystkie jej poświęcenia, a ona czuje się tylko ciężarem i tęskni za domem… W tle przewijają się jeszcze inne postacie i inne relacje – najważniejszą jest był mąż Izy wraz z obecną partnerką, a także jej nowy partner.
Jak na powieść psychologiczną przystało, mniej tu akcji, za to więcej rozmyślań bohaterów, rozmów między nimi, ich codziennych lęków. Czyta się to bardzo szybko, nie podeszła mi tylko końcówka – za dużo tu dramatu i przesadzonych scen. Ale warto przeczytać – choćby tylko, żeby sobie uzmysłowić, jak różne podejście do tych samych spraw mogą mieć różne pokolenia.

Przeczytane: 19.07.2019
Ocena: 7/10

Opublikowany w Powieść historyczna

György Spiró – Niewola

Tytuł: Niewola
Autor: György Spiró
Tytuł oryginału: Fogság
Tłumaczenie: Elżbieta Cygielska-Guttman
Literatura: węgierska
Wydawnictwo: W.A.B.

Bardzo dobra książka, choć nie z tych, co porywają od pierwszej strony. Wręcz przeciwnie, historia jest tak rozbudowana, że wprowadzenie do niej musi się trochę dłużyć. Jednak kiedy poznamy już bohaterów, kiedy zrozumiemy już Rzym z I wieku wraz z jego strukturą społeczną i polityczną, a także to, jak funkcjonowała w tych warunkach wspólnota żydowska – wtedy wpadniemy już bez reszty. Razem w Urim będziemy wędrować z Rzymu do Judei, Aleksandrii, by potem znów do Rzymu wrócić (w końcu i tak prowadzą tam wszystkie drogi 😉 ), a autor w zmyślny sposób będzie nam przemycał w tekście mnóstwo ciekawostek o tych miejscach w czasach starożytnych. Wielkie zmiany dotykają Rzymu, ale sięgają też odległych prowincji – na cesarskim tronie Tyberiusza zastępuje Kaligula, potem Klaudiusz, a po jego śmierci – Neron. Uri obserwuje, jak kolejni władcy odnoszą się do ludności żydowskiej, a kwestii tej uniknąć się nie da – zwłaszcza, że w cesarstwie pojawiają się ludzie twierdzący, że Pomazaniec już się zjawił i podobno nawet dał się ukrzyżować…
Początkowo spodziewałam się, że opowieść pobiegnie bardziej w religijnym kierunku – zwłaszcza, że Uri dociera do Jerozolimy na święto Pesach, je kolację z samym Piłatem, a nawet siedzi w więzieniu z kimś, kto najprawdopodobniej jest właśnie Jezusem. A jednak Spiró wybiera inne wątki, skupia się na swoim bohaterze, który, będąc naocznym świadkiem historycznych wydarzeń, na wszystko znajduje logiczne wytłumaczenie i nie ulega religijnej ani politycznej egzaltacji. Nie brakowało mi więc chrześcijańskich wątków – wystarczyło, że ten żydowski został szczegółowo i ciekawie przedstawiony. Uriego polubiłam od początku – chyba za to, że choć był taki nieidealny i czasem naiwny, to jednak uczył się, rozwijał, wyciągał wnioski i rozumnie patrzył na świat. Spotkało go wiele złego i dobrego (w końcu trzeba było czymś wypełnić te kilkaset stron 😉 – złe chwile były dla niego lekcją, dobrymi umiał się cieszyć. I choć czasem miałam wrażenie, że książka mnie trochę męczy i się dłuży, to jednak z żalem odłożyłam ją przeczytaną na półkę… To naprawdę już koniec?

Przeczytane: 12.07.2019
Ocena: 7/10