
Autor: Miha Mazzini
Tytuł oryginału: Izbrisana
Tłumaczenie: Marlena Gruda
Literatura: słoweńska
Wydawnictwo: Wyszukane
Zanim sięgnęłam po książkę Mazziniego, nie zdawałam sobie sprawy z istnienia wymazanych – ok. 25 tysięcy osób, którym nowo powstała Słowenia odebrała na początku lat dziewięćdziesiątych obywatelstwo. Dlaczego? Po prostu urodzili się w innym kraju właśnie przestającej istnieć Jugosławii lub mieli już obywatelstwo innej części rozpadającego się państwa. Mogli tak jak główna bohaterka, Zala, mieszkać większość życia w Słowenii, mieć jednego z rodziców Słoweńca, mówić płynnie po słoweńsku, pracować tutaj, ale jeśli drugi rodzic Słoweńcem nie był lub twoje miejsce urodzenia po rozpadzie Jugosławii znajduje się poza Słowenią… sorry, nie chcemy cię! Jesteś obcokrajowcem, nielegalnie przebywającym w naszym kraju, nie przysługują ci żadne prawa, nie masz ubezpieczenia, stracisz pracę, może i mieszkanie, a i tak możesz mówić o szczęściu, jeśli cię nie deportują do twojego państwa. Tam dalej trwa wojna? Cóż, masz pecha…
Słowenia naprawdę zrobiła swoim obywatelom coś takiego i nie chce się wierzyć, że ETPC wydał w tej sprawie wyrok dopiero ponad 20 lat później, ludzie tkwili zawieszeni w tej pustce prawnej latami… U Mazziniego Zala nie zamierza jednak czekać. Znajduje się bowiem w jeszcze trudniejszej sytuacji – o tym, że została wymazana dowiaduje się w momencie, gdy trafia na porodówkę. Nie istniejąc w systemach, nagle pozbawiona ubezpieczenia, musi się jeszcze mierzyć ze strachem, że odbiorą jej dziecko… Początkowo myśli, że to jakiś błąd w komputerze, ale szybko się okazuje, że to jej własna ojczyzna wywinęła jej taki numer. Zala próbuje rozmawiać z dziennikarzami, nagłośnić swoją sprawę, szuka wsparcia u nielicznych bliskich i przez długi czas ma poczucie, że wali głową w mur. Nowo powstałe państwo ma ważniejsze problemy, a media zależne od władz nie chcą tym władzom wchodzić w drogę.
Wymazaną czytało mi się świetnie i szybko. Sporo czasu dodatkowo poświęciłam na zgłębianie problemu wymazanych – i wciąż nie mogę wyjść z szoku. Pogłębionego emocjami książki, bo to trzeba Mazziniemu przyznać: świetnie buduje napięcie i gra na emocjach czytelników. Zala chciałaby po prostu cieszyć się macierzyństwem, tymczasem stoi w obliczu utraty dziecka, wydalenia do obcego, ogarniętego wojną kraju, właściwie całe jej życie w jednej chwili runęło jak domek z kart. Jedynie końcówka trochę za bardzo dla mnie przyspieszyła – zostało niewiele do końca, Zala wciąż tkwiła w problemach, po czym nagle wszystko naraz się rozwiązało. Zostałam nagle z czytnikiem w dłoni i myślą ale to już? ale tak? 😉 . Książkę jednak szczerze polecam – dla mnie to było pierwsze zetknięcie z literaturą słoweńską i bardzo udane.
Przeczytane: 20.08.2024
Ocena: 8/10