Opublikowany w Biografie i wspomnienia, Historia

Iwan Sołoniewicz – Rosja w łagrze

Tytuł: Rosja w łagrze
Autor: Iwan Sołoniewicz
Tytuł oryginału: Россия в концлагере
Tłumaczenie: Stanisław Dębicki
Literatura: rosyjska
Wydawnictwo: PWN

Rosja w łagrze Sołoniewicza została napisana i wydana na dobre 30 lat przed ukazaniem się słynnego Archipelagu GUŁag Sołżenicyna, jeszcze w okresie międzywojennym. Jest to świetna książka napisana z punktu widzenia człowieka, który jeszcze pamiętał carską Rosję, walczył w białej armii przeciw komunistom, a potem w państwie sowieckim udało mu się wieść nawet względnie dobre życie. Jednak nie na tyle, by nie próbować ucieczki – wraz z synem i bratem zostali złapani i skazani na kilka lat łagru. Tam też całkiem nieźle się urządzili i po jakimś czasie uciekli przez granicę z Finlandią. Za granicą Sołoniewicz napisał Rosję w łagrze, która jest nie tylko opisem jego więziennych doświadczeń, ale też fascynującą analizą życia w państwie sowieckim okresu międzywojennego. Łagry wraz ze zgromadzonymi w nich więźniami i załogą stanowią często świetny punkt odniesienia do życia na wolności, która dla wielu okazała się też trudniejsza i cięższa od więzienia.
To nie jest lekka i łatwa lektura, choć Sołoniewiczowi udało się przedstawić temat w zaskakująco przystępny sposób. Sporo tu dialogów, wprowadzających w treść książki nieco akcji, a oczekiwanie na ucieczkę bohaterów stopniowo buduje napięcie. Samego autora ciężko mi było polubić, ale nie przeszkadzało mi to w docenieniu trafności wielu jego spostrzeżeń. Bardzo fajnym dodatkiem do Rosji w łagrze są wspomnienia z ucieczki brata Sołoniewicza (który uciekł oddzielnie z innego łagru) oraz notka dotycząca życiorysu autora – mocno mnie to wciągnęło, choć wzbudziło chyba jeszcze większą niechęć do niego 😉 . Po książkę naprawdę warto sięgnąć, jest krótsza i przystępniejsza niż Archipelag GUŁag, ale też wyraziście przedstawia okrucieństwo i bezduszność tamtego systemu.

Przeczytane: 24.08.2024
Ocena: 9/10

Opublikowany w Fantastyka, Science fiction

Wasilij Machanienko – Początek

Tytuł: Droga Szamana: Początek
Autor: Wasilij Machanienko
Tytuł oryginału: Начало Пути
Tłumaczenie: Joanna Darda-Gramatyka, Gabriela Sitkiewicz
Literatura: rosyjska
Wydawnictwo: Insignis

Początek to moje pierwsze spotkanie z gatunkiem LitRPG i muszę powiedzieć, że całkiem udane. Jest to dla mnie pewne zaskoczenie, bo nawet jeśli zdarzało mi się zainteresować grami komputerowymi, nie były to RPG-i. Dlatego też nie wszystko mi się łatwo wyobrażało, ale mimo to pierwszy tom Drogi szamana szybko mnie wciągnął i dobrze mi się go czytało.
Głównego bohatera, Machana, poznajemy jeszcze w świecie rzeczywistym, gdzieś w dalszej przyszłości. Mężczyzna zostaje skazany na 8 lat więzienia, ale w tych czasach nie ma już tradycyjnych więzień – zamiast tego skazany zostaje zamknięty na czas wyroku w specjalnej kapsule i dołącza do gry. Musi w niej odpracować karę w wirtualnej kopalni oraz zarobić wystarczająco dużo wirtualnych pieniędzy, by spłacić wyznaczoną karę pieniężną. I tu już zaczyna się świat gry – Barliona, w której bohaterowi wyświetlają się co rusz jego statystyki, przy levelowaniu otacza go światło i czuje ekscytacje, z zabitych graczy wypadają zgromadzone przez nich przedmioty, a jak cię zabiją, to tracisz zdobyte umiejętności… Chociaż – jak wspomniałam – nie gram w takie rzeczy, całkiem łatwo było mi wciągnąć się w taką narrację. I myślę, że warto tę książkę jednak czytać a nie słuchać audiobooka, bo czytając, odruchowo przelatywałam wzrokiem różne zmiany statusu gracza, mój mózg odnotowywał po prostu siła +1, wytrzymałość +1, etc. Jednak każdej takiej zmianie towarzyszył pełen komunikat i gdybym miała go wysłuchiwać w całości kilkadziesiąt razy, chyba poddałabym się ze słuchaniem… 😉
Osobiście potraktowałam Początek jako przyjemny odmóżdżacz i pewnie po przerwie sięgnę po kontynuację Drogi szamana. Nie jest to w żadnej mierze głęboka lektura, akcja w niej jest stricte związana z zaliczaniem różnych misji gry, a narrator to wręcz niesamowity szczęściarz, któremu w grze udaje się wszystko. Jako luźny przerywnik od cięższych lektur, no i pierwsze spotkanie z takim rodzajem literatury, książka sprawdziła mi się całkiem dobrze 🙂

Przeczytane: 23.08.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Klasyka, Literatura piękna

Fiodor Dostojewski – Wspomnienia z martwego domu

Tytuł: Wspomnienia z martwego domu
Autor: Fiodor Dostojewski
Tytuł oryginału: Записки из Мёртвого дома
Tłumaczenie: Józef Tretiak
Literatura: rosyjska
Wydawnictwo: MG

Moje jedyne dotychczasowe spotkanie z twórczością Dostojewskiego to była lektura Zbrodni i kary w liceum. A liceum było już dość dawno temu, nie da się zaprzeczyć. Pamiętam jednak, że książka wywarła na mnie spore wrażenie i już od jakiegoś czasu chodziło za mną, by przeczytać coś jeszcze tego rosyjskiego klasyka. Mój wybór padł na Wspomnienia z martwego domu – powieść opisującą lata spędzone na katordze. Teoretycznie książka opowiada o przeżyciach szlachcica Aleksandra Pietrowicza Gorianczykowa, który na roboty trafił za zabójstwo swojej żony. Jednak fakt, że Dostojewski napisał tę powieść wkrótce po zakończeniu swojej czteroletniej katorgi, sprawia, że nietrudno szukać tu własnych doświadczeń autora.
Sama nie wiem do końca, czego się spodziewałam po Wspomnieniach z martwego domu, ale w pewien sposób czuję się rozczarowana lekturą. Zabrakło mi zachwytu językiem, stylem, który często mi towarzyszy podczas czytania klasyków. Powieść wydała mi się dość chaotyczna, nietrzymająca się chronologii, pełna różnych anegdotek i historii pobocznych dotyczących innych więźniów i życia w ostrogu – czasem ciekawych, często jednak dłużących się. Spodziewałam się też więcej refleksji, przemyśleń, nie tylko skrótowego opisu wydarzeń, nie zaprzeczę jednak, że Dostojewskiemu udało się bardzo obrazowo przedstawić katorżniczą codzienność. Z jednym, istotnym zastrzeżeniem – codzienność szlachcica okazuje się nieporównywalnie lepsza niż zwykłych katorżników: ma własne jedzenie, w wielu przypadkach nie dotyczą go kary cielesne, ma świadomość, że po skończeniu kary czeka go zdecydowanie lepsza przyszłość niż innych. Do tego trafił do tzw. drugiej kategorii, czyli do pracy w twierdzy – nie jest to tak ciężka katorga jak chociażby w kopalniach. W efekcie czasem miałam wrażenie, że ta Syberia nie była taka zła… co przecież nie było prawdą.
Wspomnienia… to krótka powieść, a jednak czytałam ją dość długo. Z jednej strony męczyła mnie trochę chaotyczność wydarzeń, z drugiej chciałam też dowiedzieć się czegoś więcej, więc równolegle szukałam dodatkowych informacji. Na pewno jest to wartościowa lektura pod kątem opisu codzienności syberyjskiej przy średnim wymiarze kary, dowiadujemy się też, że inni mieli gorzej, ale ci inni nie chcieli się bratać ze szlachcicem – znów, zabrakło mi tu jakiejś głębszej refleksji. Myślę, że Dostojewskiemu dam jeszcze szansę, ale chwilowo muszę odpocząć od takich książek 😉 .

Przeczytane: 28.10.2024
Ocena: 6/10

Opublikowany w Literatura piękna

Ludmiła Pietruszewska – Jest noc

Tytuł: Jest noc
Autorka: Ludmiła Pietruszewska
Tytuł oryginału: Время ночь
Tłumaczenie: Jerzy Czech
Literatura: rosyjska
Wydawnictwo: Czarne

Jest noc Pietruszewskiej to jedna z tych książek, które po przeczytaniu pozostawiają mnie z myślą czy to mi się w ogóle podobało?. I nie umiem na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć, bo były w tej powieści rzeczy naprawdę świetne, były też takie, które kompletnie nie przypadły mi do gustu. Jest to bez wątpienia lektura bardzo specyficzna, rozumiem więc zarówno tych, którzy się nią zachwycają, jak i tych, którym kompletnie nie przypadła do gustu. Pietruszewska jest oszczędna w słowach, Jest noc liczy sobie ledwo 128 stron, a mimo to nie czyta się tego szybko i lekko.
Narratorką w powieści jest Anna, rosyjska poetka na niewielkiej emeryturze, próbująca nie tylko przeżyć w ciężkich warunkach, ale też wesprzeć w miarę możliwości rodzinę. Syn Andriej ma kryminalną przeszłość, problemy z żoną i alkoholem, własną matkę na przemian wyzywa lub prosi o pieniądze. Córka Alona jest co rusz w ciąży z kim innym, a jedno dziecko jest właściwie cały czas pod opieką babci. No i jest jeszcze starsza, mocno schorowana matka Anny… Relacje między członkami rodziny są tragiczne, narratorka nie potrafi sobie poradzić z bliskimi i ich problemami, a sytuacji wcale nie poprawia nieustanny brak pieniędzy.
Jest coś w prozie rosyjskiej, co wyróżnia ją na tle literatury innych krajów – to postrzeganie najgorszych rzeczy jako codzienności, normalne funkcjonowanie mimo tragedii… a jednocześnie ta ich normalność jest tak inna od naszej, że co rusz zadawałam sobie pytanie, jak tam można żyć? Żadnego z bohaterów, włącznie z narratorką, nie da się tu polubić, ale też nie sposób im nie współczuć. Jest noc to powieść pełna emocji, zazwyczaj skrajnie negatywnych, ale jednak zmuszających do refleksji. Ciąg myśli Anny bywa czasem mocno przytłaczający i męczący, tych wszystkich emocji, narzekań jest po prostu za dużo – a z drugiej strony, czyż nie tak wygląda właśnie jej codzienność? Niesamowicie spodobało mi się przedstawienie postaci, trafił do mnie pomysł na książkę oraz język – męczyły powtórzenia, wściekało zachowanie bohaterów, nie umiałam się też w lekturze zatracić i w pełni wciągnąć. Chyba trzeba po prostu bardzo lubić taki rodzaj prozy, by się tą lekturą zafascynować 😉

Przeczytane: 18.07.2024
Ocena: 6/10

Opublikowany w Biografie i wspomnienia

Jelena Koczyna, Olga Bergholc, Lidia Ginzburg – Oblężone

Tytuł: Oblężone. Piekło 900 dni blokady Leningradu w trzech przejmujących świadectwach przetrwania
Autorki: Jelena Koczyna, Olga Bergholc, Lidia Ginzburg
Wybór i opracowanie: Agnieszka Knyt
Tłumaczenie: Agnieszka Knyt, Elwira Milewska-Zonn
Literatura: rosyjska
Wydawnictwo: Wyd. Naukowe PWN

Jak to zwykle bywa w przypadku książki różnych autorów (a w tym przypadku: dzienników różnych autorek), Oblężone to lektura bardzo nierówna. Każda z kobiet miała swój styl snucia opowieści i choć te różne spojrzenia były ciekawe, to jednak nie wszystkie podobały mi się jednakowo. W sumie mam wrażenie, że ułożono je od najlepszego do najgorszego, więc początek czytało mi się świetnie, a końcówkę męczyłam. Trzy kobiety, które przebywały podczas II wojny światowej w oblężonym Leningradzie i każda z nich zwracała uwagę na co innego. Oblężone to zaledwie fragmenty ich oryginalnych dzienników, mające na celu jak najlepsze przedstawienie życia w tamtych warunkach – życia, które nie dla każdego wyglądało tak samo.
Jelena Koczyna opisywała głód i strach, walkę o przetrwanie, zanik relacji międzyludzkich, gdy liczyło się tylko przeżycie – fragmenty jej dziennika były zdecydowanie najbardziej poruszające. Olga Bergholc to znana poetka, mogąca Leningrad opuścić, a jednak zdecydowała się tam wrócić dla miłości – w jej dziennikach, długich i literackich, dominuje właśnie to uczucie. Co tam głód (zresztą ze względu na swoją sławę i kontakty poetka wydawała się nie głodować tak bardzo jak inni mieszkańcy miasta), gdy miłość jej życia umarła, gdy można poflirtować z kimś innym, gdy tyle innych potężnych uczuć w jej sercu. Wspomnienia Bergholc tak mocno kontrastowały z dziennikiem Koczyny, że aż ciężko się je na początku czytało – szybko jednak mnie wciągnęły. Lidia Ginzburg z kolei mniej skupia się na własnych doświadczeniach, ale cytuje różne rozmowy, które ukazują, jak wyglądało życie codzienne w oblężonym mieście. Mniej mi podszedł jej styl i ten brak osobistych emocji, ale i wspomnienia Ginzburg są ciekawym uzupełnieniem lektury.
Myślę, że to interesująca książka – spojrzenie na oblężenie Leningradu, wszechobecny głód sprawiający, że niektórzy decydują się nawet na kanibalizm… Oczywiście nieraz się o tym słyszało, jednak czytanie wspomnień osób, które to przeżyły – do tego kobiet, które musiały być silniejsze, niż do tego przywykły – mocno porusza. Do tego wspomnienia Bergholc są przeplatane jej wierszami z tych okresów i muszę przyznać – choć nie przepadam za poezją 😉 – to te wiersze są jedną z najpiękniejszych części książki. Gdy miłosne wynurzenia autorki zaczynały działać mi na nerwy, nagle w tekst wplatano jej wiersz z czasów oblężenia i już czytało się dużo lepiej. Warto po tę lekturę sięgnąć 🙂

Przeczytane: 5.04.2022
Ocena: 7/10

Opublikowany w Biografie i wspomnienia

Masha Gessen – Putin. Człowiek bez twarzy

Tytuł: Putin. Człowiek bez twarzy
Autorka: Masha Gessen
Tytuł oryginału: The Man Without a Face: The Unlikely Rise of Vladimir Putin
Tłumaczenie: Magda Witkowska, Julia Szajkowska
Literatura: rosyjska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Sięgnęłam po tę książkę zachęcona recenzjami sugerującymi, że pozwala ona świetnie zrozumieć zachowania Putina i cóż, czuję się mocno rozczarowana lekturą. Mimo że Człowiek bez twarzy to dobrze napisana książka, nie da się zaprzeczyć dziennikarskiemu warsztatowi Gessen, to po prostu za dużo mi tu zgrzyta. Po pierwsze – to nie jest biografia, wbrew temu, jak książka jest zaklasyfikowana. Biografia wymagałaby skupienia się na postaci Putina, a autorka chyba tak mocno nie lubi rosyjskiego prezydenta, że bardziej pisze o samym kraju niż o nim, najwidoczniej utożsamiając jedno z drugim. Człowiek bez twarzy to zbiór kilku ważniejszych wydarzeń z czasów końca ZSRS i początku tworzenia się Rosji wraz z komentarzami, jak na nie zareagował Putin. Są tu jakieś wstawki z jego życia, zdecydowanie jednak za mało, by książkę móc uznać za biografię. Do tego mnóstwo tu własnych przypuszczeń i opinii autorki, zdań w stylu myślę, że…, sądzę…, wydaje mi się…, które mocno psują mi odbiór lektury.
Ta subiektywność Gessen tym bardziej do mnie nie trafia, patrząc na końcówkę książki. Ostatni rozdział dotyczy wydarzeń z grudnia 2011, czyli masowych protestów, które rozpoczęły się po wyborach parlamentarnych, co do których było wiele wątpliwości, jeśli chodzi o ich uczciwość. Człowiek bez twarzy ukazał się już w marcu 2012, kiedy protesty nadal trwały i – jak dziś wiemy – nie przyniosły Rosji wielkich zmian, wkrótce potem Putin po raz kolejny został prezydentem. Jednak końcówka książki jest tak pełna naiwnych nadziei na zmiany, że aż przychodzi mi na myśl, iż Gessen sama żyje w swojej bańce (jak sama wspomina o innych Rosjanach). Nie dostrzega, ilu Rosjan faktycznie popiera politykę Putina, skoro ona sama i jej znajomi się z nią nie zgadzają. Nie ma w tej książce żadnej obiektywnej analizy, żadnej próby spojrzenia na to, dlaczego prezydent wciąż cieszy się popularnością wśród wielu rodaków. Dostajemy tu tylko podsumowanie działań, które Putin i jego sprzymierzeńcy podejmowali niezgodnie z prawem rosyjskim i międzynarodowym, robiąc po prostu, co chcieli. Jasne, jest to ważne, nie można tego pominąć, ale to tylko część, a nie całość historii.
Mimo że Człowieka bez twarzy generalnie czyta się szybko i dobrze, że książka pozwala przyjrzeć się z bliska kilku większym rosyjskim aferom z początku XX wieku, to lektury nie polecam. Nie jest to biografia, nie pozwala lepiej zrozumieć działań Putina, a do tego książka została wydana dziesięć lat temu, czyli pomija całkowicie czasy, gdy po Miedwiediewie Putin został po raz drugi prezydentem. Lepiej poszukać jakieś nowszej, dokładniejszej i bardziej całościowej biografii…

Przeczytane: 2.04.2022
Ocena: 5/10

Opublikowany w Historia

Mark Sołonin – Jak Związek Radziecki wygrał wojnę

Tytuł: Jak Związek Radziecki wygrał wojnę
Autor: Mark Sołonin
Tytuł oryginału: Как Советский Союз победил в войне
Tłumaczenie: Anna Pawłowska
Literatura: rosyjska
Wydawnictwo: Rebis

Pomyślałam sobie, że to może być coś ciekawego – książka rosyjskiego historyka rozprawiająca się z krajowymi mitami i legendami, które narosły wokół zwycięstwa w Wojnie Ojczyźnianej. Mitami i legendami, które powstały głównie z sowieckiej propagandy, co raczej dla nikogo tajemnicą nie jest. Sołonin bazował na niedawno odtajnionych dokumentach, a pozytywne recenzje wskazywały, że sporo tu będzie ciekawostek historycznych. Jednak ciężko mi jednoznacznie ocenić tę lekturę, bo mam wrażenie, że była strasznie nierówna. Były rozdziały, które czytało się świetnie, ale były też takie, które strasznie męczyłam…
Przede wszystkim tytuł wydaje mi się nieco na wyrost. Jak Związek Radziecki wygrał wojnę – temu zagadnieniu poświęcono tak naprawdę tylko końcówkę książki. A i tak wydaje się na jej podstawie, że tytuł powinien brzmieć: Jak Niemcy przegrały wojnę, a ZSRS uratowali alianci? Poszczególne rozdziały opowiadają o różnych momentach wojny, np. o oblężeniu Leningradu czy przygotowaniach ZSRS do wojny z Niemcami. I to są akurat te ciekawsze części 😉 Faktycznie nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo zaawansowane były te przygotowania w czerwcu 1941, jak z każdym miesiącem propaganda ustępowała miejsce rzeczywistości. Nie wiedziałam, że między tym oblężonym Leningradem a resztą Rosji kursowały ogromne transporty i to nie tak, że nie dało się tam dostarczyć żywności. Tam nie chciano dostarczyć żywności. Zdawałam sobie sprawę z tego, że alianci wspierali ZSRS bronią, samolotami i czołgami, żywnością i wszystkim innym, bo lepiej wysłać broń, a nie własnych żołnierzy – lepiej niech wykrwawi się Armia Czerwona. Nie miałam jednak pojęcia, na jak ogromną skalę alianci uzbrajali i wspierali Rosję i jak słabo by wyglądała jej obrona bez tej głównie amerykańskiej pomocy. Zatem faktycznie, pod tym względem książkę czytało się świetnie i sporo tu można się było dowiedzieć.
Niestety, Sołonin chyba za bardzo popłynął na fali radości z odtajnienia tych nowych dokumentów, bo są też rozdziały w dużej mierze na tych dokumentach oparte. Więcej tu cytatów niż własnych analiz autora, a cytaty te są baaardzo dokładne. Wymienione wszystkie rodzaje broni i czołgów przystępujących do danego ataku, trasy i plany mniejszych bitew, wymiana wiadomości między oddziałami… Tego było za dużo, a wszystko zdecydowanie za bardzo szczegółowe. Po przeczytaniu jednego zdania z taką masą szczegółów nie byłabym w stanie nawet powtórzyć, czym dysponował dany dywizjon. Ale czy naprawdę potrzebuję to wiedzieć? Jasne, że są pasjonaci, ale takie szczegóły można by dodać w przypisach, czy jakichś tabelkach z podsumowaniami na koniec, jednak wciskanie tego w tekst rozdziałów sprawiało, że myślałam, że tych fragmentów nie przemęczę…
Całościowo myślę, że jest to dobra książka, ale faktycznie trzeba się interesować historią wojen. Nie tylko pod kątem samego przebiegu wojny, ale też wszystkich działań i akcji wojennych, szczegółów technicznych broni, podejmowania decyzji w sztabach, itp. Dla mnie tego było za dużo, było to za szczegółowe. Nie zaprzeczę jednak, że sporo się z Jak Związek Radziecki wygrał wojnę dowiedziałam i że było to bardzo ciekawe. A przynajmniej większa część książki 😉

Przeczytane: 23.09.2021
Ocena: 6/10

Opublikowany w Biografie i wspomnienia

Arkadij Babczenko – Dziesięć kawałków o wojnie

Tytuł: Dziesięć kawałków o wojnie. Rosjanin w Czeczenii
Autor: Arkadij Babczenko
Tytuł oryginału: Алхан-Юрт
Tłumaczenie: Karolina Romanowska
Literatura: rosyjska
Wydawnictwo: W.A.B.

Dziesięć kawałków o wojnie to książka, którą się zainteresowałam już jakiś czas temu. Wspomnienia żołnierza z wojny w Czeczenii – brzmiało to dość interesująco, bo o samej wojnie za dużo nie wiedziałam, a narracja pierwszoosobowa zawsze do mnie trafia bardziej niż suche fakty historyczne. A jednak książka Babczenki trafiła na mojego Kindle’a dwa lata temu i tak sobie trwała – wynajdywałam co rusz lepsze lektury, coraz częściej myśląc, że raczej nie ma co oczekiwać cudów po rosyjskich wspomnieniach wojennych. Jak bardzo się myliłam! 😉
Książka jest podzielona na dwie części – pierwsza to wspomnienia autora, a druga to opis doświadczeń młodego żołnierza Artioma. Nie jest to żadna konkretna postać, Babczenko zebrał wspomnienia i historie znajomych żołnierzy i stworzył z nich bohatera książki i jego kolegów. Młodych, zaledwie osiemnastoletnich chłopców, którzy nie mogą się wykupić od służby wojskowej i których państwo Jelcyna wysyła na front. Nieprzygotowanych, nienauczonych obchodzenia się z bronią, nierozumiejących, o co toczy się wojna. W końcu Czeczenia to część Rosji, więc albo oni są Rosjanami i nie powinno się zabijać braci, albo są wrogami kraju, więc ruszcie poważną kampanię, a nie że strzelanina, a potem zawieszenie broni, negocjacje przerywane kolejnymi atakami. Ale odpowiedzi nie ma na żadne z pytań nękających młodych chłopaków siedzących w okopach i koszarach, głodnych, zawszonych, przemarzniętych, poturbowanych nie przez wroga, ale przez falę w wojsku. Przyznam, że ta część opisująca, jak starsi żołnierze znęcają się nad młodszymi kolegami, była dla mnie chyba bardziej przerażająca niż same opisy wojny. Nie dziwi potem, że w książce często padają przekleństwa – aż dziwnie byłoby bez nich, w końcu to mniej lub bardziej dokładnie przytoczone cytaty i nikt mi nie wmówi, że używano tam bardziej kulturalnego słownictwa 😉 . A najbardziej poruszają przemyślenia, czasem prezentowane jako przerywnik akcji, czasem w formie dialogów między żołnierzami czekającymi, aż coś się zacznie dziać. Żołnierzami, którzy sami siebie nazywają mięsem armatnim, którzy nienawidzą swoich dowódców, władz państwowych, Czeczenów (oni mają taką samą broń, mogą zrobić nam to, co my robimy im…), starszych stażem żołnierzy. Którzy żyją już tylko wojną i nie są w stanie wyobrazić sobie powrotu do normalnego życia. Bo normalne życie to wojna. Jak tymi rękoma, na których jest tyle krwi, dotknąć potem ukochanej kobiety? Gdzie trzymać w domu karabin, który w namiocie wisiał nad głową śpiącego? Ci osiemnastoletni chłopcy wysłani przymusowo na I wojnę czeczeńską, jeśli przeżyli, to na II wojnę zgłaszali się na ochotników. Nie potrafili już żyć bez wojny…
Dziesięć kawałków o wojnie to nie jest reportaż czy książka historyczna, pozwalająca zrozumieć czytelnikowi obie wojny czeczeńskie. Wręcz przeciwnie, nie ma tu żadnego zrozumienia i wyjaśnienia, bo brakowało go walczącym żołnierzom rosyjskim. Oni mieli iść, gdzie każą, strzelać, do kogo każą i ginąć, kiedy Czeczeni strzelali. Może to jest najbardziej przerażające, bo przecież te wojny miały miejsce w latach dziewięćdziesiątych, tak niedawno, wydawać by się mogło, że ludzie wynieśli jakieś nauki z wojen światowych i późniejszych konfliktów. Choć sporo czytam literatury wojennej, to Dziesięć kawałków o wojnie mną wstrząsnęło i zapewne na długo ze mną zostaną przemyślenia z tej lektury…

Przeczytane: 8.05.2021
Ocena: 8/10

Opublikowany w Reportaż

Jelena Kostiuczenko – Przyszło nam tu żyć. Reportaże z Rosji

Tytuł: Przyszło nam tu żyć. Reportaże z Rosji
Autor: Jelena Kostiuczenko
Tytuł oryginału: Нам здесь жить
Tłumaczenie: Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz
Literatura: rosyjska
Wydawnictwo: Czarne

Mówi się, że Rosja to nie kraj, tylko stan umysłu i nie da się o tym nie myśleć, czytając reportaże Kostiuczenko. Wyłania się z nich obraz kraju, w którym raczej nikt dobrowolnie nie chciałby żyć, ale niektórym po prostu przyszło, tak jak w tytule. Choć niewątpliwie na niektórych stanowiskach, przy odpowiednich znajomościach życie w Rosji może być i piękne, ale przeciętny Iwan o takim życiu może jedynie pomarzyć.
Przyszło nam tu żyć to seria reportaży na różne tematy (od łapownictwa na policji, przez narkotyki, wojny gangów, aneksję Krymu, aż po atak na szkołę w Biesłanie) i – niestety – na bardzo różnym poziomie. Niektóre porywają od pierwszej strony, inne ledwo wymęczyłam do końca. Dobór historii też miał wpływ na nieco wolniejsze tempo czytania, wymuszał refleksję. Zdaję sobie sprawę, że Kostiuczenko chciała pokazać czytelnikom tę ciemniejszą stronę Rosji, a choć wiedziałam, że idealnie tam nie jest (a gdzie jest?), to jednak niektóre historie, świadomość, że dzieją się w XXI wieku, wprawiały mnie w przerażenie. Co jest wielkim plusem tej książki, bo od zawsze wychodziłam z założenia, że dobry reportaż powinien poruszać czytelnika.
Mimo kilku słabszych i nieco rozwleczonych opowieści, całość oceniam bardzo dobrze. Warto zobaczyć Rosję oczami Kostiuczenko – zwłaszcza, że autorka ma na koncie sporo zagranicznych nagród za swoje dziennikarstwo śledcze. O tym, że rosyjskie media jej aż tak nie uwielbiają, chyba nie muszę wspominać? 😉

Przeczytane: 29.11.2020
Ocena: 7/10

Opublikowany w Klasyka

Aleksandr Sołżenicyn – Krąg pierwszy

Tytuł: Krąg pierwszy
Autor: Aleksandr Sołżenicyn
Tytuł oryginału: В круге первом
Tłumaczenie: Jerzy Pomianowski
Literatura: rosyjska
Wydawnictwo: Rebis

Po dłuższej przerwie sięgnęłam po kolejną książkę autorstwa Sołżenicyna (pierwszą był Oddział chorych na raka) i znów jestem zachwycona lekturą. Krąg pierwszy również napisano tym pięknym, literackim językiem, który sprawia, że nie chce się książki odłożyć na półkę, dopóki nie przeczyta się całości. I w niczym nie przeszkadza tu fakt, że trochę stron do przeczytania jest 🙂
Tytuł powieści nawiązuje do pierwszego kręgu piekła z Dantego – trafiali tam ci, co nie poznali Chrystusa, ale mimo to żyli sprawiedliwym życiem (albo, w przypadku dzieci, zmarli przed ochrzczeniem). Nie mogą trafić do nieba, ale też nie zasługują na piekielne cierpienia, zatem jest tu ten krąg pierwszy – nie cierpi się tu, ale jednak tęskni za czymś. Takim pierwszym kręgiem u Sołżenicyna jest szaraszka – sowieckie więzienie, będące jednocześnie instytutem naukowym. Pracownicy są w większości więźniami, tęskniącymi za wolnością, za normalnym życiem, a zarazem zdający sobie sprawę, że piekło – sowieckie więzienia – ma znacznie więcej kręgów. Zamiast trafić do łagrów na Syberii, gdzie najprawdopodobniej szybko zmarliby z zimna, głodu i wycieńczenia, pracują w dobrych warunkach – tyle że wciąż jest to więzienie. Sołżenicyn opisuje bardziej szczegółowo niektórych więźniów, wybierając ich na reprezentantów sowieckiego społeczeństwa. Ich dyskusje, przemyślenia, czyny – mimo że ograniczone murami więzienia – świetnie obrazują problemy, jakimi żyło sowieckie społeczeństwo tamtych czasów.
Jedną z ogromnych zalet Sołżenicyna jest umiejętność opisywania świata – jakby nie patrzeć, już dość obcego współczesnemu czytelnikowi – w taki sposób, że wszystko wydaje nam się znajome. Plastyczny język, wyraziste postacie… Akcja nie jest zbyt wartka, czasem wydawać by się mogło, że w Kręgu pierwszym niewiele się dzieje, ale autor świetnie obrazuje zmiany zachodzące w bohaterach nawet w tym czasie, gdy nic się nie dzieje. Krąg pierwszy to klasyka literatury – szczerze polecam zwłaszcza tym, którzy do Sołżenicyna zniechęcili się po Archipelagu GUŁag, może się jeszcze do tego pisarza przekonają… 🙂

Przeczytane: 15.08.2020
Ocena: 8/10