Opublikowany w Reportaż

Daria Grzesiek – To był tylko pies

Tytuł: To był tylko pies. O żałobie po zwierzętach
Autorka: Daria Grzesiek
Literatura: polska
Wydawnictwo: Dowody

Kiedy usłyszałam o reportażu poświęconym żałobie po zwierzętach, pomyślałam sobie, że jest to naprawdę ciekawy temat. Zwłaszcza że autorka nie skupiła się tylko na psach i kotach, ale postanowiła opowiedzieć też o świnkach morskich i żółwiach, kurach i koniach, a nawet słonicy z zoo. Z zainteresowaniem sięgnęłam więc po To był tylko pies… i szybko poczułam, że czegoś mi w tym reportażu brakuje.
Jego największą wadą jest zdecydowanie objętość – książka liczy sobie zaledwie 160 stron, z czego samego tekstu jest naturalnie trochę mniej. W efekcie Grzesiek nie miała szans dobrze rozwinąć tematu ani dać się zbyt szczegółowo wypowiedzieć swoim rozmówcom. Szczególnie, że pomiędzy ich wypowiedziami autorka powstawiała trochę informacji i ciekawostek związanych z umieraniem zwierząt i tym, co dzieje się z nimi potem. Znów, o samej idei cmentarzy dla zwierząt i różnych sposobach utylizacji zwłok można by napisać książkę dużo bardziej szczegółową niż To był tylko pies. A tu mamy dużo różnych wątków, czasem dość chaotycznie przeplatających się ze sobą i kompletnie niewyczerpujących tematu.
Ciężko mi ocenić tę książkę pod względem emocjonalnym, bo może ktoś, kto sam przechodzi żałobę po ukochanym zwierzaku, dużo bardziej wczuje się w emocje bohaterów reportażu. Dla mnie było to jednak nieszczególnie poruszające, autorce nie udało się oddać emocji w taki sposób, by trafiły one do kogoś, kto sam straty bliskiego zwierzęcia nie doświadczył. A czytałam jednak sporo książek w tematach, których sama na własnej skórze nie doświadczyłam, a jednak byłam lekturą mocno poruszona. To był tylko pies takiego wpływu na mnie nie miało.
Mimo wszystko myślę, że to całkiem ok książka – doceniam różnorodność poruszanych tematów i dobranych historii, to, że faktycznie można poczytać o przywiązaniu do najróżniejszych gatunków zwierząt. Widać, że autorka zrobiła jakiś research tematyczny, ale szkoda, że większość tych wątków poruszyła dość pobieżnie. Można przeczytać jako wprowadzenie do tematu, ale nie ma się co spodziewać reportażu z górnej półki.

Przeczytane: 21.01.2026
Ocena: 6/10

Opublikowany w Fantastyka

Różne autorki – Cztery żywioły magii

Tytuł: Cztery żywioły magii
Autorki: Milena Wójtowicz, Marta Kisiel, Magdalena Kubasiewicz, Aneta Jadowska
Literatura: polska
Wydawnictwo: Sine Qua Non

Zbiory opowiadań napisanych przez różne autorki bądź autorów – nawet jeśli są to jedynie cztery opowiadania – zawsze ciężko mi oceniać. Mamy tu w końcu cztery różne historie, cztery kompletnie inne style, a jak tu dać jedną ocenę? Powiedzmy więc, że Cztery żywioły magii to taka książka 6/10 – trochę lekkiego fantasy o zróżnicowanym poziomie. Czyta się szybko, w głowie na dłużej nie zostanie, a choć niektóre historie mnie wciągnęły, to nie na tyle, bym chciała zgłębić twórczość którejkolwiek z autorek.
Książkę rozpoczyna opowiadanie Zawieje, zamiecie Wójtowicz, której bohaterką jest wietrzyca – kontrolująca wiatr – Majka. Żyjąca we współczesnej Polsce, z normalną rodziną, postanawia powiedzieć mężowi, że nie jest człowiekiem, no i zaczyna się chaos. Pomysł ciekawy, ale polskie imiona i nazwiska zawsze mi dziwnie brzmią w fantastyce, a do tego wszystko działo się jakoś tak za szybko, choć równie szybko mi się to opowiadanie czytało. Następnie przeszłam do Jak długo żyje motyl? Kisiel i była to zdecydowanie najsłabsza historia w książce, a to, co z niego najlepiej zapamiętałam, to rzucane na potęgę suchary, autorka chyba zebrała wszystkie dowcipy z internetu i powrzucała je w usta bohaterów. Strasznie męczyłam to opowiadanie.
Potem było na szczęście lepiej – Wspomnienie ognia Kubasiewicz podobało mi się najbardziej. Nawet jeśli i tutaj mieliśmy polskie imiona i nazwiska ze względu na rozgrywającą się w kraju akcję. Gaszącą pożary i kontrolującą ogień Helenę Milecką łatwiej mi było znieść, bo i fabuła dość ciekawa, i bohaterowie dość wyraziści (choć zakończenie niezbyt do mnie trafiło). Ostatnim żywiołem jest woda, a w opowiadaniu Wnuczka morza Jadowskiej młoda Mara skupia się na odkrywaniu siebie i tajemnicy związanej ze swoim ojcem, elementy fantastyczne przez większość czasu stanowią tylko tło historii. Całkiem mi się to podobało, ale drażniła mnie główna bohaterka, a to rzucało się na odbiór opowiadania.
Zatem był pomysł, różnie wyszło z wykonaniem, ale trzy na cztery opowiadania mogą się podobać – nie jest to ten rodzaj fantastyki, którą najbardziej lubię, ale była to całkiem fajna luźna lektura na święta 😉

Przeczytane: 8.01.2026
Ocena: 6/10

Opublikowany w Fantastyka

Joanna Lampka – Gwiazda Północy, Gwiazda Południa

Tytuł: Gwiazda Północy, Gwiazda Południa
Autorka: Joanna Lampka
Literatura: polska
Wydawnictwo: AlterNatywne

Już od dawna miałam na oku cykl Mistrz Gry Lampki i w końcu sięgnęłam po pierwszy tom, Gwiazdę Północy, Gwiazdę Południa. To krótkie i lekkie fantasy w stylu bardziej nowoczesnym, czyli zamiast dziwnych stworów i machania mieczami mamy skłócony kontynent, posługujący się nowoczesną technologią wywiad wojskowy i całkiem współczesne bronie. Są też elementy magiczne, ale występują w tak niewielkim stopniu, że właściwie nie rzucają się w oczy – podobno w następnych tomach ma się to trochę zmienić, na co niecierpliwie czekam. Bo po przeczytaniu Gwiazdy Północy… wiem, że sięgnę po kontynuację, w końcu książkę czytało mi się szybko i całkiem przyjemnie. Trochę zajęło, zanim wciągnęłam się w opowieść – książki przygodowe czy takie współczesne fantasy czytam dość rzadko i musiałam się przestawić. Ale gdy zaklikało, to już do końca pochłonęłam resztę w dwa dni 😉 .
Akcja Gwiazdy Północy… toczy się w krótkim okresie, gdy Aline – córka władcy Królestwa Żeglarzy pod przykrywką agentki wywiadu innego, neutralnego państwa – przybywa z misją do wrogiego Cesarstwa Słońca. Misja jest dość istotna, ale szybko schodzi na drugi plan, a na pierwszy wysuwa się romans z Ianem, synem tutejszego władcy. Przyznaję bez bicia, fanką romansów nie jestem i ten też mnie nie kupił, zdecydowanie wolałam czytać o akcjach wojskowych czy o samym stworzonym przez Lampkę świecie, o jego sytuacji politycznej czy problemach religijnych. Biorąc pod uwagę końcówkę książki, liczę na to, że kolejny tom będzie właśnie bardziej polityczny i mniej romansowy, bo to, co autorka zaserwowała w pierwszej części, w zupełności mi wystarczyło 😉 . Gwiazda Północy… to dość krótka lektura (w końcu w świecie fantastyki niecałe 300 stron to jak opowiadanie, prawda? 😉 ), wprowadzająca do świata, przedstawiająca bohaterów i będąca zapowiedzią bardziej rozbudowanej akcji w dalszych częściach. Lekkie i przyjemne fantasy – bardziej przygodowe niż fantastyczne, miła odskocznia od cięższych lektur.

Przeczytane: 15.12.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Ciekawostki podróżnicze

Kinga Eysturland – Wyspy bardzo Owcze

Tytuł: Wyspy bardzo Owcze. Gawęda północnoatlantycka
Autorka: Kinga Eysturland
Literatura: polska
Wydawnictwo: Pascal

Północą Europy interesuję się już od lat, odkąd sama przez jakiś czas mieszkałam w Szwecji, więc z ciekawością sięgam po książki tematyczne. Przyszedł więc czas i na Wyspy bardzo Owcze Kingi Eysturland, interesujące mnie nie tylko ze względu na tematykę, ale również przez to, że miałam okazję osobiście poznać autorkę. Lektura nie zawiodła moich oczekiwań, tę Gawędę północnoatlantycką czytało mi się lekko i przyjemnie, a wplecione w nią piękne zdjęcia bardzo zachęcają do wizyty na Wyspach Owczych (co na pewno w końcu kiedyś zrobię 😉 ).
Nie jest to reportaż, zdecydowanie bliżej tej książce do literatury podróżniczej, w której nie brakuje jednak wielu wspomnień i uwag własnych autorki. Choć zazwyczaj mi to przeszkadza, tutaj mnie nie irytowało – pewnie też dlatego, że właśnie takiej mieszanki spodziewałam się po lekturze nazwanej gawędą. Co więcej, bardziej mnie wciągnęły te części, gdzie Eysturland opowiada, jak zaczęła się jej fascynacja Wyspami Owczymi, jej pierwsze przygody w tym miejscu i relacje z ludźmi, niż część stricte podróżnicza – turystyczne polecajki, gdy sama jeszcze wyjazdu nie planuję, nie potrafiły mnie szczególnie wciągnąć. Za to bardzo na plus były dla mnie wstawki z wypowiedziami Farerów związanych z danymi wyspami na różne tematy.
Wyspy bardzo Owcze to świetna lektura dla miłośników północnej Europy – nawet jeśli czytaliście już trochę o tym regionie, na pewno znajdziecie tu sporo ciekawostek i nowych informacji. W końcu autorka nie zarzuca czytelników mnóstwem suchych faktów, ale zabiera ich na wyspy widziane własnymi oczami, a to zawsze zapewnia oryginalność 🙂

Przeczytane: 14.12.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Dominik Héjj – Węgry na nowo

Tytuł: Węgry na nowo. Jak Viktor Orbán zaprogramował narodową tożsamość
Autor: Dominik Héjj
Literatura: polska
Wydawnictwo: Szczeliny

Héjj jest polskim politologiem węgierskiego pochodzenia, skupiającym się w pracy właśnie na swoich rodzinnych Węgrzech oraz ich polityce. Właśnie temu poświęcony jest też jego reportaż Węgry na nowo, więc jeśli spodziewacie się książki z kompleksowym spojrzeniem na Węgry, to możecie czuć się zawiedzeni. Jeśli jednak skusiliście się na książkę – tak jak ja – zainteresowani podtytułem i polityką Orbána, na pewno znajdziecie tu sporo ciekawostek. I z góry uprzedzam, jeśli darzycie węgierskiego premiera bezkrytycznym uczuciem (czego osobiście nie rozumiem, ale ludzie mają różnie…), to może Was irytować, że u Héjja antypatię do Orbána da się dość łatwo wyczuć. Co nie przeszkadza jednak autorowi w dość obiektywnym przedstawieniu dojścia Fideszu do władzy ani w przyznaniu, że premier jest utalentowanym politykiem.
Héjj przedstawia czytelnikom węgierską scenę polityczną ostatnich 20-30 lat – z węgierskiego, a nie polskiego punktu widzenia (co ma spore znaczenie, jako że polskie media dość wybiórczo pokazują, co się tam dzieje). Przy tym wskazuje, co różni narody bratanków, że porównywanie Polski do Węgier, jak chcieliby to robić niektórzy polscy politycy, po prostu nie ma sensu. Wiele wniosków wyciąga z historii, choć czasem wydawało mi się, że jest to zbyt prostolinijne myślenie, przydałoby się trochę bardziej wszechstronne spojrzenie. Jednak sama analiza polityki Orbána, jego dopasowywania się do zmieniającej się sytuacji międzynarodowej (kto by pomyślał, że wszedł on do polityki z ateistycznymi poglądami, Fidesz wspierało przystąpienie Węgier do UE, a po partii spodziewano się odcięcia kraju od rosyjskich wpływów?), swobody zmieniania prawa krajowego, by osłabić opozycję i wzmocnić swoją władzę – to było naprawdę ciekawie przedstawione. Zwłaszcza że Héjj nie skupiał się tylko na Fideszu, ale też opisywał powstanie konserwatywnego Jobbiku, pisał o nieudanej rywalizacji tej partii z Fideszem, potem o próbach zjednoczenia się opozycji… Z Węgier na nowo wyraźnie widać, dlaczego nadmuchane przez europejskie media nadzieje na zwrot w węgierskiej polityce nie mogły się spełnić – i najprawdopodobniej nie spełnią się także w najbliższych wyborach.
Dobrze mi się czytało książkę Héjja, to ciekawy reportaż o obecnej scenie politycznej Węgier – scenie, na której od lat dominuje jeden człowiek i jedna partia, choć poglądy mieszkańców są dużo bardziej różnorodne. Zabrakło mi tu jednak bardziej ludzkiego spojrzenia na politykę. Autor to politolog i analizował historię, media, decyzje polityczne, wypowiedzi polityków, statystyki – i pod tym względem przedstawił faktycznie szczegółowy i interesujący obraz sytuacji. Ale zabrakło mi tu rozmów z ludźmi popierającymi różne frakcje polityczne, dogłębnego pokazania , jak ta polityka wpływa na życie zwykłych Węgrów, dlaczego niektórzy faktycznie stoją murem za Fideszem – przecież Héjj spędza w kraju dużo czasu, ma tam rodzinę, nie wierzę, że nie mógłby znaleźć rozmówców do reportażu. Mimo to cieszę się, że sięgnęłam po tę lekturę, dużo rzeczy się dowiedziałam, a wiele innych będę chciała doczytać 🙂

Przeczytane: 01.11.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Fantastyka

Beata Park – Płomień i cień

Tytuł: Miasto Smoków. Płomień i cień
Autorka: Beata Park
Literatura: polska
Wydawnictwo: Harde

Do pierwszego tomu Miasta smoków Beaty Park podeszłam bez większych oczekiwań – opinie w internecie jasno wskazywały, że nie da się nie odczuć, że jest to debiutancka powieść autorki. Przy tym nie spodziewałam się tu szczególnie oryginalnej historii – tematyka smoków i wszelakich smoczych jeźdźców jest już w fantastyce wręcz oklepana. Dla mnie jednak ciekawostką było to, co wydawało się drażnić niektórych czytelników, a mianowicie umiejscowienie części akcji w Polsce, dokładniej we Wrocławiu. Te początkowe rozdziały, gdy poznajemy Annę, jej rodzinę i przyjaciół, powoli wciągamy się w historię, gdy dziewczyna zaczyna widzieć nad miastem smoki… całkiem fajnie mi się to czytało i nie rozumiałam krytyki. Niestety, przyszło mi ją szybko zrozumieć 😉 .
Bohaterka trafia na wyspę treningową, gdzie uczy się latać na swoim smoku, a następnie przemieszcza się na nim już na główną smoczą wyspę. Pomysł całkiem spoko, choć to wszystko jest tam za utopijne, ale dałoby się to przełknąć, gdyby Park poświęciła więcej czasu opisom wydarzeń i bohaterów, no i samego miasta. U autorki akcja toczy się z zawrotną prędkością, nie ma miejsca na przemyślenia, na poznanie bohaterów, na zrozumienie i wyobrażenie sobie świata przedstawionego. Zaczyna się jakieś ważne dla tego miejsca wydarzenie, bohaterka jest nim podekscytowana, dowiadujemy się, że się stroi, umawia ze znajomymi, idzie na to wydarzenie… I koniec rozdziału, następny zaczyna się innego dnia, że Anna się budzi i idzie sobie pobiegać czy kieruje się do pracy. Dlaczego…? I to nie było jednorazowe, Park przeskakuje między wydarzeniami, nie zgłębia ich, nie pozwala poczuć klimatu wymyślonego przez siebie miejsca. Tak samo jest z bohaterami, którzy są dość płytcy, a Anna i jej ukochany Will (hate to love w bardzo tandetnym wydaniu) wiodą tu zdecydowany prym. Dziewczyna znika ze swojego świata, wie, że porwano jej ojca, straciła kontakt z matką i przyjaciółmi i znalazła się nagle w świecie, w którym żyją smoki. Spory potencjał do przemyśleń i rozwoju bohaterki, prawda? Anna funkcjonuje jednak w myśl, że fajna ta utopia, jaki okropny ten Will i czemu taki pociągający przy tym, a w ogóle to czasem sobie przypomni, że ojca jej porwano i to chyba przykre. Sam Will jest zaś synem Mistrza, czyli głównego przywódcy smoczych jeźdźców, taki konkretny playboy sypiający z każdą chętną, ale przy Annie odkrywa natychmiastowo, że bardzo chce kochać i być kochanym. Tego się po prostu w żaden sposób nie da kupić, love story ze Zmierzchu jest dużo bardziej pociągające i realistyczne 😉 .
I choć po kontynuację nie sięgnę, bo zdecydowanie szkoda mi czasu na takie książki, Płomień i cień wciąż ma u mnie ocenę przeciętną a nie złą, bo jednak wciągnął mnie początek, a także końcówka. Tak, tam też działo się dużo i szybko, nie było miejsca na żadne przemyślenia, ale całkiem spodobał mi się pomysł na rozwój fabuły i tematycznie może nawet tom II będzie lepszy, patrząc na to, jak skończył się tom I. No i weźmy tę poprawkę na to, że jest to debiut autorki… Mimo wszystko, to takie bardzo młodzieżowe i płytkie fantasy, ale nawet nastoletnia ja chyba bym w nim nie gustowała.

Przeczytane: 23.10.2025
Ocena: 5/10

Opublikowany w Biznes

Michał Walendowicz – ETF-y, czyli działasz lokalnie, zarabiasz globalnie

Tytuł: ETF-y, czyli działasz lokalnie, zarabiasz globalnie. Kompleksowy przewodnik dla polskiego inwestora
Autor: Michał Walendowicz
Literatura: polska
Wydawnictwo: onepress

ETF-y Walendowicza były książką, jakiej potrzebowałam i bardzo się cieszę, że po nią sięgnęłam. Nie jest to może lektura dla całkowicie początkujących inwestorów – autor skupia się na ETF-ach, zakładając, że czytelnik zna już podstawy inwestowania czy działania giełdy. Jednak wprowadzenie do samych funduszów jest szczegółowe i powinno wystarczyć nawet tym, którzy z ETF-ami dotąd nie mieli do czynienia. Mi początkowe rozdziały pomogły usystematyzować dość fragmentaryczną wiedzę w temacie, a kolejne świetnie się sprawdziły w tworzeniu własnej strategii inwestycyjnej. Oczywiście, trzeba brać poprawkę na to, że książka została wydana w styczniu 2024 roku, czyli w świecie ekonomii minęły już całe lata świetlne i sporo mogło się zmienić w kwestii wartości konkretnych funduszy. Przejrzałam więc, ale nie opierałam się na zaproponowanych przez Walendowicza przykładowych portfelach czy konkretnych ETF-ach, choć pewnie krótko po premierze te propozycje mogły wielu osobom pomóc. Zresztą autor sam wielokrotnie podkreśla, że indeksy giełdowe się zmieniają i w momencie lektury wszystko może wyglądać inaczej. Ja nie szukałam tu porad, w co inwestować, ale wskazówek, na co zwracać uwagę przy samodzielnym wyborze ETF-ów – i w tej kwestii książka okazała się fajnym poradnikiem.
Jako emigrantka mniej interesowałam się tematyką polskiego rynku i podatków, ale choć podtytuł wskazuje, że jest to przewodnik dla polskiego inwestora, lektura dobrze sprawdza się też dla rezydentów podatkowych innych państw. W końcu funkcjonowanie ETF-ów jest takie samo niezależnie od kraju (zresztą wszystkie ważniejsze fundusze nie są polskie) i nieważne, czy inwestuję w Polsce czy w innym kraju UE, zasady dotyczące wyboru ETF są też takie same. Nawet rozdział poświęcony stricte polskim podatkom mnie zaciekawił, bo choć w moim kraju działa to inaczej, dowiedziałam się, na co zwrócić uwagę.
Książka Walendowicza jest fajnie wydana – mnóstwo tu wykresów, tabelek, danych porównawczych, wszystkiego, co jest potrzebne do lepszego zrozumienia treści. Nieraz się też uśmiechnęłam przy tematycznych rysunkach dodanych na początku każdego rozdziału. Naturalnie nie jest to kompletny przewodnik, o ETF-ach można powiedzieć dużo więcej – już podczas lektury doszukiwałam sobie mnóstwo informacji do niemal każdego rozdziału. Ale na sam początek przygody z ETF-ami ta lektura plus polecane przez autora strony internetowe powinny się dobrze sprawdzić 🙂

Przeczytane: 23.10.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Halszka Witkowska, Monika Tadra – Niewysłuchani

Tytuł: Niewysłuchani. O śmierci samobójczej i tych, którzy pozostali
Autorki: Halszka Witkowska, Monika Tadra
Literatura: polska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Bardzo dobry reportaż na bardzo trudny temat. Tytułowi Niewysłuchani to nie tylko osoby, którym rozmowa w odpowiednim momencie mogłaby ocalić życie, ale przede wszystkim ich bliscy, ci, którzy pozostali. Jak zauważają autorki, śmierć samobójcza dotyka ponad stu osób z otoczenia osoby, która się na nią decyduje – partnerów, dzieci, rodzeństwo, rodziców, przyjaciół, współpracowników, kolegów ze szkoły czy nauczycieli. Pozostawia po sobie rany, które mogą się nigdy do końca nie zabliźnić, mnóstwo pytań i najróżniejszych emocji: od złości, przez ból aż po ogromne poczucie winy, że nie zauważyło się sygnałów, że nie zareagowało się na czas. Do tego wszystkiego dochodzi przytłaczająca cisza, bo ludzie nie wiedzą, jak rozmawiać z osobami w żałobie, wolą więc się wycofać, pozwolić im przeżywać swój ból w milczeniu i samotności. A milczenie i samotność to ostatnie, czego potrzeba w żałobie i właśnie o tym jest ten reportaż.
Pierwsza część Niewysłuchanych to seria wywiadów przeprowadzonych z bliskimi samobójców. Tadra umiejętnie prowadziła rozmowy, skupiając się na uczuciach swoich rozmówców. Większość z nich miała już dobrze przepracowaną śmierć bliskiej osoby i umiała też spojrzeć na swoje dawne emocje w dość zrównoważony sposób. Może dlatego najbardziej poruszyły mnie te wywiady przeprowadzone nie tak dawno po samobójstwach, gdzie te emocje były żywsze, bardziej wielowymiarowe. Jednak każda rozmowa to oddzielna historia, oddzielna tragedia i mnóstwo uczuć, których nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, nie doświadczywszy czegoś takiego. Zresztą sami bohaterowie reportażu też reagowali różnie, w zależności od bliskości relacji z ofiarą, od otrzymanego wsparcia (przerażające jest też to, że często rodzina zmarłego odwraca się od jego partnera/ki i dzieci), od poczucia odpowiedzialności za daną osobę (inaczej w przypadku własnego dziecka a np. koleżanki z pracy), na ile można się było tego spodziewać (np. na podstawie wcześniejszych prób samobójczych) i wielu innych czynników.
Druga, dużo krótsza część książki, to analiza różnych zachowań z perspektywy dr Witkowskiej, specjalizującej się w suicydologii. Odnosząc się do cytatów z wcześniejszych wywiadów, tłumaczy ona różne reakcje, pomaga walczyć z poczuciem winy i podkreśla znaczenie rozmowy. A nawet nie tyle rozmowy, co czasem po prostu wysłuchania w ciszy drugiej osoby, pozwolenia jej wyrzucić z siebie zgromadzone emocje. Jest to może mniej poruszająca część, ale bardzo merytoryczna i świetnie uzupełniająca przeprowadzone wywiady. O samych samobójstwach jest tu niewiele – autorki nie chcą gloryfikować tego rodzaju śmierci czy podpowiadać sposobów, wolą się skupić na tym, co prowadzi do takiej decyzji i jakie spustoszenie wywołuje ona wśród bliskich. Warto przeczytać.

Przeczytane: 21.10.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Ciekawostki podróżnicze

Mikołaj Buczak – Sobremesa

Tytuł: Sobremesa. Spotkajmy się w Hiszpanii
Autor: Mikołaj Buczak
Literatura: polska
Wydawnictwo: Poznańskie

Coraz bardziej się przekonuję do Serii Podróżniczej, bo takie książki jak Słowenia Cichockiej czy Sobremesa Buczaka z przyjemnością mogę czytać, nawet nie będąc fanką literatury podróżniczej jako takiej. Nie wiem, czy wpływ na mój odbiór tej lektury miał fakt, że nie znam za dobrze Hiszpanii i jej kultury, choć co nieco o jej historii (zwłaszcza z czasów wojny domowej) czytałam. Buczak poprowadził mnie jednak przez świat ciekawostek opowiedzianych z humorem, który bardzo mi odpowiadał. Szkoda tylko, że niektóre rozdziały są całkiem fajnie rozbudowane, inne jednak skondensowane niemal do minimum, w bardzo podstawowy sposób przedstawiające daną tematykę. A tematów autor poruszył tu całkiem sporo – możemy razem z nim zgłębić problemy masowej turystyki, przyjrzeć się odmienności Kraju Basków, zajrzeć na hiszpańskie stoły, zobaczyć, jak Hiszpanie spędzają czas wolny (aż zabrakło mi tu jakichś piłkarskich odniesień, bo co to za Hiszpania bez rywalizacji Madrytu z Barceloną…?) i jak spędzają go tam emeryci z innych krajów… i dowiedzieć się wielu innych rzeczy. Sobremesa zdecydowanie nie wyczerpuje tematu, ale przecież nie taka jest idea Serii Podróżniczej – nie poznamy może dokładnie danego kraju, ale możemy spojrzeć na niego oczami autora, skupiając się na zagadnieniach dla niego istotnych. Do mnie Sobremesa trafiła i nieraz się uśmiechnęłam przy hiszpańskich żartach 🙂

Przeczytane: 5.10.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Antonina Tosiek – Przepraszam za brzydkie pismo

Tytuł: Przepraszam za brzydkie pismo. Pamiętniki wiejskich kobiet
Autorka: Antonina Tosiek
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Byłam jedną z tych czytelniczek, którym Chłopki Kuciel-Frydryszak bardzo przypadły do gustu i z pozytywnym wspomnieniem tamtej lektury sięgnęłam po Przepraszam za brzydkie pismo Tosiek. Trudno było mi nie porównywać obu książek, chociaż stoją za nimi inne koncepcje, a z nowej lektury też wyniosłam wiele ciekawych informacji. Reportaż Tosiek jest momentami trudny w odbiorze, szczególnie gdy przewija się w nim wiele cytatów stojących na bakier z ortografią i interpunkcją, z drugiej jednak strony tak właśnie wyglądały te tytułowe Pamiętniki wiejskich kobiet. Może też ze względu na te liczne błędy w oryginalnych tekstach, autorka wolała częściej sama opowiadać o losach swoich bohaterek i tylko krótkimi fragmentami cytować ich pamiętniki.
O konkursach pamiętnikarskich przeprowadzanych w Polsce między- i powojennej przeczytałam po raz pierwszy właśnie w Chłopkach i zafascynował mnie ten pomysł. Gospodynie i rolniczki (choć nie były to jedyne grupy zawodowe, których pamiętniki drukowano) były wielokrotnie na przestrzeni lat proszone o udostępnianie swoich wspomnień i przemyśleń, by podzielić się z resztą społeczeństwa obrazem swojego życia, no i utrwalić je dla potomnych. Wiele z tych materiałów nie przetrwało do dnia dzisiejszego, ale już z tych zachowanych wyłania się obraz trudnego życia, pełnego ciężkiej pracy, nie zawsze chcianej wielodzietności, przemocy fizycznej i nieudanych małżeństw, niespełnionych marzeń o edukacji czy potężnym wpływie religii na codzienność. Konkursy pamiętnikarskie organizowano w latach 1933-95, choć niektóre kobiety przywoływały też dawniejsze wspomnienia, sięgające początków XX wieku. Dzięki temu możemy zaobserwować wolno zachodzące zmiany w życiu na wsi, które w pewnym momencie zaczęło się trochę poprawiać, by znów podupaść wraz z upadkiem PRL-u i PGR-ów. Dla mnie, czytelniczki wychowanej w mieście już po transformacji ustrojowej, Przepraszam za brzydkie pismo ukazuje kompletnie obcy świat, który warto jednak poznać – a jak lepiej to zrobić niż oczami jego mieszkanek? I choć książka Tosiek nie wciągnęła mnie aż tak jak Chłopki, myślę, że była to wartościowa lektura, fajne uzupełnienie tamtego reportażu 🙂

Przeczytane: 28.09.2025
Ocena: 7/10