Opublikowany w Literatura piękna

Marie Aubert – Wcale nie jestem taka

Tytuł: Wcale nie jestem taka
Autorka: Marie Aubert
Tytuł oryginału: Jeg er egentlig ikke sånn
Tłumaczenie: Karolina Drozdowska
Literatura: norweska
Wydawnictwo: Pauza

Sięgnęłam po tę powieść bez większych oczekiwań i zaskakująco się wciągnęłam. W tej liczącej sobie zaledwie 200 stron powieści Aubert przedstawia wydarzenia jednego rodzinnego weekendu gdzieś w małej norweskiej miejscowości, a choć wydarzenia rozgrywają się w krótkim czasie, to emocji tu nie brakuje. Poszczególne sytuacje poznajemy z punktu widzenia kilku spokrewnionych ze sobą osób, z których każda skupia się na swoich problemach.
Hanne przyjeżdża w odwiedziny wraz z nową partnerką, Julią. Jest zestresowana tym, jak rodzina przyjmie jej dziewczynę, ale jeszcze bardziej nie umie poradzić sobie z samą sobą. Hanne bowiem bardzo się zmieniła, a dokładniej sporo schudła i nagle z niepewnej siebie otyłej kobiety stała się szczupłą… i wcale nie bardziej pewną siebie osobą. Jej brat, Bård, jest nieszczęśliwy w małżeństwie i szczęśliwy z kochanką, więc po zorganizowaniu przyjęcia z okazji konfirmacji swojej córki zamierza odejść od rodziny. Córka, Linnea, przeżywa rozpad przyjaźni z dotąd najbliższą koleżanką i rodzinne uroczystości to ostatnie, co mogłoby ją ucieszyć. No i jest jeszcze Nils, ojciec Hanne i Bårda, uważający, że córka zasługuje na wszystko, co najlepsze, za to zdecydowanie gorzej poszło mu w relacjach z innymi bliskimi.
Ich przemyślenia, rozmowy i wspomnienia przeplatają się, dając obraz weekendu konfirmacyjnego Linnei, gdzie wszyscy uśmiechają się do zdjęć i udają, że jest w porządku, choć coraz więcej spraw przestaje się taka wydawać. Naprawdę byłam zaskoczona tym, jak ładnie się udało Norweżce poprowadzić tę narrację, oddać lęki i radości bohaterów, a potem zakończyć książkę serią niedopowiedzeń, które jakoś wyjątkowo mi tu nie przeszkadzały. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Aubert, ale myślę, że jeszcze z ciekawością sięgnę po coś innego jej autorstwa 🙂

Przeczytane: 6.02.2026
Ocena: 8/10

Opublikowany w Literatura piękna

Linn Strømsborg – Kurwa, kurwa, kurwa

Tytuł: Kurwa, kurwa, kurwa
Autorka: Linn Strømsborg
Tytuł oryginału: Faen, faen, faen
Tłumaczenie: Karolina Drozdowska
Literatura: norweska
Wydawnictwo: ArtRage

Dość mocno promowana w internecie nowość, więc postanowiłam po nią sięgnąć – zwłaszcza że nazwisko Strømsborg obiło mi się wcześniej o uszy. No i nie da się zaprzeczyć, że książka ma zwracający uwagę tytuł 😉 . Kurwa, kurwa, kurwa to opowieść o wiecznie wkurzonej Britt. Niezbyt zadowolonej ze swojego małżeństwa, zmęczonej macierzyństwem, niemającej bliskich przyjaciół ani ciekawych hobby, zestresowanej podejrzeniem rozwijającej się choroby. Przez początkowe rozdziały narratorka opowiada, co ją tak wścieka i szybko zaczęło mnie to męczyć. Bo Britt denerwuje naprawdę wszystko, ale też nie robi nic, by coś zmienić. Podczas urlopu z rodziną i znajomymi męża wybucha, robi awanturę i znika na trochę, by sobie wszystko przemyśleć. Tę środkową część książki o tym, co robi i myśli Britt podczas tego dnia, co się dzieje z jej rodziną i znajomymi, trochę wspomnień o jej związku – to wszystko czytało mi się zaskakująco dobrze i nawet przez chwilę zapomniałam o tej irytującej bohaterce z początku książki. Niestety, zakończenie znów mnie zmęczyło i w efekcie trudno mi ocenić książkę Strømsborg na więcej niż 6/10. Na plus jest lekka narracja i przystępny styl, na minus irytujący bohaterowie, choć niektórych pewnie dałoby się polubić. Dla mnie Kurwa, kurwa, kurwa to lektura bez większej głębi i obawiam się, że dość szybko o niej zapomnę.

Przeczytane: 11.11.2023
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Åsne Seierstad – Księgarz z Kabulu

Tytuł: Księgarz z Kabulu
Autorka: Åsne Seierstad
Tytuł oryginału: Bokhandleren i Kabul – et familjedrama
Tłumaczenie: Anna Marciniakówna
Literatura: norweska
Wydawnictwo: W.A.B.

To moje trzecie spotkanie z twórczością Norweżki i choć Księgarz z Kabulu nie wywarł na mnie takiego wrażenia jak Jeden z nas czy Dwie siostry, wciąż jest to jednak bardzo dobry i wciągający reportaż. Seierstad opowiada o Kabulu dopiero co wyzwolonym spod władzy Talibów – w dzisiejszych czasach ta lektura to tylko bolesne wspomnienie tego, czym miał się stać Afganistan. Autorka zamieszkała na krótki czas w domu księgarza, którego nazywa Sułtanem, chciała na przykładzie jego rodziny opowiedzieć o życiu w Kabulu. Życiu, które – naturalnie – nie jest reprezentatywne dla większości mieszkańców stolicy, bo Sułtanowi się faktycznie udało dorobić pewnego majątku, stać go było na kolejną żonę, a niektórzy członkowie rodziny znali angielski na tyle płynnie, by móc opowiedzieć autorce swoje historie. Z drugiej jednak strony Norweżka pokazuje, że znajomość świata zachodniego nie sprawiła, że z domu Sułtana zniknął patriarchat i brak poszanowania kobiet. Księgarz z Kabulu ukazał się w wielu językach i odniósł komercyjny sukces, a książka trafiła też i do opisywanej tu rodziny, którą oburzyło tak negatywne przedstawienie ich w książce. Z jednej strony to rozumiem, z drugiej nie wydaje mi się, by Seierstad faktycznie chciała tu krytykować goszczącą ją rodzinę. Raczej po prostu dopuszczała do głosu jej członków, a oni odkrywali przed nią swoje radości i bolączki, które często były związane z despotyczną władzą głowy rodziny. Pytanie pozostaje otwarte, na ile problemem jest fakt, że autorka opisała (zakładam, że szczerze) wszystko, co usłyszała, a na ile problem leży po prostu w afgańskich zwyczajach nie zawsze zrozumiałych dla Europejczyków… Ja starałam się czytać Księgarza z Kabulu bez oceniania podejmowanych przez bohaterów reportażu decyzji i muszę przyznać, że lektura mnie wciągnęła, ukazała mi świat, o którym wiedziałam dość niewiele. A jest to świat, który miał szansę istnieć dość krótko, biorąc pod uwagę burzliwą historię Afganistanu w ciągu ostatnich dziesięcioleci…

Przeczytane: 12.09.2023
Ocena: 7/10

Opublikowany w Historia, Reportaż

Andreas Viestad – Obiad w Rzymie

Tytuł: Obiad w Rzymie. Historia świata w jednym posiłku
Autor: Andreas Viestad
Tytuł oryginału: En middag i Roma. Verdenshistorien i et måltid
Tłumaczenie: Małgorzata Rost
Literatura: norweska
Wydawnictwo: Znak Koncept

Viestad wpadł na pomysł książki historycznej w nieco innej niż zwyczajna formie. Usiadł w jednej ze swoich ulubionych rzymskich restauracji i wokół wszystkiego, co otrzymywał do jedzenia (i picia, bo omawiał też wino) snuł historie. Podano chleb? Trzeba wspomnieć, jak doszło do tego, że ludzkość z koczowników przekształciła się w rolników i jaki wpływ miała pszenica na rozwój i upadek Imperium Rzymskiego. Na stół trafiła oliwa? Po zaznaczeniu jej roli w obecnych Włoszech Viestad opowiada, jaki miała ona związek z papiestwem oraz Marcinem Lutrem i reformacją… Mnóstwo tu takich ciekawostek – niektóre fascynują i wciągają, inne wydają się nieco naciągane. Mimo to spodobał mi się ten pomysł na opowiadanie o wybranych fragmentach historii pod kątem żywności, jej pochodzenia i znaczenia (bo – jak to miało miejsce np. w przypadku przypraw – nie zawsze były to tylko kwestie zaspokojenia głodu, a czasem po prostu prestiżu). Mniej mi się spodobały, a nawet sporo wymęczyły, fragmenty współczesne – w Obiedzie w Rzymie autor skupia się bowiem nie tylko na historii, ale też i na tytułowym obiedzie, na restauracji, na tym, jaki to on nie jest objedzony, a je dalej… Tego było stanowczo za dużo i psuło mi nieco odbiór lektury, którą bez tego uznałabym nawet za bardzo dobrą… A tak dobra ocena musi wystarczyć 😉 .

Przeczytane: 16.06.2023
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Lene Wold – Honor

Tytuł: Honor. Opowieść ojca, który zabił własną córkę
Autorka: Lene Wold
Tytuł oryginału: Ære være mine døtre
Tłumaczenie: Mariusz Kalinowski
Literatura: norweska
Wydawnictwo: Czarne

Opowieść ojca, który zabił własną córkę – już sam podtytuł z jednej strony brzmi przerażająco, z drugiej zaciekawia na tyle, że chce się sięgnąć po tę książkę. Norweska dziennikarka Lene Wold spędziła sporo czasu w Jordanii, badając temat zabójstw honorowych. Nie przedstawiła jednak tego tematu ogólnie, ale wybrała historię jednej rodziny i to wokół niej kręci się cała opowieść. W efekcie lektura jest dość krótka i brakuje szerszego kontekstu, z drugiej jednak strony cała historia jest dużo bardziej emocjonalna.
Spodobał mi się styl opowieści – książka jest dobrze napisana, a liczne dialogi między bohaterami sprawiają, że lektura przychodziła niezwykle łatwo, mimo trudnej tematyki. Honor to opowieść o jordańskim ojcu, który próbował być bardziej nowoczesny, ale presja społeczeństwa i rodziny na zmazanie skazy na honorze była zbyt silna, by jej nie ulec. Starsza córka okazała się lesbijką, więc musiała umrzeć. Młodsza próbowała pomóc siostrze, zatem też zasługiwała na śmierć – cudem jednak przeżyła. Wold dotarła zarówno do młodszej córki, jak i do ojca, zebrała ich opowieści, do tego urywki informacji z innych źródeł, by stworzyć historię jak najbardziej kompletną. Rzadko się zdarza usłyszeć w takiej sytuacji obie wersje, a jeszcze rzadziej tak świetnie się one uzupełniają, nie są kompletnie sprzeczne. Zatem warto zwrócić uwagę, że podtytuł wskazujący tylko na opowieść ojca może wprowadzać w błąd – jego opowieść to tylko część reportażu, a równie dużo (jeśli nie więcej) jest tu też opowieści jego młodszej córki.
Niestety, książka sporo traci przez za dużą obecność samej Wold. Z 1/4 całej lektury to jej własne opowieści z doświadczeń w Jordanii, prób poznawania ludzi, dostawania się do zamkniętych miejsc. To mogłoby być ciekawe, gdyby Norweżka była bardziej doświadczoną dziennikarką. Sama jednak przyznała, że dopiero zaczynała karierę i wybrała Jordanię, bo nie była tak niebezpieczna jak okoliczne kraje. Z jej własnych opowieści widać, że często nie miała pojęcia, jak zabrać się za niektóre sprawy, jak podchodzić do ludzi. Chciała na przykład dostać się do kobiecego więzienia, szczegółowo opisuje, jak to się jej nie udało, ale co to wnosi do reportażu? Poza skrzywieniem na twarzy czytelnika: naprawdę dziennikarka mogła do tego podejść w taki sposób, nie zdawała sobie sprawy, że tak nic nie osiągnie?
Zatem mamy reportaż, który jest wciągającą historią honorowego zabójstwa z punktu widzenia ojca-mordercy i jednej z córek, której udało się przeżyć i musi żyć w ukryciu. Do tego mamy zbiór wspomnień z Jordanii młodej i niedoświadczonej dziennikarki, która dopiero uczy się zawodu. Aż dziwne, że ta pierwsza część wyszła jej tak dobrze. Gdyby zamiast swoich historii Wold dodała szerokie tło zabójstw honorowych w Jordanii, rozwinęła cały kontekst opowieści, byłby to naprawdę świetny reportaż. Jest dobry – na tyle, że warto go przeczytać, by zgłębić tematykę, ale akceptując, że fragmenty będą się dłużyły 😉 .

Przeczytane: 25.11.2021
Ocena: 6/10

Opublikowany w Literatura piękna

Roy Jacobsen – Niewidzialni

Tytuł: Niewidzialni
Autor: Roy Jacobsen
Tytuł oryginału: De usynlige
Tłumaczenie: Iwona Zimnicka
Literatura: norweska
Wydawnictwo: Wyd. Poznańskie

Trudno mi jednoznacznie ocenić tę książkę – na początku miałam wrażenie, że mnie po prostu nudzi, potem jednak zaczęłam postrzegać styl Jacobsena jako w pewien sposób uspokajający. Niewidzialni okazało się dla mnie dobrą lekturą przed snem – lekką, niewymagająca, niewciągającą na tyle, by nie móc jej odłożyć na półkę, ale jednak taką, którą czytało mi się zaskakująco dobrze i szybko.
Czytając pierwsze rozdziały Niewidzialnych, chodził mi po głowie skecz młodego Stuhra – powtarzane powolnym głosem: siedzimy, nic się nie dzieje. Mała norweska wyspa, niewielka rodzina Barroy i ich spokojne życie, w którym jeden rok podobny jest do drugiego. Z czasem pojawiają się w nim nowe wydarzenia – śmierć, narodziny, szkoła, ale Jacobsen opisuje wszystko w sposób bardzo minimalistyczny i bezemocjonalny. Ktoś się urodził, ktoś umarł, no życie – nie ma potrzeby zgłębiać się w szczegóły, przeskoczmy do kolejnej wyprawy na ryby. Taki minimalizm był z jednej strony ciekawy, z drugiej jednak irytujący, bo wszyscy bohaterowie byli czytelnikowi po prostu obojętni. A jednak, ku mojemu własnemu zaskoczeniu, po zakończeniu lektury stwierdziłam, że w sumie to chciałabym – po pewnej przerwie – przeczytać też kolejny tom. Bo choć Jacobsen mnie nie zachwycił, to jednak Niewidzialnych czytało mi się po prostu dobrze 🙂

Przeczytane: 29.01.2021
Ocena: 6/10

Opublikowany w Literatura piękna

Knut Hamsun – Głód

Tytuł: Głód
Autor: Knut Hamsun
Tytuł oryginału: Sult
Tłumaczenie: Franciszek Mirandola
Literatura: norweska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Głód to ponoć jedno z najwybitniejszych dzień norweskiego noblisty, Knuta Hamsuna. O ile raczej nie jestem szczególną fanką powieści psychologicznych, to przyznaję, że książka mnie wciągnęła. Do tego była na tyle krótka, że choć główny bohater mocno mnie irytował i nie dało się go polubić, to nie zdążyłam osiągnąć tego poziomu irytacji, by zrezygnować z lektury 😉 . Bohaterem jest narrator, którego imienia nie znamy, możemy za to prześledzić wszystkie jego uczucia i nastroje wywołane głodem. Wiemy też, że jest dziennikarzem, ale niezwiązanym na stałe z żadną redakcją, więc albo uda mu się napisać na tyle dobry tekst, by ktoś za niego chciał zapłacić, albo też będzie głodował. Sprzedać już nie ma czego, a zmęczony długotrwałą głodówką mózg też nie zawsze chce współpracować. Bohater podejmuje więc głupie i nieprzemyślane decyzje, których szybko żałuje (choć czasem też jest z nich dumny) i te jego wahania nastrojów, brak logiki działań… to wszystko często drażni czytelnika. Z drugiej jednak strony mogę tylko dziękować losowi, że sama nigdy nie znalazłam się w sytuacji, gdy głód jest jedyną rzeczą kontrolującą moje myśli i czyny. W przypadku głównego bohatera zdarza się to, niestety, zdecydowanie za często.
Hamsun miał dość specyficzny styl pisania, który zaskakująco przypadł mi do gustu. Przedstawienie wydarzeń za pomocą narracji pierwszoosobowej szybko pcha akcję do przodu – nawet jeśli wydaje się, że tej akcji jest niewiele. Głód to dająca do myślenia lektura akurat na dwa-trzy wieczory.

Przeczytane: 15.11.2020
Ocena: 6/10

Opublikowany w Powieść historyczna

Bjørn Andreas Bull-Hansen – Jomswiking. Winlandia

Tytuł: Jomswiking. Winlandia
Autor: Bjørn Andreas Bull-Hansen
Tytuł oryginału: Vinland
Tłumaczenie: Maria Sibińska, Katarzyna Michniewicz-Veisland
Literatura: norweska
Wydawnictwo: Czarna Owca

Drugi tom książki, która na początku tego roku wciągnęła mnie na długie godziny. Po przerwie chwilę mi zajęło, zanim przypomniałam sobie powiązania między bohaterami, kto jest kim i dlaczego jomswikingowie płyną do mitycznej Winlandii. Początkowo myślałam, że to pozapominanie szczegółów jest przyczyną, dla której pierwsze rozdziały czyta mi się tak wolno. Jednak szybko to nadrobiłam, a akcja jakoś dalej mnie nie wciągała. Miałam wrażenie, że każdy kolejny rozdział mnie męczy, czytnik wciąż wskazywał, że przeczytałam dopiero niewielki procent, a ja już miałam dość…
Początek Winlandii jest, niestety, bardzo słaby i trzeba przebrnąć przez prawie 1/3 lektury, by akcja się porządnie rozkręciła. Tu muszę jednak przyznać Bull-Hansenowi, że jak coś już naprawdę się zaczęło dziać, to kolejne rozdziały czytało się bardzo dobrze. Cieszę się zatem, że nie odłożyłam od razu książki na półkę, ale jakoś przebrnęłam przez nudnawe opisy morskiej podróży. Kiedy Torstein z żoną, synem, bratem i grupą jomswikingów dobija do Winlandii, wierzy, że na tych terenach będzie mógł wieść dostatnie życie. Nie ma jednak tyle szczęścia – na osadę napada grupa miejscowych Skraelingów, Torstein zostaje ciężko ranny, a jego żona i dziecko – uprowadzeni. Zaczyna się więc fascynująca przygoda na nieznanych ziemiach na zachód od Grenlandii, podczas której główny bohater próbuje odzyskać utraconą rodzinę i przeżyć wśród wrogich mu plemion.
Druga część Jomswikinga jest zdecydowanie inna od pierwszej. Przede wszystkim trochę słabsza, głównie ze względu na rozwleczony początek. Jednak fanom powieści o Wikingach może też przeszkadzać fakt, że w sumie tych Wikingów to tu tak wiele nie ma. To znaczy są, ale głównie żeglują, rozmawiają, handlują i budują nowe osady. Walk, polityki, napadów jest tu zdecydowanie mniej niż w części pierwszej (nie znaczy to jednak, że w ogóle tego nie ma), a jednak czy nie z tym kojarzą się właśnie historie o Wikingach? W pierwszym tomie działo się więcej, więc drugi pozostawia jednak jakiś niedosyt…

Przeczytane: 9.09.2020
Ocena: 6/10

Opublikowany w Biografie i wspomnienia, Historia

Torbjørn Færøvik – Mao. Cesarstwo cierpienia

Tytuł: Mao. Cesarstwo cierpienia
Autor: Torbjørn Færøvik
Tytuł oryginału: Maos rike. En lidelseshistorie
Tłumaczenie: Ewa Partyga
Literatura: norweska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Długa, ciężka, ale i fascynująca książka. Wbrew tytułowi nie jest to biografia Mao, ale bardziej opowieść o Chinach za czasów przewodniczącego. Trochę szkoda, bo brakuje mi tu więcej samego Mao – książka zaczyna się właściwie wraz z objęciem przez niego władzy, a chciałoby się jednak dowiedzieć nieco więcej, co ukształtowało postawę Zedonga, jak rosła jego potęga, skąd wzięli się ci ludzie wokół niego… Potem też są całe rozdziały, dla których postać Mao jest tylko tłem, pojawiają się czasem jakieś polecenia przez niego wydane, ale książka opowiada wtedy o innych miejscach, innych ludziach. Ma to też swoje plusy, bo Cesarstwo cierpienia nie mogłoby być widziane z perspektywy przewodniczącego – przed nim bowiem wiele ukrywano, a jak jechał na wizytację, to wszyscy na miejscu byli najedzeni, dobrze ubrani i zawsze szczęśliwi. Oczywiście nie znaczy to, że Zedong nie zdawał sobie sprawy z rozmiarów cierpień sprowadzonych na własny lud… chyba jednak nieszczególnie go one interesowały.
Książka Færøvika była świetnym uzupełnieniem mojej – dość ubogiej, trzeba przyznać – wiedzy o Chinach XX wieku. Zdawałam sobie sprawę, że był wielki głód, kanibalizm, brak wolności słowa, rewolucja kulturalna… Ale Cesarstwo cierpienia pomogło mi ułożyć sobie w głowie tę brutalną historię w całość. Lektura zajęła mi ze 2-3 tygodnie, bo po prostu nie dało się czytać za dużo naraz, przychodziły refleksje, a do tego przewijające się chińskie nazwiska były dla mnie trudne do zapamiętania i często musiałam szukać w internecie, kim była dana osoba. Mimo paru niedociągnięć, książkę szczerze polecam – nie tylko tym zainteresowanym Chinami.

Przeczytane: 17.03.2020
Ocena: 7/10

Opublikowany w Antyutopia, Literatura piękna

Maja Lunde – Historia pszczół

Tytuł: Historia pszczół
Autor: Maja Lunde
Tytuł oryginału: Bienes Historie
Tłumaczenie: Anna Marciniakówna
Literatura: norweska
Wydawnictwo: Wyd. Literackie

Dawno żadna lektura nie wciągnęła mnie tak bardzo jak Historia pszczół i świetnie rozumiem, dlaczego książka ta stała się bestsellerem. Mamy tu świat, który znamy albo który jesteśmy sobie w stanie łatwo wyobrazić. Mamy dobrze wykreowanych bohaterów, przeżywających zwykłe ludzkie emocje – relacje ojca z dziećmi, rozpacz matki szukającej po szpitalach chorego syna… I mamy trzy – opisane bardzo plastycznym językiem – historie, które wciągają od początku do samego końca. No i, naturalnie, mamy jeszcze te pszczoły – stanowiące fascynujące tło ludzkich dramatów.
Chronologicznie (choć Historia pszczół nie jest opowiedziana chronologicznie – wręcz przeciwnie, rozdziały są bardzo krótkie i co rusz przeskakujemy między przeszłością, teraźniejszością i przyszłością) zaczynamy w połowie XIX wieku. William jest niespełnionym przyrodnikiem, któremu udaje się wyjść z depresji i odnajduje w sobie nową pasję – chce zbudować taki ul, jakiego nikt jeszcze dotąd nie stworzył. Potem znajdujemy się w Stanach Zjednoczonych – 150 lat później hodowca pszczół George myśli o przekazaniu swojemu synowi farmy, z której jest niezmiernie dumny. W końcu coraz więcej pszczelarzy w Ameryce narzeka na wymierające na potęgę pszczoły, ale taka tragedia nie może się przecież przydarzyć tak troszczącemu się o owady hodowcy z dziada pradziada… Jednak już kilkadziesiąt lat później na zdziesiątkowanej planecie nie ma pszczół i młoda Chinka Tao żyje już w świecie, gdzie większość pozostałych przy życiu skierowano do pracy w rolnictwie – Tao na ten przykład ręcznie zapyla drzewa owocowe. Jako że uwielbiam antyutopie, wizja Chin pod koniec XXI wieku zafascynowała mnie najbardziej. Jak będzie wyglądał świat, gdy zabraknie na nim pszczół? Czy zdajemy sobie sprawę, jak ogromny wpływ na nasze życie mają te niewielkie owady? Choć nie możemy tu mówić o szczęśliwym zakończeniu, to jednak Historia pszczół pozostawia nas z nadzieją. W końcu los pszczół, a zatem i nas samych, jest przecież w naszych rękach.

Przeczytane: 14.04.2019
Ocena: 9/10