
Autorka: Min Jin Lee
Tytuł oryginału: Pachinko
Tłumaczenie: Urszula Gardner
Literatura: amerykańska / koreańska
Wydawnictwo: Czarna Owca
Już od dłuższego czasu miałam tę książkę na swojej liście, ale zmobilizowałam się do przeczytania jej dopiero wtedy, gdy mój klub książkowy wybrał ją na lekturę stycznia. I cieszę się, że w końcu przeczytałam Pachinko, choć miałam co do tej książki nieco wyższe oczekiwania. Co ciekawe, przez dłuższy czas miałam wrażenie, że jednak dobrze trafiłam z lekturą – historia mnie wciągnęła, wczułam się w losy bohaterów (choć głównie raczej bohaterek) i dobrze mi się czytało. W pewnym momencie to uczucie zaczęło jednak zanikać. Pachinko opowiada o losach kilku pokoleń koreańskiej rodziny żyjącej w Japonii, gdzie Koreańczycy byli dla Japończyków wręcz podludźmi, tą gorszą kategorią, którą mało kto szanuje. Sunja, wyjeżdżając do Japonii wraz z mężem, który dołączył do mieszkającego już tam brata, wierzy jednak, że czeka ją tam lepsze życie niż w biednej Korei. Dopóki to Sunja jest główną bohaterką, powieść jest naprawdę wciągająca i poruszająca, wszystko to jednak zaczyna się powoli rozsypywać, gdy na pierwszy plan wychodzą kolejne pokolenia. Pojawia się coraz więcej postaci pobocznych, niektóre wydają się bardzo ważne, ale jest ich na tyle dużo, że niektórzy stanowią tylko mało istotne tło wydarzeń – jak np. rodzina Noa, starszego syna Sunji. Wielu bohaterów wydaje się ważnych, ale ich wątki zostają niedokończone, autorka nie uznała za stosowne rozwinąć albo chociaż zamknąć tych historii. Zresztą takie samo wrażenie odniosłam potem do całej książki – zakończenie ciężko mi uznać za zakończenie, opowieść się urywa, a ja już sama nie wiedziałam, czy ciekawi mnie jeszcze, co będzie dalej.
Akcja Pachinko rozgrywa się w naprawdę ciekawym okresie historycznym, ciągnie się właściwie przez cały XX wiek. W tle jest więc japońska okupacja Korei, II wojna światowa, wojna koreańska, podział państwa na północ i południe… Liczyłam tutaj na zdecydowanie bardziej rozbudowane tło historyczne i polityczne. A to wszystko czasem przewinie się w jakichś rozmowach między bohaterami, ale dla mnie takiej tematyki było stanowczo za mało. Rozumiem, że może sama Sunja niezbyt siedziała w polityce, ale można tu było włączyć więcej takich wątków w związku z innymi postaciami.
Pachinko to nie jest zła książka, żeby nie było. Ponad połowę czytało mi się na tyle fajnie, że spodziewałam się dać tu bardzo dobrą ocenę. Niestety, w pewnym momencie zaczęło się to wszystko rozjeżdżać i ostatnia część lektury bardzo mi się dłużyła, co miało wpływ na moją ocenę końcową. Zachwytów więc nie było, ale cieszę się, że wreszcie po Pachinko sięgnęłam 😉
Przeczytane: 19.01.2026
Ocena: 6/10



