Opublikowany w Literatura piękna

Keigo Higashino – Cuda za rogiem

Tytuł: Cuda za rogiem
Autor: Keigo Higashino
Tytuł oryginału: ナミヤ雑貨店の奇蹟
Tłumaczenie: Nikodem Karolak
Literatura: japońska
Wydawnictwo: Otwarte

Czasem potrzeba lekkiej lektury, książki, którą czyta się szybko z uśmiechem na twarzy – dla mnie to są takie przyjemne przerwy między trudnymi reportażami. I Cuda za rogiem świetnie sprawdziły się w tej roli – nie była to szczególnie ambitna lektura, ale naprawdę fajnie mi się ją czytało i szczerze polecam tym, co też czasem lubią się tak książkowo oderwać od ciężkich tematów.
W Cuda za rogiem wprowadza nas trójka włamywaczy z małej miejscowości pod Tokio, którzy po ucieczce z obrabowanego domu postanawiają schronić się na noc w starym, opuszczonym sklepie. Szybko orientują się, że czas tu płynie inaczej, a dodatkową niespodzianką okazują się wpadające przez roletę listy… z przeszłości. Mężczyźni wchodzą w korespondencję, dla której czas nie ma znaczenia, a te wydarzenia przeplatają się z momentami z życia innych mieszkańców miasteczka. Tym, co wszystkich łączy, okazuje się miejscowy sierociniec, zaś dostrzeganie powiązań między bohaterami stanowiło dla mnie dodatkowy smaczek tej lektury. I tak, bohaterowie i ich zachowania były czasem nierealistyczne i nieprzekonujące, ale jakby nie patrzeć, nierealistyczna jest cała idea przewodnia tej książki. Sięgając po Cuda za rogiem, bałam się, że będzie to słaba, przereklamowana książka, tymczasem zaskakująco przyjemnie mi się ją czytało 🙂

Przeczytane: 08.09.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Biografie i wspomnienia

Masaji Ishikawa – Za mroczną rzeką

Tytuł: Za mroczną rzeką. Jak przetrwałem reżim Korei Północnej
Autor: Masaji Ishikawa
Tytuł oryginału: 北朝鮮大脱出 地獄からの生還
Tłumaczenie: Justyna Kukian
Literatura: japońska / koreańska
Wydawnictwo: Znak Horyzont

Za mroczną rzeką nie było pierwszą książką, jaką przeczytałam, jeśli chodzi o wspomnienia uciekinierów z Korei Północnej. Wszystkie wcześniejsze lektury skupiały się jednak na osobach, które w Korei się urodziły i nie znały innego świata, były więc często w szoku, jak wygląda życie w innych państwach. Historia Ishikawy jest jednak wyjątkowa. Urodził się w Japonii jako syn Japonki i Koreańczyka, w kraju tym spędził kilkanaście lat życia i był już świadomym chłopcem, gdy ojciec zdecydował się na przeprowadzkę do Korei Północnej. Następnie spędził tam ponad trzydzieści lat, aż w końcu stanął przed wyborem: umrzeć z głodu albo spróbować uciec. Ukazanie się tej książki jest najlepszym dowodem na to, którą opcję udało się zrealizować 😉 .
Najbardziej wciągające okazały się dla mnie początki Za mroczną rzeką. Ishikawa opisywał swoje dzieciństwo w Japonii – mimo że matka była Japonką, to jednak mąż i dzieci należeli do Zainichi, jak pogardliwie w kraju nazywano Koreańczyków. To właśnie lata przynależności do tej najniższej warstwy społecznej oraz silna koreańska propaganda, mająca na celu zachęcenie Zainichi to przeprowadzki do Korei Północnej, sprawiły, że ojciec autora postanowił zabrać tam swoją rodzinę. Państwo Kimów obiecywało powracającym raj na ziemi, a przecież nie może być już gorzej niż w Japonii…? Choć Ishikawa nie zdawał sobie jeszcze wtedy z tego sprawy, dzieciństwo – choć pełne przemocy – było najlepszym czasem w jego życiu. Bycie reemigrantem w Korei znów oznaczało przynależność do najgorzej traktowanej grupy społecznej, a bieda, głód i wieczne pranie mózgu nie poprawiały sytuacji. Jako że jednak czytałam już wcześniej o życiu za Kim Ir Sena, mniej tu było dla mnie zaskakujących czy wciągających fragmentów. To, że autor rozumiał więcej i nie dał sobie wmówić panującej ideologii nie oznacza, że nie musiał się wpasować i żyć zgodnie z regułami państwowymi przez ponad 30 lat. A i powrót do Japonii nie oznaczał szczęśliwego zakończenia…
Za mroczną rzeką to niezwykle ciekawa książka, szczególnie w początkowych i końcowych rozdziałach. Dobrze napisana, czyta się ją bardzo szybko – nie jest zresztą długa. Spodziewałam się, że będzie bardziej poruszająca i czegoś mi tu w sposobie pisania o emocjach jednak zabrakło. Cieszę się jednak, że sięgnęłam po tę książkę – zachęciła mnie do zgłębienia tematyki Zainichi oraz relacji japońsko-koreańskich po II wojnie światowej.

Przeczytane: 5.09.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Haruki Murakami – Podziemie

Tytuł: Podziemie. Największy zamach w Tokio
Autor: Haruki Murakami
Tytuł oryginału: アンダーグラウンド
Tłumaczenie: Michał Kłobukowski (z angielskiego)
Literatura: japońska
Wydawnictwo: Czarne

Z twórczością Murakamiego nie miałam dotąd styczności, kojarzyłam jego nazwisko jednak raczej z powieściami niż z reportażami. Ale że mnie ciągnie do literatury faktu, więc cóż, pierwszą przeczytaną przeze mnie książką Japończyka okazało się Podziemie – reportaż o zamachu gazowym w tokijskim metrze z 1995 roku. Już po samym stylu opowiadania, a także zaznaczanej gdzieniegdzie obecności autora, zauważyłam, że Murakami w literaturze faktu się raczej nie specjalizuje. Mimo to jego umiejętność dobierania słów i wybierania opowieści sprawiła, że Podziemie czytało mi się dość dobrze – zwłaszcza że moja wiedza o tym zamachu była bardzo ograniczona.
Książka podzielona jest na dwie części – oryginalnie wydane Podziemie, czyli wywiady z ocalałymi z zamachu oraz bliskimi ofiar. Każdy wywiad poprzedza kilka akapitów napisanych przez Murakamiego o danej osobie, a potem już głos należy do rozmówcy. Lubię taką narrację, a choć nie każda opowieść była równie ciekawa, to całość przypadła mi do gustu. Zmęczyła mnie jednak nieco druga część książki – oryginalnie były to ukazujące się oddzielnie, już po premierze książki, wywiady z członkami odpowiedzialnej za ataki sekty Ōmu. Oczywiście mogłoby to być ciekawe uzupełnienie pierwszej części, tylko tutaj autor dobrał sobie za rozmówców osoby, które z samymi zamachami nie miały do czynienia (w końcu tamte siedziały już niedostępne dla pisarza w więzieniach). Ludzie opowiadali więc o sekcie, ale przede wszystkim o samych sobie, czego brakowało im w życiu, że zdecydowali się wstąpić do Ōmu. Trochę czego innego oczekiwałam po tej książce, więc ta druga część nie do końca spinała mi się z pierwszą. Gdyby Podziemie ograniczyło się tylko do tych rozmów z ofiarami, byłaby to dużo ciekawsza i mocniejsza lektura. A tak…
Nie czytam dużo literatury japońskiej, ale zdążyłam już zauważyć, że ten język jest dość specyficzny – tłumaczenia czyta się inaczej niż z tak popularnych języków jak angielski czy niemiecki. I lubię tę specyfikę, a w Podziemiu mi jej zabrakło. Nic dziwnego, bo wydawnictwo nie zdecydowało się na bezpośrednie tłumaczenie, tylko przekład pośredni z angielskiego – dla mnie to duży minus, może nie odbierający przyjemności z lektury, ale jednak mający na nią wpływ. Podziemie to ciekawy reportaż, ma jednak swoje mankamenty. Dużo bardziej by mi się podobało, gdybym ograniczyła się tylko do pierwszej połowy książki – i gdyby nie było to tłumaczenie pośrednie 😉 .

Przeczytane: 23.05.2024
Ocena: 6/10

Opublikowany w Literatura piękna

Yōko Ogawa – Grobowa cisza, żałobny zgiełk

Tytuł: Grobowa cisza, żałobny zgiełk
Autorka: Yōko Ogawa
Tytuł oryginału: 寡黙な死骸みだらな弔い
Tłumaczenie: Anna Karpiuk
Literatura: japońska
Wydawnictwo: Tajfuny

Ogawa zachwyciła mnie swego czasu Ukochanym równaniem profesora, które zachęciło mnie do dalszego zapoznawania się z jej twórczością. Grobowa cisza, żałobny zgiełk to już trzecia przeczytana przeze mnie książka tej autorki i trzecia, która mi się podobała 😉 . Jest to zbiór opowiadań w różny sposób związany ze śmiercią – czasem dość makabrycznych i strasznych, czasem bardziej spokojnych lub wręcz tajemniczych. Opowieści te się ze sobą łączą, bohaterowie bywają w tych samych miejscach, są ze sobą powiązani, zarazem jednak każdy rozdział to oddzielna, indywidualna historia. Podobało mi się to domyślanie, kim może być bohater kolejnej opowieści, jaki wpływ miał na losy poprzednio przedstawionych postaci.
Książki Ogawy czyta się niesamowicie szybko – ma na to oczywiście wpływ ich długość (Grobowa cisza… nie ma nawet 200 stron), ale też bardzo dobry język i świetne tłumaczenie Anny Karpiuk. Siadałam do lektury, mówiąc sobie, że przeczytam jedno opowiadanie i nagle miałam za sobą połowę książki 😉 . Grobowa cisza… wciąga i zaskakuje, choć chyba spodziewałam się nieco mroczniejszych opowiadań, czytając internetowe recenzje. Niby są zabójstwa, niby jest nawet muzeum tortur, ale wszystko tak spokojnie opisane, że jednak nie wywołuje przyspieszonego bicia serca. Wciąż jednak czytało się to bardzo dobrze 🙂 .

Przeczytane: 11.04.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Literatura piękna

Kōbō Abe – Kobieta z wydm

Tytuł: Kobieta z wydm
Autor: Kōbō Abe
Tytuł oryginału: 砂の女
Tłumaczenie: Mikołaj Melanowicz
Literatura: japońska
Wydawnictwo: Znak

Kobieta z wydm Abe – chyba najsłynniejsza książka japońskiego pisarza, wydana na początku lat sześćdziesiątych – to powieść zdecydowanie inna od tych, które zazwyczaj czytam. Nie wszystko mi się w niej podobało, ale że była to dość krótka lektura, pochłonęłam ją bardzo szybko. Wydarzenia poznajemy z punktu widzenia entomologa, który wśród nadmorskich wydm bada owady. Szukając noclegu trafia do jednej wioski, gdzie proponują mu nocleg w piaskowym domu jednej kobiety. A gdy budzi się następnego ranka, drabinka prowadząca do domu zniknęła i nie ma już stamtąd ucieczki – jest tylko monotonna i mozolna praca polegająca na sprzątaniu wszechobecnego piachu… I dużo, bardzo dużo czasu na wszelakie przemyślenia. Lubię te zmiany psychologiczne zachodzące zarówno w głównym bohaterze, jak i towarzyszącej mu kobiecie z wydm, podobał mi się rozwój relacji między nimi. No i ten piasek, który był wszędzie, o którym nie dało się nie myśleć – na początku mnie fascynował, potem zaczynał irytować, na końcu miałam ochotę przeskakiwać wszystkie akapity dotyczące piasku. Wciąż jednak myślę, że to ciekawe, jak ta lektura oddziałuje na emocje czytelnika, jak dobrze się ją czyta, nawet jeśli pod koniec ma się już dość samego słowa piasek 😉

Przeczytane: 18.04.2023
Ocena: 7/10

Opublikowany w Komiks

Akira Toriyama – Dragon Ball (tom 1)

Tytuł: Dragon Ball: Son Goku i jego przyjaciele
Autor: Akira Toriyama
Tłumaczenie: Rafał Rzepka
Literatura: japońska
Wydawnictwo: J.P. Fantastica

Zdecydowanie nie jestem miłośniczką komiksów, ale skoro taki rodzaj lektury trzeba było wybrać w sierpniowym wyzwaniu Lubimy Czytać… to wybrałam chociaż mangę, w oparciu o którą powstało anime, na którym się wychowałam 😉 . Sięgnęłam po pierwszy tom Dragon Balla i wspomnienia natychmiast ożyły, choć muszę przyznać, że zdecydowanie lepiej mi się to oglądało niż czytało. Akcja oczywiście dalej toczy się bardzo szybko, ale główną atrakcją DB były sceny walki, które w formie animowanej biją na głowę rysunki. Humor w mandze mi pasuje, tu akurat nie ma zbytniej różnicy, choć mam wrażenie, że komiksy są skierowane dla nieco starszej publiczności. Coś w tym jest, że wokół DB rozszalała się niegdyś afera, że tyle tu demoralizujących scen – Son Goku jest tu jeszcze dzieckiem nierozumiejącym seksualności, więc ten brak zrozumienia dla dorosłego czytelnika może być zabawny. A Żółwi Pustelnik (czy też z anime: Genialny Żółw) to postać wprowadzająca humor swoją fiksacją na punkcie kobiet – i tak, jest to humor mocno specyficzny, który nie każdemu się spodoba. Warto jednak pamiętać, że Akira Toriyama stworzył Dragon Balla w latach osiemdziesiątych w Japonii i trudno na to nałożyć naszą współczesną, zachodnią poprawność polityczną. Nie wiem też, czy to kwestia tłumaczenia, czy wersja japońska była podobna, ale kompletnie mi nie podeszły dialogi. Rozumiem, że komiks wymaga mocno skróconej ich formy, ale nie oddawały one atmosfery przedstawionych sytuacji. Po kolejne komiksy z serii sięgać nie zamierzam, bo jeśli chodzi o Dragon Balla, to uważam, że tutaj anime jest po prostu dużo lepsze od mangi… 🙂

Przeczytane: 5.08.2022
Ocena: 7/10

Opublikowany w Literatura piękna

Yōko Ogawa – Podziemie pamięci

Tytuł: Podziemie pamięci
Autorka: Yōko Ogawa
Tytuł oryginału: 密やかな結晶
Tłumaczenie: Anna Karpiuk
Literatura: japońska
Wydawnictwo: Tajfuny

Ogawa chyba lubi poruszać w swoich powieściach wątki związane z pamięcią i zapominaniem, w końcu w podobnej konwencji napisane było Ukochane równanie profesora. Podziemie pamięci podobało mi się mniej niż tamta powieść, wciąż jednak czytało mi się dobrze, a fabuła mnie wciągnęła. Nie trafiło do mnie jedynie zakończenie, niby wynikające z poprzednich rozdziałów, ale tak jakoś… nie podobało mi się 😉 . Sam pomysł na książkę był jednak bardzo fajny – jest wyspa, na której co jakiś czas coś znika, a ludzie niemal natychmiast zapominają, że daną rzecz znali. Jednego dnia usychają wszystkie róże, a mieszkańcy wyspy nie są w stanie sobie przypomnieć ich zapachu, innego dnia spalone zostają wszystkie zdjęcia, a ludziom samo słowo fotografia zaczyna dziwnie brzmieć… Jednak nie na wszystkich to tak działa, wciąż są osoby, które pamiętają fotografie, róże i wszystkie inne rzeczy, których na wyspie już nie ma. Muszą się oni ukrywać, bo na ich tropie jest tajna policja dbająca o to, by to, co zapomniane, faktycznie takie było. Podziemie pamięci to książka pozostawiająca czytelnikowi więcej pytań, niż dająca odpowiedzi, ale ten zagadkowy świat wciągnął mnie. Spodobała mi się też kreacja bohaterów – są po prostu ludzcy, bez żadnych abstrakcyjnych zachowań. Chcą pomóc bliskim i znajomym, ale też martwią się o swój własny los, nie chcą stwarzać problemów. Świat tajemniczej wyspy poznajemy z punktu widzenia narratorki, pisarki, która miała w swoim otoczeniu kilka bliskich osób pamiętających dawne przedmioty, choć sama wszystko zapominała jak większość społeczeństwa.
Podoba mi się styl Ogawy, jest lekki, przystępny, jej książki czyta się szybko, nawet jeśli wydaje się, że w danym rozdziale właściwie nic się nie dzieje. W Podziemiu pamięci akcja jest nieco bardziej wartka niż w Ukochanym równaniu profesora, nie ma co się jednak spodziewać gwałtownych zwrotów akcji i szalonych wydarzeń. Tu wszystko kręci się wokół pamiętania i zapominania. W powieściach tej autorki jest coś, do czego mi najbardziej pasuje przymiotnik ładny – są one po prostu ładne. Lektura mnie odprężyła, nawet jak zakończenie do mnie nie trafiło, to nie mam poczucia zmarnowanego czasu. W sumie ciekawa książka, naprawdę polecam, zwłaszcza tym, co już styl Ogawy znają i wiedzą, że im pasuje 🙂 .

Przeczytane: 11.07.2022
Ocena: 7/10

Opublikowany w Literatura piękna

Sayaka Murata – Dziewczyna z konbini

Tytuł: Dziewczyna z konbini
Autor: Sayaka Murata
Tytuł oryginału: コンビニ人間
Tłumaczenie: Dariusz Latoś
Literatura: japońska
Wydawnictwo: Wyd. UJ

Jak ja nie lubię tego uczucia, gdy trafiam na dobrą i wciągającą lekturę, świetnie mi się ją czyta, a tu nagle nadchodzi niespodziewany koniec, jeszcze zanim zdążę się dobrze książką zachwycić. I tak było w przypadku Dziewczyny z konbini, ledwo 150-stronicowej książeczki, którą skończyłam, ledwo zaczęłam czytać.
Książka Muraty to opowieść… no właśnie, o tytułowej dziewczynie z konbini. Konbini to takie małe sklepiki, czynne całą dobę, gdzie nie tylko można zrobić podstawowe zakupy spożywcze, ale też wziąć ciepłego fast fooda na wynos czy nadać przesyłkę jak na poczcie. Ot, takie japońskie Żabki 😉 . Pracują tam zazwyczaj studenci, którzy chcą sobie dorobić, korzystając z elastycznych godzin pracy. Niewiele tam pracowników, którzy w konbini siedzą latami, ale jedną z takich osób jest właśnie główna bohaterka i narratorka – Keiko Furukura. Dziewczyna jest dość specyficzna i choć diagnoza w książce nie pada, można założyć, że cierpi na zaburzenia w rodzaju autyzmu, bo ma problemy z rozumieniem i okazywaniem emocji oraz norm społecznych, potrzebuje konkretnych poleceń oraz powtarzalności w pracy i w życiu. Dlatego, mimo ukończonych 36 lat, wciąż pracuje w konbini, nie wyszła za mąż i funkcjonuje w wygodny dla siebie i niezmieniony sposób od osiemnastu lat. A w Japonii to nie do przyjęcia – powinna albo robić karierę, albo wyjść za mąż i rodzić dzieci. Rodzina i przyjaciele próbują wyprostować Keiko, ale ona – choć widzi, że ludzie się o nią martwią – nie rozumie, co z nią jest nie tak. Ciekawym przykładem jej podejścia do świata była rozmowa z siostrą, która prosiła, by Keiko częściej odwiedzała małego siostrzeńca. Dziewczyna, która regularnie widywała koleżankę z małym dzieckiem, uważała, że skoro widuje jednego niemowlaka, to wystarczy, bo wszystkie są takie same – nie miała poczucia, że z dzieckiem siostry powinna ją łączyć jakaś więź.
Taka właśnie bohaterka pracuje od lat w małym sklepiku, gdzie świetnie się odnalazła. Rozumie zasady pracy, zresztą sama praca jest mocno powtarzalna, więc Keiko dobrze się do niej nadaje. Czuje się potrzebna i pomocna, a do tego uczy się, jak powinien zachowywać się człowiek, obserwując współpracowników. Jej tok myślenia i wewnętrzne analizy są świetnie przedstawione, przez co czytelnik nawet nie zauważa, że dał się pochłonąć książce o przeżyciach kasjerki, która w sumie nie robi nic specjalnego – pracuje, spotyka się ze znajomymi i rodziną oraz przyjmuje pod swój dach chwilowo bezdomnego kolegę z pracy. Sama zatem fabuła jest dość prosta i nierozbudowana, to właśnie charakterystyka postaci i środowiska japońskiego (z presją na to, że w życiu musi się udać) sprawiają, że Dziewczyna z konbini to po prostu bardzo dobra książka.

Przeczytane: 6.06.2021
Ocena: 7/10

Opublikowany w Literatura piękna

Yōko Ogawa – Ukochane równanie profesora

Tytuł: Ukochane równanie profesora
Autor: Yōko Ogawa
Tytuł oryginału: 博士の愛した数式
Tłumaczenie: Anna Horikoshi
Literatura: japońska
Wydawnictwo: Tajfuny

Bałam się, że – jak to często bywa – nie zrozumiem zachwytów nad tą książką. Literatura piękna o tak wysokich ocenach? Na pewno coś musi tu być nie tak 😉 . Ale zaryzykowałam – też dlatego, że staram się urozmaicać swoje lektury, a nie wiem nawet, czy kiedykolwiek czytałam coś japońskiego autora… Czas najwyższy to zmienić.
Ukochane równanie profesora okazało się książką lekką i przyjemną, taką… ładną. Brakuje mi innego określenia na coś, co czytało mi się tak zaskakująco dobrze. A przecież są tu smutne wątki (chociażby fakt, że tytułowy profesor traci pamięć co osiemdziesiąt minut i trzeba mu wszystko od nowa przypominać), jest też ta matematyka… Gdyby mi ktoś powiedział, że z przyjemnością będę czytała powieść, w której wyjaśniane są różne reguły matematyczne, chyba bym nie uwierzyła. Tymczasem Ogawa tak zgrabnie wplata matematykę w swą powieść, że czytelnik sam zaczyna się fascynować liczbami i powiązaniami między nimi.
Wydawać by się mogło, że w Ukochanym równaniu profesora niewiele się dzieje – ot zwykła codzienność samotnej japońskiej matki, która zarabia na utrzymanie, będąc gospodynią dawnego profesora matematyki, cierpiącego na zaniki pamięci. Między całą trójką (włączając w to Pierwiastka, syna bohaterki) tworzy się szczególna więź, którą co osiemdziesiąt minut trzeba budować na nowo. I jest w tej prostej fabule coś fascynującego, coś, co sprawia, że każdy kolejny rozdział połyka się naraz.
W pełni rozumiem więc wszystkie zachwyty nad Ukochanym równaniem profesora – i mnie ta powieść wciągnęła i mocno zachęciła do zgłębienia innej twórczości japońskiej pisarki.

Przeczytane: 18.02.2021
Ocena: 9/10