Opublikowany w Literatura piękna

Pajtim Statovci – Przejście

Tytuł: Przejście
Autor: Pajtim Statovci
Tytuł oryginału: Tiranan sydän
Tłumaczenie: Sebastian Musielak
Literatura: fińska
Wydawnictwo: Pauza

Po wiosennym wypadzie do Albanii ciągle chodzą za mną okołoalbańskie tematy, więc z ciekawością sięgnęłam po Przejście Statovci. Fakt, że jest to literatura fińska, ale autor urodził się w Kosowie, jego rodzice byli Albańczykami i to właśnie w Albanii rozpoczynają się przygody głównego bohatera Przejścia, Bujara. Poznajemy go jako młodego chłopca w Tiranie przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych – Hoxha zmarł, system zaczął się walić, a kraj dotknęła ogromna bieda i przestępczość, więc kto mógł, ten uciekał, próbował emigrować. Spróbował też Bujar ze swoim przyjacielem i niemal od razu wiemy, że udało mu się uciec za granicę, bo wspomnienia z Albanii przeplatają się z doświadczeniami młodego już mężczyzny w kolejnych krajach. Bujar bowiem nigdzie nie może zagrzać miejsca – trafia najpierw do Włoch, potem Niemiec, Hiszpanii, USA, Finlandii… Wszędzie próbuje jakoś ułożyć swoje życie, a nie idzie mu to łatwo – nie tylko dlatego, że jest obcokrajowcem, który wstydzi się swojego pochodzenia (wszędzie poza Włochami podaje się za Włocha), ale nie umie określić swojej seksualności i osobowości. Raz więc występuje jako mężczyzna, raz jako kobieta, wchodzi w różne związki i relacje, a większość z nich nie kończy się najlepiej.
Wydaje się, że dla wielu osób największą zaletą (bądź też wadą, w zależności, czy lektura przypadła do gustu) jest właśnie ta tematyka transseksualności i związanych z nią problemów Bujara. Dla mnie Przejście okazało się kolejną fascynującą lekturą o Albanii – zwłaszcza z tych trudnych lat, gdy państwo nie umiało stanąć na nogi po utracie rządzącego nim przez dekady dyktatora. Chłopięce wspomnienia bohatera, wyjazd na pogrzeb do Kosowa, ucieczka do Włoch, albańskie legendy… pochłonęła mnie ta lektura, fajnie się to czytało 🙂 . Wątki dorosłe przypadły mi do gustu nieco mniej, wydawały mi się bardziej chaotyczne, no i Albania zeszła już nawet nie na drugi, ale na dziesiąty plan. Fajna to była jednak lektura, cieszę się, że po nią sięgnęłam.

Przeczytane: 27.10.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Literatura piękna

Heikki Kännö – Wyspa snów

Tytuł: Wyspa snów
Autor: Heikki Kännö
Tytuł oryginału: Sömnö
Tłumaczenie: Artur Bobotek
Literatura: fińska
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy

Dyskusyjny klub książkowy to dobra opcja, by sięgnąć czasem po książkę, której sama z siebie bym nie wybrała. Taką lekturą była Wyspa snów Kännö, której opis odstraszał mnie już hasłem duch realizmu magicznego – raczej nie są to moje klimaty. Książkę jednak przeczytałam i po skończonej lekturze przyszło mi do głowy, że już od dawna nie czytałam czegoś tak dziwnego. Jest to bowiem pokaźnych rozmiarów powieść opowiadająca o losach kilku pokoleń pewnej rodziny, w której (powieści, nie rodzinie) liczba bohaterów i różnych sytuacji z nimi związanych jest tak przytłaczająca, że już teraz wiele rzeczy uciekło mi z pamięci. Działo się tyle, że choć główne wątki bez problemu potrafię ułożyć sobie w głowie, to z pobocznymi mam już sporo problemów.
Wyspa snów jest opowiedziana z punktu widzenia Izaaka, który pisze biografię artysty Wernera Bergera. Książka nie jest jednak samą biografią, ale raczej zapisem rozmów narratora z Wernerem, jego rodziną, znajomymi i współpracownikami oraz opisem jego własnych przeżyć i uczuć – czasem mamy do czynienia z narracją pierwszo-, czasem trzecioosobową. Do tego spore skoki w chronologii wydarzeń, bo na przykład wprowadzenie nowego bohatera wymagało cofnięcia się do jego wczesnych lat, ukazania początków jego relacji z rodziną Bergerów, itp… Często było tego dla mnie po prostu za dużo i potrzebowałam dłuższej chwili, by stworzyć w głowie odpowiednie powiązania.
Mimo tego na początku Wyspę snów czytało mi się całkiem dobrze. Przygody Samuela, dziadka Wernera, w Austrii, Francji, Kongu czy Szwecji zaskakująco mnie wciągnęły, była to dla mnie historia nierealistyczna, ale dość zabawna, z mnóstwem zwrotów akcji. Przejście do kolejnych pokoleń odebrało mi już część rozrywki z lektury, choć wokół dzieci Samuela – szczególnie Adeltrudy i Maksymiliana – wciąż się dużo działo. Przez całą lekturę odnosiłam wrażenie, że Kännö wyobraźni to nie brakowało, ale często ponosiła go ona w stronę, która niezbyt przypadała mi do gustu. Wiele kwestii filozoficznych czy artystycznych stanowiło dla mnie dłużyzny w lekturze, a z założenia pewnie miała być to mocniejsza strona Wyspy snów. Książki jako takiej nie czytało mi się źle, powiedziałabym, że było ok, bez szału, ale też bez przymuszania się do skończenia lektury. Obawiam się jednak, że po paru miesiącach zostanie mi w pamięci jedynie świadomość, że czytałam coś dziwnego, a szczegóły już dawno odeszły w niepamięć 😉

Przeczytane: 27.04.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Literatura piękna

Maria Turtschaninoff – Mokradła

Tytuł: Mokradła
Autorka: Maria Turtschaninoff
Tytuł oryginału: Arvejord
Tłumaczenie: Agata Teperek
Literatura: fińska
Wydawnictwo: Poznańskie

Mokradła to jedna z tych książek, po które nigdy bym sama z siebie nie sięgnęła, gdyby nie wybór mojego Klubu Książkowego. Powieść bez większej fabuły, ot, codzienne życie wielopokoleniowej rodziny gdzieś na bagnach północnej Finlandii z całkiem sporą liczbą nawiązań do przyrody – po opisie brzmiało to dla mnie co najmniej nudno. Książka Turtschaninoff zaskoczyła mnie jednak dość pozytywnie i choć nie spodziewam się, by treść lektury została ze mną na dłużej, to czytało mi się ją całkiem dobrze.
Mokradła wciągnęły mnie już pierwszymi rozdziałami, opowiadającymi o tym, jak w XVII wieku powstało gospodarstwo Nevabacka. I choć te początkowe rozdziały były stylizowane na dawny język (co skutkowało dziwnymi i nieco irytującymi konstrukcjami, głównie wrzucaniem czasownika na koniec zdania), to zaskakująco szybko mój mózg zaczął to ignorować, wciągając się w samą historię. A były tu ciekawe nawiązania do historii i wojen z Rosją, były zachwycające elementy magiczne i baśniowe – po prostu zauroczyłam się tymi pierwszymi rozdziałami. Ale im dalej w las (czy też w bagno 😉 ), tym książka się zmieniała. Ewoluował język i to było bardzo na plus, bo skończyły się te dziwne konstrukcje. Ewoluowała też treść i to już nie zawsze mi pasowało. Historie robiły się coraz dłuższe – ostatnie mnie wręcz wynudziły – i zanikała w nich baśniowość, pojawiała się za to coraz bardziej współczesna codzienność. Wiem, że był to pewnie zamierzony zabieg, ale w efekcie dla mnie Mokradła były książką mocno nierówną. Momentami bardzo fajną (niektóre historie naprawdę się autorce udały, a część bohaterów szczerze polubiłam), momentami nudną i przegadaną. Przez to, że akcja dzieje się na przestrzeni wieków i poznajemy wiele pokoleń z Nevabacki, spora część tych postaci uciekła mi z pamięci, jeszcze zanim skończyłam lekturę. A po zamknięciu książki pomyślałam sobie, że tak naprawdę nie wiem, co o niej myślę 🙂 . Ale czytało się całkiem dobrze i lekko, takich książek też potrzeba.

Przeczytane: 10.03.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Literatura piękna

Miika Nousiainen – Korzenie

Tytuł: Korzenie
Autor: Miika Nousiainen
Tytuł oryginału: Juurihoito
Tłumaczenie: Sebastian Musielak
Literatura: fińska
Wydawnictwo: Książkowe Klimaty

Jak dobrze mi się tę książkę czytało! Zaciekawiło mnie już samo to, że Korzenie to powieść genealogiczno‑stomatologiczna, a ja lubię takie dziwne mieszanki 😉 . Okazało się, że Nousiainen stworzył opowieść niesamowicie wciągającą, pełną humoru oraz trudnych tematów, ale przedstawionych tak, że mimo wszystko musiałam się często uśmiechać. Historię poznajemy na przemian z perspektywy dwóch braci, którzy nagle dowiadują się o swoim istnieniu: Pekka to copywriter w fińskiej firmie reklamowej, a Esko prowadzi prywatny gabinet dentystyczny. Poznają się podczas leczenia zębów Pekki i odkrywają, że choć mają wspólnego ojca, to żaden z nich o nim właściwie nic nie wie. Postanawiają więc dowiedzieć się więcej o swoich korzeniach, a w poszukiwaniu ojca przyjdzie im się trochę najeździć. Poznają wielu członków rodziny i zmierzą się z wieloma problemami społecznymi – często przedstawionymi w sposób mocno uogólniony, ale mi to akurat pasowało do treści lektury. Gdyby Nousiainen próbował tutaj w bardziej szczegółowy sposób zgłębiać wspomniane tematy, nieuchronnie zabiłoby to rytm i humor lektury.
Zatem wszystko zależy od tego, czego się po Korzeniach spodziewacie – jeśli dogłębnej analizy psychologicznej bohaterów, poważnego podejścia do różnych problemów społecznych, to możecie czuć się rozczarowani i uznać, że książce sporo brakuje. Jeśli jednak podejdziecie to lektury z humorem, rozumiejąc, że problemy są i autorowi nie chodzi o ich umniejszanie, po prostu stanowią jedynie tło wydarzeń, to będzie Wam się dużo lepiej czytało 😉 . Dla mnie numerem jeden była tu Sari – pół Finka pół Szwedka mieszkająca w Södertälje (powiedzmy, że nie jest to najbardziej szwedzka część Szwecji) z partnerem – Asyryjczykiem i należąca do mocno antyimigranckiej partii Szwedzcy Demokraci. Kontrastów i sprzeczności tu dużo, wiele z nich mocno charakterystycznych dla Skandynawii, co niewątpliwie sprawiło, że jeszcze mocniej wciągnęłam się w lekturę.
Nie można też zapomnieć o świetnym stylu autora, bardzo fajnie przełożonym na polski przez Musielaka (jego tłumaczenia z fińskiego zachwycają mnie nie od dziś) – szczególnie te dialogi toczone w fingliszu zwróciły moją uwagę. Dawno już nie czytało mi się tak lekko książki, w której bohaterów spotkało tak wiele złego, a jednak mnie to nie przytłaczało. Porównanie szukania własnych korzeni do zabiegów na zębach to dodatkowa ciekawostka – zresztą cały ten stomatologiczny świat Eska był dla mnie jedną z mocniejszych stron książki. Całość szczerze polecam! 🙂

Przeczytane: 08.09.2024
Ocena: 8/10

Opublikowany w Literatura piękna

Selja Ahava – Zanim mój mąż zniknie

Tytuł: Zanim mój mąż zniknie
Autorka: Selja Ahava
Tytuł oryginału: Ennen kuin mieheni katoaa
Tłumaczenie: Justyna Polanowska, Aleksandra Wróblewska
Literatura: fińska
Wydawnictwo: Relacja

Zaciekawiła mnie ta powieść, gdy w okolicy jej premiery natrafiłam na sporo pozytywnych recenzji. Zaciekawiła mnie na tyle, że podczas ostatniego pobytu w Polsce zakupiłam wersję papierową i dość szybko usiadłam do lektury 🙂 . Zanim mój mąż zniknie to opowieść dwuwątkowa, a oba wątki się płynnie przeplatają. W pierwszym narratorka po dziesięciu latach małżeństwa słyszy od męża, że tak właściwie to on zawsze czuł się kobietą i zamierza poddać się korekcji płci. W drugiej historii towarzyszymy Krzysztofowi Kolumbowi w podróży do Indii, która kończy się u wybrzeży Hispanioli, choć sam żeglarz jest przekonany, że dotarł do upragnionego celu.
Wydawać by się mogło, że są to dwie kompletnie niezwiązane ze sobą opowieści, ale Ahava w bardzo ciekawy sposób utworzyła między nimi analogie. Jak to mój mąż, którego znam od lat, taki pełen męskich cech, jest kobietą? Przecież zawsze widziałam w nim mężczyznę – czyżbym nie dostrzegała sygnałów, drugiego dna w jego opowieściach z dzieciństwa? Przecież byłam pewna, że to mężczyzna. Jak to ten ląd, do którego dopłynąłem, nie jest Indiami? Przecież wszystkim powtarzałem, że odkryłem nowy szlak do Indii – czyżbym nie dostrzegał sygnałów, niezgodności w mapach, kompletnie innego krajobrazu od oczekiwanego? Przecież byłem pewny, że to Indie.
Zanim mój mąż zniknie to zbiór konkretnych wydarzeń, rozmów, listów, emocji. Krótkich i dobitnych, ukazujących świat tylko z konkretnego punktu widzenia. Niby do narratorki dociera, że jej zachowanie rani męża, skupia się jednak na własnych emocjach, próbuje się odnaleźć w nowej sytuacji. Były momenty, gdy książka wydawała mi się trochę płytka, jednak szybko znów wciągałam się w lekturę i muszę przyznać, że czułam się nią poruszona. Aż szkoda, że książka jest taka krótka, z przyjemnością przeczytałabym rozwinięcie niektórych wątków – choć z drugiej strony podobało mi się, że nic tu nie zostało niepotrzebnie rozwleczone, a Ahava cały czas gra na emocjach czytelników.

Przeczytane: 21.05.2024
Ocena: 8/10

Opublikowany w Fantastyka, Literatura piękna

Juhani Karila – Polowanie na małego szczupaka

Tytuł: Polowanie na małego szczupaka
Autor: Juhani Karila
Tytuł oryginału: Pienen hauen pyydystys
Tłumaczenie: Sebastian Musielak
Literatura: fińska
Wydawnictwo: Marpress

Sięgnęłam po książkę oznaczoną jako literatura piękna, choć dla mnie Polowanie na małego szczupaka zdecydowanie powinno zaliczać się do fantastyki. Fantastyki specyficznej, opartej na wierzeniach ludowych, wciąż jednak fantastyki 😉 . Książka Karili nie podeszła mi od razu, przez pierwsze rozdziały – wydarzenia pierwszego dnia – było mi dość ciężko przebrnąć. Akcja dopiero się zawiązywała, autor serwował czytelnikom mnóstwo szczegółowych drobiazgów niewiele dla mnie wnoszących, trudno było mi się przyzwyczaić do języka używanego przez bohaterów. Języka, który z każdym kolejnym rozdziałem zaczęłam coraz bardziej doceniać – i ogrom pracy włożonej przez tłumacza na oddanie po polsku gwary, którą w książce posługują się mieszkańcy Laponii.
No właśnie, akcja toczy się w fińskiej Laponii, w której różne lokalne mity i przesądy płynnie splatają się z rzeczywistością. Potwory i wszelakie magiczne stwory istnieją naprawdę, klątwy działają i potrafią zabijać, a tytułowy szczupak potrafi się przemieszczać między wymiarami… Zaś główna bohaterka, Elina, musi tego szczupaka złowić, zanim upłynie wyznaczony dzień – inaczej umrze. W poprzednich latach udawało jej się to bez większych problemów, jednak w tym roku sprawy się skomplikowały – ryby strzeże wodnik, a w ślad za Eliną do Laponii przybyła policjantka… żeby aresztować dziewczynę za morderstwo. Dzieje się dużo (tzn. jak się już przebrnie przez te pierwsze rozdziały, kiedy nie dzieje się prawie nic 😉 ), a nic nie jest takie, jakie się wydaje. Podobało mi się też przedstawienie postaci – konkretnych, skupionych na celu, ukrywających swoje uczucia; pasował mi taki wizerunek do mieszkańców północnej Finlandii.
Całościowo Polowanie na małego szczupaka podobało mi się bardziej, niż spodziewałam się po lekturze kilku pierwszych rozdziałów. Były momenty trafionego humoru, były lepsze i gorsze momenty, jeśli chodzi o akcję, był bardzo fajny język – i równie dobre tłumaczenie. I naprawdę ciekawie wplecione wątki ludowej fantastyki – polecam, czyta się bardzo szybko 🙂 .

Przeczytane: 18.03.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Literatura piękna

Tommi Kinnunen – Inni niż my

Tytuł: Inni niż my
Autor: Tommi Kinnunen
Tytuł oryginału: Lopotti
Tłumaczenie: Sebastian Musielak
Literatura: fińska
Wydawnictwo: W.A.B.

Druga część serii Kinnunena podeszła mi zdecydowanie mniej niż pierwsza. Choć styl pozostał niezmieniony, nie podszedł mi już tak bardzo dobór bohaterów, irytowała też chronologia. W Czterech drogach dostaliśmy historie trzech kobiet i jednego mężczyzny, splatające się w jedną fascynującą sagę rodzinną. Teraz Kinnunen wybrał dwie inne postacie z tej samej rodziny – niewidomą Helenę i homoseksualnego Tuomasa, chcąc przedstawić ich odstawanie od reszty rodziny. Ale przecież już poprzednia książka świetnie pokazała, ile nietypowych rzeczy działo się wśród tych bohaterów – życie Heleny i Tuomasa wplata się w tło, ale nie wybija się zbyt mocno. Do tego co rozdział autor przeskakiwał pomiędzy bohaterami oraz różnymi momentami ich życia i taka narracja nieco mnie męczyła. „Cztery drog wręcz pochłaniałam, w Innych niż my potrzebowałam przerw w lekturze. To wciąż ciekawa i dobrze napisana książka, ale pozostawia jednak poczucie rozczarowania – tom pierwszy postawił poprzeczkę wysoko. Czytać Innych niż my bez poprzedniej lektury Czterech dróg nie polecam, za dużo szczegółów i ciekawostek może czytelnikowi umknąć. A z drugiej strony trzeba się liczyć z tym, że nie uniknie się tego uczucia słabszej kontynuacji… 😉

Przeczytane: 11.10.2022
Ocena: 6/10

Opublikowany w Literatura piękna

Kjell Westö – Niebo w kolorze siarki

Tytuł: Niebo w kolorze siarki
Autor: Kjell Westö
Tytuł oryginału: Den svavelgula himlen
Tłumaczenie: Katarzyna Tubylewicz
Literatura: fińska
Wydawnictwo: Wyd. Poznańskie

Niebo w kolorze siarki Westö to powieść o życiu – to zdanie można znaleźć w większości recenzji tej książki. I trudno się z tym nie zgodzić – w efekcie lektura, jak to życie, bywa nierówna. Raz wydarzenia następują po sobie w zawrotnym tempie (nawet jeśli nie są one zbyt istotne), innym razem czytelnikowi wydaje się, że akcja stoi w miejscu i czytanie zaczyna się dłużyć… A przecież cała historia to ciąg wspomnień narratora, który przywołuje poprzednich kilkadziesiąt lat życia, a wiadomo, jak to jest ze wspomnieniami – niektóre momenty uciekają z pamięci, inne są przez tę pamięć przeinaczane, czasem patrząc wstecz, człowiek ma wrażenie, że przez dłuższy czas w jego życiu nie działo się nic godnego uwagi. I tak jest z narratorem – chyba dopiero w połowie lektury zdałam sobie sprawę, że właściwie nigdy nie padło w książce jego imię – i jego pamięcią, którą weryfikują rozmowy z otoczeniem (spodziewałam się, że ten wątek będzie bardziej pociągnięty). Całość okazała się jednak wciągająca i choć niektóre rozdziały czytało mi się wolniej od innych, to Niebo w kolorze siarki przypadło mi do gustu.
Akcja dzieje się w Helsinkach oraz w fińskich lasach, gdzie bohaterowie posiadają / wynajmują domki letniskowe. Poznajemy tu funkcjonowanie szwedzkojęzycznej mniejszości w Finlandii na przestrzeni lat, obserwujemy różnice między klasą średnią i wyższą, miłości i seks bez zobowiązań, zawrotne kariery i próby utrzymania się na powierzchni finansowej. Czytelnik zapewne odnajdzie się w niektórych zachowaniach bohaterów, inne mogą go irytować lub zaskakiwać. W Niebie w kolorze siarki nie ma szalonych zwrotów akcji – a nie zaprzeczę, że na początku się ich spodziewałam. Wątek strzelca, rozpoczynający książkę, choroba psychiczna jednego z bohaterów – myślałam, że to wszystko będzie miało większy wpływ na dalszy rozwój wydarzeń. A tymczasem książka opisuje życie, a w życiu często się okazuje, że coś, co w pewnym momencie ma dla nas ogromne znaczenie, w przyszłości po prostu odchodzi w niepamięć. Może się to podobać w lekturze, może drażnić i nudzić – mi się akurat podobało 🙂 . No i bardzo podszedł mi styl autora (a także tłumaczenie), Niebo w kolorze siarki czytało się lekko, płynnie. To po prostu ładna powieść 🙂 .

Przeczytane: 15.09.2022
Ocena: 7/10

Opublikowany w Literatura piękna

Tommi Kinnunen – Cztery Drogi

Tytuł: Cztery Drogi
Autor: Tommi Kinnunen
Tytuł oryginału: Neljäntienristeys
Tłumaczenie: Sebastian Musielak
Literatura: fińska
Wydawnictwo: W.A.B.

Zaskakująco piękna i wciągająca książka! Z opisu Czterech Dróg spodziewałam się fińskiej sagi rodzinnej z romansami na boku, tymczasem Kinnunen zaserwował czytelnikom coś znacznie głębszego. Cztery Drogi to napisana pięknym stylem książka, której akcja rozciągnięta jest na przestrzeni XX wieku i rozgrywa się gdzieś w tajdze na północy Finlandii. Wydarzenia poznajemy najpierw z punktu widzenia położnej Marii, potem jej córki Lahji, prowadzącej zakład fotograficzny, a następnie Kaariny – synowej Lahji. Część wydarzeń się przeplata tam, gdzie życie bohaterek biegło wspólnie, jednak opowieści się nie powtarzają, tylko uzupełniają – z każdej kolejnej historii dowiadujemy się coraz więcej. A na sam koniec poznajemy historię Onniego – męża Lahji i teścia Kaariny, którego młoda kobieta nie miała jednak okazji poznać i którego postać niezmiernie ją intryguje. Bo to Onni w jakiś sposób zarazem spajał, jak i rozbijał całą rodzinę – bez znajomości przeszłości mężczyzny, nie dało się zrozumieć zachowania Lahji. Kinnunen tak opowiada o swoich bohaterach, że stają oni czytelnikowi przed oczami jak żywi – ich problemy i radości, jednych natychmiast darzymy sympatią, do innych nasze uczucia zmieniają się wraz z przeczytanymi rozdziałami. Cztery Drogi wciągają, zachwycają, zaskakują – nawet wtedy, gdy następujące po sobie wydarzenia są dość przewidywalne. Nie spodziewałam się, że ta książka spodoba mi się aż tak bardzo – na pewno wpływ na to miało też bardzo dobre tłumaczenie Musielaka.

Przeczytane: 26.08.2022
Ocena: 8/10

Opublikowany w Powieść historyczna

Sofi Oksanen – Gdy zniknęły gołębie

Tytuł: Gdy zniknęły gołębie
Autorka: Sofi Oksanen
Tytuł oryginału: Kun kyyhkyset katosivat
Tłumaczenie: Sebastian Musielak
Literatura: fińska
Wydawnictwo: Czarne

Nie chwyciło mnie od razu. Musiałam się odnaleźć w stylu pisania Oksanen, w nazwiskach bohaterów i powiązaniach między nimi, w nieco wymieszanej chronologii, skaczącej z lat czterdziestych w sześćdziesiąte i z powrotem. Ale kiedy w końcu ułożyłam sobie w głowie pierwsze rozdziały Gdy zniknęły gołębie, książkę czytało mi się świetnie. Sofi Oksanen – fińska pisarka, której matka pochodzi z Estonii – postanowiła zanurzyć się w historii kraju matki. Autorka pokazuje nam Estonię rozdzieraną przez wrogie siły – radzieckie i faszystowskie, kraj, w którym kolaboranci mieszkają obok partyzantów, a nic nie jest tak proste, jak się wydaje.
Estonia zafascynowała mnie w ubiegłym roku, więc z przyjemnością sięgnęłam po powieść, która pozwoliła mi spojrzeć na tej kraj z innej strony. Mamy tu trójkę głównych bohaterów, których poznajemy podczas II wojny światowej, gdy Niemcy zajmują Estonię. Dwóch kuzynów walczących w partyzantce: Rolanda, który marzy o niepodległej ojczyźnie, oraz Edgara, który przyjmuje imię Eggerta, by rozpocząć współpracę z Niemcami. Trzecią postacią, wokół której kręci się historia, jest żona Edgara – Juudit. Kobieta, która natychmiast mnie zaintrygowała, a choć jej postać jest tragiczna (w sumie wszyscy bohaterowie Oksanen tacy są…), to sposób jej przedstawienia przez autorkę bardzo przypadł mi do gustu. Wciąga też tło historyczne – najpierw nazistowska okupacja Estonii, potem radzieckie poszukiwanie zdrajców, czyli w sumie wszystkich, którzy przeżyli niemieckie obozy…
Pod koniec Oksanen wprowadza trochę nowych wątków, służących wyjaśnieniu paru pokomplikowanych spraw. Niektórych rzeczy czytelnik musi się sam domyślić, inne do końca pozostaną niedopowiedziane. Dla mnie to mały zgrzyt, bo jednak zakończenie nie do końca zaspokoiło moją ciekawość, nie wszystko mi się tu spodobało. Nie można chyba mieć wszystkiego, skoro całą książkę prawie do końca czytało mi się świetnie 😉 .

Przeczytane: 4.01.2022
Ocena: 8/10