Opublikowany w Fantastyka

Andrus Kivirähk – Listopadowe porzeczki

Tytuł: Listopadowe porzeczki
Autor: Andrus Kivirähk
Tytuł oryginału: Rehepapp ehk november
Tłumaczenie: Anna Michalczuk-Podlecki
Literatura: estońska
Wydawnictwo: Literackie

Listopadowe porzeczki to moje drugie spotkanie z twórczością Kivirähka i choć fanką Estończyka raczej nie zostanę, to nie zaprzeczę, że czytało mi się tę książkę całkiem dobrze. Autor prowadzi czytelników dzień po dniu przez listopad na dawnej estońskiej wsi, gdzie wszystkie ludowe wierzenia okazują się rzeczywistością. A do tego mieszkańcy kradną naokoło, głównie jednak z niemieckiego dworu i zazwyczaj za pośrednictwem kratów powołanych do życia dzięki umowie z samym diabłem. Ale gdy Piekielny nie przygląda się za dobrze, można zamiast własną krwią podpisać cyrograf wyciśniętym sokiem z porzeczek… Kivirähkowi humoru nie brakuje, choć czasem jest to humor dość mocno specyficzny, który na pewno nie każdemu podejdzie. Mi w większości odpowiadał i gdy już wciągnęłam się w opowieść (bo nie zaprzeczę, że trochę to trwało, na początku nie spodziewałam się, że Listopadowe porzeczki mogą mi się spodobać), to wiele razy zdarzyło mi się nad tą książką uśmiechnąć. Tylko lepiej nie przywiązywać się do bohaterów, bo autor zaserwował im różne, nie zawsze pozytywne losy 😉 .
Powieść składa się z licznych krótkich rozdziałów, każdy opowiada o kolejnym dniu i przygodach różnych mieszkańców wioski. Nie zabraknie tu więc niespełnionej miłości, nienawiści do niemieckiej szlachty, lęku przed zarazą, szukania pomocy u miejscowej wiedźmy… Tematyka bardzo różnorodna i naprawdę fajnie połączona w całość. Nie każdy rozdział podobał mi się równie mocno, początek mi się trochę dłużył (za to zakończenie całkiem przypadło mi do gustu) i nie zawsze podchodził mi humor autora, więc pełnego zachwytu tu nie ma, ale Listopadowe porzeczki to wciąż dobra i ciekawa lektura, po którą warto było sięgnąć.

Przeczytane: 22.02.2026
Ocena: 6/10

Opublikowany w Fantastyka

Andrus Kivirähk – Człowiek, który znał mowę węży

Tytuł: Człowiek, który znał mowę węży
Autor: Andrus Kivirähk
Tytuł oryginału: Mees, kes teadis ussisõnu
Tłumaczenie: Anna Michalczuk-Podlecki
Literatura: estońska
Wydawnictwo: Marpress

Człowiek, który znał mowę węży to współczesna estońska fantastyka, ciesząca się podobno sporą popularnością w kraju pochodzenia. W Polsce książka Kivirähka się raczej nie przyjęła, ale opis fabuły zaciekawił mnie na tyle, że wyszukałam e-booka wśród empikowych półek. Już po pierwszych stronach zdałam sobie sprawę, że jest to fantastyka młodzieżowa, co było trochę zgrzytem, bo spodziewałam się czegoś trochę bardziej ambitnego. Przeszłam jednak nad tym do porządku dziennego, traktując Człowieka, który znał mowę węży jako lekki przerywnik wśród czytanych reportaży.
Akcja powieści toczy się na ziemiach estońskich za czasów chrystianizacji pogańskich plemion przez wojska krzyżackie. Tytułowy bohater to młody chłopak, Leemet, który wychowuje się w lesie i – no właśnie – zna mowę węży. Bo w dawnych czasach mieszkańcy puszczy uczyli się języka węży, dzięki któremu mogli panować nad zwierzętami. Jednak w nowym, chrześcijańskim świecie wąż to symbol szatana, zaś każdy normalny człowiek powinien chcieć zamienić dziki las na wiejską chatę, a dziczyznę na chleb. Leemet jednak nie chce takiego życia i tylko obserwuje, jak wszyscy odchodzą do wioski, a las pustoszeje. Ta część fabuły bardzo mi przypadła do gustu i przyznaję, że Kivirähk miał naprawdę niezły pomysł na książkę. Spodobało mi się też jego sarkastyczne podejście do wieśniaków przyjmujących nowy styl życia. Jest tu trochę humoru, który nie każdemu może przypaść do gustu (np. wieśniacy zachwycający się kupą rycerskich koni czy żałujący, że Estonia jest zbyt zacofana i nikt ich nie chce wykastrować, by piękniej śpiewali), ale mnie akurat ten przerysowany obraz często bawił. Niestety, było w lekturze też trochę rzeczy, które mocno mi nie podeszły.
Przede wszystkim język. Fajnie by było, gdyby autor próbował dopasować język bohaterów do czasów, w których dzieje się akcja, ale ok – postanowił na współczesne wyrażenia. O ile na początku młody bohater posługuje się prostym językiem jest jeszcze zrozumiałe, nie trafia do mnie fakt, że język nie zmienia się z wiekiem. I dorosły mężczyzna mówiący jak nastolatek – to po prostu nie pasuje. Ponadto przeszkadzało mi, że bohaterowie nie rozwijają się wraz z rozwojem fabuły – brak głębszej refleksji nad sobą, nad swoimi czynami, nad relacjami z bliskimi. Wokół Lemeeta bliscy umierają z taką częstotliwością, jakby za akcję odpowiadał George RR Martin, ale bohater traktuje to tak naturalnie, że aż ciężko w to uwierzyć. Chyba tylko jedną śmierć odchorował bardziej, ale i po tym szybko wrócił do normy.
Zatem mamy książkę osadzoną w fajnych czasach, z ciekawym motywem przewodnim i dobrym pomysłem na połączenie świata historycznego z fantastycznym. Mamy też dość słaby język, za szybko gnającą do przodu akcję oraz źle wykreowanych bohaterów. Człowieka, który znał mowę węży czytało się lekko, ale nie jest to lektura, która na długo zostanie w pamięci, albo do której będzie się chciało kiedyś wrócić.

Przeczytane: 23.10.2021
Ocena: 6/10