Opublikowany w Fantastyka

Mo Xiang Tong Xiu – Błogosławieństwo niebios

Tytuł: Błogosławieństwo niebios
Autorka: Mo Xiang Tong Xiu
Tytuł oryginału: 天官赐福
Tłumaczenie: Aleksandra Woźniak-Marchewka
Literatura: chińska
Wydawnictwo: Czarna Owca

Swego czasu zachwyciłam się serią Wspomnienie o przeszłości Ziemi, więc pomyślałam sobie, że chętnie sięgnę jeszcze po coś z chińskiej fantastyki. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że Błogosławieństwo niebios to literatura młodzieżowa, ale przecież zdarzają się naprawdę świetne młodzieżówki fantasy… tyle, że to akurat nie jest jedna z nich 😉 . Całościowo była to dość przeciętna lektura, z bardzo słabym i męczącym początkiem i rozkręcającą się w coraz ciekawszy sposób drugą połową.
Głównym bohaterem jest Xie Lian, który po raz trzeci trafia do Niebios i musi zbierać zasługi, czyli – m.in. – spełniać modlitwy. Co jest nieco utrudnione, gdy nieszczególnie dysponuje mocą… Po zstąpieniu na ziemię spotyka Sanlanga, który staje się jego towarzyszem w kolejnych przygodach. Wydarzenia w Błogosławieństwie niebios miały dla mnie nieco baśniowy charakter – z rozbudowanym tłumaczeniem historii i specyficznym językiem; ciężko mi to dokładnie ująć w słowa, ale stylistycznie książka ta pasowała mi do baśni znanych z dzieciństwa. I przez to nieszczególnie trafiała do dorosłej mnie 😉 . Do tego irytowała mnie przewidywalność wydarzeń, sposób, w jaki Xiu zmierzała ku – nawet czasem ciekawym – zwrotom akcji, które niemal nigdy nie były zaskakujące.
Nie uznaję jednak tej książki za całkowicie złą, bo w sumie jak już przebrnęłam przez dość słaby początek, to potem czytało mi się całkiem lekko. Bez szału i zachwytu, ale można było potraktować Błogosławieństwo niebios jako taki całkiem przyjemny odmóżdżacz, czasem wywołujący lekki uśmiech na twarzy. Jednak po kontynuację sięgać nie zamierzam, za dużo lepszych książek czeka w kolejce 😉

Przeczytane: 2.09.2025
Ocena: 5/10

Opublikowany w Reportaż

Murong Xuecun – Śmiertelnie ciche miasto

Tytuł: Śmiertelnie ciche miasto. Historie z Wuhan
Autor: Murong Xuecun
Tytuł oryginału: Deadly Quiet City. True Stories from Wuhan
Tłumaczenie: Hanna Pustuła-Lewicka
Literatura: chińska
Wydawnictwo: Czarne

Śmiertelnie ciche miasto wpadło mi w oko, gdy tylko dowiedziałam się o premierze tej książki. Potem jednak natrafiłam na sporo rozczarowanych recenzji i zawahałam się, czy w ogóle chcę ten reportaż przeczytać. Zdecydowałam się jednak, nie oczekując po książce Xuecuna zbyt wiele i było to najlepsze podejście. Bo faktycznie, Historie z Wuhan nie są jakimś wybitnym reportażem, ale gdy nastawiłam się negatywnie, okazały się lepsze, niż myślałam 😉 .
Już na start wymęczył mnie nieco wstęp, w którym autor non stop podkreślał, jak bardzo niebezpieczne dla niego było pisanie reportaży z Wuhan na początku pandemii. O tym, że chińskie władze w walce z koroną ludźmi przejmowały się mniej niż zachowaniem reżimu, przekonamy się w każdym kolejnym rozdziale. Wstęp więc wydał mi się przegadany i zanadto skupiający się na samym autorze, no ale było to do przeżycia. Za to szybko wciągnęłam się w treść rozdziałów, choć nie wszystkie mnie zaciekawiły. Xuecun starał się przedstawić historie różnych ludzi: pracowników ochrony zdrowia, aktywistki na bieżąco relacjonującej w mediach sytuację w Wuhan, zwykłych mieszkańców, którzy stracili swoich bliskich lub próbowali wiązać koniec z końcem w lockdownie… Wiemy już, jaki bałagan panował na początku pandemii w Europie, a lektura Śmiertelnie cichego miasta pokazuje czytelnikom, że w Chinach był to kompletnie inny poziom. Państwu zależało tylko na tym, by pokazać światu i obywatelom, że sobie radzi z problemem – nawet kosztem zdrowia i życia tych obywateli. Ukazanie chińskiego reżimu w walce z pandemią to najmocniejszy punkt książki. Ale…
Cóż, szybko miałam poczucie, że główne wątki się powtarzają. Wiadomo, każda historia jest inna, ale wszystkie wydały mi się przedstawione w zbliżony sposób. Tylko w niektórych rozdziałach mocniej przewijał mi się wątek obywatela mierzącego się z pandemią i lockdownem (historia rodziców tracących młodą córkę poruszyła mnie tu zdecydowanie najbardziej), czasem trafiałam jednak na dłużące się wątki z życia bohaterów przed koroną. A czasem po prostu więcej było o państwie niż o ludziach samych w sobie. Całość napisana dość prostym językiem, łatwa w odbiorze, ale nic rewelacyjnego. Wybrane rozdziały w formie krótkich reportaży trafiłyby tu do mnie bardziej niż cała książka.

Przeczytane: 21.06.2024
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Liao Yiwu – Bóg jest czerwony

Tytuł: Bóg jest czerwony. Opowieść o tym, jak chrześcijaństwo przetrwało i rozkwitło w komunistycznych Chinach
Autor: Liao Yiwu
Tytuł oryginału: God is red
Tłumaczenie: Barbara Gadomska (z języka angielskiego)
Literatura: chińska
Wydawnictwo: Czarne

To już moje trzecie spotkanie z reportażami Yiwu i tak sobie myślę, że Prowadzącym umarłych postawił poprzeczkę tak wysoko, że już żadna inna jego książka mnie tak nie zachwyci 😉 . Co nie znaczy, że nie podoba mi się patrzenie na Chiny oczami tego dziennikarza, którego książki we własnym państwie były zakazane, a on sam spędził nawet trochę czasu w więzieniu.
Bóg jest czerwony to zbiór wywiadów i opowieści o chrześcijaństwie w Chinach, zebranych na przestrzeni lat – kiedy Yiwu jeszcze mieszkał w kraju (w 2011 roku uciekł do Niemiec). Myślę, że podtytuł nie do końca oddaje treść książki, bo choć autor faktycznie opowiada o przetrwaniu religii w czasach komunistycznych, to o jej rozkwicie raczej wiele tu nie przeczytamy. Większość jego rozmówców to chrześcijanie, którym faktycznie udało się przetrwać czystki religijne, zwłaszcza podczas rewolucji kulturalnej Mao. Jednak z ich wspomnień wyławia się obraz dawnych, lepszych dla religii czasów – sama podczas lektury miałam wrażenie, że chrześcijaństwo w Chinach najlepsze lata już miało za sobą. Nie da się jednak zaprzeczyć, że tragiczne wspomnienia bohaterów reportażu, wydarzenia, które dotknęły ich i ich bliskich, poruszają, czyta się je bardzo dobrze. Zresztą Yiwu dobrze pisze i te tłumaczenia pomiędzy chińskim – angielskim – polskim nie zepsuły dobrego stylu 🙂 . Inna bajka, że pewnie w Chinach znalazłoby się wiele osób, których historie z tamtych czasów byłyby równie poruszające – niezależnie od wyznawanej przez nie religii – bo cóż, takie to były czasy…
Ja jakoś ostatnio całkiem sporo czytałam o Chinach i Bóg jest czerwony wpasowało mi się w ten trend lektur. Chyba jednak przyda mi się trochę odpoczynku od czytania o tym kraju, a reportaż Yiwu – wciąż bardzo dobry w odbiorze – świetnie się nadawał na takie zakończenie 😉

Przeczytane: 7.03.2024
Ocena: 6/10

Opublikowany w Fantastyka

Yan Ge – Kroniki dziwnych bestii

Tytuł: Kroniki dziwnych bestii
Autorka: Yan Ge
Tytuł oryginału: 异兽志
Tłumaczenie: Joanna Karmasz
Literatura: chińska
Wydawnictwo: Tajfuny

Podeszłam do tej lektury dość sceptycznie, bo generalnie nie lubię książek w mrocznych klimatach, nie lubię strasznej lub obrzydliwej (a dla mnie obrzydliwe są potwory, brutalność, itp.) tematyki. Kroniki dziwnych bestii zostały jednak wybrane na Klub Książkowy i postanowiłam zaryzykować… 😉 I już pierwsza opowieść okazała się tym, czego czytać raczej nie chciałam, ale na szczęście potem zrobiło się dużo spokojniej, czytało mi się coraz lepiej. Książka Ge składa się z dziewięciu opowieści, każda zaczyna i kończy się notatkami rodem z bestiariusza, opowiadającymi o zwyczajach i wyglądzie bestii. Bo w Yong’anie bestii jest całkiem sporo i – jak zawsze podkreśla autorka – poza paroma szczegółami wyglądają one tak jak ludzie. Jednak ci drudzy zazwyczaj nie wiedzą o swoich sąsiadach wszystkiego. Zatem najpierw mamy pobieżny opis bestii, potem historię, w której narratorka ma okazję spotkać ją osobiście, a następnie rozdział zamyka dodatkowy opis – oparty o to, czego bohaterka się właśnie dowiedziała. Narratorka studiowała zoologię, potem jednak nie chciała pracować z bestiami, ale zajęła się pisaniem historii miłosnych – te z udziałem potworów sprzedają się w końcu najlepiej. Z każdą kolejną historią bohaterka dowiaduje się coraz więcej nie tylko o bestiach zamieszkujących miasto, ale też o własnej rodzinie, znajomych oraz o sobie samej. Te wątki wciągnęły mnie najbardziej, nawet jeśli niektóre szczegóły okazywały się dość błahe i przewidywalne. Kroniki dziwnych bestii czytało mi się dużo lepiej, niż się tego spodziewałam (a nawet obawiałam), choć nie powiem, żeby lektura mnie szczególnie zachwyciła. Na pewno było to jednak coś odmiennego od tego, co czytam zazwyczaj i w sumie cieszę się, że zdecydowałam się na lekturę 🙂 .

Przeczytane: 25.10.2023
Ocena: 7/10

Opublikowany w Fantastyka, Science fiction

Cixin Liu – Koniec śmierci

Tytuł: Koniec śmierci
Autor: Cixin Liu
Tytuł oryginału: 死神永生
Tłumaczenie: Andrzej Jankowski
Literatura: chińska
Wydawnictwo: Rebis

Ostatni tom chińskiej trylogii zdecydowanie najbardziej przypadł mi do gustu. W przeciwieństwie do dwóch pierwszych tomów, tutaj akcja rozkręciła się niemal od początku i przez kilkaset stron ciągle coś się dzieje, katastrofa goni katastrofę… Chyba dla równowagi Liu dał na główną bohaterkę Cheng Xin, która wydaje się strasznie nijaka w porównaniu z czołowymi postaciami poprzednich dwóch tomów. Nieco humoru wnosi postać jej asystentki, AA, ale gdzie jej do Da Shi, który wywoływał uśmiech we wcześniejszych książkach. Jednak uważam to za dość ciekawe, że – mimo braku sympatii do głównych bohaterów – naprawdę wciągnęłam się w lekturę. Wpływ na to miała ogromna wyobraźnia autora i opis wydarzeń w formie rozbudowanej kroniki. Nie ma tu za dużo miejsca na nic nie wnoszące do lektury dialogi czy opisy, szczegółów jest tylko tyle, ile wymaga zrozumienie akcji. A sama akcja wciąga niesamowicie. No i – jak zwykle – trochę tu terminologii związanej z astrofizyką, ale nie utrudnia ona odbioru, wręcz przeciwnie, świetnie wkomponowuje się w treść książki.
Co mi się podoba u Liu, to jego katastroficzne podejście do świata – nie ma co tu liczyć na szczęśliwe rozwiązania trudnych sytuacji. Choć Ziemi udaje się raz i drugi wyjść z kłopotów, to związane jest to jednak z poświęceniami i cierpieniem wielu ludzi. Aż irytuje, że główną bohaterkę te tragedie tak nie dotykają, czytelnik odnosi wrażenie, że Cheng Xin żyje niejako w swoim własnym świecie. Ale, choć wydawało mi się, że książka zmierza ku przewidywalnemu zakończeniu, znów nastąpiły zwroty akcji i końcówka mnie zaskoczyła, choć niezbyt przypadła do gustu. Całościowego odbioru Końca śmierci jednak nie zmieniła – to świetne zakończenie trylogii 🙂 .

Przeczytane: 10.08.2023
Ocena: 8/10

Opublikowany w Fantastyka, Science fiction

Cixin Liu – Ciemny las

Tytuł: Ciemny las
Autor: Cixin Liu
Tytuł oryginału: 黑暗森林
Tłumaczenie: Andrzej Jankowski
Literatura: chińska
Wydawnictwo: Rebis

Kontynuacja Problemu trzech ciał okazała się dla mnie nieco mniej wciągająca od pierwszego tomu trylogii Wspomnienie o przeszłości Ziemi. Pierwsze części książki opowiadają o latach wkrótce po zakończeniu tomu I – Ziemia próbuje się przygotować do ataku z Trisolaris i przygotowuje program tzw. Wpatrujących się w ścianę. Skoro przeciwnik wie o wszystkim, co jest powiedziane / napisane i nie ma dostępu jedynie do ludzkich myśli, światu potrzebni są planujący obronę jedynie w swoich głowach. Pomysł dość ciekawy, ale sporo w jego wykonaniu Liu nie wyszło. Akcja rozwleczona, bohaterowie nijacy, a w efekcie lektura była po prostu męcząca. Akcja rozkręca się dopiero wtedy, gdy niektórzy bohaterowie budzą się po latach z hibernacji, by zobaczyć, że ziemska technologia dokonała w międzyczasie ogromnego skoku. Szkoda, że ta poprawa akcji następuje dopiero w 2/3 Ciemnego lasu… Faktycznie jednak końcowe rozdziały czytało mi się dużo lepiej i to one ratują dla mnie całościową ocenę lektury. Trylogię planuję skończyć, zwłaszcza że – podobno – trzeci tom jest lepszy od drugiego, a ten drugi był jednak całkiem znośny 😉 .

Przeczytane: 25.05.2023
Ocena: 6/10

Opublikowany w Literatura piękna

Wang Xiaobo – Złote czasy

Tytuł: Złote czasy
Autor: Wang Xiaobo
Tytuł oryginału: 黄金时代
Tłumaczenie: Katarzyna Sarek
Literatura: chińska
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy

Dopiero po parudziesięciu stronach Złotych czasów skojarzyło mi się, że znam ten styl pisania, a krótkie zerknięcie do internetu pozwoliło mi się upewnić, że nie jest to moja pierwsza lektura Xiaobo. Parę lat temu czytałam słynną Miłość w czasach rewolucji… i nie spodobała mi się. Na tyle, że zapomniałam w ogóle, że ją czytałam 😉 . Zatem kiedy początek Złotych czasów też nieszczególnie do mnie trafił, rozważałam przerwanie lektury. Jednak nie była to gruba książka i postanowiłam dać jej szansę – całościowo muszę uznać, że podobało mi się bardziej niż Miłość w czasach rewolucji, ale większego zachwytu tu nie ma. Książka dzieli się na trzy rozdziały opisujące trzy etapy życia narratora zwanego Wang Er. Złote czasy to wczesna młodość, gdy bohater pracuje na wsi i odkrywa miłość fizyczną, Trzydzieści lat to czas, gdy pracuje on na uniwersytecie, zaś w Wieku dojrzałości starszy już i rozwiedziony Wang Er wspomina różne wydarzenia z przeszłości. A gdzieś dalej mamy rewolucję Mao, zwykłych ludzi na tle wielkiej polityki, no i seks, całkiem sporo seksu. Opisywanego często z masą dziwnych porównań, no ale tu powiedziałabym, że co kto lubi – Xiaobo słynie z dość specyficznego sposobu opisywania relacji seksualnych. Do tego trochę ironii i humoru, które tym razem całkiem nieźle do mnie trafiły i uprzyjemniły lekturę. Książkę czytało mi się dość szybko i choć nie sądzę, że zostanie mi na długo w pamięci, to cieszę się, że dałam chińskiemu autorowi drugą szansę – wiele razy wywołał na mojej twarzy uśmiech podczas lektury 😉 .

Przeczytane: 16.02.2023
Ocena: 6/10

Opublikowany w Fantastyka, Science fiction

Cixin Liu – Problem trzech ciał

Tytuł: Problem trzech ciał
Autor: Cixin Liu
Tytuł oryginału: 三体 
Tłumaczenie: Andrzej Jankowski
Literatura: chińska
Wydawnictwo: Rebis

Pierwsza część słynnej chińskiej trylogii fantasty – Wspomnienia o przeszłości Ziemi – za mną. I jestem bardzo zadowolona z lektury, choć akcja rozkręcała się dość powoli, co jednak w niczym mi nie przeszkadzało. Wykreowany przez Liu świat trafił do mnie niemal od początku, bo w gruncie rzeczy jest to nasz świat, tylko z innej półkuli. O Chinach i rewolucji kulturalnej trochę już czytałam, ale umiejscowienie tutaj fantastyki było dla mnie czymś zupełnie nowym i wciągającym. Autor opisywał, jak niszczono naukę, jak mordowano i zsyłano na roboty naukowców, a jednocześnie po cichu prowadzono tajny projekt mający na celu odnalezienie innych cywilizacji. Jednak gdy w końcu udało się skontaktować z cywilizacją pozaziemską, okazało się, że nie wróży to dobrze przyszłości Ziemi. Gdybym miała powiedzieć, że coś do mnie nie trafiło, to były tu właśnie opisy Trisolaris, czyli właśnie tej innej cywilizacji – prowadzone tam rozmowy są płytkie, nienaturalne, pojawiają się odnośniki do kwestii, które są znane Ziemianom, ale skąd wzięłyby się na innej planecie (jak np. mierzenie wielkości w boiskach)? Był to jednak niewielki zgrzyt, który zupełnie nie zepsuł mi przyjemności lektury. Wciągnęła mnie za to fabuła, pomysł na grę komputerową o Trzech Ciałach, badania fizyczki Ye Wenije oraz włączenie do akcji Wang Miao, nawet gburowatość detektywa Da Shi… No, wszystko tu do mnie trafiło! 🙂 Nie przeszkadzały mi nawet bardziej złożone wątki nawiązujące do fizyki, bo wszystko było przedstawione prostym i przystępnym językiem oraz dodawało realności rozmowom naukowców. Problem trzech ciał okazał się dużo ciekawszą lekturą, niż się tego spodziewałam, i z przyjemnością sięgnę po kontynuację – zwłaszcza, że z chińską fantastyką nigdy wcześniej nie miałam do czynienia.

Przeczytane: 17.01.2023
Ocena: 7/10

Opublikowany w Biografie i wspomnienia

Liao Yiwu – Za jeden wiersz

Tytuł: Za jeden wiersz. Cztery lata w chińskim więzieniu
Autor: Liao Yiwu
Tytuł oryginału: For a Song and a Hundred Songs: A Poet’s Journey Through a Chinese Prison
Tłumaczenie: Tomasz Bieroń, Agnieszka Pokojska
Literatura: chińska
Wydawnictwo: Czarne

Po naprawdę świetnym reportażu Prowadzący umarłych miałam bardzo wysokie oczekiwania w stosunku do kolejnej książki Liao Yiwu. Co mi się podobało wcześniej to barwny język, świetny dobór bohaterów i ich historii, ukazanie Chin z tej strony, o której dotąd nie miałam okazji usłyszeć. Za jeden wiersz również przedstawiany jest jako reportaż czy literatura faktu, ale tutaj już muszę się nie zgodzić z taką klasyfikacją. To zbiór wspomnień autora z jego pobytu w aresztach i więzieniach, do tego spisywanych jakiś czas po wyjściu na wolność, więc wiadomo, że chociażby dialogi były przytaczane mniej więcej w ich brzmieniu – w końcu ktoś z nas byłby w stanie odtworzyć dokładnie nawet niezwykle istotną rozmowę, ale sprzed pięciu lat?
Książka w innych tłumaczeniach funkcjonuje pod tytułem Za jedną pieśń i sto pieśni, co też bardziej oddaje jej sens – Yiwu nie trafił do więzienia za pojedynczy utwór, choć faktycznie ten jeden o masakrze w Pekinie sprawił, że przylgnęła do niego łatka kontrrewolucjonisty, ale generalnie za swoją twórczość i działania. Najpierw przetrzymywano go w areszcie dłużej, niż pozwala na to prawo, potem przenoszono do różnych cel w różnych zakładach karnych. Myślę, że wszyscy sobie zdają sprawę, że w chińskich więzieniach o prawach człowieka nikomu się nie śniło i dzieją się tam okropne rzeczy – autor opowiada o niektórych, jakich sam doświadczył albo usłyszał od współwięźniów. Czytając, odnosiłam wrażenie, że Yiwu starał się przedstawić samego siebie jako tego silnego, który potrafi wiele wytrzymać, wspiera innych, stawia się, walczy o godność. Czy tak było w rzeczywistości? Nikt nie odgadnie, ale czasem aż trudno sobie wyobrazić, że artysta, który kompletnie nie potrafił się odnaleźć w więzieniu, nagle ma tyle odwagi, by się stawiać prawdziwym zbrodniarzom – wiedząc, co za to grozi. No ale we własnych wspomnieniach można przedstawić wszystko, jednak takie fragmenty sprawiały, że trochę sceptycznie podchodziłam do lektury.
Choć w Za jeden wiersz też były historie innych ludzi (współwięźniów), to jednak nie wciągały one tak jak w Prowadzącym umarłych. Tutaj te historie szybko zaczęły się robić powtarzalne – albo ktoś siedział za faktyczne zbrodnie (ukradł, zabił) albo za polityczną działalność (mówił więcej niż można albo pomógł/nie pomógł niewłaściwym osobom). Poza tym więzienna codzienność – zmiana cel, bójki między więźniami, znęcanie się strażników, praca, marne jedzenie. Niby wszystko wciąż opisane plastycznym językiem, wciąż nieznane i ciekawe, ale jakoś… Nie porywa tak jak poprzednia książka. Czasem zaczyna męczyć, nudzić i przytłaczać. Do tego autor opisuje też trochę swojego życia i okazuje się przez to człowiekiem, którego ciężko polubić – zostaje jedynie współczuć jego bliskim. Wciąż, nie jest to zła książka, ale jednak stanowczo poniżej oczekiwań.

Przeczytane: 7.03.2021
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Liao Yiwu – Prowadzący umarłych

Tytuł: Prowadzący umarłych. Opowieści prawdziwe. Chiny z perspektywy nizin społecznych
Autor: Liao Yiwu
Tytuł oryginału: The Corpse Walker: Real Life Stories, China from the Bottom Up
Tłumaczenie: Agnieszka Pokojska
Literatura: chińska
Wydawnictwo: Czarne

O literaturze chińskiej wiem tyle, co nic. O historii Chin – wstyd się przyznać – też niewiele więcej, tylko z lekcji historii przebijają się hasła i nazwiska. Konfucjusz, Mao, rewolucja kulturalna… Dlatego do książki Liao Yiwu podchodziłam dość sceptycznie – rzadko zdarza mi się sięgać po reportaże, dla których tło historyczne stanowi dla mnie… może nie niewiadomą, bo o czasach Mao Zedonga trochę wiedziałam, ale wciąż była to wiedza bardzo ogólna. A reportaż skupia się na takich szczegółach, że często siedziałam z książką w jednej ręce i telefonem z otwartą wyszukiwarką Google’a w drugiej.
Reportaż Prowadzący umarłych to zbiór wywiadów, które autor przeprowadził na przestrzeni lat z przeróżnymi osobami. Wbrew temu, co głosi tytuł, nie zawsze były to jednak osoby z nizin społecznych. Liao rozmawiał z byłymi właścicielami ziemskimi, co stracili wszystko w wyniku rewolucji w Chinach oraz ze zwolennikami komunizmu, którzy te zmiany – nieraz w sposób bardzo brutalny – wprowadzali w życie. Z ludźmi, którzy stracili przyjaciół w wyniku trzęsienia ziemi oraz dzieci podczas masakry na placu Tian’anmen. Rozmówcy autora opowiadają o wielkiej rewolucji kulturalnej, która pociągnęła za sobą zniszczenie wielu przedmiotów o historycznej wartości i śmierć wielu osób. O torturach i wielkim głodzie, który zmuszał wieśniaków do morderstw i kanibalizmu. O łamaniu polityki jednego dziecka i zmuszaniu do aborcji, o handlu kobietami i próbach nielegalnego przekraczania granicy.
To nie tak, że te wszystkie historie są jakimś wybitnym zaskoczeniem – nie od dziś wiadomo, że Chiny raczej nie specjalizują się w ochronie praw człowieka, a w czasach Mao było tylko gorzej. Jednak reportaż ma tę siłę, że dopuszcza do głosu osoby, które tego wszystkiego doświadczyły na własnej skórze. Nie da się obojętnie przejść obok relacji osoby, którą poddawano torturom, która patrzyła na śmierć bliskich osób i utratę wszystkiego, na czym jej zależało. I raczej nie dziwi, że chińska cenzura nie dopuściła Prowadzącego umarłych do druku w kraju. Nie jest to łatwa lektura, ale bardzo poruszająca i wciągająca – u mnie rozbudziła chęć nieco lepszego zgłębienia się w chińską literaturę faktu :).

Przeczytane: 07.10.2017
Ocena: 8/10