Opublikowany w Literatura piękna

Eliza Clark – Skrucha

Tytuł: Skrucha
Autorka: Eliza Clark
Tytuł oryginału: Penance
Tłumaczenie: Anna Fiałkowska
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Poznańskie

Kiedy polskie tłumaczenie Skruchy Clark trafiło na rynek, widziałam w internecie mnóstwo zachęcających komentarzy – na tyle zachęcających, że sama sięgnęłam po tę książkę. Zwłaszcza że opisy lektury też brzmiały ciekawie – miała to być powieść imitująca reportaż true crime, nie powiem, że nie zaintrygowało mnie to. Wydarzenia poznajemy z punktu widzenia dziennikarza Aleca Carelliego, znanego autora true crime, który właśnie wydał swoją nową książkę właśnie pt. Skrucha. Miał to być reportaż o tragedii w małym brytyjskim miasteczku Crow-on-Sea, gdzie trzy nastolatki zamordowały swoją znajomą ze szkoły, a następnie próbowały zatuszować zbrodnię, podpalając dziewczynę.
Clark zaczęła więc z przytupem, bo książka zaczyna się od samego morderstwa, a dopiero potem autorka pod postacią Carelliego próbuje dojść do tego, co stało za zbrodnią, kim była ofiara oraz jej oprawczynie. Dotąd wszystko brzmi ok, nawet ciekawie, jednak szybko pojawiają się pierwsze ale… Pewnie odebrałabym Skruchę lepiej, gdybym czytała, a nie słuchała, bo w audiobooku niesamowicie mocno rzucały mi się w uszy dłużyzny. Clark nie tylko dodawała mnóstwo wątków pobocznych – ona je niesamowicie rozbudowywała, dodawała wątki poboczne od wątków pobocznych… Czasem słuchałam z dobrą godzinę i przez ten czas nie było ani słowa związanego z główną historią. W dniu, gdy do słuchania trafiła się opowieść o miejscowym aquaparku, naprawdę chciałam to wszystko po prostu przewinąć. Rozumiem, że zamysłem autorki było bardzo szczegółowe przedstawienie bohaterek, ale to było jednak przegięcie – myślę, że z dobre 3/4 opowieści nic nie wnosi do głównego wątku. Jeśli miałabym czytać tak rozwleczony reportaż, porzuciłabym go w połowie. Tu byłam ciekawa, co jeszcze autorka wymyśli, więc słuchałam dalej i w gruncie rzeczy końcówka się znów rozkręciła, bo Clark znów wróciła do głównej historii.
Druga rzecz, która może irytowałaby mnie mniej w formie pisanej, ale wręcz dobijała podczas słuchania, to język. Znów, rozumiem, że głównymi bohaterkami są nastolatki, że duża część historii to ich rozmowy czy wymieniane wiadomości lub posty w internecie, więc muszą być one pisane ich językiem. I może czytając, przeskakiwałabym wzrokiem te wszystkie powtarzane setki razy lmao, tbh czy wtf. Ale gdy po raz kolejny lektor kończył zdanie el-em-ej-oł, to po prostu wywracałam oczami, męczyło mnie też wysłuchiwanie raz za razem wszystkich dziwnych nazw użytkowników w internetowych dyskusjach (co pewnie też przeskakiwałabym wzrokiem, czytając). Zatem dobra rada z mojej strony: jeśli chcecie sięgnąć po Skruchę, zdecydujcie się na czytanie a nie słuchanie. Choć, tbh, moim zdaniem lepiej sięgnąć po jakąś bardziej wartościową książkę, ta mnie niesamowicie wymęczyła 😉

Przesłuchane: 9.12.2025
Ocena: 4/10

Opublikowany w Popularnonaukowa

Tom Phillips, Jonn Elledge – Spisek

Tytuł: Spisek. Czyli kto nam wszczepia czipy i inne popie***one teorie
Autorzy: Tom Phillips, Jonn Elledge
Tytuł oryginału: Conspiracy: A History of B*llocks Theories, and How Not to Fall for Them
Tłumaczenie: Maria Gębicka-Frąc
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Albatros

Czytałam już wcześniej dwie książki Phillipsa – Ludzi i Prawdę – nie powiem, żeby mnie zachwyciły, ale czytało się je całkiem dobrze i sporo było tam ciekawostek. Po napisanym wspólnie z Elledge Spisku spodziewałam się czegoś podobnego i choć, ogólnie rzecz ujmując, coś podobnego faktycznie dostałam, to jest to jednak książka mocno przeciętna.
Z założenia w Spisku autorzy prowadzą czytelników przez teorie spiskowe – zaczynając od samej definicji, przechodząc przez wieki aż po współczesną złotą erę teorii spiskowych, opowiadając o tym, czemu ludzie wierzą w rzeczy, które kompletnie nie trzymają się kupy i podając przykłady teorii, które jednak okazały się prawdą. Bo – żeby nie było – Phillips i Elledge nie uważają, że wszystkie teorie spiskowe są bzdurą, co więcej, podkreślają, że wiele kwestii, które ludzie zwykli nazywać teoriami spiskowymi, wcale nimi nie są. Nie da się jednak ukryć, że są ludzie, którzy wierzą w najbardziej absurdalne rzeczy i autorzy sporo takich ciekawostek wynaleźli.
Spisek jest więc lekturą ze sporym potencjałem, zwłaszcza w dzisiejszej erze teorii spiskowych, ale ten potencjał został słabo wykorzystany. Książka jest chaotyczna, niektóre wątki się powtarzają, język i styl – często mocno prześmiewczy – autorów kompletnie do mnie nie trafiają. Z drugiej strony sporo tu faktów i ciekawostek, które bym chętnie zgłębiła dalej, więc też nie uważam, że czas poświęcony na lekturę był kompletnie zmarnowany. Ale mogłoby być lepiej, zdecydowanie 😉

Przeczytane: 30.11.2025
Ocena: 5/10

Opublikowany w Historia

Sinclair McKay – Drezno 1945

Tytuł: Drezno 1945. Ogień i mrok
Autor: Sinclair McKay
Tytuł oryginału: The Fire and the Darkness: The Bombing of Dresden, 1945
Tłumaczenie: Jan Dzierzgowski
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Znak Koncept

Trochę o bombardowaniach podczas II wojny światowej już czytałam, ale nigdy tak szczegółowo o jednym mieście. A Drezno stało się już symbolem wojennych nalotów, bo mało które miasto ucierpiało aż tak podczas alianckich ataków. Legendę zniszczenia Drezna pomógł budować też Vonnegut w swojej słynnej powieści Rzeźnia numer 5, bo ten amerykański pisarz sam przeżył to bombardowanie jako jeniec wojenny. Jego postać też się przewija w książce McKay’a, bo autor postanowił przeplatać historię miasta i nalotów z losami zwykłych ludzi – zarówno tych przebywających wtedy w Dreźnie (mieszkańców, uchodźców, jeńców wojennych), jak i Brytyjczyków oraz Amerykanów uczestniczących w nalotach. Bardzo lubię takie opowiadanie o historii, bo nadaje jej ono dużo bardziej ludzki wymiar. Bombardowanie Drezna to w końcu nie tylko decyzje polityczne, daty i wydarzenia, ale przede wszystkim ogrom ludzkich tragedii. Do tego w książce pojawia się sporo refleksji, nie tylko ze strony autora, ale też i bohaterów książki. Przede wszystkim mocno poruszający temat, czy to zbrodnia przeciw ludzkości, gdy wojna redefiniuje pojęcia, a historię piszą zwycięzcy, szczególnie gdy ocaleni też mają świadomość, że ich miasto nie zostałoby zrównane z ziemią, gdyby ich kraj nie rozpoczął wojny…
Pod względem doboru historii Drezno 1945 to niesamowicie wciągająca książka – sporo się z niej dowiedziałam i z ciekawością doszukiwałam jeszcze dodatkowych informacji. Podobało mi się, że McKay wspominał nie tylko o ludziach, ale też i zwierzętach (choćby w zoo czy cyrku), one przecież też cierpiały. Ciekawostką były też ostatnie rozdziały dotyczące odbudowy Drezna po wojnie, chociaż nie wciągnęły mnie tak jak główna opowieść. Największą wadą tej lektury okazał się dla mnie język McKay’a (albo tłumaczenie, bądź też obie te rzeczy jednocześnie – oryginału nie czytałam): często potoczny, pełen niepasującego do książki historycznej słownictwa. Zabrakło mi też lepszego przedstawienia losów bohaterów reportażu poza tymi kilkoma dniami – kim byli wcześniej, co się stało z nimi potem… Choć czasem autor faktycznie przedstawiał – zazwyczaj pokrótce – dalsze losy niektórych osób (zwłaszcza tych bardziej znanych), to fajnie byłoby jednak wiedzieć coś więcej. Mimo tych niedociągnięć, wciąż uważam, że Drezno 1945 to bardzo dobra książka, warto było ją przeczytać.

Przeczytane: 13.10.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Powieść historyczna

Bernard Cornwell – Panowie północy

Tytuł: Panowie północy
Autor: Bernard Cornell
Tytuł oryginału: Lords of the North
Tłumaczenie: Mateusz Pyziak
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Otwarte

Ku mojemu zaskoczeniu Panowie północy, trzeci tom przygód Uhtreda z Northumbrii, to póki co najlepsza książka z serii Wojny wikingów. Dwie poprzednie wciągnęły mnie, ale miałam do nich trochę uwag – tym razem miałam wrażenie, że akcja nieco zwolniła, za to mogłam się bardziej skupić na rozwoju bohaterów, no i nie zaprzeczę, podobało mi się to. Oczywiście nie znaczy to, że nagle akcja stanęła w miejscu – Cornwell lubi, jak w jego książkach dużo się dzieje. Jednak wydarzenia w Panach północy mają miejsce pomiędzy 878 a 881 rokiem, z czego dwa lata niewoli głównego bohatera są opisane dość pobieżnie. Bitew i wojen też tu nie brakuje, ale przewija się coraz więcej rozmów, polityki, tworzenia własnych sojuszy… Sam Uhtred jest też już trochę starszy, ma dwadzieścia parę lat i jego przemyślenia i zachowania nie są tak irytujące jak wcześniej. Mam wrażenie, że Wojny wikingów rozwijają się w coraz ciekawszą stronę, a choć po pierwszym tomie zakładałam, że przeczytam jeszcze ze dwa i koniec, tak tom trzeci sprawił, że z ciekawością sięgnę jeszcze po co najmniej jeden… i zobaczymy, na ile mnie wciągnie 😉 . W Panach północy zabrakło mi jedynie większej ilości ciekawostek i szczegółów historycznych – z jednej strony Cornwell wprowadził postać króla Guthreda, który był zdecydowanie jednym z najciekawszych bohaterów tomu, ale z drugiej główna akcja toczy się wokół fikcyjnego ataku na Dunholm. Naturalnie zdaję sobie sprawę, że ten cykl bardzo luźno opiera się na prawdziwej historii, ale podobało mi się zwłaszcza w poprzedniej części, jak autor wynajdywał różne ciekawostki i legendy, wplatając je w treść powieści. Mimo wszystko, Panowie północy okazali się bardzo fajną i wciągającą lekturą, liczę, że kolejne tomy utrzymają ten poziom.

Przeczytane: 2.10.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Historia

Judith Herrin – Bizancjum

Tytuł: Bizancjum. Niezwykłe dziedzictwo średniowiecznego imperium
Autorka: Judith Herrin
Tytuł oryginału: Byzantium: The suprising life of a medieval empire
Tłumaczenie: Norbert Radomski
Lektura: brytyjska
Wydawnictwo: Rebis

Bizancjum Herrin zrzuciłam sobie na czytnik jeszcze w ubiegłym roku, po lekturze Stambułu Hughes – stwierdziłam wtedy, że chcę przeczytać coś nie tylko o samym mieście, ale i o imperium, którego stolicą kiedyś było. Książka Herrin zbierała pozytywne oceny jako przystępnie przedstawiona historia – wersja polska liczy sobie trochę ponad 400 stron, które jednak zajęły mi zaskakująco dużo czasu, wolno mi się to Bizancjum czytało. I nie była to kwestia stylu czy tłumaczenia, ale bardziej samej formy, w jakiej autorka chciała przedstawić swoją opowieść.
Mało co mnie tak irytuje w książkach historycznych jak brak chronologii. O ile w powieści czy reportażu jestem w stanie zaakceptować taki zabieg, to jeśli chodzi o samą historię, chcę widzieć ciągłość i przyczynowość. Tymczasem Herrin postawiła na różne tematy, wokół których krążyła w poszczególnych rozdziałach, wielokrotnie przeskakując między wiekami i bohaterami. Bardzo mieszało mi to w głowie i choć wiele poruszanych przez autorkę tematów było bardzo ciekawych, to po skończonej lekturze – bez innych źródeł uzupełniających – nie umiałabym sobie ułożyć w ciągu przyczynowo-skutkowym wydarzeń tworzących historię imperium bizantyjskiego. A przecież o to mi chodziło, gdy sięgałam po tę książkę… Jeśli jednak potraktujemy Bizancjum Herrin jako zbiór historycznych ciekawostek na temat imperium ze stolicą w Konstantynopolu, lektura może okazać się momentami naprawdę wciągająca. Autorka posiada ogromną wiedzę tematyczną, umie wynajdywać różne smaczki, choć w początkowych rozdziałach skupiała się – w moim odczuciu – za bardzo na wątkach religijnych, kolejne rozdziały (wojenne, polityczne) czytało mi się dużo lepiej. Całościowo książka to takie 6/10 – momentami męcząca, momentami bardzo wciągająca, ale nie do końca tego oczekiwałam.

Przeczytane: 30.09.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Literatura piękna

Bernardine Evaristo – Mr Loverman

Tytuł: Mr Loverman
Autorka: Bernardine Evaristo
Tytuł oryginału: Mr Loverman
Tłumaczenie: Aga Zano
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Poznańskie

Jej, jak to się dobrze czytało! 🙂 Mr Loverman to lekka i humorystyczna powieść, z ciekawą fabułą i bardzo wyrazistymi bohaterami – naprawdę lubię takie książki. Opowieść została przedstawiona z dwóch punktów widzenia: Barry’ego i Carmel, małżeństwa z kilkudziesięcioletnim stażem – oboje urodzili się w Antigui, ale większość życia spędzili w Londynie. Mają dwie córki, bardzo dobrą sytuację finansową i… powiedzieć, że nie są szczęśliwi, to nic nie powiedzieć. Carmel od lat myśli, że mąż ją zdradza na prawo i lewo, więc sama skupiła się na religii i próbuje mniej lub bardziej cierpliwie nieść swój krzyż. Tymczasem Barry może faktycznie wiernością nie grzeszy, ale nie tak, jak myśli żona – miłością jego życia jest bowiem uważany przez wszystkich za najlepszego przyjaciela Morris. Bohaterów poznajemy w momencie, gdy Carmel wyjeżdża do Antigui na pogrzeb ojca, a Barry postanawia dokonać coming outu. Od tego momentu mężczyzna relacjonuje bieżące wydarzenia i trochę opowiada o przeszłości, kobieta skupia się głównie na wspomnieniach. To nie tylko skomplikowane małżeństwo, ale też różne relacje córek z rodzicami oraz między nimi samymi. Ale mimo trudnych tematów, Barry opowiada o wszystkim z humorem i sporą dawką ironii. Ciężko byłoby go polubić jako osobę, ale nie da się nie lubić jego płynnej i wciągającej opowieści, żarcików i komentarzy, rozmyślań i – czasem dość ograniczonych – autorefleksji 😉 . Zafascynowało mnie też, w jaki sposób zostały przedstawione córki tej pary, tak różne, a tak podobne do rodziców. Evaristo naprawdę mistrzowsko sobie poradziła z kreacją bohaterów i bohaterek. Bardzo polecam!

Przeczytane: 8.08.2025
Ocena: 8/10

Opublikowany w Klasyka, Literatura piękna

Virginia Woolf – Pani Dalloway

Tytuł: Pani Dalloway
Autorka: Virginia Woolf
Tytuł oryginału: Mrs. Dalloway
Tłumaczenie: Krystyna Tarnowska
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Znak

Podobno Virginia Woolf napisała Panią Dalloway po lekturze Ulissesa Joyce’a i jeśli taka faktycznie była inspiracja, to powieść Angielki podpasowała mi tu jednak bardziej. Może ze względu na swoją długość, bo Ulisses był dla mnie niemożebnie rozwleczony, może przez bardziej przystępny język, bez zmiany formy z rozdziału na rozdział, swój wpływ pewnie miała też tematyka. Bo choć Pani Dalloway też została przedstawiona w formie strumienia świadomości, to Woolf w przemyśleniach swoich bohaterów nie skacze tak bardzo z tematu na temat, skupiając się raczej na chwili obecnej lub wspomnieniach. Pojedyncze bardziej uduchowione wstawki były dla mnie faktycznie nieco męczące, ale było ich na tyle mało, że nie zepsuły mi odbioru całej lektury. I choć w powieści generalnie niewiele się dzieje – ot, jeden letni dzień z życia kilkorga osób gdzieś w Londynie – to po prostu płynęłam z lekturą, przyjemnie mi się tę książkę czytało. Clarissa, tytułowa pani Dalloway, przygotowuje wieczorne przyjęcie, na które zjedzie się połowa londyńskiej śmietanki towarzyskiej. Przybędzie też jej stara przyjaciółka Sally oraz niegdyś zakochany w niej Peter, a tę trójkę będzie łączyć sieć całkiem ciekawych w odbiorze wspomnień. Wciągnęła mnie też historia Septimusa cierpiącego na coś w stylu zespołu stresu pourazowego wywołanego I wojną światową. Bohaterowie spotykają się w różnych momentach dnia, ich losy krzyżują się, choć nie wszyscy się znają i będą mieli okazję poznać.
Fenomenu Pani Dalloway nie rozumiem, bo choć uważam, że to dobra i wciągająca lektura, nie zachwyciła mnie jednak i nie wzbudziła poczucia, że czytam coś wyjątkowego i ponadczasowego 😉 . Cieszę się jednak, że sięgnęłam po twórczość Woolf – myślę, że nie po raz ostatni.

Przeczytane: 17.07.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Powieść historyczna

Bernard Cornwell – Zwiastun burzy

Tytuł: Zwiastun burzy
Autor: Bernard Cornwell
Tytuł oryginału: The Pale Horseman
Tłumaczenie: Amanda Bełdowska
Literatura: brytyjska
wydawnictwo: Otwarte

Drugą część Wojen Wikingów czytało mi się dużo lepiej niż pierwszą, chyba głównie dlatego, że narrator był już młodym wojownikiem, a nie dorastającym dzieciakiem. Może Uhtred jeszcze nie do końca wie, czego chce, często kierują nim emocje i zdecydowanie nie można go jeszcze nazwać dojrzałym mężczyzną, ale Cornwell zadbał o całkiem ciekawy rozwój postaci. Oczywiście wciąż na tym samym poziomie, bo w Wojnach Wikingów niezmiennie nie chodzi o dobrą charakterystykę bohaterów czy jakąś głębię ich przemyśleń. Tu toczy się wartka akcja, kruchy pokój między Sasami a Duńczykami dobiegł końca i teraz liczy się tylko wojna. Tę książkę się świetnie czyta, bardzo wciąga, jednocześnie pozostawiając poczucie przeczytania czegoś lekkiego i niewymagającego. I choć nie ma tu naturalistycznych opisów okrucieństw wojny, to warto wziąć pod uwagę, że wydarzenia są przedstawione z punktu widzenia wychowanego przez Wikingów wojownika z IX wieku. Dla niego rzeź może być piękna, choć straszna, a wojenne gwałty to naturalna kolej rzeczy – trzeba to mieć na uwadze, jeśli kogoś same takie wzmianki poruszają.
Akcja Zwiastuna burzy toczy się w latach 877-78 i kończy się słynną bitwą pod Ethandun. Mam czasem wrażenie, że Cornwell zebrał wszystkie znane ciekawostki z tamtych czasów i bardzo chciał je wpleść w historię, bo znajdziemy tu także legendy o królu Alfredzie zgrabnie włączone w fabułę. Całkiem podobało mi się to rozwiązanie, choć gdy pomyślę, że kilkadziesiąt lat wojen i potyczek Wessexu z Wikingami autor rozbił na kilkanaście książek, to obawiam się, że zdążę się znudzić lekturą, nim dojdę do połowy serii… 😉

Przeczytane: 24.06.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Powieść historyczna

Bernard Cornwell – Ostatnie królestwo

Tytuł: Ostatnie królestwo
Autor: Bernard Cornwell
Tytuł oryginału: The Last Kingdom
Tłumaczenie: Amanda Bełdowska
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Otwarte

Prawie dekadę temu zachwycałam się Trylogią arturiańską Cornwella i przyszło mi na myśl, że mogłabym przeczytać i coś innego z jego twórczości. Kilka pierwszych tomów Wojen Wikingów zalegało mi na czytniku od lat, aż w końcu się zmotywowałam i sięgnęłam po Ostatnie królestwo. I nie wiem, czy mi przez lata zmienił się trochę gust czytelniczy, czy też Trylogia arturiańska faktycznie była dużo lepsza, ale pierwszy tom Wojen Wikingów mnie nie zachwycił. Czytało mi się go dobrze, wciągnął mnie, generalnie była to dobra książka, ale jednak nic wybitnego – pewnie po przerwie przeczytam jeszcze z jeden-dwa tomy, ale na pewno nie będzie to seria, którą będę chciała pochłonąć w całości 😉
Cornwell zabrał czytelników do IX-wiecznej Anglii, regularnie atakowanej przez Duńczyków. Głównym bohaterem jest młodszy syn jednego z miejscowych ealdormanów, chłopiec, którego historia rzuciła w świat brutalnych wojen. Towarzyszymy więc Uhtredowi w dorastaniu i stawaniu się wojownikiem, obserwując, jak młodzieniec rozdarty jest w lojalności między swoimi a najeźdźcami. Nie brakuje tu humoru, zwłaszcza w podejściu Uhtreda do religii, ale główną ideą Ostatniego królestwa jest akcja. Ta pędzi do przodu, wydarzenia następują po sobie w zawrotnym tempie i podczas lektury nie można się nudzić. Dla mnie jednak to tempo akcji sprawiło, że nie było jak pogłębić charakterystyki bohaterów – nawet ci główni wydają się bardzo powierzchowni. W efekcie książkę fajnie się czytało jako lekki przerywnik między cięższymi lekturami, ale nie wkręciłam się w świat przedstawiony przez Cornwella, czegoś mi tu jednak brakowało 😉

Przeczytane: 6.06.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Fantastyka

Terry Pratchett – Wiedźmikołaj

Tytuł: Wiedźmikołaj
Autor: Terry Pratchett
Tytuł oryginału: Hogfather
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Po latach wracam do Pratchettowego Świata Dysku, tym razem w formie audiobooków. Najbardziej lubiąc cykl o Śmierci, wybrałam na kolejną lekturę Wiedźmikołaja. I choć wciąż jest to stary dobry Pratchett, to jakoś miałam wrażenie, że książka nie zachwyciła mnie równie mocno jak przed laty. Sam wątek ze Śmiercią zastępującym zaginionego Wiedźmikołaja i z Susan próbującą go odnaleźć w towarzystwie boga kaca był przezabawny i świetnie mi się tego słuchało. Ale tym razem wątki poboczne – szczególnie magowie próbujący dojść do tego, skąd się nagle biorą różne magiczne istoty i bóstwa – jakoś wyjątkowo mi się dłużyły i wybijały z rytmu.
Pratchettowi nigdy chyba nie brakowało wyobraźni i humoru – Wiedźmikołaj dotyczy Nocy Strzeżenia Wiedźm, czyli Dyskowego odpowiednika naszego Bożego Narodzenia. Nie mogło tu więc zabraknąć i rozważań, czy chodzi tu o atmosferę rodzinną czy może jednak o prezenty (zależy, kogo pytać), no i przemyśleń, czy ludziom potrzebna jest wiara… w Wiedźmikołaja, Wróżkę Zębuszkę czy inne abstrakcyjne rzeczy jak sprawiedliwość 😉 . Nie będzie to już jeden z moich ulubionych tomów Świata Dysku, ale Śmierć niezmiennie uwielbiam 😉

Przesłuchane: 1.06.2025
Ocena: 6/10