
Autorka: Eliza Clark
Tytuł oryginału: Penance
Tłumaczenie: Anna Fiałkowska
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Poznańskie
Kiedy polskie tłumaczenie Skruchy Clark trafiło na rynek, widziałam w internecie mnóstwo zachęcających komentarzy – na tyle zachęcających, że sama sięgnęłam po tę książkę. Zwłaszcza że opisy lektury też brzmiały ciekawie – miała to być powieść imitująca reportaż true crime, nie powiem, że nie zaintrygowało mnie to. Wydarzenia poznajemy z punktu widzenia dziennikarza Aleca Carelliego, znanego autora true crime, który właśnie wydał swoją nową książkę właśnie pt. Skrucha. Miał to być reportaż o tragedii w małym brytyjskim miasteczku Crow-on-Sea, gdzie trzy nastolatki zamordowały swoją znajomą ze szkoły, a następnie próbowały zatuszować zbrodnię, podpalając dziewczynę.
Clark zaczęła więc z przytupem, bo książka zaczyna się od samego morderstwa, a dopiero potem autorka pod postacią Carelliego próbuje dojść do tego, co stało za zbrodnią, kim była ofiara oraz jej oprawczynie. Dotąd wszystko brzmi ok, nawet ciekawie, jednak szybko pojawiają się pierwsze ale… Pewnie odebrałabym Skruchę lepiej, gdybym czytała, a nie słuchała, bo w audiobooku niesamowicie mocno rzucały mi się w uszy dłużyzny. Clark nie tylko dodawała mnóstwo wątków pobocznych – ona je niesamowicie rozbudowywała, dodawała wątki poboczne od wątków pobocznych… Czasem słuchałam z dobrą godzinę i przez ten czas nie było ani słowa związanego z główną historią. W dniu, gdy do słuchania trafiła się opowieść o miejscowym aquaparku, naprawdę chciałam to wszystko po prostu przewinąć. Rozumiem, że zamysłem autorki było bardzo szczegółowe przedstawienie bohaterek, ale to było jednak przegięcie – myślę, że z dobre 3/4 opowieści nic nie wnosi do głównego wątku. Jeśli miałabym czytać tak rozwleczony reportaż, porzuciłabym go w połowie. Tu byłam ciekawa, co jeszcze autorka wymyśli, więc słuchałam dalej i w gruncie rzeczy końcówka się znów rozkręciła, bo Clark znów wróciła do głównej historii.
Druga rzecz, która może irytowałaby mnie mniej w formie pisanej, ale wręcz dobijała podczas słuchania, to język. Znów, rozumiem, że głównymi bohaterkami są nastolatki, że duża część historii to ich rozmowy czy wymieniane wiadomości lub posty w internecie, więc muszą być one pisane ich językiem. I może czytając, przeskakiwałabym wzrokiem te wszystkie powtarzane setki razy lmao, tbh czy wtf. Ale gdy po raz kolejny lektor kończył zdanie el-em-ej-oł, to po prostu wywracałam oczami, męczyło mnie też wysłuchiwanie raz za razem wszystkich dziwnych nazw użytkowników w internetowych dyskusjach (co pewnie też przeskakiwałabym wzrokiem, czytając). Zatem dobra rada z mojej strony: jeśli chcecie sięgnąć po Skruchę, zdecydujcie się na czytanie a nie słuchanie. Choć, tbh, moim zdaniem lepiej sięgnąć po jakąś bardziej wartościową książkę, ta mnie niesamowicie wymęczyła 😉
Przesłuchane: 9.12.2025
Ocena: 4/10








