Opublikowany w Reportaż

Mateusz Mazzini – Włochy prawdziwe

Tytuł: Włochy prawdziwe. Podróż śladami mafii, migracji i kryzysów
Autor: Mateusz Mazzini
Literatura: polska
Wydawnictwo: Szczeliny

Kocham Włochy całym sercem, często po nich podróżuję i całkiem sporo o nich już przeczytałam, a jednak Mazziniemu udało się przedstawić mi ten kraj z tak odmiennej perspektywy, że jego Włochy prawdziwe czytało mi się bardzo dobrze. Choć wcale nie spodziewałam się tego od początku, bo autor zaczął od wizyt u swojej włoskiej rodziny w czasach dzieciństwa, a potem prowadził narrację w oparciu o kolejne podróże do Włoch. Ja nie jestem fanką reportaży, w których postać autora jest nadmiernie widoczna, ale Mazziniemu udało się tak to wszystko połączyć w całość, że nie tylko jego osobiste wątki mi nie przeszkadzały – wręcz przeciwnie, bardzo ciekawie wprowadzały do kolejnych zagadnień. Bo autor, podróżując po Włoszech, przede wszystkim rozmawia z ludźmi. W efekcie dostaliśmy reportaż, w którym różne problemy kraju zostały omówione nie tylko w oparciu o statystyki, media i literaturę tematyczną, ale przede wszystkim też o wypowiedzi Włochów: od kelnerów i pracowników hoteli, przez dziennikarzy czy aktywistów, aż po pracowników uniwersytetu. A to jest coś, co w literaturze faktu uwielbiam: dopuszczanie do głosu bohaterów, którzy na dany temat mają do powiedzenia często dużo więcej, niż można znaleźć w zwykłych książkach historycznych.
Nie to jednak, że Włochy prawdziwe to książka historyczna, choć historia powojenna się tu często przeplata, w końcu ma ona spory wpływ na obecne życie Włochów. Mazzini wybrał kilka regionów i z każdym z nich powiązał jakieś problemy – czasem typowe dla danego regionu, czasem dla całego kraju. I tak zaczniemy od Sycylii mierzącej się z bezrobociem, napływem uchodźców i ucieczką miejscowych, przez Kampanię i mafię, Toskanię i nadmierną, nieprzynoszącą lokalnej społeczności korzyści turystykę, położoną na uboczu Apulię (w końcu zrozumiałam, dlaczego tak ciężko mi było poruszać się po tym regionie pociągiem… 🙂 ), aż po Lombardię, przy której Mazzini ciekawie opowiada o polityce, seksskandalach i przedmiotowym traktowaniu kobiet. Jak widać, przekrój tematów jest spory i choć oczywiście autor opowiada tylko o wybranych rzeczach i regionach, z reportażu wyłania się inny, nieznany większości turystów obraz Włoch. Bardzo podobał mi się dobór tematów, rozmówców, sposób opowiadania historii – naprawę sporo się z tego reportażu dowiedziałam, świetnie mi się go czytało i szczerze polecam! 🙂

Przeczytane: 28.03.2025
Ocena: 8/10

Opublikowany w Historia

Ilan Pappé – Czystki etniczne w Palestynie

Tytuł: Czystki etniczne w Palestynie
Autor: Ilan Pappé
Tytuł oryginału: The Ethnic Cleansing of Palestine
Tłumaczenie: Anna Sak
Literatura: izraelska
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Książka i Prasa

Nie zaprzeczę, że dość sceptycznie podchodziłam do książki o Palestynie napisanej przez izraelskiego polityka i historyka, nawet jeśli Pappé zaliczał się do grupy tzw. Nowych Historyków. Grupa ta podważa założycielski mit Izraela, ze szczególnym naciskiem na Nakbę, czyli czystki etniczne dokonane na Palestyńczykach w 1948 roku. To właśnie tym wydarzeniom poświęcona jest książka Pappé i muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczona lekturą. Tak, czuć tutaj, że autor był wychowany w takim a nie innym państwie, ale widać też, że odrzuca większość tego, co władze izraelskie wmawiały społeczeństwu i – przede wszystkim – sięga po dokumenty. A te wyraźnie pokazują to, co władze starały się ukrywać – pamiętniki Ben Guriona, raporty wojskowe z 1948 roku, wspomnienia wysiedlanych Palestyńczyków, relacje zagranicznych dziennikarzy publikowane w międzynarodowej prasie… Wszystko to boleśnie pokazuje, że świat od początku wiedział, co dzieje się w Palestynie i od początku jedynie biernie obserwował. Czystki etniczne… Pappé to książka wydana w 2006 roku, nie obejmuje najnowszych wydarzeń i patrząc na nie z perspektywy czasu, widać, że autor zbyt optymistycznie podchodził do przyszłości stosunków izraelsko-palestyńskich. Z drugiej strony to lektura historyczna, skupiająca się głównie na roku 1948 i jego konsekwencjach, choć nie da się zaprzeczyć, że konsekwencje są odczuwane po dziś dzień.
Ciężko ocenić książkę opowiadającą o takiej tragedii jaką są czystki etniczne. Pappé starał się być bardzo drobiazgowy w opisywaniu zbrodni, co jednak na dłuższą metę było nieco męczące dla zwykłego czytelnika: wioska po wiosce, nazwy trudne do spamiętania, i ten sam powtarzający się koszmar… Lektura na pewno przybliża historię powstania państwa Izrael z tej najbardziej niechlubnej strony, pokazuje bierność Brytyjczyków i ONZ, a nawet sposób wydawania rozkazów, by przekonać ludzi, którzy sami dopiero co ledwo ocaleli z ludobójstwa, do czystek. To ciężka, ale też wartościowa lektura, pozwalająca lepiej zrozumieć historię tego regionu.

Przeczytane: 24.03.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Historia

C.W. Ceram – Bogowie, groby i uczeni

Tytuł: Bogowie, groby, uczeni. Tajemnice archeologii
Autor: C.W. Ceram
Tytuł oryginału: Götter, Gräber und Gelehrte. Roman der Archäologie
Tłumaczenie: Piotr Taracha
Literatura: niemiecka
Wydawnictwo: Świat Książki

Wciąż pamiętam, jak bardzo zachwycałam się tą książką w czasach szkolnych – czytałam niektóre rozdziały (szczególnie te o Grecji i Egipcie) na wyrywki i marzyłam, by zająć się archeologią, jak dorosnę 😉 . Z czasem dotarło do mnie, że czasy się zmieniły – Bogowie, groby i uczeni to książka wydana w oryginale w 1949 roku i opowiadająca głównie o odkryciach z XIX i początku XX wieku. System kolonialny, umożliwiający Europejczykom robienie, co chcą – w tym wywożenie zabytków do europejskich muzeów – na szczęście upadł, a wiele tego, co było do odkopania, już odkopano. Co gorsza, wiele z tego, co kiedyś odnaleziono, nie przetrwało do naszych czasów – chociażby tereny dawnej Mezopotamii nie są dziś najstabilniejszym politycznie miejscem… Mając tę świadomość w głowie, postanowiłam wrócić do książki Cerama (pod tym pseudonimem pisał niemiecki dziennikarz K.W. Marek) już jako dorosła osoba, która w międzyczasie wiele na różne tematy czytała…
Bogowie, groby i uczeni zachwycili mnie po raz kolejny 🙂 . Choć dwie pierwsze części opowiadały o Grecji i Egipcie, historię których dość dobrze znam, to i tak towarzyszenie archeologom podczas odkryć niesamowicie mnie wciągnęło. Ceram przedstawia bohaterów swojej książki w tak żywy i obrazowy sposób, że nie da się nie ekscytować razem z nimi przy każdym kolejnym odkryciu. Historia starożytna przeplata się w tych rozdziałach z historią głównie XIX-wieczną, kiedy to próbowano rozszyfrować hieroglify i odkopywano coraz to nowe miejsca z czasów starożytnych, a w nich nieraz i niesamowite skarby. Moje zainteresowanie lekturą nieco zmalało w części trzeciej, poświęconej dawnej Mezopotamii, choć i tam dokonano wyjątkowych i ciekawych odkryć, i wciąż marzy mi się, że te regiony uspokoją się politycznie na tyle, by kiedyś tam pojechać, zobaczyć te stanowiska archeologiczne… Ale tutaj Ceram trochę za bardzo popłynął, próbując odtwarzać kolejne dynastie babilońskie, gdzieś ta archeologia zeszła na dalszy plan i jednak mi tego brakowało. Ostatnią część autor poświęcił Aztekom i Majom, choć tutaj dla urozmaicenia nie opierał się tylko na badaniach archeologicznych. Wręcz przeciwnie, obrazowo przedstawił upadek cywilizacji Azteków, opierając się też na dawnych hiszpańskich dokumentach i pamiętnikach, opowiadał, jak po zniszczeniu azteckich miast ruiny popadły na wieki w zapomnienie i jakim zaskoczeniem było dla amerykańskich archeologów, że dla wielkich odkryć nie muszą podróżować do Europy czy Afryki… Czy natychmiast zamarzyła mi się podróż do Meksyku? Być może 🙂
Tak, Bogowie, groby i uczeni nie są książką idealną – napisana w innych czasach nie uwzględnia najnowszych odkryć, a białego człowieka / Europejczyka stawia ciągle na piedestale. Biorąc jednak poprawkę na rok napisania, lekturę się wręcz pochłania. Opowiedzieć o historii w taki sposób, żeby nie utonąć w milionie szczegółów, ale przybliżyć czytelnikom postacie, zachęcić ich nie tylko do zgłębienia tych opowieści, ale wręcz do marzenia o zobaczeniu danych miejsc na własne oczy… Nie każdy autor to potrafi, a Ceramowi udało się wręcz świetnie. Bardzo mocno polecam 🙂

Przeczytane: 14.03.2025
Ocena: 8/10

Opublikowany w Reportaż

Héctor Tobar – Ciemność

Tytuł: Ciemność
Autor: Héctor Tobar
Tytuł oryginału: Deep Down Dark
Tłumaczenie: Tomasz Bieroń
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Dowody

Kiedy wydarzyła się katastrofa w kopalni San José i 33 górników zostało uwięzionych głęboko pod ziemią, byłam wtedy u progu wyjazdu na studia do Szwecji i tyle działo się w moim życiu, że wydarzeń w Chile nie śledziłam. Wiedziałam, że górnicy przeżyli i po kilku tygodniach udało się ich wydostać na powierzchnię, ale szczegóły wydarzeń były mi obce. Z ciekawością więc sięgnęłam po Ciemność Tobara – dziennikarza, któremu grupa ocalonych powierzyła całą swoją nieopowiedzianą wcześniej historię. Jak przebiegała akcja ratunkowa, to można było śledzić w mediach, ale jak wyglądało życie uwięzionych górników przez ponad 2 miesiące spędzone pod ziemią? Tu wiele informacji było jeszcze tajemnicą i Tobar powoli, rozmawiając z górnikami i ich bliskimi, wydobywał wszystko na światło dzienne.
Akcja reportażu toczy się chronologicznie, zaczynając się w dzień katastrofy. Autor opowiada, jak górnicy żegnali się z rodzinami, wychodząc do pracy, jak wyglądał początek zmiany, a potem nagłe zawalenie się w kopalni. Powoli gasnące światła, stanowczo za mało jedzenia, brudna woda, gorąco i wilgoć, 33 mężczyzn i ta niepewność, czy ktoś w ogóle wie, że oni przeżyli, czy ktoś spróbuje ich uratować…? Równolegle Tobar opowiada o mobilizacji bliskich górników, zaangażowaniu się polityków, rozpoczęciu akcji poszukiwawczej. Jeśli nie zna się szczegółów katastrofy i późniejszej misji ratunkowej, to reportaż się naprawdę pochłania, a jego bohaterowie to postacie z krwi i kości, ze swoimi słabościami i mocnymi stronami.
Miewałam czasem poczucie, że niektóre rozdziały są nieco przegadane, nie do końca też do mnie trafiło, jak autor opisywał późniejsze wydarzenia, życie ocalonych po wydostaniu ich na powierzchnię, choć rozumiem, że chciał w ten sposób zamknąć całą historię. Ciemność to bardzo szczegółowy reportaż, opisujący krok po kroku wydarzenia w kopalni San José i niektórych ta drobiazgowość Tobara może męczyć. Dla mnie była to dobra książka i wartościowa lektura, którą szczerze polecam 🙂

Przeczytane: 12.03.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Literatura piękna

Maria Turtschaninoff – Mokradła

Tytuł: Mokradła
Autorka: Maria Turtschaninoff
Tytuł oryginału: Arvejord
Tłumaczenie: Agata Teperek
Literatura: fińska
Wydawnictwo: Poznańskie

Mokradła to jedna z tych książek, po które nigdy bym sama z siebie nie sięgnęła, gdyby nie wybór mojego Klubu Książkowego. Powieść bez większej fabuły, ot, codzienne życie wielopokoleniowej rodziny gdzieś na bagnach północnej Finlandii z całkiem sporą liczbą nawiązań do przyrody – po opisie brzmiało to dla mnie co najmniej nudno. Książka Turtschaninoff zaskoczyła mnie jednak dość pozytywnie i choć nie spodziewam się, by treść lektury została ze mną na dłużej, to czytało mi się ją całkiem dobrze.
Mokradła wciągnęły mnie już pierwszymi rozdziałami, opowiadającymi o tym, jak w XVII wieku powstało gospodarstwo Nevabacka. I choć te początkowe rozdziały były stylizowane na dawny język (co skutkowało dziwnymi i nieco irytującymi konstrukcjami, głównie wrzucaniem czasownika na koniec zdania), to zaskakująco szybko mój mózg zaczął to ignorować, wciągając się w samą historię. A były tu ciekawe nawiązania do historii i wojen z Rosją, były zachwycające elementy magiczne i baśniowe – po prostu zauroczyłam się tymi pierwszymi rozdziałami. Ale im dalej w las (czy też w bagno 😉 ), tym książka się zmieniała. Ewoluował język i to było bardzo na plus, bo skończyły się te dziwne konstrukcje. Ewoluowała też treść i to już nie zawsze mi pasowało. Historie robiły się coraz dłuższe – ostatnie mnie wręcz wynudziły – i zanikała w nich baśniowość, pojawiała się za to coraz bardziej współczesna codzienność. Wiem, że był to pewnie zamierzony zabieg, ale w efekcie dla mnie Mokradła były książką mocno nierówną. Momentami bardzo fajną (niektóre historie naprawdę się autorce udały, a część bohaterów szczerze polubiłam), momentami nudną i przegadaną. Przez to, że akcja dzieje się na przestrzeni wieków i poznajemy wiele pokoleń z Nevabacki, spora część tych postaci uciekła mi z pamięci, jeszcze zanim skończyłam lekturę. A po zamknięciu książki pomyślałam sobie, że tak naprawdę nie wiem, co o niej myślę 🙂 . Ale czytało się całkiem dobrze i lekko, takich książek też potrzeba.

Przeczytane: 10.03.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Biografie i wspomnienia, Literatura piękna

Karen Blixen – Pożegnanie z Afryką

Tytuł: Pożegnanie z Afryką
Autorka: Karen Blixen
Tytuł oryginału: Out of Africa
Tłumaczenie: Józef Giebułtowicz
Literatura: duńska
Wydawnictwo: Poznańskie

Pożegnanie z Afryką Blixen należy już do klasyki literatury, a mnie jakoś tak powieść nigdy nie ciągnęła. Widziałam trailery filmu będącego tkliwym romansem, widziałam komentarze, że jest to książka próbująca nadać kolonializmowi romantyczną twarz – nic dziwnego, że mnie to nie kusiło. Ale gdy szukałam książek o Kenii, Pożegnanie z Afryką znajdowało się w czołówce internetowych polecajek i w końcu postanowiłam dać tej książce szansę.
Po skończonej lekturze ciężko mi ocenić tę powieść jednoznacznie. Na pewno nie jest to romans jak tę historię przedstawiono w filmie – i to jest zdecydowanie na plus. Z drugiej strony nie da się ukryć, że przebywająca w Afryce w pierwszej połowie XX wieku Blixen postrzegała kolonializm, rolę białych, tubylców, a także naturę – w tym zwierzęta – kompletnie inaczej niż postrzegamy to wszystko współcześnie. A przecież autorkę chwalono za tak odmienne od jej czasów spojrzenie i podejście do otaczającego ją świata, nie da się więc nie myśleć, że kolonializm w Kenii miał dużo gorszą twarz niż przedstawiono to w powieści. Zresztą trudno było mi też traktować Pożegnanie z Afryką jako ciągłą powieść, to bardziej zbiór wspomnień Blixen z jej lat spędzonych w Afryce, nieuporządkowanych chronologicznie, często niepowiązanych ze sobą, będących raczej ciekawostkami, opisami poszczególnych sytuacji. Jest tu trochę o życiu miejscowych, choć tylko tych utrzymujących w miarę dobre relacje białymi, dużo o polowaniach (w ogóle sama myśl, że autorka chciała wystrzelać ukochane psy, wyjeżdżając z Kenii, choć znajomi chcieli je przygarnąć, świetnie pokazuje stosunek kolonialistów do zwierząt), o pracy na farmie, o relacjach między białymi w Afryce, o zwyczajach, o pogodzie… Zaskakująco dobrze mi się czytało większość tych historii, choć mój światopogląd w wielu kwestiach jest kompletnie różny od światopoglądu Blixen. Nie porwała mnie ta powieść, ale uchyliła mi drzwi do świata, który – na szczęście – należy już do przeszłości.

Przeczytane: 23.02.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Literatura piękna

Madeline Miller – Kirke

Tytuł: Kirke
Autorka: Madeline Miller
Tytuł oryginału: Circe
Tłumaczenie: Paweł Korombel
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Albatros

Zachwycona Pieśnią o Achillesie postanowiłam sięgnąć po kolejną książkę Miller opartą na greckiej mitologii. Tym razem główną bohaterką jest Kirke – nieśmiertelna córka Heliosa i nimfy Perseidy. Jej życie to pasmo wyjątkowych przygód przedstawiających czytelnikom kolejne mity. Jej siostra Pazyfae wyszła za króla Minosa i urodziła na Krecie Minotaura, a pomagająca przy porodzie Kirke poznała dzięki temu Dedala i Ikara. Jej bratanica Medea pomogła Jazonowi skraść złote runo i razem dotarli na wyspę Kirke. Potem dotarł tam też wracający z Troi Odyseusz, któremu bogini i czarodziejka urodziła syna… Dla miłośników mitologii greckiej – a ja do nich należę – powieść Miller to fascynująca lektura przywracająca do życia bohaterów znanych z dawnych mitów.
Nie udało mi się uniknąć porównań Kirke z Pieśnią o Achillesie, zwłaszcza że w obu powieściach jedną z głównych ról odgrywał Odyseusz. Przypadł on mi do gustu jednak dużo bardziej jako bohater wojny trojańskiej niż zbłąkany wędrowiec, szukający spokoju w ramionach bogini. Z ciekawością jednak przyjęłam tutaj perspektywę kobiecą, bo bieg wydarzeń w Kirke poznajemy z punktu widzenia samej bogini. Spodobał mi się ten zabieg, szczególnie, że Kirke się zmienia na przestrzeni wieków, przeżyte doświadczenia są dla niej nieraz bolesną lekcją, ale stara się ona wyciągać z nich wnioski. Ale choć przypadła mi do gustu charakterystyka postaci, styl autorki i sama opowieść, to jednak ta książka nie dorównuje dla mnie Pieśni o Achillesie. Może po prostu dlatego, że historia bogini, mimo że stała się ona bohaterką wielu mitów, nie potrafiła mnie wciągnąć i zafascynować tak jak wojna o Troję – tamtą opowieść wręcz pochłaniałam. Jestem jednak pewna, że jeśli Miller zdecyduje się wydać kolejną powieść osadzoną w greckiej mitologii, sięgnę po nią bez wahania – bardzo podobają mi się te książki 🙂

Przeczytane: 21.02.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Literatura piękna

Eliza Kącka – Wczoraj byłaś zła na zielono

Tytuł: Wczoraj byłaś zła na zielono
Autorka: Eliza Kącka
Literatura: polska
Wydawnictwo: Karakter

Kiedy zaczęłam czytać Wczoraj byłaś zła na zielono, pomyślałam sobie, że jest to bardzo ładna powieść. Emocjonalna, delikatna, napisana takim trochę poetyckim językiem, w którym przyjemnie było się zanurzyć. A jednocześnie ciekawie pokazująca trudną miłość matki do dziecka w spektrum autyzmu (choć ta nazwa w książce chyba otwarcie nie padła). Jednam im dalej w las (czy też w lekturę), tym bardziej te pozytywne odczucia zanikały. Już mniej więcej w 1/3 zaczęłam się zastanawiać, czy tu będzie coś więcej – niestety, nie było. Każda kolejna scenka z Rudą (córką narratorki) była podobna do poprzedniej, nie wnosiła nic nowego, zaczynało mnie to powoli nudzić. Język, który wydawał się ładny i delikatny na początku, zaczynał irytować, bo ile można wymyślać poetyckich zwrotów. Pomyślałam sobie, że gdyby Wczoraj byłaś zła na zielono było krótkim opowiadaniem złożonym z kilku tak opisanych scenek, byłoby to naprawdę świetne i trafiające do mnie opowiadanie. Jako cała książka – nawet jeśli nieszczególnie długa – okazało się to męczące, przegadane, niewnoszące wiele do mojego życia. O ile pierwszych kilkadziesiąt stron przeczytałam naraz, to potem za każdym podejściem czytałam mniej i mniej, nużyła mnie ta lektura.
Szkoda, bo myślę, że w tej książce jest spory potencjał. Najbardziej trafiły do mnie króciutkie rozdziały, w których Kącka przedstawiała komentarze zasłyszane od ludzi. Krótkie, konkretne, świetnie podkreślające, jak ciężko musiało być matce takiego dziecka. Szkoda, że zamiast kolejnych podobnych sytuacji ze specyficznymi zachowaniami Rudej, nie dostaliśmy rozwinięcia tych tematów: szukania diagnozy, sprzecznych opinii lekarskich, prób uzyskania jakiejkolwiek pomocy, zrozumienia sytuacji, w której znalazła się rodzina narratorki. Książkę skończyłam, bo nie była długa, ale nie potrafiłam się nią zachwycić, to zdecydowanie nie moje klimaty.

Przeczytane: 20.02.2025
Ocena: 5/10

Opublikowany w Reportaż

Marcin Strzyżewski – Białoruś

Tytuł: Białoruś. Kartoflana dyktatura
Autor: Marcin Strzyżewski
Literatura: polska
Wydawnictwo: Szczeliny

Zapytany przez jednego ze swych rozmówców o główną myśl tego reportażu Strzyżewski powiedział, że chciałby opowiedzieć polskim czytelnikom historię Białorusi – wyjaśnić, jak do tego doszło i pokazać, że nie musi tak być. Jednak przed odpowiedzią na pytanie autor się zamyślił, a ja jako czytelniczka odniosłam wrażenie, że na Białoruś. Kartoflaną dyktaturę nieco zabrakło konceptu. Bo, żeby nie było, historię współczesnego państwa tu znajdziemy. Strzyżewski przystępnie opowiada o tworzeniu się nowego państwa po upadku ZSRS, dojściu Łukaszenki do władzy, stosunkach białorusko-rosyjskich, protestach i działaniach opozycji. Jest to zdecydowanie najlepsza część tego reportażu, bogata w statystyki (choć w przypadku Białorusi, co autor podkreśla, ich wiarygodność to inna sprawa), ciekawostki, wypowiedzi Białorusinów, czasem nawet zabawne żarty Strzyżewskiego. To, co do mnie trafiało w jego poprzedniej książce o Rosji, znajdziemy też w tych rozdziałach. Nie zaprzeczę jednak, że Rosja Strzyżewskiego przypadła mi do gustu bardziej niż Białoruś.
Autor pisze z humorem i zazwyczaj mi to nie przeszkadza – podobnie jak w przypadku poprzedniego reportażu już sama okładka wywołała u mnie uśmiech. Jednak w swojej nowej książce Strzyżewski popłynął dla mnie za daleko – przyznając we wstępie, że Łukaszenki nie szanuje, więc będzie go obdarzał najwymyślniejszymi epitetami. I tak zamiast prezydent Białorusi przeczytamy nieraz polna bulwa w czapce generała czy wódz ziemniaczanej wioski. Raz czy dwa można się uśmiechnąć, ale jako miłośniczka literatury faktu nie jestem w stanie traktować poważnie reportażu pełnego tych zwrotów, przeszkadzały mi one w lekturze. Nie do końca też rozumiałam liczne wstawki związane z wojną w Ukrainie i działaniami pomocowymi autora – szanuję, doceniam, ale niczego to do treści książki nie wnosi, a właściwie kompletnie odbiega od tematu.
Spodziewałam się po Białorusi Strzyżewskiego nieco więcej, jednak zdecydowanie nie żałuję lektury. Choć historia początków władzy Łukaszenki była mi już całkiem dobrze znana, z ciekawością czytałam o współczesnych protestach, fałszowaniu wyborów, politycznych gierkach między Białorusią a Rosją. Myślę, że to dobra lektura dla kogoś, kto niewiele wie o naszym wschodnim sąsiedzie, chce zrozumieć białoruską sytuację polityczną, no i czasem uśmiechnąć się podczas czytania. Warto jednak pamiętać, że książka zdecydowanie nie wyczerpuje tematu, a niektóre rozdziały mogą się czytelnikom dłużyć.

Przeczytane: 19.02.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Ciekawostki podróżnicze, Poradniki

Robert Gondek – Poradnik przed podróżą do Afryki

Tytuł: Poradnik przed podróżą do Afryki – Tanzania, Kenia
Autor: Robert Gondek
Literatura: polska
Wydawnictwo: wydanie własne

Nigdy nie byłam fanką poradników, a książka Gondka nie zmieniła mojego podejścia do tego typu literatury. Sięgnęłam po nią, zainteresowana tematem i choć paru ciekawych rzeczy się dowiedziałam, to miałam co do tego ebooka zdecydowanie większe oczekiwania.
Szukając w internecie informacji nt. Kenii, trafiłam wcześniej na blog Gondka, na którym faktycznie było sporo praktycznych i przydatnych rzeczy. Niestety, czytając Poradnik przed podróżą do Afryki, miałam wrażenie, że trafiam na te same teksty co na blogu. Osobiście uważam, że skoro autor wydaje coś, na czym chce zarobić, powinien postarać się jednak o stworzenie nieco bardziej oryginalnego tekstu – bo inaczej czemu czytelnicy mieliby się nie ograniczyć tylko do bloga? Do tego ebook był pełen zwrotów w stylu: często mnie pytacie, to często zadawane pytania… a przy tym dość długa lista pytań, która niby ma robić za wprowadzenie do danego tematu, a jest jedynie niepotrzebnym rozwlekaniem tekstu. Na minus też sporo powtórzeń w treści poradnika.
Spodobały mi się za to opisy i szczegółowe przedstawienie kosztów najpopularniejszych wypraw, czyli safari i trekkingów w górach (zwłaszcza zdobywania Kilimandżaro). Zaskoczeniem dla podróżujących może być fakt, jak niewielka część kosztów tych wycieczek to zarobki biura i pracowników – dominują tu bardzo wysokie opłaty wstępu do parków narodowych. Trafiło do mnie też przekonywanie, by jednak korzystać z pomocy miejscowych – niewiele oszczędzi się bez niej, a ci ludzie przecież właśnie z tego żyją. Cały poradnik jest pełen naprawdę pięknych zdjęć z Kenii i Tanzanii, choć czasem nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że blogerzy wrzucają tyle zdjęć do ebooków, bo muszą czymś nabić ilość stron, gdy nie ma pomysłu na treść… 😉
Całościowo patrząc, nie sądzę, bym z tym poradnikiem miała być dużo lepiej przygotowana na taką podróż, niż gdybym po prostu przejrzała parę stron w internecie (w tym tę prowadzoną przez autora). Ebook nie jest drogi, ale i tak cieszę się, że kupiłam go wraz z całym travelpackiem (promocyjną paczką ebooków podróżniczych) jakiś czas temu. W gruncie rzeczy była to tylko godzina lektury, która nieszczególnie przygotowałaby czytelników do zaplanowania afrykańskiej wycieczki.

Przeczytane: 18.02.2025
Ocena: 5/10