Opublikowany w Reportaż

Maciej Czarnecki – Dla dobra dziecka

Tytuł: Dla dobra dziecka. Szwedzki socjal i polscy rodzice
Autor: Maciej Czarnecki
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Czytałam kilka lat temu Dzieci Norwegii Czarneckiego i teraz z ciekawością sięgnęłam po Dla dobra dziecka – reportaż o zbliżonej tematyce, tym razem jednak poświęcony Szwecji. Byłam pozytywnie nastawiona do tej książki, bo poprzednia była bardzo dobra, a tutaj dodatkowo mocno interesuję się tematyką szwedzką w związku z faktem, że sama w tym kraju parę lat mieszkałam. Dla dobra dziecka okazało się dobrym reportażem, choć niedorównującym poprzednikowi – miałam też trochę poczucie wtórności, choć może to wynikać z tego, że jednak systemy w obu krajach są dość zbliżone. Szwedzkie władze wydają się jednak bardziej współpracować z rodzicami niż norweskie, choć sam Czarnecki przyznał, że może to być też zmiana czasowa – oba reportaże dzieli ładnych parę lat.
Autor starał się przedstawić głośny temat zabierania dzieci przez szwedzki socjal z różnych perspektyw – rozmawiając z rodzicami, którzy dzieci stracili i z tymi, którym władze pomogły w trudnej sytuacji, z dorosłymi już dziećmi oddzielonymi niegdyś od rodziców, a także z różnymi przedstawicielami samego socjalu. Czarnecki skupia się na polskich rodzinach, choć znalazł też ukraińskich rozmówców, a czasem odwoływał się też do innych narodowości, głównie z krajów muzułmańskich (ten lęk rodziców, że takie dzieci trafią do rodzin niewyznających islamu i vice versa). Nie każda historia do mnie trafiła, ale nie zaprzeczę, że ta część oparta na rozmowach z ludźmi była zdecydowanie najciekawsza. Wymęczyły mnie za to inne wstawki, szczególnie gdy autor chciał przedstawić czytelnikom trochę bardziej szczegółowo szwedzką kulturę i zwyczaje, powołując się na mnóstwo innych źródeł – niektóre z tych książek już czytałam i generalnie nie tego oczekiwałam po tym reportażu. Jeśli nie czytało się Dzieci Norwegii można spokojnie z ciekawością sięgnąć po Dla dobra dziecka i sporo nowego się dowiedzieć – zwłaszcza jeśli nie śledziło się nigdy tego tematu. Ale gdybym miała wybrać tylko jeden z reportaży (a myślę, że to wystarczy, biorąc pod uwagę zbliżoną tematykę), postawiłabym jednak na ten o Norwegii.

Przeczytane: 15.02.2026
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Andrew Smith – Księżycowy pył

Tytuł: Księżycowy pył. W poszukiwaniu ludzi, którzy spadli na Ziemię
Autor: Andrew Smith
Tytuł oryginału: Moondust: In Search of the Men Who Fell to Earth
Tłumaczenie: Rafał Lisowski
Literatura: brytyjska / amerykańska
Wydawnictwo: Czarne

Jestem od dawna fanką Serii Amerykańskiej Czarnego, ale z żalem muszę przyznać, że Księżycowy pył to zdecydowanie najsłabsza książka z serii – przynajmniej z tych, z którymi miałam dotąd okazję się zapoznać. Jej zagranicznego sukcesu nie rozumiem, tak jak i dość wysokich ocen, bo sama ledwo przebrnęłam przez ten reportaż.
Generalnie Smith wpadł na całkiem ciekawy pomysł. Kiedy na początku XXI wieku zaczął zbierać materiały do tej książki, wciąż żyło dziewięciu ze stąpających po Księżycu – astronautów, którzy w ramach misji kosmicznych wylądowali na srebrnym globie. Autor postanowił z nimi porozmawiać, zobaczyć, jak ułożyło się ich życie po zakończeniu wypraw w kosmos, dowiedzieć się nie tylko, jakie to było uczucie tam być, ale też jakie cele może mieć w życiu ktoś, kto już nawet chodził po Księżycu i może mieć poczucie, że osiągnął wszystko, co było do osiągnięcia. Szczerze powiedziawszy, pomysł na ten reportaż wydawał mi się wręcz fantastyczny, zwłaszcza gdy pomyślałam, że Smithowi udało się porozmawiać nie tylko z astronautami, ale też ich bliskimi czy innymi pracownikami NASA. Co więc poszło nie tak?
Niestety, bardzo dużo. Przede wszystkim fakt, że w tym reportażu astronauci wydają się tłem do własnych opowieści, przemyśleń i wspomnień autora. Jego własnych odniesień do lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych jest tyle, że wymiękłam naprawdę szybko – a drugie tyle mamy opisów jego podróży w poszukiwaniu bohaterów do swojego reportażu. Tytuły piosenek, których Smith słuchał w aucie, pojawiają się równie często jak wypowiedzi astronautów. Ponadto dobijało mnie, jak wybiórczo autor podchodził do tego, co warto umieścić w książce. Rozmowę z jednym z bohaterów podsumował: zapytałem go o X, Y, X… – i wymienił tu mnóstwo naprawdę ciekawych pytań dotyczących podróży w kosmos, po czym… zmienił temat, nie uznając w ogóle za istotne zaserwować czytelnikom odpowiedzi na te pytania. Owszem, zdarzało mu się wpleść w reportaż trochę ciekawostek i były one zdecydowanie najmocniejszą częścią książki, ale tonęły one w morzu Smithowego słowotoku.
I żeby to chociaż jeszcze było napisane dobrym językiem! Autor nie dość, że pisze mocno kolokwialnie, to jeszcze serwuje czytelnikom zdania w stylu: dla republikańskiego prezydenta kosmos to idealne ruchanko bez zobowiązań (o niedotrzymanych obietnicach powrotu do lotów w kosmos) czy pomysł, żeby pierdnąć człowiekiem w niebo, a potem wyłowić go z morza, kiedy będzie się unosił jak bezsilne niemowlę z śpioszkach z folii aluminiowej (o metodzie sprowadzania astronautów z powrotem na Ziemię). Czy muszę cytować dalej? Zresztą sam Smith się odniósł do zarzutów odnośnie swojego języka w – napisanym kilka lat później – posłowiu: Chwała Bogu, że nie widział pan pierwotnej wersji. Cóż, ja też się cieszę, że tej pierwotnej wersji nie widziałam. I chyba równie mocno cieszyłabym się, gdybym nie widziała i tej ostatecznej. Szkoda czasu.

Przeczytane: 2.02.2026
Ocena: 3/10

Opublikowany w Reportaż

Nathan Thrall – Jeden dzień z życia Abeda Salamy

Tytuł: Jeden dzień z życia Abeda Salamy
Autor: Nathan Thrall
Tytuł oryginału: A Day in the Life of Abed Salama: Anatomy of a Jerusalem Tragedy
Tłumaczenie: Monika Bukowska
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Znak Literanova

Jeden dzień z życia Abeda Salamy okazał się zaskakująco dobrym reportażem. Oczywiście, mogłam się tego spodziewać, bazując na wielu pozytywnych recenzjach, jednakże podchodziłam do tej książki dość sceptycznie. Trochę czytałam ostatnimi czasy o wojnie izraelsko-palestyńskiej, ale tamte lektury skupiały się na całej historii konfliktu, sięgając lat czterdziestych minionego wieku. Mniej w nich było codzienności mieszkańców Palestyny, a nawet jeśli się ona pojawiała, to autorzy skupiali się raczej na Gazie niż Zachodnim Brzegu. Thrall nie wybrał tej ścieżki – u niego cała akcja toczy się wokół wypadku z lutego 2012 roku, gdy izraelska ciężarówka zderzyła się czołowo z autokarem, wiozącym na wycieczkę grupę palestyńskich przedszkolaków. W wyniku wypadku nauczycielka i kilkoro dzieci zginęło, wiele innych zostało rannych, co samo w sobie jest ogromną katastrofą. Ale autor jasno pokazuje, że wydarzenie mogłoby mieć znacznie mniej tragiczne skutki, gdyby nie polityka Izraela wobec Palestyńczyków. Co z tego, że autobus się pali, a w środku są dzieci? – chyba nie myślicie, że tak łatwo przepuści się palestyńskie służby ratunkowe przez punkty kontrolne do miejsca wypadku. Co z tego, że izraelskie służby mogłyby dotrzeć na miejsce dużo szybciej? – może by się pospieszyły aresztować rzucające kamieniami w Żydów palestyńskie dzieci, ale spieszyć się im na ratunek, co to za pomysł… Co z tego, że twoje dziecko może uratowano z wypadku i trafiło do jakiegoś jerozolimskiego szpitala, skoro ty sam nie jesteś Żydem, więc nikt cię przez punkt kontrolny do Jerozolimy nie wpuści… Z tym wszystkim musi się zmierzyć Abed Salama, którego syn Milad znajdował się w roztrzaskanym autobusie. W tym jednym z najgorszych dni swojego życia mężczyzna próbuje się dowiedzieć, co się stało z dzieckiem, ale sytuacja coraz bardziej pogrąża się w chaosie.
Wydarzenia związane z wypadkiem Thrall przedstawia z punktu widzenia kilku osób – członków rodzin poszkodowanych dzieci, zaangażowanych służb, przypadkowych ludzi, którzy znaleźli się na miejscu i rzucili się do pomocy. Autor nie skupia się tu jednak tylko na tym jednym tragicznym dniu, ale często przybliża czytelnikom sylwetki bohaterów reportażu. Ich życiorysy to historia konfliktu izraelsko-palestyńskiego, to okupacyjna codzienność i prześladowania, ale też silne więzi rodzinne. Wiele zachowań bohaterów, wynikających z ich kultury i wychowania, mocno mnie poruszało – jak chociażby rodzina oskarżająca kobietę, która zgodziła się na udział syna w wycieczce, o jego wypadek, czy ciągła obecność rodziny uniemożliwiająca osobiste pożegnanie utraconego dziecka. Całość opisanych przez Thralla sytuacji tworzy świetny obraz – owszem, nie jest to kompletna historia wojny i okupacji, nie jest to nawet szczegółowy reportaż opisujący konkretny wypadek. Są to historie osobiste, zebrane w całość urywki prywatnych tragedii, które są tylko częścią ogromnej tragedii całego narodu palestyńskiego. Świetnie opisane, bardzo poruszające z czysto ludzkiego punktu widzenia. Mocno polecam.

Przeczytane: 27.01.2026
Ocena: 8/10

Opublikowany w Reportaż

Daria Grzesiek – To był tylko pies

Tytuł: To był tylko pies. O żałobie po zwierzętach
Autorka: Daria Grzesiek
Literatura: polska
Wydawnictwo: Dowody

Kiedy usłyszałam o reportażu poświęconym żałobie po zwierzętach, pomyślałam sobie, że jest to naprawdę ciekawy temat. Zwłaszcza że autorka nie skupiła się tylko na psach i kotach, ale postanowiła opowiedzieć też o świnkach morskich i żółwiach, kurach i koniach, a nawet słonicy z zoo. Z zainteresowaniem sięgnęłam więc po To był tylko pies… i szybko poczułam, że czegoś mi w tym reportażu brakuje.
Jego największą wadą jest zdecydowanie objętość – książka liczy sobie zaledwie 160 stron, z czego samego tekstu jest naturalnie trochę mniej. W efekcie Grzesiek nie miała szans dobrze rozwinąć tematu ani dać się zbyt szczegółowo wypowiedzieć swoim rozmówcom. Szczególnie, że pomiędzy ich wypowiedziami autorka powstawiała trochę informacji i ciekawostek związanych z umieraniem zwierząt i tym, co dzieje się z nimi potem. Znów, o samej idei cmentarzy dla zwierząt i różnych sposobach utylizacji zwłok można by napisać książkę dużo bardziej szczegółową niż To był tylko pies. A tu mamy dużo różnych wątków, czasem dość chaotycznie przeplatających się ze sobą i kompletnie niewyczerpujących tematu.
Ciężko mi ocenić tę książkę pod względem emocjonalnym, bo może ktoś, kto sam przechodzi żałobę po ukochanym zwierzaku, dużo bardziej wczuje się w emocje bohaterów reportażu. Dla mnie było to jednak nieszczególnie poruszające, autorce nie udało się oddać emocji w taki sposób, by trafiły one do kogoś, kto sam straty bliskiego zwierzęcia nie doświadczył. A czytałam jednak sporo książek w tematach, których sama na własnej skórze nie doświadczyłam, a jednak byłam lekturą mocno poruszona. To był tylko pies takiego wpływu na mnie nie miało.
Mimo wszystko myślę, że to całkiem ok książka – doceniam różnorodność poruszanych tematów i dobranych historii, to, że faktycznie można poczytać o przywiązaniu do najróżniejszych gatunków zwierząt. Widać, że autorka zrobiła jakiś research tematyczny, ale szkoda, że większość tych wątków poruszyła dość pobieżnie. Można przeczytać jako wprowadzenie do tematu, ale nie ma się co spodziewać reportażu z górnej półki.

Przeczytane: 21.01.2026
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Patrick Radden Keefe – Imperium bólu

Tytuł: Imperium bólu. Baronowie przemysłu farmaceutycznego
Autor: Patrick Radden Keefe
Tytuł oryginału: Empire of Pain: The Secret History of the Sackler Dynasty
Tłumaczenie: Jan Dzierzgowski
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Czarne

Nie śledziłam przebiegu kryzysu opioidowego w Stanach – szczerze powiedziawszy, nie sądzę, żeby w ogóle coś do mnie docierało na ten temat. Nazwisko Sacklerów było mi całkowicie obce. Dlatego też Imperium bólu Keefe’a zaskoczyło mnie, wciągnęło, ale też mocno mną wstrząsnęło… choć może nie powinno dziwić, że dla wielkich firm – nieważne, czy prywatnych czy notowanych na giełdzie – liczy się tylko zysk. Autor cofa się w swojej opowieści do pierwszej połowy XX wieku i przedstawia historię trzech braci Sacklerów: Raymonda, Mortimera i najstarszego Arthura, który był główną siłą napędową rodzinnej fortuny. I choć kryzys opioidowy to już wydarzenia toczące się nie za jego życia, to jednak Keefe udowadnia, że o Arthurze zapomnieć tu nie można, bo to właśnie najstarszy z Sacklerów wprowadził lekarstwa do świata reklamy i podniósł ich sprzedaż do rekordowych poziomów. A potem przyszły kolejne pokolenia i zakup firmy Purdue, która wprowadziła na rynek OxyContin. Ile w tle było marketingu, polityki, kłamstw, powoływania się na nieistniejące badania i dane… A wszystko to doprowadziło do rekordowej sprzedaży leku, ogromnej liczby uzależnień w wielu przypadkach kończących się śmiercią i do nierealnych wręcz pieniędzy spływających na konta Sacklerów.
Keefe łączy historię rodziny z historią Purdue i OxyContinu, przeplata to wszystko bataliami sądowymi, akcjami przeciwko firmie i wypowiedziami dawnych pracowników. Wyłania się z tego przerażający obraz – zarówno koszmaru wielu uzależnionych osób, ale też bezmyślności i chciwości Sacklerów, którzy do samego końca uparcie nie chcieli dostrzegać własnych błędów. Imperium bólu czyta się świetnie, to bardzo dobrze napisany i wciągający reportaż, a autor wykonał tytaniczną pracę, by zebrać w całość tę historię i przedstawić ją w tak przystępny sposób. To jedna z najlepszych książek z Serii Amerykańskiej Czarnego, naprawdę warto przeczytać.

Przeczytane: 28.11.2025
Ocena: 8/10

Opublikowany w Reportaż

Kate Brown – Czarnobyl

Tytuł: Czarnobyl. Instrukcje przetrwania
Autorka: Kate Brown
Tytuł oryginału: Manual for Survival: A Chernobyl Guide to the Future
Tłumaczenie: Tomasz S. Gałązka
Literatura: amerykańska
wydawnictwo: Czarne

Brown napisała zdecydowanie inny reportaż o Czarnobylu od tych, które dotąd czytałam (no, może poza Czarnobylską modlitwą, ale Aleksijewicz to zawsze klasa sama w sobie) – a trochę już w temacie przeczytałam. Ta amerykańska profesorka uznała, że książek opisujących przyczyny oraz samą katastrofę krok po kroku było już mnóstwo i nie odczuwała potrzeby, by po raz kolejny przedstawiać te informacje. Skupiła się za to na późniejszych wydarzeniach, zarówno od strony politycznej, jak i tej zwykłej, ludzkiej. Zresztą nawet tytuł Instrukcje przetrwania świetnie wskazuje na to, czego możemy się po tej lekturze spodziewać – jakie instrukcje władze kierowały do ludności Ukrainy i Białorusi dotkniętej katastrofą. O tym, że wcale tak szybko nie podjęto decyzji o wysiedleniu Strefy Wykluczenia, już wiedziałam. Nie zdawałam sobie jednak sprawy, ile innych miejsc – nieraz jeszcze silniej dotkniętych promieniowaniem – zostało pozostawionych samym sobie. Ilu ludzi żyło w miejscach, z których powinni uciekać, ale miało zakaz przeprowadzki, zakaz produkowania oraz spożywania miejscowej żywności przy jednoczesnych brakach w zaopatrzeniu z zewnątrz. Wiedziałam, jak bardzo zawiódł swoich obywateli ZSRS, dążący do ukrycia prawdy o tragedii zarówno przed światem zachodnim, jak i przed tymi obywatelami. Ale nie wiedziałam, że gdy do Czarnobyla dotarli przedstawiciele Zachodu, nie tylko popierali oni sowieckie badania, ale nawet zaniżali skutki katastrofy i związane z nią ryzyko. Jak mocno w wyciszanie głosów ofiar włączyły się międzynarodowe agencje i Stany Zjednoczone, przerażone, że gdy wiedza o skutkach promieniowania stanie się ogólnie dostępna, do Waszyngtonu zaczną spływać tysiące pozwów od mieszkańców terenów, w pobliżu których przeprowadzano próby jądrowe… Jak bardzo opierano się na badaniach z Hiroszimy, kompletnie ignorując różnice w obu tragediach oraz zebranych materiałach. A pomiędzy tymi politycznymi przepychankami było mnóstwo zwykłych Ukraińców i Białorusinów, którzy nagle zaczęli masowo chorować, był ogromny wzrost przypadków niedonoszonych ciąż i skrócona długość życia, brak odpowiedzialności za odpady radioaktywne i kombinowanie, jak jednak sprzedawać produkty roślinne i odzwierzęce pochodzące z napromieniowanych terenów… Czarnobyl Brown to fascynująca lektura i z przyjemnością dałabym jej nawet wyższą ocenę, gdyby nie mocno odczuwalna i dość irytująca obecność autorki w reportażu, za dużo było tu jednak jej własnych myśli, odczuć i komentarzy. Przełknęłam to jednak, bo Brown naprawdę wykonała świetną robotę, pracując nad tą książką i mimo wszystko zdecydowanie warto ją przeczytać.

Przeczytane: 3.11.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Dominik Héjj – Węgry na nowo

Tytuł: Węgry na nowo. Jak Viktor Orbán zaprogramował narodową tożsamość
Autor: Dominik Héjj
Literatura: polska
Wydawnictwo: Szczeliny

Héjj jest polskim politologiem węgierskiego pochodzenia, skupiającym się w pracy właśnie na swoich rodzinnych Węgrzech oraz ich polityce. Właśnie temu poświęcony jest też jego reportaż Węgry na nowo, więc jeśli spodziewacie się książki z kompleksowym spojrzeniem na Węgry, to możecie czuć się zawiedzeni. Jeśli jednak skusiliście się na książkę – tak jak ja – zainteresowani podtytułem i polityką Orbána, na pewno znajdziecie tu sporo ciekawostek. I z góry uprzedzam, jeśli darzycie węgierskiego premiera bezkrytycznym uczuciem (czego osobiście nie rozumiem, ale ludzie mają różnie…), to może Was irytować, że u Héjja antypatię do Orbána da się dość łatwo wyczuć. Co nie przeszkadza jednak autorowi w dość obiektywnym przedstawieniu dojścia Fideszu do władzy ani w przyznaniu, że premier jest utalentowanym politykiem.
Héjj przedstawia czytelnikom węgierską scenę polityczną ostatnich 20-30 lat – z węgierskiego, a nie polskiego punktu widzenia (co ma spore znaczenie, jako że polskie media dość wybiórczo pokazują, co się tam dzieje). Przy tym wskazuje, co różni narody bratanków, że porównywanie Polski do Węgier, jak chcieliby to robić niektórzy polscy politycy, po prostu nie ma sensu. Wiele wniosków wyciąga z historii, choć czasem wydawało mi się, że jest to zbyt prostolinijne myślenie, przydałoby się trochę bardziej wszechstronne spojrzenie. Jednak sama analiza polityki Orbána, jego dopasowywania się do zmieniającej się sytuacji międzynarodowej (kto by pomyślał, że wszedł on do polityki z ateistycznymi poglądami, Fidesz wspierało przystąpienie Węgier do UE, a po partii spodziewano się odcięcia kraju od rosyjskich wpływów?), swobody zmieniania prawa krajowego, by osłabić opozycję i wzmocnić swoją władzę – to było naprawdę ciekawie przedstawione. Zwłaszcza że Héjj nie skupiał się tylko na Fideszu, ale też opisywał powstanie konserwatywnego Jobbiku, pisał o nieudanej rywalizacji tej partii z Fideszem, potem o próbach zjednoczenia się opozycji… Z Węgier na nowo wyraźnie widać, dlaczego nadmuchane przez europejskie media nadzieje na zwrot w węgierskiej polityce nie mogły się spełnić – i najprawdopodobniej nie spełnią się także w najbliższych wyborach.
Dobrze mi się czytało książkę Héjja, to ciekawy reportaż o obecnej scenie politycznej Węgier – scenie, na której od lat dominuje jeden człowiek i jedna partia, choć poglądy mieszkańców są dużo bardziej różnorodne. Zabrakło mi tu jednak bardziej ludzkiego spojrzenia na politykę. Autor to politolog i analizował historię, media, decyzje polityczne, wypowiedzi polityków, statystyki – i pod tym względem przedstawił faktycznie szczegółowy i interesujący obraz sytuacji. Ale zabrakło mi tu rozmów z ludźmi popierającymi różne frakcje polityczne, dogłębnego pokazania , jak ta polityka wpływa na życie zwykłych Węgrów, dlaczego niektórzy faktycznie stoją murem za Fideszem – przecież Héjj spędza w kraju dużo czasu, ma tam rodzinę, nie wierzę, że nie mógłby znaleźć rozmówców do reportażu. Mimo to cieszę się, że sięgnęłam po tę lekturę, dużo rzeczy się dowiedziałam, a wiele innych będę chciała doczytać 🙂

Przeczytane: 01.11.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Halszka Witkowska, Monika Tadra – Niewysłuchani

Tytuł: Niewysłuchani. O śmierci samobójczej i tych, którzy pozostali
Autorki: Halszka Witkowska, Monika Tadra
Literatura: polska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Bardzo dobry reportaż na bardzo trudny temat. Tytułowi Niewysłuchani to nie tylko osoby, którym rozmowa w odpowiednim momencie mogłaby ocalić życie, ale przede wszystkim ich bliscy, ci, którzy pozostali. Jak zauważają autorki, śmierć samobójcza dotyka ponad stu osób z otoczenia osoby, która się na nią decyduje – partnerów, dzieci, rodzeństwo, rodziców, przyjaciół, współpracowników, kolegów ze szkoły czy nauczycieli. Pozostawia po sobie rany, które mogą się nigdy do końca nie zabliźnić, mnóstwo pytań i najróżniejszych emocji: od złości, przez ból aż po ogromne poczucie winy, że nie zauważyło się sygnałów, że nie zareagowało się na czas. Do tego wszystkiego dochodzi przytłaczająca cisza, bo ludzie nie wiedzą, jak rozmawiać z osobami w żałobie, wolą więc się wycofać, pozwolić im przeżywać swój ból w milczeniu i samotności. A milczenie i samotność to ostatnie, czego potrzeba w żałobie i właśnie o tym jest ten reportaż.
Pierwsza część Niewysłuchanych to seria wywiadów przeprowadzonych z bliskimi samobójców. Tadra umiejętnie prowadziła rozmowy, skupiając się na uczuciach swoich rozmówców. Większość z nich miała już dobrze przepracowaną śmierć bliskiej osoby i umiała też spojrzeć na swoje dawne emocje w dość zrównoważony sposób. Może dlatego najbardziej poruszyły mnie te wywiady przeprowadzone nie tak dawno po samobójstwach, gdzie te emocje były żywsze, bardziej wielowymiarowe. Jednak każda rozmowa to oddzielna historia, oddzielna tragedia i mnóstwo uczuć, których nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, nie doświadczywszy czegoś takiego. Zresztą sami bohaterowie reportażu też reagowali różnie, w zależności od bliskości relacji z ofiarą, od otrzymanego wsparcia (przerażające jest też to, że często rodzina zmarłego odwraca się od jego partnera/ki i dzieci), od poczucia odpowiedzialności za daną osobę (inaczej w przypadku własnego dziecka a np. koleżanki z pracy), na ile można się było tego spodziewać (np. na podstawie wcześniejszych prób samobójczych) i wielu innych czynników.
Druga, dużo krótsza część książki, to analiza różnych zachowań z perspektywy dr Witkowskiej, specjalizującej się w suicydologii. Odnosząc się do cytatów z wcześniejszych wywiadów, tłumaczy ona różne reakcje, pomaga walczyć z poczuciem winy i podkreśla znaczenie rozmowy. A nawet nie tyle rozmowy, co czasem po prostu wysłuchania w ciszy drugiej osoby, pozwolenia jej wyrzucić z siebie zgromadzone emocje. Jest to może mniej poruszająca część, ale bardzo merytoryczna i świetnie uzupełniająca przeprowadzone wywiady. O samych samobójstwach jest tu niewiele – autorki nie chcą gloryfikować tego rodzaju śmierci czy podpowiadać sposobów, wolą się skupić na tym, co prowadzi do takiej decyzji i jakie spustoszenie wywołuje ona wśród bliskich. Warto przeczytać.

Przeczytane: 21.10.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

John Glatt – Sprawa Josefa Fritzla

Tytuł: Sprawa Josefa Fritzla
Autor: John Glatt
Tytuł oryginału: Secrets in the Cellar
Tłumaczenie: Adrian Napieralski
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Filia

Glatt to dziennikarz specjalizujący się w literaturze true crime – czytałam jakiś czas temu jego książkę pt. Rodzina z domu obok i opisana historia bardzo mnie poruszyła, choć irytował mnie styl autora. Z ciekawością jednak sięgnęłam po Sprawę Josefa Fritzla, bo była to bardzo głośna rzecz w Austrii, gdzie akurat mieszkam. Jeśli komuś to jednak umknęło lub nie kojarzy po samym nazwisku, to Josef Fritzl był tym facetem, który zamknął w piwnicy własną córkę, więził ją tam przed 24 lata, płodząc z nią kilkoro dzieci. Rzecz wyszła na jaw w 2008 roku, gdy jedna z wnuczko-córek Fritzla potrzebowała pomocy specjalistycznej i trafiła do szpitala, a wkrótce potem cała sprawa stała się jedną z najgłośniejszych afer kryminalnych w historii Austrii.
Glatt przedstawia krok po kroku życie Fritzla – od nieszczęśliwego i pełnego przemocy dzieciństwa, przez ślub z całkowicie mu poddaną Rosemarie, aż po stopniowe powiększanie rodziny i bardzo surowe wychowanie dzieci. W międzyczasie pojawiały się coraz większe i coraz dziwniejsze potrzeby seksualne, a sam mężczyzna trafił do więzienia za gwałt na obcej kobiecie, był też wcześniej znany policji w wyniku innych niewłaściwych zachowań. Jeśli więzienie czegoś nauczyło Fritzla, to tylko lepszego ukrywania się – ale też dobrze zauważał, że państwo austriackie na wiele rzeczy przymyka oczy. Dlatego mężczyźnie udało się skutecznie przekonać służby, że jego córka dobrowolnie zniknęła z życia rodziny, co więcej, podrzucała dziadkom dzieci na wychowanie, które Fritzl z żoną adoptowali. Glatt przedstawia całą tę historię w dość szczegółowy sposób, ukazując nie tylko chore działania samego mężczyzny, ale też ile sygnałów zostało przegapionych przez bliskich rodziny oraz przez władze. Na szczęście autor pomija szczegółowe opisy zbrodni Fritzla (zapewne ze względu na dobro rodziny, ale mimo wszystko, nie chciałabym tego czytać i tak), a historię kończy opisem batalii prawnej i dalszych losów zarówno zbrodniarza, jak i jego rodziny. To była dla mnie zaleta w porównaniu z czytaną wcześniej książką Glatta, napisaną wkrótce po tragicznych wydarzeniach, więc wiele późniejszych kwestii było jeszcze nieznanych. Za to niezmienny od poprzedniej lektury był język i styl – coś, czym autor kompletnie do mnie nie potrafił przemówić. Choć Sprawę Josefa Fritzla czytało się bardzo szybko, to jednak nadmiar opinii własnych Glatta, mocno potoczny język – wszystko to utrudniało mi odbiór książki.

Przeczytane: 7.10.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Antonina Tosiek – Przepraszam za brzydkie pismo

Tytuł: Przepraszam za brzydkie pismo. Pamiętniki wiejskich kobiet
Autorka: Antonina Tosiek
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Byłam jedną z tych czytelniczek, którym Chłopki Kuciel-Frydryszak bardzo przypadły do gustu i z pozytywnym wspomnieniem tamtej lektury sięgnęłam po Przepraszam za brzydkie pismo Tosiek. Trudno było mi nie porównywać obu książek, chociaż stoją za nimi inne koncepcje, a z nowej lektury też wyniosłam wiele ciekawych informacji. Reportaż Tosiek jest momentami trudny w odbiorze, szczególnie gdy przewija się w nim wiele cytatów stojących na bakier z ortografią i interpunkcją, z drugiej jednak strony tak właśnie wyglądały te tytułowe Pamiętniki wiejskich kobiet. Może też ze względu na te liczne błędy w oryginalnych tekstach, autorka wolała częściej sama opowiadać o losach swoich bohaterek i tylko krótkimi fragmentami cytować ich pamiętniki.
O konkursach pamiętnikarskich przeprowadzanych w Polsce między- i powojennej przeczytałam po raz pierwszy właśnie w Chłopkach i zafascynował mnie ten pomysł. Gospodynie i rolniczki (choć nie były to jedyne grupy zawodowe, których pamiętniki drukowano) były wielokrotnie na przestrzeni lat proszone o udostępnianie swoich wspomnień i przemyśleń, by podzielić się z resztą społeczeństwa obrazem swojego życia, no i utrwalić je dla potomnych. Wiele z tych materiałów nie przetrwało do dnia dzisiejszego, ale już z tych zachowanych wyłania się obraz trudnego życia, pełnego ciężkiej pracy, nie zawsze chcianej wielodzietności, przemocy fizycznej i nieudanych małżeństw, niespełnionych marzeń o edukacji czy potężnym wpływie religii na codzienność. Konkursy pamiętnikarskie organizowano w latach 1933-95, choć niektóre kobiety przywoływały też dawniejsze wspomnienia, sięgające początków XX wieku. Dzięki temu możemy zaobserwować wolno zachodzące zmiany w życiu na wsi, które w pewnym momencie zaczęło się trochę poprawiać, by znów podupaść wraz z upadkiem PRL-u i PGR-ów. Dla mnie, czytelniczki wychowanej w mieście już po transformacji ustrojowej, Przepraszam za brzydkie pismo ukazuje kompletnie obcy świat, który warto jednak poznać – a jak lepiej to zrobić niż oczami jego mieszkanek? I choć książka Tosiek nie wciągnęła mnie aż tak jak Chłopki, myślę, że była to wartościowa lektura, fajne uzupełnienie tamtego reportażu 🙂

Przeczytane: 28.09.2025
Ocena: 7/10