Opublikowany w Reportaż

Patrick Radden Keefe – Imperium bólu

Tytuł: Imperium bólu. Baronowie przemysłu farmaceutycznego
Autor: Patrick Radden Keefe
Tytuł oryginału: Empire of Pain: The Secret History of the Sackler Dynasty
Tłumaczenie: Jan Dzierzgowski
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Czarne

Nie śledziłam przebiegu kryzysu opioidowego w Stanach – szczerze powiedziawszy, nie sądzę, żeby w ogóle coś do mnie docierało na ten temat. Nazwisko Sacklerów było mi całkowicie obce. Dlatego też Imperium bólu Keefe’a zaskoczyło mnie, wciągnęło, ale też mocno mną wstrząsnęło… choć może nie powinno dziwić, że dla wielkich firm – nieważne, czy prywatnych czy notowanych na giełdzie – liczy się tylko zysk. Autor cofa się w swojej opowieści do pierwszej połowy XX wieku i przedstawia historię trzech braci Sacklerów: Raymonda, Mortimera i najstarszego Arthura, który był główną siłą napędową rodzinnej fortuny. I choć kryzys opioidowy to już wydarzenia toczące się nie za jego życia, to jednak Keefe udowadnia, że o Arthurze zapomnieć tu nie można, bo to właśnie najstarszy z Sacklerów wprowadził lekarstwa do świata reklamy i podniósł ich sprzedaż do rekordowych poziomów. A potem przyszły kolejne pokolenia i zakup firmy Purdue, która wprowadziła na rynek OxyContin. Ile w tle było marketingu, polityki, kłamstw, powoływania się na nieistniejące badania i dane… A wszystko to doprowadziło do rekordowej sprzedaży leku, ogromnej liczby uzależnień w wielu przypadkach kończących się śmiercią i do nierealnych wręcz pieniędzy spływających na konta Sacklerów.
Keefe łączy historię rodziny z historią Purdue i OxyContinu, przeplata to wszystko bataliami sądowymi, akcjami przeciwko firmie i wypowiedziami dawnych pracowników. Wyłania się z tego przerażający obraz – zarówno koszmaru wielu uzależnionych osób, ale też bezmyślności i chciwości Sacklerów, którzy do samego końca uparcie nie chcieli dostrzegać własnych błędów. Imperium bólu czyta się świetnie, to bardzo dobrze napisany i wciągający reportaż, a autor wykonał tytaniczną pracę, by zebrać w całość tę historię i przedstawić ją w tak przystępny sposób. To jedna z najlepszych książek z Serii Amerykańskiej Czarnego, naprawdę warto przeczytać.

Przeczytane: 28.11.2025
Ocena: 8/10

Opublikowany w Reportaż

Kate Brown – Czarnobyl

Tytuł: Czarnobyl. Instrukcje przetrwania
Autorka: Kate Brown
Tytuł oryginału: Manual for Survival: A Chernobyl Guide to the Future
Tłumaczenie: Tomasz S. Gałązka
Literatura: amerykańska
wydawnictwo: Czarne

Brown napisała zdecydowanie inny reportaż o Czarnobylu od tych, które dotąd czytałam (no, może poza Czarnobylską modlitwą, ale Aleksijewicz to zawsze klasa sama w sobie) – a trochę już w temacie przeczytałam. Ta amerykańska profesorka uznała, że książek opisujących przyczyny oraz samą katastrofę krok po kroku było już mnóstwo i nie odczuwała potrzeby, by po raz kolejny przedstawiać te informacje. Skupiła się za to na późniejszych wydarzeniach, zarówno od strony politycznej, jak i tej zwykłej, ludzkiej. Zresztą nawet tytuł Instrukcje przetrwania świetnie wskazuje na to, czego możemy się po tej lekturze spodziewać – jakie instrukcje władze kierowały do ludności Ukrainy i Białorusi dotkniętej katastrofą. O tym, że wcale tak szybko nie podjęto decyzji o wysiedleniu Strefy Wykluczenia, już wiedziałam. Nie zdawałam sobie jednak sprawy, ile innych miejsc – nieraz jeszcze silniej dotkniętych promieniowaniem – zostało pozostawionych samym sobie. Ilu ludzi żyło w miejscach, z których powinni uciekać, ale miało zakaz przeprowadzki, zakaz produkowania oraz spożywania miejscowej żywności przy jednoczesnych brakach w zaopatrzeniu z zewnątrz. Wiedziałam, jak bardzo zawiódł swoich obywateli ZSRS, dążący do ukrycia prawdy o tragedii zarówno przed światem zachodnim, jak i przed tymi obywatelami. Ale nie wiedziałam, że gdy do Czarnobyla dotarli przedstawiciele Zachodu, nie tylko popierali oni sowieckie badania, ale nawet zaniżali skutki katastrofy i związane z nią ryzyko. Jak mocno w wyciszanie głosów ofiar włączyły się międzynarodowe agencje i Stany Zjednoczone, przerażone, że gdy wiedza o skutkach promieniowania stanie się ogólnie dostępna, do Waszyngtonu zaczną spływać tysiące pozwów od mieszkańców terenów, w pobliżu których przeprowadzano próby jądrowe… Jak bardzo opierano się na badaniach z Hiroszimy, kompletnie ignorując różnice w obu tragediach oraz zebranych materiałach. A pomiędzy tymi politycznymi przepychankami było mnóstwo zwykłych Ukraińców i Białorusinów, którzy nagle zaczęli masowo chorować, był ogromny wzrost przypadków niedonoszonych ciąż i skrócona długość życia, brak odpowiedzialności za odpady radioaktywne i kombinowanie, jak jednak sprzedawać produkty roślinne i odzwierzęce pochodzące z napromieniowanych terenów… Czarnobyl Brown to fascynująca lektura i z przyjemnością dałabym jej nawet wyższą ocenę, gdyby nie mocno odczuwalna i dość irytująca obecność autorki w reportażu, za dużo było tu jednak jej własnych myśli, odczuć i komentarzy. Przełknęłam to jednak, bo Brown naprawdę wykonała świetną robotę, pracując nad tą książką i mimo wszystko zdecydowanie warto ją przeczytać.

Przeczytane: 3.11.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Dominik Héjj – Węgry na nowo

Tytuł: Węgry na nowo. Jak Viktor Orbán zaprogramował narodową tożsamość
Autor: Dominik Héjj
Literatura: polska
Wydawnictwo: Szczeliny

Héjj jest polskim politologiem węgierskiego pochodzenia, skupiającym się w pracy właśnie na swoich rodzinnych Węgrzech oraz ich polityce. Właśnie temu poświęcony jest też jego reportaż Węgry na nowo, więc jeśli spodziewacie się książki z kompleksowym spojrzeniem na Węgry, to możecie czuć się zawiedzeni. Jeśli jednak skusiliście się na książkę – tak jak ja – zainteresowani podtytułem i polityką Orbána, na pewno znajdziecie tu sporo ciekawostek. I z góry uprzedzam, jeśli darzycie węgierskiego premiera bezkrytycznym uczuciem (czego osobiście nie rozumiem, ale ludzie mają różnie…), to może Was irytować, że u Héjja antypatię do Orbána da się dość łatwo wyczuć. Co nie przeszkadza jednak autorowi w dość obiektywnym przedstawieniu dojścia Fideszu do władzy ani w przyznaniu, że premier jest utalentowanym politykiem.
Héjj przedstawia czytelnikom węgierską scenę polityczną ostatnich 20-30 lat – z węgierskiego, a nie polskiego punktu widzenia (co ma spore znaczenie, jako że polskie media dość wybiórczo pokazują, co się tam dzieje). Przy tym wskazuje, co różni narody bratanków, że porównywanie Polski do Węgier, jak chcieliby to robić niektórzy polscy politycy, po prostu nie ma sensu. Wiele wniosków wyciąga z historii, choć czasem wydawało mi się, że jest to zbyt prostolinijne myślenie, przydałoby się trochę bardziej wszechstronne spojrzenie. Jednak sama analiza polityki Orbána, jego dopasowywania się do zmieniającej się sytuacji międzynarodowej (kto by pomyślał, że wszedł on do polityki z ateistycznymi poglądami, Fidesz wspierało przystąpienie Węgier do UE, a po partii spodziewano się odcięcia kraju od rosyjskich wpływów?), swobody zmieniania prawa krajowego, by osłabić opozycję i wzmocnić swoją władzę – to było naprawdę ciekawie przedstawione. Zwłaszcza że Héjj nie skupiał się tylko na Fideszu, ale też opisywał powstanie konserwatywnego Jobbiku, pisał o nieudanej rywalizacji tej partii z Fideszem, potem o próbach zjednoczenia się opozycji… Z Węgier na nowo wyraźnie widać, dlaczego nadmuchane przez europejskie media nadzieje na zwrot w węgierskiej polityce nie mogły się spełnić – i najprawdopodobniej nie spełnią się także w najbliższych wyborach.
Dobrze mi się czytało książkę Héjja, to ciekawy reportaż o obecnej scenie politycznej Węgier – scenie, na której od lat dominuje jeden człowiek i jedna partia, choć poglądy mieszkańców są dużo bardziej różnorodne. Zabrakło mi tu jednak bardziej ludzkiego spojrzenia na politykę. Autor to politolog i analizował historię, media, decyzje polityczne, wypowiedzi polityków, statystyki – i pod tym względem przedstawił faktycznie szczegółowy i interesujący obraz sytuacji. Ale zabrakło mi tu rozmów z ludźmi popierającymi różne frakcje polityczne, dogłębnego pokazania , jak ta polityka wpływa na życie zwykłych Węgrów, dlaczego niektórzy faktycznie stoją murem za Fideszem – przecież Héjj spędza w kraju dużo czasu, ma tam rodzinę, nie wierzę, że nie mógłby znaleźć rozmówców do reportażu. Mimo to cieszę się, że sięgnęłam po tę lekturę, dużo rzeczy się dowiedziałam, a wiele innych będę chciała doczytać 🙂

Przeczytane: 01.11.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Halszka Witkowska, Monika Tadra – Niewysłuchani

Tytuł: Niewysłuchani. O śmierci samobójczej i tych, którzy pozostali
Autorki: Halszka Witkowska, Monika Tadra
Literatura: polska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Bardzo dobry reportaż na bardzo trudny temat. Tytułowi Niewysłuchani to nie tylko osoby, którym rozmowa w odpowiednim momencie mogłaby ocalić życie, ale przede wszystkim ich bliscy, ci, którzy pozostali. Jak zauważają autorki, śmierć samobójcza dotyka ponad stu osób z otoczenia osoby, która się na nią decyduje – partnerów, dzieci, rodzeństwo, rodziców, przyjaciół, współpracowników, kolegów ze szkoły czy nauczycieli. Pozostawia po sobie rany, które mogą się nigdy do końca nie zabliźnić, mnóstwo pytań i najróżniejszych emocji: od złości, przez ból aż po ogromne poczucie winy, że nie zauważyło się sygnałów, że nie zareagowało się na czas. Do tego wszystkiego dochodzi przytłaczająca cisza, bo ludzie nie wiedzą, jak rozmawiać z osobami w żałobie, wolą więc się wycofać, pozwolić im przeżywać swój ból w milczeniu i samotności. A milczenie i samotność to ostatnie, czego potrzeba w żałobie i właśnie o tym jest ten reportaż.
Pierwsza część Niewysłuchanych to seria wywiadów przeprowadzonych z bliskimi samobójców. Tadra umiejętnie prowadziła rozmowy, skupiając się na uczuciach swoich rozmówców. Większość z nich miała już dobrze przepracowaną śmierć bliskiej osoby i umiała też spojrzeć na swoje dawne emocje w dość zrównoważony sposób. Może dlatego najbardziej poruszyły mnie te wywiady przeprowadzone nie tak dawno po samobójstwach, gdzie te emocje były żywsze, bardziej wielowymiarowe. Jednak każda rozmowa to oddzielna historia, oddzielna tragedia i mnóstwo uczuć, których nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, nie doświadczywszy czegoś takiego. Zresztą sami bohaterowie reportażu też reagowali różnie, w zależności od bliskości relacji z ofiarą, od otrzymanego wsparcia (przerażające jest też to, że często rodzina zmarłego odwraca się od jego partnera/ki i dzieci), od poczucia odpowiedzialności za daną osobę (inaczej w przypadku własnego dziecka a np. koleżanki z pracy), na ile można się było tego spodziewać (np. na podstawie wcześniejszych prób samobójczych) i wielu innych czynników.
Druga, dużo krótsza część książki, to analiza różnych zachowań z perspektywy dr Witkowskiej, specjalizującej się w suicydologii. Odnosząc się do cytatów z wcześniejszych wywiadów, tłumaczy ona różne reakcje, pomaga walczyć z poczuciem winy i podkreśla znaczenie rozmowy. A nawet nie tyle rozmowy, co czasem po prostu wysłuchania w ciszy drugiej osoby, pozwolenia jej wyrzucić z siebie zgromadzone emocje. Jest to może mniej poruszająca część, ale bardzo merytoryczna i świetnie uzupełniająca przeprowadzone wywiady. O samych samobójstwach jest tu niewiele – autorki nie chcą gloryfikować tego rodzaju śmierci czy podpowiadać sposobów, wolą się skupić na tym, co prowadzi do takiej decyzji i jakie spustoszenie wywołuje ona wśród bliskich. Warto przeczytać.

Przeczytane: 21.10.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

John Glatt – Sprawa Josefa Fritzla

Tytuł: Sprawa Josefa Fritzla
Autor: John Glatt
Tytuł oryginału: Secrets in the Cellar
Tłumaczenie: Adrian Napieralski
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Filia

Glatt to dziennikarz specjalizujący się w literaturze true crime – czytałam jakiś czas temu jego książkę pt. Rodzina z domu obok i opisana historia bardzo mnie poruszyła, choć irytował mnie styl autora. Z ciekawością jednak sięgnęłam po Sprawę Josefa Fritzla, bo była to bardzo głośna rzecz w Austrii, gdzie akurat mieszkam. Jeśli komuś to jednak umknęło lub nie kojarzy po samym nazwisku, to Josef Fritzl był tym facetem, który zamknął w piwnicy własną córkę, więził ją tam przed 24 lata, płodząc z nią kilkoro dzieci. Rzecz wyszła na jaw w 2008 roku, gdy jedna z wnuczko-córek Fritzla potrzebowała pomocy specjalistycznej i trafiła do szpitala, a wkrótce potem cała sprawa stała się jedną z najgłośniejszych afer kryminalnych w historii Austrii.
Glatt przedstawia krok po kroku życie Fritzla – od nieszczęśliwego i pełnego przemocy dzieciństwa, przez ślub z całkowicie mu poddaną Rosemarie, aż po stopniowe powiększanie rodziny i bardzo surowe wychowanie dzieci. W międzyczasie pojawiały się coraz większe i coraz dziwniejsze potrzeby seksualne, a sam mężczyzna trafił do więzienia za gwałt na obcej kobiecie, był też wcześniej znany policji w wyniku innych niewłaściwych zachowań. Jeśli więzienie czegoś nauczyło Fritzla, to tylko lepszego ukrywania się – ale też dobrze zauważał, że państwo austriackie na wiele rzeczy przymyka oczy. Dlatego mężczyźnie udało się skutecznie przekonać służby, że jego córka dobrowolnie zniknęła z życia rodziny, co więcej, podrzucała dziadkom dzieci na wychowanie, które Fritzl z żoną adoptowali. Glatt przedstawia całą tę historię w dość szczegółowy sposób, ukazując nie tylko chore działania samego mężczyzny, ale też ile sygnałów zostało przegapionych przez bliskich rodziny oraz przez władze. Na szczęście autor pomija szczegółowe opisy zbrodni Fritzla (zapewne ze względu na dobro rodziny, ale mimo wszystko, nie chciałabym tego czytać i tak), a historię kończy opisem batalii prawnej i dalszych losów zarówno zbrodniarza, jak i jego rodziny. To była dla mnie zaleta w porównaniu z czytaną wcześniej książką Glatta, napisaną wkrótce po tragicznych wydarzeniach, więc wiele późniejszych kwestii było jeszcze nieznanych. Za to niezmienny od poprzedniej lektury był język i styl – coś, czym autor kompletnie do mnie nie potrafił przemówić. Choć Sprawę Josefa Fritzla czytało się bardzo szybko, to jednak nadmiar opinii własnych Glatta, mocno potoczny język – wszystko to utrudniało mi odbiór książki.

Przeczytane: 7.10.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Antonina Tosiek – Przepraszam za brzydkie pismo

Tytuł: Przepraszam za brzydkie pismo. Pamiętniki wiejskich kobiet
Autorka: Antonina Tosiek
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Byłam jedną z tych czytelniczek, którym Chłopki Kuciel-Frydryszak bardzo przypadły do gustu i z pozytywnym wspomnieniem tamtej lektury sięgnęłam po Przepraszam za brzydkie pismo Tosiek. Trudno było mi nie porównywać obu książek, chociaż stoją za nimi inne koncepcje, a z nowej lektury też wyniosłam wiele ciekawych informacji. Reportaż Tosiek jest momentami trudny w odbiorze, szczególnie gdy przewija się w nim wiele cytatów stojących na bakier z ortografią i interpunkcją, z drugiej jednak strony tak właśnie wyglądały te tytułowe Pamiętniki wiejskich kobiet. Może też ze względu na te liczne błędy w oryginalnych tekstach, autorka wolała częściej sama opowiadać o losach swoich bohaterek i tylko krótkimi fragmentami cytować ich pamiętniki.
O konkursach pamiętnikarskich przeprowadzanych w Polsce między- i powojennej przeczytałam po raz pierwszy właśnie w Chłopkach i zafascynował mnie ten pomysł. Gospodynie i rolniczki (choć nie były to jedyne grupy zawodowe, których pamiętniki drukowano) były wielokrotnie na przestrzeni lat proszone o udostępnianie swoich wspomnień i przemyśleń, by podzielić się z resztą społeczeństwa obrazem swojego życia, no i utrwalić je dla potomnych. Wiele z tych materiałów nie przetrwało do dnia dzisiejszego, ale już z tych zachowanych wyłania się obraz trudnego życia, pełnego ciężkiej pracy, nie zawsze chcianej wielodzietności, przemocy fizycznej i nieudanych małżeństw, niespełnionych marzeń o edukacji czy potężnym wpływie religii na codzienność. Konkursy pamiętnikarskie organizowano w latach 1933-95, choć niektóre kobiety przywoływały też dawniejsze wspomnienia, sięgające początków XX wieku. Dzięki temu możemy zaobserwować wolno zachodzące zmiany w życiu na wsi, które w pewnym momencie zaczęło się trochę poprawiać, by znów podupaść wraz z upadkiem PRL-u i PGR-ów. Dla mnie, czytelniczki wychowanej w mieście już po transformacji ustrojowej, Przepraszam za brzydkie pismo ukazuje kompletnie obcy świat, który warto jednak poznać – a jak lepiej to zrobić niż oczami jego mieszkanek? I choć książka Tosiek nie wciągnęła mnie aż tak jak Chłopki, myślę, że była to wartościowa lektura, fajne uzupełnienie tamtego reportażu 🙂

Przeczytane: 28.09.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Ronan Farrow – Złap i ukręć łeb

Tytuł: Złap i ukręć łeb. Szpiedzy, kłamstwa i zmowa milczenia wokół gwałcicieli
Autor: Ronan Farrow
Tytuł oryginału: Catch and Kill: Lies, Spies and a Conspiracy to Protect Predators
Tłumaczenie: Anna Dzierzgowska, Sławomir Królak
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Czarne

Sięgając po Złap i ukręć łeb, spodziewałam się nieco innej książki. Wiedziałam, że Farrow napisał dla The New Yorkera reportaż o przestępstwach seksualnych Harvey’a Weinsteina i że dzięki tej publikacji wiele brudów wypłynęło na światło dzienne, więc spodziewałam się, że wydana wkrótce potem książka jest rozszerzoną wersją ogólnie dostępnego artykułu, ewentualnie uzupełnioną o późniejsze wydarzenia. Autor miał jednak na Złap i ukręć łeb inny pomysł, a mi zajęło trochę czasu, zanim się do tej książki przekonałam. Bo o ile w reportażu dla The New Yorkera Farrow skupiał się przede wszystkim na ofiarach i samym Weinsteinie, to w swojej książce opowiada on o tle powstawania reportażu, a co za tym idzie, samego Farrowa jest tu całkiem sporo. Nie ukrywam, że nie przepadam za literaturą faktu, gdzie postać autora jest nadto widoczna, z drugiej jednak strony ciężko byłoby dziennikarzowi pisać o tym wszystkim, nie wspominając nic o sobie.
Warto sięgnąć po Złap i ukręć łeb po przeczytaniu tamtego reportażu Farrowa, żeby zrozumieć problem, a potem stopniowo towarzyszyć autorowi w zbieraniu materiałów. Dziennikarz opisuje, jak macierzysta stacja blokowała jego śledztwo, jakie wpływy miał Weinstein na tuszowanie swoich przestępstw, poznajemy bohaterki reportażu i przyczyny, dla których bały się mówić, w tle obserwujemy też prywatnych detektywów nie spuszczających wzroku z dziennikarzy, którzy mogliby namieszać Weinsteinowi w życiu. Farrow umiejętnie budował napięcie w książce – niby od początku wiedziałam, że uda mu się w końcu opublikować to, co odkrył, ale wciąż zastanawiałam się, ile przeszkód jeszcze napotka na swojej drodze. Złap i ukręć łeb to opowieść o ciemnej stronie Hollywood (a raczej jednej z jego wielu ciemnych stron), gdzie wiele kobiet bało się powiedzieć”nie ze strachu o swoją karierę i wielu mężczyzn latami z tej przewagi korzystało przy milczącej zgodzie otoczenia. Warto przeczytać.

Przeczytane: 23.09.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Reportaż

Magdalena Milert – Dla kogo jest miasto?

Tytuł: Dla kogo jest miasto? Jak stworzyć przestrzeń, która o nas dba
Autorka: Magdalena Milert
Literatura: polska
Wydawnictwo: Poznańskie

Magdalenę Milert – @pieing – obserwuję na Instagramie od dłuższego czasu i z ciekawością sięgnęłam po napisaną przez nią książkę. W mediach społecznościowych autorka opowiada, jak się robi miasto i dzięki niej sporo się dowiedziałam o różnych lepszych i gorszych rozwiązaniach architektonicznych z Polski i ze świata. Reportaż Dla kogo jest miasto? to wiedza, którą Milert od dawna dzieli się w internecie, zebrana w pigułce. Z punktu widzenia jej obserwatorki jest to nieco rozczarowujące, bo niewiele wątków poruszanych w książce mnie zaskoczyło – większość tych kwestii pojawiała się już na Instagramie autorki, a ja jednak oczekiwałam czegoś więcej. Zwłaszcza że nie jest to długi reportaż, każdy rozdział to faktycznie taka informacyjna pigułka, którą można by jeszcze zdecydowanie bardziej rozbudować bez lania wody.
Jeśli jednak dla kogoś internetowa działalność Milert jest obca, z Dla kogo jest miasto? może wynieść sporo ciekawostek i informacji, które niby wydają się oczywiste, ale jednak nie myśli się o nich za często, jeśli dana problematyka akurat nas nie dotyczy. Jak bardzo współczesne miasta nie są dostosowane do kobiet, dzieci, osób z niepełnosprawnością, a nawet zwierząt i roślin, które żyły na danym terenie na długo przed powstaniem samego miasta? Co można poprawić i jakie działania w tym kierunku podjęto w niektórych miejscach na świecie? Wszystko opisane w prosty i przystępny sposób, inkluzywnym językiem. Jeśli dotąd nie interesowaliście się taką tematyką, warto przeczytać, ale jeśli znacie już działalność autorki, nie spodziewajcie się wielu nowości i zaskoczeń 😉

Przeczytane: 18.09.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Olga Wiechnik – Platerówki? Boże broń!

Tytuł: Platerówki? Boże broń! Kobiety, wojna i powojnie
Autorka: Olga Wiechnik
Literatura: polska
Wydawnictwo: Poznańskie

Do Platerówek podchodziłam z pewną dozą ciekawości mieszanej ze sceptycyzmem – ciekawość budziła sama tematyka, sceptycyzm zaś fakt, że czytałam już Posełki Wiechnik i tamta książka pozostawiła we mnie mieszane odczucia. Podobała mi się, ale okazała się czymś innym, niż się tego spodziewałam – i podobnie było z Platerówkami, które jednak podobały mi się mniej od Posełek. Tytułowe bohaterki to członkinie Batalionu Kobiecego im. Emilii Plater działającego w latach 1943-45, a Wiechnik w swoim – znanym mi już z poprzedniej książki – stylu wymieszała tu życiorysy kobiet z bardziej ogólnym tłem historycznym, skupiając się jednak głównie na indywidualnych postaciach. Przyznam, że dużo bardziej by to do mnie trafiło, gdyby autorka wybrała kilka bohaterek i na podstawie ich życiorysów opowiadała historię batalionu. Tymczasem każdy kolejny rozdział opowiada o kolejnych etapach losu Platerówek, ale pojedyncze kobiety pojawiają się na dłużej, inne tylko na chwilę, bohaterek jest na tyle dużo, że ciężko zapamiętywać i śledzić ich losy. Przez pierwsze rozdziały miałam wręcz poczucie, że książka jest bardzo chaotyczna z tego powodu, zwłaszcza gdy zaczęłam już rozróżniać bohaterki, a one zostały zastąpione innymi w kolejnym rozdziale…
Początkowe rozdziały Platerówek do mnie nie trafiły, głównie właśnie przez ten chaos. Poznajemy kilka kobiet, ich życie przedwojenne, historię wywózki i życia na Syberii – proporcjonalnie było tego dla mnie za dużo, bo kompletnie nie tego spodziewałam się po tej książce. Im więcej tematów szkoleniowych i wojennych, tym ciekawszy stawał się reportaż, choć wciąż momentami gubiłam się w postaciach. Najciekawsze okazały się dla mnie rozdziały opisujące powojenne losy Platerówek i – o, ironio! – najlepszy z całej książki: epilog 😉 . Co jak co, ale końcówka wyszła Wiechnik bardzo dobrze i miałam ochotę w ogóle nie odkładać książki… szkoda, że dopiero na koniec 😉 . Mimo wszystko nie była to zła lektura, temat faktycznie okazał się ciekawy, wykonanie odbiegało nieco od moich oczekiwań, ale czasu poświęconego książce nie żałuję.

Przeczytane: 12.09.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Reportaż

Jack Farchy, Javier Blas – Świat na sprzedaż

Tytuł: Świat na sprzedaż. Kulisy dziennikarskiego śledztwa w sprawie handlu zasobami Ziemi
Autorzy: Javier Blas, Jack Farchy
Tytuł oryginału: The World for Sale: Money, Power, and the Traders Who Barter the Earth’s Resources
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Szczeliny

Świat na sprzedaż Blasa i Farchy’ego to szczegółowy reportaż opowiadający o handlu (głównie) surowcami na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Znajdziemy tu dzieje największych przedsiębiorstw oraz traderów, których nazwiska przeciętnemu człowiekowi nic nie mówią, a przecież były (lub wciąż są) to osoby, które kształtowały znany nam świat, wielokrotnie mieszając się w politykę. Co do samego reportażu, to mam mieszane uczucia, choć generalnie była to dobrze napisana i ciekawa książka, z której się naprawdę dużo dowiedziałam. Początek mnie nieco wymęczył, gubiłam się w firmach, monstrualnych kwotach transakcji i licznych nazwiskach, i ciężko było mi sobie ułożyć w głowie to, o czym opowiadali autorzy. Jednak im dalej w las (czy też w lekturę), tym jaśniejsze były dla mnie powiązania między traderami, ich firmami i państwami, choć czasem odnosiłam wrażenie, że niektóre tematy się powtarzają. Najbardziej mnie wciągnęły historie z lat dziewięćdziesiątych (od wojny w Zatoce Perskiej przez polityczny bałagan w Rosji po upadku ZSRS) oraz czasy bardziej współczesne, XXI wiek, większa kontrola ze strony władz i próby wejścia na giełdę niektórych z firm. Choć tematycznie Świat na sprzedaż wydawał mi się czymś spoza mojego kręgu zainteresowań, w trakcie lektury musiałam zmienić zdanie – ta książka opowiada o rzeczach, które powinny leżeć w kręgu zainteresowań każdego. Nie tylko dlatego, że dobrze wiedzieć, jak wygląda handel np. ropą czy zbożem, ale też żeby zrozumieć, jak to jest, że nakłada się sankcje na jakieś państwo, a handel dalej kwitnie…

Przeczytane: 12.09.2025
Ocena: 6/10