Opublikowany w Publicystyka

Steven Pinker – Nowe oświecenie

Tytuł: Nowe oświecenie. Argumenty za rozumem, nauką, humanizmem i postępem
Autor: Steven Pinker
Tytuł oryginału: Enlightenment Now: The Case for Reason, Science, Humanism, and Progress
Tłumaczenie: Tomasz Bieroń
Literatura: kanadyjska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Nowe oświecenie to książka, co do której wielokrotnie myślałam, że jednak jej nie skończę, nie wymęczę, poddam się. Bardzo mi przywodziła na myśl Factfulness Roslinga i jeśli tamta lektura przypadła Wam do gustu, jest spora szansa, że i Pinker do Was trafi. Dla mnie obie książki trafiają na półkę pt. wymęczyłam do końca, ale nie chcę już czytać nic podobnego 😉 .
W Nowym oświeceniu jest trochę ciekawostek i faktycznie sensownych argumentów za rozumem. Książka ta ukazała się na początku 2018 roku – niby nie tak dawno temu, ale patrząc na ostatnie lata (ruchy antyszczepionkowe, polityka Trumpa, rosnący w Europie konserwatyzm), świat chyba bardzo stara się udowodnić autorowi, że wcale niekoniecznie chce się tym rozumem i nauką kierować. I naturalnie nie zaprzeczę, że na przestrzeni ostatnich dekad i wieków ludzkość dokonała niesamowitych postępów i że wciąż żyjemy w najlepszych możliwych czasach… Jednak większość tego, o czym pisał Pinker wydawała mi się dość oczywista i zakładam, że taka sama wyda się każdemu, kto pokłada jednak pewną wiarę w nauce. A nie sądzę, żeby antyszczepionkowcy czy klimatyczni denialiści w ogóle zamierzali po tę lekturę sięgnąć 😉 .
Generalnie nie jest to źle napisana książka, ale jednak pełno w niej powtórzeń, oczywistości, a do tego jest naprawdę mocno rozwleczona. Spędziłam na lekturze ponad 10 godzin i chętnie skróciłabym ją o dobrą połowę. Jeśli podobało Wam się Factfulness, jeśli chcecie sobie poczytać o tym, że mimo wszystko ostatnie dekady nie były takie złe (a potem zacząć się zastanawiać, w którą stronę zmierza współczesny świat 😉 ) – spróbujcie, może Nowe oświecenie do Was trafi. W innych przypadkach szkoda czasu.

Przeczytane: 13.01.2026
Ocena: 4/10

Opublikowany w Publicystyka

Raja Shehadeh – Dlaczego Izrael boi się Palestyny?

Tytuł: Dlaczego Izrael boi się Palestyny?
Autor: Raja Shehadeh
Tytuł oryginału: What Does Israel Fear From Palestine?
Tłumaczenie: Anna Sak
Literatura: palestyńska
Wydawnictwo: Karakter

Zawsze mam problem z oceną takich książek, zwłaszcza gdy po lekturze mam mieszane odczucia. Z jednej strony bardzo dobrze, że palestyńscy pisarze mają przestrzeń na publikację własnego spojrzenia na wojnę w Strefie Gazy – izraelskich wypowiedzi w mediach nie brakuje, a zagraniczni dziennikarze nie zawsze właściwie uchwycą tragedię Palestyńczyków. Z drugiej jednak strony tytuł Dlaczego Izrael boi się Palestyny? nie jest tu szczególnie trafiony, bo z lektury nic takiego nie wynika, to nie strach stoi za masakrą dokonywaną przez SOI. Shehadeh napisał esej (bo nie jest to reportaż ani książka historyczna) poświęcony głównie obecnej wojnie i trochę tłu historycznemu, ale… Po pierwsze, ta książka liczy sobie ledwo 100 stron, w tak niewielkiej objętości nie da się choćby ogólnie zarysować całej problematyki i historii wojny. Po drugie, Dlaczego Izrael boi się Palestyny? wydano 1,5 roku temu, czyli w środku wciąż trwającego ludobójstwa, więc ta lektura nie ma właściwie żadnego zakończenia – poza jakąś zbyt naiwną i optymistyczną nadzieją na zbliżający się koniec wojny, który wciąż nie nastąpił.
Jako że trochę już o historii konfliktu izraelsko-palestyńskiego czytałam i śledzę doniesienia medialne, to z tej książki niewiele nowego się dowiedziałam. Czytałam ją bardziej jako przemyślenia osoby, którą ta wojna dotknęła osobiście i myślę, że w wielu miejscach była to bardzo poruszająca lektura. Więc nawet jeśli pod kątem merytorycznym niewiele z niej wyniosłam, to myślę, że zawsze warto zapoznawać się z takimi książkami.

Przeczytane: 4.12.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Publicystyka

Liz Plank – Samiec alfa musi odejść

Tytuł: Samiec alfa musi odejść. Dlaczego patriarchat szkodzi wszystkim
Autorka: Liz Plank
Tytuł oryginału: For the Love of Men. A new vision for mindful masculinity
Tłumaczenie: Martyna Tomczak
Literatura: kanadyjska
Wydawnictwo: Czarne

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o tej książce, szybko dodałam ją do swojego must-read, choć trochę czasu upłynęło, zanim zabrałam się za lekturę. Miałam bardzo wysokie oczekiwania i, niestety, Samiec alfa musi odejść (ciekawe tłumaczenie angielskiego tytułu For the love of men) tym oczekiwaniom nie sprostał. Książka okazała się mniej lub bardziej spójnym ciągiem myśli autorki nt. toksycznej męskości, gęsto przeplatanych różnymi statystykami i badaniami. Momentami było to naprawdę ciekawe, choć skupiało się głównie na Ameryce Północnej, ale naprawdę można było z lektury wynieść wiele ciekawych obserwacji. Z zainteresowaniem czytałam też o badaniach potwierdzających rzeczy, które się intuicyjnie wyczuwa, ale brak mi do tego naukowego uzasadnienia. Niestety, Plank do badań i statystyk podchodzi różnie. Niektóre dane opierały się na tak niewielkich grupach badawczych, że nie byłam w stanie traktować poważnie wyciąganych z nich wniosków. Autorce się zresztą zdarzało wyciągać własne wnioski popierające jej tezy z badań, które skupiały się na czym innym. Do tego jej własne twierdzenia i przemyślenia były dla mnie czasem po prostu nietrafione, nie potrafiłam się z nimi zgodzić. No i nie można pominąć, że nie wszystko w Stanach działa tak jak w Europie, więc wiele moich własnych obserwacji mogło też być innych, a omawianych zagadnień nie można było odnieść do ogółu mężczyzn/kobiet.
Myślę, że Samiec alfa musi odejść to książka z potencjałem, który tylko częściowo został wykorzystany. Rozumiem, że lekturze bliżej do eseju niż reportażu, więc mnóstwo osobistych wstawek i komentarzy autorki nie powinno mnie dziwić – jednak rzadko przypadały mi one do gustu. Nie mogę jednak też stwierdzić, że to była zła książka, bo jest w niej wiele wartościowych rzeczy, dużo fajnych badań i danych, które chciałabym zapamiętać na dłużej, a całościowo czytało mi się to też całkiem nieźle, Samiec alfa… nie jest napisany trudnym językiem. Nie umiem jednak jednoznacznie odpowiedzieć na podstawowe pytanie: czy warto to przeczytać? 😉

Opublikowany w Biznes, Publicystyka

Naomi Klein – No logo

Tytuł: No logo
Autorka: Naomi Klein
Tytuł oryginału: No logo
Tłumaczenie: Hanna Jankowska, Katarzyna Makaruk, Małgorzata Halaba
Literatura: kanadyjska
Wydawnictwo: Muza

To było moje drugie i myślę, że ostatnie spotkanie z twórczością Naomi Klein. Nie zaprzeczę, że ta kanadyjska działaczka społeczna i dziennikarka zwraca uwagę na istotne problemy, ale odnoszę wrażenie, że pisze ona w sposób mocno chaotyczny i pełen powtórzeń. Nie pomaga też fakt, że książka ta ukazała się już dobre ćwierć wieku temu i opisuje świat, który zmienił się już niesamowicie. Klein skupia się wydarzeniach z dwóch ostatnich dekad XX wieku i sporo tu ciekawostek – dziś już historycznych – jak kształtowało się zachowanie wielkich marek w tamtych czasach. Ale dla autorki chociażby internet to nowy sposób komunikacji, ułatwiający aktywności społeczne, zaś w momencie pisania No logo Klein kompletnie nie wyobrażała sobie, jak bardzo internet zmieni świat w kolejnych latach. Tu autorka skupia się na Coca-Coli, Nike, czasem wspomina Microsoft czy inne firmy, jednak w większości są to korporacje produkujące jakieś przedmioty (może z wyjątkiem Disney’a). To jeszcze nie był świat zdominowany przez Google, Metę czy Amazona, więc choć momentami ciekawie się czytało o historii, to nie mogłam pozbyć się wrażenia, że ta książka jest już mocno nieaktualna. Do tego pełna komentarzy własnych autorki, wspomnianych już powtórzeń, rozwlekania niektórych tematów – niby sporo ciekawostek poznałam, ale No logo mnie wymęczyło i uważam, że była to mocno przeciętna lektura.

Przeczytane: 28.07.2025
Ocena: 5/10

Opublikowany w Publicystyka

Jan Śpiewak – Patopaństwo

Tytuł: Patopaństwo. O tym, jak elity pustoszą nasz kraj
Autor: Jan Śpiewak
Literatura: polska
Wydawnictwo: W.A.B.

Po Patopaństwo sięgnęłam z ciekawości, nie spodziewając się jednak wielu nowych informacji – sporo o Polsce czytam, starając się orientować w różnych problemach, samego Śpiewaka też od jakiegoś czasu obserwuję w mediach społecznościowych i w wielu kwestiach mam zbliżone poglądy. Książka nie miała więc być dla mnie odkryciem i nim nie była, ale stanowiła zbiór dobrze dobranych przykładów i statystyk do mniej lub bardziej oczywistych rzeczy, które mogą stanowić dobrą bazę do różnych dyskusji polityczno-społecznych. Patopaństwo nie jest jednak lekturą skierowaną przeciwko którejś konkretnej nielubianej przez autora partii – wręcz przeciwnie, Śpiewak wielokrotnie udowadnia, że sporo z istniejących problemów to efekt wieloletnich (i wielorządowych) zaniedbań lub układów.
Autor różne patologie państwa polskiego podzielił na kilkanaście tematów, każdemu przypisując oddzielny rozdział – przeczytamy tu więc i o transformacji ustrojowej, mediach i wymiarze sprawiedliwości, podejściu Polaków do alkoholu czy podatków, o bankach, deweloperce, pracy… Tematyka jest różnorodna i widzimy, że wszędzie dzieje się pod wieloma względami źle, ale sporo kwestii stało się już taką codziennością, że niektórzy ich już nawet nie zauważają. Dla mnie jednym z najmocniejszych elementów książki są wypowiedzi zwykłych ludzi o ich doświadczeniach w danym temacie, które Śpiewak udostępnił na końcu każdego rozdziału – świetny dowód na to, że polityka nie dzieje się w próżni.
Patrząc kompleksowo, Patopaństwo nie było dla mnie odkrywczą lekturą, ale wciąż uważam, że to dobra i wartościowa książka, fajnie, że pojawiła się na rynku. Nie miałabym nic przeciwko większemu rozszerzeniu rozdziałów, bo często odnosiłam wrażenie, że tematy zostały mocno skondensowane, jakby Śpiewak bał się lania wody, chciał przedstawić same konkrety. Nie to, że zachęcam do niepotrzebnego rozwlekania rozdziałów, ale więcej przykładów, więcej cytatów i opowieści na rozszerzenie wielu tematów byłoby mile widziane. A także częstsze podkreślanie tego, co jednak działa, co w każdej kategorii funkcjonuje dobrze, bo przecież nie jest tak, że ta Polska jest jedną wielką patologią – trochę więcej pozytywnych przykładów mogłoby nieco zneutralizować mocno negatywny wydźwięk książki.

Przeczytane: 17.06.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Publicystyka

Michał Bilewicz – Traumaland

Tytuł: Traumaland. Polacy w cieniu przeszłości
Autor: Michał Bilewicz
Literatura: polska
Wydawnictwo: Mando

Traumaland to książka, którą już od jakiegoś czasu chciałam przeczytać i którą po zakończonej lekturze ciężko mi ocenić, nie chcąc zamieniać recenzji w streszczenie całego tekstu 😉 Michał Bilewicz – psycholog społeczny i socjolog – zaserwował czytelnikom analizę różnorodnych badań pomagających zrozumieć, dlaczego Polacy są, jacy są. Kilkanaście procent książki to przypisy i bibliografia, jeśli ktoś chciałby zgłębić szczegóły, bo niektóre badania brzmią naprawdę ciekawie. To nie jest jedna z tych lektur, w których autor wymyśla własną tezę, a później na siłę próbuje ją udowodnić laniem wody (choć pewnie znajdą się tacy, co zarzucą Bilewiczowi pisanie pod tezę… i lektura poniekąd też odpowiada na pytanie, skąd się takie podejście bierze 😉 ), ale szczegółowa praca poparta zarówno własnymi, jak i cudzymi badaniami, nie tylko polskimi.
Każdy z nas spotkał zapewne kiedyś ludzi twierdzących, że Polacy nie mogą być inni, bo zabory, wojny, komunizm, wszystko to musiało mieć wpływ na ludzi. Czasem sama na takie hasła przewracałam oczami, bo ile można tłumaczyć wszystko przeszłością? Może jeszcze rozbicie dzielnicowe i liberum veto? Przecież mieszkańcy niemal każdego kawałka globu doświadczyli na przestrzeni dziejów różnych koszmarów, a jednak podejście do wielu kwestii jest tak różnorodne w innych krajach. Cóż, Bilewicz udowadnia, że historia ma jednak wpływ – nie tylko sama w sobie, ale też sposób, w jaki ją rozpamiętujemy, jak postrzegamy siebie jako naród i jak widzą nas inni. Autor tłumaczy, dlaczego ofiara może być też katem i skąd u wielu osób tak silna wiara w teorie spiskowe… A to tylko przykłady tego, co znajdziemy w Traumalandzie – mi ta książka trochę rzeczy ułożyła w głowie, fajnie było też zapoznać się z badaniami potwierdzającymi i tłumaczącymi oczywiste kwestie. Wyczytywanymi na bieżąco ciekawostkami i faktami co i rusz zarzucałam partnera i aż szkoda, że nie sposób zapamiętać wszystkiego 😉 Choć czasem mi coś zgrzytało w stylu książki – Traumaland nie jest napisany naukowym językiem, autor przeplata badania z anegdotami i różnymi historiami, no i nie zawsze to do mnie trafiało – to uważam, że jest to bardzo wartościowa lektura, wielu osobom może otworzyć oczy lub usystematyzować wiedzę, dostarczyć argumentów do ciekawych dyskusji… Warto 😉

Przeczytane: 12.05.2025
Ocena: 8/10

Opublikowany w Publicystyka

Mikołaj Marcela – Patoposłuszeństwo

Tytuł: Patoposłuszeństwo. Jak szkoła, rodzina i państwo uczą nas bezradności i co z tym zrobić?
Autor: Mikołaj Marcela
Literatura: polska
Wydawnictwo: Znak

Nie miałam szczególnie wysokich oczekiwań odnośnie Patoposłuszeństwa Marceli, książka okazała się jednak słabsza, niż myślałam. Spodziewałam się jakiegoś dłuższego eseju, ciekawych przemyśleń dotyczących wyuczonej bezradności (na to wskazywał przecież podtytuł), a to, co dostałam… ciężko to nawet sensownie podsumować 😉 . I nie to, że przemyślenia Marceli są jakieś dziwne czy złe – wręcz przeciwnie, myślę, że sporo z nas zgodzi się z nim choć w części poruszanych tu kwestii. Problem leży jednak w tym, jak te kwestie zostały przedstawione. W pierwszych rozdziałach autor w kółko wałkuje tematy związane z posłuszeństwem i przemocą i o ile to pierwsze hasło z czasem schodzi na dalszy plan, to przemocy autor doszukuje się niemal wszędzie do końca książki. Z ciekawości skorzystałam z opcji wyszukiwania i różne odmiany słowa posłuszeństwo wyskoczyły mi 113 razy, a przemoc – 245 razy. W książce, której czysty tekst, bez przypisów, liczy sobie ledwo trochę więcej niż 200 stron. Powtórzenia – zarówno w używanym słownictwie, jak i w przemyśleniach – nieźle irytowały. Rozczarowały mnie też odniesienia i przypisy, choć było ich całkiem sporo. Jednak jeśli jakiś temat, szczególnie historyczny, mnie zaciekawił, to tutaj akurat przypisów brakowało, autor za to z zamiłowaniem odwoływał się tu do wciąż tych samych autorytetów z Davidem Graeberem, kontrowersyjnym amerykańskim antropologiem i anarchistą, na czele.
Lektura Patoposłuszeństwa okazała się przede wszystkim bardzo nużąca – kilkukrotnie rozważałam odłożenie nieskończonej książki. Przeczytałam do końca i myślę, że jest to dla mnie najgorsza lektura ostatnich miesięcy. Właściwie nic nowego się z niej dowiedziałam, wymęczyłam powtarzanie w niezbyt składny sposób kwestie, z którymi się zgadzam lub nie i na pewno nie zamierzam sięgać po inne wywody i przemyślenia Marceli.

Przeczytane: 2.04.2025
Ocena: 3/10

Opublikowany w Publicystyka, Reportaż

Annie Jacobsen – Wojna nuklearna

Tytuł: Wojna nuklearna. Możliwy scenariusz
Autorka: Annie Jacobsen
Tytuł oryginału: Nuclear War. A scenario
Tłumaczenie: Michał Strąkow
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Insignis

Kolejny reportaż, który trudno mi zaklasyfikować do reportaży, bo Wojna nuklearna Jacobsen to właśnie – jak wskazuje podtytuł książki – tylko możliwy scenariusz. Może się on ziścić, może nie, a nawet jeśli, to wcale niekoniecznie w takiej formie, jak zaprezentowana przez autorkę. Jakkolwiek jednak byśmy tej lektury nie zaszufladkowali, nie da się zaprzeczyć, że jest ona niesamowicie wciągająca i jednocześnie przerażająca.
Jacobsen zapoznała się z ogólnie dostępnymi i odtajnionymi dokumentami, rozmawiała z mnóstwem osób związanych z przemysłem wojennym oraz nauką – wszystkimi tematami, które mogłyby pomóc lepiej sobie wyobrazić, jak wyglądałaby wojna nuklearna. Autorka ukazuje, jak w ciągu kilku godzin pojedynczy atak doprowadziłby do reakcji łańcuchowej, zaangażowania wielu państw i końca świata, jaki znamy. Jak to podobno ujął Einstein: czwarta wojna będzie toczyć się na kije i kamienie, bo wojna nuklearna właściwie zniszczy naszą cywilizację. Jacobsen przedstawia scenariusz minuta po minucie, sekunda po sekundzie – od wykrycia wystrzelonego pocisku, przez rozważania, co robić, pierwsze wybuchy, pierwsze reakcje odwetowe i coraz większy chaos, coraz większe zniszczenie. To straszna wizja, ale naprawdę ciekawie opisana, nie da się przestać czytać, gdy się już zacznie…
Wojna nuklearna nie jest jednak książką idealną – może irytować skupienie się autorki głównie na Stanach Zjednoczonych, do tego Korea Północna i Rosja jako przeciwnicy w wojnie… a co z resztą świata i jego reakcją lub zaangażowaniem? Do tego Jacobsen trzyma się przez całą książkę ściśle stworzonego przez siebie scenariusza, a fajnie by było jednak, gdyby zaprezentowała jakieś plany B i C, inne możliwe reakcje, nawet jeśli koniec i tak byłby podobny… Ale choć trochę mi to zgrzytało, nie zepsuło jednak odbioru całej lektury. Wiele szczegółów i ciekawostek było mi kompletnie obcych, więc choć to tylko możliwy scenariusz, wciąż idzie się z książki sporo dowiedzieć. Wizje apokaliptyczne (czasem aż nadmiernie zbeletryzowane) przeplatają się z badaniami naukowymi i lekcjami historii, a także wypowiedziami polityków i naukowców. Naprawdę warto przeczytać.

Przeczytane: 13.02.2025
Ocena: 8/10

Opublikowany w Publicystyka

Dipo Faloyin – Afryka to nie państwo

Tytuł: Afryka to nie państwo
Autor: Dipo Faloyin
Tytuł oryginału: Africa is not a country
Tłumaczenie: Wojciech Charchalis
Literatura: nigeryjska
Wydawnictwo: Literackie

Wbrew internetowej klasyfikacji, nie nazwałabym Afryka to nie państwo reportażem. Dla mnie to bardziej zbiór esejów nigeryjskiego pisarza, który w często humorystyczny sposób udowadnia czytelnikom – nie okłamujmy się, głównie białym 😉 – że kontynentu afrykańskiego nie można postrzegać jako spójnej całości. Faloyin opowiada, jak na państwach Afryki odbił się kolonializm, jaki miał wpływ na dalszą historię i politykę tych krajów. Dlaczego w wielu z nich dochodziło potem do wojen domowych, kim byli obejmujący władzę dyktatorzy i jak biali zbawcy szkodzili ludności danych państw, święcie wierząc, że pomagają. Choć autor omawia różnorodne problemy, często wspólne dla części Afryki, to jednak za każdym problemem stoi konkretne państwo i jego mieszkańcy. Zagraniczne media mają ogromną tendencję, by postrzegać Afrykę w konkretny sposób – i w tym punkcie widzenia nie mieszczą się ogromne metropolie, ciekawe zabytki, różnorodność kulturowa i językowa ani wykształceni ludzie, którzy najlepiej wiedzą, co jest dla nich dobre. Z uśmiechem czytałam, jak Faloyin opisywał sposób na film lub książkę o Afryce, a nie mogłam się oprzeć złości chociażby przy rozdziale o skradzionych dobrach, których europejskie i amerykańskie muzea nie zamierzają oddawać.
Choć polityczna sytuacja wielu państw afrykańskich nie była mi obca, to i tak z ciekawością czytałam te opowieści w zestawieniu z nowymi dla mnie tematami. Jednak najbardziej przypadła mi do gustu część kulturowa – film, literatura, muzyka, zabytki; zarówno z punktu widzenia mieszkańców Afryki, jak i pozostałych kontynentów (znów, głównie Ameryki Północnej i Europy). Książka jest bardzo różnorodna – nie tylko tematycznie, ale i geograficznie, bo Faloyin starał się przedstawiać opowieści i ciekawostki z różnych krajów, nawet jeśli najwięcej skupiał się na rodzinnej Nigerii. Nie każdy rozdział wciągnął mnie tak samo, nie zawsze humor autora do mnie trafiał, myślę jednak, że jest to ciekawa i wartościowa lektura, z którą dobrze się zapoznać. Bo ja tak nagle zdałam sobie sprawę, że pewnie części państw afrykańskich nie umiałabym pokazać na mapie, wielu z nich nie znam stolic, nie mówiąc nawet o nazwiskach przywódców… I tak naszło mnie na uzupełnianie tej wiedzy 🙂

Przeczytane: 11.02.2025

Opublikowany w Biografie i wspomnienia, Publicystyka

Paweł Reszka – Stolik z widokiem na Kreml

Tytuł: Stolik z widokiem na Kreml
Autor: Paweł Reszka
Literatura: polska
Wydawnictwo: Wielka Litera

Sięgając po Stolik z widokiem na Kreml, zwróciłam natychmiast uwagę na początek opisu: Ta książka nie jest reportażem. Nie powiem, trochę mnie to zniechęciło do lektury, ale i tak postanowiłam się z nią zapoznać – w końcu interesuje mnie ta tematyka, a z twórczością Reszki miałam dotąd dość dobre doświadczenia. Czym więc jest Stolik…, jeśli nie reportażem? Trudno to właściwie sprecyzować, bo ma w sobie reportażowe fragmenty, sporo tu też wspomnień autora głównie z Rosji i Ukrainy, luźnych przemyśleń, krótkich sytuacji, różnych dialogów… Jak twierdzi autor, to wszystko wydarzyło się naprawdę, ale chaotyczność treści okazała się dla mnie jednak zbyt przytłaczająca.
Reszka był wiele lat temu korespondentem w Moskwie i z tamtych czasów pozostało mu sporo przyjaźni, które obecna sytuacja polityczna zaczęła weryfikować. Autor przywołuje tu przykłady zachowań i wypowiedzi swoich rosyjskich znajomych, ukazuje, jak fakt, że pojechał do Ukrainy i solidaryzuje się z Ukraińcami, wpływa na jego rosyjskie znajomości. Opisuje też – niestety, mocno fragmentarycznie – swoje doświadczenia dziennikarskie z innych rosyjskich frontów: Czeczenii i Gruzji. A do tego jest Euromajdan, Krym, obecna wojna… Za dużo tego, za bardzo pomieszane, nie da się skupić na żadnej problematyce, czytając tę książkę. I choć zazwyczaj nie przeszkadzają mi krótkie, wyrwane z całości sceny w reportażu, to jednak w Stoliku… było tego za dużo i zaczynało mi brakować jakiejś ciągłości.
Zatem sięgnęłam po książkę, myśląc, że wiem, czego się tu spodziewać, a czego nie, a jednak Stolik z widokiem na Kreml i tak mnie zaskoczył. Niestety, dość negatywnie – miałam nadzieję, że jednak te wspomnienia Reszki będą bardziej uporządkowane, bardziej skupione na samej Rosji i Ukrainie. A tak to nawet ciężko mi określić, co ja tu przeczytałam…

Przeczytane: 13.10.2024
Ocena: 5/10