Opublikowany w Klasyka, Literatura piękna

Virginia Woolf – Orlando

Tytuł: Orlando
Autorka: Virginia Woolf
Tytuł oryginału: Orlando: A Biography
Tłumaczenie: Aga Zano
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Marginesy

Kiedy jakiś czas temu przeczytałam Panią Dalloway, spodobała mi się na tyle, że planowałam jeszcze sięgnąć w przyszłości po inną twórczość Woolf. Pasowało mi więc, że mój klub książkowy wybrał Orlando na lekturę marca… dopóki nie zaczęłam tego czytać 😉 . Tak sobie myślę, że gdyby zrobić z Orlando opowiadanie, napisane tym samym stylem (bo tego Woolf odmówić nie można – książka jest naprawdę ładnie napisana, a do tego świetnie przetłumaczona na polski), czytałoby mi się je całkiem dobrze. Spodobał mi się też pomysł przedstawienia historii w formie biografii, choć Woolf jako biografka wycinająca większość dialogów wielokrotnie mnie zirytowała. Jednak Orlando jest dla mnie przede wszystkim powieścią bardzo przegadaną. Gdy po raz kolejny ptaki leciały po niebie lub działy się inne równie fascynujące rzeczy, po prostu przelatywałam wzrokiem tekst, szukając miejsca na tyle ciekawego, by kontynuować normalne czytanie.
Zdaję sobie sprawę, że na tamte czasy była to książka przełomowa – główny bohater staje się nagle główną bohaterką i musi zmierzyć się ze wszystkimi konsekwencjami zmiany płci. Do tego Orlando, nie wiedzieć czemu, żyje kilkaset lat i ten upływ czasu był dla mnie na początku nieuchwytny. Dopiero gdy padła wzmianka o kolejnym królu, gdzieś zaczęło do mnie docierać, że akcja toczy się już dłużej, niż bym zakładała po samych wydarzeniach. W klasyce literatury lubię to, że są książki, które były ważne i świetne w odbiorze dawniej, ale i teraz, mimo upływu czasu, wciąż takie pozostają. Orlando się nie zalicza do takich lektur – była to książka ważna kiedyś, dziś jednak aż tak się nie wyróżnia, a mimo dobrego stylu autorki całość czytało się dość topornie. Cały czas czekałam na to, aż wciągnę się w fabułę, a ten moment nigdy nie nastąpił. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że ktoś się tą lekturą zachwyci – zwłaszcza jeśli język i styl są dla niego bardzo ważne – ale cóż, nie ja 😉

Przeczytane: 3.04.2026
Ocena: 5/10

Opublikowany w Klasyka, Literatura piękna

Virginia Woolf – Pani Dalloway

Tytuł: Pani Dalloway
Autorka: Virginia Woolf
Tytuł oryginału: Mrs. Dalloway
Tłumaczenie: Krystyna Tarnowska
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Znak

Podobno Virginia Woolf napisała Panią Dalloway po lekturze Ulissesa Joyce’a i jeśli taka faktycznie była inspiracja, to powieść Angielki podpasowała mi tu jednak bardziej. Może ze względu na swoją długość, bo Ulisses był dla mnie niemożebnie rozwleczony, może przez bardziej przystępny język, bez zmiany formy z rozdziału na rozdział, swój wpływ pewnie miała też tematyka. Bo choć Pani Dalloway też została przedstawiona w formie strumienia świadomości, to Woolf w przemyśleniach swoich bohaterów nie skacze tak bardzo z tematu na temat, skupiając się raczej na chwili obecnej lub wspomnieniach. Pojedyncze bardziej uduchowione wstawki były dla mnie faktycznie nieco męczące, ale było ich na tyle mało, że nie zepsuły mi odbioru całej lektury. I choć w powieści generalnie niewiele się dzieje – ot, jeden letni dzień z życia kilkorga osób gdzieś w Londynie – to po prostu płynęłam z lekturą, przyjemnie mi się tę książkę czytało. Clarissa, tytułowa pani Dalloway, przygotowuje wieczorne przyjęcie, na które zjedzie się połowa londyńskiej śmietanki towarzyskiej. Przybędzie też jej stara przyjaciółka Sally oraz niegdyś zakochany w niej Peter, a tę trójkę będzie łączyć sieć całkiem ciekawych w odbiorze wspomnień. Wciągnęła mnie też historia Septimusa cierpiącego na coś w stylu zespołu stresu pourazowego wywołanego I wojną światową. Bohaterowie spotykają się w różnych momentach dnia, ich losy krzyżują się, choć nie wszyscy się znają i będą mieli okazję poznać.
Fenomenu Pani Dalloway nie rozumiem, bo choć uważam, że to dobra i wciągająca lektura, nie zachwyciła mnie jednak i nie wzbudziła poczucia, że czytam coś wyjątkowego i ponadczasowego 😉 . Cieszę się jednak, że sięgnęłam po twórczość Woolf – myślę, że nie po raz ostatni.

Przeczytane: 17.07.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Klasyka, Literatura piękna

John Steinbeck – Pastwiska niebieskie. Złota czara. Nieznanemu bogu

Tytuł: Pastwiska niebieskie. Złota czara. Nieznanemu bogu
Autor: John Steinbeck
Tytuły oryginałów: The Pastures of Heaven / Cup of Gold / To a God Uknown
Tłumaczenie: Franciszek Skomski, Irena Chodorowska, Andrzej Nowicki
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Książka ta jest zbiorowym wydaniem trzech pierwszych powieści Steinbecka, powstałych na długo przed takimi klasykami jak Grona gniewu czy Na wschód od Edenu, jeszcze zanim autor stał się szerzej znany dzięki Tortilla Flat. Lubiąc styl Steinbecka, z ciekawością sięgnęłam po jego pierwsze dzieła, których ukazanie się na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych przeszło właściwie bez echa. W wydaniu tym powieści nie ułożono chronologicznie – może to i dobrze, bo gdybym zaczęła od debiutanckiej Złotej czary, mogłabym nie chcieć czytać kolejnych… i byłaby to spora strata 😉 Jako że są to trzy różne książki zebrane w jedną, postanowiłam jednak każdą z nich pokrótce zrecenzować, ale w kolejności chronologicznej.

  • Złota czara to debiut Steinbecka, książka wydana w 1929 roku. Napisana tak innym stylem niż ten, do którego przywykłam, nie przypadła mi do gustu. Gdybym czytała tę powieść, nie znając jej autora, w życiu bym nie zgadła, że taką książką zadebiutował właśnie Steinbeck. Złota czara to opowieść o życiu Henry’ego Morgana, walijskiego pirata, który w końcu porzucił piractwo na rzecz służby królowi Anglii. Tytułowa Złota czara to ówczesna Panama, którą Morgan podbił, wiedziony legendą o Czerwonej Świętej, najpiękniejszej kobiecie według pirackich opowieści. Morgan według Steinbecka to człowiek wiecznie szukający czegoś nowego: przygód, wolności, sławy, miłości – i wiecznie niezaspokojony zdobywaniem wszystkiego, czego pragnie. Jest tu potencjał na ciekawą historię, na fajny rozwój postaci, ale coś tu autorowi nie wyszło – bohaterowie nie przekonują, akcja to raz pędzi do przodu, raz się dłuży, lektura po prostu nie potrafiła mnie wciągnąć. [5/10]
  • Pastwiska niebieskie to już powieść zdecydowanie Steinbeckowa. Jeszcze nie w tej najlepszej formie, ale już przywodziła mi trochę na myśl wydane dużo później Na wschód od Edenu. Nie jest to jednak ciągła powieść, ale zbiór opowiadań, które łączy miejsce akcji: Las Pasturas del Cielo w dolinie Salinas, tereny tak piękne, że aż chce się tam mieszkać. W opowiadaniach poznajemy zarówno stałych mieszkańców, jak i – przede wszystkim – tych nowych, którzy próbują na Pastwiskach znaleźć swój dom. Jedni zostają na dłużej, inni decydują się wyjechać z różnych powodów. Jak to w zbiorze opowiadań: znajdziemy tu lepsze i gorsze historie, niektóre mogłyby zostać rozwinięte, inne w krótkiej formie sprawdziły się świetnie. Autor nie mógł tu jeszcze zabłysnąć tym, co uwielbiałam w jego późniejszej twórczości: charakterystyce postaci, ich rozwojowi, podejściu do świata, ale już książka wciągała, bardzo dobrze się ją czytało. Był w niej jakiś spokój, przerywany momentami napięcia i miejscowych niepokojów, i lektura sprawiła mi sporą przyjemność. Mnogość bohaterów i różnorodność wydarzeń na Pastwiskach sprawiły jednak, że większość opowiadań zlała mi się w całość, po dłuższym czasie ciężko byłoby mi sobie przypomnieć, o czym była ta powieść. [7/10]
  • Nieznanemu bogu momentalnie trafiło do czołówki moich ulubionych powieści Steinbecka – to niesamowite, jak w ciągu kilku krótkich lat jego sposób pisania tak bardzo się rozwinął. Cała akcja toczy się wokół Josepha Wayne, który czuje niezwykły związek z ziemią i pożąda jej – wyrusza więc do Kalifornii, gdzie zakłada własną farmę. Wkrótce dołączają do niego bracia z rodzinami, a sam Joseph żeni się i zostaje ojcem. Jego związek z ziemią i rosnącym na niej starym drzewem niepokoi jednak niektórych w jego otoczeniu – komu mężczyzna składa ofiary i jakie one mają znaczenie…? Nieznanemu bogu wciągnęło mnie bardzo szybko i książkę czytało mi się po prostu świetnie. Postacie były wyraziste, emocje – zwłaszcza ten niepokój związany z drzewem i pogodą – bardzo intensywne, a wydarzenia, choć wydawać by się mogło, że niewiele się dzieje, nieprzewidywalne i trzymające w napięciu. To świetna powieść, moim zdaniem o niebo lepsza od późniejszego Tortilla flat, które przyniosło autorowi rozgłos i sławę. A do tego krótka, brak w niej dłużyzn, które się czasem przytrafiały w późniejszej twórczości Steinbecka – tutaj nie było ani jednego niepotrzebnego rozdziału. Gorąco polecam! [8/10]

Przeczytane: 3.05.2025

Opublikowany w Klasyka, Literatura piękna

Lucy Maud Montgomery – Anne z Zielonych Szczytów

Tytuł: Anne z Zielonych Szczytów
Autorka: Lucy Maud Montgomery
Tytuł oryginału: Anne of Green Gables
Tłumaczenie: Anna Bańkowska
Literatura: kanadyjska
Wydawnictwo: Marginesy

Mała Gabi w czasach podstawówki uwielbiała Anię z Zielonego Wzgórza. Byłam więc ciekawa, jak dorosła Gabi po wielu latach przerwy podejdzie do Anne z Zielonych Szczytów. Przyznam, że już na start byłam pozytywnie nastawiona do nowego, dla niektórych mocno kontrowersyjnego tłumaczenia. Bardzo nie lubię tłumaczenia imion czy nazw własnych, w końcu jeśli na Wyspie Księcia Edwarda mieszkali jacyś Małgorzata czy Mateusz, to musieli być to przecież imigranci z okupowanej Polski, a chyba nie o tym jest ta powieść… A gdy jeszcze ktoś postanawia przetłumaczyć imię i zostawić oryginalne nazwisko, to brzmi to dla mnie wręcz groteskowo – Mateusz Cuthbert… no, jak taka Jessica Kiełbasa, jeśli wiecie, o co mi chodzi 😉 Zatem sięgnęłam po Anne z Zielonych Szczytów z radością, że będę mogła wrócić do lektury z dzieciństwa w normalnym tłumaczeniu.
Powieść Montgomery czytałam w podstawówce, czyli było to już sporo ponad 20 lat temu – oczywiście pamiętałam mniej więcej, o czym to było, ale większość szczegółów czy przygód małej bohaterki już dawno uciekło mi z pamięci. Z przyjemnością więc zatonęłam w lekturze, wiele wydarzeń odkrywając na nowo. Oczywiście podchodziłam do tej książki inaczej niż kiedyś, świat widziany oczami dorosłej jest przecież inny niż ten dziecięcy, a do tego czasy się zmieniły i chociażby poglądy Rachel Lynde na edukację kobiet dzisiaj nie mają już racji bytu. Jednak powieść w tłumaczeniu Bańkowskiej bardzo mnie wciągnęła, językowo naprawdę nie mam tu nic do zarzucenia 🙂 A jeśli chodzi o treść… to przecież klasyka, nie bez powodu tyle dziewczynek się nią zachwyca. Ja ją czytałam z sentymentem i uśmiechem, bardzo się cieszę, że sięgnęłam po tę wersję i na pewno będą kontynuowała przygodę z Anne w tym tłumaczeniu.

Przeczytane: 29.04.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Klasyka

Charles Dickens – Opowieść wigilijna

Tytuł: Opowieść wigilijna
Autor: Charles Dickens
Tytuł oryginału: A Christmas Carol
Tłumaczenie: nieznany
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Wolne Lektury

Ciekawie jest wrócić po latach do lektury szkolnej, choć pewnie nie sięgnęłabym po nią, gdyby nie grudniowe, świąteczne wyzwanie Lubimy Czytać. I chociaż raczej nie przepadam za książkami nie dla dorosłych, to po udanej lekturze Davida Copperfielda z przyjemnością wróciłam do twórczości Dickensa. Zwłaszcza że z Opowieści wigilijnej wcale tak dużo nie pamiętałam – ot, był skąpy Scrooge, którego w święta nawiedziły trzy duchy Bożego Narodzenia: przeszłego, teraźniejszego i przyszłego. Ale co tam się dokładnie działo, co duchy pokazywały Scrooge’owi, to wszystko już dawno uleciało z mojej pamięci.
Styl Dickensa bardzo mi odpowiada, jego książki czyta się lekko i są naprawdę wciągające. Opowieść wigilijna to bardziej krótka opowieść, a nie cała książka – lektura zajęła mi ledwo godzinę, ale fakt, że nie chciałam jej odkładać w trakcie. Wiele elementów było trochę za mocno przewidywalnych, w tym, naturalnie, zakończenie, ale pewnie młodszym czytelnikom to aż tak nie przeszkadza. Jest to historia z prostym i jasnym morałem – nie wszystko w niej do dorosłej mnie trafiło, ale lektura i tak sprawiła mi przyjemność. Ta powieść to już klasyka, dobrze więc było ją po latach odświeżyć – kto wie, może z czasem zacznę sobie przypominać i inne lektury szkolne? 🙂

Przeczytane: 22.12.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Klasyka, Literatura piękna

Fiodor Dostojewski – Wspomnienia z martwego domu

Tytuł: Wspomnienia z martwego domu
Autor: Fiodor Dostojewski
Tytuł oryginału: Записки из Мёртвого дома
Tłumaczenie: Józef Tretiak
Literatura: rosyjska
Wydawnictwo: MG

Moje jedyne dotychczasowe spotkanie z twórczością Dostojewskiego to była lektura Zbrodni i kary w liceum. A liceum było już dość dawno temu, nie da się zaprzeczyć. Pamiętam jednak, że książka wywarła na mnie spore wrażenie i już od jakiegoś czasu chodziło za mną, by przeczytać coś jeszcze tego rosyjskiego klasyka. Mój wybór padł na Wspomnienia z martwego domu – powieść opisującą lata spędzone na katordze. Teoretycznie książka opowiada o przeżyciach szlachcica Aleksandra Pietrowicza Gorianczykowa, który na roboty trafił za zabójstwo swojej żony. Jednak fakt, że Dostojewski napisał tę powieść wkrótce po zakończeniu swojej czteroletniej katorgi, sprawia, że nietrudno szukać tu własnych doświadczeń autora.
Sama nie wiem do końca, czego się spodziewałam po Wspomnieniach z martwego domu, ale w pewien sposób czuję się rozczarowana lekturą. Zabrakło mi zachwytu językiem, stylem, który często mi towarzyszy podczas czytania klasyków. Powieść wydała mi się dość chaotyczna, nietrzymająca się chronologii, pełna różnych anegdotek i historii pobocznych dotyczących innych więźniów i życia w ostrogu – czasem ciekawych, często jednak dłużących się. Spodziewałam się też więcej refleksji, przemyśleń, nie tylko skrótowego opisu wydarzeń, nie zaprzeczę jednak, że Dostojewskiemu udało się bardzo obrazowo przedstawić katorżniczą codzienność. Z jednym, istotnym zastrzeżeniem – codzienność szlachcica okazuje się nieporównywalnie lepsza niż zwykłych katorżników: ma własne jedzenie, w wielu przypadkach nie dotyczą go kary cielesne, ma świadomość, że po skończeniu kary czeka go zdecydowanie lepsza przyszłość niż innych. Do tego trafił do tzw. drugiej kategorii, czyli do pracy w twierdzy – nie jest to tak ciężka katorga jak chociażby w kopalniach. W efekcie czasem miałam wrażenie, że ta Syberia nie była taka zła… co przecież nie było prawdą.
Wspomnienia… to krótka powieść, a jednak czytałam ją dość długo. Z jednej strony męczyła mnie trochę chaotyczność wydarzeń, z drugiej chciałam też dowiedzieć się czegoś więcej, więc równolegle szukałam dodatkowych informacji. Na pewno jest to wartościowa lektura pod kątem opisu codzienności syberyjskiej przy średnim wymiarze kary, dowiadujemy się też, że inni mieli gorzej, ale ci inni nie chcieli się bratać ze szlachcicem – znów, zabrakło mi tu jakiejś głębszej refleksji. Myślę, że Dostojewskiemu dam jeszcze szansę, ale chwilowo muszę odpocząć od takich książek 😉 .

Przeczytane: 28.10.2024
Ocena: 6/10

Opublikowany w Klasyka, Literatura piękna

Harper Lee – Zabić drozda

Tytuł: Zabić drozda
Autorka: Harper Lee
Tytuł oryginału: To kill a mockingbird
Tłumaczenie: Maciej Szymański
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Rebis

Grzechem jest zabić drozda – powiedział swoim dzieciom Atticus, adwokat w małym miasteczku Maycomb w stanie Alabama. Zabicie ptaka, który nie czyni nic złego staje się potem analogią do innych sytuacji, które obserwujemy oczami kilkuletniej Jean Louise, zwanej Smykiem. Początkowo ta dziecięca narracja mnie zdziwiła, jednak powieść Lee czytało mi się bardzo dobrze. Smyk nie rozumiała wielu dziejących się wokół niej rzeczy, istotne tematy przeplatała z dziecięcymi zabawami, a czytelnicy z cytowanych przez narratorkę rozmów dorosłych mogą wywnioskować problematykę sytuacji. A ta jest naprawdę skomplikowana, bo Atticus musi bronić w sądzie czarnoskórego oskarżonego o gwałt na białej dziewczynie, gdy wszystko wskazuje na to, że mężczyzna jest niewinny. Jednak skrajnie rasistowskie społeczeństwo już wydało wyrok – mówimy tu w końcu o stanie Alabama sprzed kilkudziesięciu lat (bohaterowie dowiadują się z gazet lub radia o dyskryminacji Żydów w Niemczech, czyli wygląda to na okres międzywojenny).
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to powieść wydana w 1960 roku, napisana przez białą autorkę i opowiadająca o wydarzeniach jeszcze wcześniejszych. Nie dziwi więc sposób przedstawienia czarnych, skupienie narracji na białych bohaterach, a także lekceważące podejście do roli kobiet w społeczeństwie. Jedyną znaczącą czarną bohaterką jest Calpurnia, służąca Atticusa, przedstawiona jako ta dobra, mądrzejsza – lepsza, bo potrafiąca czytać i mówić jak biali… Jednak patrząc na tamte czasy, Zabić drozda wydaje mi się zbyt nierealistyczna – szanowany, biały adwokat nie podjąłby się takiej sprawy, nie miałby wsparcia w części mieszkańców. Choć Lee przedstawiła mieszkańców Maycomb jako prowincjonalną, rasistowską społeczność, to jednak skupienie narracji na Atticusie, jego dzieciach, pani Maude i służącej Cal sprawiało, że powieść odebrałam jako wyidealizowaną.
Pominąwszy jednak ten zgrzyt, nie mogę zaprzeczyć, że Zabić drozda okazało się jedną z lepszych powieści, jakie czytałam ostatnimi czasy. Umiejętnie prowadzona narracja z punktu widzenia dziecka sprawiała, że w głowie rodziło się wiele pytań, jak różni ludzie różnie postrzegają sprawiedliwość, dobro i zło. Smyk na wiele wydarzeń reagowała emocjonalnie i ta jej dziecięca niewinność dodawała książce uroku. Zaskakująco ciekawie czytało mi się też o zabawach Smyka, Jema i ich przyjaciela Dilla, oraz o próbach poznania Dzikiego sąsiada. Rozumiem, dlaczego Zabić drozda stało się klasyką literatury, choć mam też świadomość, że nie wszystkie aspekty książki przetrwały próbę czasu. Cieszę się jednak, że w końcu ją przeczytałam – zdecydowanie było warto 🙂

Przeczytane: 7.08.2024
Ocena: 8/10

Opublikowany w Klasyka, Literatura piękna

Witold Gombrowicz – Pornografia

Tytuł: Pornografia
Autor: Witold Gombrowicz
Literatura: polska
Wydawnictwo: Literackie

Moja jedyna dotąd przygoda z Gombrowiczem – jak pewnie i wielu innych osób – to lektura Ferdydurke w czasach szkolnych. Niewiele z niej pamiętam poza tym, że powieść ta kompletnie do mnie nie trafiła. W ramach marcowego wyzwania czytelniczego postanowiłam dać Gombrowiczowi jeszcze jedną szansę, jednak nie tej samej książce co przed laty, tylko innemu tytułowi – mój wybór padł na Pornografię, której opis na LC zaczyna się od słów: Pornografia jest dziełem wielkim.
Nie pamiętam, bym ostatnimi czasy czytała książkę tak specyficzną. Książkę, o której nie potrafię nawet powiedzieć, czy mi się podobała, czy też nie. Gombrowicza na pewno nie czyta się łatwo – mimo niewielkiej objętości lektura zajęła mi całkiem sporo czasu. Najpierw musiałam przyzwyczaić się do samego języka i sposobu narracji – opowieść toczy się z punktu widzenia bohatera będącego alter ego autora, który nieraz w bardzo egzaltowany sposób przedstawia swoje przemyślenia i obserwacje. Pornografia niby toczy się wokół wątku romansowego, ale stworzonego w głowie narratora i towarzyszącego mu Fryderyka, którzy chcą skłonić ku sobie dwójkę młodych. Szybko jednak pojawiają się też nowe wątki – wiara, śmierć, a do tego jeszcze partyzanci, bo akcja dzieje się na początku II wojny światowej… Miałam momentami wrażenie, że tego jest za dużo, że straciłam już z oczu główną ideę tej powieści, by w końcu dojść do wniosku, że Pornografia to lektura tak wieloaspektowa, iż nie można tu mówić o jednej zaledwie idei…
Spodobało mi się, jak Gombrowicz operuje słowem, jak bardzo potrafi budować napięcie za pomocą języka. Zaciekawił mnie sposób, w jaki kreują rzeczywistość narrator i Fryderyk, jak ten drugi manipuluje ludźmi, by zrealizować swoje wizje. Z drugiej strony nie trafiła do mnie sama fabuła, nie wciągnął mnie bieg wydarzeń. Można tu jednak pozostawić otwarte pytanie, czy ta fabuła nie jest tylko dodatkiem – i to niezbyt znaczącym – do pozostałych kwestii? 😉

Przeczytane: 21.03.2024
Ocena: 6/10

Opublikowany w Klasyka, Kryminał, Literatura piękna

Umberto Eco – Imię róży

Tytuł: Imię róży
Autor: Umberto Eco
Tytuł oryginału: Il nome della rosa
Tłumaczenie: Adam Szymanowski
Literatura: włoska
Wydawnictwo: Noir sur Blanc

Długo się zabierałam za tę książkę i długo zajęło mi jej czytanie, ale było warto – zdecydowanie! Nie bez powodu Imię róży weszło już do klasyki literatury, jest to bowiem książka niejednoznaczna, łącząca w sobie różne wątki i tematy. Można z jednej strony powiedzieć, że jest to powieść kryminalna, gdyż główna akcja toczy się wokół tajemniczych zabójstw, jakie mają miejsce w opactwie. Są tu też jednak fascynujące wątki polityczne, religijne i historyczne, świetnie ukazujące skomplikowany świat europejskiej polityki z początku XIV wieku. Narratorem w Imieniu róży jest nowicjusz Adso z Melku, który jako sekretarz towarzyszył franciszkaninowi Wilhelmowi podczas wizyty w jednym z włoskich opactw. Przyjechali tam, by dyskutować o ubóstwie, a szybko okazało się, że przyszło im rozpocząć śledztwo w sprawie zabójstw, uczestniczyć w procesie o czary, a przy tym wszystkim podziwiać całe bogactwo klasztoru, w którym o ubóstwie raczej nie chciano słyszeć 😉 .
Były tu fragmenty, które mnie nieco męczyły – cóż, nie jestem fanką długich, szczegółowych opisów. Zatem zachwyty Adso nad portalem w kościele czy opis jego snu bądź też wizji… bardziej przelatywałam wzrokiem, niż naprawdę czytałam. Były to jednak tylko krótkie fragmenty w całym tym monumentalnym dziele, które całościowo raczej pochłaniało się niż czytało. Akcja toczy się wartko, dyskusje między bohaterami są pasjonujące i zachęcają do zgłębiania historii średniowiecznej. A choć od pewnego momentu słusznie przewidywałam, kto stoi za zabójstwami, w niczym nie zepsuło mi to przyjemności z lektury. Naprawdę warto 🙂

Przeczytane: 5.02.2024
Ocena: 8/10

Opublikowany w Klasyka, Literatura piękna

Charles Dickens – Dawid Copperfield

Tytuł: Dawid Copperfield
Autor: Charles Dickens
Tytuł oryginału: David Copperfield
Tłumaczenie: Wilhelmina Kościałkowska
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Wolne Lektury

Skoro czerwcowe wyzwanie wymagało przeczytania książki z dziecięcym bohaterem, postanowiłam nadrobić trochę klasyki i sięgnąć po Davida Copperfielda. Tytuł był mi wcześniej – naturalnie – znany, ale nie miałam pojęcia, czego się tu spodziewać. Ot, wiedziałam, że lektura opowiada o losach sieroty gdzieś w Wielkiej Brytanii i sporym zaskoczeniem okazała się dla mnie druga część książki, gdy bohater już dorósł 😉 . David Copperfield jest opowiedziany z punktu widzenia głównego bohatera, który patrzy wstecz i podsumowuje swoje życie, niejednokrotnie zaznaczając, że wspomnienia go mogą zawodzić, ale on swoje życie pamięta w taki a nie inny sposób. Czytelnik dowiaduje się więc, że Copperfield urodził się jako pogrobowiec po śmierci ojca, przez pierwsze lata wychowywany był przez ukochaną nianię oraz matkę, która w końcu zdecydowała się powtórnie wyjść za mąż. Jej ślub, a wkrótce potem też śmierć były punktami zwrotnymi dla małego Davida i ukształtowały jego późniejsze losy. Wydawać by się mogło, że to historia jakich wiele, jednak Dickens swoim pisarskim talentem sprawił, że powieść zachwyca i wciąga od początku do niemal samego końca. Niemal, bo jednak zakończenie okazało się dość przewidywalne, mimo to w dobry i przyjemny dla czytelnika sposób zamknęło wszystkie rozpoczęte na przestrzeni kilkudziesięciu rozdziałów wątki. Nie od dziś twierdzę, że klasyka literatury stała się klasyką nie bez powodu – David Copperfield to powieść świetnie napisana, z wyrazistymi, rozwijającymi się z czasem bohaterami, wciągająca i uniwersalna. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć, zwłaszcza w dobrym przekładzie Wilhelminy Kościałkowskiej.

Przeczytane: 23.06.2023
Ocena: 8/10