Opublikowany w Biografie i wspomnienia, Holokaust

Viktor E. Frankl – Człowiek w poszukiwaniu sensu

Tytuł: Człowiek w poszukiwaniu sensu
Autor: Viktor E. Frankl
Tytuł oryginału: …trotzdem Ja zum Leben sagen: Ein Psychologe erlebt das Konzentrationslager
Tłumaczenie: Aleksandra Wolnicka
Literatura: austriacka
Wydawnictwo: Czarna Owca

Interesując się literaturą obozową, miałam książkę Frankla już od jakiegoś czasu na swojej liście czytelniczej. Autor był austriackim psychiatrą żydowskiego pochodzenia, który miał możliwość emigracji, ale zdecydował się pozostać z rodziną w Wiedniu, a następnie trafił do kilku różnych obozów koncentracyjnych. Jego wspomnienia różnią się od większości wspomnień dawnych więźniów, które miałam dotąd okazję czytać – i nie zaprzeczę, że ta oryginalność mnie wciągnęła i mocno poruszyła. Frankl nie opisuje krok po kroku swojej drogi do obozów ani codziennego życia w nich, bo uważa, że na ten temat już sporo powiedziano i napisano, po co więc się powtarzać. W zamian autor serwuje czytelnikom poszczególne sytuacje, różne momenty z obozowego życia, które wywarły na nim jako psychiatrze największe wrażenia. Wszystko to jest przesycone analizą ludzkich zachowań, także własnych Frankla, i choć sporo w tematyce obozowej już czytałam, to Człowieka w poszukiwaniu sensu też pochłonęłam z zainteresowaniem… przynajmniej w pierwszej części.
Bo choć pierwotne wydanie książki skupiało się tylko na wspomnieniach obozowych, to w rozszerzonym wydaniu – które również i ja czytałam – autor dodał też drugą część poświęconą logoterapii. Jest to stworzona przez Frankla metoda psychoterapii, która obraca się wokół tytułowego poszukiwania sensu życia ludzkiego. I o ile pierwsza część książki mnie poruszyła, to druga nieco wynudziła. Krótkie przedstawienie idei logoterapii w zupełności by mi wystarczyło, wszystkie dalsze szczegóły stanowiły taką psychologiczno-filozoficzną mieszankę niezbyt w moim guście, do tego pełną sukcesów terapeutycznych Frankla przedstawionych (dla mnie) w dość irytujący sposób. Więc o ile ktoś nie fascynuje się wyjątkowo taką tematyką, myślę, że spokojnie można się ograniczyć do części ze wspomnieniami, bo z nimi naprawdę warto się zapoznać.

Przeczytane: 9.07.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Holokaust, Reportaż

Anna Bikont – Nie koniec, nie początek

Tytuł: Nie koniec, nie początek. Powojenne wybory polskich Żydów
Autorka: Anna Bikont
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Odkąd przeczytałam kiedyś My z Jedwabnego z ciekawością sięgam po kolejne książki Bikont. I choć żadna już nie wciągnęła mnie tak jak tamta, to wciąż są to świetne reportaże, trzymające wysoki poziom i pełne ciekawych historii. Po przeczytaniu kilku jej książek odnoszę czasem wrażenie, że niektórzy bohaterowie i ich opowieści są już mi znane z poprzedniej lektury, w niczym nie psuje mi to jednak czytania kolejnej. Nie koniec, nie początek również bardzo przypadł mi do gustu, wiele się z tej książki dowiedziałam, a research zrobiony przez autorkę i liczne przeprowadzone wywiady to naprawdę kawał świetnej roboty.
Swój najnowszy reportaż Bikont podzieliła na cztery części, każda odpowiada innemu wyborowi dokonanemu przez polskich Żydów po zakończeniu II wojny światowej. Zaczynając od tych, którzy zdecydowani się zostać w Polsce, od prób odbudowania życia żydowskiego, ukrywanie się pod polskimi nazwiskami czy aktywny udział w polityce komunistycznej. Potem długi rozdział poświęcony ogromnej większości, która zdecydowała się wyjechać – przerażona pogromami, agresywnym antysemityzmem, coraz mniejszym wsparciem władz. Następnie Bikont pisze o rozliczeniach (są tu próby zemsty oraz dochodzenia sprawiedliwości przed sądami) oraz upamiętnianiu, głównie w literaturze. Mnóstwo tu naprawdę ciekawych wątków, sporo historii kompletnie mi dotąd nieznanych – zresztą dla mnie kształtowanie się świata powojennego w drugiej połowie lat czterdziestych to zawsze był niesamowicie fascynujący temat.
Nie koniec, nie początek to dość trudna lektura ze względu na tematykę, ale jeśli komuś podobały się wcześniejsze reportaże Bikont, to i ten powinien mu przypaść do gustu. Autorce się zdarza czasem podkreślić własne poglądy i krytykować antysemityzm tamtych czasów, ale dominuje tu historia i głosy bohaterów reportażu. Dla mnie była to wartościowa lektura i cieszę się, że po nią sięgnęłam.

Przeczytane: 07.07.2025

Opublikowany w Holokaust, Literatura piękna

Anna Ellory – Króliki z Ravensbrück

Tytuł: Króliki z Ravensbrück
Autorka: Anna Ellory
Tytuł oryginału: The Rabbit Girls
Tłumaczenie: Michał Juszkiewicz
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Niech mi ktoś następnym razem wbije do głowy, bym nie marnowała czasu na powieści, gdy chcę sięgnąć po literaturę obozową… Pozostanę jednak przy non-fiction, zdecydowanie. Choć w gruncie rzeczy ciężko mi nawet uznać Króliki z Ravensbrück za literaturę obozową, bo tytuł jest zdecydowanie na wyrost. Główną bohaterką jest Miriam, Niemka, której 1989 rok kojarzy się bardziej z umierającym ojcem, a nie upadkiem Muru Berlińskiego. W mieszkaniu ojca odkrywa pasiak obozowy, a w nim zaszyte listy od jakiejś Friedy. Te listy, opisujące bardzo ogólnie i wybiórczo rzeczywistość w Ravensbrück i Auschwitz, to jedyne fragmenty, które można by podpiąć pod kategorię literatury obozowej. Zdecydowanie więcej tu codzienności Miriam przeplatanej wspomnieniami jej ojca. A jakie tu mamy nagromadzenie strasznych wydarzeń – Ellory chyba co rozdział się zastanawiała, co by tu jeszcze dodać. Poza wojną i obozami, które same w sobie były wystarczająco koszmarne, autorka stwierdziła, że trzeba tu jeszcze wpleść zdradę, nieszczęśliwe małżeństwo, toksycznego i przemocowego męża, gwałt, poronienie, samookaleczanie, nie wiadomo, co jeszcze. To była tak niesamowicie męcząca w odbiorze kumulacja, do tego kompletnie nie trafiła do mnie kreacja bohaterów, język i styl też pozostawiały bardzo wiele do życzenia. Ku mojemu zaskoczeniu, najlepiej mi się czytało właśnie o toksycznym małżeństwie Miriam, wciąż jednak tutejsze najlepiej nie stało nawet obok dobrze. Króliki z Ravensbrück to po prostu słaba powieść, której największą zaletą jest to, że czyta się ją szybko. Mimo trudnej tematyki, nie potrafiła mnie jednak poruszyć, bo tych wszystkich tragedii jest tu za dużo i czytając książkę, szybko się obojętnieje, a prosty styl też nie pomaga. Nie ma co marnować czasu 😉

Przeczytane: 14.05.2025
Ocena: 3/10

Opublikowany w Biografie i wspomnienia, Holokaust

Selma van de Perre – Mam na imię Selma

Tytuł: Mam na imię Selma
Autorka: Selma van de Perre
Tytuł oryginału: Mijn naam is Selma
Tłumaczenie: Iwona Mączka
Literatura: holenderska
Wydawnictwo: Wielka Litera

Zawsze mam problem z ocenieniem książek ze wspomnieniami Ocalonych z obozów koncentracyjnych, jeśli czegoś mi w lekturze brakowało. Ciężko oddzielić samą opowieść od tego, co ktoś przeżył, a przecież takich przeżyć nie sposób ocenić. U Selmy van de Perre czegoś mi właśnie brakowało, choć przecież jej życie to fascynująca historia. Młoda holenderska Żydówka najpierw się ukrywała, potem działała w ruchu oporu, aresztowana przeszła przez więzienie i obóz Ravensbrück, ze Szwedzkim Czerwonym Krzyżem przedostała się do Szwecji, by w końcu dołączyć do ocalałych członków rodziny w Wielkiej Brytanii… Można wręcz stwierdzić, że każdy z tych wątków zasługuje na oddzielną opowieść, autorka przedstawiła jednak swoje wspomnienia niezwykle zwięźle. Spodziewałam się, że Mam na imię Selma to literatura obozowa, tymczasem pobytowi w Ravensbrück van de Perre poświęciła w książce tyle samo, a może nawet mniej uwagi niż swojemu dzieciństwu i rodzicom. I choć autorka wspomina, że zaraz po ocaleniu myślała, że nie będzie chciała opowiadać o przeżyciach obozowych, z czasem zmieniła zdanie – ludzie umierają, trzeba dawać świadectwo. Chyba sama nie była jednak do tego przekonana, biorąc pod uwagę, jak pobieżnie wspomina większość wydarzeń. I nie mam tu na myśli samego pobytu w Ravensbrück, ale przede wszystkim działalność w holenderskim ruchu oporu – jest to coś, o czym naprawdę nic nie wiedziałam, a po lekturze niewiele się w tej kwestii zmieniło.
Mimo wszystko uważam, że dobrze się stało, że Nazywam się Selma została przetłumaczona na język polski – moje dotychczasowe skojarzenia dot. literatury o nazistowskiej okupacji Holandii ograniczały się do Dziennika Anne Frank, a w nim na próżno by szukać informacji o walczących Żydach czy miejscowych więzieniach i obozach. Van de Perre przedstawia więc inny świat, inne doświadczenia i tylko szkoda, że przedstawia je tak pobieżnie, przeskakując z tematu na temat, zamykając całe swoje życie w niespełna 300 stronach.

Przeczytane: 08.04.2025
Ocena: 6/10

Opublikowany w Biografie i wspomnienia, Holokaust, Reportaż

Marta Grzywacz – Nasza pani z Ravensbrück

TytuŁ: Nasza pani z Ravensbrück
Autorka: Marta Grzywacz
Literatura: polska
Wydawnictwo: W.A.B.

Dużo już w swoim życiu czytałam literatury obozowej, rzadko więc zdarza mi się w temacie trafić na historię, o której jeszcze nie słyszałam. A jednak biografia Johanny Langefeld była mi obca, może dlatego okazała się tak wciągająca. Niewątpliwie jednak na lekturę miał też wpływ dobry styl Grzywacz – reportaż jest napisany w sposób wyważony i nieoceniający, a także kompleksowy, choć w biografii Langefeld białych plam nie brakuje i tego obejść się, niestety, nie dało. Sama Niemka od lat nie żyje, tak samo jej syn, jak i większość osób, które mogłyby coś o niej powiedzieć. Wypowiadały się więc głównie więźniarki obozów, a te miały przecież bardzo ograniczony wgląd w życie kobiety.
Johanna Langefeld była bowiem nadzorczynią w obozie kobiecym w Ravensbrück oraz – przez kilka miesięcy – w Auschwitz. Już samo to zdanie wystarczyłoby, by wyobrazić sobie znienawidzoną przez więźniarki sadystkę. Ale Langefeld nie doczekała procesu oświęcimskiego w więzieniu – uciekła… przy pomocy dawnych polskich więźniarek Ravensbrück, które pomogły jej się potem latami ukrywać. Kobiety niezależnie od siebie pisały do władz w jej obronie, prosząc o uniewinnienie. Co takiego było w tej nazistowskiej strażniczce, że Polki chciały jej pomóc? Z wypowiedzi więźniarek wynika, że przecież nie była dobra. Wierzyła w nazizm, wykonywała rozkazy, nie kwestionowała idei istnienia obozów koncentracyjnych. Ale nie była też zła, a w rzeczywistości obozowej to wystarczyło. Skracała apele, ignorowała donosy, nie zmniejszała porcji żywnościowych, nie biła. Zamiana obozów pracy w obozy śmierci rodziła w niej żywe przerażenie. Skonfliktowana z władzami obozowymi, w końcu sama trafiła do więzienia, najprawdopodobniej niesprawiedliwie oskarżona o kradzież. A wkrótce po wojnie upomniały się o nią polskie sądy…
Nasza pani z Ravensbrück to krótki reportaż i bardzo dobry, choć niewyczerpujący tematu. Choć może właśnie wyczerpujący, bo Grzywacz naprawdę zgłębiła tematykę, rozmawiała z mnóstwem osób, dowiedziała się tyle, ile dowiedzieć się po latach udało. I trzeba się pogodzić z tym, że niektóre informacje zniknęły na zawsze wraz ze zniszczeniem dokumentacji obozowych, że wraz ze śmiercią Langefeld i jej syna wiele prywatnych historii też odeszło w niepamięć. Najprawdopodobniej nigdy nie dowiemy się, jak doszło do ucieczki strażniczki z krakowskiego więzienia ani jak przedostała się potem do Niemiec. Autorka snuje jednak sporo domysłów, analizując dostępne informacje oraz ówczesną sytuację polityczną. I przede wszystkim sama nie wydaje wyroków, nie pisze, na co zasługiwałaby obozowa nadzorczyni – ukazuje jedynie, że postać ta była wyjątkowo niejednoznaczna… i nawet więźniarki obozowe nie zawsze umiały ją ocenić. To ciekawa lektura, naprawdę warto po nią sięgnąć.

Przeczytane: 11.12.2024
Ocena: 8/10

Opublikowany w Holokaust, Literatura piękna

Wojciech Dutka – Czerń i purpura

Tytuł: Czerń i purpura
Autor: Wojciech Dutka
Literatura: polska
Wydawnictwo: Albatros

To moje drugie po Apostacie sięgnięcie po twórczość Dutki i chyba już ostatnie. Nie były to złe książki (Apostata podobał mi się jednak bardziej), ale zachwytów i wysokich ocen nie rozumiem. Czerń i purpura utwierdziły mnie też w przekonaniu, że o ile interesuję się tematyką obozową, to zdecydowanie wolę tu literaturę faktu. Komuś, kto sam nie przeżył piekła obozów koncentracyjnych, trudno oddać ten koszmar w powieści – obraz przedstawiony przez Dutkę nie potrafił mnie przekonać.
Głównym tematem powieści jest miłość austriackiego esesmana pracującego w Auschwitz do młodej więźniarki, słowackiej Żydówki. Początkowa trzecia część książki to wcześniejsze życie, zarówno Mileny, jak i Franza – w obu przypadkach dość proste i naiwne, chyba żeby mocniej skontrastować je z późniejszą rzeczywistością obozową. Męczyły mnie tu wątki religijne, których znaczenie autor podkreślał stanowczo za często. Esesman był kiedyś ministrantem, odwrócił się od kościoła i Dutka wielokrotnie zaznaczał, jak to mocno zmieniła się dusza Franza po tym fakcie. No właśnie, żeby jeszcze autor dał czytelnikom zaobserwować zmiany zachodzące w bohaterach – nie, on wolał to sam podkreślać krótkimi, często patetycznymi zdaniami. W kwestii religijnej często też mi zgrzytało rozróżnianie mój Bóg a twój Bóg między Żydami, chrześcijanami a nawet świadkami Jehowy… Nie to, że te wszystkie wyznania wyrosły z jednego pnia i w Boga to akurat wierzą tego samego.
Książka jest napisana dość przystępnym językiem, a Dutka nie szczędzi bohaterom dramatycznych wydarzeń i trudnych wyborów – głównie dzięki temu Czerń i purpurę czytało mi się całkiem dobrze i dotrwałam do końca lektury. Na plus też końcówka książki z rozliczeniem przeszłości po latach – osobiście wolę zamknięte historie. Jednak pozostaję przy opinii, że w tematyce obozowej lepiej sięgać po wspomnienia więźniów, a nie współczesne nam powieści.

Przeczytane: 12.11.2024
Ocena: 5/10

Opublikowany w Biografie i wspomnienia, Holokaust

Mikołaj Grynberg – Ocaleni z XX wieku

Tytuł: Ocaleni z XX wieku
Autor: Mikołaj Grynberg
Literatura: polska
Wydawnictwo: Czarne

Zawsze mam trudności z oceną książek takich jak Ocaleni z XX wieku, bo jak właściwie ocenić wspomnienia ocalałych z Zagłady? Czy w ogóle powinno się to robić? Przecież to, co oni przeżyli, przechodzi ludzkie pojęcie, a zarazem niesamowicie ważne było to, co Grynberg zrobił – starał się zebrać ostatnie wspomnienia, zanim to pokolenie umrze. Oczywiście, mam świadomość, że po tylu latach pamięć bywa zawodna, na wspomnienia wpływ miało też to, co się słyszało o wojnie już po jej zakończeniu. Nie chciałam jednak w żaden sposób weryfikować tych opowieści, ale pozwoliłam im płynąć – okazały się niesamowicie poruszające.
Czytałam już wiele wspomnień z czasów Zagłady, a mimo to w książce Grynberga było coś dla mnie nowego. Przede wszystkim bardzo przypadł mi do gustu jego sposób przeprowadzania i zapisywania wywiadów – Ocaleni z XX wieku to rozmowy między autorem i Ocalonymi, w których nieraz obie strony dzielą się swoimi przeżyciami i doświadczeniami. Nie tylko wojennymi – Grynberga interesuje całe życie swoich rozmówców: jak wyglądało ono przed wojną, co się działo po wojnie, co i w jaki sposób opowiadają kolejnym pokoleniom… Ludzie też reagują różnie – jedni chcą opowiadać ze wszystkimi szczegółami, bo dotąd mało kto chciał ich słuchać, inni przeskakują duże fragmenty swojego życia, bo nie chcą lub nie są w stanie o nich opowiadać. Autor jest wyrozumiały, nie naciska, pozwala Ocalonym ustalać bieg rozmowy i przyznam, że naprawdę to do mnie trafiło. Jest to już czwarta książka Grynberga, którą przeczytałam i z każdą kolejną lekturą mój szacunek do autora i jego twórczości bardzo wzrasta. Ocalonych z XX wieku szczerze polecam – podkreślając, że nie jest to tzw. lektura obozowa. Nie wszyscy ocaleni mają bowiem przeszłość obozową, większość jednak choć przez krótką chwilę była w gettach, doświadczyli ukrywania się, strachu przed szmalcownikami, wywózek na wschód, utraty bliskich. To trudne, ale poruszające historie, o których nie można zapomnieć.

Przeczytane: 22.09.2024
Ocena: 8/10

Opublikowany w Holokaust, Reportaż

Agnieszka Dobkiewicz – Pożydowskie

Tytuł: Pożydowskie. Niewygodna pamięć
Autorka: Agnieszka Dobkiewicz
Literatura: polska
Wydawnictwo: Znak Koncept

Co Wam przychodzi na myśl na hasło Pożydowskie? Bo mi najpierw budowle, potem ewentualnie jakieś przedmioty zachowane po wojnie – i takiej tematyki spodziewałam się po reportażu Dobkiewicz. Szybko okazało się, że autorka postawiła na zdecydowanie większą różnorodność tematyczną, bo tego, co pożydowskie w Polsce jest zdecydowanie więcej. Pożydowska może być bowiem sztuka, choć powojenni pisarze czy piosenkarze nie zawsze otwarcie mówili o swoim żydowskim pochodzeniu. Mogą być też stare cmentarze czy dawne budowle, w tym i synagogi, służące już od dawna celom innym niż pierwotne. Pożydowskie mogą być wspomnienia i opowieści, nie tylko – choć w tej książce głównie – z czasów wojny. A także wiele innych rzeczy i sytuacji, o których autorka opowiada… w sposób, niestety, bardzo chaotyczny. Reportaż jest bardzo różnorodny, łączy go tematyka żydowska, ale całość jest bardzo niespójna: przeskakujemy z obozów do eksportu koszernej żywności, z powojennych pogromów do wywiadu z ambasadorem Izraela, od baśni Andersena do prześladowania Żydów na Dolnym Śląsku kilkaset lat temu… Są tu opowieści bardzo poruszające, są też po prostu nudne – tak chaotycznej książki nie da się najwidoczniej utrzymać na równym poziomie. Osobiście najlepiej mi się czytało fragmenty o artystach żydowskiego pochodzenia – biografia Lema była mi już znana, ale już np. opowieść o ilustratorze Janie Marcinie Szancerze bardzo mnie wciągnęła.
Pożydowskie okazało się kompletnie inną lekturą, niż się tego spodziewałam i choć nie zawsze jest to źle, to w tym przypadku jestem tą książką trochę rozczarowana, myślałam, że będzie lepsza. I znów, nie jest zła, jest w porządku – sporo tu naprawdę ciekawych historii. Literacko też nie mogę narzekać, czytało się całkiem lekko (o ile można tak mówić o tej tematyce). Nie pasował mi tu głównie dobór historii i dodaję Pożydowskie do mojej listy książek z niewykorzystanym potencjałem 😉 .

Przeczytane: 29.08.2024
Ocena: 6/10

Opublikowany w Biografie i wspomnienia, Holokaust

Magda Łucyan – Dzieci Getta

Tytuł: Dzieci Getta. Ostatni świadkowie zagłady
Autorka: Magda Łucyan
Literatura: polska
Wydawnictwo: Znak Horyzont

Z takimi książkami zbierającymi wspomnienia z czasów wojny i Holokaustu – zwłaszcza, gdy mówimy o wspomnieniach dzieci – jest zawsze ten problem, jak autor/ka umie zadawać odpowiednie pytania i zbierać w całość taką opowieść. Bo są to opowieści trudne, często nieskładne, zatarte przez czas, więc liczy się też umiejętność weryfikowania informacji. Łucyan dobrze podeszła do postawionego przed sobą zadania i Dzieci Getta to kilka historii, w których opowieści bohaterów przeplatają się z informacjami historycznymi, tworząc zgrabną całość. Oczywiście, można stwierdzić, że w temacie Holokaustu powiedziano już wszystko, jednak każda historia to indywidualne wspomnienia, każdy człowiek odbierał otaczającą go sytuację inaczej. Łucyan rozmawiała z kilkoma starszymi osobami, które w dzieciństwie przeszły przez koszmar getta, który – niezależnie od ich wieku – pozostawił w pamięci niezatarte wrażenia. Niektórym udało się przetrwać wraz z najbliższymi i dzięki nim, inni po wojnie pozostali sami z nieraz dużych wcześniej rodzin. Jak widać z opowieści, dobra pozycja finansowa przed wojną pomagała przetrwać getto i urządzić się poza nim, ale – naturalnie – nie gwarantowała przeżycia piekła Holokaustu. Dla mnie dodatkową ciekawostką w tym reportażu był rozdział o przeżyciach w getcie w Borysławiu, a także o wcześniejszym życiu żydowskim w tym mieście, które przed wojną szybko rozwijało się dzięki złożom ropy naftowej.
Sporo czytam w tej tematyce, nie jest to więc może najlepsza książka w temacie, ale Dzieci Getta to książka bardzo dobra i poruszająca. Ciekawy dobór rozmówców, całość zgrabnie skonsolidowana i ujęta językowo, a samych wydarzeń ocenić nie sposób – to, co przeżyli bohaterowie, to bolesny rozdział historii i powtarzane przez nich przesłanie: nigdy więcej jest tutaj najlepszym podsumowaniem.

Przeczytane: 12.02.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Filozofia, Holokaust

Jean Améry – Poza winą i karą

Tytuł: Poza winą i karą
Autor: Jean Améry
Tytuł oryginału: Jenseits von Schuld und Sühne: Bewältigungsversuche eines Überwältigten
Tlumaczenie: Ryszard Turczyn
Literatura: austriacka
Wydawnictwo: Aletheia

Sięgając po tę książkę, nie zauważyłam, że przypisana jest ona kategorii filozofia, etyka. Spodziewałam się więc raczej kolejnych wspomnień z czasów Holokaustu, napisanych jednak z nieco innego niż zwykle punktu widzenia. Jean Améry urodził się jako Hans Mayer w Austro-Węgrzech u schyłku istnienia tego państwa. Ojciec zginął za cesarza podczas I wojny światowej, a chłopca wychowywała już w Austrii matka-katoliczka. Samemu Améry’emu z religią było jednak nie po drodze, studiował filozofię i literaturę w Wiedniu, uważał się sam za niewierzącego intelektualistę. No i Austriaka – mówił w lokalnym dialekcie, miał miejscowych znajomych… Aż do czasu, gdy ustawy norymberskie uznały go za Żyda, choć sam się za takiego nie uważał, bo historie o mówiących po hebrajsku i bywających w synagogach przodkach traktował jako ciekawostki, a nie część swojej tożsamości. Autor w Poza winą i karą opowiada o więzieniu i torturach w Belgii (dokąd uciekł z Austrii), a następnie o obozach koncentracyjnych. Jednak są to opowieści urywkowe, skupiające się bardziej na odczuciach niż wydarzeniach, o których opowiadało już przecież wiele osób. Améry nie chce się powtarzać, podkreśla jednak wyraźnie – i często cynicznie – swoje poglądy, tak różne od innych żydowskich głosów z tamtych lat. Dla niego Holokaust był tylko potwierdzeniem dla jego niewiary, choć zazdrościł tym, którym wiara dawała nadzieję w obozach. Mówi o niemożności wybaczenia oprawcom, o zniszczeniu własnej tożsamości i utracie ojczyzny. To ciekawe i dobrze napisane wątki, bo Améry’emu odebrano prawo bycia Austriakiem, jednak wciąż nie uważał siebie za Żyda – po przeczytaniu Poza winą i karą czytelnika nie może zdziwić, że ostatecznie autor wybrał jedyną dla siebie drogę: samobójstwo. Do książki chwilę się przekonywałam, bo spodziewałam się jednak czego innego i niektóre filozoficzne rozważania mnie nużyły. Całościowo jednak jest to bardzo dobra, świetnie napisana lektura, ukazująca niezwykle osobistą tragedię ofiary nazizmu.

Przeczytane: 7.01.2024
Ocena: 7/10