Opublikowany w Fantastyka

Różne autorki – Cztery żywioły magii

Tytuł: Cztery żywioły magii
Autorki: Milena Wójtowicz, Marta Kisiel, Magdalena Kubasiewicz, Aneta Jadowska
Literatura: polska
Wydawnictwo: Sine Qua Non

Zbiory opowiadań napisanych przez różne autorki bądź autorów – nawet jeśli są to jedynie cztery opowiadania – zawsze ciężko mi oceniać. Mamy tu w końcu cztery różne historie, cztery kompletnie inne style, a jak tu dać jedną ocenę? Powiedzmy więc, że Cztery żywioły magii to taka książka 6/10 – trochę lekkiego fantasy o zróżnicowanym poziomie. Czyta się szybko, w głowie na dłużej nie zostanie, a choć niektóre historie mnie wciągnęły, to nie na tyle, bym chciała zgłębić twórczość którejkolwiek z autorek.
Książkę rozpoczyna opowiadanie Zawieje, zamiecie Wójtowicz, której bohaterką jest wietrzyca – kontrolująca wiatr – Majka. Żyjąca we współczesnej Polsce, z normalną rodziną, postanawia powiedzieć mężowi, że nie jest człowiekiem, no i zaczyna się chaos. Pomysł ciekawy, ale polskie imiona i nazwiska zawsze mi dziwnie brzmią w fantastyce, a do tego wszystko działo się jakoś tak za szybko, choć równie szybko mi się to opowiadanie czytało. Następnie przeszłam do Jak długo żyje motyl? Kisiel i była to zdecydowanie najsłabsza historia w książce, a to, co z niego najlepiej zapamiętałam, to rzucane na potęgę suchary, autorka chyba zebrała wszystkie dowcipy z internetu i powrzucała je w usta bohaterów. Strasznie męczyłam to opowiadanie.
Potem było na szczęście lepiej – Wspomnienie ognia Kubasiewicz podobało mi się najbardziej. Nawet jeśli i tutaj mieliśmy polskie imiona i nazwiska ze względu na rozgrywającą się w kraju akcję. Gaszącą pożary i kontrolującą ogień Helenę Milecką łatwiej mi było znieść, bo i fabuła dość ciekawa, i bohaterowie dość wyraziści (choć zakończenie niezbyt do mnie trafiło). Ostatnim żywiołem jest woda, a w opowiadaniu Wnuczka morza Jadowskiej młoda Mara skupia się na odkrywaniu siebie i tajemnicy związanej ze swoim ojcem, elementy fantastyczne przez większość czasu stanowią tylko tło historii. Całkiem mi się to podobało, ale drażniła mnie główna bohaterka, a to rzucało się na odbiór opowiadania.
Zatem był pomysł, różnie wyszło z wykonaniem, ale trzy na cztery opowiadania mogą się podobać – nie jest to ten rodzaj fantastyki, którą najbardziej lubię, ale była to całkiem fajna luźna lektura na święta 😉

Przeczytane: 8.01.2026
Ocena: 6/10

Opublikowany w Fantastyka

Joanna Lampka – Gwiazda Północy, Gwiazda Południa

Tytuł: Gwiazda Północy, Gwiazda Południa
Autorka: Joanna Lampka
Literatura: polska
Wydawnictwo: AlterNatywne

Już od dawna miałam na oku cykl Mistrz Gry Lampki i w końcu sięgnęłam po pierwszy tom, Gwiazdę Północy, Gwiazdę Południa. To krótkie i lekkie fantasy w stylu bardziej nowoczesnym, czyli zamiast dziwnych stworów i machania mieczami mamy skłócony kontynent, posługujący się nowoczesną technologią wywiad wojskowy i całkiem współczesne bronie. Są też elementy magiczne, ale występują w tak niewielkim stopniu, że właściwie nie rzucają się w oczy – podobno w następnych tomach ma się to trochę zmienić, na co niecierpliwie czekam. Bo po przeczytaniu Gwiazdy Północy… wiem, że sięgnę po kontynuację, w końcu książkę czytało mi się szybko i całkiem przyjemnie. Trochę zajęło, zanim wciągnęłam się w opowieść – książki przygodowe czy takie współczesne fantasy czytam dość rzadko i musiałam się przestawić. Ale gdy zaklikało, to już do końca pochłonęłam resztę w dwa dni 😉 .
Akcja Gwiazdy Północy… toczy się w krótkim okresie, gdy Aline – córka władcy Królestwa Żeglarzy pod przykrywką agentki wywiadu innego, neutralnego państwa – przybywa z misją do wrogiego Cesarstwa Słońca. Misja jest dość istotna, ale szybko schodzi na drugi plan, a na pierwszy wysuwa się romans z Ianem, synem tutejszego władcy. Przyznaję bez bicia, fanką romansów nie jestem i ten też mnie nie kupił, zdecydowanie wolałam czytać o akcjach wojskowych czy o samym stworzonym przez Lampkę świecie, o jego sytuacji politycznej czy problemach religijnych. Biorąc pod uwagę końcówkę książki, liczę na to, że kolejny tom będzie właśnie bardziej polityczny i mniej romansowy, bo to, co autorka zaserwowała w pierwszej części, w zupełności mi wystarczyło 😉 . Gwiazda Północy… to dość krótka lektura (w końcu w świecie fantastyki niecałe 300 stron to jak opowiadanie, prawda? 😉 ), wprowadzająca do świata, przedstawiająca bohaterów i będąca zapowiedzią bardziej rozbudowanej akcji w dalszych częściach. Lekkie i przyjemne fantasy – bardziej przygodowe niż fantastyczne, miła odskocznia od cięższych lektur.

Przeczytane: 15.12.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Fantastyka

Beata Park – Płomień i cień

Tytuł: Miasto Smoków. Płomień i cień
Autorka: Beata Park
Literatura: polska
Wydawnictwo: Harde

Do pierwszego tomu Miasta smoków Beaty Park podeszłam bez większych oczekiwań – opinie w internecie jasno wskazywały, że nie da się nie odczuć, że jest to debiutancka powieść autorki. Przy tym nie spodziewałam się tu szczególnie oryginalnej historii – tematyka smoków i wszelakich smoczych jeźdźców jest już w fantastyce wręcz oklepana. Dla mnie jednak ciekawostką było to, co wydawało się drażnić niektórych czytelników, a mianowicie umiejscowienie części akcji w Polsce, dokładniej we Wrocławiu. Te początkowe rozdziały, gdy poznajemy Annę, jej rodzinę i przyjaciół, powoli wciągamy się w historię, gdy dziewczyna zaczyna widzieć nad miastem smoki… całkiem fajnie mi się to czytało i nie rozumiałam krytyki. Niestety, przyszło mi ją szybko zrozumieć 😉 .
Bohaterka trafia na wyspę treningową, gdzie uczy się latać na swoim smoku, a następnie przemieszcza się na nim już na główną smoczą wyspę. Pomysł całkiem spoko, choć to wszystko jest tam za utopijne, ale dałoby się to przełknąć, gdyby Park poświęciła więcej czasu opisom wydarzeń i bohaterów, no i samego miasta. U autorki akcja toczy się z zawrotną prędkością, nie ma miejsca na przemyślenia, na poznanie bohaterów, na zrozumienie i wyobrażenie sobie świata przedstawionego. Zaczyna się jakieś ważne dla tego miejsca wydarzenie, bohaterka jest nim podekscytowana, dowiadujemy się, że się stroi, umawia ze znajomymi, idzie na to wydarzenie… I koniec rozdziału, następny zaczyna się innego dnia, że Anna się budzi i idzie sobie pobiegać czy kieruje się do pracy. Dlaczego…? I to nie było jednorazowe, Park przeskakuje między wydarzeniami, nie zgłębia ich, nie pozwala poczuć klimatu wymyślonego przez siebie miejsca. Tak samo jest z bohaterami, którzy są dość płytcy, a Anna i jej ukochany Will (hate to love w bardzo tandetnym wydaniu) wiodą tu zdecydowany prym. Dziewczyna znika ze swojego świata, wie, że porwano jej ojca, straciła kontakt z matką i przyjaciółmi i znalazła się nagle w świecie, w którym żyją smoki. Spory potencjał do przemyśleń i rozwoju bohaterki, prawda? Anna funkcjonuje jednak w myśl, że fajna ta utopia, jaki okropny ten Will i czemu taki pociągający przy tym, a w ogóle to czasem sobie przypomni, że ojca jej porwano i to chyba przykre. Sam Will jest zaś synem Mistrza, czyli głównego przywódcy smoczych jeźdźców, taki konkretny playboy sypiający z każdą chętną, ale przy Annie odkrywa natychmiastowo, że bardzo chce kochać i być kochanym. Tego się po prostu w żaden sposób nie da kupić, love story ze Zmierzchu jest dużo bardziej pociągające i realistyczne 😉 .
I choć po kontynuację nie sięgnę, bo zdecydowanie szkoda mi czasu na takie książki, Płomień i cień wciąż ma u mnie ocenę przeciętną a nie złą, bo jednak wciągnął mnie początek, a także końcówka. Tak, tam też działo się dużo i szybko, nie było miejsca na żadne przemyślenia, ale całkiem spodobał mi się pomysł na rozwój fabuły i tematycznie może nawet tom II będzie lepszy, patrząc na to, jak skończył się tom I. No i weźmy tę poprawkę na to, że jest to debiut autorki… Mimo wszystko, to takie bardzo młodzieżowe i płytkie fantasy, ale nawet nastoletnia ja chyba bym w nim nie gustowała.

Przeczytane: 23.10.2025
Ocena: 5/10

Opublikowany w Fantastyka

Mo Xiang Tong Xiu – Błogosławieństwo niebios

Tytuł: Błogosławieństwo niebios
Autorka: Mo Xiang Tong Xiu
Tytuł oryginału: 天官赐福
Tłumaczenie: Aleksandra Woźniak-Marchewka
Literatura: chińska
Wydawnictwo: Czarna Owca

Swego czasu zachwyciłam się serią Wspomnienie o przeszłości Ziemi, więc pomyślałam sobie, że chętnie sięgnę jeszcze po coś z chińskiej fantastyki. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że Błogosławieństwo niebios to literatura młodzieżowa, ale przecież zdarzają się naprawdę świetne młodzieżówki fantasy… tyle, że to akurat nie jest jedna z nich 😉 . Całościowo była to dość przeciętna lektura, z bardzo słabym i męczącym początkiem i rozkręcającą się w coraz ciekawszy sposób drugą połową.
Głównym bohaterem jest Xie Lian, który po raz trzeci trafia do Niebios i musi zbierać zasługi, czyli – m.in. – spełniać modlitwy. Co jest nieco utrudnione, gdy nieszczególnie dysponuje mocą… Po zstąpieniu na ziemię spotyka Sanlanga, który staje się jego towarzyszem w kolejnych przygodach. Wydarzenia w Błogosławieństwie niebios miały dla mnie nieco baśniowy charakter – z rozbudowanym tłumaczeniem historii i specyficznym językiem; ciężko mi to dokładnie ująć w słowa, ale stylistycznie książka ta pasowała mi do baśni znanych z dzieciństwa. I przez to nieszczególnie trafiała do dorosłej mnie 😉 . Do tego irytowała mnie przewidywalność wydarzeń, sposób, w jaki Xiu zmierzała ku – nawet czasem ciekawym – zwrotom akcji, które niemal nigdy nie były zaskakujące.
Nie uznaję jednak tej książki za całkowicie złą, bo w sumie jak już przebrnęłam przez dość słaby początek, to potem czytało mi się całkiem lekko. Bez szału i zachwytu, ale można było potraktować Błogosławieństwo niebios jako taki całkiem przyjemny odmóżdżacz, czasem wywołujący lekki uśmiech na twarzy. Jednak po kontynuację sięgać nie zamierzam, za dużo lepszych książek czeka w kolejce 😉

Przeczytane: 2.09.2025
Ocena: 5/10

Opublikowany w Fantastyka

Suzanne Collins – Wschód słońca w dniu dożynek

Tytuł: Wschód słońca w dniu dożynek
Autorka: Suzanne Collins
Tytuł oryginału: Sunrise on the Reaping
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska, Piotr Budkiewicz
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Must Read

Wracam do serii Igrzysk śmierci Collins i niezmiennie dobrze mi się te książki czyta. Choć akurat Wschód słońca w dniu dożynek nie wciągnął mnie od samego początku – wręcz przeciwnie, pierwsze rozdziały wydawały mi się dość wtórne w stosunku do wcześniejszych książek. Znów ten sam dystrykt 12, znów dzieciaki przygotowujące się do dożynek i jakieś nietypowe wydarzenie podczas uroczystości, znów przejazd do Kapitolu i przygotowania do igrzysk… Dopiero jak Collins skupiła się na tworzeniu sojuszy między dystryktami, zaczęłam się bardziej wciągać w lekturę i w jakieś – w końcu – nowe wydarzenia 😉 .
Pierwotną trylogię igrzyskową czytałam kilka, jeśli nie kilkanaście lat temu i już naprawdę sporo szczegółów uleciało mi z pamięci. Myślę, że warto mieć wydarzenia i postaci z poprzednich książek bardziej w głowie, bo we Wschodzie słońca… przewija się sporo postaci, znanych już z wcześniejszych tomów. Autorka serwuje fanom serii smaczki w formie historii o pierwszych występach na igrzyskach bohaterów, którzy po latach po raz drugi trafią na arenę u boku Katniss. A ja kompletnie nie pamiętałam już tamtych postaci i dopiero, gdy w internecie przeczytałam podsumowanie tamtych powieści, ze zdumieniem odkryłam, ile jest powiązań między nową a starymi książkami 🙂 .
Wschód słońca w dniu dożynek to dobrze napisane i wciągające fantasy, może nie na najwyższym poziomie, ale jeśli polubiło się tę serię i wciągnęło w świat Panem, to warto sięgać po kolejne tomy – każdy z dotychczasowych utrzymywał dla mnie co najmniej przyzwoity poziom. Mam jednak nadzieję, że jeśli Collins zdecyduje się jeszcze na kolejne powieści z serii, to postawi na bohaterów z innego dystryktu niż 12, bo tak szczerze powiedziawszy… ile można? 😉

Przeczytane: 30.08.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Fantastyka, Science fiction

Wasilij Machanienko – Początek

Tytuł: Droga Szamana: Początek
Autor: Wasilij Machanienko
Tytuł oryginału: Начало Пути
Tłumaczenie: Joanna Darda-Gramatyka, Gabriela Sitkiewicz
Literatura: rosyjska
Wydawnictwo: Insignis

Początek to moje pierwsze spotkanie z gatunkiem LitRPG i muszę powiedzieć, że całkiem udane. Jest to dla mnie pewne zaskoczenie, bo nawet jeśli zdarzało mi się zainteresować grami komputerowymi, nie były to RPG-i. Dlatego też nie wszystko mi się łatwo wyobrażało, ale mimo to pierwszy tom Drogi szamana szybko mnie wciągnął i dobrze mi się go czytało.
Głównego bohatera, Machana, poznajemy jeszcze w świecie rzeczywistym, gdzieś w dalszej przyszłości. Mężczyzna zostaje skazany na 8 lat więzienia, ale w tych czasach nie ma już tradycyjnych więzień – zamiast tego skazany zostaje zamknięty na czas wyroku w specjalnej kapsule i dołącza do gry. Musi w niej odpracować karę w wirtualnej kopalni oraz zarobić wystarczająco dużo wirtualnych pieniędzy, by spłacić wyznaczoną karę pieniężną. I tu już zaczyna się świat gry – Barliona, w której bohaterowi wyświetlają się co rusz jego statystyki, przy levelowaniu otacza go światło i czuje ekscytacje, z zabitych graczy wypadają zgromadzone przez nich przedmioty, a jak cię zabiją, to tracisz zdobyte umiejętności… Chociaż – jak wspomniałam – nie gram w takie rzeczy, całkiem łatwo było mi wciągnąć się w taką narrację. I myślę, że warto tę książkę jednak czytać a nie słuchać audiobooka, bo czytając, odruchowo przelatywałam wzrokiem różne zmiany statusu gracza, mój mózg odnotowywał po prostu siła +1, wytrzymałość +1, etc. Jednak każdej takiej zmianie towarzyszył pełen komunikat i gdybym miała go wysłuchiwać w całości kilkadziesiąt razy, chyba poddałabym się ze słuchaniem… 😉
Osobiście potraktowałam Początek jako przyjemny odmóżdżacz i pewnie po przerwie sięgnę po kontynuację Drogi szamana. Nie jest to w żadnej mierze głęboka lektura, akcja w niej jest stricte związana z zaliczaniem różnych misji gry, a narrator to wręcz niesamowity szczęściarz, któremu w grze udaje się wszystko. Jako luźny przerywnik od cięższych lektur, no i pierwsze spotkanie z takim rodzajem literatury, książka sprawdziła mi się całkiem dobrze 🙂

Przeczytane: 23.08.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Fantastyka

Brandon Sanderson – Wiatr i prawda (t.2)

Tytuł: Wiatr i prawda (t.2)
Autor: Brandon Sanderson
Tytuł oryginału: Wind and Truth
Tłumaczenie: Anna Studniarek-Więch
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Mag

Wiatr i prawda to kolejna książka z Archiwum Burzowego Światła potwierdzająca moją teorię, że Sanderson pierwszą połowę rozwleka, by w drugiej pognać z akcją w takim tempie, że nie chce się odkładać książki na półkę. A że w polskim wydaniu rozbito Wiatr i prawdę na dwa tomy, nie zaskakuje, że tom drugi bije pierwszy na głowę, całość składa się zaś na bardzo dobrą powieść fantasy, choć zdecydowanie nie najlepszą z całego cyklu. Tą książką Sanderson zamknął pierwszy łuk narracyjny serii, w planach jest kolejne pięć tomów, na które przyjdzie teraz czekać kilka lat… Tak się nie robi! Bo autor tak namieszał w swoim uniwersum, tyle wydarzeń postawił pod znakiem zapytania na koniec, że kompletnie nie mam poczucia zakończenia jakiejś części cyklu. Większość wątków pozostała otwarta, proszę o kontynuację! 😉
Uwielbiam Archiwum Burzowego Światła, przywiązałam się do bohaterów, więc pewnie nie potrafię już być do końca obiektywna w ocenianiu tych książek. Na pewno druga część Wiatru i prawdy ma te same wady, co i pierwsza – w końcu w oryginale to jedna książka. Zatem najbardziej irytowało mnie przeskakiwanie z wątku na wątek – szczególnie na koniec było to już nagminne. Sanderson wybrał taką metodę budowania napięcia, ale mając tylu bohaterów i tyle wątków, wolałabym jednak poświęcić każdemu więcej niż kilka stron naraz, a nie skakać w kółko: Adolin, Dalinar, Kaladin, Shallan, Rlain i Renarin, znów Adolin, znów Shallan, tu fragment dialogu, tu kawałek walki, tam rozważanie decyzji, która zostanie podjęta dopiero po kilku kolejnych przeskokach między bohaterami… Oj, za dużo tego. Ale i tak napięcie było na tyle duże, że ostatnie 100+ stron przeczytałam bez przerwy, zarywając noc, bo nie dało się iść spać w takim momencie 😉 . Miałam też wrażenie, że w drugiej części było mniej rozwleczonych fragmentów, a filozoficzne wątki plus akcja Kaladin-terapeuta, które mnie wcześniej męczyły, też zostały ograniczone do znośnego minimum. Wiatr i prawda to fajne zakończenie świetnego cyklu, a raczej jego pierwszej części – i liczę, że kolejny pięcioksiąg wciągnie mnie równie mocno 🙂

Przeczytane: 4.08.2025
Ocena: 8/10

Opublikowany w Fantastyka, Powieść historyczna

Paweł Rzewuski – Krzywda

Tytuł: Krzywda
Autor: Paweł Rzewuski
Literatura: polska
Wydawnictwo: ArtRage

Mieszanka fantastyki z powieścią historyczną, gdzie akcja rozgrywa się w XVII-wiecznej Rzeczypospolitej, czyli w okresie, który uważam za jeden z najciekawszych w naszej historii… Ta książka po prostu musiała przyciągnąć moją uwagę i – bez zaskoczenia – czytało mi się ją szybko i dobrze. Przyznam, że tych wątków fantastycznych było tu nawet więcej, niż się tego spodziewałam, ale i tak podeszła mi ta historia. Rzewuski posługuje się sprawnie językiem stylizowanym na archaiczny, dawne formy nie męczą, ale dobrze pasują do samej opowieści. Krzywda została napisana w formie powieści szkatułkowej, gdzie ślepy starzec podróżuje przez Rzeczpospolitą i w różnych miejscach snuje opowieść o Stanisławie Wróblewskim. Z każdą kolejną historią dowiadujemy się więcej nie tylko o Wróblewskim, ale i o ślepcu, a zakończenie i tak wywróciło do góry nogami wszystkie moje wcześniejsze domysły 😉 . Akcja toczy się wartko, może tylko poza tym jednym rozdziałem o sejmiku, w którym było za dużo nowych bohaterów i różnych dyskusji, co wybiło mnie z wcześniejszego rytmu lektury.
Zatem plusów Krzywda ma sporo, ale ma też niestety i wady. Mimo różnych ich przygód, nie poznajemy bohaterów jakoś dogłębnie, postacie często wydawały mi się dość nijakie. I mówię tu o mężczyznach, bo ciekawych postaci kobiecych to już w ogóle u Rzewuskiego ze świecą szukać – mogą być one matkami lub żonami, częściej jednak pozbawionymi charakteru dziewczynami do zaspokajania męskich potrzeb. Sporo tu też różnych okrutnych fragmentów, niektórzy twierdzą nawet, że książka ta zahacza i o horror – tak źle nie jest (przez horror bym nie przebrnęła), ale są potwory, brutalność wojny i dużo przypadków umierania śmiercią nie do końca naturalną 😉 . Nie jest to lektura idealna, ale Krzywdę czytało mi się lekko i choć niektóre fragmenty były przewidywalne, to losy bohaterów mnie wciągnęły, byłam ciekawa, jak to się wszystko skończy. Jeśli lubicie takie mieszanki historyczno-fantastyczne, to może być coś dla was 🙂

Przeczytane: 23.07.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Fantastyka

Katarzyna Berenika Miszczuk – Swarożyc

Tytuł: Swarożyc
Autorka: Katarzyna Berenika Miszczuk
Literatura: polska
Wydawnictwo: Mięta

Przeczytałam kolejny tom cyklu Kwiat paproci i utwierdziłam się w przekonaniu, że przygody Gosi wciągały mnie bardziej niż Jagi, choć charakter tej drugiej jest zdecydowanie ciekawszy 😉 . Na szczęście w Swarożycu Miszczuk postanowiła nieco podkręcić akcję i książkę czytało mi się dużo lepiej niż poprzedni tom. Zresztą całą tę serię czyta mi się zaskakująco dobrze, jest napisana lekkim i przystępnym stylem, nie brakuje tu humoru, akcja zazwyczaj pędzi do przodu, a że większość wydarzeń jest mocno przewidywalna…? Cóż, nie można mieć wszystkiego, zwłaszcza że Swarożyc to jeden z prequeli do pierwszych książek, więc od początku wiadomo, jak to wszystko się skończy. Tylko ile zawirowań będzie po drodze? 🙂 Jaga dba o to, żeby nie było nudno, zarazem coraz bardziej staje się osobą, którą ciężko lubić. Za to chyba moją ulubioną postacią w tym tomie został pan Dzierżysław, który nie może umrzeć, chociaż bardzo tego chce – abstrakcyjny wątek z dużą dawką humoru w moim stylu.
Miszczuk zakończyła Swarożyca w sposób, który uznałam za dość tandetny, choć dla niektórych pewnie będzie wzruszający – na mnie to po prostu nie działa. Bądź co bądź, opowieść Jagi została domknięta, a ja – mimo różnych niedoskonałości tej serii – cieszę się, że dałam się jej wciągnąć. To przyjemna odskocznia od cięższych lektur, a Swarożyc trzyma poziom Jagi i Gniewy, będąc jednocześnie zdecydowanie lepszym od Mszczuja 🙂

Przeczytane: 19.06.2025
Ocena: 7/10

Opublikowany w Fantastyka

Terry Pratchett – Wiedźmikołaj

Tytuł: Wiedźmikołaj
Autor: Terry Pratchett
Tytuł oryginału: Hogfather
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Literatura: brytyjska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Po latach wracam do Pratchettowego Świata Dysku, tym razem w formie audiobooków. Najbardziej lubiąc cykl o Śmierci, wybrałam na kolejną lekturę Wiedźmikołaja. I choć wciąż jest to stary dobry Pratchett, to jakoś miałam wrażenie, że książka nie zachwyciła mnie równie mocno jak przed laty. Sam wątek ze Śmiercią zastępującym zaginionego Wiedźmikołaja i z Susan próbującą go odnaleźć w towarzystwie boga kaca był przezabawny i świetnie mi się tego słuchało. Ale tym razem wątki poboczne – szczególnie magowie próbujący dojść do tego, skąd się nagle biorą różne magiczne istoty i bóstwa – jakoś wyjątkowo mi się dłużyły i wybijały z rytmu.
Pratchettowi nigdy chyba nie brakowało wyobraźni i humoru – Wiedźmikołaj dotyczy Nocy Strzeżenia Wiedźm, czyli Dyskowego odpowiednika naszego Bożego Narodzenia. Nie mogło tu więc zabraknąć i rozważań, czy chodzi tu o atmosferę rodzinną czy może jednak o prezenty (zależy, kogo pytać), no i przemyśleń, czy ludziom potrzebna jest wiara… w Wiedźmikołaja, Wróżkę Zębuszkę czy inne abstrakcyjne rzeczy jak sprawiedliwość 😉 . Nie będzie to już jeden z moich ulubionych tomów Świata Dysku, ale Śmierć niezmiennie uwielbiam 😉

Przesłuchane: 1.06.2025
Ocena: 6/10