Opublikowany w Antyutopia, Science fiction

Jacqueline Harpman – Ja, która nie poznałam mężczyzn

Tytuł: Ja, która nie poznałam mężczyzn
Autorka: Jacqueline Harpman
Tytuł oryginału: Moi qui n’ai pas connu les hommes
Tłumaczenie: Katarzyna Marczewska
Literatura: belgijska
Wydawnictwo: ArtRage

Lubię wszelkiego rodzaju dystopie, a widząc sporo ciekawych recenzji ostatnimi czasy, postanowiłam sięgnąć po książkę Harpman. I ze zdziwieniem odkryłam, że oryginał ukazał się w latach dziewięćdziesiątych, a ja po prostu trafiłam na nowe polskie wydanie 🙂 . Ja, która nie poznałam mężczyzn to dobrze napisana i dość specyficzna książka – już w trakcie lektury okazała się czymś innym, niż się po niej spodziewałam.
Opowieść poznajemy z punktu widzenia Dziewczynki, która całe swoje życie – odkąd sięga pamięcią – spędziła w klatce z 39 kobietami. Bez uczuć, bez kontaktu fizycznego, bez edukacji, no i – jak wskazuje tytuł – bez mężczyzn, których widziała tylko w postaci strażników po drugiej stronie krat. Nie wiadomo, co się stało, dlaczego kobiety trafiły do więzienia, gdzie się znajdują, ani jaki cel mają ich prześladowcy. Pewnego dnia jednak strażnicy znikają, a kobietom udaje się wydostać na wolność. Ta wolność okazuje się jednak czymś innym, niż myślały – wciąż nie wiedzą, gdzie są ani co się stało. Akcji tu niewiele, lektura skupia się na samych bohaterkach, ich wyborach i podejmowanych decyzjach. A wszystko z punktu widzenia coraz starszej, wciąż bezimiennej Dziewczynki, która przez swoje dorastanie w klatce czuje się tak inna od reszty.
Ja, która nie poznałam mężczyzn trochę skojarzyło mi się ze Ścianą Haushofer, zwłaszcza w końcowych rozdziałach – książka Austriaczki jednak przypadła mi bardziej do gustu. U Harpman było za wiele drobiazgów, które mnie uwierały. Przede wszystkim wiele znaków zapytania w fabule, których autorka nie wyjaśnia, niezbyt dogłębna psychologia postaci (spodziewałam się tu więcej analizy psychologicznej wynagradzającej niewiele akcji), dość przewidywalne zakończenie. Mimo to spodobał mi się pomysł na świat przedstawiony, książkę czytało mi się dobrze i szybko. I tak po lekturze pozostało mi wrażenie: fajne to było, ale czegoś mi tu brakowało… 😉

Przeczytane: 10.06.2024
Ocena: 7/10

Opublikowany w Antyutopia, Literatura piękna

Sigríður Hagalín Björnsdóttir – Wyspa

Tytuł: Wyspa
Autorka: Sigríður Hagalín Björnsdóttir
Tytuł oryginału: Eyland
Tłumaczenie: Jacek Godek
Literatura: islandzka
Wydawnictwo: Wyd. Literackie

Wyobraź sobie, że przylatujesz na wakacje na Islandię i nagle nie możesz wrócić do domu. Nie możesz nawet z nikim się skontaktować, ani sięgnąć do swoich oszczędności na koncie, bo cała wyspa nagle straciła kontakt ze światem zewnętrznym. Nie działają żadne kanały komunikacji, wysyłane poza Islandię statki i samoloty nie wracają i nikt nie ma pojęcia, co się stało. Nowo wybrani przedstawiciele władz (prezydent i premier akurat przebywali poza Islandią i kontakt z nimi też został utracony) starają się zapanować nad mieszkańcami, zadbać o to, by w kraju odciętym nagle od dostaw z zewnątrz dało się przeżyć. Jedzenie jakoś można wytworzyć (pytanie jednak, czy starczy go dla wszystkich?), ale bez wielu produktów z zewnątrz poziom życia szybko zaczyna spadać. Kiedy władze starają się zapewnić przeżycie własnym obywatelom, turyści i imigranci mają coraz bardziej przerąbane…
Historię poznajemy głównie z punktu widzenia Islandczyka Hjaltiego, dziennikarza, który w trudnej sytuacji zostaje rzecznikiem prasowym władz, oraz Marii – imigrantki i skrzypaczki, która coraz wyraźniej czuje, że dla niej i dla jej dzieci Islandia przestaje być domem. Te opowieści przeplatają krótkie notatki prasowe, ukazujące trudną sytuację w kraju, oraz fragmenty z późniejszego życia Hjaltiego, gdzieś na odludziu, z dala od reszty Islandczyków.
Wyspa ma ogromny potencjał, który gdzieś przez pierwszą połowę książki jest mocno zaprzepaszczony. Niby sporo się dzieje, Islandię odcina od świata, ale sposób opisania tych wydarzeń, reakcja bohaterów, no jakoś to wszystko niezbyt do mnie trafiało. Niektóre rozdziały mnie wręcz nudziły, a tego się nie spodziewałam po takiej lekturze. Na szczęście z czasem akcja się rozkręciła, bohaterowie stali się wyrazistsi, a pogrążająca się w chaosie Islandia coraz bardziej mnie interesowała. Zabrakło mi nieco konkretniejszego zakończenia, ale to przedstawione przez Björnsdóttir pozostawia wyobraźni czytelnika spore pole do popisu. Całościowo uważam, że Wyspa to książka (tylko lub aż) dobra, z bardzo fajnym pomysłem i sporym, tylko częściowo wykorzystanym potencjałem.

Przesłuchane: 7.04.2024
Ocena: 6/10

Opublikowany w Antyutopia, Literatura piękna

Agustina Bazterrica – Wyborny trup

Tytuł: Wyborny trup
Autorka: Agustina Bazterrica
Tytuł oryginału: Cadáver exquisito
Tłumaczenie: Patrycja Zarawska
Literatura: argentyńska
Wydawnictwo: Mova

Lubię wszelakie dystopie i wszelakie negatywne obrazy przyszłości świata – może to niezdrowa fascynacja, ale cóż poradzić 😉 . Kiedy więc przeczytałam o Wybornym trupie – książce, w której ludzie w przyszłości skręcili w kierunku kanibalizmu – też zaciekawiłam się tym pomysłem. Zniechęcały mnie jedynie komentarze o zbyt naturalistycznych i brutalnych opisach, ale może nastawiłam się na coś gorszego, a może za dużo okropieństw już w życiu czytałam – bądź co bądź nie było źle. Tak, język jest konkretny, opisy mocno szczegółowe, ale to wszystko bardzo pasuje do treści i świata przedstawionego – nie potrafiłabym sobie wyobrazić tej książki bez takich opisów. W Wybornym trupie widzimy świat po Przemianie, czyli momencie, gdy z powodu atakującego zwierzęta wirusa trzeba było wszystkie wybić. Czy wirus naprawdę istniał, czy też była to medialna propaganda, by walczyć z przeludnieniem – nie wiadomo, ale władze podjęły decyzję, że skoro człowiek nie może obyć się bez mięsa, czas zacząć hodować i przerabiać na mięso ludzi. Cały ten świat czytelnik ogląda z punktu widzenia bohatera, który kiedyś pracował w rzeźni, a po Przemianie został w branży – zmienił się tylko surowiec, z którym pracuje… Trafiła do mnie charakterystyka bohaterów, ich zachowania, choć nie zawsze przewidywalne (zakończenie mnie zaskoczyło, ale pasowało mi do tej książki), spodobały mi się język i styl. Pierwszym rozdziałom lektury towarzyszył ciągle jakiś wewnętrzny niepokój – niby wiadomo, że to antyutopia, ale sama ta wizja świata wywoływała spory dyskomfort we mnie, jakieś takie pytanie czy to aby na pewno niemożliwe? 😉 Wyborny trup to dobra i wciągająca książka, choć dość krótka – przeczytałam ją za jednym podejściem i myślę, że na dłuższy czas pozostanie mi w pamięci.

Przeczytane: 4.07.2023
Ocena: 7/10

Opublikowany w Antyutopia, Literatura piękna

Margaret Atwood – Opowieść Podręcznej

Tytuł: Opowieść Podręcznej
Autorka: Margaret Atwood
Tytuł oryginału: The Handmaid’s Tale
Tłumaczenie: Zofia Uhrynowska-Hanasz
Literatura: kanadyjska
Wydawnictwo: Wielka Litera

Skoro majowe wyzwanie LC wymagało ponownego przeczytania lubianej książki, postanowiłam wrócić do Opowieści Podręcznej Atwood, zwłaszcza że sporo szczegółów umknęło mi z pamięci. Jak i za pierwszym razem lektura wywarła na mnie spore wrażenie, a styl Kanadyjki niezmiernie uwielbiam – jej książki się pochłania, a nie czyta 🙂 . Opowieść Podręcznej pisana jest z punktu widzenia Fredy – kobiety, która w okresie przejściowym Gileadu została Podręczną, czyli osobą, której głównym życiowym celem ma być rodzenie dzieci klasom wyższym. Gilead to powstała na terenie Stanów Zjednoczonych teokratyczna dyktatura, w której kobietom odebrano wszelkie prawa, jedna te, które tak jak Freda żyją w okresie przejściowym, pamiętają też świat sprzed Gileadu. Bohaterka miała męża, dziecko, pracę – wszystko to jej odebrano i wraca to do niej w przebłyskach wspomnień, zazwyczaj podczas długich, samotnych nocy. Inne wspomnienia dotyczą szkolenia Podręcznych, które miały przestawić kobiety na nowo panujący system, a główny trzon powieści stanowi życie Fredy w domu komendanta. Wbrew pozorom nie dzieje się tu dużo, a gdyby nie epilog, wiele kwestii ze świata Gileadu pozostałoby dla czytelnika niejasnych. Wciąż odczuwam pewien niedosyt po tej lekturze, Atwood stworzyła fascynujący, choć przerażający świat, jednak nie zgłębiała się w szczegóły. Najważniejsza tu była główna bohaterka, jej emocje, podejście do świata i własnych wspomnień – to się świetnie czyta, ale nie dziwi mnie, że twórcy serialu musieli potem sporo dorzucić od siebie, jeśli chodzi o akcję do pokazania na ekranie 😉 . Opowieść Podręcznej niezmiernie uwielbiam, choć czytając ją po raz drugi i wiedząc, czego się spodziewać, skupiłam się głównie na psychologicznym aspekcie lektury i pod tym kątem czytało mi się ją jeszcze lepiej. Naprawdę warto przeczytać, choć nie ma co porównywać z serialem – to już dwie zupełnie inne opowieści…

Przeczytane: 25.05.2023
Ocena: 8/10

Opublikowany w Antyutopia, Literatura piękna

Margaret Atwood – Testamenty

Tytuł: Testamenty
Autorka: Margaret Atwood
Tytuł oryginału: The testaments
Tłumaczenie: Paweł Lipszyc
Literatura: kanadyjska
Wydawnictwo: Wielka Litera

Opowieść podręcznej czytałam już kilka lat temu, ale do dziś pamiętam wrażenie, jakie na mnie wywarła. Teraz sięgnęłam też po wydaną w międzyczasie kontynuację książki – akcja Testamentów rozgrywa się w Gileadzie kilkanaście lat później i jest to nowa historia. A dokładniej trzy różne historie, które w pewnym momencie zaczynają splatać się w całość. Nie są one bezpośrednio związane z historią opisaną w Opowieści podręcznej, więc nie przeszkadzało mi, że trochę szczegółów świata przedstawionego zdążyło mi już uciec z pamięci. Ale choć Testamenty można czytać oddzielnie, polecam jednak zapoznać się najpierw z pierwszym tomem, by lepiej zrozumieć tło historii, świat Gileadu, sytuację polityczną, itp.
Zatem w Testamentach mamy trzy narratorki, których głosy się przeplatają. Ciotka Lidia, niegdyś sędzina, a po upadku USA – jedna z Ciotek-Założycielek w nowym porządku. Agnes – córka Komendanta, która po śmierci matki próbuje odnaleźć się w nowej rodzinie ojca i zaczynająca coraz lepiej rozumieć świat, w którym przyszło jej dorastać. Oraz Daisy – kanadyjska nastolatka, ucząca się w szkole o tym dziwnym świecie za południową granicą i obserwująca go z punktu widzenia normalnego państwa. Muszę przyznać, że Atwood znów świetnie wykreowała realia Gileadu, swoje bohaterki i ich historie, pierwszą część książki czyta się świetnie, wręcz jednym tchem.
Potem jednak coś zaczyna zgrzytać. Nie jakoś mocno, nie na tyle, by lektura przestała mi się podobać. Miałam jednak wrażenie, że akcja pędzi za szybko, za dużo umyka po drodze. Do tego parę sytuacji było aż nadto przewidywalnych, miałam nadzieję na jakieś elementy zaskoczenia, ale tego niestety zabrakło. W efekcie nie odczuwam tutaj takiego zachwytu, jaki wzbudziła we mnie Opowieść podręcznej – ponadto świat przedstawiony nie jest już taką nowością. Mimo wszystko Testamenty to wciąż bardzo dobra książka. Nie rewelacyjna, nie dorównująca swojej poprzedniczce, ale wciąż bardzo dobra 🙂

Przeczytane: 7.10.2021
Ocena: 7/10

Opublikowany w Antyutopia, Fantastyka

Antoni Słonimski – Dwa końce świata

Tytuł: Dwa końce świata
Autor: Antoni Słonimski
Literatura: polska
Wydawnictwo: Książka i Wiedza

Na wzmiankę o Dwóch końcach świata Słonimskiego trafiłam w jednej z książek historycznych o II wojnie światowej. Wspomniano tam, że na krótko przed wojną ukazała się książeczka opowiadająca o końcu świata i zagładzie ludzkości. Pewien Niemiec, niejaki Retlich (anagram Hitlera) stworzył niebieskie promienie, które zabijają bardziej złożone istoty żywe (zagładę przeżyły np. insekty czy ryby) i postanowił pozbyć się ludzkości, zostawiając przy sobie grupkę specjalnie wychowywanych Lapończyków (uznał tę rasę za najbardziej pasującą do jego wizji przyszłego świata). Tak się jednak złożyło, że parę miejsc na Ziemi nadawało się na schrony, odporne na działanie promieni, więc tu i tam pojedyncze osoby przeżyły. W książce skupiono się głównie na losach dwóch Polaków, którzy przeżyli przypadkowo, zasypiając w chronionym miejscu, oraz brytyjskiego profesora i jego asystentki, którym udało się zabezpieczyć przed promieniami, odkrywszy ich działanie.
Wspomniana przeze mnie książka historyczna, dzięki której w ogóle dowiedziałam się o Słonimskim, skupiała się na tym fragmencie Dwóch końców świata, który opowiada o oczekiwaniu ludzkości na zagładę. Rasistowskie zachowania, pogromy Żydów, brak wiary w gadanie szaleńca – Słonimski w 1937 roku czuł, w jakim kierunku idą hitlerowskie Niemcy. Ale w jego książce ważniejsze jest to, co się dzieje po zagładzie ludzkości, choć muszę przyznać, że mi osobiście właśnie te początkowe rozdziały przypadły do gustu bardziej. Zachowania ocalałych bywały irytujące, żadnego z bohaterów polubić się nie dało. Jeszcze gorzej było z samych Retlichem i jego ekipą, zwaną rubenitami. Mam wrażenie, że Słonimski dążył do tego, by czytelnik nie przywiązywał się do bohaterów, ale skupił się na całej opisanej sytuacji, a może także na zadaniu sobie pytania: co ja bym zrobił w takiej chwili?
Dwa końce świata to krótka książeczka, czyta się ją bardzo szybko. Jest też napisana fajnym, lekkim stylem, który bardzo mi podszedł. Słonimiski miał pomysł na tę niewesołą przyszłość świata, zabrakło tu jednak dobrze przedstawionych bohaterów. Nie podpasowało mi też zakończenie, które dalej pozostawia wiele otwartych pytań, ale zakładam, że było to zrobione celowo 😉 . Mimo wszystko Dwa końce świata to fajna lektura, zwłaszcza biorąc pod uwagę, kiedy ta książka powstała i cały ówczesny kontekst polityczny.

Ocena: 6/10
Przeczytane: 2.07.2021

Opublikowany w Antyutopia, Literatura piękna

Aleksandra Sadura – Chinopol

Tytuł: Chinopol
Autor: Aleksandra Sadura
Literatura: polska
Wydawnictwo: Wyd. Sadura

Bardzo lubię książki z gatunku antyutopii i Chinopol Sadury to pierwsza polska antyutopia, która trafiła w moje ręce. Zobaczyłam tę książkę dość przypadkowo na jednym z kont instagramowych i zaciekawiła mnie – inaczej pewnie bym nawet o niej nie słyszała, bo Sadura wydała Chinopol na własną rękę i nie było tu dużych kampanii reklamowych. Chinopol, czyli chińska kolonia na ziemiach polskich w latach pięćdziesiątych XXI wieku – pomysł na tyle ciekawy, że książkę rozpoczęłam prawie od razu po zakupie.
Na plus na pewno jest sam pomysł – Chiny stają się taką potęgą, że kolonizują sporą część świata. Leżąca na obrzeżach mocarstwa polska kolonia (Niemcy są już wolnym krajem) ma dostarczać surowców i pracowników, no i żon dla gustujących w Europejkach Chińczyków. A w polskiej naturze, jak to wiadomo z historii, jest bunt i skłonność do powstań, więc mamy tu ruch oporu – podsycany mocno ostrymi działaniami chińskich władz. Sadura pisze w lekki i przystępny sposób, akcja toczy się bardzo szybko, więc właściwie czytelnik nie chce odkładać książki na bok, bo właściwie ciągle coś się dzieje. Dużo tu dialogów, które jeszcze bardziej przyspieszają czytanie.
Z drugiej strony ta szybka akcja sprawia, że sporo ważnych rzeczy ulatuje. Bohaterowie są dość płytcy, bo nie ma kiedy i jak rozbudować ich charakterystyki. Wiele momentów można by opisać dokładniej, nie zostawiać czytelnika z domysłami – czasem niektóre momenty były opisane tak pobieżnie, że uciekło mi jakieś wydarzenie i chwilę mi zajęło przypomnienie sobie / zrozumienie, co się w ogóle stało. Wewnętrzne przeżycia bohaterów też potraktowano po macoszemu, co irytowało mnie chyba najbardziej, bo słowa w stylu wściekłam się czy chciało mi się płakać jako cały opis przeżyć wewnętrznych po tragicznym wydarzeniu… no nie, to zdecydowanie za mało.
Także świat przedstawiony nie do końca do mnie trafia. Według opowieści, Polska była pod okupacją zaledwie kilkadziesiąt lat, przed atakiem to był kraj, który my obecnie znamy. Dobra, rozumiem, że władze kazały oddać laptopy czy smartfony, ale cofnięcie całego kraju w krótkim czasie do epoki, którą znali raczej nasi dziadkowie niż my… Ciężko uwierzyć, że pod władzą potężnych, nowoczesnych Chin cywilizacja się cofa, a nie idzie do przodu. I nie mówię tu tylko o ubogich ludziach, ale też środki, którymi dysponują same władze, wydają się być nieadekwatne do czasów – szczególnie biorąc pod uwagę, jak szybko idzie do przodu nauka obecnie.
Nie jest to książka w stylu antyutopijnych klasyków jak 1984 rok czy Opowieść podręcznej, gdzie czytelnik zastanawia się, dokąd zmierza świat. To raczej powieść z serii tych nierealnych, mających być rozrywką, a nie edukować czytelnika. I myślę, że pod tym kątem Chinopol sprawdza się całkiem dobrze. Jest tu jednak sporo niewykorzystanego potencjału, więc więcej niż 6/10 dać nie mogę 😉 .

Przeczytane: 8.06.2021
Ocena: 6/10

Opublikowany w Antyutopia, Science fiction

Philip K. Dick – Człowiek z Wysokiego Zamku

Tytuł: Człowiek z Wysokiego Zamku
Autor: Philip K. Dick
Tytuł oryginału: The Man In The High Castle
Tłumaczenie: Lech Jęczmyk
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Rebis

Ale byłam ciekawa tej książki! Kiedy przeczytałam Przypadek Adolfa H. – alternatywną wizję świata, gdyby Hitler dostał się na wiedeńską Akademię Sztuk Pięknych – kolega z pracy polecił mi Człowieka z Wysokiego Zamku. Kolejna książka z rodzaju historii alternatywnej – tym razem, co by było gdyby Niemcy i Japonia wygrały II wojnę światową. Idea natychmiast mnie zaciekawiła, dość wysokie oceny książki stanowiły zachętę… No i w końcu zabrałam się za lekturę.
Człowiek z Wysokiego Zamku wciągnął mnie od pierwszych stron. Świat przedstawiony był faktycznie pomysłowy, bohaterowie dość różnorodni, więc zapowiadała się naprawdę fajna lektura… I coś nie wyszło. Nie umiem nawet określić, w którym momencie zaczęłam mieć poczucie, że w książce mi czegoś brakuje. Rozdział za rozdziałem bohaterowie nie rozwijali się, byli dość prości, trudno się było do nich przywiązać, chcieć bardziej śledzić ich losy. Autor nie próbował zgłębiać też wykreowanego przez siebie świata – w paru dłuższych wypowiedziach wytłumaczył, jak zakończyła się wojna, jaki miała wpływ na świat… i to by było na tyle. Czytelnik odnosi wrażenie, że jest pomysł na świat przedstawiony, a brak umiejętności lub chęci, by faktycznie dobrze go przedstawić.
Do tego pojawia się też wątek powieści pt. Utyje szarańcza, napisanej przez tytułowego człowieka z Wysokiego Zamku, czyli H. Abendsena. Wyobraził on sobie, jak wyglądałby świat, gdyby Niemcy i Japonia wojnę przegrały i napisał o tym książkę – ten świat wyobrażony jest jednak inny i od tego, który czytelnik zna z historii. W Rzeszy książka jest zakazana a mieszkający w Ameryce autor słusznie może obawiać się o swoje życie, dlatego ukrywa się w Wysokim Zamku. Tak przynajmniej wszyscy myślą… I znów, o ile sam pomysł pojawienia się w książce innej książki z jeszcze inną historią alternatywną (książki, która w jakiś sposób łączy wszystkich bohaterów) był dla mnie bardzo ciekawy, to sposób przedstawienia tego wątku znów pozostawia wiele do życzenia.
Człowiek z Wysokiego Zamku to dla mnie lektura z ogromnym potencjałem, świetnym pomysłem i przeciętnym wykonaniem. Wciąż jest to dobra i wciągająca książka, ale po skończeniu pozostaje ogromny niedosyt. To by było na tyle? Wszystkie te zaczęte wątki nie zostaną w żaden sposób rozwinięte? Co się dzieje z tym światem, z tymi bohaterami? Chyba jednak Przypadek Adolfa H. spodobał mi się dużo bardziej…

Przeczytane: 14.03.2021
Ocena: 6/10

Opublikowany w Antyutopia, Science fiction

Janusz A. Zajdel – Cylinder van Troffa

Tytuł: Cylinder van Troffa
Autor: Janusz Andrzej Zajdel
Literatura: polska
Wydawnictwo: superNOWA

Po raz drugi sięgam po twórczość Zajdela (po Limes inferior) i po raz drugi jestem zachwycona – tym razem chyba jeszcze bardziej niż poprzednio. Wszystko mi odpowiada w tej książce – styl, pomysł na fabułę, przedstawienie bohaterów… Jedyne, na co mogłabym narzekać, to długość – Cylinder van Troffa jest stanowczo za krótki, urywa się w momencie, gdy wciąż jestem niezmiernie ciekawa, co będzie dalej. Tych 240 stron przeczytałam właściwie naraz, jednego dnia, co mi się już od dłuższego czasu nie przytrafiało.
Akcja Cylindra… dzieje się w przyszłości, we wstęp wprowadza nas żyjący w XXIV wieku Le Djaz, który znalazł notatki swojego zaginionego przyjaciela, Akka Numiego. Akk tłumaczył i badał znaleziony zielony zeszyt nazwany przez siebie Notatnikiem Nieśmiertelnego i to ów Nieśmiertelny jest narratorem powieści. W XXI wieku wyruszył w kosmos i ze względu na problemy techniczne podróż przeciągnęła się w czasie, trwała ponad sto lat. Powrót na Ziemię po takim czasie okazał się być dziwnym doświadczeniem – świat się zmienił, genetyczne modyfikacje ludzkości stały się przyczyną tzw. Epoki Rozszczepienia. Nieśmiertelny dąży jednak do konkretnego miejsca, gdzie ukryto tytułowy Cylinder van Troffa, niesamowite urządzenie, które pozwala spowolnić upływ czasu. Dla czekającej w środku ukochanej te sto kilkadziesiąt lat nieobecności Nieśmiertelnego na Ziemi minęłyby jak kilkanaście minut. Pytanie jednak, czy ona naprawdę tak czeka? Czy nikt nie odkrył urządzenia? Bardzo spodobał mi się pomysł Zajdela na to niemalże wstrzymanie czasu – czy to za pośrednictwem tego urządzenia, czy też dzięki podróży w kosmos, z której Nieśmiertelny nie wrócił przecież jako starzec. Świat, do którego wrócił, zdecydowanie nie jest idealny – pod nieobecność bohatera ludzie nie potrafili stworzyć dla siebie dobrej, bezpiecznej przyszłości. Mamy tu antyutopię, dobre science fiction, bardzo ciekawą kreację świata… Szkoda, że Zajdel pozostawił po sobie tak niewiele twórczości, bo talent miał facet naprawdę nieziemski 🙂

Przeczytane: 10.09.2020
Ocena: 8/10

Opublikowany w Antyutopia, Science fiction

Janusz A. Zajdel – Limes inferior

Tytuł: Limes inferior
Autor: Janusz A. Zajdel
Literatura: polska
Wydawnictwo: superNOWA

Czas na nadrabianie klasyki polskiej fantastyki. Limes inferior czekało na swoją kolej na mojej półce już od dawna i w końcu się doczekało – przy okazji urlopu. Książka nie jest gruba i wciąga już od pierwszych stron, więc całość przeczytałam nie wiedzieć kiedy. Limes inferior to taki miks fantastyki i antyutopii, a i to i to bardzo lubię, miałam więc dość wysokie oczekiwania w stosunku do tej książki. Zajdel tworzy świat przyszłości, gdzie ludzie podzieleni są na siedem klas, w zależności od inteligencji. Ci najmądrzejsi muszą pracować, ale dzięki temu mają dostęp do lepszych, bardziej wartościowych dóbr. Pozostali mogą robić ze swoim czasem, co tylko chcą, choć nie mają możliwości zarabiania na lepsze produkty (podstawowe są im zapewniane)… legalnie. Bo wśród tych mniej inteligentnych są i tacy, którzy dla wolności od pracy chętnie ukrywają swoje zdolności i działają na czarnym rynku, co zresztą przynosi im lepsze zarobki niż oficjalna praca. Jedną z takich postaci jest główny bohater – Sneer, który obserwuje i analizuje cały ten świat, próbując zrozumieć, jak doszło do zmiany systemu i kto zdecydował się na jego wybór. Właściwie prawie cała książka to antyutopia – świat przyszłości, który niby rozwiązał wiele problemów społecznych, ale czy naprawdę jest lepszy? Dopiero pod koniec w Limes inferior pojawiają się wątki fantastyczne / science-fiction i choć lubię te gatunki, to jakoś do tej książki mi nie pasują. Lepiej by mi się czytało, gdyby do samego końca pozostała to tylko antyutopia, bo to fantastyczne zakończenie do mnie nie trafia, psuje cały efekt. Owszem, do samego końca czyta się szybko i lekko, no ale… czegoś tu brakuje. Pozostaje też znak zapytania, co się dalej działo z bohaterami, z całym tym dziwnym, nowym światem. Za język, styl i pomysł na wizję świata z przyszłości dałabym Zajdlowi spokojnie 8 albo i 9/10. Przez zakończenie daję jednak 7, mimo to wciąż uważam, że z Limes inferior warto się zapoznać.

Przeczytane: 19.07.2020
Ocena: 7/10